Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Chłopak obiecuje spotkania, ale nie dotrzymuje słowa - co robić?

Witam państwa, mam taki problem z moich chłopakiem, przestał ze mną spotykać od października - mówi, że chce być ze mną, ale obiecuje spotkanie, a później się nie odzywa i mnie wystawia, a później odzywa jakby nigdy nic nie stało. Ciężko mu się zmobilizować .Moje pytanie jest takie: co to może być i jak można cofnąć i zaradzić na to?

Karolina Bogusz

Karolina Bogusz

Dzień dobry Pani Ewelino,

domyślam się, że zachowanie Pani chłopaka jest dla Pani niezrozumiałe i chciałaby Pani dowiedzieć się więcej, aby je zrozumieć. Informacje, które Pani podała są dosyć krótkie, więc ciężko przewidzieć co chodzi po głowie Pani partnera, możliwe że jego styl przywiązania jest unikowy, może na dzień dzisiejszy ma inne priorytety a może ma jakieś problemy zdrowotne? To tylko kilka możliwych wyjaśnień. Niemniej od października minęło już kilka miesięcy, ciężko mówić o jego obecności w Pani życiu skoro przez tyle czasu nie znalazł możliwości żeby się z Panią spotkać. Zachęcałabym, żeby zastanowiła się Pani czy związek w takiej formie jest dla Pani satysfakcjonujący? Być może warto przemyśleć czego Pani oczekuje w kwestii spotkań i postawić partnerowi granicę. W wolnej chwili zachęcam do zgłębienia wiedzy odnośnie stylów przywiązania, być może to będzie dla Pani jakąś wskazówką. 
Życzę wszystkiego dobrego!

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani Ewelino

 

  Pani chłopak obiecuje spotkania, ale nie dotrzymuje obietnic, co może wskazywać na brak prawdziwego zaangażowania lub głębsze problemy osobiste, takie jak brak motywacji czy stres. To zachowanie trwa od października, czyli kilka miesięcy, i powoduje u Pani frustrację, więc  warto to potraktować poważnie, ale nie ignorować granic własnej cierpliwości gdyż to dla Pani może być nieakceptowalne.  Chłopak pisze sporadycznie, gdyż lubi uwagę, ale unika zobowiązań, np. spotkań, bo nie jest gotowy na poważny związek.​ Trudności z mobilizacją często wynikają z depresji, stresu, wypalenia lub anhedonii , co prowadzi do wycofania z relacji. Może mieć problemy z zaangażowaniem z powodu przeszłych doświadczeń lub stylów przywiązania, co objawia się obojętnością mimo deklaracji. Proszę wybrać spokojny moment i porozmawiać o swoich uczuciach, wysyłając komunikat w stylu „Czuję się zraniona, kiedy obiecujesz spotkanie i nie dotrzymujesz słowa”, zamiast oskarżeń.

Proszę zakomunikować jasno, że nie akceptuje Pani wystawiania i sporadycznego kontaktu, ale potrzebuje jasnych deklaracji;. Zalecam dać mu przestrzeń, ale także obserwację jego dalszych posunięć. Życzę powodzenia. 

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry Pani Ewelino,

To, co opisuje Pani, wygląda jak bardzo obciążający wzorzec: „obietnica, zniknięcie, powrót”. W takiej dynamice naturalne jest narastanie niepewności, napięcia i poczucia bycia nieważną. Sam fakt, że to Pani nazywa i szuka zrozumienia, pokazuje uważność, szacunek do Siebie i gotowość, żeby zadbać o relację, a nie tylko „przetrwać” sytuację.

 

Nie da się postawić diagnozy na podstawie krótkiego opisu, ale podobne zachowania czasem wynikają z:

- ambiwalencji i braku gotowości do stałej bliskości mimo deklaracji,

- trudności z odpowiedzialnością i organizacją, odkładania rozmów i spotkań,

- unikania napięcia i konfrontacji, w tym unikania „trudnych” emocji,

- kryzysu osobistego lub spadku nastroju, przeciążenia, problemów zdrowotnych,

- wzorca relacyjnego, w którym kontakt jest utrzymywany „na luźno”, a druga osoba ma być dostępna wtedy, gdy "jemu" pasuje.

 

Najczęściej zmianę przynosi nie szukanie idealnego wyjaśnienia, tylko postawienie na jasność i konkret w relacji, czyli ustalenie, co ma się realnie wydarzać, żeby ta relacja była dla Pani bezpieczna i przewidywalna. W praktyce bywa pomocne:

- opieranie się na zachowaniu, nie na deklaracjach, bo to zachowanie pokazuje, na ile on naprawdę jest obecny,

- jasne nazwanie Panu oczekiwań dotyczących spotkań i kontaktu oraz tego, co jest dla Pani nie do przyjęcia,

- spójność Pani zachowania, żeby nie wzmacniać schematu „znikam i wracam bez konsekwencji”,

- zadbanie o własne wsparcie i równowagę, żeby samopoczucie nie było w całości zależne od jego dostępności,

- rozmowa z osobą trzecią w formie konsultacji indywidualnej lub par, jeśli oboje realnie chcecie sprawdzić, czy da się to uporządkować.

W tym wszystkim jest dużo nadziei, bo Pani już widzi wzorzec i chce czegoś zdrowszego. To bardzo dobry punkt wyjścia do zmiany, niezależnie od tego, czy on ostatecznie będzie potrafił wejść w bardziej konsekwentną relację.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Pani Ewelino,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Z Pani opisu wynika, że jest to wszystko bardzo obciążające emocjonalnie. Ciągłe obietnice, brak realnych spotkań i powroty „jakby nic się nie stało” potrafią mocno podkopać poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Nic dziwnego, że pojawia się dezorientacja i zmęczenie tą sytuacją.

Z psychologicznego punktu widzenia takie zachowanie bywa związane z trudnością w budowaniu bliskości, unikaniem odpowiedzialności emocjonalnej albo lękiem przed zaangażowaniem. Ważne jednak, by podkreślić, że niezależnie od przyczyn po stronie chłopaka, Pani potrzeba kontaktu, jasności i obecności jest całkowicie naturalna i uzasadniona.

Tego typu dynamiki nie da się „cofnąć” ani naprawić jednostronnie. Zmiana jest możliwa tylko wtedy, gdy druga osoba bierze odpowiedzialność za swoje zachowanie i jest gotowa na realne działania a nie tylko deklaracje. Warto więc przyjrzeć się temu, co ta relacja robi z Pani emocjami i gdzie w tym wszystkim jest Pani granica: co jest jeszcze do przyjęcia, a co już rani.

 

Jeśli czuje Pani, że ta sytuacja zaczyna Panią wyczerpywać lub powodować coraz więcej bólu, rozmowa z terapeutą mogłaby pomóc w uporządkowaniu uczuć i wzmocnieniu wewnętrznej klarowności. Nie po to, by kogoś zmieniać ale by zadbać o siebie.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Pani Ewelino, sytuacja, w której bliska osoba od kilku miesięcy unika bezpośredniego kontaktu, jednocześnie deklarując chęć bycia w związku, jest dla Pani obciążająca i raniąca. Takie zachowanie – składanie obietnic bez ich realizacji i późniejsze milczenie – nazywamy często niespójnością komunikacyjną, która niszczy poczucie bezpieczeństwa w relacji.

Jak można na to zaradzić? Może Pani postawić jasną granicę. Zamiast czekać na kolejną obietnicę, warto przeprowadzić rozmowę, nawet telefoniczną, w której powie Pani podkreśli, że czuje się niepewnie i potrzebuje relacji opartej na obecności. Jeśli chłopak nie potrafi nazwać problemu ani nie podejmie próby terapii, musi Pani zadać sobie pytanie, czy chce Pani być w związku z kimś, kto jest obecny tylko „wirtualnie”. Prawdziwa bliskość wymaga fizycznej obecności, a Pani zasługuje na partnera, który dotrzymuje słowa.

Powodzenia.

Psycholog Bożena Nagórska

Cezary Szadkowski

Cezary Szadkowski

Dzień dobry

 

Wydaje mi się, że to co Pani opisuje to nie jest coś, co da się „cofnąć” jednym prostym sposobem. W relacjach takie sytuacje zwykle mają kilka możliwych źródeł, ale wszystkie sprowadzają się do jednego: jego słowa i jego działania są ze sobą sprzeczne.

Może wynika to z braku chęci do zaangażowania, może z jakiegoś lęku albo chaosu emocjonalnego. Ale może być też tak, że jego zachowanie wynika z wygody.

Dlatego warto z nim porozmawiać, żeby się dowiedzieć co jest powodem takiego zachowania.

 

Może też Pani powiedzieć co Pani czuje w takich sytuacjach i czego oczekuje, np:

"Jeśli mówisz, że chcesz się spotkać, a potem znikasz, to mnie rani. Potrzebuję, żeby Twoje słowa były spójne z działaniami."

"Jeśli nie jesteś gotowy na regularny kontakt i spotkania, powiedz to wprost."

 

Jeśli po takiej rozmowie dalej będzie obiecywał i znikał, albo odzywał się wtedy kiedy jemu to pasuje to warto zadać sobie dwa pytania:

Czy czuję się w tej relacji chciana, ważna i traktowana poważnie?

Czy mi taka relacja pasuje?

 

Pozdrawiam serdecznie

Cezary Szadkowski

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Zachowanie Pani chłopaka polegające na unikaniu kontaktu, niedotrzymywaniu obietnic i braku wyjaśnień wskazuje na silny mechanizm unikania, który może mieć wiele przyczyn od trudności w braniu odpowiedzialności po lękowy styl przywiązania lub problemy z regulacją własnych stanów emocjonalnych. Trudno to stwierdzić jedynie na podstawie opisu. Zrozumiale jest natomiast, że takie postępowanie tworzy u Pani stan niepewności i napięcia, ponieważ otrzymuje Pani sprzeczne sygnały: deklaracje uczuć kontra brak realnych działań. Aby cokolwiek zmienić konieczna może być Pani stanowcza reakcja i nazwanie tego schematu. Warto jasno zakomunikować, jak się Pani z tym czuje gdy jest Pani przez niego „wystawiana” i ustalić konkretną granicę. Dalsze przyzwalanie na powroty „jakby nigdy nic się nie stało” będzie tylko utrwalać w nim przekonanie, że jest ok i nie musi zmieniać swojego postępowania. Proszę pamiętać, że nie ma Pani bezpośredniego wpływu na jego motywację do spotkań, ale ma Pani wpływ na to, jak długo będzie Pani akceptować relację, w której Pani potrzeby są systematycznie ignorowane.


Życzę wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

to, co opisujesz w powyższej wiadomości budzi dużo emocji – poczucie bycia lekceważoną, zawiedzioną i zdezorientowaną. Zachowanie Twojego chłopaka – obiecywanie spotkań, a potem wycofywanie się – może wynikać z różnych powodów, np. trudności z zaangażowaniem, lęku przed bliskością, problemów osobistych czy nieumiejętności komunikowania potrzeb.

 

Twoje odczucia są w pełni zrozumiałe i ważne. W takich sytuacjach pomocne może być wsparcie psychologa lub terapeuty, który pomoże Ci uporządkować emocje, zrozumieć swoje potrzeby i ustalić granice w relacji. Spotkania ze specjalistą mogą też dać narzędzia, jak rozmawiać z partnerem w sposób, który zwiększa szansę na jasną komunikację i zrozumienie, bez poczucia bycia wystawioną czy ignorowaną.

 

Składanowska Daria

Zobacz podobne

Mama oczekuje, że jak skończyłam studia to wrócę do miejscowości bliżej niej. Ona mnie kontroluje, przekracza granicę.
Ostatnio ukończyłam studia. Po pięciu latach dosyć ciężkiej pracy i mieszkaniu w mieście daleko od domu rodzinnego, zaczęłam szukać pracy w zawodzie, co niestety jest samo w sobie ciężką sytuacją. Przez te pięć lat zdążyłam się już przyzwyczaić do mieszkania samej i czułam się z tym dobrze. Bardzo chciałabym zostać w mieście, gdzie studiowałam i znaleźć tam pracę. Jak wspomniałam, to wcale nie jest łatwe, ponieważ rynek pracy jest obecnie bardzo wymagający. Po obronie wróciłam do domu i mamy, ale nie zrezygnowałam z wynajmu w innym mieście, ponieważ nadal mam nadzieję coś tam znaleźć. Dzisiaj zostałam postawiona przed ciężkim tematem, bo z niepozornej rozmowy wynikła kłótnia z mamą. Ona chce, żebym do niej wróciła i szukała pracy gdzieś indziej, bliżej, bo "co jeśli coś się stanie, ja nie będę jeździć przez pół Polski do ciebie, a jak mi się coś stanie, to też nie będę mogła szybko do niej przyjechać". "Za rzadko nas odwiedzałaś podczas studiów, olewasz rodzinę", "przyjaciele z tamtego miasta nie są ważniejsi od rodziny", "nie ma sensu wydawać na wynajem jak możesz mieszkać i pracować bliżej", "ja jestem tu całkiem sama", "twój brat jest zajęty swoją rodziną i dzieckiem, nie ma czasu mi pomagać" - to tylko niektóre z jej argumentów. Ciężko mi je podważyć. Jednak będąc w domu rodzinnym czuję się odcięta od świata. Nie mam tu żadnej prywatności (nawet nie mogę porozmawiać normalnie ze znajomymi przez internet, bo zaraz są jakieś głupie pytania), muszę się bardzo pilnować, żeby, zachowywać się "normalnie" - komentowane są mój ubiór, waga, to co jem. To jest wieś 15km od najbliższego miasta, brakuje mi tu swobody, którą miałam w tamtym mieście. Czuję, że znowu będę pod jej pełną kontrolą i nie uda mi się stąd szybko "wyrwać". Dzisiejsza kłótnia skończyła się moim płaczem i krzykami ze strony mamy. Jestem w stanie zrozumieć jej punkt widzenia, ale nie chcę znowu zostać uzależniona od jej wyobrażenia na temat tego, jaka powinna być jej idealna córka. Czuję się, jakbym była na przegranej pozycji. Bałam się zakończenia studiów, bo wiedziałam, że tak to się może skończyć. Szczerze - jestem zrozpaczona i czuję, że nie mam żadnej siły przebicia. Nie mam pracy, żadnych dochodów i oszczędności, aby się uniezależnić finansowo. Nie chcę wyjść na niewdzięczną córkę, ale czuję się jak w potrzasku. Moje własne uczucia wydają mi się śmieszne w kontrze do jej argumentów, ale tak bardzo nie chcę zostawiać swojego życia, które układałam przez pięć lat. Czuję, że muszę się jej podporządkować, bo inaczej będzie mi wypominała to cały czas.
Nauczyłam się odpowiadać na “ciche dni” tą samą ciszą. Boję się, że w innych związkach będę miała takie same zachowania, jak w niezdrowym.
W przeszłości będąc w związku notorycznie były partner stosował wobec mnie tzw. ciche dni i nie do końca wysłuchiwał moich potrzeb, w rezultacie czego w pewnym momencie odpuściłam i po prostu jak coś mi nie pasowało to zamiast kolejny raz zwracać uwagę irytowałam się, ale milczałam. Boję się, że w przyszłości, gdy ktoś raz nie posłucha moich próśb, znowu uruchomi mi się taki mechanizm. Jest w psychologii jakaś nazwa na takie zachowanie, żebym mogła w razie czego poczytać o tym i znaleźć alternatywę do tego wycofywania się i milczenia? Dodam, że na pewno nie wywodzi się to z dzieciństwa lub lat nastoletnich, bo pochodzę z "normalnej" rodziny, gdzie naprawdę nie mam nic do zarzucenia rodzicom.
Związek a dzieci partnera. Brakuje równowagi.
Dzień dobry. Od kilku miesięcy jestem w związku z mężczyzną który ma dzieci. Mężczyzna ten jest w separacji z żoną, jest złożony pozew o rozwód, mieszka osobno. Kiedy go poznałam mieszkał w jednym domu z żoną aczkolwiek według opowiadań żyli każde swoim życiem. Kiedy zdecydowałam się na związek miałam świadomość że są małe dzieci- akceptuje to. Natomiast od jakiegoś czasu zaczynam się niepokoić ponieważ partner robi wszystko "dla dobra dzieci". Nie byłoby w tym nic złego, ale to wpływa chociażby na Nasze relacje i spotkania. Widzenia z dziećmi ma ustalone 3 razy w tygodniu a widzi się z Nimi codziennie przez kilka godzin. Twierdzi, że dzieci tęsknią i nie rozumieją sytuacji ponieważ są za małe, (chłopiec 6 lat, dziewczynka 8). Tak naprawdę chyba nie było nawet poważnej rozmowy z dziećmi dotyczącej tej sytuacji. Odbywa się to tak, że kiedy dzieci chcą np. zapłaczą o czym informuje go żona to On rzuca wszystko i jedzie. Uważa, że jeśli odmówi to może to się odbić na psychice dzieci a ja uważam że trochę rządzi tu żona a odpowiednie granice nie wyrzadziły by krzywdy. Styl wychowania taki właśnie jest- robione jest wszystko pod dzieci. Partner twierdzi, że dzieci potrzebują czasu aby oswoić się z sytuacją ( trwa ona już 5 miesięcy- chodzi o jego odejście z domu) i w taki sposób może im pomóc- poświęcając im czas- oczywiście ale czy aby na pewno będąc na każde ich zawołanie? Twierdzi, że matkę mają ilościowo a Jego jakościowo. Twierdzi też, że ciężko się z matką dzieci dogadać w kwestiach dotyczących dzieci. Nie spotykamy się często, ponieważ każde z Nas ma pracę, obowiązki, przed wakacjami spotykaliśmy się częściej. Partner sporo pracuje, ja także mam dziecko. Natomiast kiedy raz na kilka/ kilkanaście tygodni możemy spotkać się na dłużej/ na noc On skraca ten czas bo dzieci. Zdarzało się, że odwołał spotkanie bo dzieci, twierdząc że to nic takiego bo trzeba być elastycznym. Inaczej wygladało by to w sytuacji losowej, ale tak sprawił mi ogromny zawód bo bardzo czekałam na to spotkanie. Czas z dziećmi spędza w domu w którym mieszkał, w obecności żony (syn czasem nocuje u Niego a córka nie, ogólnie nie zabiera ich do siebie, bo dzieci nie chcą). Jestem kobietą której szczerze na Nim zależy. Nie potrzebuję jego pieniędzy tak jak dotychczas kobiety w jego życiu, ale obecności (z uwzględnieniem tych wszystkich życiowych spraw i braku ogromnej ilości czasu) natomiast czuje się spychana na drugi a nawet trzeci plan ( bo na pierwszym i drugim są dzieci i praca). Uważam że jeśli ktoś wyznał mi miłość, powiedział że kocha i ja kocham to mam prawo chcieć go w swoim życiu więcej. Cudownie Nam się rozmawia i spędza czas- w tym jesteśmy zgodni. Partner jest dla mnie czuły, mówi mi wiele miłych słów/ komplementów, często pisze że tęskni. Naprawdę nie mam ogromnych oczekiwań,ale bardzo chciałabym aby pokazał mi że jestem ważna i dni kiedy się spotykamy traktował poważnie. Przede wszystkim mnie i moje uczucia traktował poważnie. Partner nie rozumie mnie i moich oczekiwań, twierdzi że za dużo wymagam i żądam. Już któryś raz zasugerowal że myśli o tym aby całkowicie poświęcić się dzieciom- co dla mnie oznacza odejście ze związku. Wzbudza tym u mnie niepokój. Proszę o poradę, co powinnam w tej sytuacji myśleć/ zrobić. Co wspólnie możemy zrobić? Gdzie lub w kim leży problem.
PTSD po wykorzystywaniu seksualnym objawia się u mnie niechęcią do bliskości, lęku przed związkami. Co jeszcze może być nie tak?
Witam , mam 21 lat czy to normalne, że nie lubię ,boje się bliskości oraz trudno wchodzi mi się w relacje z mężczyznami ? W dzieciństwie w wieku 12 lat zostałam kilka razy wykorzystana seksualnie przez mojego kuzyna... Jestem po terapii miałam, zdiagnozowany PTSD . Teraz zaczęłam zauważać problem bliskości i relacji czy to jest normalne, co powinnam zrobić ? Czy ma to związek z moim dawnymi doświadczeniami ? Jakie konsekwencje mogą być po takim doświadczeniu, nawet dopiero po czasie ujawnione, jak np. wcześniej nie widziałam takich symptomów itp ..
Znajomy egocentryk, narcyz udając przed moją rodziną troskę o mnie, specjalnie wyjawiał prywatne sprawy, o których mu mówiłem lub stawiałem mu granice.
Witam, jestem 34 letnim mężczyzną bez dzieci i związku. Alkohol i używki to raczej dla mnie norma, jednakże wiem jak na mnie działają i wpływają. Przez te i inne "rzeczy" ludzie znaleźli możliwość by kontrować moje spostrzeżenia i argumenty, moimi "słabościami" . W momencie kiedy mówię prawdę lub wytykam ich błędy, reagują ofensywnie wyciągając brudy z mojej przeszłości "ponieważ dzieliłem się nimi w zaufaniu", atakując mnie i omijając w ten sposób glowny temat rozmowy. Większość życia nie rozumiałem skąd biorą się moje problemy, używanie i bardzo skrajne zachowania zwłaszcza po alkoholu. Teraz jestem o wiele bardziej świadomy i nie używam substancji, żeby wpływać na swoje uczucia, wręcz odwrotnie. Moje uczucia i emocje wpływają na ludzi i zarzucają mi oni przyjmowanie substancji jako kontrę na moje słowa. Wmawiane mi jest, że nie potrafię sobie radzić, że gdy używam to wylewam złość i inne negatywne emocje na ludzi "którzy mnie otaczają" co jest absurdem, skoro pierwsza lekcja uczy, że tak działają ludzie uzależnieni. Staram się z każdym, na trzeźwo, rozmawiać, możliwe, że coś przegapiłem i mają rację. To oni używają argumentów, które mają na celu mnie zranić, przypominając sytuację z czasów, kiedy nie byłem na tyle świadomy i faktycznie popełniałem błędy. Czy jest to zdrowe, gdy człowiek po śmierci matki, utrzymanek swojego brata, biorący l4 przy każdej możliwej sytuacji, nie leczący się, napiętnował i wytykał błędy innym, zwłaszcza będąc egocentrykiem. To pogłębia moje poczucie własnej wartości, mimo świadomości, że jest inaczej. Stara się on mnie zdominować tymi narzędziami, wmawiając mi, że ze mną jest coś nie tak, nie będąc samemu do końca zdrowym. Potrafi po naszej "sprzeczce" dzwonić do mojej rodziny i mówić im, że ja robię rzeczy, które mu się wydaje, że robię - idąc jego tokiem myśli- zaburzając nasze spokojne życie, w którym ja nie jestem kimś, kto zaburza nasza harmonię, sprowadza się to wszystko do tego, że sprzeczka z nim oznacza wysłanie wiadomości do moich bliskich przez niego o mnie, że coś że mną nie tak. Pisał i dzwonił nie raz do moich bliskich, po naszych sparingach słownych, rzeczy, które były bardzo prywatne i dawno temu, sprawiając, że cała rodzina bała się o mnie mimo braku zagrożenia. Jego motywacją było sprawienie mi przykrości. Jako egocentryk, kiedy wypomniałem mu też kilka jego błędów i problemów, po zakończeniu dyskusji, przez moją dominację w rozmowie chciał, żebym czuł jego niezadowolenie. Ostatnim razem, gdy tak było, faktycznie nadużywałem wielu substancji, czułem brak zrozumienia u bliskich znajomych, nie rodziny. Kończąc kontakt uderzyłem w kilka czułych punktów tego kolegi. Po zablokowaniu go wszędzie, pisał i dzwonił po kolei do siostry i mamy, co miało być niby jego troską, po odwyku i regulacji kontaktów w rodzinie i znajomymi, przyznał się, że kierował się chęcią zemsty i teraz cieszy się, że to wyszło mi na "dobre".
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!