
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, kryzysy, rodzicielstwo i rodzina
- Zmiana klasy w...
Zmiana klasy w szkole – dziecko bez przyjaciół, jak pomóc?
Dominik
Edyta Kotula
Dzień dobry Panie Dominiku
Rozumiem, jak trudna jest ta sytuacja, zarówno dla Państwa, jak i dla syna. Dla dziecka w tym wieku koledzy i poczucie przynależności do grupy są bardzo ważne. Jeśli nagle dowiaduje się, że trafi do klasy bez żadnej bliskiej osoby, może pojawić się smutek, lęk i poczucie niesprawiedliwości. To, co przeżywa, jest zrozumiałe.
Samo mieszanie klas nie musi być złym rozwiązaniem, ale kluczowe jest to, jak zostanie przeprowadzone. Jeśli szkoła pytała dzieci o relacje i osoby, z którymi czują się dobrze, warto było uwzględnić te informacje. Pozostawienie dziecka bez żadnego znanego kolegi może utrudnić mu odnalezienie się w nowej sytuacji.
Najważniejsze teraz jest, aby syn czuł, że jego emocje są ważne i że ma w Państwu wsparcie. Warto rozmawiać z nim spokojnie, dawać mu poczucie bezpieczeństwa i pokazywać, że ta zmiana nie musi oznaczać czegoś złego na zawsze.
Choć teraz może mu się wydawać, że wszystko się zawaliło, dzieci często potrafią z czasem odnaleźć się w nowych grupach i nawiązać nowe relacje. Pierwsze dni mogą być trudne, ale z odpowiednim wsparciem ma dużą szansę przejść przez ten okres i poczuć się dobrze w nowej klasie.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Bladowska
Moim zdaniem to, co najbardziej boli w tej sytuacji, to rozbieżność między tym, co zostało obiecane, a tym, co się wydarzyło. Jeśli dzieci były pytane o relacje, a rodzicom mówiono, że będą brać je pod uwagę, to trudno się dziwić poczuciu oszukania, gdy dziecko trafia do klasy bez ani jednego bliskiego kolegi.
Samo mieszanie klas nie jest z założenia czymś złym. Niektóre szkoły robią to z dobrych powodów, na przykład żeby rozwiązać konflikty, wyrównać poziom klas czy stworzyć nowe możliwości nawiązywania relacji. Są dzieci, którym to służy. Problem pojawia się wtedy, gdy odbywa się to bez uwzględnienia najważniejszych więzi i bez dobrej komunikacji z rodzicami.
Dla dziecka w wieku 9-10 lat obecność choć jednej zaufanej osoby w nowej klasie może mieć ogromne znaczenie. To daje poczucie bezpieczeństwa i ułatwia odnalezienie się w nowym środowisku. Jeśli syn przez kilka dni płacze, nie chce wracać do szkoły i czuje się oszukany, to jego emocje są całkowicie zrozumiałe i nie warto ich bagatelizować.
Mam też mieszane uczucia wobec argumentu, że "we wrześniu pomoże psycholog". Wsparcie psychologa jest cenne, ale jeśli można było ograniczyć ryzyko tak silnego stresu przez pozostawienie dziecku chociaż jednego bliskiego kolegi, to rzeczywiście warto było to rozważyć wcześniej.
Myślę, że rodzice mają prawo oczekiwać od szkoły wyjaśnienia, według jakich kryteriów podjęto decyzje i dlaczego deklaracje dotyczące uwzględnienia relacji koleżeńskich nie zostały spełnione. Spokojna rozmowa i transparentność często pomagają bardziej niż stwierdzenie, że "to dla dobra dzieci".
Życzę Państwu, żeby udało się jeszcze porozmawiać z dyrekcją. Czasem przed rozpoczęciem roku szkolnego możliwe są jeszcze pojedyncze zmiany, zwłaszcza jeśli podobny problem dotyczy większej liczby dzieci.
Jagoda Jek
Rozumiem, że jako rodzice mogą Państwo czuć złość i bezradność, zwłaszcza widząc, jak bardzo przeżywa to syn. Dla dziecka w tym wieku grupa rówieśnicza jest bardzo ważna, dlatego utrata kontaktu z bliskimi kolegami może wiązać się z poczuciem smutku, lęku i niesprawiedliwości.
Samo mieszanie klas nie jest z założenia działaniem szkodliwym – niektóre szkoły decydują się na taki model z różnych powodów organizacyjnych lub wychowawczych. Natomiast jeśli rzeczywiście dziecko zostało całkowicie odłączone od wszystkich osób, z którymi czuło się bezpiecznie, warto potraktować jego reakcję bardzo poważnie.
Myślę, że dobrym krokiem byłaby jeszcze jedna spokojna rozmowa z dyrekcją lub wychowawcą, oparta na konkretnych potrzebach syna, a nie tylko na samym sprzeciwie wobec zmian. Czasem możliwe są jeszcze korekty składu klas.
Niezależnie od decyzji szkoły warto też wspierać syna w utrzymywaniu kontaktu z kolegami poza szkołą. To, że nie będą w jednej klasie, nie oznacza, że ich relacje muszą się zakończyć.
Jeśli jednak po rozpoczęciu roku szkolnego okaże się, że syn ma trudności z adaptacją i jego cierpienie nie mija, wtedy rzeczywiście warto skorzystać ze wsparcia psychologa szkolnego lub poradni. Nie po to, by „leczyć” zmianę klasy, ale by pomóc mu przejść przez ten trudny okres.
Jakub Pawłowski
Z perspektywy psychologicznej trudno ocenić samą ideę mieszania klas jako jednoznacznie dobrą lub złą – wszystko zależy od sposobu jej przeprowadzenia. Dla części dzieci może to być szansa na rozwój relacji, ale dla innych, zwłaszcza mających silne więzi rówieśnicze, jest to realna strata i źródło silnego stresu.
W opisanej sytuacji najbardziej niepokoi nie sama zmiana, lecz fakt, że dziecko zostało pozbawione wszystkich bliskich kolegów, mimo wcześniejszych konsultacji. Poczucie oszukania, smutek czy niechęć do szkoły są w takiej sytuacji naturalną reakcją. Wsparcie psychologa po fakcie jest ważne, ale nie zastępuje działań profilaktycznych, które mogły ograniczyć skalę trudnych emocji.
Warto ponownie zwrócić się do dyrekcji z prośbą o indywidualne przeanalizowanie sytuacji syna. Dobrze funkcjonujące relacje rówieśnicze są jednym z najważniejszych czynników chroniących dobrostan psychiczny dziecka i powinny być uwzględniane przy podejmowaniu takich decyzji.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Przykre jest to, ze administrację stawia się nad dobro dzieci, które nie pojmują świata jak dorośli a każdy zawód, jaki ich spotyka rzutuje na ich dorosłe życie. To, co Pani opisuje nie świadczy jednak do końca o złych intencjach, ale jak rozumiem o kolejnym kroku, które też ma dzieci czegoś nauczyć. Nowe miejsce, nowe klasy, nowi uczniowie to nowe relacje. Ale często pojawiają się za tym lęki, które są spowodowane obawą przed tym, co nieznane. Tego typu zmiana może również wbrew pozorom wpłynąć pozytywnie na dziecko, które prawdopodobnie szybko dostrzeże że mimo wszystko nie jest tak źle i szybko zapomni o tym co jest teraz. Proszę potraktować to jako element doświadczenia dla syna. W przyszłości będzie doświadczał wielu różnych sytuacji, które nie będą dla niego komfortowe, ale warto aby zrozumiał, że będą i był na nie przygotowany. Państwo jako rodzice nie ochronią swoich dzieci przed decyzjami dyrektorów czy w przyszłości innych osób. Oczywiście warto jeszcze raz porozmawiać z dyrekcją i przedstawić swoje argumenty ale także spokojnie wysłuchać drugą stronę. Kontakt z kolegami będzie miał nadal i zrozumie że czasami to co może wydawać się nie do pogodzenia może być z korzyścią dla wszystkich. Zapewnienie dyrektora że syn będzie pod opieką psychologa nic nie wniesie, bynajmniej na początku. Dlatego ja bym jednak optował nad zmianą decyzji, ale nawet jeżeli się nie uda to myślę, ze do września wiele może się zmienić. Czwarta klasa to już jest inny poziom nauczania, nowi nauczyciele, wszystko jest inne. Państwo jako rodzicie martwią się o swoje latorośle i to jest jak najbardziej w porządku. Ja sam do końca nie rozumiem tej roszady w klasach. Proszę powiedzieć dyrektorowi o zachowaniu syna, możliwe, że jednak da się coś w tej kwestii zmienić.
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Pana oburzenie i poczucie bezsilności są w pełni uzasadnione, ponieważ szkoła złamała dane rodzicom obietnice, a zlekceważenie ankiety i umieszczenie wrażliwego chłopca z rówieśnikiem, który mu dokucza, bezpośrednio zagraża jego dobrostanowi psychicznemu.
Cóż mogę poradzić? Proszę ponownie udać się do dyrekcji szkoły i szczerze porozmawiać o zaistniałej sytuacji. Przedstawienie Pana perspektywy i spokojny, rzeczowy dialog powinien wpłynąć na pozytywne rozwiązanie problemu.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Rozumiem Państwa niepokój. Dla wielu dzieci przejście do nowej klasy wiąże się z dużym stresem, szczególnie jeśli zostają rozdzielone z bliskimi kolegami i nie mają w nowym zespole nikogo, z kim czują się bezpiecznie. Opisywana przez Państwa reakcja syna, smutek, płacz czy niechęć do pójścia do szkoły jest zrozumiała i nie powinna być bagatelizowana.
Nie można jednoznacznie stwierdzić, że mieszanie klas jest zawsze złym rozwiązaniem. W niektórych szkołach przynosi ono pozytywne efekty, np. ogranicza konflikty czy daje szansę na nowe relacje. Kluczowe jest jednak sposób przeprowadzenia takiej zmiany oraz uwzględnienie potrzeb poszczególnych dzieci. Jeśli szkoła deklarowała, że dzieci będą mogły trafić do nowych klas z przynajmniej częścią bliskich kolegów, a w praktyce tak się nie stało, rodzice mają prawo czuć rozczarowanie i oczekiwać wyjaśnień.
W tej sytuacji warto nadal pozostawać w kontakcie ze szkołą i szkolnym psychologiem oraz obserwować jak syn będzie funkcjonował po rozpoczęciu roku szkolnego. Dobrze byłoby również wzmacniać jego poczucie bezpieczeństwa i podkreślać, że jego emocje są ważne i zrozumiałe. Jeśli jednak trudności będą się utrzymywać lub nasilać, warto rozważyć konsultację z psychologiem także poza szkołą.
Mam nadzieję, że po pierwszych tygodniach nauki syn odnajdzie się w nowej klasie, jednak na obecnym etapie jego emocje zasługują na uważność i wsparcie, a nie na bagatelizowanie.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Mąż nie godzi się na rozstanie. Postanowiłam rozstać się z mężem. Nie układało nam się od dawna.
Nasze 8-letnie małżeństwo trwało w dużej mierze w milczeniu. Nie było między nami komunikacji. Rzadko ze sobą szczerze rozmawialiśmy. Pojawił się u mnie ktoś, kto wyznał mi miłość. Mąż wszystko wiedział. Prosiłam go, żebyśmy poszli do psychologa, na terapię, on twierdził, że nikomu nie będzie się zwierzał. Cały czas przy tym ze mną nie rozmawiał, tylko wymagał zerwania kontaktu z kolegą. Kiedy oznajmiłam mu, że się zakochałam, on nagle zaczął ciągnąć mnie do psychologa. Odwiedziliśmy kilku. Tylko że ja już nie chciałam walczyć.
Kilka miesięcy trwały nasze "rozmowy". Mąż nastawił przeciwko mnie rodzinę, przywiązał do siebie dzieci. Ja nie mogłam na niego patrzeć, chciałam, żeby się wyprowadził.
Prosiłam. On uparcie twierdził, że jak się wyprowadzi, nie będzie miał już powrotu. Po wielu miesiącach, już pod koniec samych kłótni, odszedł. Teraz przyjeżdża do dzieci bez uprzedzenia mnie, spełnia ich zachcianki, a ja słyszę od niego tylko teksty: przysięgałaś przed Bogiem, zniszczyłaś rodzinę, a marzenia dzieci legły w gruzach. W weekend zrobił coś najgorszego. Po mojej spokojnej z nimi rozmowie, gdzie wytłumaczyłam, że musimy się rozstać, bo czasem tak bywa, ale oni zawsze będą dla nas najważniejsi (dzieci przyjęły to z dużym spokojem), mój mąż zabrał dzieci na kolejne spotkanie, na którym szlochał i mówił: mama zrobiła coś złego, mama wyrzuciła tatę z domu, nie przeprowadzimy się do nowego domu, bo mama podjęła taką decyzję itd.
Dzieci wróciły bardzo rozstrojone. Musiałam je "przekonać" do siebie z powrotem, zdobywam ich zaufanie na nowo.
Do tej pory, przez rok tej naszej szarpaniny, nigdy nic mnie tak nie dotknęło. Skąd takie jego zachowanie w stosunku do dzieci? Uparcie twierdzi, że kocha je nad życie. Więc po co burzy ich poczucie bezpieczeństwa? Nie potrafię tego pojąć.
CD. Wiem, że ja też podczas rozmowy z jedną z tych córek powiedziałam wrednie: "mogłam go nie ratować to gdyby zdechł, to nie miałby kto mnie tak gnoić" ale ja już psychicznie nie wytrzymywałam. Niestety najpierw powiedziałam, później pomyślałam. W lipcu był u mnie w pracy powiedzieć, że trzeba składać znowu papiery do ZUS. Ja mu powiedziałam, że teraz mu nie pomogę, bo co zrobiłam, to zawsze było źle, i nie chce być już dalej posądzana, że znów źle zrobiłam, a do córek nagadał, że go wypaliłam ze sklepu. Niestety, one we wszystko mu wierzą. Gdy im mówiłam jakimi tekstami zwraca się do mnie to były odp że "taty nie wolno teraz denerwować, bo jest po zawale". Z teg,o co widać to On nietykalny a mnie można traktować z pogardą. Podczas pisania i rozmowy z córkami mówiłam jak One by się czuły będąc na moim miejscu, ale niestety one patrzą tylko z ich perspektywy. Za to znieważanie mnie na każdym kroku Jemu podziękowałam za wszystkie dobre i zle chwile a córkom powiedziałam żeby nie zwracały się do mnie słowem "mama" bo tak matki nie powinno się traktować.
Witam. Około od roku czasu już nie jestem z byłym partnerem, jednak ze względu na dziecko oraz inne wiążące nas sprawy (kredyty), musimy mieć jakikolwiek kontakt. Kontakt jest rzadki. Rozwód był z winy obu stron. Czasem da się dogadać z byłym partnerem na spokojnie, a czasem czuję się atakowana. Pisze rzeczy typu, że ja mam się ogarnąć, że jestem nienormalna, że był moim sponsorem, wypomina mi rzeczy, które kupił, lub remont mieszkania, który zrobił, kiedy byliśmy razem. Dodam, że sama pracowałam, poza czasem w części ciąży i po ciąży.
Czuję się atakowana, czuję, że nie szanuje mnie jako człowieka, jako matkę jego dziecka, które wychowuje właściwie samodzielnie. Pozwala swojej aktualnej partnerce obrażać mnie i oskarżać na przykład o buntowanie syna przeciwko ojcu, a to wszystko zdarzyło się nawet na oczach mojego syna. Czuję się umniejszana jak podczas naszego związku, gdzie zawsze jego zdaniem miałam lekką pracę, a on ciężką. Nieważne czy to była praca za biurkiem, czy fizyczna, moja praca zawsze była łatwiejsza. Dodam, że w tamtym roku groził mi też przez kilka miesięcy wyjawieniem prywatnych naszych spraw mojej najbliższej rodzinie. Czułam się wtedy zastraszona. Mam taki problem, że gdy dochodzi do sytuacji, kiedy czuję się atakowana, bardzo emocjonalnie reaguje, zanoszę się płaczem, analizuje jego słowa, biorę je strasznie do siebie. Sytuacja taka zabiera mi od godziny do kilku następnych godzin z dnia, w którym się to wydarzyło. Zamraża mnie tak, że nie mogę nic zrobić. Szukam w sobie problemu i tłumaczę, że jestem wrażliwa i emocjonalna oraz że potrzebuje czasu, żeby zacząć to olewać. Dopiero wczoraj pomyślałam, czy czasem to nie podchodzi pod przemoc psychiczną. Męczą mnie takie sytuacje, a najgorsze, że nigdy nie wiem, kiedy to nadejdzie. Mam 7-letniego syna z diagnozą autyzmu. Muszę być dla niego w pełni zdrowa psychicznie, aby móc go wspierać na co dzień. A takie sytuacje z moim byłym partnerem zabierają mi bardzo dużo energii i podejrzewam, że zdrowia też. Nie wiem, co mam robić w takiej sytuacji. Marzę o tym, żebym nie musiała się z nim wgl kontaktować, ale to niemożliwe.

