
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Niepokój w związku...
Niepokój w związku na odległość: czy brakuje mi bliskości i zrozumienia?
Bożena Nagórska
Szanowny Panie,
Pana niepokój nie jest bezpodstawny – to sygnał, że w relacji dochodzi do naruszenia Pana granic i wartości. Z opisu wyłaniają się trzy kluczowe punkty:
Nierównowaga energii
To naturalne, że czuje Pan frustrację, gdy partnerka nie ma sił na 5 minut rozmowy z Panem, ale znajduje energię na wielogodzinne wyjścia. To pokazuje różnicę w priorytetach, a nie tylko brak czasu.
Mechanizm potwierdzenia (Echo Chamber)
Partnerka szuka u koleżanek potwierdzenia, że jej trudne zachowania (np. agresja słowna wobec dzieci) są normą. Izoluje to Pana jako „osobę bez dzieci”, której zdanie się nie liczy. To forma unieważnienia, która buduje mur w Waszej relacji.
Lęk o przyszłość
Pana niepokój może wynikać z intuicji, że wartości, którymi kieruje się partnerka i jej otoczenie, są sprzeczne z Pana wizją zdrowego życia i związku.
Warto zadać sobie pytanie, czy czuje się Pan w tym związku partnerem, czy jedynie obserwatorem, którego potrzeby są odkładane na później? Proszę nie brać całej winy na siebie – zaufanie buduje się na przewidywalności i wzajemności, których w tej chwili Panu brakuje.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość.Z Pana opisu wygląda to bardziej na reakcję, na brak przewidywalnego kontaktu i bliskości niż na „bezpodstawny” niepokój. W relacji na odległość regularność, czułość i poczucie bycia ważnym są kluczowe, gdy ich brakuje, pojawia się napięcie, zazdrość i nadinterpretacje.Niepokój może wynikać z niezaspokojonej potrzeby więzi, a nie z braku zaufania. Dodatkowo widoczna jest u Pana frustracja związana z poczuciem niespójności: brak energii dla relacji a jej obecność w innych obszarach.
Zamiast szukać winy/odpowiedzialności, warto: jasno nazwać swoje potrzeby (np. stały, krótki kontakt dziennie),zapytać, czy ona ma realne zasoby na tę relację w obecnej sytuacji życiowej oraz
sprawdzić, czy Wasze oczekiwania wobec bliskości są w ogóle zbieżne.
To pozwala odróżnić problem komunikacyjny od faktycznego niedopasowania w potrzebach.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, nie wygląda na Pani winę, tylko na naturalną reakcję na brak bliskości i przewidywalności w relacji. W związku na odległość kontakt jest podstawą poczucia bezpieczeństwa, a jeśli jest on nieregularny, chłodny i jakby zależny wyłącznie od jej dostępności, to zupełnie zrozumiałe, że pojawia się w Pani napięcie i niepokój. Pani trudne emocje przy jej wyjściach ze znajomymi nie muszą oznaczać braku zaufania. Często zazdrość czy dyskomfort rodzą się nie z podejrzeń, lecz z poczucia, że nie jesteśmy wystarczająco ważni, że brakuje nam czułości, stałości i zaangażowania. To, że na spotkania z koleżankami potrafi znaleźć energię i czas, a na krótką rozmowę przed snem już nie zawsze, może uruchamiać w Pani poczucie odsunięcia czy bycia na dalszym planie i to nie jest irracjonalne.
Jednocześnie możliwe jest, że ona rzeczywiście jest przeciążona, zmęczona i wyjścia traktuje jako formę odreagowania. To jednak nie unieważnia Pani potrzeb. W zdrowej relacji obie perspektywy powinny mieć znaczenie. Jeśli czuje Pani, że Pani potrzeba kontaktu i czułości jest systematycznie pomijana albo bagatelizowana, warto się nad tym zatrzymać. Zamiast skupiać się na jej koleżankach czy zastanawiać się, czy coś Panią niepokoi, można spróbować nazwać wprost to, co dzieje się w Pani, że brak stałego kontaktu sprawia, iż czuje się Pani niepewnie, że potrzebuje Pani większej przewidywalności i bliskości, by czuć się spokojnie w tej relacji. To nie jest kontrolowanie ani ograniczanie, to komunikowanie swojej potrzeby. Niepokój często jest sygnałem, że coś w relacji wymaga doprecyzowania i rozmowy, a nie dowodem na to, że z Panią jest coś nie tak.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Rozumiem, że Pan doświadcza głębokich wątpliwości i niepokoju w Pańskiej relacji. To, co Pan przeżywa – ta rozbieżność między tym, co chciałby Pan osiągnąć w związku, a tym, co obserwuje – stanowi dla Pana rzeczywisty ból, a nie wyraz braku umiejętności zaufania.
Warte jest zauważenia, że Pan stoi przed dylematem: jak pogodzić potrzebę bliskości z pragnieniem autonomii dla partnerki. Pan wie, że przestrzeń jest ważna w relacjach, a jednocześnie czuje się niedowartościowany, gdy ta przestrzeń wydaje się przechodzić w dystans. To napięcie, które Pan odczuwa, może być sygnałem czegoś ważnego – Pańskiego głębokich potrzeb dotyczących więzi i dostępności.
Pytanie, które Pan sobie stawia – czy wina leży po Pańskiej stronie – sugeruje, że jest Pan gotów spojrzeć na siebie z zainteresowaniem i otwartością. To już szczególne. Być może warto zastanowić się nad tym, co naprawdę Panu brakuje w tej relacji i co Panu daje nadzieję, że coś się może zmienić. Co w tym związku – mimo wszystkich wątpliwości – sprawia, że Pan w nim pozostaje? Jaka jest ta nadzieja, która Pana ciągle trzyma?
Sama Pana obecność w tej relacji i jego refleksyjność mogą być siłą zdolną do zmiany dynamiki między Panem a Pańską dziewczyną.
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
Pana niepokój wynika z dostrzegalnej niespójności: słyszy Pan o chronicznym braku sił i przytłoczeniu życiem, a jednocześnie widzi, że partnerka znajduje mnóstwo energii na wielogodzinne spotkania towarzyskie. To naturalne, że czuje się Pan zdezorientowany, gdy 5 minut rozmowy z Panem jest wysiłkiem, a 8 godzin „na miescie” nie sprawia trudności.
Problem pogłębia fakt, że otoczenie partnerki normalizuje zachowania, które Pana rażą (jak agresja słowna wobec dzieci). Argument „nie masz dzieci, więc nie rozumiesz” może służyć tu do zablokowania jakiejkolwiek dyskusji o zasadach. Pana emocje nie są „winą” ani brakiem zaufania. Emocje to coś naturalnego, co być może w tym przypadku pojawiło się w reakcji na to, że w tym związku Pana potrzeby bliskości są traktowane jako opcjonalne.
W relacji na odległość kontakt jest jedynym spoiwem. Jeśli brakuje w nim wzajemności i przewidywalności, naturalnym będzie że poczucie samotności będzie narastać. Może Pan rozważyć rozmowę z partnerką o tym jak widzicie swoje potrzeby, bo czasami ten element „widzenia siebie na wzajem” może generować nieporozumienia.
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Piotr Ziomber
Pana niepokój brzmi naprawdę frustrująco, zwłaszcza że sam widzisz w nim sprzeczności kiedy z jednej strony wierzy Pan w przestrzeń w związku, z drugiej czujesz dyskomfort, kiedy dziewczyna wychodzi z przyjaciółkami. To normalne, że w relacji na odległość z dodatkowymi wyzwaniami (jak jej dzieci i codzienne obowiązki) emocje się mieszają. Spróbuję to rozłożyć krok po kroku, żeby pomóc Ci zobaczyć sprawę klarowniej. Opisuje Pan nieregularny kontakt kiedy raz dzwoni, raz tylko "dobranoc" w wiadomości. W związkach na odległość to podstawa budowania zaufania. Jeśli jej brakuje czasu na pięciominutowyminutowy telefon przed snem ), a nagle znajduje osiem godzin na imprezę z dawno niewidzianą koleżanką, to boli. To nie o zazdrość chodzi, ale o priorytety,kiedy czuje się Pan na dalszym planie. Mówi, że wszystko ją męczy (problemy finansowe, brak sił, wizyty u psychologa), ogranicza aktywności z dziećmi, ale na wyjścia z przyjaciółkami "czas i energia się znajdują". To klasyczny sygnał, że zmęczenie bywa selektywne i na bliskich (dzieci, partner) brakuje sił, na relaks z innymi naglesiła sie pojawia. Nie dziwię się, że Pana to szokuje.
Dwie przyjaciółki narzekają na życie z dziećmi, normalizują wybuchy jak "wypier na górę" ("to normalne, bo ja też tak mam") i biorą leki na stres. Pan widzi w tym patologię, co jest słuszne gdyż natura nie stworzyła nas do tracenia chęci do życia przez rodzicielstwo. Jeśli utrwala to negatywy zamiast szukać rozwiązań, a do tego dają "złote porady" o Waszym związku... to może podkopuje Pana pozycję. Komunikaty w stylu "Nie masz dzieci, więc się nie odzywaj" to manipulacja, nie argument.
Czy to Pana wina (brak zaufania)? Nie, niekoniecznie. Niepokój nie jest "obiektywnie bezpodstawny" kiedy ma Pan konkretne powody jak słaby kontakt, brak czułości, rozbieżność priorytetów. Zaufanie buduje się wzajemnie, a tu czujesz się ignorowany. W związkach na odległość z dziećmi kluczowe jest ustalenie granic (np. "dziennie 10 min na rozmowę, nawet jeśli zmęczona"). Jeśli ona mówi "jak chcesz, to sam zadzwoń", to przerzuca odpowiedzialność, gdyż zdrowa relacja wymaga wysiłku obu stron.
Proszę wybraćspokojny moment (nie po jej wyjściu) i powiedzieć "Czuję się odsunięty, kiedy kontakt jest nieregularny i tęsknię za naszą bliskością. Jak możemy to poprawić?". Proszę słuchać jej perspektywy (może naprawdę jest przytłoczona), ale trzeba wyrazić swoje potrzeby jak codzienny krótki telefon o stałej porze. To nie ogranicza przestrzeni, ale buduje więź. Jeśli wyjścia z koleżankami zawsze idą kosztem Was, a ich rady wpływają na nią negatywnie to warto delikatnie zapytać, co o tym myśli. Może warto ograniczyć ich wpływ?
Pana niepokój może rosnąć od czekania na jej sygnał więc warto ustalić granice, np. nie czekaj w nieskończonośćvi rozważyć wsparcie (terapeuta dla siebie, by przepracować te emocje). Jeśli bliskość zostaje na zero mimo rozmów, a priorytety się nie zmieniają , trzeba zastanowić się, czy to dla Pana zdrowe długoterminowo.
Jest Pan świadomy swoich przekonań o przestrzeni, co pokazuje dojrzałość. To dobry punkt wyjścia.
Daria Składanowska
Dzień dobry.,
czytam, że to, co przeżywasz, jest dla Ciebie bardzo trudne i budzi w Tobie niepokój, który wydaje się trudny do uzasadnienia, ale jednocześnie mocno odczuwalny. Twoje uczucia — poczucie braku bliskości, frustracja, zaniepokojenie zachowaniami partnerki — są realne i mają znaczenie. Nie oznacza to, że coś jest z Tobą „nie tak”, tylko że w tej relacji pojawiają się napięcia, które wywołują emocje.
To naturalne, że relacja na odległość, różnice w obowiązkach i rytmie dnia, a także obserwacja reakcji bliskich osób, mogą wywoływać lęk i poczucie braku kontroli. Twoje wątpliwości i pytania o zaufanie pokazują, że zależy Ci na jakości tej relacji i na tym, żeby była bezpieczna i satysfakcjonująca dla obu stron.
Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc Ci zrozumieć, skąd dokładnie bierze się Twój niepokój, jakie są jego źródła i jak go odróżnić od realnych zagrożeń w relacji. Takie wsparcie może też dać Ci większą jasność i poczucie bezpieczeństwa w związku. Wszstkiego dobrego.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
Moja mama kiedyś ukarała mnie i moją siostrę jak przeskrobałyśmy coś tym, że kazała spakować się w reklamówki z biedronki i siedzieć pod drzwiami dopóki nie przemyślimy sobie swojego zachowania... Albo dostałam rózgę od rodziców jak byłam młodsza z karteczką " jak będziesz grzeczna do świąt to dostaniesz prezent pod choinkę" Było też tak, że w 2020 mieliśmy najgorszą Wigilię w życiu... Rodzice nie zrobili nam kolacji, bo moja najmłodsza siostra przeskrobała coś... Nie było wtedy nic. Choinki. Łamania się opłatkiem. Śpiewania kolęd. Prezentów. Siedzieliśmy wtedy każdy w swoim pokoju. A ja jeszcze pamiętam, że tato wtedy powiedział, że to kara dla nas.. To bardzo się odbiło na mnie... Albo ostatnio byłam z mężem w domu rodzinnym i co mnie zaskoczyło, to : Na drzwiach wejściowych była napisana karteczka: Nie trzaskać drzwiami ! Na lusterku w tym miejscu gdzie są buty itd. Jest napisane nie zostawiać włączonych ładowarek ! Nie pryskać lakierem ! A na murku przy kominku jest napisane : Nie kłaść mokrych ręczników! Normalnie jak w jakimś więzieniu... Już nie mówiąc o tych wszystkich chwilach, kiedy byłam wyśmiewana. Przypomniało mi się też to, jak kiedyś niechcący pobiłam lampkę taty, to tato jeszcze gorzej ją pobił...a jak pobiłam pokrywkę od cukiernicy to mama powiedziała, że dla ciebie to wszystko jest niechcący i że mam dwie lewe ręce... Już nie mówiąc o tych sytuacjach kiedy byłam gówniara... Przepraszam, musiałam się wygadać.
Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu.
Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach.
Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę.
Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham.
Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję.
Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym?
Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu.
Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie.
Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy.
Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże.
Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).

