
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Związek i presja...
Związek i presja emocjonalna po stracie bliskiej osoby - jak radzić sobie z reakcją partnera?
Treść wrażliwaKasia
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry
Rozumiem, że sytuacja, w której się Pani znalazła, jest rzeczywiście trudna. Z lękowo-ambiwalentnym stylem przywiązania naturalne jest, że Pani czasami potrzebuje czasu i przestrzeni do przetworzenia emocji. To nie jest wada – to prawidłowa potrzeba. Sytuacja po śmierci Pani koleżanki to ogromny stres, i potrzeba Pani czasu na żałobę. Każda osoba w takie sytuacjach reaguje inaczej i powinna mieć prawo do własnego tempa przeżywania trudności.
Warte zauważenia jest, że wyrażyła Pani potrzebę wprost – mówiąc o potrzebie przestrzeni. To była komunikacja, a komunikacja z granicami to zdrowe zachowanie. W zdrowej relacji oboje partnerzy powinni być w stanie wysłuchać siebie nawzajem i spróbować zrozumieć perspektywę drugiej osoby, zwłaszcza w tak trudnym momencie.
Fakt, że zaczyna Pani myśleć, iż to Pani jest problemem, jest naturalną reakcją, gdy granice nie są respektowane. Ale to nie jest prawda. Pani emocje, Pani żałoba i Pani potrzeba czasu są całkowicie uzasadnione i prawidłowe.
z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut
psycholog, psychotraumatolog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Aleksandra Milewska
Brzmi to jak bardzo trudny moment – jest Pani w świeżej relacji, a jednocześnie przeżywa Pani stratę i silne emocje, które mogą naturalnie zwiększać potrzebę wycofania i pobycia w swoim tempie. Każdy ma prawo przeżywać takie sytuacje inaczej i potrzebować przestrzeni.
Z Pani wiadomości widać pewien schemat: kiedy Pani się wycofuje, partner reaguje naciskiem, a im większy nacisk, tym większa u Pani potrzeba dystansu. W relacjach to częsta „pętla”, w której obie strony zaczynają czuć się niezrozumiane.
To, że trudno jest mówić wprost o emocjach, nie znaczy, że jest się problemem. Często to sposób radzenia sobie, który kiedyś był potrzebny. Warto się temu przyjrzeć, bo w bliskich relacjach może to uruchamiać napięcia – zwłaszcza gdy druga osoba reaguje silnie na poczucie oddalenia.
Piotr Ziomber
Witam Pni Kasiu .
Opisana sytuacja jest bardzo trudna, zwłaszcza w kontekście żałoby i wczesnego etapu związku i ma Pani prawo czuć się zraniona i zagubiona. Jako wysoko wrażliwa osoba naturalnie przetwarza Pani emocje głębiej, co potęguje wycofywanie się zamiast konfrontacji, ale to nie czyni Cię "problemem".
Śmierć koleżanki z pracy to strata, która może wywołać intensywne emocje, nawet jeśli nie byłaś z nią bardzo blisko – typowe etapy to zaprzeczenie, gniew, depresja i akceptacja, ale każdy przeżywa je indywidualnie.
Nie musi Pani iść na pogrzeb z "szacunku", jeśli to zbyt trudne; presja innych nie powinna Pani do tego zmuszać, a decyzja należy do Pani.
Warto dać sobie czas na smutek i zaakceptować uczucia, porozmawiaj z bliskimi lub spróbować aktywności jak spacer czy pisanie dziennika, by rozładować napięcie.
W 2,5-tygodniowym związku takie zachowania jak nacisk, oskarżenia o brak empatii, przeklinanie, porównywanie do innych i ignorowanie Pani próśb o przestrzeń to czerwone flagi toksycznej dynamiki.
Partner nie słucha Pani emocji, przechodzi w obronę i wywiera presję i jest to brak szacunku dla granic, zwłaszcza u osób, które potrzebują czasu na przetworzenie.
Rozumie Pani jego żal, ale to nie usprawiedliwia agresji, a zdrowa relacja wymaga wzajemnego wsparcia, nie kontroli.
Pani tendencja do wycofywania się jest typowa dla osób wysoko wrażliwych, gdy głęboko przetwarza Pani emocje, co sprawia, że konflikty bywają przytłaczające, ale można ćwiczyć asertywność.
Zamiast "odcinać się", proszę spróbować formuły: "Czuję się przytłoczona żalem i potrzebuję czasu na przetworzenie, porozmawiamy jutro?" – to jasne, bez oskarżeń.
Proszę ćwiczyć mówienie "nie" i stawianie granic i przestać obwiniać siebie gdyż to nie Pani jesteś problemem, tylko brak wzajemności.
Anna Daniło-Wosek
Z tego co Pani piszę warto by było się przyjrzeć temu w jaki sposób komunikuje Pani swoje potrzeby. Odnoszę wrażenie, że Partner nie do końca rozumie z czego wynika Pani milczenie oraz potrzeba przestrzeni i czuje się sfrustrowany przez co zaczyna reagować agresją. To, że Pani się "odcina" (rozumiem, że chce Pani w ten sposób chronić siebie) nie sprzyja dobrej komunikacji. Sugerowałabym udanie się na sesję z Partnerem gdyż jest duża szansa, że psychoterapeuta wyłapie w czym konkretnie leży problem, przez co będzie wam w przyszłości łatwiej się dogadywać i unikać niedopowiedzeń.
Marcelina Lipa
Bardzo Pani współczuję. Zarówno straty koleżanki, jak i tego, w jakiej sytuacji znalazła się Pani w związku. To naprawdę dużo naraz.
To, co Pani opisuje, brzmi jak doświadczenie braku zrozumienia i przekraczania Pani granic. Mówiła Pani o potrzebie przestrzeni, a mimo to pojawiła się presja, ocenianie („normalni ludzie”), porównania i podważanie Pani empatii. To może być bardzo raniące, zwłaszcza w czasie żałoby.
Każdy przeżywa stratę inaczej. To, że potrzebuje Pani wycofania i czasu dla siebie, jest w pełni zrozumiałe i nie oznacza braku empatii.
Z tego, co Pani pisze, ma Pani wątpliwość, czy to Pani jest problemem, bo trudno Pani mówić wprost o emocjach. To ważny obszar do pracy, ale jednocześnie warto zaznaczyć, że sposób, w jaki partner reaguje –)nacisk, brak słuchania, ocenianie) również ma duże znaczenie i nie jest wyłącznie po Pani stronie.
W relacji kluczowe jest, żeby obie strony mogły czuć się wysłuchane i żeby granice były respektowane. Jeśli rozmowa ma się odbyć, potrzebne jest też poczucie bezpieczeństwa, a nie presji.
Na ten moment może być ważne, żeby najpierw zadbała Pani o siebie i swoje emocje związane ze stratą, a dopiero potem zastanowiła się, czego potrzebuje Pani w tej relacji.
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudne doświadczenie – szczególnie w momencie żałoby, kiedy naturalnie potrzeba więcej przestrzeni i delikatności.
Z Pani słów widać, że próbowała Pani powiedzieć o sobie i swoich potrzebach, a jednocześnie nie została Pani w tym usłyszana. To może prowadzić do wycofania i wątpliwości wobec samej siebie.
To, że potrzebuje Pani czasu, ciszy czy dystansu w trudnych emocjach, jest w porządku. Każdy przeżywa takie sytuacje inaczej.
Pojawiające się u Pani myśli, że „to ja jestem problemem”, często pojawiają się wtedy, gdy druga strona nie przyjmuje naszej perspektywy i rozmowa nie daje poczucia zrozumienia.
To, co Pani czuje i jak Pani reaguje, ma znaczenie.
Pozdrawiam,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Krystyna Szumiał
Dzień dobry,
Zaczełabym od tego, by nie kwalifikować siebie albo jego jako osobę = problem. Raczej mamy tutaj do czynienia z nieporozumieniem, albo z różnymi podejściami do życia. W zwiazku z tym, że są Państwo krótko razem, będzie wiele konfliktów na tle komunikacji. Określa się Pani jako osoba WWO, więc tym bardziej mogą panią ranić słowa, które nie są docelowo raniące. Osoby wysoce wrażliwe często biorą też słowa mocniej do siebie, co powoduje jeszcze więcej poczucia, że osoby chcą ranić słowem - chociaż częściej jest to nie przemyślane, niż docelowo raniące. Z pewnością potrzeba dużo rozmów o potrzebach, ale i otwartości z dwóch stron na wartości i uczucia drugiej osoby. Nie wiadomo jak ta relacja się potoczy, ale z każdej relacji można wyjąć jakąś naukę dla siebie.
Pozdrawiam,
Krystyna Szumiał - psycholog
Agnieszka Włoszycka
Witam Pani Kasiu,
Uważam, że bardzo trafnie Pani to czuje: coś tu przekracza Pani granice i to nie dlatego, że jest Pani „problemem”, tylko dlatego, że w tej relacji pojawia się presja zamiast uważności. Jest Pani w żałobie a żałoba nie ma jednego „właściwego” sposobu przeżywania. Potrzeba przestrzeni, wycofania czy milczenia jest tak samo naturalna jak potrzeba bycia blisko. Reakcja partnera tj. ocenianie, porównywanie, nacisk i brak słuchania: nie jest formą wsparcia, tylko może być formą nacisku. Jak Pani wspomniała, jako WWO ma Pani trudność w mówieniu wprost, nie oznacza, że zasługuje Pani na bycie ignorowaną emocjonalnie. Relacja powinna być miejscem, gdzie można się uczyć komunikacji bez lęku, a nie pod presją. Sądzę, że najważniejsze pytanie nie brzmi „czy ja jestem problemem”, tylko: czy w tej relacji jest przestrzeń na moje emocje, tempo i granice? Według mnie, to jest fundament... bez niego trudno budować coś bezpiecznego.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Pani Katarzyno,
to, co Pani opisuje, to bardzo jasne sygnały ostrzegawcze, zwłaszcza że pojawiają się już na samym początku relacji. Jako osoba wysoko wrażliwa ma Pani prawo przeżywać żałobę i trudne chwile po swojemu. Zachowanie partnera – wywieranie presji, używanie wulgaryzmów, porównywanie do innych kobiet oraz oskarżanie o brak empatii w momencie, gdy to Pani cierpi – to próba przejęcia kontroli nad Pani emocjami, a nie budowanie wspierającej bliskości.
Proszę nie dawać sobie wmówić, że jest Pani problemem tylko dlatego, że potrzebuje Pani czasu na przepracowanie smutku w samotności. Komunikacja w związku polega na tym, że obie strony starają się zrozumieć swoje perspektywy, tymczasem Pani partner reaguje agresją i atakiem, gdy tylko coś nie idzie po jego myśli. Fakt, że po Pani prośbie o przestrzeń usłyszała Pani, że go Pani ignoruje, świadczy o tym, że on nie potrafi uszanować Pani potrzeb i skupia się wyłącznie na własnym komforcie. Zdrowa relacja powinna dawać Pani poczucie bezpieczeństwa i prawo do bycia sobą, a nie zmuszać do ciągłego tłumaczenia się z własnych uczuć pod groźbą karczemnej awantury.
Warto zadać sobie pytanie, czy chce Pani inwestować energię w związek, który już po niecałych trzech tygodniach generuje tyle stresu i poczucia winy. Jeśli na tak wczesnym etapie partner nie wykazuje zrozumienia dla Pani wrażliwości i stosuje nacisk zamiast wsparcia, jest bardzo mało prawdopodobne, że zmieni to zachowanie w przyszłości bez głębokiej pracy nad sobą. Pani intuicja, by się wycofać, może być w tym przypadku cennym głosem rozsądku, który chroni Panią przed relacją opartą na dominacji jednej strony.
Pomyślności
Bożena Nagórska
Piotr Włodarczyk
Komunikuje się Pani w sposób prawidłowy, jasno nazywa Pani swoje emocje i potrzeby. Postawiła Pani zdrową granicę, informując o potrzebie przestrzeni. Granice nie wymagają uzasadniania ani zgody drugiej strony powinny być respektowane. Reakcja partnera wskazuje na jego trudność z ich akceptacją, nie na błąd po Pani stronie.
Dominika Poźniak
Napisała Pani, że nie potrafi komunikować wprost swoich emocji i widzi w tym problem. Ja natomiast widzę, że jednak próbowała je Pani zakomunikować - powiedziała Pani, że jest Pani ciężko i że potrzebuje Pani czasu, żeby zdecydować, czy chce iść na pogrzeb. Kilka dni później również mówiła Pani o swoich emocjach podczas rozmowy.
Jeśli ma Pani na myśli to, że czasami potrzebuje Pani więcej czasu, aby poukładać swoje myśli albo powiedzieć o swoich potrzebach bardzo jasno i wprost, to jest to coś, nad czym można spokojnie pracować. Warto jednak zauważyć, że reakcje takie jak pouczanie, ocenianie czy wywieranie presji raczej nie pomagają w otwieraniu się - wręcz przeciwnie, często powodują jeszcze większe wycofanie.
Samo wycofanie można oczywiście rozpatrywać w różny sposób. Z jednej strony może to być obszar do pracy terapeutycznej - np. jeśli ma Pani tendencję do unikania konfrontacji albo trudność w pozostawaniu w kontakcie, gdy pojawiają się silne emocje. Z drugiej strony równie możliwe jest, że po prostu miała Pani naturalną potrzebę pobycia samej i przeżycia żałoby na swój sposób - i to samo w sobie nie jest niczym nieprawidłowym.
Kluczowe jest raczej to, żeby to Pani mogła zrozumieć, z czego wynikało Pani wycofanie - czy z lęku, czy z potrzeby regulacji emocji, czy może z przeciążenia. Interpretacje innych osób (np. że to „ucieczka” czy „brak empatii”) nie powinny być ważniejsze niż Pani własne rozumienie siebie.
Na koniec warto pamiętać, że to dopiero świeża relacja, a z Pani opisu widać, że mają Państwo bardzo różne style komunikacji i radzenia sobie z emocjami. W takiej sytuacji kluczowe może być szczere omówienie swoich oczekiwań, potrzeb i granic, żeby sprawdzić, czy chcą i mogą Państwo się wzajemnie dotrzeć, czy też różnice są zbyt duże, by budować satysfakcjonującą więź.
Pozdrawiam,
Dominika Poźniak

Zobacz podobne
Witam. Zaczęłam stawiać granice po 30. Wtedy wszyscy się ode mnie odwrócili i oczywiście wyzwali od psychicznych. Teraz przed 40 nie mam z tym żadnego problemu, ale ludzie mnie atakują. Za własne zdanie obrażają, dociskają i jeszcze swoje agresywne zachowania przypisują mi. Nie wiem, co wtedy robić. Załóżmy - w jakiejś dyskusji w czymś się nie zgadzam i ktoś narzuca mi swoje zdanie. Mam zawsze swoje argumenty i gdy ktoś się nie przebija albo nie podoba mu się, co mówię - następuje atak. Najpierw ocena typu "tylko nienormalni tak myślą", a potem po całości, że jestem nienormalna i sieje swój jad. Mam wrażenie, że ktoś mówi o sobie, gdzie ja zachowuje kulturę w dyskusji i trzymam przy swoim. Ludzie nie rozumieją nawet, że obrażają mnie zdaniami typu "życzę Ci najgorzej" lub "trzeba być idiotą, aby tak robić". To przykład oczywiście. Może ja przesadzam, ale moje ciało czuje dyskomfort. Powinnam tolerować takie zachowania? Poza tym co zrobić, gdy zazdrosna sąsiadka ciągle przypisuje mi najgorsze cechy? Jest sama znerwicowana i nieszczęśliwa i gdy widzi, że żyje wg własnych zasad (inaczej od innych, bo tak życie mi się ułożyło), to strasznie mnie krytykuje. Poza tym widzę również zazdrość odnośnie wyglądu, bo jest zaniedbana osoba i w tym jej nie pomogę. Nie czuję się dobrze, gdy ładnie się ubiorę i widzę na siebie wzrok jej rodziny. Słyszę wówczas zdania typu "leń", "pustak" itd. Oczywiście jestem ubrana elegancko i nie wyzywająco. Nogi mi się trzęsą, bo czuje się nękana. Skończyłam szkołę, mam pracę itd. , a ciągle mówi,że jestem nikim :/

