
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina
- Związek po...
Związek po rozwodzie: wyzwania z nową partnerką i dziećmi
Marek
Iza Bonarowska
Dzień dobry,
w tym, co Pan opisuje, widać kilka bardzo ważnych rzeczy po Pana stronie. Przede wszystkim ogromną odpowiedzialność. Jest Pan w trakcie rozwodu, ma Pan małe dzieci i realnie bierze Pan pod uwagę ich potrzeby, swój czas, emocje i bezpieczeństwo. Druga rzecz to konsekwencja. Od początku jasno komunikował Pan zasady tej relacji i powody, dla których tempo musi być wolniejsze. Trzecia to gotowość do rozmowy. Pan nie ucieka, nie milczy, tylko próbuje rozumieć i tłumaczyć swoje decyzje.
Z Pana opisu wynika bardzo wyraźnie, że jesteście na dwóch zupełnie różnych etapach emocjonalnych i z różnymi potrzebami. Pan jest w procesie porządkowania starego życia i budowania nowego bardzo ostrożnie. Ona natomiast chce natychmiastowej pełnej relacji, jasnych deklaracji.
To, co Pan nazywa „zmianą zasad w trakcie gry”, jest bardzo trafnym określeniem. Ustaliliście konkretne ramy. Ona je znała i akceptowała. Teraz, kiedy emocje u niej rosną, zaczyna je podważać, wywierać presję.
Jeśli czuje Pan, że zaczyna Pan wątpić w siebie i swoje decyzje, rozmowa z psychologiem może bardzo pomóc. Pozwala zobaczyć, co jest zdrowym stawianiem granic, a co wciąganiem w cudze oczekiwania. Pomaga też sprawdzić, czy ta relacja ma potencjał na stabilność, czy raczej będzie źródłem ciągłego napięcia. Nawet kilka spotkań daje dużą jasność i ulgę.
Pozdrawiam serdecznie
Iza Bonarowska
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
opisywane sytuacje pokazują dużą różnicę w Waszych potrzebach i tempie budowania relacji. Pan jest w trakcie rozwodu, ma małe dzieci i stara się wszystko łączyć w sposób odpowiedzialny. To naturalne, że potrzebuje Pan czasu i nie może zawsze stawiać partnerki na pierwszym miejscu.
Pana partnerka z kolei oczekuje szybszego rozwoju związku, większej dostępności i jasnych deklaracji już teraz. Coraz częściej reaguje złością i stawia Pana w sytuacji „albo wszystko, albo nic”. To rodzi presję i poczucie, że Pana wysiłki nie są doceniane.
Warto zauważyć, że już teraz pojawia się trudność z akceptacją Pana dzieci i Pana ograniczeń. To ważny sygnał, bo w zdrowej relacji powinno być miejsce na rozmowę, granice i wzajemne zrozumienie.
Nie wygląda to na to, że robi Pan coś źle. Bardziej na to, że w tym momencie macie inne oczekiwania wobec związku. Dobrze byłoby spokojnie się temu przyjrzeć i zastanowić, czy w tej relacji jest przestrzeń na Pana tempo i odpowiedzialność.
Rozmowa z psychologiem mogłaby pomóc Panu uporządkować emocje i podjąć decyzje w zgodzie ze sobą.
Pozdrawiam serdecznie,
Weronika Wardzińska
Malwina Wamej
Dzień dobry,
Powinien Pan przede wszystkim zatrzymać się i jasno nazwać, w jakim miejscu życiowo Pan się znajduje. Jest Pan w trakcie rozwodu, ma Pan małe dzieci, wobec których ponosi Pan realną odpowiedzialność emocjonalną i organizacyjną. To oznacza, że Pana możliwości czasowe, decyzyjne i emocjonalne są obecnie ograniczone.
Pana partnerka deklaruje potrzebę natychmiastowej intensywności, wyłączności i pełnej dyspozycyjności, jednocześnie nie akceptując Pana realiów: dzieci, rozwodu, stopniowego tempa budowania relacji. W zdrowej relacji oczekiwania są negocjowane, a nie stawiane w formie ultimatum czy emocjonalnego nacisku.
W zachowaniu partnerki widać także sprzeczne komunikaty. Z jednej strony deklaracje miłości i bliskości, z drugiej groźby wycofania, czy dewaluowanie Pana starań .Takie zachowania nie budują poczucia bezpieczeństwa, lecz je osłabiają.
Powinien Pan również jasno zobaczyć, że kwestia dzieci jest tu kluczowa. Jeśli partnerka mówi wprost, że „nie dzieli się z nikim niczym” i nie wie, czy poradzi sobie z Pana dziećmi, to jest to bardzo poważny sygnał ostrzegawczy. Dzieci nie są dodatkiem do związku, lecz jego integralną częścią.
W tym momencie warto zadać sobie pytanie nie tylko, czy Pan rozumie partnerkę, ale też czy partnerka realnie rozumie i respektuje Pana granice. Związek oparty na presji, zmienianiu zasad w trakcie gry i wycofywaniu się z wcześniejszych ustaleń nie daje stabilnych fundamentów , szczególnie w tak wymagającym momencie życia, w jakim Pan jest.
Zdrowa relacja nie wymaga rezygnowania z siebie, swoich dzieci ani swojego tempa, aby „udowodnić” uczucie. Jeśli druga strona nie jest gotowa czekać, rozmawiać i współtworzyć relacji na warunkach możliwych dla obu stron, to nie jest to kwestia Pana niewystarczalności, lecz niedopasowania potrzeb i gotowości.
Jeżeli czuje Pan narastające zagubienie i napięcie, powinien Pan rozważyć indywidualną konsultację psychoterapeutyczną, po to aby zadbać o siebie i swoje granice w czasie dużych życiowych zmian.
Pozdrawiam
Malwina Wamej
Anna Szczypiorska
Witaj, opisywana sytuacja wygląda na relację, w której spotykają się dwa bardzo różne momenty życiowe i dwie różne gotowości emocjonalne. Pan jest w trakcie rozwodu, ma małe dzieci i naturalnie potrzebuje czasu, ostrożności oraz stopniowego budowania nowego związku. To jest adekwatne i odpowiedzialne. Pana partnerka natomiast wydaje się być w silnej potrzebie szybkiej stabilizacji, jasnych deklaracji i postawienia jej w centrum, także kosztem Pana dzieci i realnych ograniczeń.
Niepokojące jest to, że wcześniej ustalone zasady (czekanie na rozwód, stopniowość, rozmowa) są teraz przez nią kwestionowane, a zamiast dialogu pojawiają się ultimata, presja i odwracanie odpowiedzialności („skoro nie spełniasz moich oczekiwań, to ja nie spełnię twoich”). To nie jest budowanie bezpieczeństwa, tylko eskalowanie napięcia. Równie istotne jest to, że wprost mówi, iż nie chce dzielić Pana uwagi z dziećmi, a to jest fundamentalna różnica wartości, nie drobne nieporozumienie.
Ma Pan prawo czuć się zagubiony i niedoceniony, bo realnie próbuje Pan łączyć role ojca i partnera w bardzo wymagającym czasie. Warto sobie uczciwie odpowiedzieć, czy w tej relacji jest przestrzeń na Pana tempo, Pana dzieci i Pana granice, czy raczej oczekuje się od Pana rezygnacji z nich, by zaspokoić czyjeś lęki i potrzeby.
Na tym etapie kluczowe jest nie tyle „ratowanie relacji”, co ochrona siebie i dzieci oraz jasne nazwanie, co Pan realnie może, a czego nie.
Anna Kapelska
Dzień dobry Marku,
Czytam, że jesteś w trakcie dużych zmian życiowych - rozwód, nowa relacja, opieka nad małymi dziećmi.
Wygląda też na to, że Ty i Twoja partnerka różnie rozumiecie związek.
Ty jasno komunikujesz i mówisz o tempie rozwoju relacji, Twoja partnerka zaś nie wykazuje w tej kwestii cierpliwości.
Jednocześnie pojawia się kwestia swoistej rywalizacji między nią a dziećmi - czy to dla Pana jest akceptowalne?
Proszę zastanowić się, po pierwsze czy jesteś w stanie sprostać oczekiwaniom partnerki, po drugie, czy rzeczywiście tego chcesz? Na ile ten związek jest dla Ciebie wspierający?
Czasami szczera rozmowa i ponowne ustalenie granic i potrzeb obu stron pozwala jasno określić, czy rzeczywiście oboje chcą Państwo budować wspólną przyszłość i mają do tego tę samą gotowość.
Wszystkiego dobrego!
Psycholog Anna Kapelska
Anna Skrońska
Dzień dobry,
po przeczytaniu Pana wpisu, mam taką myśl, że sam rozwód to jedna z najbardziej stresujących sytuacji życiowych (według skali Holmesa i Rahe’a plasuje się tuż za śmiercią bliskiej osoby). I już samo to jest trudne i obciążające, nawet bez dodatkowych trudności.
W Pana sytuacji dodatkowo pojawia się nowa relacja, dynamiczna, pełna emocji, oczekiwań, niedopowiedzeń . Pisze Pan, że partnerka reaguje intensywnie, a wspólnie ustalone zasady "w międzyczasie" ulegają zmianie.
Z mojej perspektywy, osoby pracującej z rodzicami w sytuacjach rozstań, zwracam tu uwagę przede wszystkim na dzieci. I pojawia się ważne pytanie, czy nowa relacja, gdy już dzieci będą w niej aktywnie uczestniczyć, pozwoli Panu nadal być takim ojcem, jakim Pan chce być?
Bo bycie partnerem i bycie ojcem to dwie ważne i różne role. Dobra relacja partnerska nie powinna odbierać Panu przestrzeni na bycie zaangażowanym tatą. Czytam, że wprowadza Pan nową relację w życie rodziny powoli, daje Pan sobie czas na wejście do rodziny partnerki, że zasady i wspólne ustalenia są dla Pana ważne. Czytam również, że nowa partnerka wprowadza zmiany w tych ustaleniach bez uprzedzenia, komunikuje, że nie wie czy podoła w kwestii dzieci i dzielenia się Panem. Takie zachowania mogą budzić dezorientację i odbierać Panu poczucie bezpieczeństwa w relacji. A myśląc znowu o dzieciach, to bezpieczeństwo i stabilizacja są jednak dla nich kluczowe, w czasie dużych zmian rodzinnych.
W sytuacjach tak złożonych warto porozmawiać z psychologiem. Nie zawsze trzeba od razu rozpoczynać długoterminową psychoterapię, czasem wystarczą jedno czy dwa spotkania, żeby móc świadomie zdecydować, w jakim kierunku chce się Pan iść, rozwijać się jako mężczyzna, partner i ojciec.
Z pozdrowieniami
Anna Skrońska

Zobacz podobne
(bardzo przepraszam, że tak się rozpisałam. Może nie będzie chciało się komuś tego czytać, ale potrzebuję pomocy )
Witam,
mam za 3 miesiące 17 lat i mam problemy z agresją, jakieś działania impulsywne, pustkę derealizacja itp i straszne lęki. Chciałabym napisać o tych lękach, bo strasznie utrudniają mi życie. Tak można powiedzieć, że przeszłam dużo różnych sytuacji, które może mogły pogłębić lęk np. brak obecności ojca, bo ciągle ma pracę i moja dziewczyna, która przez moją winę dość często mnie zostawiała, a ja zataczałam się w nałogi i myśli S itp.
Rok temu, też w okresie zimowym miałam problem ze snem, raz nie mogłam usnąć, a potem już ciągle dzień w dzień bałam się, już jak robiła się noc. Robiło się ciemno, przyprawiało mnie to o straszne lęki, bo się nie wyśpię itp. To trwało z parę miesięcy, zawsze spałam w miarę regularnie 22-23, bo chciałam dobrze wstawać do szkoły i prowadzić zdrowy styl życia i raz coś się stało z moim telefonem i się zdenerwowałam i przejmowałam, to pamiętam i od tego czasu bałam się nocy.
Nawet jak spałam z 2/3 godziny, to nie czułam się senna, a nawet jeśli to nie potrafiłam zasnąć. Jakoś z tego wyszłam sama ze wsparciem dziewczyny itp. Nie przejmuje się już tym, jakoś daję radę. Mam też lęk, że ktoś mnie zostawi, a głównie moja dziewczyna, bo tylko na niej mi tak zależy.
Nie dałabym rady już żyć, ona aż tak nie ma i dużo nie rozumiem. Może przez to, co jej zrobiłam kiedyś, przestała już mieć takie przywiązanie itp.
To strasznie przykre :/ Nie raz w kłótni zaczyna mówić, że mnie nie kocha itp. takim strasznie spokojnym tonem, mimo że widzi, że ja płaczę, ale ją to nie obchodzi.
Doprowadza mnie do to szału i wszystkim rzucam i też na nią, bo nie wytrzymuje i się dosłownie tak jakby "bijemy".
W wakacje np. zaczęło boleć mnie w nocy żebro i bałam się, że jest złamane, a nad ranem moi rodzice mieli jechać nad morze, bo nie chciałam z nimi i tez googlowałam wszystko, co się da, że to może być to, to może być tamto i nie mogłam spać.
Nie mogłam wtedy oddychać, miałam takie ataki paniki.
Jak wstałam, to było okej, potem czułam lekkie bóle.
Też się przejmowałam i to samo, po czasie przeszło.
Przed wakacjami też na wf zdarzyło mi się, że gdy skakałam w dal, nagle zabolała mnie noga, że nie mogłam chodzić.
Pan mówił, że zerwałam mięsień możliwe, ale to jednak nie było to - pewnie zwykłe naciągnięcie bolało kilka dni, ale często coś mam z nogami, bo są nierozciągnięte takie itp.
Jak powiedział, że to może być zerwanie, to siedziałam potem na ławce na dworze i dostałam strasznego ataku paniki.
Nie mogłam oddychać, byłam cala posztywniała.
Ręce miałam takie sztywne całe i prawie zemdlałam.
Chciałam zwymiotować, robiło mi się już ciemno przed oczami, ale jakoś dałam radę. Była przy mnie dziewczyna i dałam radę wstać i poszłam. Kolejna sytuacja - to pod koniec wakacji zaczęły mi się robić wzdęcia, bóle itp z brzuchem jakbym może stresowała się szkoła? Choć nie wiem do dziś, ale tak samo googlowałam wszystkie objawy, bałam się, że mam raka np i różne rzeczy. Byłam u lekarza z 2/3 razy u rodzinnego, miałam skierowanie na usg, było okej. Mimo to dalej się bałam i naczytałam się, że może mam torbiel na jajniku, bo też miałam zanik miesiączki, ale chyba aż ze stresu. Mamie powiedziałam, żeby zarejestrowała mnie do Pana ginekologa.
Bałam się tak samo, bo mężczyzna, bo może jakiś zboczeniec. Mam po prostu też lęki przed mężczyznami, że chcą zrobić tylko jedno i mi nieswojo nawet przy własnym tacie.
Ale pojechałam i po prostu zrobił usg. Było wszystko dobrze...
Jest dużo innych sytuacji. Miałam tak, że cokolwiek mnie zaboli, to wymyślam sobie każdą chorobę. Dziś dotykałam sobie żebra, na dole ten łuk żebrowy (chyba najprawdopodobniej to są te chrząstki), ale czułam, że po lewej jak dotykam, to przeskakuje, a po prawej to trochę bardziej trzeba się wgłębić, to tez przeskakuje, ale po tej lewej przy samym lekkim dość dotyku. Tak samo dostałam duszności itp. nie mogłam jeść ze stresu. Boję się strasznie...
Miałam tak w sumie od dawna takie przeskakiwanie, ale boję się, bo nie wiem, czy to normalne.. Nic mnie nie boli tak zbytnio czy coś, ale i tak boję się np. że to złamanie.
Mam też tak przy robieniu czegoś np mycie rąk natrętne myśli, że muszę umyć kilka razy, bo inaczej coś się komuś stanie.
Jak wyrzucę śmieci na ziemię, zamiast na podłogę, że coś złego się stanie. Jak jestem na spacerze, to jak pójdę tą ścieżką, to ktoś mi zrobi krzywdę i to męczące.
Tak samo boję się w-f, mam dobrą aktywność, choć teraz mam straszny okres depresyjny i ciężko, ale i tak uprawiam sport.
W wakacje dużo jeżdżę rowerem, po 50 km, chodzę 20 tysięcy kroków dziennie, ćwiczę siłowo 3 razy w tygodniu.
Dalej to utrzymuje, tylko jak jest zimno, to robię mniej kroków (10k), ale na wf nie daje rady. Ciągle czuję się obserwowana i oceniana, bardzo się boję dni w szkole, gdy mam wf.
Pan też jest niemiły i wszyscy w klasie mnie nie lubią.
Nawet nie wiem czemu. Trochę to dziwne, nigdy nie było żadnych problemów, ja nic nie zrobiłam.
Jestem w 3 klasie technikum hotelarskiego i same dziewczyny. Jak wiadomo one są najgorsze jakieś obgadywanie itp ... Niestety wiedziałam o tym, że może tak być i tak się stało po prostu, jedne tam się rządzą.
Jak usiądę nawet w jakiejś ławce "ich ławce" z tyłu to nieraz słyszałam, jak ich cala grupka mówi, że muszą odkażać, że jestem dzi**ką itp... razem ze swoją dziewczyną, bo jesteśmy w jednej klasie. Mam jedną przyjaciółkę (która właśnie słyszy, jak na nas gadają i mi to piszę), bo inna mnie zostawiła i trzyma się z nimi. Pewnie już każdemu nagadała. Zostawiła mnie już któryś raz i w niemiłej atmosferze i znowu dla kogoś innego;//
A znamy się od 1 podstawówki, no cóż, więc dla mnie to są dość stresujące przeżycia. Wf i same chodzenie do szkoły sprawiają mi trudności. Mam pytanie, czy lekarz psychiatra z tego powodu może wystawić zwolnienie z wf? Bo naprawdę czuję, że nie dam rady, a muszę ćwiczyć, by zdać, ale to jest ponad mnie://
Chciałabym spytać, jak mogę porozmawiać z mamą o tym, że chciałabym iść do psychologa, bo trochę się wstydzę...
Jesteśmy z partnerem ze sobą 15 lat, mamy bobasa w domu. Przed ciążą i w trakcie ciąży wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko. Mąż bardzo o mnie dbał, mówił, jak to jest szczęśliwy. W dniu porodu był ze mną, bardzo mnie wspierał.
Ale nagle wszystko się zmieniło w dniu odbioru nas ze szpitala. Stał się oschły i rozdrażniony. Przez całą drogę do domu się nie odzywał i był niezadowolony. Po kilku dniach przestał spać ze mną w łóżku, stopniowo się ode mnie odcinał. Zwalałam to na jego zmęczenie i skłonności do depresji.
Oczywiście, mimo tego wychodził na spotkania ze znajomymi. Ale nie chciał wyjść ze mną. Chciał, żebym wychodziła ja albo on. Gdy dziecko miało pół roku, miał próbę samobójczą. Usłyszałam w złości, że to moja wina, bo ze mną nie chce żyć. Później emocje opadły, przeprosił mnie. Ale po tym jeszcze bardziej mnie odtrącił.
Co gorsza, zaczął widzieć mnie fizycznie inaczej niż jestem. Wyolbrzymia, że jestem tłusta, że jestem brzydka i że jemu jest ciężko. Ja wiem, że nie jestem idealna, ale naprawdę nie jestem w typie „brzydkiej kobiety”. Nie mam nadwagi. Zaczęłam jeszcze bardziej się odchudzać. Chudnę, ale on ciągle widzi mnie w zakrzywionej rzeczywistości jako grubasa oblanego tłuszczem.
Po roku próśb o rozmowę wyszły na jaw dziwne sytuacje. Okazało się, że wśród znajomych koleżanka go podrywała, pisała do niego i za każdym razem opowiadała, jak to jej się chce seksu. Gdy skrytykowałam jej zachowanie, wściekł się na mnie, uważając, że ona nie robi nic złego, a ja jestem nienormalna i mam o niej nic złego nie mówić.
Były w międzyczasie lepsze i gorsze chwile, ale jakiś czas temu oznajmił, że chce mieć inne kobiety. I że je będzie miał – bez względu na mnie. Mogę to zaakceptować i będziemy swingować razem z innymi, albo nie – i wtedy będzie mnie zdradzać, bo „mi nie można szczerze nic powiedzieć o swoich potrzebach”. A on chce z kobietami innymi niż ja uprawiać seks i je pieścić.
Kiedy próbowałam mu wyjaśnić, że rozpoczęcie swingowania nie jest dobre, skoro związek jest w fatalnym stanie, i że mnie boli, gdy mówi, że chce pieścić inne kobiety, to słyszę, że „ze mną nigdy nie można być szczerym”. I że „od zawsze wiedział, że lepiej mi nic nie mówić”. Po czym drze się, że jestem „tłustą dupą” i pyta, czemu nie akceptuję tego, że on chce mieć seks z innymi.
Nie rozumiem. Zadałam mu proste pytanie: „Co w sytuacji, gdy para, z którą mielibyśmy swingować, mi nie będzie pasowała i facet będzie mnie odpychał? Czy byłbyś w stanie zostawić tę obcą kobietę i zająć się mną, a ją odpuścić?”. Usłyszałam, że „nie”. Jakby była w jego typie, wolałby ją pieścić i całować jej cipkę niż wyjść ze mną.
Piszę, bo on mi wyrzuca, że nie myślę o nim, że liczy się tylko to, co ja chcę. A ja czuję, że wariuję.
Czy ja jestem egoistką?

