- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Zaburzenie relacji...
Zaburzenie relacji małżeńskich przez trudności z córką z poprzedniego związku
Mój mąż ma 25 letnia córkę z pierwszego małżeństwa. Dziewczyna ma nerwicę lękową i prawdopodobnie spectrum autyzmu co zostało zdiagnozowane w ciągu ostatnich 2 lat. Jest studentką na 5 roku studiów. Od prawie 2 miesięcy siedzi w domu, leczy się psychiatrycznie, ma dysocjacje (tak to nazywa jej matka), nie mówi. Jest objęta opieką lekarza psychiatry oraz ma psychoterapię. Dodam, że od dziecka jest pod silnym wpływem matki, nie potrafi, nie chce być samodzielna (jeszcze niedawno rodzice jeździli sprzątać jej pokój w akademiku), matka poświęciła jej całe życie, jest matką i wie najlepiej czego trzeba jej córce, córka jest najważniejsza i ona dla córki wszystko. Natomiast mój problem dotyczy zachowania mojego męża w tej sytuacji. Mam poczucie, że jest wciągnięty w jakąś manipulację - zostało mu wmówione przez obie, że autyzm i nerwica mają podłoże genetyczne właśnie po nim. Mam poczucie, że matka celowo wykorzystuje chorobę córki aby zwrócić na siebie uwagę. Oczywiście ma to ogromny wpływ na nasze relacje i codzienne życie. Mąż jest wycofany, nieobecny, ignoruje mnie, lekceważy. Ja rozumiem, że córka jest chora, ale nie jestem partnerem w tej sytuacji. Kiedy pytam czy czegoś potrzebuje jak go wesprzeć to odpowiada, że to nie jest moja sprawa. Słyszę tylko, że to jest jego dziecko. Im dłużej ta sytuacja trwa to zbliża się tam a oddala ode mnie. Sam zamęcza się myśleniem, że on ma te same przypadłości co córka, że są oboje bardzo wrażliwi i emocjonalni. Tylko na swoim punkcie, bo ja jestem obok i nie budzę żadnych jego emocji. Już nie mówiąc o tym, że też mam swoją wrażliwość i emocje. Nie radzę sobie. Boję się co już też u mnie zaczyna mieć swoje objawy. Bezsenność, lęki o przyszłość, brak apetytu. Dodam też, że poznałam męża kiedy był już 6 lat po rozwodzie. Zdradził poprzednią żonę z inną kobietą i do niej odszedł. Nie miał żadnych skrupułów zostawić 6 letnie wówczas dziecko. Kontakty z córką były incydentalne również dlatego, że ograniczane przez matkę. Rekompensował swoje ojcostwo finansami. Co zresztą czyni do dziś, każda zachcianka, prezent jest kupiony od ręki. Jestem mocno niezależna finansowo, a rozlicza z kaucji za butelki, ale to już inna historia. Będę wdzięczna za pomoc.
Anna Maria
Dominika Winciorek
Bardzo czuję, ile w tym jest samotności, napięcia i bezradności. Jesteś w sytuacji, w której próbujesz być wyrozumiała wobec choroby córki, a jednocześnie Twoje własne potrzeby są odsuwane na bok i to naprawdę może boleć.
zatrzymałabym się najpierw przy Tobie. Co w tej sytuacji jest teraz dla Ciebie najtrudniejsze, jego wycofanie, brak rozmowy, poczucie bycia nieważną? A gdyby wyobrazić sobie, że za jakiś czas sytuacja jest odrobinę lepsza, po czym jako pierwszym byś to poznała? Czasem zmiana zaczyna się nie od rozwiązania całej rodzinnej dynamiki, ale od jednego małego kroku w stronę zadbania o siebie np. spokojnego postawienia granicy albo nazwania swoich uczuć bez oskarżeń.
Warto też zauważyć, że Twój mąż może przeżywać silne poczucie winy i lęk. to nie usprawiedliwia jego zachowania, ale może pomaga zrozumieć, dlaczego się zamyka. Jednocześnie Twoje objawy (bezsenność, lęk, brak apetytu) są sygnałem, że Ty również potrzebujesz wsparcia, nie tylko „wytrzymywania”. Nie musisz dźwigać tego sama.
Może dobrym pierwszym pytaniem do siebie byłoby: co pomoże mi teraz choć trochę odzyskać poczucie stabilności — niezależnie od tego, co zrobi mąż?
pozdrawiam,
Dominika Winciorek
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Rozumiem, że jest Pani w bardzo trudnym położeniu, bo z jednej strony dotyczy to realnego kryzysu zdrowotnego dorosłej córki Pani męża, a z drugiej - wyraźnie wpływa to na Pani relację i poczucie bezpieczeństwa. Kluczowe wydaje się oddzielenie dwóch poziomów. Pierwszy to relacja ojciec-córka i jej leczenie, na które ma Pani ograniczony wpływ. Drugi to relacja małżeńska, za którą odpowiadacie Państwo oboje. Jeżeli słyszy Pani „to nie jest twoja sprawa”, pojawia się wykluczenie z ważnego obszaru życia partnera. W zdrowym związku nawet jeśli nie uczestniczy się bezpośrednio w rozwiązywaniu problemu, pozostaje się w emocjonalnym kontakcie. Można spróbować rozmowy skoncentrowanej nie na ocenie byłej żony czy diagnoz córki, lecz na Pani doświadczeniu. Na przykład "czuje x, gdy robisz y bo potrzebuje z". To przenosi ciężar z analizy innych osób na Waszą relację.
Jednocześnie bardzo ważne jest Pani zdrowie. Bezsenność, lęk, brak apetytu to sygnały przeciążenia. Niezależnie od tego, co zrobi mąż, warto rozważyć wsparcie dla siebie - konsultację psychologiczną lub terapię, aby mieć przestrzeń na regulowanie własnych emocji i ustalenie granic. Jeżeli mąż nie chce rozmawiać indywidualnie, można zaproponować terapię par jako bezpieczną przestrzeń do uporządkowania tej sytuacji.
Nie ma Pani wpływu na historię jego ojcostwa ani na dynamikę między nim a byłą żoną, ale ma Pani wpływ na to, jakie warunki są dla Pani konieczne, aby czuć się w małżeństwie bezpiecznie i ważnie. Warto zadać sobie pytanie, czego Pani potrzebuje, aby dalej w tej relacji pozostać bez szkody dla własnego zdrowia.
Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
Karolina Grabka
Natalia Szulc
Opisuje Pani bardzo złożoną i obciążającą sytuację. Trudność nie dotyczy wyłącznie choroby córki męża, ale przede wszystkim tego, co dzieje się między Państwem jako parą.
W momentach kryzysu dziecka wielu rodziców reaguje silnym poczuciem winy i odpowiedzialności. Czasem uruchamia się potrzeba „naprawienia” przeszłości – zwłaszcza jeśli wcześniej relacja była osłabiona lub przerywana. To może prowadzić do emocjonalnego wycofania z aktualnego związku i skupienia całej energii na dziecku. Nie musi to oznaczać manipulacji, ale raczej silne uwikłanie w poczucie winy, lęk i bezradność.
Z Pani perspektywy kluczowe wydaje się poczucie odsunięcia i samotności w relacji. Słyszy Pani: „to nie jest twoja sprawa”, co w praktyce oznacza wyłączenie z ważnego obszaru życia partnera. To naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się lęk, bezsenność czy napięcie – organizm reaguje na utratę bliskości i poczucia bezpieczeństwa.
Warto oddzielić dwie kwestie:
– chorobę córki (na którą realnie nie ma Pani wpływu),
– oraz jakość relacji małżeńskiej (na którą ma Pani wpływ poprzez rozmowę o swoich potrzebach i granicach).
Być może pomocna byłaby rozmowa skoncentrowana nie na ocenie byłej żony czy córki, ale na tym, co dzieje się między Państwem teraz: „Czuję się odsunięta i samotna. Potrzebuję wiedzieć, czy w tej sytuacji nadal jesteśmy zespołem”.
Jeżeli objawy, o których Pani pisze (bezsenność, lęk, brak apetytu), utrzymują się, warto rozważyć również własną konsultację psychologiczną. Niezależnie od sytuacji córki męża, Pani stan emocjonalny wymaga uwagi.
W opisanej sytuacji nie chodzi tylko o to, „co zrobić z nimi”, ale o to, jak ochronić siebie i swoją relację.
Marek Wdowczyk
Witam!
W Pani pytaniu zawarte są różne problemy. Po pierwsze systemowy: Jest to zależność między Panią, mężem, jego córką i byłą żoną. Ta sytuacja wymagałaby wspólnej pracy zarówno Pani jak i Pani męża. Czy to w procesie terapeutycznym, czy za pomocą odpowiedniej komunikacji. W relacjach bardzo ważne jest wzajemne zrozumienie swoich potrzeb, problemów i wspólne ustalanie jak na jedne i drugie reagować.
Z kolei objawy psychosomatyczne wymagają pracy indywidualnej. Bezsenność, lęki o przyszłość, brak apetytu mogą pojawić się jako konsekwencja nie radzenia sobie z emocjami. W takiej sytuacji należy namierzyć co wywołuje dane emocje, co można z tym zrobić i spróbować to zrobić. Jeśli sytuacji nie da się zmienić, to co można zrobić z samymi emocjami? W jaki sposób można je zwętylować, przepracować lub zaakceptować?
Iwona Chrzanowska
Dzień dobry,
czytając Pani post widać, jak bardzo trudna i obciążająca emocjonalnie jest dla Pani ta sytuacja. Z jednej strony jest choroba córki Pani męża, która sama w sobie jest poważnym kryzysem dla całej rodziny. Z drugiej strony doświadcza Pani wycofania, obojętności i braku miejsca dla siebie w relacji z mężem. Nic dziwnego, że zaczyna się to odbijać na Pani samopoczuciu.
Kiedy w rodzinie pojawia się poważny problem zdrowotny dziecka – nawet dorosłego – często bardzo silnie uruchamia się u rodziców poczucie winy, odpowiedzialności i potrzeba „naprawienia” sytuacji. Z Pani opisu wynika, że Pani mąż może bardzo intensywnie przeżywać to, co dzieje się z córką i próbować znaleźć dla tego jakieś wyjaśnienie, nawet obwiniając siebie. To może powodować, że cała jego uwaga i emocje koncentrują się właśnie tam.
Jednocześnie z Pani perspektywy wygląda to tak, jakby w tym wszystkim zabrakło miejsca na Pani uczucia i potrzeby. Pisze Pani, że próbuje rozmawiać, pytać jak może wesprzeć męża, a słyszy Pani, że to „nie Pani sprawa”. W naturalny sposób może to rodzić poczucie odrzucenia, samotności i bezradności w relacji.
Warto też zauważyć, że bardzo długo funkcjonuje Pani w napięciu i niepewności. Pisze Pani o bezsenności, lęku o przyszłość i braku apetytu. To sygnały, że ta sytuacja zaczyna mocno obciążać również Pani zdrowie psychiczne.
Z Pani opisu widać dużo emocji, poczucia niesprawiedliwości i zagubienia w tym, co się dzieje między Panią a mężem. W tak złożonej sytuacji, gdzie splatają się choroba dziecka, relacje z byłą partnerką i trudności w małżeństwie, bardzo trudno jest samemu znaleźć dla siebie bezpieczną perspektywę.
Dlatego myślę, że warto rozważyć rozmowę z psychologiem. Spotkanie z osobą z zewnątrz mogłoby pomóc Pani uporządkować emocje, przyjrzeć się temu, co się dzieje w relacji z mężem i zadbać o własne poczucie bezpieczeństwa w tej sytuacji. Nie po to, żeby oceniać kogokolwiek, ale żeby Pani nie musiała z tym wszystkim zostawać sama.
Z pozdrowieniami
Iwona Chrzanowska
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry
To, co Pani opisuje, brzmi tak, jakby mąż był pochłonięty córką i swoją winą a była żona odgrywała w tym ogromną rolę, natomiast Pani ze swoją wrażliwością, lękiem o przyszłość, bezsennością zostaje sama ze wszystkimi skutkami tej sytuacji. To są bardzo poważne obciążenia, nic dziwnego, że zaczyna się to odbijać na Pani ciele i psychice.
W takiej plątaninie relacji może być pomocne odróżnienie tego, na co Pani wpływu nie ma (diagnozy córki, sposób funkcjonowania byłej żony, przeszłe decyzje męża) od tego, na co wpływ Pani ma – czyli na swoje granice, potrzeby i to, jak chce być traktowana w obecnym związku. Gdyby wyobrazić sobie, że dziś w nocy wydarza się mały cud i jutro Pani nadal ma tego samego męża, tę samą sytuację z córką, ale Pani czuje się choć trochę bardziej spokojna, zauważona i traktowana po partnersku – po czym poznałaby Pani rano, że stało się coś takiego? Co mąż zrobiłby choć odrobinę inaczej wobec Pani, a co Pani zrobiłaby inaczej wobec niego albo wobec siebie?
Może Pani też pomyśleć o swoim obecnym funkcjonowaniu. Co mogłoby być najmniejszym, realnym krokiem, który przesunąłby Panią o pół punktu do przodu– może jedna spokojniejsza rozmowa, jedna jasno postawiona granica, jedno działanie „dla siebie”, jak umówienie się na własną konsultację psychologiczną żeby zadbać o sen i lęk? Warto też zauważać krótkie momenty, kiedy jest Pani ciut lżej – gdy uda się zasnąć szybciej, zjeść coś mimo braku apetytu, skupić się na czymś innym niż konflikt- to sygnały, że mimo wszystko ma Pani w sobie zasoby do radzenia sobie. Zajęcie się własnym zdrowiem psychicznym i fizycznym nie jest egoizmem, tylko koniecznym warunkiem, żeby w ogóle móc zdecydować, co dalej w takiej sytuacji robić.
Z poważaniem
Karolina Rzeszowska-Świgut
Psycholog psychotraumatolog
Dawid Rowiński
Sytuacja choroby córki i jej zaburzenia lękowe oraz spektrum autyzmu najpewniej uruchomiły w Pani mężu silne poczucie winy i potrzebę naprawienia przeszłości, co może tłumaczyć jego wycofanie i nadmierną identyfikację z dzieckiem. W relacji tworzy się układ, w którym on z córką stanowią zamkniętą całość, a Pani doświadcza kryzysu w małżeństwie i emocjonalnego odrzucenia. To naturalne, że budzi to złość oraz lęk, a bezsenność czy napięcie są sygnałem przeciążenia psychicznego. Komunikat „to nie twoja sprawa” pogłębia dystans i podważa fundament relacji partnerskiej. Nie ma Pani wpływu na jego poczucie winy, ale ma Pani wpływ na to, czy zgadza się Pani na bycie pomijaną. Warto jasno nazwać, jaki wpływ ma to na Panią, i równolegle zadbać o własne wsparcie psychologiczne.
Pozdrawiam ciepło, Dawid
Dominika Poźniak
Czy między Państwem jest komunikacja? Taka sytuacja jak poważny kryzys zdrowotny dorosłego dziecka wymaga rozmów i jasnych ustaleń. Dziecko jest ważne, ale Pani mąż założył nową rodzinę i jako dorosły partner powinien dojrzale komunikować podział czasu, uwagi i zasobów. Jednostronne zmiany w funkcjonowaniu relacji często wywołują niepokój i oddalają od siebie.
Mam też wrażenie, że w Pani uruchamiają się różne lęki. Historia jego odejścia z pierwszego małżeństwa i poczucie, że była żona manipuluje sytuacją, a mąż temu ulega.
Jest możliwe, że Pani mąż przeżywa podwójny kryzys: związany ze zdrowiem córki oraz własny, tożsamościowy i rodzicielski. Może mierzyć się z poczuciem winy, lękiem, próbą „naprawienia” przeszłości. To jednak nie zwalnia go z odpowiedzialności za dbanie o relację z Panią i jasną komunikację.
Może warto na chwilę zatrzymać się i rozróżnić dwie rzeczy: na co ma Pani realny wpływ, a na co nie. Nie ma Pani wpływu na relację męża z córką ani na dynamikę między nim a byłą żoną. Ma Pani natomiast wpływ na to, jak komunikuje Pani swoje potrzeby, jakie granice stawia i na co się w małżeństwie godzi.
Gdyby zadała Pani sobie pytanie: Co konkretnie sprawiłoby, że poczułabym się trochę lepiej w relacji z mężem? Im bardziej prezycyjna będzie Pani potrzeba, tym większa szansa, że mąż będzie w stanie ją usłyszeć i spełnić. Przykładowo "Chciałabym raz w tygodniu spędzić wspólnie wieczór" jest łatwiejsze w realizacji niż "Chciałabym dostać więcej uwagi".
To, co szczególnie ważne, to Pani stan. Bezsenność, lęk o przyszłość, brak apetytu - to sygnały, że jest Pani w silnym przeciążeniu. Niezależnie od tego, jak zachowa się mąż, warto teraz zadbać o siebie. Jeśli nie otrzymuje Pani wsparcia w małżeństwie, tym bardziej potrzebne może być wsparcie z zewnątrz - rodzina, przyjaciele, a w razie potrzeby psycholog lub psychiatra.
Pozdrawiam,
Dominika Poźniak
Magdalena Dawiec
To dla mnie całkowicie zrozumiałe, że doświadcza Pani trudnych emocji w tej sytuacji. Z tego co Pani napisała, wnioskuję, że martwi się Pani o bliskie osoby, ale i dostrzega Pani skutki stresu u siebie samej. I ku Pani bym się zwróciła teraz, aby zadbać o Pani samopoczucie i być może przyjrzeć się czego Pani by teraz potrzebowała, czego Pani brakuje i jak może Pani radzić sobie z doświadczanymi trudnościami. Jeśli miałaby Pani potrzebę i gotowość zapraszam do kontaktu.
dobrego dnia!
Magdalena Dawiec
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
Dziękuję, że tak szczerze podzieliła się Pani swoją sytuacją. Z Pani opisu wnioskuję, że Pani w relacji z mężem i jego córką, brzmi bardzo obciążająco i wywołuje to w Pani naturalny lęk, bezsenność i poczucie izolacji. Sądzę, że to normalne, że przy tak trudnych emocjach czuje Pani frustrację i bezradność. Ważne jest, aby pamiętać, że mąż mierzy się z własnymi lękami i poczuciem winy a jego wycofanie i brak wsparcia nie oznacza, że Pani emocje nie są ważne. Ma prawo do własnych uczuć i obaw, tak samo jak Pani. Uważam, iż Pani ból w tej sytuacji, jest zupełnie zrozumiały.Warto szukać wsparcia dla siebie, nawet jeśli mąż nie jest gotowy być obecny w tym samym czasie. Może to być psychoterapia indywidualna, grupa wsparcia dla osób w podobnej sytuacji, a także jasne ustalenie własnych granic w relacji i w codziennym życiu z jego córką.Nie musi Pani dźwigać tego sama. Ma Pani prawo do ochrony swojej wrażliwości, emocji i zdrowia, nawet jeśli sytuacja rodzinna jest trudna. Mowi Pani o tym i to jest pierwszy krok do tego, aby poczuć większą równowagę i spokój w codziennym życiu.
Wszystkiego dobrego i zapraszamy ponownie do kontaktu z nami w razie potrzeby.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Zobacz podobne
Piszę z zapytaniem: jak można poradzić sobie z ignorowaniem w towarzystwie szczególnie przez męża? W domu wszystko fajnie, tylko jak mamy iść gdziekolwiek, gdzie będzie chociaż dwoje ludzi, ja się już przed tym spotkaniem denerwuję, bo mój mąż będzie mi ciągle przerywał w rozmowie, dokańczał moje historie, nie słuchał tego, że ja coś w tym czasie opowiadam, tylko wchodzi ze swoją opowieścią albo nagle musi o coś wszystkich zapytać ! Jesteśmy razem 13 lat, i ta jego cecha ciągłego bycia w centrum mnie już tak denerwuje, że już nie mam siły. Tyle razy prosiłam, mówiłam, że to mnie rani, że czuję się ignorowana, nieważna.... A najgorsze jest, to, że ludzie za tym idą i równie dobrze w ogóle mogę nie przychodzić, bo po co skoro jestem tylko jakimś tłem... Mamy dziecko, drugie w drodze, pomimo tego naprawdę jesteśmy fajną parą, ale jak tylko mamy iść np. na wesele, to ja już widzę, jak on lata po wszystkich znajomych i rodzinie, bo on musi się przywitać, ja stoję gdzieś tam z dzieckiem, potem jak mu mówię, że poszedłeś sam toon: no.myslałem, że idziesz za mną.... Brakuję mi tego, bycia jego partnerka, żoną w towarzystwie. Jak patrzę na inne małżeństwa, to jednak na takich imprezach siedzą razem, tym bardziej, jak mają dzieci. Ja rozumiem, że przecież to jest okazja do rozmów, oczywiście no ale nie tak, że wchodzimy razem, a ona pojawia się na chwilę zjeść, a potem dalej szuka, aby z kimś pogadać i tylko palcem mnie pokazuje, że tam siedzi żona....

