Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy relacja z nową koleżanką na wyjeździe to zdrada emocjonalna?

Byłem na wyjeździe integracyjnym w Tajlandii, na którym poznałem koleżankę, z którą rozmawiałem częściej niż z innymi osobami. Różnica czasu to +7 godzin. W Tajlandii 8. rano, a w Polsce 1. w nocy. W ciągu dnia mieliśmy wycieczki, z których mamy zdjęcia. Chyba przypadliśmy sobie do gustu bo fajnie się z nią rozmawiało, zwłaszcza, że ma ona wesoły charakter. Była to relacja czysto koleżeńska i nie miała żadnych innych podtekstów. Moja partnerka Danuta obwinia mnie o zdradę emocjonalną, bo twierdzi że zapomniałem o niej na czas wyjazdu i że tylko tamta kobieta była wtedy ważnuejsza bo z nią, tzn. Danutą, rzadko się kontaktowałem, a z koleżanką przebywałem non stop. Ten rzekomy non stop to w ciągu dnia może 2-3 godziny na wycieczkach wśród innych osób. Awantury o ten wyjazd są wg. mnie nadmiarowe, zwłaszcza że od powrotu nie mam żadnych kontaktów z koleżanką i żeby udowodnić partnerce że to była koleżanka nieznaczaca emocjonalnie dla mnie nic usunąłem zdjęcia i jej kontakt. Mimo to od 6 miesięcy jest wracanie i porównywanie na zasadzie "a z nią to potrafiłeś a że mną nie". Pytanie czy to była zdrada emocjonalna? Czy takie wyrzuty są normalne?
Dominika Winciorek

Dominika Winciorek

Z psychologicznego punktu widzenia to, co opisujesz, raczej nie spełnia typowych kryteriów zdrady emocjonalnej. Była to sytuacyjna, koleżeńska relacja w grupie, bez kontynuacji i bez budowania ukrytej więzi poza wyjazdem.

Jednocześnie Twoja partnerka może to przeżywać inaczej. Czasem zazdrość nie wynika z faktów, tylko z poczucia pominięcia, porównywania się i lęku przed utratą bliskości. Wtedy emocje są realne, ale interpretacja niekoniecznie odpowiada temu, co się wydarzyło.

Problemem nie jest sam wyjazd, tylko to, że temat wraca przez wiele miesięcy i zamienia się w oskarżenia i porównania. To zwykle sygnał trudności z zaufaniem w relacji, a nie dowód zdrady.

Warto uznać jej emocje, ale jednocześnie jasno stawiać granicę wobec etykiety zdrady, jeśli jej nie było. Jeśli to się utrzymuje, pomocna bywa terapia par.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam p.Bartku,

 

Z tego, co Pan opisuje, trudno mówić o zdradzie emocjonalnej wyłącznie na podstawie częstszych rozmów z koleżanką podczas wspólnego wyjazdu. Bardziej istotne wydaje się to, że Pani Danuta poczuła się pominięta, mniej ważna i być może właśnie ten ból wraca w kolejnych kłótniach.Jeśli temat powraca po 6 miesiącach mimo braku kontaktu z tamtą kobietą, to być może nie chodzi już o sam wyjazd, lecz o nadszarpnięte poczucie bezpieczeństwa w relacji.

Warto zastanowić się nie tylko nad tym, czy doszło do zdrady ale także: czego Pani Danucie zabrakło od Pana w tamtym czasie, że do dziś tak bardzo to przeżywa?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Hanna Holovkova

Hanna Holovkova

Myślę, że warto byłoby się przyjrzeć temu jak wyglądała Wasza relacja przed tym wyjazdem. Z opisu powyższej sytuacji wynika, że Partnerka może być  zazdrosna o czas spędzony z drugą osobą w określony sposób, czyli na wycieczkach, poznając cos nowego i doświadczając nowych rzeczy. Może jest to sytuacja, w której można zweryfikować, czy w Waszym wspólnym życiu jest miejsce na takie nowe wspólne doświadczenie, podróże, wyjścia, itd. Być może próba odstawienia na bok przez chwilę presji w zidentyfikowaniu czy takie wyrzuty są słuszne i czy zaszła zdrada emocjonalna mogłaby otworzyć przestrzeń na szczerą rozmowę na temat potrzeb każdej strony w zakresie organizacja wspólnego życia.
Pozdrawiam serdecznie,
HH

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry, Panie Bartku. 

Z Pana opisu wynika, że z Pana perspektywy była to wyłącznie sympatyczna, czysto koleżeńska relacja oparta na wspólnych wycieczkach i rozmowach, bez żadnych ukrytych intencji. Odpowiadając wprost na Pana pytania: definicja zdrady emocjonalnej zakłada zaangażowanie uczuciowe, ukrywanie relacji przed partnerem oraz przeniesienie intymności i bliskości na inną osobę kosztem stałego związku. Jeśli z Pana strony były to jedynie luźne rozmowy w grupie i nie budował Pan tam alternatywnej bliskości, to z obiektywnego punktu widzenia trudno mówić o zdradzie.

Jednak reakcja Pana partnerki, Danuty, choć z Pana perspektywy nadmiarowa, pokazuje, że wyjazd ten uruchomił w niej poczucie zagrożenia, lęku przed odrzuceniem i braku bezpieczeństwa w Waszym związku. Różnica czasu i rzadszy kontakt z Panem sprawiły, że poczuła się zapomniana, a Pana zaangażowanie w nową znajomość – nawet jeśli trwało tylko 2-3 godziny dziennie – zinterpretowała jako stratę Pana uwagi. Usunięcie zdjęć i kontaktu było z Pana strony ważnym gestem mającym dowieść lojalności, ale fakt, że po 6 miesiącach temat wciąż wraca w postaci bolesnych porównań, świadczy o tym, że zranione zaufanie i lęk Danuty nie zostały uleczone, a sama sprawa wyjazdu stała się jedynie symbolem głębszych, wcześniejszych braków w Waszej relacji.

Wyrzuty te i ciągłe wracanie do tematu nie są destrukcyjne z natury, lecz są rozpaczliwą, choć niefortunną próbą radzenia sobie z niespełnioną potrzebą bliskości i zapewnienia o Pana uczuciu. Zamiast kolejny raz tłumaczyć fakty i minuty spędzone z koleżanką, warto w rozmowie z Danutą zejść na poziom emocji – nazwać jej lęk, zapytać, czego potrzebuje dzisiaj, by poczuć się dla Pana najważniejszą, i wspólnie poszukać odpowiedzi na to, dlaczego czuje się w Waszym związku niewystarczająca. Jeśli te rozmowy kończą się wyłącznie awanturami, bardzo pomocna może okazać się terapia par, która pozwoli Wam wyjść z błędnego koła oskarżeń i obrony oraz odbudować bezpieczną więź.

Pozdrowienia

Bożena Nagórska

Kacper Kulesza

Kacper Kulesza

Sześć miesięcy powracających kłótni pokazuje, że problem leży głębiej niż w samych faktach z wyjazdu. Zamiast szukać sztywnej definicji zdrady, warto przyjrzeć się Waszej relacji. Zastanów się nad dwiema kwestiami:


Skoro usunięcie dowodów (zdjęć/kontaktu) nie zamknęło tematu, to co według Ciebie jest prawdziwym źródłem tego problemu?
 

Jak myślisz, jakich konkretnych sygnałów brakuje Danucie na co dzień, skoro ciągle wraca do sytuacji sprzed pół roku?
 

Wygląda na to, że utknęliście w błędnym kole. Jeśli chcesz, możemy umówić się na rozmowę i wspólnie obgadać ten problem, żeby znaleźć z niego wyjście, jestem do dyspozycji. 

Asia Sadowska

Asia Sadowska

Dzień dobry Panie Bartku,

z samego opisu nie wynika bezpośrednio zdrada emocjonalna. Po powrocie nie utrzymywał Pan z koleżanką kontaktu, nie trzymał zdjęć i nie budował równoległej relacji. Wg Pana opisu nie było tutaj tajemnicy ani flirtu. Pana partnerka mogła jednak poczuć się odrzucona i zraniona, m.in. dlatego, że nie poświęcał jej Pan na wyjeździe tyle czasu. Warto uznać uczucia partnerki, ale również porozmawiać o granicach - o tym, że można czuć się zranioną, ale ciągłe wypominanie może być destrukcyjne dla związku. W razie dalszych problemów i trudności w poradzeniu sobie z sytuacją, zachęcam do konsultacji z terapeutą par. 

Serdeczności

Marzena Tomczyk

Marzena Tomczyk

Dzień dobry, rozumiem Twoją bezradność wobec zarzutów Twojej Partnerki. 

A gdyby tak potraktować tą sytuację jak zaproszenie do przyjrzenia się bliżej Waszej relacji? 

Znaleźć czas i przestrzeń, w której moglibyście porozmawiać o tym co Was łączy, co uważacie za mocne strony Waszego związku i czego Wam brakuje, jakie potrzeby wołają o uwagę, kiedy się ostatnio dobrze ze sobą bawiliście, kiedy czujecie się blisko, czy i kiedy czujecie się dla siebie ważni... Może Twojej Partnerce czegoś brakuje w Waszej relacji, może z jakiegoś powodu nie czuje się bezpiecznie? Nie wiem, ale jeśli zależy Ci na Waszym związku, 

to warto z Nią o tym porozmawiać. Życzę, aby Wasze awantury zamieniły się w ważne, bliskie i budujące rozmowy.

Powodzenia! P.S. Czasem zdarza się "utknięcie" wówczas warto rozważyć konsultacje dla pary. Pozdrwaiam serdecznie.

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowny Panie,
Pojęcie zdrady emocjonalnej rzadko ma jedną, uniwersalną definicję. Granice tego, co rani, bywają bardzo osobiste i zależą od indywidualnego poczucia bezpieczeństwa w relacji. Kiedy Danuta doświadczyła rzadszego kontaktu z Pana strony, co dodatkowo potęgowała duża różnica czasu i intensywność wyjazdu, w jej umyśle mogła zrodzić się bolesna myśl, że przestała być dla Pana ważna. Pana reakcja, czyli usunięcie zdjęć i ograniczenie kontaktu z koleżanką , była logiczną próbą udowodnienia, że tamta znajomość nie miała znaczenia. Często jednak bywa tak, że działania skierowane na usunięcie racjonalnych "dowodów" nie dotykają samego sedna problemu, jakim jest głęboki, emocjonalny lęk przed byciem niezauważonym lub zastąpionym. Powracające od sześciu miesięcy pretensje i bolesne porównania mogą być sygnałem, że raną, która wymaga zaopiekowania, nie jest sam fakt tamtego wyjazdu, ale obecne poczucie Danuty, że w jakiś sposób przegrywa w Pana oczach.
Jeśli czują Państwo, że od miesięcy te rozmowy kręcą się w kółko, przynosząc jedynie kolejne awantury i obopólne wyczerpanie, bezpiecznym i bardzo pomocnym krokiem mogłoby być skorzystanie ze wsparcia terapeuty par, który pomógłby Wam usłyszeć to, co kryje się pod tym bolesnym cyklem żalu i obrony.

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Witam, rozpoznano u mnie jednostkę chorobową F23.1
Witam, rozpoznano u mnie jednostkę chorobową F23.1 (moja mama chorowała na depresję, nerwicę i omamy alkoholowe/jej siostra choruje na schizofrenię paranoidalną). Miałam omamy słuchowe, które przedstawiały wszystkie traumatyczne przeżycia ciągnące się od dzieciństwa-w czasie psychozy od nowa je przeżywałam). Nie przyjmuję leków, bo po każdych bardzo cierpiałam (czułam się tak źle, że myślałam, jak ze sobą skończyć i musiałam walczyć z tym jak się czułam, często z bezsilności płakałam, bo nie dało się wytrzymać, wyglądałam i funkcjonowałam za każdym razem jak zombi i czułam się, jakbym już nie żyła, zero uczuć, radości, ciągły niepokój, frustracja) plus bardzo wiele skutków ubocznych. Aktualnie czuję się bardzo dobrze (2 tyg nie biorę leków, bo odstawiłam, gdy miałam przejść na olanzapine). Niepokoi mnie fakt, że nie czuję pociągu do swojego partnera, nic nie czuję w trakcie zbliżeń z nim czy w trakcie zwykłego pocałunku. Po zejściu z leku Abilify (podniósł mi bardzo mocno enzymy wątrobowe i byłam przez 2 tygodnie bez żadnego leku) było wszystko w porządku i prawidłowo reagowałam. Po o zejściu z ostatniego Fluanxolu (podniósł mi mocno prolaktynę i miałam wejść na olanzapine) kompletnie nic nie czuję w czasie bliskości z partnerem. Czuję się tak, jakbym miała anhedonię polekową i zaburzenia funkcji seksualnych. Czy jest możliwe całkowite wyleczenie się z tej choroby dzięki samej psychoterapii?
Zdradzany przez partnera - trudności z rozstaniem i wspólne mieszkanie
Mój partner mnie zdradzał notorycznie przed rok nie potrafię się rozstać z nim i gdy nie ma go w domu mam trudności ze snem i samopoczuciem rozstaliśmy się lecz mieszkamy razem ma kobietę śpimy w jednym łóżku z powodu trudnych warunków wieczorem tuli mnie caluje a w dzień gdy jest w pracy jest oschły i nieprzyjemny nie potrafię poradzić sobie z rostaniem i jego wyprowadzką
Zerwałam, ponieważ partner nie chciał mieć ze mną dziecka pomimo wcześniejszych zapewnień
Witam, od 4 latach byłam w szczęśliwym związku. Mój partner był po rozwodzie i miał dziecko z poprzedniego związku ( 3,5 roku. Teraz ma 8 lat ). Wszystko było dobrze chciał budować rodzinę. Po dwóch latach bardzo „ześwirował” na punkcie siłowni. I tak zaczęły się rozmowy typu - nie chce dziecka.. myślałam że go przekonam, że to chwilowe.. jednak usłyszałam że nie chce, że dziecko zaburza wszystko itp., gdzie swoją córkę z poprzedniego małżeństwa ubóstwia.. dałam mu presję czasu i kazałam określić się co dalej bo nas związek stoi w miejscu. W weekend podjął decyzję że nie chce dziecka. Zerwałam tak jak mówiłam. Nie radzę sobie z tym ponieważ nie zrobił nic żeby zmienić swój pogląd ( a wiem jak się bardzo bił z myślami) wiem jak mnie kocha.. proponowałam psychologa, terapię - nie zrobił tego.. mam wrażenie że nie starał się żeby próbować walczyć o nas. Nie wiem jak mu pomóc i sobie.
Kryzys w związku po 8 latach - problemy z zaufaniem i rozwiązaniem konfliktów

Mam problem w relacji. Mam 26 lat w tym roku, mój narzeczony 27. Jesteśmy ze sobą od 8 lat. Ostatnio mamy bardzo duży kryzys. W złości powiedziałam bardzo wiele przykrych słów. Powiedziałam, że ktoś inny zaczął mnie doceniać, mimo że nie było to prawdą, kazałam mu się wyprowadzić, ale nie wyrzuciłam go za drzwi. Nie chciałam tego, ale nie umiałam zapanować nad emocjami. Ciągnie nas do siebie, ale nie umiemy rozwiązać naszych problemów. On nie umie mi wybaczyć tych słów, nie potrafi mi zaufać. W lutym się wyprowadził, próbowaliśmy się dogadać, ale jednak bezskutecznie. Narzeczony ma też problem ze sobą, czuję, że zgubił siebie i nie może siebie odnaleźć. Twierdzi, że wszystko wydaje mu się bez sensu.

Sytuacja między mną, mężem oraz jego byłą żoną. Przekroczenie granic osobistych
Szanowni Państwo, Nie wiem już co myśleć, mam mętlik w głowie. Mam 39 lat. Wyszłam za mąż po kilku latach narzeczeństwa. Mąż jest rozwodnikiem z dwójką dzieci. Mówiąc w skrócie: na ślub przyszła jego była żona, która nie była zaproszona. Ze względu na nagłą sytuację zobowiązała się podwieźć dzieci męża na ślub (starsze dziecko wtedy miało 16 lat i już samo akurat miesiąc wcześniej leciało za granicę, tylko z kolegą rówieśnikiem). Jak mąż ją o to poprosił - bez ustalenia ze mną, ale sytuacja była nagła, więc dla mnie ok - to powiedziałam, że ok, skoro tak trzeba, ale by przypadkiem nie przyszła na ślub. Mąż mi na to, że mówił trzy razy synowi starszemu, że odwieziemy ich po uroczystości, że mają transport. I że więc żona nie przyjdzie. Że przecież nie może jej wprost powiedzieć, że nie ma przychodzić, ale że trzy razy podkreślał, że transport synów z powrotem zapewniony. No ale ona jednak przyszła. Niezaproszona. Rozmawiała z wszystkimi jak zaproszony gość. Spokojna, wyważona, uśmiechnięta. Ze względu na nagłość to był tylko ślub w urzędzie, bez wesela, żadnego nawet obiadu, tylko mały poczęstunek, w holu urzędu, eks żona wiedziała o tym, że przychodząc uczestniczy w CAŁEJ uroczystości, bo później już nic nie ma. Widziała że jest jedną z kilku gości. Jak weszła do sali to mnie nie zatkało i nic nie zrobiłam. Nic. Jak wariatka. Jakbym była ułomna dosłownie. Mąż też żadnej rekacji. Dopiero na następny dzień do mnie doszło, co się wydarzyło - plułam sobie w brodę, że jak weszła, to nie powiedziałam „dziękujemy za podwiezienie chłopców, do widzenia”. A ona została, rozsiadła się i jak ryba w wodzie. Trzeba dodać, że było bardzo mało gości, w tym ich dzieci i najbliższa rodzina męża, której prawie nie znam, a jego eks znała przez 16 lat ich małżeństwa, bo mieszkali blisko. Na koniec mój mąż powiedział, jak eks wychodziła z synami „udali nam się ci synowie”. Dodam, że w tym czasie już byliśmy w trakcie leczenia niepłodności, po ciężkich sytuacjach ido tej pory nie mamy dzieci. Mi powiedziała „milo było poznać”. Mąż nic nie zrobił po jej wejściu i do końca poczęstunku. PZrozumiałaby, że go zatkało jak mnie. Bo zaskoczenie. Bo nagła sytuacja. Ale najgorsze następnego dnia. Jak do mnie doszło, to zaraz powiedziałam, że strasznie mnie to zabolało, że wyszło na to, że uczucia i potrzeby jego eks przed moimi (nawet jeśli to nie była jego intencja, ale tak to wyszło). Dl mnie to było wręcz upokorzenie. A on na to, że nie widzi problemu, „kocham cię, mamy ślub, nie widzę problemu”, „to ‚miło poznać’ to było szczere z jej strony” ogólnie bardzo nerwowo rozmawialiśmy. Czyli na w miarę już chlodno - nie jak dzień wcześniej, gdy wszystko się działo nagle i podbramkowe - kontynuował to samo. Jakby w ogóle nie miał do mnie szacunku i nie brał pod uwagę moich uczuć, które rozrywały minserce (miałam aż myśli samobójcze). Na dodatek, szczegół ale znaczący, tego samego dnia wieczor przez przypadek widziałam jego SMS do eks żony, część miłej korespondencji, ten SMS akurat z buźkami płaczącymi ze śmiechu. Czyli w tym trudnym dniu, dzień po ślubie jak mówiłam o tej sytuacji on pisał do eks ,jak gdyby nigdy nic, jak gdyby nie wprosiła się na ślub nijak gdyby ja nie płakałabym z tego powodu następnego dnia. Później było kilka sytuacji męża wobec eks, w których czułam się strasznie źle. Za każdym razem, jak poruszałam temat po takiej sytuacji, mąż to samo, czyli właściwie niecnie mówił, tylko „dla mnie ważne, że jesteśmy razem i Cię kocham”, „wolę myśleć o nadchodzącej wizycie u lekarza [dot. leczenia niepłodności, bo to teraz ważniejsze” itp. Ja na to, że to wszystko rozumiem, przecież oczywiste, zresztą ja przecież też „wolę”, tylko poza tym są jeszcze rzeczy, które też są tematem i wazne dla naszego związku i właśnie je poruszam. Ja ciagle mam ranę, czuję, że te sytuacje tak na mnie wpłynęły, że rana się nie zabliźnią. Dziś poruszyłam ten temat z mężem, jego stosunku do mnie i do eks żony. I w ogóle jego stosunku do mnie. Że na przykład raz mnie już okłamał (na dodatek w sytuacji dotyczącej eks żony). Że ostatnio pierwszy raz na mnie spojrzał z pogardą (w sytuacji gdy mówiłam o odpowiedzialności, wzajemnym szacunku, dotrzymywania naszych wspólnych ustaleń), jak na dosłownie, przepraszam za określenie ale jest adekwatne, cuchnące ścierwo - a ja widziałam przez przypadek jego spojrzenie. Że w tej sytuacji ze ślubem, i kolejnych kilku, które są żywą raną w moim sercu, które wobec niego zawsze mam na dłoni chodzi mi nie o robienie wyrzutów tylko o to, że dla mnie te sytuacje świadczą o jego stosunku do mnie, który mnie rani i jest dla mnie nieakceptowalny jako stosunek między kochającymi się osobami. Mąż na to, że mu przykro, ale zaraz dodał, że wymyślam świat, którego nie ma ( czyli kwestia z jego eks), że „kocham cię i jesteśmy razem”, żenie rozumie, o co mi chodzi, i powinnam zapisać sie do psychologa (to była kopia mojego zdania, bo dziś rano mu tak powiedziałam, ale rzeczywiście tak myśląc, jak moim zdaniem bardzo intensywnie zareagował na sytuację, interpretując że coś zrobiłam przeciw niemu na oczach innych, tzn. jak w obecności kasjera na kasie, więc powiedziałam, że biorę pod uwagę, co mi powiedział, ale to była reakcja jak na „normalne” standardy bardzo nieadekwatna do mojego „przestępstwa”, poza tym zareagowałam na nagła sytuację - to tak jak z jego reakcją na ślubie, że nagłą reakcje można zrozumieć, ale już nie jak się coś robi zaraz następnego dnia i to samo się kontynuuje). I niepowiedział, żebym mu powiedziała, kiedy znów wrócę do tematu, czy tak będę zawsze wracała, do końca naszego małżeństwa. I zaczęłam coś od początku jeszcze raz tłumaczyć, starałam sie spokojnie, ale denerwowałam się bardzo, w końcu, ze względu na jego odpowiedzi jak wyżej zacytowałam, obojętność, jakby patrzył na obcą osobę, zaczęłam mówić szybko i podniesionym głosem, a on od razu, spokojnym tonem, jakby nie miał uczuć, że nie mam krzyczeć i że nie widzi problemu w tym swoim zachowaniu co do jego eks żony. Na dodatek patrzał w niebo, bo siedział na leżaku, spytałam czemu nie patrzy na mnie jak rozmawiamy, a on że go słońce razi, to sie przemieściłam, to sie uśmiechnął, a ja na to, dlaczego tak się śmieje w takiej sytuacji, a on na to, że sie cieszy, że mnie widzi - dla mnie to była ironia. Było mi od tego wszystkiego tak strasznie w środku, serce miało mi wyskoczyć, chciałam odejść (rozmawialiśmy w parku), ale odejście nie jest wyjściem. Więc powiedziałam uspokoiwszy sie, że się czuję jakby rozmawiała z jakimś katem, który z kamienną twarzą kijem trąca swoją umierającą ofiarę - bo mąż wszystko mówił takimspokojnym głosem, zero emocji na twarzy. A przecież z tego co mowil, można wnioskować, że wcale nie jest mu przykro, że mnie zranił i rani, bo jednocześnie powiedział, że sobie wymyślam. Powiedziałam, że nie rozmawia, że się czuję jak wariatka co robi wykład, a on nic na to, zero rozmowy. Że jego odpowiedzi - jak go już „zmuszę” by cokolwiek powiedział - w stylu „conchcesz, żebyśmy się rozwiedli i wzięli ślub jeszcze raz” albo „wiem tyle, że cię kocham i jesteśmy razem”, „przykro mi, że cię zraniłem, ale dla mnie samego nie ma problemu”, „powiedzmy teraz pięć minut trzymając sie za rękę” nie są rozmową, że w tym kontekście są jako wytrychy i nic nie znaczą, że to puste słowa. Bo ważne są też czyny. I bycie razem prawdziwie. Ja sie staram zrozumieć jak mogę, w rozmowę wkładam całą siebie. A dziś kolejny raz znów miałam wrażenie, naprawdę, jakbym starała się przekonać swojego kata, że jestem czegoś warta i by zobaczył we mnie człowieka. Dodam że mąż pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej i też w innych kwestiach czasem trudno nam sie komunikować w zdrowy sposób, na przyklad mąż często ucieka od omówienia problemu, woli zamieść pod dywan, ma też silną relację ze swoją siostrą (konsekwencja dzieciństwa, trzymali sie razem, mnie sie wydaje, że ta relacja zbyt wpływa na nasze życie jako pary, poza tym rozumiem, że mąż co dzień rano pisze SMS „dobrego dnia” do synów, ale do siostry pisze to samo, czasem przed powiedzeniem dzien dobry mi, swojej żonie, poza tym prawie codziennie rozmawiają przez telefon, czasem częściej niż raz, rozmawiają też poza tym smsach, a mówię mężowi, że oczywiście sie cieszę z ich bliskiej relacji i niech jąnpielegnuje, ale że czasem trzeba sie też zająć małżeństwem, sprawami domowymi i może nie ma możliwości, by tyle sie kontaktował, w sensie że czasem mam wrażenie, że mąż ma więcej czasu i zwłaszcza uwagi dla siostry niż dla mnie). Staram się jak mogę rozmawiać, by między nami nie było ran i niedopowiedzeń, ale spotykam się jakby z murem, co mnie rani dogłębnie. Nie widzę dla nas przyszłości, jeśli tak miałoby pozostać. Mur. Pustka tylko. I już nie wiem, co powinnam myśleć. Może to ze mną na prawdę coś jest nie tak i wymyślam, że tak na prawdę „nie ma problemu”, a ja się fiksuję na tych różnych zdarzeniach. Że nie ma problemu pt. stosunek męża do mnie, stosunek męża do jego eks żony w kontekście tego, że obecnie ma mnie za żonę. Choć jednak w sercu czuję wielki ból, gardło mi ściska. Więc chyba jednak to je jest zmyślone. Dojmująca bezradność. Nie wiem, co dalej. Jakby obuchem w głowę. Dodam, że z synami męża mam relacje bardzo dobre. Nie ingeruję w ich życie, jestem życzliwa, jak trzeba to pomogę, ale się nie narzucam. Synowie mnie lubią, tak samo jak moją rodzinę, która ich serdecznie przyjeła (nie spotykają się często, ale to wynika z oddalenia w przestrzeni). Oczywiście też rozumiem, że każda sytuacja w relacji to dwie osoby. W tym co napisałam i o co mi chodzi, nie szukam winnego, nie wytykam nic, tylko opisałam coś, co chciałabym zrozumieć, żeby coś się zmieniło, bo obecnie czuję się jak pod murem na rozstrzelanie. Byłabym ogromnie wdzięczna za Państwa ocenę sytuacji - spojrzenie z zewnątrz. Przepraszam za ten chaos i długość listu, ale nie wiem, jak to inaczej przekazać, nie umiem. Z góry bardzo dziękuję. ML
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.