Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy unikanie miejsc po zakończeniu toksycznego związku jest normalne?

Treść wrażliwa
Około 2 lata temu byłem w związku z chłopakiem, przez pierwszy miesiąc było super ale z czasem zaczął wykorzystywać to, że byłem w słabej kondycji psychicznej, zaczął krytykować, a wręcz wyśmiewać w podtekstach mój wygląd, od włosów do sylwetki, wyśmiewać moje zainteresowania i chęci zmian, np. chciałem zmienić kolor włosów i to wyśmiał i odciągnął mnie od tej myśli a po jakimś czasie sam zmienił kolor włosów. Jak wychodziliśmy razem na miasto to traktował mnie bardziej jak bankomat który zapłaci mu za jedzenie albo używki za każdym razem, przeglądał mój telefon a sam nie pozwalał swojego za bardzo dotknąć. Potem zaczynał mnie ignorować, nic nie pisać ani nie chciał się spotykać przez prawie miesiąc, prawie codziennie do niego pisałem itp ale po jakimś czasie zdecydowałem że to bez sensu i odpuściłem, wtedy się na mnie zdenerwował i obraził bo niby o niego nie dbałem. A więc zerwałem z nim i zablokowałem kontakty ale po paru dniach z konta swojego przyjaciela wysłał mi wiadomość głosową że jestem szmatą i mam sobie zrobić wiadomo co. Po tym nie miałem już z nim za bardzo kontaktu ale pomimo tego że było to 2 lata temu stale unikam miejsc, w których mógłbym go spotkać a jak już jestem w tych miejscach to czuję napięcie i oglądam się ciągle czy czasem on nie idzie. Nie boję się jego, w sensie jako osoby ale z jakiegoś powodu czuję lęk na myśl, że mogę się z nim spotkać. Czy to normalne? A może tylko przesadzam i nadmiernie myślę?
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

    To, co opisujesz, brzmi bardzo normalnie po relacji, w której było upokarzanie, kontrola, wykorzystywanie i potem agresywna wiadomość po rozstaniu. To nie wygląda na „przesadzanie”, tylko na to, że Twój układ nerwowy nadal kojarzy tę osobę i miejsca z zagrożeniem, nawet jeśli rozumowo wiesz, że już nie jesteś z nim. To, że unikasz miejsc i rozglądasz się, czy go nie ma, pasuje do utrwalonej reakcji lękowej po doświadczeniu przemocy psychicznej lub silnego poniżania. Takie reakcje mogą utrzymywać się długo po zakończeniu relacji, bo mózg „uczy się”, że kontakt z tą osobą oznacza stres, wstyd albo atak. Sama obawa przed spotkaniem nie musi znaczyć, że nadal coś do niego czujesz; może oznaczać, że ciało pamięta tamto doświadczenie. To jest zrozumiała reakcja po krzywdzącej relacji, a nie dowód słabości. Szczególnie ważne jest to, że opisujesz nie tylko krytykę i wyśmiewanie, ale też kontrolę telefonu, wykorzystywanie finansowe, ignorowanie i obraźliwą wiadomość po zerwaniu; to są zachowania, które często zostawiają długotrwały ślad emocjonalny. Lęk przy potencjalnym spotkaniu może więc wynikać z pamięci emocjonalnej, a nie z „nadmiernego myślenia”. Pomaga nazwanie tego wprost: „to jest reakcja po tamtej relacji, nie znak, że jestem słaby”. W praktyce możesz też planować krótkie strategie na sytuacje wyzwalające jak spokojny oddech, wcześniejsze ustalenie wyjścia awaryjnego, trzymanie się osoby towarzyszącej i ograniczenie analizowania po fakcie. Jeśli napięcie wciąż mocno wpływa na Twoje życie, psychoterapia po toksycznej relacji bywa szczególnie pomocna w odzyskaniu poczucia bezpieczeństwa i granic. Jeśli unikanie miejsc, napięcie, czujność albo natrętne myśli utrzymują się i ograniczają Ci codzienne funkcjonowanie, warto porozmawiać z psychologiem lub psychoterapeutą. Szczególnie jeśli zauważasz problemy ze snem, stałe pobudzenie albo silny lęk przed przypadkowym spotkaniem, bo to sugeruje, że organizm nadal pozostaje w trybie alarmowym. Trzeba to przepracować u specjalisty. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co Pana spotkało, nie wygląda na zwykły „nieudany związek”. Z opisu wyłania się relacja, w której pojawiały się elementy przemocy psychicznej: poniżanie, ośmieszanie, kontrolowanie, wykorzystywanie finansowe, manipulowanie poczuciem winy, a po rozstaniu także wyzwiska i zachęcanie do zrobienia sobie krzywdy. Takie doświadczenia mogą zostawić ślad, nawet jeśli minęły już dwa lata.

Dlatego sam fakt, że odczuwa Pan napięcie na myśl o przypadkowym spotkaniu z byłym partnerem, nie jest niczym niezwykłym. Organizm może reagować automatycznie, jakby chciał uchronić Pana przed ponownym kontaktem z kimś, kto był źródłem cierpienia. To nie musi oznaczać, że nadal się go Pan boi – raczej że układ nerwowy zapamiętał tę relację jako niebezpieczną.

Jednocześnie warto zwrócić uwagę na to, jak bardzo wpływa to na Pana obecne życie. Jeśli unika Pan konkretnych miejsc, stale rozgląda się dookoła i odczuwa silne napięcie, to znak, że ta historia wciąż nie została w pełni przepracowana.

Proszę też pamiętać, że reakcje po doświadczeniu przemocy psychicznej często pojawiają się z opóźnieniem. Wiele osób dopiero po czasie zauważa, jak bardzo tamta relacja wpłynęła na ich poczucie bezpieczeństwa, zaufanie do ludzi czy własną samoocenę.

Jeżeli ten lęk utrzymuje się mimo upływu czasu, warto porozmawiać o tym z psychologiem. Nie dlatego, że „przesadza” Pan, ale po to, aby odzyskać swobodę i nie pozwolić, by były partner nadal – choć pośrednio – wpływał na Pana życie. Czasem kilka spotkań wystarcza, by uporządkować takie doświadczenie i zmniejszyć napięcie związane z możliwością przypadkowego spotkania.

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Uważam, że po doświadczeniu, które Pan opisuje, taka reakcja nie musi oznaczać, że „przesadza” Pan lub nadmiernie się zamartwia. Przez dłuższy czas był Pan w relacji, w której doświadczał krytyki, kontroli, ignorowania i obraźliwych komunikatów. Sądzę, że to mogło sprawić, że dziś organizm nadal reaguje napięciem na możliwość ponownego spotkania z tą osobą. Zwróciłam uwagę na to, że napisał Pan: „nie boję się jego jako osoby, ale boję się spotkania z nim”. To może oznaczać, że lęk nie dotyczy samego człowieka, lecz tego, co wiąże się z tamtym doświadczeniem i emocjami, które może ono ponownie uruchomić. Jeśli po dwóch latach nadal unika Pan określonych miejsc i odczuwa silne napięcie, warto przyjrzeć się temu z psychoterapeutą. Nie po to, aby wracać do przeszłości dla samego wracania, ale żeby odzyskać poczucie swobody i nie pozwolić, by tamta relacja nadal wpływała na Pana codzienne życie.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Dzien dobry, 

czytając Pana wiadomość, mam poczucie, że był to dla Pana bardzo trudny i obciążający emocjonalnie związek. Opisuje Pan sytuacje, w których doświadczał krytyki, wyśmiewania, naruszania granic, a także zachowań, które mogły podważać poczucie własnej wartości. W takiej sytuacji absolutnie  nie dziwi mnie to, że mimo upływu dwóch lat nadal odczuwa Pan napięcie na myśl o przypadkowym spotkaniu byłego partnera. Nie musi to oznaczać, że boi się Pan jego jako osoby. Czasami lęk dotyczy bardziej wspomnień, emocji i doświadczeń, które są związane z daną relacją. Nasza psychika często potrzebuje czasu, aby uporać się z tym, co było dla nas bolesne lub raniące.

To, że obserwuje Pan otoczenie lub unika miejsc, w których mógłby go spotkać, może być sygnałem, że pewne emocje związane z tym doświadczeniem wciąż są żywe. Nie odbierałabym tego jako przesady. Raczej jako informację, że ta relacja pozostawiła po sobie ślad, któremu warto się przyjrzeć z większą uważnością.

Myślę, że pomocne mogłoby być zastanowienie się, co dokładnie budzi największy niepokój w wizji takiego spotkania oraz jakie uczucia pojawiają się, gdy Pan o tym myśli. Często za lękiem kryją się emocje, które nie miały dotąd przestrzeni, aby zostać w pełni przeżyte i zrozumiane.

Jeżeli czuje Pan, że ta sytuacja nadal wpływa na Pana samopoczucie lub codzienne funkcjonowanie, zapraszam na konsultację psychologiczną online. W bezpiecznej atmosferze możemy wspólnie przyjrzeć się temu doświadczeniu, lepiej zrozumieć źródło tych reakcji oraz poszukać sposobów, które pomogą odzyskać  Panu większy spokój ale i poczucie swobody. 

 

Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Z tego, co opisujesz, nie wygląda na przesadę. Doświadczyłeś relacji, w której pojawiło się poniżanie, wyśmiewanie, kontrolowanie, wykorzystywanie finansowe i naruszanie Twoich granic. Takie doświadczenia potrafią zostawić ślad na długo, nawet jeśli od zakończenia związku minęły już dwa lata.

To, że odczuwasz napięcie na myśl o przypadkowym spotkaniu z tą osobą, nie musi oznaczać, że się jej boisz. Często jest to reakcja organizmu, który zapamiętał wcześniejsze zranienia i próbuje Cię przed nimi chronić. To naturalny mechanizm, a nie oznaka słabości.

Warto jednak zwrócić uwagę, czy ten lęk nie zaczyna ograniczać Twojego życia, np. przez unikanie miejsc czy ciągłe pozostawanie w stanie czujności. Jeśli tak się dzieje, rozmowa z psychologiem może pomóc przepracować te doświadczenia, aby przestały mieć tak duży wpływ na Twoje codzienne funkcjonowanie.

Najważniejsze jest to, że zakończyłeś relację, która była dla Ciebie krzywdząca. To pokazuje, że potrafiłeś zadbać o siebie. Teraz warto zadbać również o to, aby przeszłość nie odbierała Ci poczucia bezpieczeństwa w teraźniejszości.


Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry, 

To, co Pan opisuje, brzmi jak doświadczenie, które mogło zostawić po sobie dużo bólu i poczucia zagrożenia. Z tego, co Pan pisze, w tej relacji pojawiało się wyśmiewanie, kontrolowanie, ignorowanie, wykorzystywanie, a na końcu także obraźliwe wiadomości. Nic dziwnego, że takie doświadczenia mogą pozostawić ślad.

To, że po dwóch latach nadal odczuwa Pan napięcie na myśl o przypadkowym spotkaniu, nie oznacza, że Pan przesadza. Czasem organizm zapamiętuje trudne doświadczenia znacznie dłużej niż sami byśmy chcieli. Nawet jeśli rozum podpowiada, że zagrożenia już nie ma, emocje mogą reagować inaczej.

Zwróciłam też uwagę na to, że napisał Pan: „nie boję się jego jako osoby”. To pokazuje, że bardziej niż o samą osobę może chodzić o wspomnienia i emocje, które się z nią wiążą. Przypadkowe spotkanie mogłoby po prostu przywołać coś, co było dla Pana bardzo bolesne.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Pana reakcja to naturalny objaw po relacji opartej na emocjonalnym wykorzystaniu, a nie wymysł czy nadmierne rozmyślanie. Uporczywy lęk, napięcie oraz unikanie miejsc związanych z byłym partnerem wynikają z tego, że Pana układ nerwowy wciąż próbuje się chronić przed ponownym zranieniem i upokorzeniem, jakiego ze strony tej osoby doświadczył. Aby uwolnić się od tego ciężaru i odzyskać poczucie bezpieczeństwa w codziennym życiu, warto przepracować te trudne doświadczenia na indywidualnej psychoterapii, np. w nurcie CBT lub EMDR, która pomoże odczulić te trudne wspomnienia i odzyskać swobodę.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. To co Pan opisuje, nie wygląda na przesadę. Z Pana relacji wynika, że doświadczał Pan w tej relacji wielu form przemocy psychicznej, wyśmiewania, poniżania, kontrolowania, wykorzystywania finansowego, izolowania, a po rozstaniu również zastraszania i obrażania. Takie doświadczenia mogą pozostawić ślad na długo po zakończeniu związku. To, że po dwóch latach odczuwa Pan napięcie na myśl o przypadkowym spotkaniu z byłym partnerem jest zrozumiałą reakcją organizmu, który nauczył się kojarzyć tę osobę z zagrożeniem emocjonalnym. Nie musi Pan bać się jego jako człowieka, aby odczuwać lęk przed samym kontaktem z nim. Warto pamiętać, że przemoc psychiczna często podważa poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa. Powrót do równowagi wymaga czasu, a u części osób pomocna okazuje się również psychoterapia, która pozwala przepracować to doświadczenie i odzyskać poczucie sprawczości.

Proszę też zwrócić uwagę na coś ważnego, mimo trudnej sytuacji potrafił Pan zakończyć tę relację i postawić granicę. To świadczy o dużej sile, nawet jeśli dziś nadal odczuwa Pan skutki tego co się wydarzyło. Jeżeli lęk utrzymuje się, ogranicza Pana codzienne funkcjonowanie lub sprawia, że unika Pan wielu miejsc i sytuacji, warto porozmawiać o tym z psychologiem. 

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Ewelina Sinda-Dulińska

Ewelina Sinda-Dulińska

Dzień dobry, To, co Pan opisuje, brzmi jak doświadczenie relacji nacechowanej przemocą psychiczną — krytykowanie wyglądu, wyśmiewanie zainteresowań, wykorzystywanie słabszej kondycji psychicznej, instrumentalne traktowanie, a na koniec poniżająca wiadomość po zerwaniu. To są realne, poważne doświadczenia, a nie coś, co należy bagatelizować. To, co Pan odczuwa teraz — napięcie, czujność, "oglądanie się" w miejscach, gdzie mógłby go Pan spotkać — to bardzo częsta reakcja układu nerwowego po relacji, w której czuł się Pan zagrożony emocjonalnie. Nie musi to oznaczać strachu przed tą osobą jako taką; ciało i psychika często "pamiętają" sytuację zagrożenia długo po tym, jak realne zagrożenie minęło. To mechanizm obronny, a nie oznaka, że "przesadza Pan" czy "nadmiernie myśli". Fakt, że mija dwa lata, a reakcja wciąż się pojawia, pokazuje, że ślad tego doświadczenia był głęboki — co jest zrozumiałe przy relacji z elementami manipulacji i poniżania. Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą mogłaby pomóc uporządkować to doświadczenie i zmniejszyć napięcie związane z konkretnymi miejscami czy skojarzeniami. To, że reaguje Pan czujnością, nie oznacza słabości — to naturalna reakcja na doświadczenie, w którym ktoś bliski był źródłem krzywdy. Jeśli to napięcie utrudnia codzienne funkcjonowanie albo nasila się, warto rozważyć kilka sesji z psychoterapeutą specjalizującym się w relacjach i traumie związkowej — to pomogłoby nie tylko zrozumieć tę reakcję, ale też stopniowo ją oswoić. Dobrego dnia, Ewelina Sinda-Dulińska 

Beata Szymik

Beata Szymik

Dzień dobry,Rozumiem że doświadczył Pan trudnych rzeczy i jest Pan zadowolony z tego, że zakończył relacje. Unikanie miejsc przywołujących wspomnienia jest normalne w pierwszej fazie po rozstaniu, jednak skoro utrzymują się już dwa lata muszą utrudniać lub dezorganizować Pana życie. Warto się temu przyjrzeć w kontakcie z psychoterapeutą lub psychologiem a nie męczyć się dalej. 

Zobacz podobne

Mąż atakuje mnie, jeśli podnoszę temat kierowniczki, na którą sam się skarży.

Mąż czasem skarży sie na swoją kierownik z pracy, która też mnie nie lubi, atakuje, jest chamska. Co do czego mąż potrafi mi powiedzieć cyt. ,,nie wpier* sie w moje życie zawodowe, jasne?" Po chwili napisze, że strasznie tęskni za mną i mnie kocha. Co mam myśleć i jak to odbierać?? Była sytuacja, że niby tak mąż uważa, że plotki, iż ma romans w pracy, czemu zaprzecza. Co mam myśleć i robić??

Mam trudności z poradzeniem sobie z przeszłością partnerki oraz jej stylem życia. Niektóre sytuacje są dla mnie nie do pomyślenia.
Dzień dobry, piszę z sprawie kobiety, gdyż jest coś, z czym sobie nie radzę. Mianowicie spotykam się z 27 letnią dziewczyną, sam mam 32 lata i moja dziewczyna była z dzieciństwie molestowana, w życiu małoletnim miała 'związek ' w wieku 16 lat z facetem, który był od niej starszy o ponad 20 lat, straciła z nim dziewictwo. Imponował jej własną firmą itp. Zmanipulował ją mówiąc wprost i wykorzystał poprzez jej zagubienie w życiu. Następna sytuacja- wybrała się na domówkę ze znajomymi do hotelu u siebie w mieście, podczas tej imprezy została zgwałcona w wannie i na drugi dzień jeszcze do tej osoby napisała czy się przebada pod względem chorób, zrobił to - był czysty i żyła dalej. To wszystko jest dla mnie nie do pomyślenia i długi czas przez to nie przespałem wiele nocy i patrzyłem na nią inaczej niż przed tym wszystkim, jak o tym wiedziałem. Jest w ogóle taka osobą, że akurat idzie ze związku w związek, że tak powiem, jeden się w życiu kończył, jakieś 2 ms i kogoś poznała czy zwyczajnie jakoś tak wyszło, miała 2-letni związek z facetem o siebie o 15 lat starszym, brzydzi mnie ten fakt, że jakiś typ stary ją dotykał, nie potrafię pojąć jej myślenia, czym się kierowała, tłumaczyła, że rówieśnicy nie są dojrzali itp. Teraz obecnie mam problem z tym, że ma kolegów w pracy i jeden starszy od niej o 14 lat, zaprosił ją do siebie na imprezę na parapetówkę, ja ze względu na jej przeszłość mam w głowie te wszystkie sytuacje i jestem zadrosny i boję się również, że ktoś jej coś zrobi.. Odmówiła tej domówki, ze względu na mnie, bo mi z tym będzie żle. Dziś postanowiła mi oznajmić, że nie ma mnie na codzień ( bo nie mieszkamy razem, w innych miastach od 2ms) i brakuje jej towarzystwa i ma zamiar pójść z kolegą z pracy na spacer czy coś takiego, ja aż poczułem uderzenie gorąca w klatce piersiowej. Kompletnie sobie z tym nie radzę, naprawdę proszę o jakąś pomoc, poradę co zrobić, bo sam już błądzę.. .
Czy warto ponownie nawiązać kontakt po trudnym rozstaniu?
Jakiś czas temu zaczęłam na nowo spotykać się z mężczyzną. Na ostatnim spotkaniu pokazałam mu zdj. z Baby Shower na którym byłam ze znajomymi z pracy. Zwrócił uwagę na jedną ładną dziewczynę. Spytał o Nią (ile lat, czy wolna). Stwierdziałm, że wiem, że nie jestem tak ładna jak ona, na co usłyszałam w odpowiedzi: może Ty taka jesteś, tylko nie wierzysz w siebie (tak - mam niskie poczucie wł. wart). Potem zaczął, niby żartem, prosić żebym dała mu jej numer. Powtórzył to kilkakrotnie, zapewniając zarazem, że nie mam być o co zazdrosna, bo gdyby chciał to już by sobie znalazł kogoś innego: "mało tu jest takich?". Rozstaliśmy się jak zawsze. Po powrocie do domu otrzymałam sms: dziękuję za miło spędzony wieczór. Pamiętaj załatwić mi nr do tej Pani". Zdenerwowałam się, jednak zaczęłam żartować pisząc: "jak ci będzie lepiej to idź; może pokażę jej twoje zdj jak będę pytać o ten nr", itp. Na końcu spytałam, czy na prawdę uważa, że jest ładniejsza ode mnie. W odpowiedzi (odczytanej następnego ranka) otrzymałam: "Co do Was to musiałbym ją zobaczyć na żywo". Wściekłam się - poczułam się brzydsza, gorsza i że na prawdę wolałby kogoś innego. W odpowiedzi napisałam, że ja nigdy nie będę jak ta laska, więc albo bierze co jest, albo niech spada na drzewo. Jeśli nie chce ze mną być to niech mi to powie wprost. Wieczorem zadzwoniłam i przeprosiłam, bo poczułam, że moja reakcja była jednak przesadzona. Najpierw usłyszałam w słuchawce” kazałaś mi spadać na drzewo, więc spadam”. „Obrażony” – pomyślałam. Zadzwoniłam znowu – rozpoczynając od słów: dobra ale nie obrażaj się, zapomnijmy o tym. Przeprosiłam, wytłumaczyłam, że nie zrozumiałam żartu; Z drugiej strony usłyszałam że: sama Go kusiłam, po co mu to zdjęcie pokazywałam; że nie szanuję Go, bo użyłam „spadaj na drzewo”, co to w ogóle jest; że myślał nad tym cały dzień i stwierdził, że to nie ma sensu, rozstańmy się w zgodzie; że nie pasujemy do siebie, że nie będzie się z dzieckiem bawił (bo jestem nerwowa, znowu przyjdę obrażona, a potem go zostawię bo posłucham innych), po co mu to itp. Tłumaczyłam, że ja mogę jedynie przeprosić i jeśli tak uważa jak uważa to zostańmy przyjaciółmi; że ja TYM razem zadzwoniłam i przepraszam, nie uciekam, nie słucham się nikogo; że z każdej trudności która jest między nami wynoszę jakąś lekcję dla siebie. Jeszcze raz przeprosiłam ze łzami w oczach i powiedziałam, że możemy być przyjaciółmi. 8 marca dostałam życzenia na Dzień Kobiet. Nie powiem, że się nie ucieszyłam. Podziękowałam. Za jakiś czas wysłałam mu sms że polecam wyjść z psem bo piękna pogoda. Pod wieczór napisał, że był i spytał jak mi minął dzień. Odpisałam za 3 godz. Za chwilę przesłał do mnie sms, który nie miał trafić do mnie, a zapewne do jego siostry. Stoczyliśmy krótką rozmowę, w której wyjaśnił, że to nie była wiadomość do mnie, spytał ponownie jak mi minął dzień i spytał, czy wpadnę. Odparłam: ooo, no teraz i tak nie przyjadę (było dość późno). Odpowiedział, że wie i że no on chciał tylko życzenia złożyć bo się znamy. Twierdził, że nie jest obrażony, no ale… Życzył mi dobrego wieczoru. Odpisałam, że ja zawsze na kawę wpaść mogę, ale już raczej nie jako jego dziewczyna, ale koleżanka. W odpowiedzi dostałam kilka smsów w stylu: czy chciałabym się przytulać do kolegi, że ma na mnie ochotę etc. jednocześnie deklarował, że wiem, że czuje cos więcej do mnie, zawsze myśli o mnie i jest ze mną. Zaproponowałam szczerą rozmowę, a On się przeraził? i odpisał: „ nie dziękuję nie spotykamy się”. W następnym sms dałam mu do zrozumienia ze z mojej strony nic się nie zmieniło, że chciałabym żeby było jak 2 tyg temu, ale jeśli mamy być znajomymi to proszę aby nie pisał mi o tuleniu. Dwa dni później złożyłam mu życzenia na dzień mężczyzny oraz raz spytałam, czy to nie go mijałam w przejeżdżającym samochodzie. Odpisał: „dziękuję” , „tak, tobie również miłego dnia” (normalnie). Z mojego punktu widzenia przyczyna rozstania ze mną jest głupia ( z 2 strony rozumiem, że może się bać, że znowu odejdę - bo faktycznie obraziłam się i pierwszy raz odeszłam mimo, że nie chciałam, bo posłuchałam innych - natomiast podczas mojej 3 dniowego pobytu w domu rodzinnym nawet się do mnie nie odezwał). Nie wiem, czy mówił poważnie o zerwaniu, czy pod wpływem emocji. Może to głupie, ale brakuje mi Go, był mi bardzo bliski, być może zbyt wiele sobie wyobraziłam, ale dawał mi do zrozumienia, że chce próbować. Popadam w paranoję, za dużo analizuję.. Chciałabym z Nim jeszcze raz porozmawiać, ale nie wiem, czy ma to sens. Czy może czekać na jego ruch, bo właściwie jeśli żywi prawdziwe uczucie to się odezwie… Bardzo proszę o poradę w tej kwestii – odezwać się, spytać o pewność jego decyzji i ewentualnie się pożegnać, czy zostawić sprawę samej sobie?
Wyprowadzka w planach, ale obawiam się, że zostanę sama - nie będę miała do kogo wrócić.
Jestem w nietypowej sytuacji. Poznałam faceta, myślę nad wyprowadzką, chciałabym w końcu jakoś ułożyć życie. Jednak coś stoi na przeszkodzie- moje obawy - on mieszka prawie 500 km od mojego domu rodzinnego. Ja bardzo chce się stąd wynieść, zacząć wszystko "od nowa", rodzina mnie wykańcza, jest toksyczna, ciągle kłotnie, dyskryminacja mnie na każdym kroku. Chciałabym ograniczyć kontakt do minimum i odetchnąć z ulgą, żyć bez nerwów, myślą, że jestem nikim. Boje się tego, że jednak " swoje to swoje" tam będę miała tylko partnera, nikogo nie znam tak naprawdę. Mam cały czas strach przed podjęciem tego kroku wyprowadzki, że jednak może nam się nie uda, że każdego dnia nawet po 2-3 latach on może wyrzucić mnie na bruk. Nie będę miała do kogo już wrócić. Też była sytuacja, byłam w szpitalu po 2 dniach było ciężko być samej z dala od rodziny. Gdy dzwonili napływały łzy do oczu, czułam jakby taką samotność. Nie wiem czy umiałabym sobie z tym poradzić przy takiej odległości, jednak wizyty rodziny nie byłyby częste i jak zaryzykować, by w końcu ułożyć to życie?
Niepokój w związku na odległość: czy brakuje mi bliskości i zrozumienia?
Witam, zastanawia mnie moj niepokoj, ktory obiektywnie nie ma podstaw i sam nie raz powtarzalem w zyciu, ze w zwiazku nalezy miec przestrzen i nie wolno sie ograniczac natomiast w przypadku kiedy moja dziewczyna wychodzi ze znajomymi na miasto nie czuje sie dobrze… Czy moze wynikac to z tego, ze mamy slaby kontakt i mi go wiecznie brakuje (zwiazek na odleglosc, ona 2 dzieci). Dla mnie szokiem jest ze zdarzaja sie dni kiedy nie potrafi znalezc nawet 5 min na krotki telefon przed snem -“jak chcesz to sam mozesz zadzwonic”. Jest dzien ze zadzwoni, na drugi np. jest cisza, ja czekam na sygnal az da mi znac ze juz wszystko wokol dzieci zrobila - dostaje tylko wiadomosc “dobranoc”. Bliskosc i czulosc na zero. Byla syt. kiedy chodzila do psychologa mowila, ze wszystko ja meczy, brak sily na cokolwiek, zero checi, problemy finansowe - ograniczyla nawet pewne zajecia z dziecmi, zeby wrocic do siebie. Nagle telefon od kolezanki ktorej dawno nienwidziala 8 godzin ze znajomymi 2 w nocy powrot mimo, ze z samego rana obowiazki. Wczoraj az mnie zaszkowalo jak zadzwonila na te 5 minut powiedziec dobranoc - dzisiaj wyszla znowu. Mam tutaj na mysli, ze zycie ja przytlacza tak, ze nie ma na nic czasu ale jakby zaproszenie kolezanek potrafi zawrocic calym planem dnia, zmeczeniem - czas i energia nagle sie znajduja… Byc moze drazni mnie cos innego… te dwie kolezanki ciagle narzekaj na to jakie zycie z dziecmi jest ciezkie… i ja mimo, ze ich nie posiadam jestem swiecie przekonany, ze problem tkwi w czyms innym a nie dzieciach - na pewno natura nas tak nie stworzyla zeby spelniajac potrzebe potomstwa tracic chec do zycia… byla syt. “Powiedzialam do syna w nerwach juz “wypier na gore” - ja uwazam to za mocno karygodne… natomiast jej kolezanka powiedziala, ze “ona tez tak juz ma bo nie wytrzymuje wiec to normalne” i oczywiscie - moje zdanie sie nie liczy bo “nie mam dzieci” ale jej kolezanka ma racje bo zachowuje sie tak samo i na pewno “nie mozna tego nazwac patologiczna reakcja”. Kiedy druga zazywa leki bo wykancza ja opieka nad dzieckiem mimo, ze ja dzieli i wlasciwie 50% czasu jest wylaczona z opieki - tez ma racje bo ona tez tak robi. Chodzi o to, ze te moim zdaniem bezpodstawne negatywy potem zamiast znalezc na nie rozwiazanie sa utrwalane “bo te 2 znajome tez tak maja”. Byc moze tez dostaje “zlote porady” dot. Naszeto zwiazku. Nie wiem ale czuje niepokoj - moze nie potrafie ufac, i cala nazwijmy to “wina” lezy po mojej stronie?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!