- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Mąż zachwycony...
Mąż zachwycony terapeutką – jak radzić sobie z emocjami w małżeństwie?
Marianna
Bożena Nagórska
Szanowna Pani,
To, co Pani opisuje, jest sytuacją skrajnie obciążającą emocjonalnie. Znajduje się w takim czasie, który sam w sobie jest okresem ogromnej wrażliwości, a zachowanie męża uderza w Pani poczucie bezpieczeństwa i fundamenty zaufania w małżeństwie.
Co warto rozważyć w tej sytuacji?
Terapia małżeńska
To wydaje się kluczowe. Mąż pracuje nad sobą, ale Wasza relacja jako system cierpi. Potrzebujecie neutralnego gruntu, gdzie osoba trzecia pomoże mężowi zrozumieć, że jego fascynacja terapeutką realnie niszczy Panią i Waszą rodzinę.
Rozmowa o granicach:
Zamiast kazać mu kończyć terapię (co budzi opór), warto porozmawiać o konkretnych zachowaniach poza gabinetem, które Panią bolą (np. serduszkowanie postów, słuchanie nagrań przy Pani). Można to nazwać "higieną relacji".
Konsultacja u innego specjalisty:
Może Pani zaproponować mężowi wspólną konsultację u innego psychologa (niezależnego od jego terapeutki), który wyjaśni Wam obojgu, jak radzić sobie z przeniesieniem, by nie rozbiło ono małżeństwa.
Proszę pamiętać o sobie w tym wszystkim. Ma Pani pod opieką dwójkę dzieci i Pani dobrostan jest kluczowy. Jeśli czuje Pani panikę i stres, zachęcam do poszukania wsparcia również dla siebie – indywidualna rozmowa z psychologiem pomoże Pani odzyskać grunt pod nogami.
Z wyrazami wsparcia,
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Rozumiem, że Pani przeżywa obecnie jeden z najtrudniejszych okresów w relacji małżeńskiej i to, co Pani czuje, jest całkowicie uzasadnione. To, co wykazuje Pani w tym momencie – zdolność do rozmowy, próby zrozumienia, troska o rodzinę – świadczy o Pani sile i zaangażowaniu. Wiele osób w Pani sytuacji by się poddało, a Pani tutaj jeszcze się stara, szuka wyjaśnień, próbuje znaleźć wyjście. To naprawdę godne podziwu. Fakt, że Pani mąż przeżywa trudny czas – zmaga się z diagnozą autyzmu i depresją – nie oznacza, że Pani potrzeby nie są ważne. Pani uczucia bólu i niepokoju są głosem Pani własnych potrzeb, które w małżeństwie zasługują na uwagę.
Czasem w związku przychodzą momenty, kiedy jeden partner się gubi. To, co dzieje się teraz, może być punktem zwrotnym w Pani relacji, jeśli tylko Pani mąż będzie gotów na to spojrzeć razem z Panią. Pani propozycje zmiany pochodzą z miłości i troski o to, co Państwo razem zbudowaliście przez te lata. Może to być moment, w którym oboje postanowicie pracować nad relacją – wspólnie, z pomocą terapeuty małżeńskiego lub rodzinnego, który będzie dla Was obojga. Takie wsparcie mogłoby pomóc Pani mężowi zrozumieć, skąd pochodzą jego uczucia, a Pani dać poczucie bezpieczeństwa.
Mają Państwo dwoje małych dzieci, które potrzebują stabilności i rodziców, którzy razem potrafią pracować nad swoimi problemami. To, że Pani tu jesteście – że Pani szuka rozwiązań zamiast kapitulować – to już oznacza, że coś w tym związku jest warte ratowania. Pani intuicja mówiąca, że coś nie jest w porządku, to nie paranoja – to jest Pani mądrość, która chce chronić tę rodzinę. Nadzieja pojawia się wtedy, gdy ludzie są gotowi do dialogu i zmiany, a Pani pokazuje, że jest do tego gotowa. Teraz trzeba, aby Pani mąż zrobił ten sam krok – krok ku zadbaniu o tę relację. Oznaczać to może czasem trudne decyzje, ale i gotowość do tego, aby razem stawić czoła problemom.
Gizela Maria Rutkowska
Witam cię, Marianno.
Bardzo trudno jest oceniać i nie powinno także nie znając całego kontekstu, pracy innego terapeuty.
Niemniej, z uwagi na moje bardzo znaczące doświadczenie, mimo wszystko, zgadzam się z tobą, że formuła terapii wymknęła się z ram profesjonalizmu. Skoro mąż nie chce słyszeć o zmianie osoby, proszę zadzwonić do tej pani i powiedzieć, że chce Pani uczestniczyć w terapii wraz z mężem. Może także Pani zapoponować terapeutce spotkanie i powiedzieć jej o swoich obawach i sposobie zachowania męża w trakcie terapii. Ma pani do tego prawo. Pani obawy nie wynikają z pani chorej podejrzliwości, lecz z przytoczonych faktów. Może pani prosić o dokładne wytłumaczenie, na czym polega ta terapia, w jakim jest prowadzona nurcie oraz do czego ma doprowadzić.
Pozdrawiam
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość.
Pani Marianno, czytając Pani słowa widać bardzo dużo bólu, lęku i poczucia zagrożenia dla relacji: to są naturalne reakcje w sytuacji, w której pojawia się temat uczuć partnera wobec innej osoby. Szczególnie że stara się Pani ratować małżeństwo, a jednocześnie doświadcza niepewności, zazdrości i utraty poczucia bezpieczeństwa.Z Pani opisu wynika, iż mąż, może być zjawiskiem przeniesienia: ono rzeczywiście bywa częścią terapii ale kluczowe jest to, że dla Pani jest to bardzo obciążające emocjonalnie. Pani potrzeba granic, jasności i poczucia bycia najważniejszą w relacji jest w pełni uzasadniona. Ważne byłoby, abyście mogli o tym porozmawiać w bezpiecznej przestrzeni, np. na terapii par, gdzie ktoś pomoże nazwać te emocje i ustalić zasady chroniące Wasze małżeństwo.
Na teraz proszę zadbać przede wszystkim o siebie: o regulację lęku, wsparcie kogoś życzliwego, chwile oddechu, bo z poziomu paniki trudno podejmować decyzje. Nie jest Pani „przesadna” tylko zraniona i przestraszona a to sygnał, że potrzebuje Pani więcej bezpieczeństwa i realnego dialogu w tej relacji.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Pani Marianno
Dziękuje, że dzieli się Pani z nami historią, która jest dla Pani trudna i bolesna. To, co Pani opisuje, nie jest „niczym takim”. Jest to poważna sytuacja, która realnie rani Panią i wykracza poza zwykłą, bezpieczną dynamikę terapii, nawet jeśli element przeniesienia jest w tym obecny. Zakochiwanie się w terapeucie jest zjawiskiem znanym i częstym, zwłaszcza gdy ktoś pierwszy raz doświadcza tak dużej akceptacji, zrozumienia i struktury. U osób w spektrum autyzmu wąskie, intensywne zainteresowania i silne przywiązania do osób dających poczucie bezpieczeństwa są częstsze, co może wzmacniać tę dynamikę. Ale odpowiedzialność za bezpieczne przepracowanie tego spoczywa w ogromnej mierze na terapeutce i ostatecznie to ona ma stawiać granice, nie wzmacniać nadmiernego zaangażowania i dbać o konsekwencje dla małżeństwa i rodziny.
Intensywność, kiedy on spotyka ją dwa razy w tygodniu i dodatkowo słucha jej nagrań wieczorami, chociaż wcześniej nie lubił takich form i to wygląda bardziej jak „emocjonalne uzależnianie się” od konkretnej osoby niż neutralny trening uważności. Fantazje o przytulaniu, sny, marzenie o przyjaźni poza terapią to już nie jest tylko „lubienie terapeutki”, to silne zaangażowanie emocjonalne, które konkuruje z więzią małżeńską.
Polubienie jej postów jako pacjent narusza standardy etyczne zwracają uwagę, że relacje w social mediach mogą rozmywać granice terapeutyczne i zwiększać zamieszanie co do charakteru relacji. Jego agresja przy propozycji zmiany terapeuty (zwłaszcza na mężczyznę) pokazuje, że to nie jest dla niego „po prostu terapia”, tylko bardzo ważny emocjonalnie obiekt, którego broni jak czegoś bliskiego i „swojego”. Pani poczucie zagrożenia i zazdrości jest absolutnie zrozumiałe kiedy Pani widzi, jak on emocjonalnie inwestuje w inną kobietę, widuje ją częściej niż większość przyjaciół, fantazjuje o bliskości fizycznej i jednocześnie bagatelizuje Pani cierpienie. Profesjonalne standardy mówią, że jeśli pojawia się zakochanie (przeniesienie) należy nawet zmienić terapeutę. Terapeutka MA OBOWIĄZEK to nazywać, badać, jasno ustalać granice (np. co z mediami społecznościowymi, nagraniami, częstotliwością kontaktu).Powinna uwzględnić wpływ tej relacji na inne ważne więzi pacjenta, w tym małżeństwo i rodzicielstwo. Jeśli widzi, że relacja z nią staje się dla pacjenta ważniejsza niż cele terapii, powinna rozważyć konsultację z superwizorem, zmianę ustawień terapii, a czasem nawet przekazanie pacjenta innemu terapeucie. Fakt, że on może tak silnie się angażować i nadal słyszy od niej (pośrednio przez jego komunikaty), że „to wszystko jest bezpieczne”, realnie może budzić w Pani nieufność.
Proponuję myśleć dwutorowo: ochrona siebie i dzieci oraz jasno określone warunki dalszego małżeństwa.
Nazwanie granicy wprost, ale na spokojnie, nie w trakcie kłótni. Można powiedzieć coś w stylu własnymi słowami „Widzę, że ta terapeutka jest dla Ciebie bardzo ważna. Jednocześnie jej osoba i Twoje uczucia do niej powodują, że ja czuję się jak osoba trzecia w naszym małżeństwie. Dla mnie to jest przekroczenie granicy.” „Nie kwestionuję, że potrzebujesz terapii, ale sposób, w jaki to teraz wygląda (fantazje, sny, podwójny kontakt, social media), jest dla mnie nie do udźwignięcia. Nie mogę latami funkcjonować w takim trójkącie.”
Proponuję zaproponować, że jeśli małżeństwo ma trwać, potrzebuje Pani włączenia neutralnej osoby trzeciej, czyli wspólnej terapii par z innym terapeutą, najlepiej takim, który zna temat autyzmu u dorosłych, przeniesienia i granic.
Tam mogłaby Pani bezpiecznie opowiedzieć o tym, co przeżywa, a on usłyszałby, że to nie jest „wymyślony problem żony”, tylko realna dynamika relacyjna. Zamiast dyskusji, czy „to jest normalne w terapii” (bo on będzie się zasłaniał teorią), proszę skupić się się na komunikacie: „Dla mnie to jest nieakceptowalne i przekracza moje granice jako żony.” Można dodać: „Jeśli chcesz kontynuować terapię u tej terapeutki, to dla mnie oznacza, że w praktyce wybierasz relację z nią w formie, która mnie krzywdzi. Ja wtedy muszę zacząć myśleć o tym, jak siebie chronić, także ze względu na dzieci.”
Bardzo zachęcam, aby Pani znalazła swojego terapeutę (kogoś innego niż jego terapeutka), z kim będziesz mogła spokojnie przepracować poczucie zdrady, lęk, pytania o przyszłość. To pomoże podjąć decyzje nie z miejsca paniki, tylko z miejsca większej jasności, zrozumieć, jakie granice naprawdę chce Pani postawić, co zrobić, jeśli on się na nie nie zgodzi. Nie mówię od razu o rozstaniu, ale dobrze, aby czuła Pani, że ma wybór, a nie jesteś skazana.
Proszę pomyśleć, gdzie mogłaby się Pani zatrzymać „na chwilę”, gdyby napięcie w domu stało się nie do wytrzymania (rodzina, przyjaciółka). Dzieci bardzo wyczuwają napięcie, nawet gdy nic im się nie mówi wprost. Warto, aby Pani miała przynajmniej jedno miejsce (terapia, grupa wsparcia, zaufana osoba), gdzie może „wypuścić” nerwy, żeby nie kumulować wszystkiego w domu. Pani zadaniem nie jest „zaakceptować” coś, co Panią niszczy, tylko zadbanie o minimum bezpiecznej atmosfery w domu. Czasem oznacza to bardzo twarde rozmowy, a w ostateczności rozważenie separacji, jeśli on będzie konsekwentnie stawiał relację z terapeutką ponad małżeństwo.
Bardzo ważne jest to, że on ma autyzm i depresję, nie oznacza, że może dowolnie przekraczać Pani granice i jedyne, co Pani wolno, to „rozumieć i wspierać”. Jego diagnozy tłumaczą pewne mechanizmy, ale nie unieważniają Pani prawa do szacunku, bezpieczeństwa i poczucia, że jesteście partnerami, a nie „tłem do jego procesu terapeutycznego”. Życzę powodzenia i siły.
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
Sytuacja, którą pani opisuje jest trudna i to naturalne że wywołuje u pani obawy i poczucie zagrożenia więzi. Zjawisko, o którym mówi mąż polega na projektowaniu silnych uczuć na terapeutę, jednak profesjonalista ma obowiązek postawić tu sztywne granice. Zachowania Pani męża, takie jak „serduszkowanie” postów czy słuchanie głosu terapeutki do snu, wykraczają poza standardowy proces leczenia i karmią jego fantazję, zamiast pomagać mu wrócić do realnej relacji z Panią.
Agresja męża na propozycję zmiany specjalisty oraz Pani poczucie bycia pominiętą wskazują, że ta terapia obecnie destabilizuje Wasze małżeństwo, zamiast je wspierać. W wielu nurtach terapeutycznych pracuje się „na relacji” ale prz tym dąży się do tego, by pacjent potrafił odróżnić terapeutyczną akceptację od realnej więzi prywatnej. Jeśli obecna terapeutka wie o problemie i nie potrafi wygasić tych fantazji, może nie mieć umiejętności aby to zrobić i powinna skorzystać z superwizji (czyli takiego wsparcia od bardziej doświadczonego terapeuty). W niektórych nurtach terapeutycznych w terapii neuroroznotodnosci przeprowadza się „sesje psychoedukacyjne” dla partnerów/rodziny - być może jest to coś co mogłaby Pani zaproponować i wówczas wyrazić bezpośrednio swoje zaniepokojenie. Może też Pani rozważyć zaproponowanie mężowi spotkanie u terapeuty par (zupełnie innego specjalisty niż obecna terapeutka). Mogłoby to pozwolić na neutralnym gruncie omówić fakt, że jego obecna relacja terapeutyczna niszczy Pani poczucie bezpieczeństwa i zaufanie w związku, co przy dwójce małych dzieci jest sprawą priorytetową.
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Daria Składanowska
Dzień dobry,
To, co opisujesz, brzmi jak ogromne obciążenie emocjonalne i zranienie w relacji, które wywołuje silny stres i poczucie niepewności. Twoje emocje — ból, złość, lęk i zazdrość — są w pełni uzasadnione. Nie musisz ich tłumić ani czuć się „źle” z tym, co odczuwasz. To naturalna reakcja na sytuację, w której partner angażuje się emocjonalnie w relację terapeutyczną, która dla Ciebie jest trudna do zrozumienia i akceptacji.
Widoczny jest w Tobie silny konflikt między pragnieniem wsparcia dla męża a potrzebą poczucia bezpieczeństwa w małżeństwie. To, że martwisz się o trwałość Waszej relacji i wpływ tego na Wasze dzieci, pokazuje, jak bardzo zależy Ci na rodzinie.
W takiej sytuacji pomocne może być wsparcie psychologa lub psychoterapeuty — indywidualnie dla Ciebie lub w formie terapii par. Profesjonalista pomoże Ci przepracować te trudne emocje, zrozumieć swoje granice i poczucie bezpieczeństwa, a także znaleźć sposoby radzenia sobie z lękiem i stresem w związku, nie oceniając Ciebie ani Twoich uczuć.
Masz prawo czuć się w tej sytuacji zagubiona i potrzebować wsparcia. Nie musisz przez to przechodzić sama.
Wszystkiego dobrego :)
Składanowska Daria
Zobacz podobne
Dzień dobry, mam pewien problem, a raczej mój partner. Zdiagnozowano u niego zaburzenia somatyczne 2 lata temu, stosował farmakoterapię oraz uczęszczał na spotkania z psychiatrą, po roku zakończono leczenie. Od paru miesięcy ma nawroty. Moje pytanie brzmi - czy musi załatwić sobie skierowanie od lekarza rodzinnego, by móc zapisać się do psychiatry i psychologa na NFZ? Czy skierowanie nie jest wymagane?
Czy psycholog ma prawo okłamać pacjenta w celu? Mój partner trafił na tydzień do szpitala psychiatrycznego w związku z traumą, miał tam kilka spotkań z psychologiem. Na jednym ze spotkań psycholog twierdził, że rozmawiał ze mną i powiedziałam mu o czymś (nigdy ze mną nie rozmawiał), po czym pytał partnera o naszą relację - jak nam się układa, czy nie ma w związku toksycznych zachowań (partner sam mi o tym powiedział, ja nie pytałam go o treść spotkań). Jak najbardziej rozumiem zasadność zadawania takich pytań pacjentowi w trakcie terapii, tylko zastanawia mnie czy taka metoda była ze strony psychologa etyczna i czy konieczne było użycie akurat tego sposobu, zwłaszcza w realiach szpitalnych, gdzie nie mamy ze sobą takiego kontaktu jak zazwyczaj i może to prowadzić do nieporozumień. Nie jest to pierwsza taka sytuacja, gdzie każde z nas otrzymało od personelu znacząco różne informacje. To wszystko miało miejsce jakiś czas temu, ale ciekawi mnie czy to są powszechnie stosowane metody, bo zawsze wydawało mi się, że psycholog powinien być z pacjentem szczery żeby terapia była oparta na zaufaniu.

