
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Związek na...
Związek na odległość bez bliskości: Jak radzić sobie z brakiem inicjatywy i komunikacji?
A14
Beata Czerny
Z tego co Pan opisuje, można wnioskować, iż różnicie się Państwo potrzebą bliskości z drugim człowiekiem, jest to częsta przyczyna napięć w związkach, która jednak przy odrobinie dobrej woli i wzajemnym zrozumieniu, może stać się źródłem rozwoju dla pary. Zachęcam Państwa do znależienia terapii online dla par, skoro stacjonarna nie jest możliwa, a w przypadku braku chęci drugiej strony, proszę rozważyć znalezienie pomocy i wsparcia dla siebie.
Pozdrawiam serdecznie:
Beata Czerny - Gabinet Geneza Tychy
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Patrycja Wójcik
Dzień dobry,
czytając Twoją narrację nie mogę pozbyć się poczucia, że trudno Wam się wsłuchać w siebie nawzajem i zrozumieć. Im bardziej Ty próbujesz ugłośnić swój punkt widzenia tym bardziej partnerka wchodzi w pozycję obronną i odbija „piłeczkę” albo kontrargumentem albo złością. Myślę, że Wasze tendencje związane z relacją są już dość mocno ugruntowane, skoro zaczynasz wycofywać się z rozmów o tym, co dla Ciebie ważne, żeby nie narażać się na złość i pretensje – co może CI się jasno kojarzyć z odrzuceniem. Piszesz jednak, że macie również piękne chwile i chyba łączy Was uczucie, skoro sam artykułujesz potrzebę słyszenia „kocham cię”. Z tego powodu powinniście udać się na konsultację czy podjąć terapię par, żeby z pomocą osoby trzeciej – terapeutki/terapeuty zacząć na nowo się nie tylko słyszeć, ale i słuchać. A tylko usłyszenie się jest gwarantem zrozumienia i adekwatnej odpowiedzi. Dodatkowo, psychoterapia własna mogłaby Ci pomóc w radzeniu sobie z frustracją i lękiem związanych z brakiem możliwości zaopatrzenia swoich potrzeb w relacji, tak, żeby móc podjąć decyzję o rozstaniu lub pozostaniu w relacji w oparciu o wybór a nie problem w możliwości zaopiekowania się własnymi pragnieniami.
Wszystkiego dobrego i dużo siły!
Patrycja Wójcik
Karolina Bogusz
To co Pan opisuje brzmi jak długotrwałe niezaspokojenie potrzeb emocjonalnych. Myślę, że "duszenie się" i Pana wyczerpanie tą sytuacją jest całkowicie normalne po roku związku, w którym te potrzeby nie są zaspokajane. Z Pana historii wynika, że mówił Pan o swoich oczekiwaniach, ale nie zostały one w żaden sposób spełnione, wręcz w odpowiedzi na nie pojawia się złość, co nie zachęca do dalszej rozmowy i otwierania się.
Oczywiście, można kogoś kochać i nie mieć potrzeby odzywania się przez kilka godzin. Ale w zdrowej relacji, jeśli wiemy, że dla partnera kontakt i słowa są ważne, to próbujemy to uwzględnić. Możliwe, że Państwa potrzeby są różne, że Pan potrzebuje więcej kontaktu, ciepła, miłych słów, a u Pana partnerki wygląda to zgoła inaczej. Być może udałoby się wypracować Państwu rozwiązanie tej sytuacji, ale do tego potrzeba szczerej rozmowy.
Warto się zastanowić czy w tej relacji może być Pan sobą? Może Pan mówić o swoich potrzebach i mieć nadzieje na to, że wypracujecie wspólne rozwiązanie tej sytuacji? Jak Pan na co dzień czuje się w tej relacji? Czy to jest relacja, która daje Panu więcej satysfakcji czy cierpienia? Jakie są perspektywy na Państwa wspólną przyszłość?
Aleksandra Moskal
Drogi Autorze, dzielenie się swoimi trudnościami oraz wątpliwościami nie należy do najłatwiejszych więc na początku chciałam bardzo docenić to, że podzieliłeś się tym! W Twojej wypowiedzi dostrzegam dużo potrzeb, które wymagają zaspokojenia oraz prób, które podjąłeś aby to zrobić - myślę, że kosztowało Cię to dużo wysiłku. Sposób, w jaki piszesz o relacji daje mi poczucie że jest ona dla Ciebie bardzo ważna i chciałbyś zrobić coś aby zadowalała obydwie strony, dobrze że pamiętasz w tym także o sobie. Warto pamiętać, że relacja to dwoje ludzi, często o odmiennych strategiach radzenia sobie, czasami o różnych światopoglądach i sposobach zaspokajania potrzeb. Czasami te dwa odmienne światy się zderzają i dochodzi do zgrzytu, nie dlatego że komuś nie zależy ale dlatego że nie zna innych rozwiązań. Myślę, że warto zastanowić się co dla Ciebie byłoby ważne aby się zmieniło? Na ile Ty jesteś w stanie dokonać tego sam a na ile potrzebne jest też wsparcie / wysiłek drugiej osoby? Wizyta u specjalisty (indywidualnie bądź wspólnie) mogłaby pomóc aby wyznaczyć kierunek działania - nawet jeśli znajdujecie się w dwóch różnych miejscach świata - terapia online to coś co mogłoby pomóc. Pozdrawiam, Ola
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Czytając to, czuć jak bardzo jest Pan spragniony bliskości. Nie „kontroli”, nie meldunków tylko prostego sygnału: jestem ważny, myślę o Tobie, kocham Cię. To są podstawowe potrzeby w relacji, nie fanaberia.Najbardziej niepokojące w tym, co Pan opisuje, jest nie to, że macie różne style okazywania uczuć. Najtrudniejsze jest to, że gdy mówi Pan „jest mi przykro”, spotyka się Pan z irytacją, zaprzeczeniem albo odwróceniem sytuacji. W zdrowej relacji potrzeby można wypowiedzieć bez strachu, że zostaną uznane za atak.
Miłość to nie tylko piękne chwile, lecz też gotowość, by usłyszeć: „to mnie boli” i nie karać za to dystansem czy złością.
Proszę na chwilę odłożyć pytanie: „czy ona naprawdę kocha?” a zadać sobie inne:
Czy ja w tej relacji czuję się bezpieczny emocjonalnie?
Czy mogę być sobą, mówiąc o swoich potrzebach?
Czy przez ten rok jest więcej ukojenia czy duszenia się?
Nie musi Pan podejmować decyzji dziś ale nie może Pan w nieskończoność rezygnować z własnych potrzeb, żeby utrzymać relację. Związek to dwie osoby, które chcą się do siebie zbliżać nie jedna, która ciągle próbuje i druga, która się broni.Pana potrzeba codziennego „kocham Cię” czy krótkiej wiadomości nie jest nadmierna. Pytanie brzmi: czy ona chce i potrafi spotkać Pana w połowie drogi.To temat dla Państwa do szczerej rozmowy.
Wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Opisuje Pan sytuację, w której Pana podstawowe potrzeby emocjonalne są nie tylko ignorowane, ale wręcz karane irytacją i oskarżeniami. W relacjach na odległość komunikacja i deklaracje są jedynym spoiwem – jeśli ich brakuje, a Pana próby rozmowy o uczuciach kończą się „nerwicą” partnerki lub atakami typu „ty egoisto”, mamy do czynienia z głęboką asymetrią.
To, że partnerka używa argumentu „psycholog powiedział mi inaczej”, by uniknąć brania odpowiedzialności za swoje słowa, jest sygnałem alarmowym. Wygląda na to, że utknęliście Państwo w cyklu, w którym Pan stara się „zasłużyć” na bliskość, a ona stawia coraz wyższe wymagania, jednocześnie nie dając nic w zamian. Jeśli od roku dusi się Pan w tej relacji i nie ma pola do dialogu, warto zadać sobie pytanie: czy kocha Pan tę osobę, czy jedynie „piękne chwile”, które zdarzają się rzadko? Miłość nie powinna polegać na ciągłym proszeniu o minimum uwagi. Czasem lęk przed stratą przesłania nam fakt, że już dawno straciliśmy w związku samych siebie.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Iwona Chrzanowska
Dzień dobry,
z Pana opisu widać, że od dłuższego czasu próbuje Pan rozmawiać o swoich potrzebach i o tym, czego Panu w tej relacji brakuje. Mówi Pan wprost o potrzebie bliskości, czułości, słów „kocham cię”, kontaktu w ciągu dnia. Jednocześnie ma Pan poczucie, że kiedy próbuje Pan o tym mówić spokojnie, spotyka się Pan raczej z irytacją, zaprzeczaniem albo odwróceniem sytuacji. To może być bardzo frustrujące i bolesne doświadczenie.
Z Pana słów wynika też pewien rodzaj błędnego koła – kiedy mówi Pan o tym, że jest Panu przykro, partnerka odbiera to jako krytykę, a kiedy przestaje Pan o tym mówić, napięcie i poczucie niespełnienia nadal w Panu zostają.
Z czasem może to prowadzić do coraz większego zmęczenia tą sytuacją i poczucia, że trudno znaleźć wspólny sposób rozmowy.
Pisze Pan również, że coraz częściej pojawiają się u Pana myśli o rozstaniu, a jednocześnie obawia się Pan tej decyzji i wciąż ma nadzieję, że relacja może wyglądać inaczej. To pokazuje, jak bardzo jest Pan w tej sytuacji rozdarty emocjonalnie.
W takich momentach pomocna bywa rozmowa z psychologiem, który pomoże spokojnie przyjrzeć się temu, co Pan przeżywa i czego Pan potrzebuje w relacji, a także nauczyć się spokojnie rozmawiać na trudne tematy. Taka rozmowa może pomóc Panu uporządkować własne emocje, zrozumieć, co jest dla Pana ważne w relacji i jak dalej zadbać o swoje poczucie szczęścia i bezpieczeństwa.
Z pozdrowieniami
Iwona Chrzanowska
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pan opisuje, to duże napięcie między potrzebą bliskości a tym, co realnie dostaje Pan w relacji. Nic dziwnego, że pojawia się frustracja, smutek i poczucie „duszenia się”.
Z Pana słów widać, że jasno komunikuje Pan swoje potrzeby, a jednocześnie doświadcza trudności w byciu usłyszanym. To może z czasem prowadzić do wycofywania się i rezygnacji z mówienia o tym, co ważne.
Wybrzmiewa też ważna rzecz – z jednej strony nie chce Pan jej stracić, z drugiej coraz bardziej brakuje Panu w tej relacji tego, co dla Pana istotne.
To pytanie, które się tu pojawia, nie dotyczy tylko tego, czy ją Pan kocha, ale też:
jak Pan się czuje w tej relacji na co dzień i czy ma Pan w niej przestrzeń na swoje potrzeby.
To, że jest Pan zmęczony i ma wątpliwości, jest w tej sytuacji zrozumiałe.
Pozdrawiam,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka

Zobacz podobne
Dzień dobry, chciałabym poprosić o pomoc, bo przestaję sobie radzić sama ze sobą i swoimi emocjami. WYDAJE MI SIĘ, ŻE PRZESTAŁAM KOCHAĆ SWOJEGO MĘŻA W 2011r. poznałam teraźniejszego męża Grzegorza. Niestety od początku okazało się, że nadużywa on alkoholu i jest po nim agresywny. Ale zakochałam się. Po 3 miesiącach pierwszy raz mnie uderzył, w zasadzie poszarpał tylko. Po ok. dwóch latach będąc pod wpływem alkoholu, uderzył mnie w nos. Nie pamiętam jak, ale zamknęłam mu drzwi przez nosem i przez pół nocy wyzywał mnie pod balkonem. Wybaczyłam, bo kochałam. Na skutek problemów w pracy przenieśliśmy się wszyscy do innej miejscowości, wtedy to kolejny raz jego pięść znalazła się na mojej twarzy. Był pijany. Wtedy to gdybym nie uciekła z własnego domu, to pewnie skończyłoby się tragicznie. Z zakrwawioną twarzą wybiegłam z domu i wezwałam policję. I znów wybaczyłam. W 2020r. wzięliśmy ślub. Wiem, pytają Państwo, po co skoro pił i bił, ale obiecywał, że już nie będzie. Miał przerwę od picia aż do 2023, kiedy to w złości, że chcę go wyrzucić z domu, bo jest pod wpływem, zaczął rzucać walizką. W obronie stanął mój syn i tym razem to on był silniejszy (ma 16 lat) i uderzył męża. Poczułam wtedy, że wystarczy już, że mam dość. Jednak znowu wybaczyłam. Obiecałam sobie, że może ja gdzieś źle coś robię i postanowiłam się zmienić, być cierpliwą, dobrą żoną, ale przy każdej kłótni, a jest ich wiele, mąż prawie zawsze stara się stawiać na swoim, udowadniać swoje racje. Pewnie, gdybyśmy byli normalnym małżeństwem, to takie kłótnie można byłoby zażegnać, ale najgorsze jest to, że po tylu latach wzajemnych relacji zaczynam odczuwać niechęć do tego związku. Tyle razy mówiłam mu, że mam dość i chce się rozejść, potem po jego błaganiach, on wraca, bo wydaje mi się, że sama nie dam sobie rady z codziennością życia. Staram się ratować ten związek, ale nie potrafię wykrzesać z siebie żadnych uczuć, jakbym była głazem. Co jest nie tak ze mną? Nie wiem już sama, gubię się…. przerasta mnie to…
Jesteśmy z partnerem ze sobą 15 lat, mamy bobasa w domu. Przed ciążą i w trakcie ciąży wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko. Mąż bardzo o mnie dbał, mówił, jak to jest szczęśliwy. W dniu porodu był ze mną, bardzo mnie wspierał.
Ale nagle wszystko się zmieniło w dniu odbioru nas ze szpitala. Stał się oschły i rozdrażniony. Przez całą drogę do domu się nie odzywał i był niezadowolony. Po kilku dniach przestał spać ze mną w łóżku, stopniowo się ode mnie odcinał. Zwalałam to na jego zmęczenie i skłonności do depresji.
Oczywiście, mimo tego wychodził na spotkania ze znajomymi. Ale nie chciał wyjść ze mną. Chciał, żebym wychodziła ja albo on. Gdy dziecko miało pół roku, miał próbę samobójczą. Usłyszałam w złości, że to moja wina, bo ze mną nie chce żyć. Później emocje opadły, przeprosił mnie. Ale po tym jeszcze bardziej mnie odtrącił.
Co gorsza, zaczął widzieć mnie fizycznie inaczej niż jestem. Wyolbrzymia, że jestem tłusta, że jestem brzydka i że jemu jest ciężko. Ja wiem, że nie jestem idealna, ale naprawdę nie jestem w typie „brzydkiej kobiety”. Nie mam nadwagi. Zaczęłam jeszcze bardziej się odchudzać. Chudnę, ale on ciągle widzi mnie w zakrzywionej rzeczywistości jako grubasa oblanego tłuszczem.
Po roku próśb o rozmowę wyszły na jaw dziwne sytuacje. Okazało się, że wśród znajomych koleżanka go podrywała, pisała do niego i za każdym razem opowiadała, jak to jej się chce seksu. Gdy skrytykowałam jej zachowanie, wściekł się na mnie, uważając, że ona nie robi nic złego, a ja jestem nienormalna i mam o niej nic złego nie mówić.
Były w międzyczasie lepsze i gorsze chwile, ale jakiś czas temu oznajmił, że chce mieć inne kobiety. I że je będzie miał – bez względu na mnie. Mogę to zaakceptować i będziemy swingować razem z innymi, albo nie – i wtedy będzie mnie zdradzać, bo „mi nie można szczerze nic powiedzieć o swoich potrzebach”. A on chce z kobietami innymi niż ja uprawiać seks i je pieścić.
Kiedy próbowałam mu wyjaśnić, że rozpoczęcie swingowania nie jest dobre, skoro związek jest w fatalnym stanie, i że mnie boli, gdy mówi, że chce pieścić inne kobiety, to słyszę, że „ze mną nigdy nie można być szczerym”. I że „od zawsze wiedział, że lepiej mi nic nie mówić”. Po czym drze się, że jestem „tłustą dupą” i pyta, czemu nie akceptuję tego, że on chce mieć seks z innymi.
Nie rozumiem. Zadałam mu proste pytanie: „Co w sytuacji, gdy para, z którą mielibyśmy swingować, mi nie będzie pasowała i facet będzie mnie odpychał? Czy byłbyś w stanie zostawić tę obcą kobietę i zająć się mną, a ją odpuścić?”. Usłyszałam, że „nie”. Jakby była w jego typie, wolałby ją pieścić i całować jej cipkę niż wyjść ze mną.
Piszę, bo on mi wyrzuca, że nie myślę o nim, że liczy się tylko to, co ja chcę. A ja czuję, że wariuję.
Czy ja jestem egoistką?

