
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia lękowe, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z różnicą libido w związku? Porady i wsparcie
Krzysztof
Jagoda Jek
To, co opisujesz, brzmi jak bardzo trudna sytuacja, zwłaszcza że z jednej strony czujesz się w tej relacji bezpiecznie i dobrze emocjonalnie, a z drugiej zmagasz się z obszarem, który jest dla Ciebie bardzo ważnym sposobem budowania bliskości. Rozumiem, że częste odrzucanie inicjatywy czy odbierane przez Ciebie mniejsze zaangażowanie partnerki podczas seksu może wywoływać poczucie smutku, odrzucenia i niepewności.
Różnice w libido są jedną z częstszych trudności, z jakimi zgłaszają się pary do gabinetów seksuologicznych. Same w sobie nie oznaczają, że związek jest skazany na niepowodzenie, ale wymagają otwartej rozmowy, wzajemnego zrozumienia i poszukiwania rozwiązań, które będą uwzględniały potrzeby obu stron. Warto też pamiętać, że inicjowanie seksu i odczuwanie pożądania to nie to samo – niektóre osoby częściej doświadczają tzw. pożądania responsywnego, czyli ochota pojawia się dopiero w odpowiednich okolicznościach, a nie spontanicznie. To zjawisko jest dobrze opisane w seksuologii i nie musi świadczyć o braku uczuć czy pociągu do partnera.
Zwróciłam też uwagę na to, że sam wspominasz o możliwym lękowym stylu przywiązania. To cenna obserwacja, bo czasami nasze wcześniejsze doświadczenia sprawiają, że brak inicjatywy seksualnej zaczyna być odczytywany jako sygnał odrzucenia, mimo że druga osoba komunikuje bliskość w inny sposób.
Myślę, że w tej sytuacji pomocna mogłaby być konsultacja u psychologa-seksuologa lub seksuologa pracującego z parami. Taka rozmowa nie polega na szukaniu winnego, ale na lepszym zrozumieniu potrzeb i mechanizmów stojących za różnicą libido oraz wspólnym wypracowaniu rozwiązań. W wielu przypadkach pozwala to znacząco zmniejszyć napięcie i poprawić satysfakcję obojga partnerów. Trzymam za Was kciuki. 💛
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
Panie Krzysztofie,
Mam wrażenie, że nie chodzi tylko o sam seks, ale o to, że jest on ważnym sposobem przeżywania bliskości i bycia chcianym. Nic dziwnego, że brak inicjatywy czy odczuwane przez Ciebie małe zaangażowanie partnerki tak mocno Cię dotyka. Jednocześnie z tego, co piszesz, nie brzmi, jakby jej nie zależało na Tobie, raczej wygląda na to, że inaczej przeżywacie bliskość i macie bardzo różne potrzeby. To potrafi być naprawdę trudne i rozumiem, że możesz czuć się z tym zagubiony. Warto rozważyć rozmowę z terapeutą pary, albo seksuologiem (w kontekście pary).
Pozdrawiam
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Maksymilian Góra
Dzień dobry,
Dziękuję za szczegółowy opis sytuacji. Zacząłbym od tego, że libido partnerki może być niższe od średniej z różnych powodów. Przy założeniu, że kwestie biologiczne i psychologiczne są odpowiednio zaopiekowane i nie są źródłem omawianego przez nas zagadnienia - partnerka może mieć naturalnie niższy niż średnia popęd seksualny. Takie różnice mogą (lecz nie muszą), być źródłem napięć i nieporozumień. Myślę, że korzystnie może wpłynąć na partnerkę literatura edukacyjna. np. tytuł "Spełniony" i jej wspólne omawianie, lub też lżejsze tytuły, - beletrystyka z wątkami erotycznymi, może pozytywnie wpłynąć na sferę łóżkową. Wartościową może okazać się też wizyta u terapeuty par i właściwa psychoedukacja.
Życzę powodzenia!
Maksymilian Góra
Sylwia Skibińska
Dzień dobry Panie Krzysztofie. Z Pana opisu wynika, że problemem nie jest wyłącznie częstotliwość współżycia ale również to, że seks jest dla Pana ważnym sposobem budowania bliskości i poczucia bycia chcianym. Warto o tym otwarcie rozmawiać z partnerką, bez wzajemnego obwiniania. Jednocześnie dobrze byłoby przyjrzeć się temu, jak lękowy styl przywiązania wpływa na odczuwanie odrzucenia i potrzebę inicjatywy ze strony partnerki. Jeżeli mimo szczerych rozmów i prób znalezienia kompromisu potrzeby obojga pozostaną bardzo odległe, warto rozważyć konsultację u seksuologa lub psychoterapeuty par. Czasem największym wyzwaniem nie jest samo libido, lecz znalezienie rozwiązania, z którym obie strony będą mogły czuć się dobrze.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Zmierzenie się z tak dużą różnicą popędów na samym początku związku jest wyzwaniem.
Pana lękowy styl przywiązania sprawia, że odmowę partnerki lub jej mniejsze zaangażowanie podświadomie odczytuje Pan jako odrzucenie i brak uczuć, mimo że partnerka okazuje je w inny sposób. Sytuacja, w której ona zmusza się do zbliżeń "dla Pana", niestety pogłębia problem – Pan słusznie wyczuwa brak autentycznego pożądania, co niszczy satysfakcję i nasila lęk.
W tej sytuacji kluczowe są dwa kroki. Po pierwsze, szczera rozmowa, najlepiej u psychoterapeuty par lub seksuologa, aby sprawdzić, czy partnerka odczuwa niskie pożądanie naturalnie, czy wynika to np. z antykoncepcji, hormonów bądź stresu. Po drugie, Pana własna praca nad lękowym stylem przywiązania – potrzebuje Pan nauczyć się czerpać poczucie bycia kochanym z innych, pozaseksualnych gestów partnerki. Jeśli mimo prób różnica ta nadal będzie źródłem głębokiej frustracji dla obu stron, warto zadać sobie pytanie, czy ta fundamentalna rozbieżność nie będzie na dłuższą metę niszcząca dla Pana dobrostanu.
Pozdrawiam serdecznie.
Bożena Nagórska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Pana wpis, mam wrażenie, że największym problemem nie jest sama różnica libido. Znacznie mocniej wybrzmiewa potrzeba poczucia, że jest Pan pożądany i wybierany przez partnerkę. Dla wielu osób inicjowanie zbliżeń nie jest jedynie propozycją seksu ale również sposobem usłyszenia: „jesteś dla mnie ważny”, „pragnę Cię”, „zależy mi na Tobie”. Jeśli inicjatywa niemal zawsze wychodzi od jednej strony, łatwo o poczucie samotności, nawet wtedy, gdy druga osoba zapewnia o swoich uczuciach. Jednocześnie warto pamiętać, że libido nie jest kwestią dobrej woli. Nie da się go „włączyć” siłą ani z miłości do partnera. Można natomiast wspólnie szukać sposobów, aby każde z Was czuło się kochane i zauważone, nie rezygnując z własnych potrzeb. Mam też poczucie, że jesteście na bardzo ważnym etapie związku. To nie jest jeszcze moment podejmowania decyzji o rozstaniu ale czas, by sprawdzić, czy potraficie rozmawiać o swoich potrzebach bez przekonywania drugiej strony, że powinna czuć inaczej. Czasami to właśnie jakość takich rozmów, a nie sama różnica libido, decyduje o przyszłości relacji. Jeżeli mimo otwartości i wzajemnych starań temat będzie nadal źródłem cierpienia dla któregoś z Państwa, warto rozważyć konsultację u psychologa lub seksuologa. Nie po to, aby zmienić jedno z Was ale żeby lepiej zrozumieć, czy i jak można zbudować satysfakcjonującą relację dla Was obojga.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
dr Dariusz Wojciechowski
pozdrawiam,dr Dariusz Wojciechowski, psycholog
Jakub Pawłowski
Myślę, że problemem nie jest tylko różnica libido. Z tego co opisujesz, równie bolesny jest dla Ciebie brak poczucia pożądania i zaangażowania ze strony partnerki. To dwie różne rzeczy. Są osoby z niskim libido, które mimo to inicjują czułość, flirtują, okazują pożądanie i angażują się podczas seksu. U Ciebie wygląda na to, że właśnie tego najbardziej brakuje.
Jesteście razem dopiero 3 miesiące, czyli w okresie, kiedy u większości par namiętność jest raczej najwyższa. Jeśli już teraz Waszym kompromisem jest “mogę uprawiać seks częściej, jeśli ty zawsze będziesz inicjował”, to warto zadać sobie pytanie, czy za kilka lat nie będzie jeszcze trudniej.
Nie zakładałbym, że ktoś jest winny. Ona prawdopodobnie naprawdę ma niskie libido, a Ty naprawdę masz wysokie i potrzebujesz seksu jako ważnego sposobu budowania bliskości. To nie są złe potrzeby – mogą być po prostu niekompatybilne.
Zwróciłbym też uwagę na to, żeby nie przypisywać wszystkiego lękowemu stylowi przywiązania. On może wzmacniać ból odrzucenia, ale nie sprawi, że fundamentalna niezgodność potrzeb zniknie. Gdybyś był z osobą, która sama inicjuje zbliżenia i okazuje pożądanie, prawdopodobnie odczuwałbyś znacznie mniej lęku.
Przed podejmowaniem decyzji o rozstaniu warto jeszcze odbyć bardzo konkretną rozmowę: nie o częstotliwości seksu, ale o tym, czy partnerka widzi przestrzeń na większą inicjatywę, spontaniczność i okazywanie pożądania. Jeśli odpowiedź brzmi “nie, taka po prostu jestem”, to nie ma czego naprawiać – pozostaje odpowiedzieć sobie, czy jesteś w stanie tak żyć przez lata. Miłość i zgodność w wielu innych obszarach są bardzo ważne, ale długotrwała niezgodność seksualna również potrafi zniszczyć nawet dobry związek.
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
To, co Pan opisuje, nie wygląda na problem samego libido, ale na różnicę w tym, jaką rolę seks pełni w relacji. Dla Pana jest on nie tylko potrzebą fizyczną, ale także ważnym sposobem przeżywania bliskości, bycia wybranym i kochanym. To dlatego brak inicjatywy partnerki może uruchamiać poczucie odrzucenia, nawet jeśli ona okazuje uczucia na inne sposoby.
Jednocześnie warto potraktować poważnie to, co mówi partnerka. Wygląda na to, że nie odrzuca Pana ani nie unika bliskości, tylko ma po prostu znacznie niższy poziom spontanicznego pożądania. Mam wrażenie, że najtrudniejsze dla Pana nie jest nawet to, że seks zdarza się rzadziej, ale że nie czuje się Pan pożądany. To bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ właśnie o tym warto z partnerką rozmawiać. Nie tylko o częstotliwości współżycia, ale o tym, co dla każdego z Państwa oznacza inicjowanie seksu i w jaki sposób każde z Was doświadcza bliskości.
Jeśli po kilku miesiącach szczerych rozmów okaże się, że żadne z Państwa nie jest w stanie znaleźć rozwiązania, warto potraktować to nie jako porażkę, ale jako kwestię kompatybilności. Czasami dwoje wartościowych ludzi po prostu bardzo różni się w obszarze seksualności.
Zanim jednak podejmie Pan decyzję o przyszłości związku, zachęcałabym do dalszego poznawania siebie nawzajem. Trzy miesiące to wciąż początek relacji, a wiele par dopiero z czasem uczy się rozumieć swoje potrzeby i sposób przeżywania bliskości.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Masz realny konflikt potrzeb, nie „wymysł w głowie”. Różnica tak duża jak „codziennie” vs „raz w miesiącu” jest dla wielu par bardzo trudna i bez świadomej pracy potrafi z czasem zniszczyć relację ale nie musi, jeśli potraktujecie to jako wspólny temat do przepracowania, a nie „czyjaś wina”. Różnice w libido są normą, a nie „patologią” i większość par doświadcza innego poziomu pożądania. To, że Ty masz wysokie libido, a ona niskie, nie znaczy automatycznie, że jesteście niedopasowani, tylko że potrzebny jest plan. Ważne jest, aby komunikować swoje potrzeby jak i obawy partnerowi, partnerce. Twoje cierpienie jest podwójne kiedy z jednej strony niezaspokojone potrzeby seksualne, z drugiej emocjonalne znaczenie seksu jako głównego języka okazywania uczuć i ważny punkt dla Twojego lękowego stylu przywiązania. Strona z wyższym libido (czyli Ty) często czuje się odrzucona, niepożądana, mniej kochana, co bardzo nasila lękową przywiązanie i może prowadzić do natrętnego szukania potwierdzenia w seksie. To nie jest tylko kwestia „częściej czy rzadziej”, ale także: „w jaki sposób czuję się kochany i pożądany?”. Niskie libido u kobiet jest częste. Sama w sobie niska ochota nie musi być dla niej problemem, dopóki nie czuje cierpienia z tego powodu i wtedy nie mówimy o zaburzeniu, tylko o temperamencie. Są kobiety, które mają tzw. pożądanie responsywne kiedy nie czują spontanicznej ochoty „znikąd”, ale przyjemność pojawia się dopiero w trakcie zbliżenia, jeśli warunki są sprzyjające i nie czują presji. Jej deklaracja „dla mnie to przyjemne, nawet jeśli nie inicjuję” może właśnie wskazywać na taki responsywny typ pożądania i to nie musi być brak zaangażowania z „braku uczuć”, ale inny sposób, w jaki jej libido się uruchamia. To ważne, bo wtedy celem rozmów nie jest „zrób, żebym widział więcej spontanicznej ochoty”, tylko: „co Ci pomaga być bardziej obecnej, zaangażowanej, pokazać przyjemność w trakcie”. Przy lękowym stylu przywiązania seks często staje się głównym „dowodem”, że partnerka kocha, chce, nie zostawi. Odmowa lub mniejsze zaangażowanie w trakcie zbliżeń może wywoływać bardzo silne uczucia odrzucenia i zagrożenia relacji, nawet jeśli obiektywnie ona okazuje uczucia w innych formach. Twoja uwaga „bez jej inicjatywy czuję brak okazywania uczuć” pokazuje, że seks = miłość w Twoim wewnętrznym systemie. Przy takim skojarzeniu każde „nie” w seksie albo jej większa pasywność będzie dla Ciebie jak cios w poczucie własnej wartości. Praca, którą możesz zrobić, to rozdzielenie: „seks jako przyjemność i bliskość” od „seks jako dowód, że jestem wart miłości”.
1. Bardzo szczera, ale dobrze poprowadzona rozmowa Specjaliści podkreślają, że fundamentem pracy z różnicą libido jest spokojna, empatyczna rozmowa nastawiona na zrozumienie, a nie na przekonywanie.
Odpowiedni moment to nie po kłótni, nie tuż po odrzuceniu inicjatywy, tylko gdy oboje jesteście spokojni. Oboje musicie "zejść" z emocji. Język „ja” zamiast „Ty nigdy nie inicjujesz”, raczej „Czuję się odrzucony i mało pożądany, gdy seks jest prawie zawsze z mojej inicjatywy”.
Nazwanie dwóch poziomów czyli poziom fizyczny i idąca za nim częstotliwość, rodzaj zbliżeń, inicjatywa oraz poziom emocjonalny będący tym, co dla Ciebie oznacza jej inicjatywa, jej widoczna przyjemność, jej zaangażowanie.
Nie chodzi o to, żeby ją przekonać do częstszego seksu, ale żeby rozumieć jej świat, a ona Twój.
2. Ustalenie ram i „harmonogram bliskości” to wbrew pozorom planowanie intymności bywa bardzo pomocne przy dużej różnicy libido, bo zmniejsza presję i przewidywalnie rozkłada oczekiwania. Możecie spróbować ustalić minimalny, wspólnie akceptowalny „standard”: np. raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie to „zaplanowane zbliżenie”, z zastrzeżeniem, że w międzyczasie może się zdarzyć spontaniczny seks, jeśli oboje będziecie mieć ochotę.
Wokół ustalonego dnia budować kontekst: mała randka, odcięcie od telefonów, chwila czułości bez natychmiastowej presji na seks tak, aby jej „responsywne pożądanie” miało szansę się uruchomić.
Należy wyznaczać granicę granicę nawet przy „harmonogramie” gdzie każde z Was ma prawo danego dnia powiedzieć „dzisiaj nie dam rady” i wtedy rozmowa jest o tym, jak zrekompensować tę bliskość w innej formie (czułość, czas razem). To trochę jak umówienie się na wspólne treningi kiedy z góry wiadomo, że się odbędą, ale w ramach tych ustaleń nadal jest przestrzeń na elastyczność i szacunek dla granic.
3. Rozdzielenie seksu i innych form czułości w której eksperci mocno podkreślają, że przy dużej różnicy libido warto „zdjąć presję”, czyli stworzyć przestrzeń na fizyczną czułość, która nie zawsze prowadzi do seksu. Umówcie się na okres (np. miesiąc), w którym świadomie nie inicjujecie seksu, ale koncentrujecie się na przytulaniu, masażu, byciu blisko bez kontekstu „to ma się skończyć stosunkiem”. żeby Twoje ciało i psychika odzwyczaiły się od automatycznego skojarzenia „przytula mnie = na pewno zaraz seks, inaczej znów odmowa”.
Dla Ciebie to ćwiczenie rozpoznawania i przyjmowania innych „języków miłości” (słowa, gesty, troska), które ona już teraz stosuje, ale są dla Ciebie mniej widoczne niż seks. To może też zmniejszyć jej lęk, że każda czułość będzie od razu interpretowana jako „zielone światło do seksu”, co u osób o niższym libido potrafi dodatkowo hamować pożądanie.
4. Twoje potrzeby seksualne a masturbacja
Wiele źródeł o różnicach libido wskazuje wprost, że masturbacja może być częścią zdrowego kompromisu, który odciąża napięcie między partnerami. Nie chodzi o zastąpienie seksu z partnerką, tylko o zmniejszenie poczucia „albo seks z nią, albo frustracja”, odsunięcie części napięcia, dzięki czemu Twoje inicjacje mogą być mniej „z desperacji”, a bardziej z ciekawości i czułości. Warto o tym porozmawiać otwarcie: „Dla mnie masturbacja mogłaby być sposobem, żeby nie czuć presji na Ciebie, ale ważne jest, żebyś czuła się z tym ok i żebyśmy mieli jasne granice”.
Dla wielu par to element uczciwego układu: część potrzeb zaspokajam sam, część przy wspólnym seksie, część w innych formach bliskości.
5. Praca nad Twoim przeżywaniem odrzucenia (samemu lub w terapii) Pracę nad tym, żeby „odmowa seksu” nie oznaczała automatycznie „nie chce mnie, przestaje kochać, zaraz odejdzie”. Rozwijanie alternatywnych źródeł poczucia wartości: przyjaciele, pasje, własne ciało, praca tak, żeby Twoje „ja” nie wisiało głównie na tym, jak partnerka reaguje na seks. Jeśli czujesz, że bez tego trudno Ci znieść taką różnicę libido, warto rozważyć terapię seksuologiczną lub psychoterapię z osobą znającą teorię przywiązania. Terapeuta pomoże Ci nazwać granicę między „moje potrzeby są ważne” a „wiążę całe poczucie własnej wartości z reakcją partnerki na seks”.
To też pomaga odpowiedzieć uczciwie na pytanie: czy realnie jestem w stanie żyć w związku, gdzie seks jest rzadziej i sprzężony z responsywnym pożądaniem partnerki czy to ponad moje siły.
Eksperci piszą wprost że różnice w libido mogą być powodem rozstania, ale nie muszą. Kluczem jest to, czy obie strony są gotowe do kompromisu, a kompromis jest dla nich znośny, nie poniżający.
Z Twojego opisu wynika, że poza seksem relacja jest dla Ciebie bardzo wartościowa, a ona zaangażowana. To dobry materiał, żeby najpierw poważnie spróbować pracy nad tematem, zanim podejmiesz decyzję o rozstaniu.
Pary często szukają pomocy seksuologa lub terapeuty, kiedy rozmowy kończą się w kółko konfliktem albo milczeniem; jedna osoba czuje presję i poczucie winy, druga stałe odrzucenie, pojawiają się pomysły typu „sztuczne zmniejszanie libido” czy inne radykalne kroki, które nie rozwiązują przyczyny.
Seksuolog pomoże Wam nazwać różne typy pożądania i potrzeby, zaproponuje konkretne ćwiczenia (np. zadanie „czułość bez seksu”, „planowanie intymności”, „mówienie o fantazjach”, praca z lękiem); będzie bezpiecznym „trzecim”, który pilnuje, żeby nikt nie był przymuszany ani bagatelizowany. Przy Twoim poziomie cierpienia to nie jest fanaberia, tylko bardzo sensowny krok.
Edyta Kotula
Dzień dobry,
Z Twojej wiadomości wynika, że problem nie dotyczy wyłącznie częstotliwości współżycia. Równie ważne jest dla Ciebie poczucie bycia pożądanym i inicjowanym oraz widocznego zaangażowania partnerki podczas zbliżeń. Jeśli seks jest dla Ciebie jednym z głównych sposobów budowania bliskości, brak inicjatywy może uruchamiać poczucie odrzucenia i niepewności, zwłaszcza jeśli rozpoznajesz u siebie cechy lękowego stylu przywiązania. Warto jednak pamiętać, że partnerka może wyrażać uczucia w inny sposób niż poprzez inicjowanie seksu. Nie oznacza to automatycznie, że zależy jej mniej czy że jest mniej zaangażowana w relację. Jednocześnie Twoje potrzeby są równie ważne i nie powinny być pomijane. Jeśli oboje chcecie budować ten związek, dobrym krokiem może być rozmowa nie tylko o częstotliwości współżycia, ale przede wszystkim o tym, co dla każdego z Was oznacza seks, bliskość i inicjowanie kontaktu. To, że już na początku związku potraficie rozmawiać o tak trudnym temacie, jest dobrym prognostykiem. Nawet jeśli różnice nie znikną całkowicie, wzajemne zrozumienie i praca nad komunikacją mogą pomóc podjąć decyzję o przyszłości relacji w sposób świadomy i zgodny z potrzebami obu stron.
Eliza Śliwińska
Cześć.
Super, że napisałaś. Znalazłaś najlepsze miejsce do podzielenia się kawałkiem swojej historii. Jestem pod wrażeniem, że pomimo tylu trudności, masz w sobie tyle zasobów.
1. Niezależnie od tego, co słyszysz od dorosłych, masz w sobie takie poczucie, że coś jest nie tak, jak powinno, skoro potrafisz to opisać.
II. Szukasz wsparcia i wiesz, gdzie "uderzać" - to jest dobre miejsce do takich pytań.
III. Z Twojej wiadomosci wybrzmiewa refleksyjność, spostrzegawczość, zdolność obiektywnej oceny sytuacji i piękna emocjonalność.
Mogłabym wypisać tu całe mnóstwo mocnych stron, które dostrzegłam w tym stosunkwo niewielkim fragmencie samoopisu. One wszystkie są Twoim mocny wsparciem w każdej, także trudnej sytuacji. Niewątpliwie Twoje emocje są ważne i prawdziwe. To, co mnie jeszcze cieszy to informacja, że już wkrótce będziesz mogła w większym stopniu decydować o sobie również w kontekście troski o siebie. Tymczasem, nawet w tej sytuacji istnieje wiele źródeł wsparcia, które mogą stanowić wsparcie w tym "okresie przejściowym".
Infolinia dla dzieci i młodzieży - serio polecam. Tam są specjaliści, przygotowania, aby pokierować Cię w każdej trudnej dla Ciebie sytuacji. Można zadzwonić np. 11611 tel. zaufania dla dziec i młodzieży. Jest też dostępny czat. Po drugiej stronie siedzą realni ludzie, nie jest to czat GPT. Serio - warto skorzystać. Spotkasz się tam z empatią i zrozumieniem dorosłych ludzi ze sporą wiedzą i otrzymasz realne wsparcie. Infolinii jest więcej i możesz wybrać, do której się zgłosisz. Polecam również stronę Życie warte jest rozmowy.
Bardzo mi przykro, że znajdujesz się w tak niewspierającej sytuacji. Z tego, co piszesz rozumiem, że nie otrzymujesz wsparcia emocjonalnego, akceptacji Twoich potrzeb, emocji, zwykłego empatycznego zrozumienia i "zobaczenia" Ciebie przez opiekunów, którzy teoretycznie powinni być źródłem wsparcia i poczucia bezpieczeństwa oraz najlepiej pojętej miłości.
To trudne, kiedy dzieci i nastolatkowie nie posiadają opiekunów o podobnej wrażliwości emocjonalnej, zdolnych do stworzenia dzieciom warunków beztroski, bezpieczeństwa, poczucia bycia rozumianym, wspieranym, akceptowanym i bycia zupełnie OK. Nie powinno tak być, aczkolwiek nawet jeśli czasem tak układa się życie, to jest okres przejściowy. Wkrótce zyskasz większą samodzielność i będziesz mogła małymi kroczkami wyznaczać swoje cele i poszukiwać coraz lepszych form wsparcia.
Fajnie, gdyby już teraz udawało Ci się spędzać czas z wartościowymi, wspierającymi Cię ludźmi. Inni rówieśnicy, a może godni zaufania dorośli. Poznawanie innej perspektywy empatycznych ludzi może być bardzo wzmacniające. I zawsze niezależnie od okoliczności są miejsca przygotowane i gotowe do tego, aby udzielić Ci wsparcia. Nie jesteś do końca sama. Istnieje wiele miejsc i osób ktorych celem jest udzielenie Ci pomocy.

Zobacz podobne
W tym roku skończę 30 lat, mam żonę i synka, bez których nie wyobrażam sobie życia. Żyje nam się dobrze, możemy na sobie polegać i wzajemnie się wspieramy. Problem tkwi w mojej relacji z rodzicami oraz siostrą. Nigdy nie mieliśmy jakiegoś dobrego kontaktu, raczej przeciętny. Moja mama ma bardzo trudny charakter, jest bardzo męcząca. Lubi się nad sobą użalać i zawsze twierdzi, że ona ma najgorzej, często również manipuluje i szantażuje emocjonalnie. Mniej więcej w wieku 15 lat, zacząłem się buntować i przestałem się bawić w te jej głupie gry.
Zacząłem mieć swoje zdanie i ono zupełnie odbiega od tego, jakie ma ona. Nasze wymiany zdań przy braku argumentów z jej strony często kończyły się płaczem, że jak to tak mogę traktować własną matkę itp. Na samym początku, oczywiście wzbudzało to we mnie zamierzone przez nią poczucie winy, ale z czasem się uodporniłem i przestałem na to reagować, ale często mimo, że nie dałem po sobie poznać obwiniałem się. Drugim równie wielkim problemem jest moja siostra, osoba narcystyczna, która ciągle musi być w centrum uwagi i ciągle ktoś się nią interesował.
W młodszych latach rodzice często ją faworyzowali i wiele rzeczy musiałem odpuścić, ponieważ ona tak chciała. Wiele razy mnie ośmieszała i komentowała coś, czego nie powinna, wtrącała się w moje życie i mną manipulowała. Ciężko było mi się z tym pogodzić, ale podobnie jak z mamą zacząłem to olewać.
Relacja z moim tatą jest najlepsza, mamy podobne spojrzenie na wiele rzeczy, szanuje moje zdanie i nie wtrąca się, ale niestety obrywa rykoszetem przez moją niechęć do mojej mamy i siostry. Sam często pada ofiarą tych gier. Kiedy poznałem moją żonę, przedstawiłem ją rodzinie, bardzo ją polubili i została ciepło przez nich przyjęta. Ale to ona otworzyła mi oczy i słusznie zauważyła, że trzeba postawić granicę, a nie to olewać i nauczyć się z tym żyć. No i odkąd granice zaczęły się stawiać, zacząłem żyć własnym życiem, im zaczęło to przeszkadzać, a zwłaszcza ten brak kontroli, który od zawsze miały a teraz się to ukróciło. Wymuszania płaczem i inne szantaże emocjonalne przestały działać. Moja siostra miała jakąś refleksje i oczywiście przepraszała i niby chciała naprawić tę relację, ale było to tylko pozorne, ponieważ ostatecznie skończyło się tak jak zawsze, żadnych przemyśleń i wyciągnięcia wniosków a jak był brak argumentów i odwracanie kota ogonem i obwinianie mnie. Postanowiłem zmniejszyć nasze kontakty to minimum, jakim jest spotkanie u rodziców na obiedzie. Jakoś z tym żyłem i żyje nadal, ale to wszystko zaczyna mnie przytłaczać i chce zmiany.
Niestety dotknęło to też moją żonę, patrzyła na to wszystko z boku, ale skoro do mnie nie mogły dotrzeć bezpośrednio, to zaczęły próbować przez nią. Manipulacje, kłamstwa i jakieś intrygi sprawiło, że ona zupełnie przestała je tolerować. Każde spotkanie rodzinne to dla niej jakaś psychiczna męczarnia. Odkąd urodził się nasz syn, granica jej cierpliwości została mocno przekroczona, za co też obwiniam siebie, ponieważ ja im na to pozwoliłem, bo granicę postawiłem zdecydowanie za późno. Niestety ucierpiała, tez na tym relacja pomiędzy mną a żoną, ponieważ oni ciągle za bardzo chcą być obecni w naszym życiu. Jestem bardzo zmęczony tą sytuacją i sam nie wiem, co czuje.
Strach, rozczarowanie czy może gniew? Pewnie wszystkiego po trochu. Czuję się rozdarty, bo z jednej strony, wiem, że moi rodzice bardzo kochają swojego wnuka i zawsze mogę na nich polegać, ale czuję, że zaczęli to traktować jako kartę przetargową i powód do częstszych spotkań, których sam nie potrzebuje. Niestety tutaj mnie złamali, bo teraz podświadomie czuje presję i obowiązek, aby oni co najmniej raz w tygodniu się z nim zobaczyli, bo jeżeli to trwa dłużej, to zaczynają opowiadać, jak to oni nie tęsknią, a ja wtedy czuje wyrzuty sumienia. Temu wszystkiemu przygląda się moja żona, która ma już tego wszystkiego po dziurki w nosie i zupełnie nie ma ochoty na żadne ich wizyty.
Czuję się jakbym był pomiędzy młotem a kowadłem - z jednej strony, troskliwi dziadkowie i kochający ich wnuk z drugiej strony żona, która ma tego wszystkiego dosyć i jest zmęczona całą moją najbliższą rodziną. Masakra...
Jak odpuścić relacje, które nie ma sensu, ale czuję, że tylko dzięki niemu byłam sobą, potrzebuje go i mecze się z tym rok. Chce do niego wrócić, ale on musi się wyszaleć...

