Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy kontakt po rozstaniu zwiastuje szansę na odbudowanie związku?

Byłam przez około 2,5 roku w związku na odległość. Mieliśmy bardzo bliski kontakt emocjonalny i intelektualny: codzienne rozmowy, wspólne zainteresowania, dużo czułości i poczucie, że jesteśmy dla siebie bardzo ważni. Jednocześnie nasze spotkania na żywo były zdecydowanie zbyt rzadkie. W ubiegłym roku widzieliśmy się tylko kilka razy, a w tym roku przed rozstaniem właściwie raz. Główną przyczyną nie były konflikty, zdrada ani brak uczuć, ale jego narastająca samotność i przekonanie, że w moim życiu nie ma dla niego realnego miejsca. Miałam bardzo obciążający okres zawodowy, kończyłam doktorat, dużo wyjeżdżałam i większość weekendów spędzałam z rodziną. Odkładałam trudne rozmowy i często mówiłam, że „później będzie lepiej”, ale on przez długi czas nie widział trwałej zmiany. To on zakończył związek. Podczas rozstania powiedział między innymi, że nadal mnie kocha, że nigdy nikogo nie kochał tak jak mnie i że uważa, iż mogłabym być dobrą partnerką. Jednocześnie mówił, że jest emocjonalnie wyczerpany, nie ma już siły czekać, nie chce dawać mi nadziei i nie potrafi uwierzyć, że wszystko nagle „magicznie się zmieni”. Prosił, żebym pozwoliła mu odejść i nie czekała. Nie zamknął jednak przyszłości całkowicie — mówił, że niczego na przyszłość nie wyklucza i że potrzebuje odpoczynku od dotychczasowej formy związku. Po kilku dniach ciszy wróciliśmy do kontaktu. Od około półtora tygodnia piszemy właściwie codziennie. Kontakt jest ciepły, swobodny i często rozbudowany. On nie tylko odpowiada, ale też opowiada o swojej pracy, wnosi własne tematy, zadaje pytania, żartuje, interesuje się moim zdrowiem i postępami zawodowymi. Zdarzają się serca, czułe emotikony oraz ciepłe wiadomości na dobranoc. Są jednak również dni, kiedy odpisuje wolniej i kontakt jest bardziej poszatkowany. Nie było dotąd rozmowy telefonicznej, spotkania sam na sam ani bezpośredniej rozmowy o powrocie. Nie chcę interpretować każdej emotikony jako deklaracji ani wywierać na niego presji. Jednocześnie nie chcę na wiele miesięcy utknąć w relacji, która przypomina związek emocjonalnie, ale formalnie pozostaje jedynie przyjaźnią. Po rozstaniu zaczęłam realnie porządkować swoje życie. Kończę doktorat, ograniczam automatyczne wyjazdy rodzinne, planuję częściej zostawać na miejscu w weekendy i mogłabym regularnie przyjeżdżać do jego miasta, również pracując stamtąd zdalnie. Rozumiem jednak, że on na razie słyszy tylko deklaracje i musiałby przez dłuższy czas zobaczyć trwałą zmianę w praktyce. Nie szukam zapewnienia, że „na pewno wróci”. Chciałabym prosić osoby mające wiedzę psychologiczną lub doświadczenie w terapii par o możliwie chłodną ocenę: Czy taki ciepły, codzienny i wzajemny kontakt po rozstaniu częściej świadczy o utrzymującym się przywiązaniu i niezamkniętej możliwości powrotu, czy może być jedynie sposobem łagodnego przejścia do przyjaźni? Czy przyczyna rozstania oparta na zmęczeniu, samotności i utracie zaufania do deklarowanej zmiany jest potencjalnie naprawialna, jeżeli uczucia nie wygasły? Jakie konkretne zachowania z jego strony wskazywałyby na rzeczywiste rozważanie powrotu, a jakie na podtrzymywanie emocjonalnej bliskości bez zamiaru odbudowania związku? Czy lepiej utrzymywać lekki i naturalny kontakt, czy ograniczyć własną inicjatywę, aby zobaczyć, czy on sam zacznie szukać większej bliskości, telefonu lub spotkania? Czy na podstawie tego opisu oceniliby Państwo rokowanie na odbudowanie relacji jako raczej niskie, umiarkowane czy dość dobre — i przede wszystkim dlaczego? Oraz jak długo może trwać odpoczynek po stagnacji którą mu zgotowałam.
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Zwróciłam uwagę na to, że bardzo uważnie analizuje Pani każdy element obecnego kontaktu, próbując zrozumieć, co może on oznaczać dla przyszłości relacji. Myślę jednak, że dziś ważniejsze od interpretowania wiadomości jest to, co było przyczyną rozstania. Z Pani opisu wynika, że partner nie odszedł dlatego, że przestał kochać, ale dlatego, że przez dłuższy czas nie miał poczucia, iż Wasz związek ma realną przestrzeń w Pani życiu. Jeśli to właśnie zaufanie zostało nadwyrężone, jego odbudowanie będzie wymagało przede wszystkim czasu i konsekwencji, a nie kolejnych deklaracji. Nie sądzę, aby na podstawie samych wiadomości można było rzetelnie ocenić, czy partner myśli o powrocie. Znacznie więcej powiedzą o tym jego gotowość do spotkań, rozmów o przyszłości i stopniowego angażowania się w odbudowę relacji. Myślę, że warto pozostać w naturalnym kontakcie, jednocześnie dbając o to, aby nie zawieszać własnego życia wyłącznie na oczekiwaniu na jego decyzję. Niezależnie od tego, jak potoczy się ta relacja, rozpoczęte przez Panią zmiany mogą być cenne przede wszystkim dla Pani samej.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Patrząc na opis z perspektywy psychologicznej, nie widzę sygnałów, które pozwalałyby jednoznacznie stwierdzić, że planuje powrót, ale też nie wygląda to na definitywne zamknięcie relacji. Najważniejsze jest to, że przyczyną rozstania nie był brak uczuć, lecz długotrwałe zmęczenie i utrata zaufania do tego, że sytuacja naprawdę się zmieni.

Codzienny, ciepły kontakt pokazuje, że więź nadal jest dla niego ważna. Jednocześnie sam kontakt nie jest jeszcze dowodem na chęć odbudowy związku. Dopiero inicjowanie spotkań, rozmowa o przyszłości czy stopniowe wracanie do wspólnego planowania byłyby mocniejszymi sygnałami, że zaczyna myśleć o powrocie.

Na tym etapie nie przyspieszałbym sytuacji. Warto pozwolić relacji rozwijać się naturalnie i dać mu przestrzeń do podejmowania własnej inicjatywy. Jeśli rzeczywiście będzie chciał odbudować związek, z czasem powinno to być widoczne nie tylko w ciepłych wiadomościach, ale przede wszystkim w konkretnych działaniach.

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry. 

Z Pani opisu wynika, że rozstanie nie było związane z brakiem uczuć, ale z tym, jak Państwa relacja wyglądała na co dzień. To ważny kontekst, ale jednocześnie nie pozwala przewidzieć, jak potoczy się ona dalej.

Ciepły i regularny kontakt po rozstaniu może mieć różne znaczenie. U części par świadczy o tym, że więź nadal jest żywa i obie strony potrzebują czasu, aby zobaczyć, czy możliwe jest odbudowanie relacji. U innych jest sposobem na łagodniejsze przejście z roli partnerów do bliskiej znajomości. Na podstawie samego opisu nie da się jednoznacznie stwierdzić, z którą sytuacją mamy do czynienia.

To, co może przynieść więcej odpowiedzi, to nie pojedyncze wiadomości, emotikony czy częstotliwość kontaktu, ale to, czy z czasem pojawi się gotowość do rozmowy o relacji, spotkań i wspólnego zastanawiania się nad przyszłością. To zwykle daje więcej informacji niż analizowanie codziennych sygnałów.

Rozumiem też, że trudno jest żyć w niepewności i jednocześnie nie chce Pani wywierać presji. To naturalne, że chciałaby Pani wiedzieć, na czym stoi. Niestety nie ma sposobu, aby z zewnątrz ocenić, co druga osoba czuje lub jakie decyzje podejmie za jakiś czas.

Mam nadzieję, że z czasem ta sytuacja stanie się dla Pani bardziej klarowna. Czasami odpowiedź pojawia się nie w analizowaniu każdej wiadomości, ale w tym, jak relacja rozwija się w kolejnych tygodniach i czy obie strony są gotowe budować ją na nowo.

 

Z pozdrowieniami

Edyta Kotula

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Z opisu wynika, że przyczyną rozstania były przede wszystkim poczucie samotności i narastające zmęczenie relacją, a nie zdrada czy otwarty konflikt. W takich sytuacjach nie da się jednak przewidzieć, czy para do siebie wróci – zależy to od wielu czynników, których nie sposób ocenić na podstawie jednego wpisu.

Ciepły, regularny kontakt po rozstaniu może mieć różne znaczenia. Dla jednych osób jest wyrazem utrzymującego się przywiązania i otwartości na przyszłość, dla innych sposobem na łagodniejsze przeżycie rozstania lub stopniowe przejście do relacji koleżeńskiej. Dopiero z czasem można zauważyć, w jakim kierunku ta relacja zmierza.

Na ten moment warto skupić się na konsekwentnym wprowadzaniu zmian, które są ważne przede wszystkim dla Pani, a jednocześnie pozwolić drugiej stronie na własną inicjatywę. To daje więcej przestrzeni do obserwowania, jak relacja rozwija się naturalnie, bez wywierania presji.

Jeśli ta niepewność staje się bardzo obciążająca emocjonalnie, warto rozważyć konsultację psychologiczną. Taka rozmowa może pomóc uporządkować emocje i lepiej odnaleźć się w tej niejednoznacznej sytuacji.

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Tutaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi na Pani pytania, gdyż składa się na to wiele czynników. Związki na odległość raczej się nie sprawdzają, bynajmniej u ludzi, którzy mają jasno sprecyzowane oczekiwania co do ich przebiegu i relacji.  Pani partner nie zamknął ostatecznie furtki, ale można powiedzieć że ostrożnie przygląda się, jakie Pani czyni zmiany. jak Pani pisze czuł się zmęczony? Co to znaczy? Co za tym stoi? Lęk przed strata, czy może brak fizycznej bliskości, a może niespełnione oczekiwania drugiej strony? Co Pani powinna zrobić w mojej ocenie? Nie naciskać, ale czekać jak to się będzie rozwijało. Potrzeba czasu na odbudowanie pewnych relacji, ale jest szansa, że on do Pani wróci, ale w mojej ocenie on podświadomie wszedł w tryb obserwowania gdyż obawia się tego, że może czegoś nie udźwignąć. Z drugiej strony uważam, że powinni Państwo wspólnie zdecydować się na terapię par, aby w bezpiecznej przestrzeni zadbać o to, co nie wybrzmiewa w Waszych rozmowach. Być może jest coś niedopowiedziane, być może jest coś niewypowiedziane, a być może nieodkryte? Sam pracując z parami czasami widzę że nie są świadomi tego, co naprawdę ich różni i jacy są naprawdę. Przychodzi czas, kiedy ściągają różowe okulary i nagle świat nie jest taki piękny, a druga osoba nie jest tak wspaniała. I o to w tym chodzi, aby kochać i akceptować niedoskonałości drugiej strony. 

 

Piotr Ziomber

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry Pani Kasiu.

Obecny, ciepły kontakt i utrzymująca się miłość dają umiarkowanie dobre rokowania na odbudowę związku.

Najzdrowszym krokiem jest teraz zachowanie lekkiego kontaktu bez wywierania presji i stopniowa zmiana swoich nawyków, co da partnerowi bezpieczną przestrzeń na regenerację oraz pozwoli mu samemu zainicjować krok w stronę spotkania.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Pani Kasiu. Z opisu wynika, że uczucia między Państwem prawdopodobnie nie wygasły, jednak samo ciepło w kontakcie po rozstaniu nie jest jeszcze równoznaczne z decyzją o powrocie. Najważniejsze będą nie deklaracje, lecz konkretne działania, inicjowanie spotkań, rozmowa o przyczynach rozstania i gotowość do wspólnego budowania relacji na nowych zasadach. Na ten moment zachęcałabym do utrzymywania spokojnego, naturalnego kontaktu, bez wywierania presji i jednocześnie z zadbaniem o własne granice. Pozwoli to zobaczyć czy z jego strony pojawi się inicjatywa i realna gotowość do odbudowy związku. Rokowania trudno ocenić na podstawie samego opisu, ale przy zachowanych uczuciach i rzeczywistej zmianie po obu stronach powrót jest możliwy.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Zobacz podobne

Jak uwolnić się od myśli?
Jak uwolnić się od myśli? Nie mogę funkcjonować. Wymyślam sobie chore scenariusze dotyczące mojego chłopaka. Nie mogę pracować ani na niczym się skupić.
Co zrobić, jeśli mąż robi z siebie ofiarę w związku przed rodziną i sąsiadami, a mnie demonizuje w oczach innych?
Co zrobić, jeśli mąż robi z siebie ofiarę w związku przed rodziną i sąsiadami, a mnie demonizuje w oczach innych? Zawsze jestem „tą złą” i niewdzięczną. Mąż szuka sojuszników wśród innych rysując mnie w złym świetle i grając rolę poszkodowanego i niedocenionego. Nieraz chciałam odejść, wtedy jednak zmienia narrację wobec mnie i robi wszystko, żeby nie dopuścić do odejścia. Jestem tym już zmęczona psychicznie.
Kryzys w małżeństwie: brak poczucia bezpieczeństwa i wsparcia emocjonalnego

Dzień dobry, Jestem w związku z moją żoną od prawie 9 lat, a w małżeństwie prawie 7. Wiedliśmy szczęśliwe życie (przynajmniej tak mi się wydawało), mamy dwie super córeczki (4 i 6 lat), dobrą pracę, duże mieszkanie, wakacje 1-2 razy w roku. Mieszkamy w Warszawie z dala od rodziny i jesteśmy z dziećmi sami sobie, na co dzień nie mamy wsparcia rodziny, ponieważ mieszkają za daleko. Z tego też powodu nie mamy czasu na wspólne wyjścia sami na randkę. W trakcie małżeństwa mieliśmy 2-3 sytuacje, w których nie wsparłem żony wcale albo na tyle ile ona by oczekiwała i był to sytuacje dla niej dynamiczne i stresowe, m.in. konflikt pomiędzy moją mamą a żoną, konflikt z moją teściową, czy problem w pracy (od 2 lat pracujemy w jednej dużej firmie razem) związany z moim znajomym z działu. Rozmawialiśmy o tym na bieżąco, jednak w tychże sytuacjach nie podejmowałem żadnych stanowczych działań, co żona mi wypominała (czytałem inne fora, artykuły i nie wiem, czy to ze jestem synem alkoholika, może mieć na mnie wpływ w dorosłym życiu, że unikam sytuacji konfliktowych i stawiania im czoła). W ciągu 1,5 roku spaliśmy ze sobą 6 razy (ostatni raz w lutym br.), żona czasem się przytulała, jednak częściej ja to inicjowałem - nawet jak kładliśmy się spać to ja przytulałem, a nie żona. Poza tym żyliśmy normalnie - wyjścia na zakupy, do restauracji, do znajomych - no normalne życie bez kłótni szczęśliwej rodziny - pocałunki na przywitanie i na dobranoc. Ostatnio dowiedzieliśmy się, ze nasi bliscy znajomi biorą rozwód. Od tamtej pory tak zaczęliśmy żartować coś o tym rozwodzie, jednak jak już powiedziałem żonie, że to mnie nie bawi, to twierdzi, że ja zacząłem. Dodatkowo, przy rozmowach opowiadała mi, jakby ona się zachowała przy rozwodzie w sprawach dot. dzieci etc. i że miałbym więcej czasu dla siebie. No jakoś ten temat przycichł, natomiast rozmów o rozwodzie było takich ostatnio często (bardziej takich wstawek między słowami, niż rozmów). Ponadto, obecnie staramy się o przeniesienie kredytu, żeby spłacić go szybciej i kupić następnie działkę pod dom - żona to zainicjowała, jeszcze kilka dni temu oglądała projekty domów, bo już była taka podekscytowana. W ciągu ostatnich 2 tyg. zauważyłem dziwne zachowanie żony - odpowiadała mi zdawkowo, jak ją chciałem pocałować na przywitanie, to nastawiała policzek, ale w ogóle unikała takiej sytuacji. Zapytałem jej, czy stresuje się czyms - to wtedy wybuchła, ze poznała mnie, jak byłem innym człowiekiem, że więcej czytałem, byłem aktywny, decyzyjny, a teraz wszystko zrzuciłem na nią i polegam na tym, co ona powie. Wróciła w tej rozmowie do starych sytuacji z przeszłości, w której nie miała mojego wsparcia, stwierdziła, że jak mnie obecnie widzi, to nie czuje do mnie żadnych pozytywnych emocji, a jak ją przytulałem od pewnego czasu, to mówiła, że czuła się jakby przeciwne siły się odpychały. Stwierdziła, że nigdy nie stałem po jej stronie w sytuacjach konfliktowych u niej, a nawet, że obecnie nie przyjęłaby moich oświadczyn, gdyby to miało miejsce teraz, i że może za wcześnie wzięła ślub, bo "tak fajnie jest mieć rodzinę" a ona jest rodzinną osobą. - w ogóle nasilenie tego jej zachowania zaczęło się dzień po tym, jak wróciła z wyjścia na miasto z koleżanką z pracy - generalnie to ostatnio była na takim wyjściu pewnie z rok temu. Powiedziała, że mnie nie zdradziła i nie planuje, ale nie wie, czy nawet jak się zmienię, to ona znowu się we mnie zakocha... Wczoraj rozmawialiśmy ponownie, zrozumiałem swoje przeszłe zachowania, przyznałem jej racje i powiedziałem, że stanę na głowie, żeby było dobrze, bo nie wyobrażam sobie, żeby nie być z nią, ponieważ bardzo ją kocham i nie wyobrażam sobie życia osobno i bez dzieci w domu. Stwierdziła, ze tu chodzi o to, że nie dostała ode mnie poczucia bezpieczeństwa i opieki i że ona żyje teraz w przekonaniu, że nie umiem jej tego dać, nie że nie chcę jej tego dać tylko, że po prostu nie potrafię i że może ona musi teraz głęboki żal w sobie przepracować, ale póki co kosztuje ją to za dużo nerwów i nie wie, jak to naprawić, bo dopóki znowu nie będzie w takiej sytuacji, to się nie dowie czy w końcu ją wesprę. Powiedziała, że póki co chce mieć spokój i żebym nie wymagał od niej niczego, bo ją to kosztuje za dużo nerwów i nie chce, by jej reakcja odbijała się na dzieciach. Na koniec powiedziała, że ta cała sytuacja ją denerwuje i żebym pracował nad swoimi problemami, a ona musi sama przepracować swój. W chwili obecnej od dwóch dni śpię w salonie, a żona w sypialni. Rozmawiamy normalnie, ale póki co nie tak intensywnie, jak dotychczas. Szczerze muszę powiedzieć, że jest to dla mnie najgorszy koszmar, jaki mógłby się wydarzyć. Wydawało mi się, że tworzymy super rodzinę...

Partnerka unika, boi się, nie pozwala się sobą zaopiekować przez traumę, którą przeżyła. Jak jej pomóc?
Witam, Moja dziewczyna Wiktoria ma dość głęboki problem. Ona nie chce iść do psychologa a chcę jej jakoś pomóc. W skrócie obwinia się za śmierć matki .Obie w tym samym czasie miały nowotwór uwarunkowany genetycznie. Wiktoria była zdiagnozowana a jej mama nie była. Mama Wiktorii ciągle się nią zajmowała w szpitalu i zaniedbała swoje zdrowie na rzecz córki Dziś Wika uważa, że to przez nią jej mama nie żyje. Przez tą traumę nie umie wejść w związek, bo po czasie, gdy zauważa, że komuś na niej zależy i że o nią dba, odsuwa się i dystansuje. Ponieważ podświadomie myśli, że to samo, co spotkało jej mamę spotka też jej partnera W tym przypadku mnie. Podświadomie myśli, że przez nią będę cierpiał .Bo jej mama zmarła, bo się nią opiekowała i mnie też czeka coś złego, bo o nią dbam. Ten mechanizm obronny w jej mózgu powoduje negatywne myśli, które ją odpychają ode mnie Druga sprawa, o której się dowiedziałem to, że nie szanuje siebie samej i nie zależy jej na jej zdrowiu . Mówiła też, że jedyne co trzyma ją przy życiu to jej dwa pieski .I że czasem myśli o skończeniu życia, ale nie chce się zabijać, bo było by przykro jej rodzinie. Nie wiem, jak mam jej pomóc, ale jakoś muszę Chcę być przy niej, bo ona też chce tylko myśli jej przeszkadzają. Udało mi się jej tylko wytłumaczyć, dlaczego tak ma, że gdy ktoś zaczyna się o nią starać to ona ucieka i miała tak już kilka razy w życiu. Dopiero mi udało się odkryć, czemu tak ma, więc chcę jej pomóc, bo ona nie chce iść do psychologa Przekonałem ją, że jej pomogę i że będę przy niej i że ma dla kogo żyć i tak dalej. Ale nie wiem, co mam robić dalej Przekonałem ją, żeby nie uciekała, bo zawsze będą ją męczyć te myśli i że musimy to we dwoje jakoś naprawić - to jej myślenie. Na dodatek ma małą pewność i wartość siebie Ciągle za wszystko przeprasza, bo się boi, że ktoś poczuje się przez nią źle Ma również dziwne odruchy, nie wiem jak to nazwać. Jest jakby strachliwa, gdy ktoś zrobi nawet mały ruch albo spadnie jej trochę włosów na brwi to tak jakby ją to przeraża, że aż odskakuje. Czasem, sporadycznie, ale nasila się z ilością stresu . Rok temu, gdy była w Niemczech miała załamanie, zamknęła się w sobie i się cięła Tak dała upust swoim emocjom.
Jak zaufać żonie po odkryciu jej przeszłości seksualnej i polubień byłego?

Oto poprawiony tekst pod względem ortograficznym:

Cześć, Mam następujący problem, z którym nie mogę sobie poradzić od wielu lat. Jestem z kobietą - żoną w sumie prawie 20 lat, w tym 13 lat po ślubie. Po jakimś czasie od momentu, jak się związaliśmy, przyznała się do swojej przeszłości. W wieku 15 lat miała pierwszego chłopaka, z którym współżyła. Powiedziała mi to na początku naszego związku. Miałem trudności, ale ten fakt zaakceptowałem. Przedstawiła to wtedy jako epizod, który był dla niej przykry, nie chce do tego wracać. Mówi, że miała problem z asertywnością, podobno robiła to mimo tego, że tego nie chciała. Po kilku latach - już małżeństwa - podczas jakiejś rozmowy wydało się, że ten chłopak nie był jedynym. Był ktoś jeszcze, o czym mi nie powiedziała, ukryła to przede mną na początku naszego związku. Ponownie to "przetrawiliłem" i "zaakceptowałem". Jestem z nią tyle lat, mogę powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy dzieci, dużo razem osiągnęliśmy, mamy spory majątek, nieruchomości, biznesy, dobre stanowiska w pracy. Ostatnio na jaw wyszły kolejne fakty. To nie był zwykły seks, to był również seks oralny - nazwijmy to jednostronny, z jej "aktywnym" udziałem. Dowiedziałem się o tym teraz, po prawie 20-stu latach małżeństwa. Czuję się oszukany, zawiodła moje zaufanie, nie była wobec mnie szczera. Ponadto - przypadkiem - trafiłem na profil na socjalach jej byłego. Każdy jego post był przez nią polajkowany. Dla mnie to taki symbol, mały gest, że ona "nie ma mu za złe" tego, co się wydarzyło, tego, że ma to wpływ na całe nasze życie, na cały nasz związek. Przez cały ten czas - choć nie dawałem sobie po tego poznać - o tym pamiętam, rozmyślam. Nie codziennie, nie co tydzień. Raz na jakiś czas. Przypomina mi się to wszystko. Cierpię, rozdrapuję, babram się w tym. Ona twierdzi, że to nie ma znaczenia, że to nie wyglądało jak seks zakochanych. Ona to robiła, bo on nalegał. Ale czy mogę jej wierzyć? Jak jej zaufać? Jak przestać myśleć? Jak przestać się w tym babrać i rozdrapywać przeszłości. Ciężko mi zaakceptować nową rzeczywistość. Mimo tego, że mnie to rani, to czuję, że ją kocham. Chcę być blisko niej. Ona jest bardzo dobrym człowiekiem, czuła, troskliwa, wspaniała matka dla naszych dzieci. Ale jej przeszłość mnie wykańcza. Opowiada, jak to jej znajomi otwarcie rozmawiają - w obecności swoich aktualnych partnerów - o swoich byłych i o tym, co robili. Dla niej to było takie normalne. Dla mnie nie. Dziękuję za pomoc. Pozdrowienia.

komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.