Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy to normalne, ze nie lubie ludzi i meczy mnie kontakt z innymi? Unikanie znajomych i relacji

Witam. Mam do państwa pytanie, ewentualnie liczę na jakieś rady, nie wiem czy da się zmienić coś w tej sprawie. Czy to możliwe, że ja po prostu nie lubię ludzi? Całe życie myślałem, że po prostu się boję i dlatego nie lubię nawiązywać nowych znajomości i po części tak było. Teraz stwierdzam, że może po prostu nie lubię towarzystwa innych osób, owszem lubię raz na jakiś czas z kimś pogadać, spotkać się, ale po prostu męczy mnie to na dłuższą metę. Podam pare przykładów moich dziwnych zachowań: -Nie chciałem jeździć z moim kolegą autobusem i w głębi duszy cieszyłem się kiedy mieliśmy inne godziny zajęć, bo nie musiałem się z nim widywać i rozmawiać -Często jak ktoś znajomy mnie woła udaję, że tego nie słyszę (zawsze mam ze sobą słuchawki) -Kiedy jadę z kimś znajomym autobusem czy innym środkiem transportu, po prostu udaję, że go nie widzę i w głębi duszy modlę się, że on naprawdę mnie nie widział, bo nie chcę z nim rozmawiać -W szkole ktoś coś do mnie mówi, a ja odpowiadam na odwal się, tłumaczę się przemęczeniem I mógłbym tak wymieniać bez końca. Oczywiście nie okazuję nikomu w prost jakiejś pogardy, ale po prostu cieszy mnie to jak nie muszę się z nikim jakoś widywać i rozmawiać na nie wiadomo jak obszerne tematy. Czy da się coś zrobić w tym temacie czy po prostu ja już taki jestem?
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

To, co Pan opisuje, nie oznacza od razu, że „nie lubi Pan ludzi”, lecz najpewniej wskazuje na wysoki poziom introwersji oraz tzw. przebodźcowanie społeczne, które po prostu szybko Pana wyczerpuje. Unikanie kontaktów i chęć ucieczki w samotność są naturalną reakcją układu nerwowego na nadmiar energii, jaką kosztują Pana interakcje z innymi. Proponuję, aby zamiast walczyć ze swoją naturą, zaakceptować te granice i zadbać o tzw. higienę relacyjną, dawkując kontakty w sposób, który nie prowadzi do całkowitego wycieńczenia.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Być może nie chodzi ani o to, że „nie lubi Pan ludzi”, ani o to, że jest Pan po prostu introwertykiem. Sam fakt, że czasem ma Pan ochotę z kimś porozmawiać czy się spotkać, pokazuje, że potrzeba kontaktu jednak się pojawia,  tylko najwyraźniej szybko pojawia się też potrzeba wycofania.Warto przyjrzeć się temu, co jest dla Pana najbardziej obciążające w kontakcie z drugą osobą. Sama obecność ludzi? Konieczność rozmowy? Poczucie, że trzeba być interesującym, dostępnym albo reagować w określony sposób? A może kontakt uruchamia napięcie, którego wcześniej nie kojarzył Pan z lękiem?Nie trzeba zmuszać się do bycia bardziej towarzyskim. Jeśli jednak unikanie ludzi zaczyna ograniczać Pana życie albo powoduje, że rezygnuje Pan również z relacji, których w głębi duszy chciałby Pan mieć więcej, warto ten mechanizm lepiej poznać. Wtedy można sprawdzić, czy rzeczywiście jest to po prostu Pana sposób funkcjonowania, czy coś, co można zmienić.

 

Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Nie każdy człowiek potrzebuje dużo kontaktów społecznych i samo to, że najlepiej czujesz się w swoim towarzystwie, nie oznacza, że „nie lubisz ludzi” ani że coś jest z Tobą nie tak. Niektórzy po prostu szybko męczą się interakcjami i potrzebują dużo czasu dla siebie.

Ciekawsze jest jednak to, co napisałeś na początku – że przez całe życie zakładałeś, że unikasz ludzi ze strachu. Warto zastanowić się, co dokładnie dzieje się w Tobie, kiedy ktoś chce z Tobą porozmawiać. Czy pojawia się napięcie, lęk przed oceną, poczucie obowiązku, irytacja, zmęczenie, nuda, czy po prostu brak potrzeby kontaktu? To mogą być zupełnie różne rzeczy i od tego zależy, czy rzeczywiście jest nad czym pracować.

Możesz też zadać sobie pytanie: „Gdybym nie bał się oceny i nie musiał się do niczego zmuszać, czy chciałbym mieć więcej bliskich relacji?” Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, być może problemem nie jest niechęć do ludzi, tylko coś, co utrudnia Ci relacje. Jeśli natomiast naprawdę dobrze Ci z niewielką liczbą kontaktów i nie powoduje to cierpienia ani problemów w życiu, nie ma obowiązku stawać się bardziej towarzyskim.

Nie próbowałabym też na podstawie tych zachowań przypisywać Ci od razu żadnej diagnozy. Jeśli sam nie wiesz, skąd bierze się ta potrzeba unikania, rozmowa z psychologiem może pomóc Ci to spokojnie rozłożyć na części. Nie po to, żeby zrobić z Ciebie „bardziej społecznego człowieka”, tylko żebyś wiedział, czy to Twój wybór, czy coś, co Cię ogranicza.

~ Jagoda Jek, psycholożka

Magdalena Zgraja

Magdalena Zgraja

Dzień dobry. 

 

To, co Pan opisuje, może po prostu oznaczać, że ma Pan mniejszą potrzebę kontaktu z ludźmi i szybciej męczy Pana towarzystwo. Nie każdy musi lubić częste spotkania, rozmowy czy bycie ciągle wśród ludzi.

 

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że wcześniej sam Pan łączył unikanie kontaktów z lękiem. Dobrze więc zastanowić się, czy dziś rzeczywiście chodzi głównie o potrzebę spokoju, czy jednak część tego unikania nadal ma inne źródło.

 

Jeśli Panu taki sposób funkcjonowania nie przeszkadza, nie ma potrzeby na siłę go zmieniać. Jeśli jednak zaczyna Pana ograniczać albo sam Pan nie do końca rozumie, skąd się bierze, warto się temu spokojnie przyjrzeć.

 

Pozdrawiam

Magdalena Zgraja, psycholog 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Nie każdy potrzebuje częstych kontaktów z innymi i sama potrzeba samotności nie oznacza, że coś jest z Panem nie tak. Ludzie różnią się potrzebą kontaktów społecznych, a dla części osób dłuższe rozmowy czy częste spotkania są po prostu męczące.

Warto jednak zastanowić się, czy unika Pan ludzi dlatego, że rzeczywiście dobrze czuje się Pan sam, czy dlatego, że kontakty wywołują napięcie, lęk lub poczucie dyskomfortu. Skoro wcześniej dostrzegał Pan u siebie również lęk, pomocna może być konsultacja z psychologiem, żeby wspólnie przyjrzeć się temu mechanizmowi. Nie chodzi o to, żeby zmuszać się do bycia bardziej towarzyskim, ale żeby lepiej zrozumieć własne potrzeby i zachowania.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


Agnieszka Rek

Agnieszka Rek

Dzień dobry,

 

To, co Pan opisuje, wcale nie musi oznaczać złośliwości ani „nielubienia ludzi” w dosłownym sensie. Bardzo często za takimi reakcjami kryje się introwertyzm, wysoka wrażliwość na przebodźcowanie lub po prostu szybkie wyczerpywanie się energii społecznej. Dla wielu osób drobne, powierzchowne rozmowy w autobusie czy na korytarzu są sporym wysiłkiem. Kiedy układ nerwowy jest zmęczony, każda próba kontaktu jest odbierana jak intruz i dodatkowy obowiązek, stąd zupełnie naturalna ulga, gdy kogoś Pan wyminie lub gdy plany się rozejdą.

Warto też pamiętać, że czasami to, co bierzemy za zwykłą niechęć, bywa zamaskowanym lękiem społecznym. Jeśli każda rozmowa wiąże się z podświadomym napięciem, koniecznością „wypadnięcia dobrze” i kontrolowania sytuacji, mózg zaczyna traktować ludzi jak źródło stresu i odruchowo dąży do ucieczki. Fakt, że od czasu do czasu lubi Pan z kimś porozmawiać, pokazuje jednak, że ma Pan potrzebę kontaktu, tylko Pana próg zapotrzebowania na codzienną, wymuszoną socjalizację jest po prostu niski - i to jest całkowicie okej, nikt nie ma obowiązku chcieć kontaktu przez cały czas.

 

Musi być Pan jednak świadomy innej rzeczy, ciągłe zbywanie innych, może w konsekwencji sprawić, że w przyszłości zostanie Pan zupełnie sam – ludzie wyczuwają dystans i z czasem po prostu przestaną wyciągać rękę. Nie chodzi o to, by zmuszać się do bycia duszą towarzystwa, ale warto otworzyć się na choćby dwie, trzy wartościowe znajomości. Kluczem jest dobieranie ludzi ściśle pod swój charakter i wspólny vibe – takich, przy których nie trzeba zakładać maski, a kontakt jest naturalny i nie wymaga wysiłku. Jeśli nie ma Pan w tej chwili obok siebie takich ludzi, warto być przynajmniej otwartym i nie palić za sobą mostów z góry, bo ciekawa relacja może pojawić się w najmniej spodziewanym momencie :)

 

Pozdrawiam serdecznie,

mgr Agnieszka Rek

Marta Listwan tel. 604432102

Marta Listwan tel. 604432102

To, co opisujesz, wcale nie musi oznaczać, że nie lubisz ludzi. Możliwe, że po prostu masz dużą potrzebę samotności i kontakt z innymi szybko Cię męczy. Nie każdy potrzebuje częstych spotkań, rozmów i bycia wśród ludzi, żeby czuć się dobrze.

Warto jednak zastanowić się, czy unikasz ludzi dlatego, że naprawdę wolisz być sam, czy dlatego, że kontakty społeczne wiążą się dla Ciebie z napięciem, stresem albo poczuciem obowiązku. To dwie różne rzeczy.

Nie ma potrzeby zmieniać się na siłę w osobę bardzo towarzyską. Dobrze byłoby natomiast znaleźć taki sposób funkcjonowania, w którym masz tyle kontaktu z ludźmi, ile rzeczywiście Ci odpowiada. Jeśli jednak czujesz, że izolujesz się coraz bardziej albo kontakty z ludźmi wywołują w Tobie silne napięcie czy niechęć, warto przyjrzeć się temu bliżej z psychologiem. trzymam kciuki- Marta Listwan

Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry,

 

możliwe, że po prostu ma Pan mniejszą potrzebę kontaktu z ludźmi i szybciej męczy Pana towarzystwo. Nie każdy potrzebuje częstych rozmów, spotkań czy ciągłego bycia z kimś i samo w sobie nie oznacza to niczego złego.

Warto tylko zastanowić się, czy unika Pan ludzi dlatego, że naprawdę dobrze czuje się sam, czy jednak dlatego, że kontakt z nimi wiąże się z napięciem, stresem albo obawą przed oceną. To robi dużą różnicę. Nie musi się Pan zmuszać do bycia bardziej towarzyskim. Można za to nauczyć się lepiej stawiać granice i ograniczać kontakty do takiego poziomu, który jest dla Pana komfortowy. Jeśli jednak unikanie ludzi zaczyna utrudniać naukę, pracę albo relacje, wtedy warto porozmawiać z psychologiem i sprawdzić, skąd to się bierze.

 

Pozdrawiam

Weronika Wardzińska

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Związek z dużo starszym partnerem z dziećmi – brak akceptacji rodziny, zazdrość o czas i obawy o przyszłość
Hej! Mam takie ważne pytanie i do końca nie wiem jak sobie z tym poradzić! Mam partnera o 25 lat starszego ode mnie i nasza relacja jest cudowna, kochamy się jesteśmy bardzo za sobą! Ale z mojej strony czasami przychodzą takie chwile zwątpienia - z jednej strony moja najbliższa rodzina bardzo nie akceptuje tego związku, a z drugiej strony on ma dwójkę dzieci (11-letnich bliźniaków). Pomimo tego że nie daje mi odczuć że dzieci są najważniejsze, że jakby nie muszę konkurować o czas z nimi.. Ale mimo wszystko czasem czuję że nigdy nie będę miała go w 100% dla siebie, bo a to tutaj jeździ z nimi na angielski, a to na judo; i przez to bardzo też odwlekam nasze wspólne zamieszkanie a bo boję się że on będzie na przykład trzy razy w tygodniu jeździł z nimi a ja się w domu będę nudziła. Jak się uwolnić od tych myśli bo my się naprawdę kochamy? A przez to że ja czasami myślę, że ja nigdy nie będę dla niego najważniejsza bo on ma dzieci to bardzo to we mnie jakby powoduje takie negatywne nastawienie i przez to że rodzina też nie akceptuje tego związku? Co powinnam sobie poukładać w mojej głowie jakie pytania po zadawać, co przemyśleć? Czy taki związek na dłuższą metę gdzie mężczyzna jest starszy ode mnie o 25 lat ma sens? Pozdrawiam i dziękuję za wszelkie odpowiedzi!
Żona chce się rozwieść, zapisaliśmy się na terapię, jednak brak u niej chęci do naprawy naszego związku. Co robić?
Żona po pół roku małżeństwa chce się rozwieść. Jesteśmy parą 4 lata, mieszkamy ze sobą prawie 3. W nasze życie wkradła się rutyna, dużo pracy i brak spontaniczności. Żona powiedziała mi, że nie czuje się w tym związku szczęśliwa, nie czuje się kochana i zaopiekowana, oraz że pół roku po ślubie wszystko powinno "wrzeć". Ja się starałem jak mogłem, przynajmniej tak myślę, ale ze strony żony też nie było dużo entuzjazmu do randek, wyjść, dodatkowo seks zawsze to ja inicjowałem. Oboje zapisaliśmy się do psychoterapeutów, mamy umówioną terapię par, lecz od żony słyszę, że nie wie czy będzie miała siłę o to walczyć, i jej narracja cały czas zakłada rozstanie. Chciałbym o to walczyć, lecz nie mam nadziei... Jak sobie z tym poradzić, na co się nastawić? Jak się z tym pogodzić?
Jak radzić sobie z różnicą libido w związku? Porady i wsparcie
Problem z bardzo dużą różnicą libido. Od 3 miesięcy jestem w nowym związku. Na samym początku różnica libido nie była aż tak widoczna, myślałem że partnerka przesadza mówiąc, że to dla niej nietypowa częstotliwość zbliżeń (była jakby zaskoczona sama sobą). Jednak szybko się to zmieniło. Zbliżenia występują niemal tylko z mojej inicjatywy, po rozmowie na ten temat dowiedziałem się, że wystarczająca częstotliwość dla niej to nawet raz na miesiąc, podczas gdy przy moim libido mógłbym uprawiać seks codziennie. Powoduje to oczywiście częste odrzucanie moich prób zbliżenia i małe zaangażowanie z jej strony w trakcie seksu. Jest to dla mnie bardzo trudne, zarówno ze względu na samo libido, ale też czuję, że seks pełni u mnie bardzo ważną emocjonalną rolę. Bez inicjowania go z jej strony odczuwam duży brak okazywania uczuć, mimo że w rzeczywistości robi to na inne sposoby. Może ma tu też znaczenie mój lękowy styl przywiązania (obserwuję u siebie wiele jego cech). Partnerka twierdzi, że mimo braku popędu może uprawiać seks częściej jeśli będę go inicjował, ale brak jej inicjatywy jest dla mnie bardzo trudny emocjonalnie. Z poczuciem odrzucenia gdy do zbliżenia nie dochodzi staram się sobie radzić, jednak jeszcze trudniejszą sytuacją od braku inicjatywy jest gdy w trakcie seksu, szczególnie na początku, odczuwam małe zaangażowanie z jej strony, mimo że twierdzi, że jest to dla niej przyjemne i nie powinienem się niepokoić. Dla odczuwania satysfakcji z seksu zawsze była dla mnie bardzo ważna widoczna przyjemność partnerek. Jak sobie radzić z taką sytuacją? Nie widzę żadnego wyjścia, jednak trudno zdecydować się na rozstanie, bo mimo że związek jest krótki to w innych aspektach czuję się w nim świetnie, ze strony partnerki myślę, że jest tak samo i jest w niego zaangażowana. Mam 34 lata (partnerka 32), więc już trochę życiowych doświadczeń w postaci kilku związków za sobą i czuję, że utrata tego mogłaby być ogromną stratą. Natomiast nie widzę też możliwości, żeby odczuwać wystarczającą satysfakcję z życia w takiej sytuacji, nie biorę też raczej pod uwagę sztucznego zmniejszenia libido (wątpię żeby to rozwiązało całkowicie problem).
Mam dość skomplikowany problem, przez który czuję się rozdarta. Mam przyjaciela (mojego byłego chłopaka), w którym jestem już od ponad pół roku "zakochana"
Mam dość skomplikowany problem, przez który czuję się rozdarta. Mam przyjaciela (mojego byłego chłopaka), w którym jestem już od ponad pół roku "zakochana" (nie wiem, jak nazwać to uczucie), ale boję się mu to wyznać. I chociaż sprawa nie wygląda na zbyt skomplikowaną, to muszę zaznaczyć jeszcze parę ważnych kwestii w tym. Nasz związek rozpadł się przez odległość, która nas dzieliła, on stwierdził, że nie chce być ze mną jeżeli nie może mieć mnie blisko siebie. I to jest to co czyni problem trudnym, czuję coś do niego i moje serce pcha się do tego, by wyznać mu to, jednak dalej dzieli nas odległość i chociaż serce tego chce, mój mózg wzbrania mnie przed tym wiedząc, że mogę zostać odrzucona i mój przyjaciel będzie miał co do mnie uprzedzenia. To jest problem, który nie wiem jak rozwiązać, mogę zaznaczyć jeszcze jedną kwestię czyli, że mogę poczekać jeszcze te parę miesięcy gdy będę blisko niego i wtedy to zrobić lub wyznać to w najbliższym czasie gdy się spotkamy (wolę to zrobić twarzą w twarz). Proszę o pomoc!
Problemy ze snem i zmartwienia z powodu działań męża oraz utratą ukochanych psów

Czy jestem chora? Jestem znerwicowana. Mam problemy ze snem. Boję się, że coś się stanie, jak zasnę. Mąż stwarza zagrożenia, bo co wieczór jest pijany, więc ja chodzę i wszystko sprawdzam, a potem i tak nie mogę zasnąć. Mieszkamy na wsi. Rano mąż wyspany opowiada wszystkim, że ja śpię długo i śmieją się ze mnie. On pijany idzie spać o 20-tej, a ja czasem nie zasnę całą noc i muszę odespać później. I to jest szykana. Oprócz tego obgaduje mnie z miejscowymi babami. Głaskają go, a ze mnie się niby śmieją, tak opowiada mi. Dałabym radę, gdyby nie śmierć moich ukochanych psów...

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.