Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Niepokój w związku na odległość: czy brakuje mi bliskości i zrozumienia?

Witam, zastanawia mnie moj niepokoj, ktory obiektywnie nie ma podstaw i sam nie raz powtarzalem w zyciu, ze w zwiazku nalezy miec przestrzen i nie wolno sie ograniczac natomiast w przypadku kiedy moja dziewczyna wychodzi ze znajomymi na miasto nie czuje sie dobrze… Czy moze wynikac to z tego, ze mamy slaby kontakt i mi go wiecznie brakuje (zwiazek na odleglosc, ona 2 dzieci). Dla mnie szokiem jest ze zdarzaja sie dni kiedy nie potrafi znalezc nawet 5 min na krotki telefon przed snem -“jak chcesz to sam mozesz zadzwonic”. Jest dzien ze zadzwoni, na drugi np. jest cisza, ja czekam na sygnal az da mi znac ze juz wszystko wokol dzieci zrobila - dostaje tylko wiadomosc “dobranoc”. Bliskosc i czulosc na zero. Byla syt. kiedy chodzila do psychologa mowila, ze wszystko ja meczy, brak sily na cokolwiek, zero checi, problemy finansowe - ograniczyla nawet pewne zajecia z dziecmi, zeby wrocic do siebie. Nagle telefon od kolezanki ktorej dawno nienwidziala 8 godzin ze znajomymi 2 w nocy powrot mimo, ze z samego rana obowiazki. Wczoraj az mnie zaszkowalo jak zadzwonila na te 5 minut powiedziec dobranoc - dzisiaj wyszla znowu. Mam tutaj na mysli, ze zycie ja przytlacza tak, ze nie ma na nic czasu ale jakby zaproszenie kolezanek potrafi zawrocic calym planem dnia, zmeczeniem - czas i energia nagle sie znajduja… Byc moze drazni mnie cos innego… te dwie kolezanki ciagle narzekaj na to jakie zycie z dziecmi jest ciezkie… i ja mimo, ze ich nie posiadam jestem swiecie przekonany, ze problem tkwi w czyms innym a nie dzieciach - na pewno natura nas tak nie stworzyla zeby spelniajac potrzebe potomstwa tracic chec do zycia… byla syt. “Powiedzialam do syna w nerwach juz “wypier na gore” - ja uwazam to za mocno karygodne… natomiast jej kolezanka powiedziala, ze “ona tez tak juz ma bo nie wytrzymuje wiec to normalne” i oczywiscie - moje zdanie sie nie liczy bo “nie mam dzieci” ale jej kolezanka ma racje bo zachowuje sie tak samo i na pewno “nie mozna tego nazwac patologiczna reakcja”. Kiedy druga zazywa leki bo wykancza ja opieka nad dzieckiem mimo, ze ja dzieli i wlasciwie 50% czasu jest wylaczona z opieki - tez ma racje bo ona tez tak robi. Chodzi o to, ze te moim zdaniem bezpodstawne negatywy potem zamiast znalezc na nie rozwiazanie sa utrwalane “bo te 2 znajome tez tak maja”. Byc moze tez dostaje “zlote porady” dot. Naszeto zwiazku. Nie wiem ale czuje niepokoj - moze nie potrafie ufac, i cala nazwijmy to “wina” lezy po mojej stronie?
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowny Panie,

Pana niepokój nie jest bezpodstawny – to sygnał, że w relacji dochodzi do naruszenia Pana granic i wartości. Z opisu wyłaniają się trzy kluczowe punkty:

Nierównowaga energii

To naturalne, że czuje Pan frustrację, gdy partnerka nie ma sił na 5 minut rozmowy z Panem, ale znajduje energię na wielogodzinne wyjścia. To pokazuje różnicę w priorytetach, a nie tylko brak czasu.

Mechanizm potwierdzenia (Echo Chamber)

Partnerka szuka u koleżanek potwierdzenia, że jej trudne zachowania (np. agresja słowna wobec dzieci) są normą. Izoluje to Pana jako „osobę bez dzieci”, której zdanie się nie liczy. To forma unieważnienia, która buduje mur w Waszej relacji.

Lęk o przyszłość

Pana niepokój może wynikać z intuicji, że wartości, którymi kieruje się partnerka i jej otoczenie, są sprzeczne z Pana wizją zdrowego życia i związku.

Warto zadać sobie pytanie, czy czuje się Pan w tym związku partnerem, czy jedynie obserwatorem, którego potrzeby są odkładane na później? Proszę nie brać całej winy na siebie – zaufanie buduje się na przewidywalności i wzajemności, których w tej chwili Panu brakuje.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.Z Pana opisu wygląda to bardziej na reakcję, na brak przewidywalnego kontaktu i bliskości niż na „bezpodstawny” niepokój. W relacji na odległość regularność, czułość i poczucie bycia ważnym są kluczowe, gdy ich brakuje, pojawia się napięcie, zazdrość i nadinterpretacje.Niepokój może wynikać z niezaspokojonej potrzeby więzi, a nie z braku zaufania. Dodatkowo widoczna jest u Pana frustracja związana z poczuciem niespójności: brak energii dla relacji a jej obecność w innych obszarach.

Zamiast szukać winy/odpowiedzialności, warto: jasno nazwać swoje potrzeby (np. stały, krótki kontakt dziennie),zapytać, czy ona ma realne zasoby na tę relację w obecnej sytuacji życiowej oraz

sprawdzić, czy Wasze oczekiwania wobec bliskości są w ogóle zbieżne.

 

To pozwala odróżnić problem komunikacyjny od faktycznego niedopasowania w potrzebach.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

To, co Pani opisuje, nie wygląda na Pani winę, tylko na naturalną reakcję na brak bliskości i przewidywalności w relacji. W związku na odległość kontakt jest podstawą poczucia bezpieczeństwa, a jeśli jest on nieregularny, chłodny i jakby zależny wyłącznie od jej dostępności, to zupełnie zrozumiałe, że pojawia się w Pani napięcie i niepokój. Pani trudne emocje przy jej wyjściach ze znajomymi nie muszą oznaczać braku zaufania. Często zazdrość czy dyskomfort rodzą się nie z podejrzeń, lecz z poczucia, że nie jesteśmy wystarczająco ważni, że brakuje nam czułości, stałości i zaangażowania. To, że na spotkania z koleżankami potrafi znaleźć energię i czas, a na krótką rozmowę przed snem już nie zawsze, może uruchamiać w Pani poczucie odsunięcia czy bycia na dalszym planie i to nie jest irracjonalne.

Jednocześnie możliwe jest, że ona rzeczywiście jest przeciążona, zmęczona i wyjścia traktuje jako formę odreagowania. To jednak nie unieważnia Pani potrzeb. W zdrowej relacji obie perspektywy powinny mieć znaczenie. Jeśli czuje Pani, że Pani potrzeba kontaktu i czułości jest systematycznie pomijana albo bagatelizowana, warto się nad tym zatrzymać. Zamiast skupiać się na jej koleżankach czy zastanawiać się, czy coś Panią niepokoi, można spróbować nazwać wprost to, co dzieje się w Pani, że brak stałego kontaktu sprawia, iż czuje się Pani niepewnie, że potrzebuje Pani większej przewidywalności i bliskości, by czuć się spokojnie w tej relacji. To nie jest kontrolowanie ani ograniczanie, to komunikowanie swojej potrzeby. Niepokój często jest sygnałem, że coś w relacji wymaga doprecyzowania i rozmowy, a nie dowodem na to, że z Panią jest coś nie tak.

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Rozumiem, że Pan doświadcza głębokich wątpliwości i niepokoju w Pańskiej relacji. To, co Pan przeżywa – ta rozbieżność między tym, co chciałby Pan osiągnąć w związku, a tym, co obserwuje – stanowi dla Pana rzeczywisty ból, a nie wyraz braku umiejętności zaufania.  

Warte jest zauważenia, że Pan stoi przed dylematem: jak pogodzić potrzebę bliskości z pragnieniem autonomii dla partnerki. Pan wie, że przestrzeń jest ważna w relacjach, a jednocześnie czuje się niedowartościowany, gdy ta przestrzeń wydaje się przechodzić w dystans. To napięcie, które Pan odczuwa, może być sygnałem czegoś ważnego – Pańskiego głębokich potrzeb dotyczących więzi i dostępności.  

Pytanie, które Pan sobie stawia – czy wina leży po Pańskiej stronie – sugeruje, że jest Pan gotów spojrzeć na siebie z zainteresowaniem i otwartością. To już szczególne. Być może warto zastanowić się nad tym, co naprawdę Panu brakuje w tej relacji i co Panu daje nadzieję, że coś się może zmienić. Co w tym związku – mimo wszystkich wątpliwości – sprawia, że Pan w nim pozostaje? Jaka jest ta nadzieja, która Pana ciągle trzyma?  

Sama Pana obecność w tej relacji i jego refleksyjność mogą być siłą zdolną do zmiany dynamiki między Panem a Pańską dziewczyną.

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Pana niepokój wynika z dostrzegalnej niespójności: słyszy Pan o chronicznym braku sił i przytłoczeniu życiem, a jednocześnie widzi, że partnerka znajduje mnóstwo energii na wielogodzinne spotkania towarzyskie. To naturalne, że czuje się Pan zdezorientowany, gdy 5 minut rozmowy z Panem jest wysiłkiem, a 8 godzin „na miescie” nie sprawia trudności. 

Problem pogłębia fakt, że otoczenie partnerki normalizuje zachowania, które Pana rażą (jak agresja słowna wobec dzieci). Argument „nie masz dzieci, więc nie rozumiesz” może służyć tu do zablokowania jakiejkolwiek dyskusji o zasadach. Pana emocje nie są „winą” ani brakiem zaufania. Emocje to coś naturalnego, co być może w tym przypadku pojawiło się w reakcji na to, że w tym związku Pana potrzeby bliskości są traktowane jako opcjonalne.

W relacji na odległość kontakt jest jedynym spoiwem. Jeśli brakuje w nim wzajemności i przewidywalności, naturalnym będzie że poczucie samotności będzie narastać. Może Pan rozważyć rozmowę z partnerką o tym jak widzicie swoje potrzeby, bo czasami ten element „widzenia siebie na wzajem” może generować nieporozumienia. 

Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Pana niepokój brzmi naprawdę frustrująco, zwłaszcza że sam widzisz w nim sprzeczności kiedy z jednej strony wierzy Pan w przestrzeń w związku, z drugiej czujesz dyskomfort, kiedy dziewczyna wychodzi z przyjaciółkami. To normalne, że w relacji na odległość z dodatkowymi wyzwaniami (jak jej dzieci i codzienne obowiązki) emocje się mieszają. Spróbuję to rozłożyć krok po kroku, żeby pomóc Ci zobaczyć sprawę klarowniej. Opisuje Pan nieregularny kontakt kiedy raz dzwoni, raz tylko "dobranoc" w wiadomości. W związkach na odległość to podstawa budowania zaufania. Jeśli jej brakuje czasu na pięciominutowyminutowy telefon przed snem ), a nagle znajduje osiem godzin na imprezę z dawno niewidzianą koleżanką, to boli. To nie o zazdrość chodzi, ale o priorytety,kiedy czuje się Pan na dalszym planie. Mówi, że wszystko ją męczy (problemy finansowe, brak sił, wizyty u psychologa), ogranicza aktywności z dziećmi, ale na wyjścia z przyjaciółkami "czas i energia się znajdują". To klasyczny sygnał, że zmęczenie bywa selektywne i na bliskich (dzieci, partner) brakuje sił, na relaks z innymi  naglesiła sie pojawia. Nie dziwię się, że Pana to szokuje.

Dwie przyjaciółki narzekają na życie z dziećmi, normalizują wybuchy jak "wypier na górę" ("to normalne, bo ja też tak mam") i biorą leki na stres. Pan widzi w tym patologię, co jest słuszne gdyż natura nie stworzyła nas do tracenia chęci do życia przez rodzicielstwo. Jeśli utrwala to negatywy zamiast szukać rozwiązań, a do tego dają "złote porady" o Waszym związku... to może podkopuje Pana pozycję.  Komunikaty w stylu "Nie masz dzieci, więc się nie odzywaj" to manipulacja, nie argument.

Czy to Pana wina (brak zaufania)? Nie, niekoniecznie. Niepokój nie jest "obiektywnie bezpodstawny" kiedy ma Pan  konkretne powody jak słaby kontakt, brak czułości, rozbieżność priorytetów. Zaufanie buduje się wzajemnie, a tu czujesz się ignorowany. W związkach na odległość z dziećmi kluczowe jest ustalenie granic (np. "dziennie 10 min na rozmowę, nawet jeśli zmęczona"). Jeśli ona mówi "jak chcesz, to sam zadzwoń", to przerzuca odpowiedzialność, gdyż zdrowa relacja wymaga wysiłku obu stron.

Proszę wybraćspokojny moment (nie po jej wyjściu) i  powiedzieć "Czuję się odsunięty, kiedy kontakt jest nieregularny i tęsknię za naszą bliskością. Jak możemy to poprawić?". Proszę słuchać jej perspektywy (może naprawdę jest przytłoczona), ale trzeba wyrazić swoje potrzeby jak  codzienny krótki telefon o stałej porze. To nie ogranicza przestrzeni, ale buduje więź. Jeśli wyjścia z koleżankami zawsze idą kosztem Was, a ich rady wpływają na nią negatywnie to warto delikatnie zapytać, co o tym myśli. Może warto ograniczyć ich wpływ?

Pana  niepokój może rosnąć od czekania na jej sygnał więc warto ustalić granice, np. nie czekaj w nieskończonośćvi rozważyć wsparcie (terapeuta dla siebie, by przepracować te emocje). Jeśli bliskość zostaje na zero mimo rozmów, a priorytety się nie zmieniają , trzeba zastanowić się, czy to dla Pana zdrowe długoterminowo.

Jest Pan świadomy swoich przekonań o przestrzeni, co pokazuje dojrzałość. To dobry punkt wyjścia. 

 


 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry., 

czytam, że to, co przeżywasz, jest dla Ciebie bardzo trudne i budzi w Tobie niepokój, który wydaje się trudny do uzasadnienia, ale jednocześnie mocno odczuwalny. Twoje uczucia — poczucie braku bliskości, frustracja, zaniepokojenie zachowaniami partnerki — są realne i mają znaczenie. Nie oznacza to, że coś jest z Tobą „nie tak”, tylko że w tej relacji pojawiają się napięcia, które wywołują emocje.

 

To naturalne, że relacja na odległość, różnice w obowiązkach i rytmie dnia, a także obserwacja reakcji bliskich osób, mogą wywoływać lęk i poczucie braku kontroli. Twoje wątpliwości i pytania o zaufanie pokazują, że zależy Ci na jakości tej relacji i na tym, żeby była bezpieczna i satysfakcjonująca dla obu stron.

 

Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc Ci zrozumieć, skąd dokładnie bierze się Twój niepokój, jakie są jego źródła i jak go odróżnić od realnych zagrożeń w relacji. Takie wsparcie może też dać Ci większą jasność i poczucie bezpieczeństwa w związku. Wszstkiego dobrego. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak odróżnić przemoc od agresji w rodzinie i kiedy szukać pomocy?
Jak rozróżnić przemoc od agresji ze strony członka rodziny? Czy jeśli to agresja, a nie przemoc, to też mogę szukać pomocy dla siebie?
Rozpadł się mój związek z uwagi na przemoc psychiczną.
Rozpadł się mój związek z uwagi na przemoc psychiczną. Były partner ma kontakt z dziećmi i mamy wspólne mieszkanie. Kiedy nie dostaje ode mnie tego, co chce (wspólnych wycieczek, wspólnego czasu), znów jestem ta najgorszą i to wszystko przeze mnie. Chciałabym mieć normalną rodzinę, ale kiedy mnie wyzywa, zamykam się i nie potrafię się obronić. Czy jestem chora? I czy to moja wina, że nie potrafię się przełamać w stosunku do niego?
Jak pomóc dziecku nauczyć się delikatnego okazywania sympatii innym dzieciom?

Szanowni Państwo, mój synek (23 miesiące) zaczął bardzo chętnie przytulać się do innych dzieci. Zdarza się, że robi to zbyt mocno i nachalnie, nie zwracając uwagi na reakcję innych dzieci. 
Co najlepiej zrobić w takiej sytuacji? 
Żeby zachować strefę komfortu innych dzieci, ale jednocześnie nie zniechęcać mojego synka do okazywania sympatii innym.

3,5 letnia córka zaczęła inaczej reagować na jedną z babć. Kłócimy się z żoną o przyczynę, raz przy córce. Z czego to może wynikać? Jak reagować?
Dzień dobry, mam pytanie. Ostatnio córka (3,5roku) zaczęła mówić, że: nie lubi babci, babcia jej nie kocha etc. wcześniej było bardzo pozytywnie, lubiła, mówiła, że chce pojechać do babci (temat dotyczy mojej mamy, która mieszka koło 50km od nas i pracuje, bo jest sama, więc widzimy się tylko raz na jakiś czas). Żona z teściową (która z kolei mieszka na stałe u nas) stwierdzają, że to na pewno kwestia tego, że ona widzi, że babcia ją rzadko odwiedza i się nie angażuje (one oczekują, że ona będzie przyjeżdżać zawsze kiedy jest potrzebna, bo są przyzwyczajone, że moja teściowa nie pracuje od 30 lat). Ostatnio mieliśmy nawet kłótnię z żoną (co ważne, w obecności córki, bo jechaliśmy samochodem), że jakim prawem zaprosiłem swoją mamę na udział w przedszkolnym dniu babci i dziadka, skoro ona "jest babcią tylko jak jej tak wygodnie" i że "babcia ma ją w dupie". Co może być istotne, kiedy córka była znacznie mniejsza (do wieku 2 lat) na widok mojej mamy reagowała płaczem z dużej odległości, co nie było normalne, bo nie stała jej się żadna krzywda z rąk mojej mamy (o której bym wiedział), natomiast, mniej więcej od narodzin córki, przez pierwszy rok, byliśmy z moją mamą bardzo pokłóceni (głównie to moja żona i jej mama byli pokłóceni z moją). Nie wiem czy zachowania córki mogą wynikać raczej z jakichś dziecięcych zmian nastroju, z "wyczuwania, że babcia jej nie kocha" (tutaj piszę to w formie przenośni) czy z wyczuwania niechęci i słuchania negatywnych komentarzy na ten temat. Zależy mi, żeby dowiedzieć się co w takiej sytuacji najbardziej kieruje dzieckiem, żeby móc zareagować odpowiednio.
Nie pamiętam kiedy szczerze się z czegoś cieszyłam...
Będzie długo, ale muszę. Witam, mam 46 lat, nieco ponad 20 lat pracuje w szkole, w tym od 12 lat na stanowisku pedagoga szkolnego, ok. 400 uczniów. Mam rodzinę: męża, syna 15 latka, własne mieszkanie, stały dochód. Wydawałoby się że nie powinnam narzekać... A jednak czuje się totalnym przegrywem. Odkąd pamiętam byłam dzieckiem zakompleksionym, ale przy tym bardzo samodzielnym, bo mnie i siostrę wychowywała mama. Jako nastolatka moje kompleksy nasilały się a alkohol w rodzinie powodował że miałam poczucie winy za wszelkie żale jakie mama czasem na mnie wylewała. Ojciec bywał w domu kilka razy w roku, pracował w kopalni, był alkoholikiem. W szkole średniej dobrze się czułam, bo miałam zgrane grono koleżanek, chłopaków nie miałam, bo zwyciężały moje kompleksy. Gdy poszłam na studia pedagogiczne- na Śląsku, aby ojciec choć trochę pomógł mi finansowo, wtedy starałam się wszystko trzymać w ryzach, a by nie zawieść pokładanych przez rodziców we mnie nadziei... Jedyna z rodziny wyżej wykształcona... I owszem, noty były wysokie, studia pięknie zdane, ale wyhodowałam sobie anoreksję. Trwało to jakieś 3-5 lat, po skończeniu studiów przeszło w bulimię - kolejne 2-lata. Szybko zaczęłam pracę, ale nie w szkole, tylko gdzie się dało aby być samowystarczalną. Potem praca w szkole, przez pierwsze kilka lat miałam poczucie , że ja w szkole jestem tylko na chwilę , bo czuję że do niej nie pasuje. Ale w międzyczasie poznałam swojego obecnego męża, potem ciąża, ślub. Cieszyłam się, bo lekarze nie dawali mi szansy, że zajdę w ciążę. W końcu nadeszła propozycja abym objęła etat pedagoga. Zgodziłam się, choć się panicznie bałam, że sobie nie poradzę. Przed pracą musiałam wypalić papierosa. Na szczęście rzuciłam palenie zupełnie. Stres w pracy towarzyszy mi bardzo często. Jeszcze kilka lat temu stres spalałam poprzez sport: chodzenie na spacery, z koleżankami na kijki, ćwiczyłam w domu z Chodakowską. Zaczęłam intensywniej ćwiczyć gdy musiałam zająć się schorowaną mamą, zamieszkała ze mną, a ja czując że potrzebuje więcej krzepy przy opiece nad mamą zaczęłam ćwiczyć aby się wzmocnić. Mama zmarła 7 lat temu, pochowałam ją, siostra przyjechała tylko na chwilę na uroczystości pogrzebowe bo dostała przepustkę z ZK... W pracy bardzo dużo obowiązków i dochodziły nowe, bo się na to zgadzalam... Aby pokazać że nikogo nie zawiodę.nWtedy miałam pierwszy raz w życiu epizod ataki paniki. Nadeszła pandemia i pomyślałam że to nawet lepiej bo odpocznę od środowiska szkolnego, ale grubo się pomyliłam. W rodzinie- syn cały prawie dzień przy komputerze, ja zresztą też... Mąż który swoją frustrację zaczął wyładowywać na synu. Załamałam się, bardzo często w nocy płakałam, problemy ze snem. Po pandemii wróciliśmy do szkoły, nadeszły wakacje i myślałam że też wszystko wróciło do normy. Ale poczucie smutku i pustki wcale nie znikło, wrex narastało. Postanowiłam że zasięgnę pomocy u psychologa, bo mogą to być symtopmy depresji. Poszłam na 2 spotkania z psychologiem, ale właśnie wybuchła wojna na Ukrainie i dopadłanie myśl, że sobie coś wkręcam. Ludzie właśnie przeżywają prawdziwe dramaty, jest wojna a ja będę pieniądze na pierdoły wydawać, bo nie mam z kim porozmawiać. Więc terapię przerwałam. Już wtedy poważnie myślałam o zmianie pracy, czułam że to wypalenie zawodowe. Ale przecież gdzieś pracować trzeba, rachunki połacić. Poza tym inni majalą gorzej a ja się nad sobą użalam. Rok temu syn nie zdał w kl. 1 liceum, powtarza klase... To mnie trapi okrutnie dodatkowo. Jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że szkoła to nie jest miejsce dla mnie-jestem już szczerze zmęczona rozwiązywaniem problemów cudzych dzieci i ich rodziców. Gdy w wakacje widzę gdzieś skupisko dzieci to mam ochotę uciekać. Trzy lata temu zapisałam się na język niemiecki, bo chciałam go podszkolić abym miała lepsze perspektywę innego zatrudnienia. Ale gdzieś od kwietnia tego roku coś we mnie pękło: już nie mam siły się starać, porzuciłam niemiecki tłumacząc sobie że i tak nie odwaze się porzucić szkoły, bo przecież nic innego nie potrafię robić. Nie mam ochoty na sport, a o seksie już nie wspomnę, nie istnieje. Bardzo mało rozmawiam z mężem, z synem też nie zadurzo, bo twierdzi że nasze rozmowy i tak zawsze kończą się nagabywaniem go o naukę, odrabianie lekcji etc. Czuję pustkę, do pracy chodzę, wypełniam swoje obowiązki, dyrekcja cały czas mnie chwali za zaangażowanie a ja czuję że się za chwilę udusze. W nocy często myślę, że dobrze by było abym na coś poważnie zachorowała, wtedy odpoczelabym od szkoły. Boje się powiedzieć dyrekcji, że bardzo chciałbym skorzystać z urlopu zdrowotnego. Działam w trybie autopilota, nie pamiętam kiedy ostatnio szczerze się z czegoś cieszyłam. Nawet czytanie książek mi nie idzie, bo czuję że niewiele pamiętam z tego co przeczytałam. Dlatego też rzuciłam dalszą naukę niemieckiego, bo nic z tego nie pamiętałam. Jeszcze parę miesięcy temu syn często pytał: Mama, co ty taka smutna? Teraz już nie pyta, już mu to spowszedniało. Nie chcę aby taką mnie zapamiętał, przez to czuję że jako matka bardzo nawaliłam. Strecilam wiarę, straciłam sens, ot taka sobie przykra wegetacja...
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.