
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca, związki i relacje
- Czy kontakt po...
Czy kontakt po rozstaniu zwiastuje szansę na odbudowanie związku?
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Zwróciłam uwagę na to, że bardzo uważnie analizuje Pani każdy element obecnego kontaktu, próbując zrozumieć, co może on oznaczać dla przyszłości relacji. Myślę jednak, że dziś ważniejsze od interpretowania wiadomości jest to, co było przyczyną rozstania. Z Pani opisu wynika, że partner nie odszedł dlatego, że przestał kochać, ale dlatego, że przez dłuższy czas nie miał poczucia, iż Wasz związek ma realną przestrzeń w Pani życiu. Jeśli to właśnie zaufanie zostało nadwyrężone, jego odbudowanie będzie wymagało przede wszystkim czasu i konsekwencji, a nie kolejnych deklaracji. Nie sądzę, aby na podstawie samych wiadomości można było rzetelnie ocenić, czy partner myśli o powrocie. Znacznie więcej powiedzą o tym jego gotowość do spotkań, rozmów o przyszłości i stopniowego angażowania się w odbudowę relacji. Myślę, że warto pozostać w naturalnym kontakcie, jednocześnie dbając o to, aby nie zawieszać własnego życia wyłącznie na oczekiwaniu na jego decyzję. Niezależnie od tego, jak potoczy się ta relacja, rozpoczęte przez Panią zmiany mogą być cenne przede wszystkim dla Pani samej.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jakub Pawłowski
Patrząc na opis z perspektywy psychologicznej, nie widzę sygnałów, które pozwalałyby jednoznacznie stwierdzić, że planuje powrót, ale też nie wygląda to na definitywne zamknięcie relacji. Najważniejsze jest to, że przyczyną rozstania nie był brak uczuć, lecz długotrwałe zmęczenie i utrata zaufania do tego, że sytuacja naprawdę się zmieni.
Codzienny, ciepły kontakt pokazuje, że więź nadal jest dla niego ważna. Jednocześnie sam kontakt nie jest jeszcze dowodem na chęć odbudowy związku. Dopiero inicjowanie spotkań, rozmowa o przyszłości czy stopniowe wracanie do wspólnego planowania byłyby mocniejszymi sygnałami, że zaczyna myśleć o powrocie.
Na tym etapie nie przyspieszałbym sytuacji. Warto pozwolić relacji rozwijać się naturalnie i dać mu przestrzeń do podejmowania własnej inicjatywy. Jeśli rzeczywiście będzie chciał odbudować związek, z czasem powinno to być widoczne nie tylko w ciepłych wiadomościach, ale przede wszystkim w konkretnych działaniach.
Edyta Kotula
Dzień dobry.
Z Pani opisu wynika, że rozstanie nie było związane z brakiem uczuć, ale z tym, jak Państwa relacja wyglądała na co dzień. To ważny kontekst, ale jednocześnie nie pozwala przewidzieć, jak potoczy się ona dalej.
Ciepły i regularny kontakt po rozstaniu może mieć różne znaczenie. U części par świadczy o tym, że więź nadal jest żywa i obie strony potrzebują czasu, aby zobaczyć, czy możliwe jest odbudowanie relacji. U innych jest sposobem na łagodniejsze przejście z roli partnerów do bliskiej znajomości. Na podstawie samego opisu nie da się jednoznacznie stwierdzić, z którą sytuacją mamy do czynienia.
To, co może przynieść więcej odpowiedzi, to nie pojedyncze wiadomości, emotikony czy częstotliwość kontaktu, ale to, czy z czasem pojawi się gotowość do rozmowy o relacji, spotkań i wspólnego zastanawiania się nad przyszłością. To zwykle daje więcej informacji niż analizowanie codziennych sygnałów.
Rozumiem też, że trudno jest żyć w niepewności i jednocześnie nie chce Pani wywierać presji. To naturalne, że chciałaby Pani wiedzieć, na czym stoi. Niestety nie ma sposobu, aby z zewnątrz ocenić, co druga osoba czuje lub jakie decyzje podejmie za jakiś czas.
Mam nadzieję, że z czasem ta sytuacja stanie się dla Pani bardziej klarowna. Czasami odpowiedź pojawia się nie w analizowaniu każdej wiadomości, ale w tym, jak relacja rozwija się w kolejnych tygodniach i czy obie strony są gotowe budować ją na nowo.
Z pozdrowieniami
Edyta Kotula
Jagoda Jek
Z opisu wynika, że przyczyną rozstania były przede wszystkim poczucie samotności i narastające zmęczenie relacją, a nie zdrada czy otwarty konflikt. W takich sytuacjach nie da się jednak przewidzieć, czy para do siebie wróci – zależy to od wielu czynników, których nie sposób ocenić na podstawie jednego wpisu.
Ciepły, regularny kontakt po rozstaniu może mieć różne znaczenia. Dla jednych osób jest wyrazem utrzymującego się przywiązania i otwartości na przyszłość, dla innych sposobem na łagodniejsze przeżycie rozstania lub stopniowe przejście do relacji koleżeńskiej. Dopiero z czasem można zauważyć, w jakim kierunku ta relacja zmierza.
Na ten moment warto skupić się na konsekwentnym wprowadzaniu zmian, które są ważne przede wszystkim dla Pani, a jednocześnie pozwolić drugiej stronie na własną inicjatywę. To daje więcej przestrzeni do obserwowania, jak relacja rozwija się naturalnie, bez wywierania presji.
Jeśli ta niepewność staje się bardzo obciążająca emocjonalnie, warto rozważyć konsultację psychologiczną. Taka rozmowa może pomóc uporządkować emocje i lepiej odnaleźć się w tej niejednoznacznej sytuacji.
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Tutaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi na Pani pytania, gdyż składa się na to wiele czynników. Związki na odległość raczej się nie sprawdzają, bynajmniej u ludzi, którzy mają jasno sprecyzowane oczekiwania co do ich przebiegu i relacji. Pani partner nie zamknął ostatecznie furtki, ale można powiedzieć że ostrożnie przygląda się, jakie Pani czyni zmiany. jak Pani pisze czuł się zmęczony? Co to znaczy? Co za tym stoi? Lęk przed strata, czy może brak fizycznej bliskości, a może niespełnione oczekiwania drugiej strony? Co Pani powinna zrobić w mojej ocenie? Nie naciskać, ale czekać jak to się będzie rozwijało. Potrzeba czasu na odbudowanie pewnych relacji, ale jest szansa, że on do Pani wróci, ale w mojej ocenie on podświadomie wszedł w tryb obserwowania gdyż obawia się tego, że może czegoś nie udźwignąć. Z drugiej strony uważam, że powinni Państwo wspólnie zdecydować się na terapię par, aby w bezpiecznej przestrzeni zadbać o to, co nie wybrzmiewa w Waszych rozmowach. Być może jest coś niedopowiedziane, być może jest coś niewypowiedziane, a być może nieodkryte? Sam pracując z parami czasami widzę że nie są świadomi tego, co naprawdę ich różni i jacy są naprawdę. Przychodzi czas, kiedy ściągają różowe okulary i nagle świat nie jest taki piękny, a druga osoba nie jest tak wspaniała. I o to w tym chodzi, aby kochać i akceptować niedoskonałości drugiej strony.
Piotr Ziomber
Bożena Nagórska
Dzień dobry Pani Kasiu.
Obecny, ciepły kontakt i utrzymująca się miłość dają umiarkowanie dobre rokowania na odbudowę związku.
Najzdrowszym krokiem jest teraz zachowanie lekkiego kontaktu bez wywierania presji i stopniowa zmiana swoich nawyków, co da partnerowi bezpieczną przestrzeń na regenerację oraz pozwoli mu samemu zainicjować krok w stronę spotkania.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Pani Kasiu. Z opisu wynika, że uczucia między Państwem prawdopodobnie nie wygasły, jednak samo ciepło w kontakcie po rozstaniu nie jest jeszcze równoznaczne z decyzją o powrocie. Najważniejsze będą nie deklaracje, lecz konkretne działania, inicjowanie spotkań, rozmowa o przyczynach rozstania i gotowość do wspólnego budowania relacji na nowych zasadach. Na ten moment zachęcałabym do utrzymywania spokojnego, naturalnego kontaktu, bez wywierania presji i jednocześnie z zadbaniem o własne granice. Pozwoli to zobaczyć czy z jego strony pojawi się inicjatywa i realna gotowość do odbudowy związku. Rokowania trudno ocenić na podstawie samego opisu, ale przy zachowanych uczuciach i rzeczywistej zmianie po obu stronach powrót jest możliwy.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Mój partner od dłuższego czasu traktuje mnie jak rzecz, jest bardzo wulgarny i krzykliwy. Ostatnio nawet usłyszałam od niego: „żebyś zdechła”, „nie kocham cię”, „lepiej mi było bez ciebie” itd. Zaczęło się odkąd wyszłam z więzienia za kradzieże i oszustwa. Miałam problem z hazardem. Ale trzy lata spędzone za kratami zmieniły mnie na dobre. Stałam się kompletnym przeciwieństwem dawnej siebie. Pracuję, zajmuję się domem, synem i przejęłam wszystkie obowiązki partnera, czyli ojca mojego syna, aby ten miał mniej na głowie, ponieważ pracuje po 10–12 godzin dziennie fizycznie. Przychodzi około 18:30, otwiera piwo i siada przed TV. I tak spędza każdy wieczór.
Wcześniej, kiedy przychodziłam z jakimś tematem, aby pogadać, to potrafił mnie nawet z pokoju wyrzucić, bo twierdził, że marudzę, przeszkadzam mu w oglądaniu. Bywa, że nawet wkłada słuchawki, by mnie nie słyszeć. Czasami powinnam ugryźć się w język, bo przychodzi zmęczony, ale skoro ma siły oglądać filmy, to dlaczego nie ma siły, by poświęcić mi chwilę czasu? Ponadto w ogóle mnie nie obchodzi — znaczy: w ogóle mnie nie obchodzi jego stosunek do mnie. Jestem chora na serce, po dwóch zawałach, i z kręgosłupem do operacji. Nie powinnam nic robić fizycznie, ale muszę, bo nie mam od niego pomocy.
Po wyjściu z więzienia chciałam pokazać im, że się zmieniłam, że jestem uczciwa, kochająca i dobra, i zaczęłam we wszystkim ich wyręczać, aby czuli, że ich kocham i że chcę wynagrodzić to całe zło, jakie wyrządziłam, trafiając do więzienia. Wszystko było jak w bajce przez pierwsze 2–3 miesiące po moim wyjściu. Potem stopniowo zaczęło się psuć. Za dużo marudziłam, za dużo gadałam i przeszkadzałam — taki powód podawał mój partner. Więc starałam się nie zawracać mu głowy jakimikolwiek sprawami i nauczyłam się sobie z tym radzić, ale pewnego razu podczas kłótni nie mogłam oddychać, a on zaczął mnie przedrzeźniać. Przy następnej powiedział: „i dobrze (…) żebyś zdechła”. I wtedy coś we mnie pękło i zaczęłam sprzeciwiać się jego traktowaniu mnie. I wtedy zaczęły się między nami poważne awantury.
Wiem, że też przesadzam, bo używam słów, których nie powinnam, ale gdy mam wyrzuty, to zawsze go przeproszę, nawet w trakcie kłótni. Jednak działa to tylko w jedną stronę. On nawet nie przeprosi, kiedy jest winny, i nie reaguje, gdy mówię mu, że mnie zranił; a gdy płaczę, to wyśmiewa mnie i twierdzi, że wydziwiam albo przesadzam. W jakikolwiek sposób nie podejdę do niego, nawet ze spokojem, to jego reakcja i tak jest taka sama — wulgarna i atakująca. Z początku myślałam, że zasłużyłam na takie traktowanie i znosiłam pokornie jego upokarzanie.
Zanim trafiłam do więzienia, byłam tą złą w domu — kradłam i oszukiwałam przez internet kupujących, do tego problem z hazardem i epizod z narkotykami. Przeszłam załamanie, trafiając do więzienia, ale zrozumiałam wszystko i postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. Całkowicie przeszłam metamorfozę charakteru, bo zrozumiałam, ile zła wyrządziłam. Wzięłam całą winę na siebie i z tym poczuciem winy żyję do teraz. Gdy wyszłam z więzienia, mój partner postanowił, że mi zaufa i da nam szansę, i przez pierwsze dwa miesiące było pięknie. Rozmawiał, był czuły, zainteresowany domem i naszą rodziną, ale nagle w wakacje coś się zmieniło i stopniowo zaczął być coraz bardziej agresywny i wulgarny, opryskliwy i przestał okazywać mi szacunek.
Nawet przy dziecku mnie obrażał i krytykował. Ciągle słyszałam, że źle coś zrobiłam, albo powinnam pomyśleć, domyślić się i tak dalej. Jak wspomniałam wcześniej, potrafił wyrzucić mnie z pokoju, a nawet z domu. Mówił, że moje miejsce jest w WC, albo że jak nie wyjdę z pokoju, to mi łeb rozj***e. Z początku pokornie szłam do kuchni i tam spędzałam wieczory, ale emocje się kumulowały i po każdej kłótni chciałam z nim rozmawiać i coś wyjaśnić lub ustalić albo dowiedzieć się, dlaczego tak mnie traktuje, dlaczego mnie nie przeprasza. Pytań mam i miałam mnóstwo, lecz bez odpowiedzi.
Cały czas dotrzymuję danych postanowień i obietnic. Jestem uczciwa, lojalna, szczera, ale rozchorowałam się i to też stanowi problem mojej cierpliwości. Niestety nie mam wsparcia w partnerze i nie potrafię dowiedzieć się od niego, dlaczego traktuje mnie jak zero. Co ja takiego po wyjściu na wolność zrobiłam? Pomyślałam też, że może jest to jego zemsta i plan, żeby ukarać mnie za czas przeszły… Kiedyś byłam gorsza, a on mimo to nigdy mnie nie wyzywał, nie krzyczał i nie bił. A teraz, kiedy stałam się wręcz „idealna”, on nawet dopuszcza się rękoczynów.
Niestety w tym temacie nie jestem bez winy, bo też nie panuję nad emocjami — bywa, że kiedy na przykład powie mi „nie kocham cię”, to popchnę go z tej niemocy albo rzucę przedmiotem w jego stronę. Wtedy on reaguje jak opętany i zaczyna dusić albo bić, ale uderza w najczulsze moje punkty, czyli kręgosłup, plecy. Kiedy po awanturze nie mogłam chodzić, dostałam niedowład lewej nogi i przewróciłam się, to syn poprosił go, by mi pomógł, a on powiedział: „niech leży i się męczy”. Słyszałam od niego wiele przykrości, więc to jest jedno z wielu jego metod traktowania mnie i poniżania.
On kiedyś mnie zdradził — ja go nigdy — a wyzywa mnie od najgorszych (kuro, suko, głupia pido). Może sobie z czymś nie radzi, nie wiem, ale on tym zachowaniem pozbawił mnie totalnie wiary w życie. Gdy miałam myśli samobójcze i mówiłam mu, że nie daję rady, to zamiast wsparcia i poprawy dostawałam obelgi, a nawet zaproponował, że jak będę się wieszać, to on to nagra i na TikToka wrzuci. Trzy razy powiedział, że jak nie dam mu spokoju, to mnie zabije. Czy naprawdę moje zawracanie głowy rozmową o związku jest tak złe, że zasługuję na takie gnębienie?
Kiedy grzecznie przychodzę do niego z troską i proszę o rozmowę, to nawet wtedy zaczyna mnie atakować. Nigdy nie mówił, że mnie nie kocha, a w ciągu ostatniego roku powiedział to aż cztery razy. Kiedy ja chcę rozmawiać o tym i dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje i coś z tym zrobić, on udaje, że nic się nie stało, i przechodzi do porządku dziennego, rzucając mi słowa: „przestań, nie wydziwiaj, jesteś nienormalna”. A kiedy ja nie odpuszczam i proszę go wciąż o rozmowę, wtedy znowu zaczyna mnie agresywnie atakować słowami i zrzuca winę, mówiąc, że tak mnie traktuje, bo ja non stop gadam o problemach.
Ale gdy tłumaczę mu, że nie byłoby takich rozmów, gdyby był dla mnie normalnym człowiekiem i mnie szanował, to on zmienia ster i atakuje mnie słownie tak, aby wyszło, że znowu to moja wina, albo mówi, że gdybym nie wyjechała z tematem związku, to on by mnie nie wyzywał. Obraża mnie regularnie. Nie pamiętam, kiedy coś miłego od niego usłyszałam, ale wiem, że jestem na skraju wyczerpania, bo natłok obowiązków i ból przez brak zdrowia, z jakim się zmagam, nie daje mi normalnie funkcjonować. A on zamiast być moim wsparciem, to jeszcze mnie w tym wszystkim dobija.
Proszę o pomoc. Zaczęłam zachowywać się bardzo źle — w sumie tak jak on mnie traktuje, tak ja jego — ale tak nie może być. Czy to ja jestem winna temu wszystkiemu? Czy ja sobie zasłużyłam na to, aby mimo moich starań, zmiany i dbania o dom i rodzinę zasłużyć na ciągłe wyzwiska, krytykę, poniżanie i potępianie? Proszę, pomóżcie, bo ja nie daję sobie z tym rady. A może faktycznie to ja jestem ta zła i psychicznie chora?

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
