
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Brak wsparcia...
Brak wsparcia emocjonalnego od męża w ciąży i obawy przed depresją poporodową
Bożena Nagórska
Pani Marto,
poczucie samotności, odrzucenia i płacz w 8. miesiącu ciąży to trudny stan, a wycofanie się męża do pokoju dziecka oraz jego rzucane „między słowami” zarzuty świadczą o poważnym kryzysie komunikacyjnym i ucieczce przed zbliżającą się zmianą w Waszej rodzinie.
Ciągłe kłótnie i wycofywanie się tylko pogłębiają dystans, dlatego zamiast walczyć o uwagę, warto w jednej, spokojnej rozmowie jasno nazwać swoje potrzeby oraz lęk przed porodem i depresją, bez wzajemnego obwiniania się o to, kto kim mniej się interesuje.
Jeśli mąż nadal nie będzie potrafił otworzyć się na wspólne rozwiązanie tego problemu, najważniejsze jest, aby Pani natychmiast zadbała o własne bezpieczeństwo emocjonalne – poszukała wsparcia u bliskich osób lub psychologa oraz rozważyła inną bliską osobę do towarzyszenia przy porodzie.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Sylwia Szulecka
Dzień dobry Pani Marto,
opisuje Pani trudną emocjonalnie sytuację. Wygląda na to, że Pani i Pani mąż oddaliliście się ostatnio od siebie. Może to się wiązać z dużymi zmianami, z którymi mierzy się Wasza relacja w ostatnich latach. 3 lata temu pojawił się w Państwa życiu synek, zatem z pary staliście się Państwo trójką - dwojgiem dorosłych, którzy stają się odpowiedzialni za małego człowieka. Taka zmiana jest zazwyczaj ogromnym wyzwaniem dla pary. Etap ten wymaga dużej świadomości własnych potrzeb, umiejętności rozmawiania o nich oraz otwartości na siebie nawzajem. Dosyć często zdarza się, że nie nauczyliśmy się tych umiejętności w swoich domach rodzinnych. Może i dla Państwa nie jest to proste. Sytuacji nie ułatwia na pewno fakt, że niebawem staniecie się Państwo rodziną czteroosobową.
Zachęcam do podejmowania rozmów. Bez tego będą się Państwa nadal od siebie oddalać, a Pani poczucie osamotnienia może się pogłebiać. Może warto zacząć od wspólnego spaceru tylko we dwójkę? Tak, byście mogli Państwo poczuć, że nadal jesteście parą, a nie jedynie rodzicami.
Zawsze też możecie Państwo rozważyć terapię par. Obecność specjalisty często ułatwia usłyszenie siebie nawzajem.
Trzymam za Państwa kciuki. Życzę wszystkiego dobrego.
Sylwia Szulecka
psycholożka-seksuolożka
psychoterapeutka indywidualna i par
Jagoda Jek
Najbardziej poruszające w Pani opisie jest to, że nie mówi Pani o braku pomocy w obowiązkach, ale o braku bliskości. W ósmym miesiącu ciąży wiele kobiet najbardziej potrzebuje poczucia, że partner jest obok – nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. To, że czuje się Pani samotna i często płacze, jest zrozumiałą reakcją na taką sytuację.
Jednocześnie z Pani opisu wynika, że między Państwem od dłuższego czasu narasta wzajemne oddalenie. Mąż prawdopodobnie również czuje się niezauważony, skoro odbiera Pani zachowanie jako brak zainteresowania nim. Nie oznacza to jednak, że Pani potrzeby są mniej ważne. W relacji może dojść do sytuacji, w której obie strony czują się opuszczone i każda czeka, aż to druga zrobi pierwszy krok.
To, co szczególnie niepokoi, to Pani obawy przed porodem i myśli o możliwej depresji poporodowej. Ciągły stres, samotność i poczucie braku wsparcia rzeczywiście są czynnikami, które mogą zwiększać ryzyko obniżenia nastroju po porodzie. Dlatego nie warto zostawać z tym samej.
Jeżeli rozmowy z mężem nie przynoszą efektu, dobrze byłoby poszukać wsparcia również poza związkiem – u bliskiej osoby, położnej, psychologa lub psychoterapeuty. Czasami już kilka spotkań pomaga uporządkować emocje i przygotować się na czas po porodzie.
Mam też poczucie, że ta sytuacja zasługuje na spokojne przyjrzenie się jej w gabinecie. Konsultacja psychologiczna mogłaby pomóc Pani zadbać o siebie, lepiej zrozumieć, co dzieje się w relacji z mężem, a także zmniejszyć ryzyko, że obecny kryzys odbije się na Pani samopoczuciu po narodzinach dziecka. Nie musi Pani przechodzić przez ten czas sama.
Edyta Kotula
Dzień dobry.
Czytając Pani wiadomość, przede wszystkim poczułam, jak bardzo jest Pani samotna w tym, co teraz przeżywa. Ósmy miesiąc ciąży to czas, w którym wiele kobiet szczególnie potrzebuje bliskości, poczucia bezpieczeństwa i zwykłej obecności drugiej osoby. Z Pani słów wynika, że właśnie tego najbardziej Pani brakuje.
Poruszyło mnie to, że nie oczekuje Pani wielkich gestów. Pisze Pani o czymś bardzo prostym, żeby mąż usiadł obok, pobył z Panią, zainteresował się Panią naprawdę. To są potrzeby, które w takiej sytuacji wydają się bardzo naturalne.
Rozumiem też, że skoro kolejne rozmowy nie przynoszą zmiany, może pojawiać się bezradność i poczucie, że zaczyna Pani wycofywać się, żeby już mniej bolało. To nie znaczy, że przestało Pani zależeć. Czasami to sposób, w jaki człowiek próbuje chronić siebie, kiedy przez dłuższy czas nie czuje się usłyszany.
To, że obawia się Pani porodu i tego, co będzie po narodzinach dziecka, również jest zrozumiałe. Kiedy już teraz czuje się Pani tak samotna, trudno się dziwić, że myśl o kolejnych tygodniach budzi lęk.
Mam nadzieję, że nie zostanie Pani sama z tymi emocjami. Zasługuje Pani na wsparcie, troskę i poczucie, że ktoś jest obok.
Jakub Pawłowski
Pani Marto,
To, co Pani przeżywa, jest bardzo trudne, zwłaszcza w końcówce ciąży, kiedy potrzeba bliskości i wsparcia jest szczególnie ważna. Długotrwałe poczucie samotności może odbijać się na samopoczuciu, dlatego nie warto zostawać z tym samej.
Jeśli obawia się Pani depresji poporodowej, warto już teraz porozmawiać z psychologiem lub położną. Wsparcie otrzymane przed porodem może mieć duże znaczenie dla Pani i dziecka.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Smutne jest to, co Pani pisze i serdecznie współczuje. Za moment na świat przyjdzie kolejne dziecko, a pani samotnie zmaga się ze wszystkim, szczególnie z "nieobecnością" męża. Pisze Pani, że nic nie pomaga, mąż ignoruje prośby o rozmowę i bliskość. oddalenie między Wami może mieć różne podłoże, ale rozumiem Pani zaangażowanie i tęsknotę za czasem, kiedy było inaczej, może nawet lepiej. Jest pani blisko rozwiązania i w takim stanie jest niestety ryzyko, że będzie Pani towarzyszyła depresja poporodowa. Proszę skontaktować się ze specjalistą zdrowia psychicznego i porozmawiać, są też anonimowe grupy wsparcia gdzie uzyska Pani pomoc. Zachowanie Pani męża może mieć różne przyczyny i też nie wiadomo co się dzieje, skoro nie jest skłonny do rozmowy. W tej chwili proszę zadbać o siebie, o zdrowie dziecka i swoje. W przyszłości może warto przemyśleć terapię dla par? Gdzieś kuleje komunikacja i to, co jest ważne w związku. Sam dzisiaj z moimi pacjentami w szpitalu prowadziłem psychoedukację na temat jak bliskość i komunikacja są ważne w relacjach z innymi. Możliwe, że narodziny dziecka zmienią jednak stosunek męża i odzyska Pani wparcie, czego życzę.
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Najbardziej zwróciłam uwagę na to, że oboje Państwo zdajecie się doświadczać poczucia odrzucenia. Pani czuje się opuszczona i bardzo samotna, a z Pani słów wynika, że mąż również ma poczucie, iż przestał być dla Pani ważny. To nie oznacza, że Pani cierpienie jest mniejsze, ale może wyjaśniać, dlaczego kolejne rozmowy nie przynoszą zmiany, każde z Państwa mówi z miejsca własnego bólu. Bardzo poruszyły mnie również Pani obawy związane z porodem i możliwością wystąpienia depresji poporodowej. Myślę, że nie warto czekać, aż będzie Pani jeszcze trudniej. Dobrze byłoby już teraz poszukać wsparcia psychologicznego i zadbać o to, aby nie została Pani sama z tymi emocjami, niezależnie od tego, jak potoczy się sytuacja w relacji z mężem. Jeśli tylko będzie to możliwe, zachęcałabym również do wspólnej konsultacji u psychoterapeuty par. Czasem obecność bezstronnej osoby pomaga usłyszeć to, czego w codziennych rozmowach nie udaje się już dostrzec.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Pani Marto.
To co Pani opisuje brzmi jak doświadczenie dużej samotności i braku wsparcia w okresie, w którym szczególnie go Pani potrzebuje. Ósmy miesiąc ciąży to czas, kiedy bliskość emocjonalna partnera ma ogromne znaczenie, dlatego Pani smutek i obawy są w pełni zrozumiałe. Zwróciłabym również uwagę na to, że wspomina Pani o codziennym płaczu oraz lęku przed depresją poporodową. Warto nie czekać z szukaniem pomocy, rozmowa z psychologiem już teraz może być ważnym elementem profilaktyki i wsparcia przed porodem.
Jeżeli rozmowy z mężem nie przynoszą efektu, warto rozważyć także konsultację par, o ile obie strony będą gotowe w niej uczestniczyć. Proszę jednak pamiętać, że na tym etapie równie ważne jest zadbanie o Pani dobrostan i zapewnienie sobie wsparcia ze strony bliskich lub specjalisty.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Witam, od dzieciństwa mam stwierdzoną depresję i stany lękowe. Sama u siebie podejrzewam autyzm, ale jest to moje podejrzenie, niekoniecznie diagnoza. Dzieciństwo miałam trudne – było bicie, karanie ciszą, brak przytulania, czułości i ciężka choroba w rodzinie, mojego taty, który dosyć szybko zmarł. Ja też jestem chora – mam genetyczną chorobę, która w wielkim skrócie sprawia, że moje ciało niezbyt przypomina zwykłego człowieka, ale nie na tyle, żeby od razu to zobaczyć. Głównie ciężko mi chodzić.
Mam wykształcenie średnie z powodu moich dolegliwości, bo opuszczałam szkołę i całe, w sumie, moje życie. Jako nastolatka leczyłam się lekami – dużą ilością leków przepisanych przez jednego psychiatrę, które według późniejszych specjalistów były dobrane źle. Do dzisiaj zastanawiam się, jaki mogły mieć na mnie wpływ. Byłam u kilku specjalistów, brałam w sumie kilka leków i byłam na kilkuletniej terapii – aż w końcu uciekłam. Z domu, z terapii, z leków. Zaczęłam żyć na własną rękę, zdobyłam pierwszą pracę i jakoś sobie radziłam. Stwierdziłam, że trzeba dawać radę za wszelką cenę.
W ciągu tego czasu miałam pierwsze związki, zostałam wykorzystana seksualnie i generalnie działy się rzeczy, które nie muszą być istotne w tym, czym chciałabym się podzielić. Pracę miałam w sumie dwie – za minimalną krajową, ale na tyle, żeby się utrzymać. Nagle zdarzyła się okazja, żeby się przebranżowić – zrobiłam wszystko, żeby ją zdobyć. Dosłownie. Zdobyłam ją i na samym początku było ok, ale po jakimś czasie mój zespół (praca biurowa) zaczął dziwnie mnie traktować, albo to moje wrażenie – co przełożona w rozmowie 1 na 1 zasugerowała. Co robiłam, było źle, czego nie zrobiłam – też było źle.
Uważam się za osobę chętną do nauki i nigdy nikomu nie powiedziałam, że nie pomogę, nie zaniosę, nie zrobię – mimo to jestem postrzegana tam jako osoba zamknięta w sobie, która słyszy, ale nie słucha – to usłyszałam. To mnie pogrążyło w depresji. Zaczęłam mieć myśli samobójcze – pierwsze od kilku lat, gdzie wcześniej zawzięcie walczyłam o siebie i, przysłowiowo, płakałam przy lustrze, ale z dumnie uniesioną twarzą malowałam się i udawałam, że jest dobrze. Na wyjeździe w góry z narzeczonym myślałam, żeby wskoczyć w przepaść. Ale to było falowe.
Dzisiaj coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie pójść do pracy. Odkąd pamiętam, irytuje mnie tekstura ubrań, światło, wygląd jedzenia, zapach dezodorantu i kremu, którego wiem, że użyję przed pracą. Irytuje mnie dosłownie wszystko, a po pracy jestem tak przebodźcowana, że kładę się do łóżka i jem jak szalona – bo przez cały dzień nie jestem w stanie nic zjeść, dopiero gdy wrócę do domu, to jem. Przez sytuację z jedzeniem zaczęłam się bardzo karać, przytyłam jakieś 15 kg przez taką formę jedzenia – przez głodówkę, a później obżarstwo na sam koniec dnia, mimo że staram się mieć aktywność fizyczną.
Ale nie w tym rzecz. Dzisiaj nadeszło apogeum wszystkiego, czego się bałam – ubrałam się, umalowałam i coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Zaczęłam płakać, pisać do narzeczonego, co mam robić – jak małe dziecko. Jakbym nie była w stanie w żaden sposób podjąć decyzji, zrobić czegokolwiek. Nie poszłam w końcu – po dwóch godzinach czegoś w rodzaju ataku paniki – tylko płakałam nieustannie jak pies.
Zapisałam się do psychiatry online, który zawzięcie przepisał mi leki i wystawił L4 na miesiąc, którego nie do końca chciałam – o czym powiedziałam. Jak wrócę do pracy? Czy mnie nie wyrzucą? Pracuję na zastępstwo i bardzo się boję, że zaprzepaściłam swoją jedyną szansę, aby się rozwijać.
Specjalnie nie pojechaliśmy z narzeczonym wczoraj do jego rodziny (źle znosimy te wyjazdy ze względu na problem z alkoholem w jego rodzinie, ale to nadal rodzina), żeby przygotować się na dzisiaj. Przygotowałam ubranie, porozmawiałam z narzeczonym i poszliśmy spać przytuleni – uspokajał mnie, że będzie ok i że jestem dzielna. Nie byłam. Nie jestem. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Dziękuję za przeczytanie tych żałości.

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
