30 zł zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26

w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!

Wybierz specjalistę
Left ArrowWstecz

Mąż zachwycony terapeutką – jak radzić sobie z emocjami w małżeństwie?

Jestem z mężem w małżeństwie od 9 lat. W tamtym roku zdiagnozowali autyzm u siebie i depresję, bierze leki i poszedł na psychoterapię. Po dwóch miesiącach uznał, że u nas w małżeństwie jest kryzys i że terapeutka jest dla niego taka strasznie miła i wyrozumiała. Na początku uznałam, że rzeczywiście miałam różne problemy i mógł się źle czuć, źle go traktowałam. Postanowiłam że chce coś zmienić i rozmawiałyśmy o tym, zbliżyliśmy do siebie. Któregoś dnia po tym podchodząc po ładowarkę, leżącą przy jego komputerze, zauważyłem że czyta artykuł zatytułowany "zakochałem się w mojej terapeutce", bardzo mnie to zabolało, ale porozmawialiśmy i on uznał, że nie wie co dokładnie czuję. Na początku było spokojnie, ale potem mi powiedział, że jest nią zachwycony, że marzy o tym, żeby się z nią przyjaźnić poza terapia i żeby ona go przytulała. Powiedział to na terapii. Potem jeszcze gorzej, bo się dowiedziałem, że wszystkie treningu umiejętność w ramach terapii prowadzi ona i on wieczorami słucha jej głosu w ramach treningów uwaznosci. On to bardzo chętnie robi i nie wiedziałam dlaczego, a wcześniej nie lubi żadnych medytacji, ani nic takiego. Więc spotyka się z nią 2 razy w tygodniu plus słucha jej wieczorami. Do tego zauważyłam, że laljkuje i serduszkuje jej posty na fanpejdzu. To też mnie strasznie zabolało. Czuję się strasznie źle i zraniona. Rozmawiałam z nim wielokrotnie, ale on mówi, że to nic takiego, że to normalne w terapii, że to może być jakieś przeniesienie, itd. Mi jest strasznie z tym źle, jak zasugerowałam zmianę terapeutki, może na faceta, to jest agresja, że chce mu to zabrać co już się zaczęło, że to właśnie ma tak wyglądać, że on niby mnie kocha i robi to wszystko dla mnie, że nie chce zaczynać terapii nigdzie indziej. Do tego dowiedziałam się, że przychodzą mu myśli, że ona go przytula i nawet mu się to śniło. Jest to dla mnie strasznie trudne, jak sobie myślę, że on będzie do niej szedł i że to wszystko będzie trwało jeszcze rok, dwa. Czuję panikę i stres, nie ufam też w jej kompetencje, chociaż mnie on zapewnia, że to jest bezpieczne, ale ja nie daje rady. Nie wiem co zrobić, mamy dwójkę dzieci 6 lat i7 miesięcy
User Forum

Marianna

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani,

To, co Pani opisuje, jest sytuacją skrajnie obciążającą emocjonalnie. Znajduje się w takim czasie, który sam w sobie jest okresem ogromnej wrażliwości, a zachowanie męża uderza w Pani poczucie bezpieczeństwa i fundamenty zaufania w małżeństwie.

Co warto rozważyć w tej sytuacji?

Terapia małżeńska

To wydaje się kluczowe. Mąż pracuje nad sobą, ale Wasza relacja jako system cierpi. Potrzebujecie neutralnego gruntu, gdzie osoba trzecia pomoże mężowi zrozumieć, że jego fascynacja terapeutką realnie niszczy Panią i Waszą rodzinę.

Rozmowa o granicach: 

Zamiast kazać mu kończyć terapię (co budzi opór), warto porozmawiać o konkretnych zachowaniach poza gabinetem, które Panią bolą (np. serduszkowanie postów, słuchanie nagrań przy Pani). Można to nazwać "higieną relacji".

Konsultacja u innego specjalisty: 

Może Pani zaproponować mężowi wspólną konsultację u innego psychologa (niezależnego od jego terapeutki), który wyjaśni Wam obojgu, jak radzić sobie z przeniesieniem, by nie rozbiło ono małżeństwa.

Proszę pamiętać o sobie w tym wszystkim. Ma Pani pod opieką dwójkę dzieci i Pani dobrostan jest kluczowy. Jeśli czuje Pani panikę i stres, zachęcam do poszukania wsparcia również dla siebie – indywidualna rozmowa z psychologiem pomoże Pani odzyskać grunt pod nogami.

Z wyrazami wsparcia, 

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Rozumiem, że Pani przeżywa obecnie jeden z najtrudniejszych okresów w relacji małżeńskiej i to, co Pani czuje, jest całkowicie uzasadnione.  To, co wykazuje Pani w tym momencie – zdolność do rozmowy, próby zrozumienia, troska o rodzinę – świadczy o Pani sile i zaangażowaniu. Wiele osób w Pani sytuacji by się poddało, a Pani tutaj jeszcze się stara, szuka wyjaśnień, próbuje znaleźć wyjście. To naprawdę godne podziwu. Fakt, że Pani mąż przeżywa trudny czas – zmaga się z diagnozą autyzmu i depresją – nie oznacza, że Pani potrzeby nie są ważne. Pani uczucia bólu i niepokoju są głosem Pani własnych potrzeb, które w małżeństwie zasługują na uwagę.  

Czasem w związku przychodzą momenty, kiedy jeden partner się gubi. To, co dzieje się teraz,  może być punktem zwrotnym w Pani relacji, jeśli tylko Pani mąż będzie gotów na to spojrzeć razem z Panią. Pani propozycje zmiany pochodzą z miłości i troski o to, co Państwo razem zbudowaliście przez te lata. Może to być moment, w którym oboje postanowicie pracować nad relacją – wspólnie, z pomocą terapeuty małżeńskiego lub rodzinnego, który będzie dla Was obojga. Takie wsparcie mogłoby pomóc Pani mężowi zrozumieć, skąd pochodzą jego uczucia, a Pani dać poczucie bezpieczeństwa.  

Mają Państwo dwoje małych dzieci, które potrzebują stabilności i rodziców, którzy razem potrafią pracować nad swoimi problemami. To, że Pani tu jesteście – że Pani szuka rozwiązań zamiast kapitulować – to już oznacza, że coś w tym związku jest warte ratowania. Pani intuicja mówiąca, że coś nie jest w porządku, to nie paranoja – to jest Pani mądrość, która chce chronić tę rodzinę. Nadzieja pojawia się wtedy, gdy ludzie są gotowi do dialogu i zmiany, a Pani pokazuje, że jest do tego gotowa. Teraz trzeba, aby Pani mąż zrobił ten sam krok – krok ku zadbaniu o tę relację. Oznaczać to może czasem trudne decyzje, ale i gotowość do tego, aby razem stawić czoła problemom.

1 miesiąc temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam cię, Marianno.

Bardzo trudno jest oceniać i nie powinno także nie znając całego kontekstu, pracy innego terapeuty.

Niemniej, z uwagi na moje bardzo znaczące doświadczenie, mimo wszystko, zgadzam się z tobą, że formuła terapii wymknęła się z ram profesjonalizmu. Skoro mąż nie chce słyszeć o zmianie osoby, proszę zadzwonić do tej pani i powiedzieć, że chce Pani uczestniczyć w terapii wraz z mężem. Może także Pani zapoponować terapeutce spotkanie i powiedzieć jej o swoich obawach i sposobie zachowania męża w trakcie terapii. Ma pani do tego prawo. Pani obawy nie wynikają z pani chorej podejrzliwości, lecz z przytoczonych faktów. Może pani prosić o dokładne wytłumaczenie, na czym polega ta terapia, w jakim jest prowadzona nurcie oraz do czego ma doprowadzić.

Pozdrawiam

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Pani Marianno, czytając Pani słowa widać bardzo dużo bólu, lęku i poczucia zagrożenia dla relacji: to są naturalne reakcje w sytuacji, w której pojawia się temat uczuć partnera wobec innej osoby. Szczególnie że stara się Pani ratować małżeństwo, a jednocześnie doświadcza niepewności, zazdrości i utraty poczucia bezpieczeństwa.Z Pani opisu wynika, iż mąż, może być zjawiskiem przeniesienia: ono rzeczywiście bywa częścią terapii ale kluczowe jest to, że dla Pani jest to bardzo obciążające emocjonalnie. Pani potrzeba granic, jasności i poczucia bycia najważniejszą w relacji jest w pełni uzasadniona. Ważne byłoby, abyście mogli o tym porozmawiać w bezpiecznej przestrzeni, np. na terapii par, gdzie ktoś pomoże nazwać te emocje i ustalić zasady chroniące Wasze małżeństwo.

Na teraz proszę zadbać przede wszystkim o siebie: o regulację lęku, wsparcie kogoś życzliwego, chwile oddechu, bo z poziomu paniki trudno podejmować decyzje. Nie jest Pani „przesadna” tylko zraniona i przestraszona a to sygnał, że potrzebuje Pani więcej bezpieczeństwa i realnego dialogu w tej relacji.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani Marianno  

 

 Dziękuje, że dzieli się Pani z nami historią, która jest dla Pani trudna i bolesna. To, co Pani opisuje, nie jest „niczym takim”.  Jest to poważna sytuacja, która realnie rani Panią i wykracza poza zwykłą, bezpieczną dynamikę terapii, nawet jeśli element przeniesienia jest w tym obecny.  Zakochiwanie się w terapeucie jest zjawiskiem znanym i częstym, zwłaszcza gdy ktoś pierwszy raz doświadcza tak dużej akceptacji, zrozumienia i struktury. U osób w spektrum autyzmu wąskie, intensywne zainteresowania i silne przywiązania do osób dających poczucie bezpieczeństwa są częstsze, co może wzmacniać tę dynamikę.​ Ale odpowiedzialność za bezpieczne przepracowanie tego spoczywa w ogromnej mierze na terapeutce i ostatecznie to ona ma stawiać granice, nie wzmacniać nadmiernego zaangażowania i dbać o konsekwencje dla małżeństwa i rodziny.

Intensywność, kiedy  on spotyka ją dwa razy w tygodniu i dodatkowo słucha jej nagrań wieczorami, chociaż wcześniej nie lubił takich form i to wygląda bardziej jak „emocjonalne uzależnianie się” od konkretnej osoby niż neutralny trening uważności. Fantazje o przytulaniu, sny, marzenie o przyjaźni poza terapią to już nie jest tylko „lubienie terapeutki”, to silne zaangażowanie emocjonalne, które konkuruje z więzią małżeńską.

Polubienie jej postów jako pacjent narusza standardy etyczne zwracają uwagę, że relacje w social mediach mogą rozmywać granice terapeutyczne i zwiększać zamieszanie co do charakteru relacji. Jego agresja przy propozycji zmiany terapeuty (zwłaszcza na mężczyznę) pokazuje, że to nie jest dla niego „po prostu terapia”, tylko bardzo ważny emocjonalnie obiekt, którego broni jak czegoś bliskiego i „swojego”. Pani poczucie zagrożenia i zazdrości jest absolutnie zrozumiałe kiedy Pani widzi, jak on emocjonalnie inwestuje w inną kobietę, widuje ją częściej niż większość przyjaciół, fantazjuje o bliskości fizycznej i jednocześnie bagatelizuje Pani cierpienie. Profesjonalne standardy mówią, że jeśli pojawia się zakochanie (przeniesienie) należy nawet zmienić terapeutę.  Terapeutka MA OBOWIĄZEK to nazywać, badać, jasno ustalać granice (np. co z mediami społecznościowymi, nagraniami, częstotliwością kontaktu).Powinna uwzględnić wpływ tej relacji na inne ważne więzi pacjenta, w tym małżeństwo i rodzicielstwo. Jeśli widzi, że relacja z nią staje się dla pacjenta ważniejsza niż cele terapii, powinna rozważyć konsultację z superwizorem, zmianę ustawień terapii, a czasem nawet przekazanie pacjenta innemu terapeucie. Fakt, że on może tak silnie się angażować i nadal słyszy od niej (pośrednio przez jego komunikaty), że „to wszystko jest bezpieczne”, realnie może budzić w Pani nieufność. 

Proponuję  myśleć dwutorowo: ochrona siebie i dzieci oraz jasno określone warunki dalszego małżeństwa.

Nazwanie granicy wprost, ale na spokojnie, nie w trakcie kłótni.  Można powiedzieć coś w stylu własnymi słowami „Widzę, że ta terapeutka jest dla Ciebie bardzo ważna. Jednocześnie jej osoba i Twoje uczucia do niej powodują, że ja czuję się jak osoba trzecia w naszym małżeństwie. Dla mnie to jest przekroczenie granicy.” „Nie kwestionuję, że potrzebujesz terapii, ale sposób, w jaki to teraz wygląda (fantazje, sny, podwójny kontakt, social media), jest dla mnie nie do udźwignięcia. Nie mogę latami funkcjonować w takim trójkącie.”

Proponuję zaproponować, że jeśli małżeństwo ma trwać, potrzebuje Pani włączenia neutralnej osoby trzeciej, czyli wspólnej terapii par z innym terapeutą, najlepiej takim, który zna temat autyzmu u dorosłych, przeniesienia i granic.

Tam mogłaby Pani bezpiecznie opowiedzieć o tym, co przeżywa, a on usłyszałby, że to nie jest „wymyślony problem żony”, tylko realna dynamika relacyjna. Zamiast dyskusji, czy „to jest normalne w terapii” (bo on będzie się zasłaniał teorią), proszę skupić się  się na komunikacie: „Dla mnie to jest nieakceptowalne i przekracza moje granice jako żony.” Można dodać: „Jeśli chcesz kontynuować terapię u tej terapeutki, to dla mnie oznacza, że w praktyce wybierasz relację z nią w formie, która mnie krzywdzi. Ja wtedy muszę zacząć myśleć o tym, jak siebie chronić, także ze względu na dzieci.”

  Bardzo zachęcam, aby Pani znalazła swojego terapeutę (kogoś innego niż jego terapeutka), z kim będziesz mogła spokojnie przepracować poczucie zdrady, lęk, pytania o przyszłość. To pomoże podjąć decyzje nie z miejsca paniki, tylko z miejsca większej jasności, zrozumieć, jakie granice naprawdę chce Pani  postawić, co zrobić, jeśli on się na nie nie zgodzi. Nie mówię od razu o rozstaniu, ale dobrze, aby czuła Pani, że ma wybór, a nie jesteś skazana.

Proszę pomyśleć, gdzie mogłaby się  Pani zatrzymać „na chwilę”, gdyby napięcie w domu stało się nie do wytrzymania (rodzina, przyjaciółka). Dzieci bardzo wyczuwają napięcie, nawet gdy nic im się nie mówi wprost. Warto, aby Pani miała przynajmniej jedno miejsce (terapia, grupa wsparcia, zaufana osoba), gdzie może „wypuścić” nerwy, żeby nie kumulować wszystkiego w domu.​ Pani zadaniem nie jest „zaakceptować” coś, co Panią niszczy, tylko zadbanie o minimum bezpiecznej atmosfery w domu. Czasem oznacza to bardzo twarde rozmowy, a w ostateczności  rozważenie separacji, jeśli on będzie konsekwentnie stawiał relację z terapeutką ponad małżeństwo.

Bardzo ważne jest to, że on ma autyzm i depresję, nie oznacza, że może dowolnie przekraczać Pani  granice i jedyne, co Pani wolno, to „rozumieć i wspierać”. Jego diagnozy tłumaczą pewne mechanizmy, ale nie unieważniają Pani prawa do szacunku, bezpieczeństwa i poczucia, że jesteście partnerami, a nie „tłem do jego procesu terapeutycznego”.​ Życzę powodzenia i siły.

1 miesiąc temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Sytuacja, którą pani opisuje jest trudna i to naturalne że wywołuje u pani obawy i poczucie zagrożenia więzi. Zjawisko, o którym mówi mąż polega na projektowaniu silnych uczuć na terapeutę, jednak profesjonalista ma obowiązek postawić tu sztywne granice. Zachowania Pani męża, takie jak „serduszkowanie” postów czy słuchanie głosu terapeutki do snu, wykraczają poza standardowy proces leczenia i karmią jego fantazję, zamiast pomagać mu wrócić do realnej relacji z Panią.

Agresja męża na propozycję zmiany specjalisty oraz Pani poczucie bycia pominiętą wskazują, że ta terapia obecnie destabilizuje Wasze małżeństwo, zamiast je wspierać. W wielu nurtach terapeutycznych pracuje się „na relacji” ale prz tym dąży się do tego, by pacjent potrafił odróżnić terapeutyczną akceptację od realnej więzi prywatnej. Jeśli obecna terapeutka wie o problemie i nie potrafi wygasić tych fantazji, może nie mieć umiejętności aby to zrobić i powinna skorzystać z superwizji (czyli takiego wsparcia od bardziej doświadczonego terapeuty). W niektórych nurtach terapeutycznych w terapii neuroroznotodnosci przeprowadza się „sesje psychoedukacyjne” dla partnerów/rodziny - być może jest to coś co mogłaby Pani zaproponować i wówczas wyrazić bezpośrednio swoje zaniepokojenie. Może też Pani rozważyć zaproponowanie mężowi spotkanie u terapeuty par (zupełnie innego specjalisty niż obecna terapeutka). Mogłoby to pozwolić na neutralnym gruncie omówić fakt, że jego obecna relacja terapeutyczna niszczy Pani poczucie bezpieczeństwa i zaufanie w związku, co przy dwójce małych dzieci jest sprawą priorytetową.


Wszystkiego dobrego!

Natalia Przybylska 

1 miesiąc temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

To, co opisujesz, brzmi jak ogromne obciążenie emocjonalne i zranienie w relacji, które wywołuje silny stres i poczucie niepewności. Twoje emocje — ból, złość, lęk i zazdrość — są w pełni uzasadnione. Nie musisz ich tłumić ani czuć się „źle” z tym, co odczuwasz. To naturalna reakcja na sytuację, w której partner angażuje się emocjonalnie w relację terapeutyczną, która dla Ciebie jest trudna do zrozumienia i akceptacji.

 

Widoczny jest w Tobie silny konflikt między pragnieniem wsparcia dla męża a potrzebą poczucia bezpieczeństwa w małżeństwie. To, że martwisz się o trwałość Waszej relacji i wpływ tego na Wasze dzieci, pokazuje, jak bardzo zależy Ci na rodzinie.

 

W takiej sytuacji pomocne może być wsparcie psychologa lub psychoterapeuty — indywidualnie dla Ciebie lub w formie terapii par. Profesjonalista pomoże Ci przepracować te trudne emocje, zrozumieć swoje granice i poczucie bezpieczeństwa, a także znaleźć sposoby radzenia sobie z lękiem i stresem w związku, nie oceniając Ciebie ani Twoich uczuć.

 

Masz prawo czuć się w tej sytuacji zagubiona i potrzebować wsparcia. Nie musisz przez to przechodzić sama.

Wszystkiego dobrego :) 

 

Składanowska Daria

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Dlaczego psychoterapia mi nie pomaga?
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami.
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami. W grudniu mój chłopak zwierzył mi się ze swoich problemów, które zrozumiałam i zaoferowałam wsparcie, które docenił i dostrzegał. Dotychczas nie zmagałam się z żadnymi osobistymi problemami, więc owszem, martwiłam się, ale była to jedyna rzecz, która mogłaby mnie jakkolwiek zmartwić. Niestety następny miesiąc postawił przede mną problemy związane ze mną samą. Zaczęłam mieć problemy z koncentracją, mocno zaniedbałam studia, moją zmianę zauważyli również niektórzy wykładowcy. Okres sesji był dla mnie wtedy jeszcze trudniejszy, straciłam kontrolę nad stresem, całkowicie mnie pochłonął. Potrzebowałam dużo czasu, by odreagować i odpocząć. Gdy zaczęłam tracić kontrolę i uzmysłowiłam sobie, że to nie jest chwilowy ”dołek”, powiedziałam szczerze, że jak on w grudniu mi powiedział o swoim problemie, u mnie było wszystko ok, ale teraz tak niestety nie jest i przez jakiś czas mogę nie czuć się na siłach, by okazać wystarczające wsparcie, jakiego mógłby potrzebować. Postanowiliśmy sobie, żeby ten nowy rok był taki, żeby skupić się bardziej na sobie i swoich problemach, że może to nam pomoże, gdy przez jakiś czas postawimy na taki pewien przejaw egoizmu i zbierzemy się na to, by samodzielnie sprostać swoim problemom, a jeśli będzie ciężko, pojawi się potrzeba udać się do specjalisty, to wtedy na przykład pójdziemy razem, gdy w pojedynkę będzie to dla nas zbyt trudne. By jakoś wzajemnie się motywować w chwilach słabości. Pod koniec lutego zerwał ze mną chłopak. Wszystko w pokojowych relacjach, w świadomości obustronnej, że nadal jesteśmy dla siebie ważni, ale nie potrafimy sobie pomóc, gdy u nas obojga pojawiły się problemy. Nie wykluczamy powrotu do siebie, ale też wiemy, że nie możemy żyć kierując się tym najbardziej optymistycznym scenariuszem, gdyż czas też pokaże, czy faktycznie do tego dojdzie. Było to [rozstanie] w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Ze względu na okoliczności i to, że nie miałabym jak dojeżdżać do pracy i na studia, gdybym zdecydowała się wrócić do miejsca, gdzie wcześniej mieszkałam, mieszkamy nadal razem, trzymając się oczywiście zasady, jaką postanowiliśmy sobie wcześniej. Zerwanie miało na celu pozbieranie swojego życia, zebrania się w sobie, by rozwiązać problemy i poczuć się tak jak dawniej. Pomimo upływu czasu, są sytuacje, gdzie wszystko jest w porządku. Zaczęłam dostrzegać, że nadal myśli czasami w perspektywie „my”. Ponieważ zbliżają się małymi krokami komunie w naszych rodzinach i początkowo mieliśmy wybierać się na nie razem, jednak po tym, co się między nami zdarzyło, raczej mało prawdopodobne, że chęci wspólnego uczestnictwa uległyby zmianie. Tymczasem temat tychże komunii wyszedł od niego i chciał pójść także na komunię mojego brata oraz kuzyna. Myślał nawet specjalnie o wolnym w swojej pracy pod tym względem. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że na uroczystość komunijną w jego rodzinie wybieramy się razem. Ta kolejna rzecz dała mi do myślenia, ponieważ nie naciskałam (to też była jedna z kwestii, co do której nadal miałam w głowie znaki zapytania, nie narzucałam się, wolałam też usłyszeć, jak on się z tym czuje), spodziewałam się raczej chłodnych stosunków i stwierdzenia, że ponieważ jest między nami tak, jak jest, to takie uroczystości rodzinne spędzimy osobno. A tu tak jednak nie jest. Są momenty, kiedy nadal pojawiam się w jego planach, ale są też momenty, kiedy myślimy o sobie solo i przypominamy sobie, że nie jesteśmy razem, jednak to ma miejsce tylko wtedy, kiedy pojawiają się gorsze dni, coś nas złości i jesteśmy w gorszym nastroju. Wtedy pojawiają się poważniejsze momenty, ale po nich jesteśmy w stanie wyklarować atmosferę i z lepszym nastrojem zakończyć dzień. Czuję się zagubiona. Wierzę w moc czasu, że gdy minie to pewne rzeczy się rozwiążą, nasuną się nowe wnioski. O mojej sytuacji wiedzą dwie osoby – przyjaciółka i mama. Kiedy im o tym mówiłam, odpowiedziały mi, że według nich to tak naprawdę jakbyśmy chcieli być nadal razem, bo gdyby nie, nie byłoby mowy o tak pokojowym rozstaniu. Że nasze postępowanie podyktowane jest też takim rozważnym i analitycznym podejściem do sytuacji w obliczu naszych osobistych problemów, które próbujemy zażegnać i z tym działamy, każdy w swoim tempie. Owszem, to nie są specjaliści, ale gdy mówią to osoby, które mnie dobrze znają, które miały różne, a niekiedy podobne sytuacje w związku, to na tyle, ile mogły, to były w stanie się o tym wypowiedzieć bez oceny, bez prawienia kazań. I to wszystko daje mi nadzieję, że finałem niekoniecznie będzie tragedia, tylko że może faktycznie powrót do siebie będzie pewnego rodzaju finałem procesu leczenia duszy po wszystkich trudnościach, jakie zdołały ją podniszczyć. Poszukuję też porady w tej sytuacji także u specjalisty. Próbuję i tutaj. Co robić? Czy jest coś, co mogłoby i mnie i jemu pomóc? Chciałabym zachować spokój ducha w tej ważnej dla mnie sprawie. Chciałabym też móc skupić się na studiach (w tym roku obrona) i mieć nad tym jakąś kontrolę, nie utracić jej znowu. Mogę dodać, że miałam też takie przeczucia, że ten miesiąc będzie taki bardziej „mój”, że znajdę siłę, by skupić się na swoim zdrowiu, zmienić lekarza co chciałam zrobić już dawno, lecz nie potrafiłam i tym podobne. I faktycznie jak przez te kilka miesięcy się męczyłam, tak pod koniec lutego zrobiłam plan i pomimo tego, co się podziało, już udało mi się go w znacznej części zrealizować. Zaczęłam wstawać bez „chwiania się”. Czuję większy spokój i kontrolę, ale wiem, że to nie wszystko. Dlatego będę wdzięczna za każdą wyrozumiałą, nieoceniającą radę, z pomocą której mogłabym pokierować sobą na przyszłość. Dziękuję.
Skierowanie na NFZ. Potrzebne?

Dzień dobry, mam pewien problem, a raczej mój partner. Zdiagnozowano u niego zaburzenia somatyczne 2 lata temu, stosował farmakoterapię oraz uczęszczał na spotkania z psychiatrą, po roku zakończono leczenie. Od paru miesięcy ma nawroty. Moje pytanie brzmi - czy musi załatwić sobie skierowanie od lekarza rodzinnego, by móc zapisać się do psychiatry i psychologa na NFZ? Czy skierowanie nie jest wymagane?

Czy psycholog może okłamać pacjenta? Etyka w terapii a metody komunikacji

Czy psycholog ma prawo okłamać pacjenta w celu? Mój partner trafił na tydzień do szpitala psychiatrycznego w związku z traumą, miał tam kilka spotkań z psychologiem. Na jednym ze spotkań psycholog twierdził, że rozmawiał ze mną i powiedziałam mu o czymś (nigdy ze mną nie rozmawiał), po czym pytał partnera o naszą relację - jak nam się układa, czy nie ma w związku toksycznych zachowań (partner sam mi o tym powiedział, ja nie pytałam go o treść spotkań). Jak najbardziej rozumiem zasadność zadawania takich pytań pacjentowi w trakcie terapii, tylko zastanawia mnie czy taka metoda była ze strony psychologa etyczna i czy konieczne było użycie akurat tego sposobu, zwłaszcza w realiach szpitalnych, gdzie nie mamy ze sobą takiego kontaktu jak zazwyczaj i może to prowadzić do nieporozumień. Nie jest to pierwsza taka sytuacja, gdzie każde z nas otrzymało od personelu znacząco różne informacje. To wszystko miało miejsce jakiś czas temu, ale ciekawi mnie czy to są powszechnie stosowane metody, bo zawsze wydawało mi się, że psycholog powinien być z pacjentem szczery żeby terapia była oparta na zaufaniu.

Jak zaufać psychoterapeutom z BPD i CPTSD? Frustracja z powodu braku postępów
Jak mam zaufać specjalistom ? Byłam na 3 terapiach i (a w ogóle 5 psychoterapeutów ) jedyne co mi to dało to samoświadomość i nauczenie się odróżniać „złe” myśli od „dobrych”. Za chwilę będę psychologiem ale przestałam wierzyć że każdy dojdzie do dobrego funkcjonowania po terapii. Mam zdiagnozowane bpd i prawdopodobnie c-ptsd. Ciągle miewam nawroty epizodów depresji i z każdym kolejnym są silniejsze. Leczę się od 16 r.ż a mam 25 lat. Nie daję już rady, nie chce iść znowu do kolejnego terapeuty i opowiadać historii życia bo ile razy można, wystarczy że męczą mnie koszmary i flashbacki, a dodatkowo to kosztuje dużo pieniędzy i jest możliwość że nic to nie da :) myślę że jestem tą osobą której już się nie da więcej pomóc bo ja naprawdę wiem co z czego wynika czemu to i tamto. Niedawno udało mi się ogarnąć ( i to sama)nadmierną analizę bo też się mega męczyłam. Wiem też jaki powinien być terapeuta i na jakie red flagi zwracać uwagę
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.