Dzień dobry,
z tego, co Pani opisuje, widać, że ostatnia sesja była dla Pani bardzo raniąca i zostawiła dużo niepokoju, dezorientacji oraz poczucia bycia ocenioną. I warto zaufać temu, że coś w tej sytuacji przekroczyło Pani granice - nawet jeśli jednocześnie próbuje Pani sobie tłumaczyć, że „może przesadza”.
Szczególnie po doświadczeniu ciężkiej depresji, myśli samobójczych i pracy nad poczuciem własnej wartości relacja terapeutyczna powinna opierać się przede wszystkim na bezpieczeństwie, szacunku i możliwości otwartego mówienia o swoich trudnościach bez poczucia zawstydzania.
To, co Pani cytuje, mogło być bardzo obciążające
Sformułowanie:
„jak ktoś jest gruby, to po prostu żre”
- niezależnie od intencji terapeutki - jest określeniem bardzo oceniającym i potocznie stygmatyzującym. Szczególnie w kontekście rozmowy o jedzeniu, emocjach, zdrowiu i obrazie własnego ciała mogło zostać odebrane jako zawstydzające i raniące.
Podobnie komentarze dotyczące kosztów superwizji i odniesienie do tego, ile terapeutka „dokłada” do konsultowania Pani procesu, mogły postawić Panią w trudnej emocjonalnie pozycji - jakby była Pani ciężarem lub problemem. Pacjent nie powinien być obciążany odpowiedzialnością za koszty pracy własnej terapeuty.
Co ważne - superwizja sama w sobie jest czymś normalnym i profesjonalnym
To dobrze, gdy terapeuta konsultuje swoją pracę, szczególnie przy bardziej złożonych procesach. To element dbania o jakość terapii.
Ale sposób, w jaki się o tym mówi pacjentowi, ma ogromne znaczenie. Pacjent nie powinien mieć poczucia:
że „jest za trudny”,
że generuje problem,
albo że terapeuta komunikuje frustrację czy przeciążenie.
Bardzo możliwe, że nie chodzi tylko o same słowa, ale o atmosferę relacji
Mam wrażenie, że poczuła się Pani:
niezrozumiana,
oceniona,
zawstydzona,
a może nawet emocjonalnie „ustawiona” w pozycji osoby leniwej lub niewystarczająco starającej się.
A przecież Pani opisuje ogrom pracy: terapię, leczenie psychiatryczne, przejście przez ciężki epizod depresyjny, większą świadomość swoich mechanizmów. To nie brzmi jak „stanie w miejscu”.
W terapii może pojawiać się trudność, frustracja czy konfrontacja — ale ważne jest, jak są prowadzone
Czasem terapeuta rzeczywiście zwraca uwagę na mechanizmy unikania, utknięcia czy trudności w zmianie. Jednak dobra konfrontacja nie polega na zawstydzaniu czy używaniu pogardliwego języka.
Pacjent powinien mieć przestrzeń, by powiedzieć:
„to mnie zraniło”,
„poczułam się oceniona”,
„od tygodnia nie mogę przestać o tym myśleć”.
I reakcja terapeuty na taką informację bardzo dużo mówi o bezpieczeństwie tej relacji.
Myślę, że warto potraktować swoje odczucia poważnie
To, że od tygodnia Pani o tym myśli i czuje dyskomfort, nie wygląda na „nadwrażliwość”. Raczej na sygnał, że coś w tej relacji terapeutycznej przestało być dla Pani bezpieczne emocjonalnie albo pojawiło się pęknięcie zaufania.
Nie oznacza to automatycznie, że terapia musi zostać zakończona. Czasem ważnym elementem procesu jest właśnie omówienie takiego kryzysu w relacji. Ale ma Pani pełne prawo przyjrzeć się temu, czy czuje się Pani w tej terapii szanowana i czy ta relacja nadal Pani służy.
Pozdrawiam serdecznie.