Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Detoks po nawrocie alkoholowym w walentynki - codzienny lęk.

Nie piłem rok, w walentynki napiłem sie i skończyło sie 3 dniowym ciągiem. Teraz jestem na detoksie, znowu. Wcześniej nie piłem 2 lata, ale rok temu też zawaliłem dokładnie 18 lutego. Czy to sie skończy kiedyś? Tak wiem, że skończy sie kiedyś definitywnie i mam myśli, żeby to przyspieszyć, ale nie mam odwagi. Codzieny lęk nie opuszcza mnie, nawet nie wiem czego dotyczy.

User Forum

Paweł

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Panie Pawle,

 

Dziękujemy za kontakt z nami. Brzmi tu dużo zmęczenia, wstydu i silnego, codziennego lęku, który nie daje Panu odpocząć. Nawrót po dłuższym okresie trzeźwości boli i podkopuje nadzieję, ale w uzależnieniu jest częścią procesu zdrowienia, a nie dowodem porażki.Powtarzalność dat i picia w napięciu sugeruje mechanizm wyzwalaczy, to sygnał, że potrzebny jest stały plan ochrony: terapia uzależnień, grupa wsparcia, konkretne strategie na trudne dni.Bardzo ważne są słowa o chęci „przyspieszenia końca”. To pokazuje, jak wysoki jest poziom cierpienia. Proszę koniecznie powiedzieć o tym personelowi na detoksie, tam można dostać pomoc także na lęk i myśli rezygnacyjne. Nie warto zostawać z tym samemu.Ten bezimienny, ciągły lęk często towarzyszy zarówno piciu, jak i odstawieniu alkoholu : jest realny, ale poddaje się leczeniu: terapii, czasem farmakologii i pracy z emocjami.

Trwała trzeźwość jest możliwa nawet po nawrotach. Teraz najważniejsze jest oparcie się na wsparciu i mówienie wprost o tym, co się dzieje.

Na chwilę zatrzymania:
co pomagało Panu najbardziej w tych dwóch latach niepicia?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry 

Cykl, który Pan opisuje stanowi wzór w uzależnieniu od alkoholu. Towarzyszący Panu codzienny lęk jest głęboko z tym związany. Osoby borykające się z problemem uzależnienia doświadczają lęku uogólnionego oraz niepokoju, który trudno przypisać konkretnym sytuacjom. Taki lęk może przyjmować formę uogólnionego zaburzenia lękowego, charakteryzującego się przewlekłym niepokojem, napięciem, drżeniem i trudnościami w koncentracji.  

Lęk taki może stanowić znaczący czynnik wyzwalający do picia, tworząc tym samym błędne koło, w którym alkohol jest postrzegany jako sposób na jego złagodzenie. W okresach abstynencji, nasilenie objawów lękowych może być szczególnie intensywne i skłaniające do powrotu do picia. Myśli, które Pan opisuje, to poważny sygnał. Osoby uzależnione od alkoholu wykazują zwiększone ryzyko zachowań ryzykownych. 

W sytuacji kryzysu interwencja stanowi specyficzny rodzaj pomocy, a grupy wsparcia, takie jak Anonimowi Alkoholicy, stanowią szczególnie ważne źródło pomocy. 

To, że Pan przedłuża okresy abstynencji, sugeruje, że zmiana jest możliwa, ale wiąże się z towarzyszącymi trudnościami emocjonalnymi, które pozostają nierozwiązane. Kryzys, w którym się Pan znajduje, może stać się punktem przełomowym – momentem, w którym zmiana staje się rzeczywiście możliwa, jeśli Pan uzyska odpowiednie wsparcie specjalistyczne, emocjonalne i społeczne.  

 

 Z poważaniem 

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog

mniej niż godzinę temu
Karolina Jatczak

Karolina Jatczak

Panie Pawle,

 

Dziękuję, że podzielił się Pan tym, co się u Pana dzieje. To, co Pan teraz przeżywa – ten ogromny lęk i poczucie beznadziei – jest bardzo ciężkim doświadczeniem, ale chcę, żeby Pan wiedział, że nie musi Pan być w tym sam.

Przede wszystkim chcę zauważyć Pana ogromną siłę, której być może Pan teraz nie widzi: podjął Pan decyzję o przerwaniu ciągu i jest Pan na detoksie. To jest ten najważniejszy krok, od którego zaczyna się powrót do zdrowia. Fakt, że potrafił Pan nie pić przez rok, a wcześniej przez dwa lata, jest dowodem na to, że ma Pan w sobie umiejętność życia w trzeźwości. Te lata nie zniknęły, jest to Pana kapitał i dowód na to, że potrafi Pan budować dobre życie.

 

Nawroty są częścią procesu zdrowienia w chorobie uzależnieniowej, choć wiemy, jak bardzo potrafią być bolesne. Często pojawiają się w okolicach ważnych dat, co w Pana przypadku (walentynki, luty) może być ważnym sygnałem do pracy terapeutycznej.

 

To, co mnie najbardziej niepokoi, to Pana słowa o braku odwagi do „przyspieszenia końca” oraz towarzyszący Panu lęk. Chcę Panu powiedzieć jasno: te myśli są bardzo częstym, choć przerażającym efektem ubocznym „zjazdu” chemicznego i emocjonalnego po ciągu. To nie jest Pana „definitywna” prawda o życiu, to mówi przez Pana choroba i wycieńczony organizm. Ten lęk i myśli można i trzeba leczyć.

 

Co może Pan zrobić teraz?

-> Bezpieczeństwo: Jeśli poczuje Pan, że myśli o zrobieniu sobie krzywdy stają się silniejsze, proszę natychmiast zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub zgłosić się do najbliższego szpitala. Może Pan też zadzwonić do Kryzysowego Telefonu Zaufania (116 123) – tam czekają osoby, które pomogą Panu przetrwać najtrudniejszy moment.

 

-> Dalsze kroki: Detoks to dopiero początek. Aby lęk ustąpił, warto rozważyć terapię (indywidualną lub w ośrodku), która wyposaży Pana w narzędzia do radzenia sobie z takimi kryzysami w przyszłości. Mitingi AA to również miejsce, gdzie znajdzie Pan ludzi, którzy czuli dokładnie to samo co Pan dzisiaj.

 

Panie Pawle, to że Pan napisał, jest pierwszym krokiem do tego, żeby „to się skończyło” – nie życie, ale to cierpienie. Proszę sobie dać szansę na ten kolejny, mały krok.

 

Z wyrazami wsparcia, 

Karolina Jatczak


 

1 miesiąc temu
Lena Kruk

Lena Kruk

Panie Pawle, warto skontaktować się ze specjalistą. W każdej sytuacji może Pan znaleźć kilka rozwiązań i o wiele bardziej optymistycznych scenariuszy. Będąc w kryzysie, trudno nam dostrzec szerszy kontekst,a osoba zajmująca się profesjonalną pomocą, pomoże go Panu zobaczyć.

Pozdrawiam serdecznie!

Lena Kruk

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Panie Pawle

 

Wiele osób z uzależnieniem od alkoholu przechodzi przez nawroty, ale z profesjonalną pomocą można przerwać ten cykl i osiągnąć długoterminową abstynencję, jednak najlepszy terapeuta na świecie nie da gwarancji, że pacjent się nie napije w swoim życiu. Pana lęk po detoksie to częsty objaw zespołu abstynencyjnego, który da się złagodzić.

Nawroty, jak Twój po roku czy dwóch latach abstynencji, są typowe i nie oznaczają porażki i jest to zwyczajnie część choroby, którą można kontrolować poprzez terapię i unikanie wyzwalaczy. Specjaliści podkreślają, że całkowita abstynencja jest najskuteczniejszą strategią, bo nawet umiarkowane picie często kończy się ciągiem.

Proszę ćwiczyć świadome oddychanie lub prowadź dziennik emocji, by zidentyfikować źródła lęku. To proste techniki obniżające kortyzol i pomagają okiełznać głód. Warto rozważyć psychoterapię poznawczo-behawioralną (CBT), która pomaga zmieniać negatywne wzorce myślowe i redukuje objawy. Nie wiem, ale warto także rozważyć grupy AA działające w wielu miejscowościach. 


A jeżeli jest Pan introwertykiem, to podaję numer do Ogólnopolskiego Telefonu Zaufania Uzależnienia 800 199 990 (codziennie 16-21, bezpłatny). To dobry pierwszy krok, by omówić myśli o przyspieszeniu zmian. Życzę powodzenia.

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Pawle, 

to bardzo ważne, że zdecydował się Pan o tym napisać, zwłaszcza w tak trudnym momencie, jakim jest detoks i walka z paraliżującym lękiem. Proszę pamiętać, że to, co Pan teraz czuje – to poczucie beznadziei i czarne myśli – jest w dużej mierze wynikiem gwałtownych zmian biochemicznych w Pana organizmie po odstawieniu alkoholu, a nie obiektywnym obrazem Pana przyszłości. Pana sukcesy, czyli dwa lata, a potem kolejny rok trzeźwości, nie zniknęły wraz z tym nawrotem, to są realne fundamenty Pana siły, które pokazują, że potrafi Pan żyć bez alkoholu. Zauważona przez Pana zbieżność dat i nawrót w okolicach 18 lutego to kluczowa informacja, która w przyszłości pozwoli, najlepiej wspólnie z psychoterapeutą, wypracować mechanizmy obronne na ten konkretny, trudny dla Pana czas. Teraz najważniejsze jest Pana bezpieczeństwo, dlatego proszę, aby w chwilach najtrudniejszych myśli nie zostawał Pan sam i skorzystał z pomocy personelu medycznego lub profesjonalnego wsparcia kryzysowego. Ten stan lęku i poczucie porażki są przejściowe, a fakt, że jest Pan na detoksie, jest pierwszym i najważniejszym krokiem do odzyskania stabilności, którą już wielokrotnie udawało się Panu budować.

 

Życzę Panu siły i niesłabnącego optymizmu.

Psycholog Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Panie Pawle, 

doceniam, że tak szczerze pisze Pan o swoim problemie. To, co się wydarzyło, nie przekreśla Pańskiego życia. Bardzo dobrze, że podjął Pan działanie w postaci detoksu – to ważny krok.

Kolejnym istotnym krokiem jest sięgnięcie po pomoc – i ten pierwszy krok już Pan zrobił. Myśli rezygnacyjne warto zgłaszać – są one ważnym sygnałem i częścią procesu zdrowienia. Mówiąc o nich, może Pan uzyskać realne wsparcie ze strony personelu oddziału detoksykacyjnego.

Zmaga się Pan z chorobą przewlekłą, która wymaga stałej uwagi – także w okresie abstynencji. Nie oznacza to jednak, że nie może Pan żyć w trzeźwości i prowadzić satysfakcjonującego życia.

Zachęcam Pana do podjęcia psychoterapii – to ważny element zdrowienia.

Trzymam za Pana kciuki i wierzę w siłę, którą Pan w sobie ma.
Pozdrawiam

Kinga Osmulska 

1 miesiąc temu
Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

To, że pamięta Pan dokładną datę sprzed roku, pokazuje, jak silny ładunek emocjonalny ma dla Pana ta sytuacja. Czasem sama rocznica wcześniejszego emocjonalnego doświadczenia może zwiększać napięcie i uruchamiać lęk. Mierzenie się na codzień z lękiem jest również bardzo trudne i obciążające.
 

Wydaje mi się, że warto powiedzieć: rok trzeźwości to ogromna praca. To nie znika tylko dlatego, że pojawił się nawrót. To raczej informacja, że w którymś momencie zabrakło Panu wystarczającego wsparcia lub narzędzi. Dostrzeżenie swoich postępów i bycie z siebie dumnym oraz jednoczesne przyznanie, że coś było zbyt trudne i podjęło się nienajlepszą decyzję, mogą współwystępować - jest to bardzo ludzkie.
 

Może warto potraktować ten incydent jak sygnał: co było wtedy tak trudne, że alkohol stał się rozwiązaniem? Czego Pan tak naprawdę potrzebował? Odpowiedź na te pytania często pokazuje, nad czym warto dalej pracować, żeby kolejne miesiące były stabilniejsze. Następnym razem będzie miał Pan możliwość inaczej poradzić sobie w takiej sytuacji. 

Pozdrawiam,

Dominika Poźniak
 

1 miesiąc temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

To, co opisujesz, jest bardzo trudne i wymaga dużej uwagi – zarówno dla Twojego zdrowia fizycznego, jak i psychicznego. Ciągi alkoholowe po okresach abstynencji, silny lęk i myśli o przyspieszeniu końca to poważne sygnały, że potrzebna jest natychmiastowa, profesjonalna pomoc.

Najbezpieczniejsze będzie skontaktowanie się jak najszybciej z ośrodkiem leczenia uzależnień, psychiatrą, specjalistą terapii uzależnień . Możesz też od razu skorzystać z telefonów zaufania, które działają 24/7:

Telefon Zaufania dla Osób Uzależnionych i ich Bliskich: 801 199 990 (czynny całą dobę)

Pogotowie Ratunkowe / SOR: 112 (jeśli pojawią się myśli samobójcze lub nagłe zagrożenie)

Nie musisz przez to przechodzić sam. Twoje doświadczenia i lęki są realne i zasługują na profesjonalne wsparcie. Najważniejsze teraz to bezpieczeństwo – Twoje życie i zdrowie.

Pozdrawiam,

Składanowska Daria 

1 miesiąc temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Z tego, co Pan opisuje, wszechobecny, trudny do nazwania lęk, może być w dużej mierze wynikiem fizjologicznego wyczerpania organizmu po odstawieniu alkoholu. Proszę pamiętać, że Pana system alarmowy jest obecnie w stanie skrajnego pobudzenia, co naturalnie podsuwa najczarniejsze scenariusze i myśli o rezygnacji. Warto jednak spojrzeć na fakty: dwa lata i rok trzeźwości to nie są porażki, ale dowody na to, że posiada Pan ogromną siłę i umiejętność dbania o siebie. Te lata nie zniknęły, wręcz przeciwnie, one nadal są Pana kapitałem.

Obecne poczucie beznadziei i myśli o „przyspieszeniu końca” to efekt tzw. fuzji z bolesnymi emocjami i poczuciem winy, które po nawrocie bywają paraliżujące. Zamiast surowo się oceniać, co tylko napędza pętlę lęku, proszę spróbować uznać ten nawrót za sygnał o konkretnym „punkcie zapalnym” w kalendarzu, nad którym można pracować. Najważniejsze jest teraz Pana bezpieczeństwo. Jeśli myśli autodestrukcyjne będą się nasilać, proszę niezwłocznie skontaktować się z telefonem zaufania 116 123 lub udać się do najblizszefo szpitala. Prosze pamiętać, że wyjście z tej pętli lęku jest możliwe, ale wymaga czasu, by chemia w mózgu wróciła do równowagi.


Życzę wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

1 miesiąc temu
Anna Krokosz

Anna Krokosz

Dzień dobry. Rozumiem Pana poczucie beznadziei, zwłaszcza w momencie, gdy organizm jest wycieńczony po ciągu i detoksie. Ten stan, w którym się Pan teraz znajduje, to najgorszy czas, bo depresja poalkoholowa i lęk potęgują czarne myśli. Proszę jednak pamiętać, że te dwa lata i rok trzeźwości to nie był przypadek - to dowód na to, że potrafi Pan żyć bez alkoholu, a nawrót to potknięcie, z którego można wyciągnąć wnioski, by zatrzymać to błędne koło. Lęk, który Pan czuje, to obecnie wynik skrajnie rozregulowanej chemii w mózgu; on minie, ale teraz potrzebuje Pan profesjonalnego wsparcia, by nie zostać z tym sam. Skoro schemat powtarza się w lutym, najwyraźniej jest tam jakiś mechanizm, którego dotąd nie udało się rozbroić. Jako terapeuta uzależnień pracuję z pacjentami nad tym, by takie kryzysy nie kończyły się powrotem do picia, i widzę, że wspólna praca przynosi trwałe efekty.

29 dni temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Izolacja społeczna po pandemii - kiedyś byłem inny. Co robić?

Dzień dobry, mam 34 lata, w wieku 25 lat i mniej, nie było tego. Otóż 7-8 lat pracowałem przed komputerem, z początku praca stacjonarna i kontakt z ludźmi był, w tym z kobietami, następnie nastał czas pandemii i izolacji - pracę zaczeliśmy wykonywać w domu, po pandemii nadal mogliśmy pracować w domu, trwało to kilka lat, niby wygodnie, ale bez kontaktu z ludźmi. 

Jak już minęła pandemia widzę, że się izoluję, unikam ludzi, nie przepadam chodzić na spacery, jak jest więcej ludzi na mieście, najlepiej spaceruje mi się zimą - wtedy jest mniej ludzi, ja jestem bardziej ubrany, nie widać tak szczupłych rąk i sylwetki. Nie to, że nie lubię ludzi, bardziej nie lubię tłoku, gdzie cały czas mijam kogoś lub siedzi wielu ludzi na ławce i patrzą. 

Do czego zmierzam - absolutnie nie mam chęci rozmawiać z płcią przeciwną, zamknąłem się w sobie? Tak jakby boję się kobiet. Dziś byłem w centrum handlowym i czułem się tam całkowicie niepewnie, nieswojo, jakby zestresowany. 

Próbuję wychodzić do ludzi. Teraz szukam nowej pracy, lecz nie przed komputerem, ale na budowie. Tylko że nie jestem w stanie iść i zapytać czy jest praca, raz miałem iść, ale różni pracownicy się na mnie patrzyli kto idzie i odpuściłem. 

W wieku ok. 19 lat też chodziłem i pytałem po budowach o pracę, ale nie było takiego myślenia, po prostu szedłem.. A czemu budowa? Sądzę, że tam trzeba przebywać z ludźmi, a nie tylko komunikować się przez komputer oraz jest tam różnorodność zadań, trzeba tam pytać, słuchać, rozmawiać. Dodatkowo jak nie zarabiam to myślę, że jestem nic nie wart,nie ma sensu nigdzie podróżować itd. 

Minus tego wszystkiego jeszcze taki, że nie mam kolegów i koleżanek, z którymi mogę wyjść - tak często jest samotność. Dawniej piłem alko, wtedy kontakty towarzystkie były prostsze. 

Czy mam tak wychodzić na miasto do ludzi, pomimo że często nie będę z nikim rozmawiał? Czy to mi pomoże? Dawniej byłem czasami nawet duszą towarzystwa, ale miałem wtedy dużo znajomych ;)

Czy to problem mojego niedopasowania do obecnych czasów, rodziny męża? Relacja i jego rodzina przeczy moim wartościom, nie widzę budowania tutaj swojej rodziny.
Witam, w październiku 2021 poznałam mojego męża. Po kilku rozmowach telefonicznych przed pierwszym spotkaniem poinformował mnie, że ma dwójkę dzieci w wieku 15 i 17 lat. Byłam hmm… przerażona. Ja miałam lat 27, a on 38. Jego była partnerka wtedy miała jedno z dzieci. Nie wiedziałam co o tym myśleć, gdyż inna sytuacja by była, gdyby dzieci były z matką. A tak to wiadomo, kiedy ja nie mam dzieci, czułam, że będę ograniczana, nie będę mogła być w 100% sobą, uważać, co mówię i nawet przy seksie myśleć o tym, że obok jest dziecko i ciągle na głowie to, że za drzwiami ktoś jest. Nie jestem osobą wulgarną itd., ale czułam, że ta rola mnie przerośnie. Koniec końców powiedział mi, że dzieci potrafią się sobą zająć, że syn ciągle siedzi na komputerze i ma słuchawki… Zaczęliśmy się spotykać, nic mi nie przeszkadzało, wiadomo, jak to na początku związku, próbowaliśmy zrobić na sobie dobre wrażenie. Ja przyjeżdżałam do niego czasami na noc, on gotował, sprzątał. Czasami wyzywał bardzo na syna, że nic nie robi, ciągle gra, odpuszcza szkołę. Operował taką złością, że go sama uspokajałam. W międzyczasie przyznał mi się, że jest poszukiwany przez policje, ale nawet jeśli policja by go złapała gdzieś to będzie okej wszystko, to było sprzed 15 lat i już dawno przedawnione, ale musi iść do adwokata. Minął nowy rok, czyli 2,5 miesiąca i wrócił z psem ze spaceru z policją. Zgarnęli go, poszedł do więzienia, ja po prostu czułam się jak w filmie, nigdy nie miałam do czynienia z łamaniem prawa, a co dopiero więzieniem… Zostałam u niego z jego synem, psem, po kilku miesiącach przyszła tu jego córka też, bo obydwoje chcieli mieszkać ze mną. Były ciągłe kłótnie o syf w domu, niepomaganie, a ja robiłam wszystko, co mogłam. Odnośnie odsiadki to jeździłam na każde widzenie, wysyłałam pieniądze, robiłam paczki, żywiłam jego dzieci, płaciłam nawet jakieś jego zaległe alimenty na dzieci, kiedy się ukrywał, bo jego była je wyłudziła, gdyż wiedziała, że on będąc poszukiwanym i tak nic z tym nie zrobi. Po roku czasu odsiadki wzięliśmy ślub na jego przepustce. Byłam naprawdę nieszczęśliwa będąc sama, ale wiedziałam, że w końcu wyjdzie i wszystkie nasze plany wejdą w życie. Wyszedł na warunkowe zwolnienie po 1roku i 3 miesiacach. Zmienił się nie do poznania. Zrobił się bardzo agresywny słownie, nasze plany były jednak tylko słowami, by mnie zatrzymać. Zadłużyłam się itd., chodzę do psychiatry, biorę leki, ale czuje, że tu nie pasuje. Będąc w ich domu, ja powinnam się dopasować, ale nie mogę przepalić tego, że jego jedno dziecko nie skończyło szkoły - tylko gimnazjum, jego córka oblała rok, nie pomagają dosłownie nic w domu. A odpowiedź ich to „to nie mój pies, to nie moja szklanka, ja nie będę po nikim sprzątać, tylko po sobie”. Mój mąż ewidentnie sobie z tym nie radzi i kłócimy się o to za każdym razem… Ja mam dość matkowania, zajmowania się nie swoimi dziećmi, mam dość takiego braku empatii czy szacunku, pomocy. Jestem wychowana w religijnej, empatycznej rodzinie, gdzie mając 15 lat robiłam obiad dla całej rodziny, sprzątałam cały dom, a kiedy mama dawała mi pieniądze na wycieczkę, to nie wydawałam nic, żeby mamie oddać. Mój mąż wychowany jest, że jego matka robi za niego wszystko, nawet chleb do pracy i dla niego to normalne, że ja również powinnam to robić. Czuję, że przez to ja jestem hmm.. zawiedziona, sfrustrowana ciągłym syfem, sprzątaniem, gotowaniem (nie mówiąc o tym, że córka jego, np. skarży się jego ex, że robimy obiady tylko dla siebie, to, co my lubimy, a problem tkwi w tym, że ja robię obiad dla wszystkich, ale ona nic nie je, ryby nie je, grzybów nie je, ziemniaków nie je, pomidorów nie lubi, owoców nie lubi), młoda śpi cały dzień, żyje w nocy, nie chodzi do szkoły. Mój mąż mówi, że ja zachowuje się, jakbym miała 70 lat, że mam wyluzować. On też szkoły nie skończył, namawiał córke do jarania zioła, jak byli za granicą (miała 14-15 lat), im więcej tu jestem, tym bardziej czuję, że to nie jest miejsce dla mnie. Bardzo bym chciała mieć swoje dzieci, ale widząc jak mój mąż podchodzi do tematu swoich dzieci, to to jest dla mnie antykoncepcja z nim na lata. Przez ostatni czas tak się zdystansowałam, że w ogóle nie rozmawiam z jego dziećmi, z jego mamą, a z mężem pewne tematy omijam, bo po co się kłócić. Jest teraz na warunkowym zwolnieniu, ale mimo to, co nakazał mu sąd, aby dalej był na wolności, on dalej ma to gdzieś, bo przecież ''on nie ma 70 lat, żeby siedzieć grzecznie w domu". Postanowiłam się rozstać, ale koniec końców stanęło na tym, że idziemy do psychologa dla par, a jeśli nic się nie zmieni, to chcę się rozstać. On mówi, że MOŻE PSYCHOLOG MI PRZEMÓWI DO ROZUMU, BO JA NIC NIE ROZUMIEM. Czasami mam wrażenie, że może rzeczywiście to ja mam złe podejście, może jestem zbyt rygorystyczna, może jestem za bardzo odpowiedzialna… ale kiedy on mnie potrzebował i jego dzieci, to ta odpowiedzialność i robienie czegoś na już, jak ktoś czegoś potrzebował, to wtedy byłam najlepsza. Wiem, że też nie jestem idealna, ale czasami jak już nie daję rady, to nazywam ich PATOLOGIĄ, wtedy mąż bardzo się denerwuje, mówi do mnie, że mam "zamknąć mor**, że mam zamknąć się *****" itd. Chciałabym zaczerpnąć może zdania na ten temat czy za dużo wymagam? Czy może rzeczywiscie ze mną jest coś nie tak? Po prostu porównując go do mojego ojca czy dziadka, to ja widzę przed soba ojca Sebixa spod sklepu i nie mogę tego zaakceptować, że mogłabym dopuścić do tego, że dziecko z mojego łona będzie miało ojca, który będzie je demoralizować. A jego odpowiedź na to zawsze jest, że TERAZ SA INNE CZASY, LEPIEJ, ŻEBY DZIECKO PALIŁO ZIOLO W DOMU NIŻ GDZIEŚ POZA. Mam wrażenie, że zaburza on moje wartości, które były mi wpajane od dzieciństwa i wiem, jaką rodzine chcę stworzyć, a widząc rodzine, jaką tworzy on, to coraz bardziej jestem przekonana, że nie chce być jej częścią. Mam jeszcze nadzieje, że coś się zmieni, jak pójdziemy do psychologa, bo według niego to, co on robi, nie jest patologiczne, jak praca na czarno, komornicy, alimenty, uderzenie syna w twarz, palenie z nim i córką zioła, wszyscy maja podstawowe wykształcenie, nie chodzą do szkoły, maja problem z prawem, kuratorów. Czy to jest coś, co muszę zaakceptować? Nie wiedziałam tego przed ślubem, po ślubie tylko powoli wychodziło to wszystko od momentu jego wyjścia z więzienia, czyli około 8 miesięcy temu. On nawet mi mówił wczoraj, że jeśli ja bym chciała ćpać nawet codziennie, to on by mi nie zabronił tak, jak ja mu zabraniam nawet raz na jakiś czas. Nie wiem co o tym myśleć…może rzeczywiście to ja powinnam wyluzować? Może źle się dopasowuję do czasów, jakie obecnie panują? :/
Problemy zaczęły się z moimi braćmi. Starszy brat lat 26 aktualnie ma stwierdzoną schizofrenie paranoidalną od 7 lat, do tego bierze narkotyki
Dzień dobry. Mam 27 lat, pochodzę z domu z problemami- ojciec alkoholik (awantury, podnoszenie ręki na Mamę, krzyki, bieda), rodzice rozwiedzeni od moich 12 urodzin (całe szczęście- jestem za to wdzięczna Mamie). Problemy zaczęły się z moimi braćmi. Starszy brat lat 26 aktualnie ma stwierdzoną schizofrenie paranoidalną od 7 lat, do tego bierze narkotyki- na odwyk nie chce iść. Dostaje rentę i potrafi jednego dnia wydać na narkotyki(przyznaje się po dokonanym fakcie), co 2-3 miesiące trafia do szpitala psychiatrycznego na 2-3 miesiące i wraca do domu, chwila przerwy tydzień/dwa i sytuacja od początku ta sama-idzie ćpać. Drugi brat lat 22 aktualnie-jest w toksycznym związku od 4 lat. Ma problem po alkoholu jest bardzo agresywny, nie panuje nad sobą, miał próby okaleczeń (podpalanie siebie podobno-wiem to od jego dziewczyny-nie jest dla mnie wiarygodnym źródłem), na moich oczach próba uduszenia się samemu sznurkiem, wpychanie sobie palcy do oczu(również wiem od jego dziewczyny). Sam wie, ze ma problem ze sobą- zapisał się 2/3 razy do specjalisty-na wizytę nie docierał. Dzisiaj 26 grudnia Mama wróciła do domu od Dziadków (Brat obiecał, ze sam dojedzie na święta-nie dojechał, skłamał że jedzie do dziewczyny- razem z nią i znajomymi urządzili sobie święta w naszym domu), Mama wróciła do domu-umywalka i płytki w łazience potłuczone, choinki z bombki potłuczone, kartka od brata, że przeprasza.. takich sytuacji było już kilka w domu. Mama płacze, nie ma siły, stara się jak może, żeby było w domu dobrze, żeby wszyscy mieli co jeść, dba o dom, bardzo dba, jest psychicznie zmęczona. Ja mieszkam od 1,5 roku za granicą, przerasta mnie to na odległość co dzieje się w domu. Sytuacja jest już dramatyczna, nie godzę się na takie traktowanie Mamy przez braci- nie ma od nich żadnej pomocy, nawet mają problem, żeby rozpalić w piecu, Mama jest traktowana przez nich bez szacunku. Zwracam się z prośbą o radę, jakąkolwiek, nie wiem już co robić, jak pomoc Mamie, i braciom. Obaj mają ze sobą problem, szkoda jest mi i ich i Mamy. Nie godzę się, żeby w domu dalej działy się takie sytuacje, Mama nie jest w stanie wyrzucić braci z domu… Bardzo dziękuje za odpowiedź :)
Jak poradzić sobie z współuzależnieniem i toksycznymi relacjami w rodzinie?
W swoim 45 letnim życiu rozwiodłam się z traumatycznym alkoholikiem i wyszłam ponownie za mąż też alkoholika. Jestem kobietą po bardzo dużych przejściach, wręcz psychicznie byłam "przeorana" przez matkę i siostrę. Wieloletnie sprawy w sądzie zakładane przez "bliskie osoby "( o zachowek, podział majątku wspólnego, alimenty) doprowadziły do tego, że nie mam kontaktu ze swoją starszą 23 letnią córką . W tamtym czasie korzystałam z terapii u psychologa, bo nie mogłam się pozbierać sama w sobie, miałam myśli samobójcze i wydawało mi się, że jeśli najbliższa rodzina tak mnie krzywdzi, to Ja "odpuszczę", bo nie warto żyć. Nie mogłam zrozumieć jaki mają cel, by doprowadzać mnie do granicy ostateczności. Musiałam przeorganizować całe swoje życie i wyprowadzić się z rodziną ze swojego domu. Aktualnie od 4 lat mieszkamy (Ja, mąż, 12-letnia młodsza córka)w domu podzielonym na 3 mieszkania z teściową i szwagrem ze swoją rodziną. Mogłoby się wydawać, że teraz już będzie wszystko w porządku i zaczynam od "nowa", że to co było dla mnie koszmarem już nie wróci. Jednak życie pisze swoje scenariusze. Mieszkanie z innymi rodzinami nie jest łatwe i jak się okazuje nawet przestawione wiadro na wspólnym korytarzu dla teściowej, może okazać się powodem do wyzwisk, awantury, która eskaluje i zaczyna bezpośrednio mnie dotyczyć. Moja "ostoja spokoju " dom, który miał mi dawać poczucie bezpieczeństwa znów się okazuje zaczyna się burzyć. Teściowa bardzo mocno w ostatnim czasie wykorzystuje moją przeszłość i atakuje mnie słownie, fizycznie, obmawia mnie do innych domowników. Mój mąż dostrzega to, jednak "odważny" jest mówić o tym gdy jest pijany. Relacje między Mną a mężem są oziębłe i można powiedzieć oschłe. Martwię się kiedy widzę, jakie trudności ma z kontrolowaniem picia i jak bardzo oddalamy się od siebie. Wszystkie rozmowy, które dotyczą Jego uzależnienia kończą się sprzeczką, większą izolacją, bagatelizowaniem problemu i obiecywaniem tylko "zmienię się". Czuję się współuzależniona (brak spontanicznej komunikacji między Nami, jestem w permanentnym stresie, odczuwam lęk, mam duże poczucie winy i odpowiedzialności, co negatywnie wpływa na samopoczucie rodziny). Boję się o Naszą przyszłość, boję się o Jego zdrowie, boję się o siebie "czy udźwignę ten ciężar", boję się o młodszą córkę, która dorasta widząc niezdrowe relacje, po prostu boję się, że nie "ogarniam"tego wszystkiego. Czuję się niepotrzebna, bezsilna. Nie dostrzegam już dobrego rozwiązania i czuję się osaczona. Proszę o pomoc
Mój mąż został sam z dwuletnim dzieckiem (poszłam do sklepu), jak wrociłam był ewidentnie pod wpływem alkoholu
Dzień dobry. Ostatnio spotkała mnie taka sytuacja, że już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Mój mąż został sam z dwuletnim dzieckiem (poszłam do sklepu). Nie było mnie może 40 minut. Jak wróciłam zachowywał sie dziwnie, bełkotał. Był ewidentnie pod wpływem alkoholu. Dla mnie to rzecz karygodna, masz dziecko-nie pij, taka jest niepisana zasada przecież. Dziecko spało, a on w tym czasie zamiast go pilnować, pił alkohol. W domu było tylko dziecko i pijany ojciec. Najgorsze, że on nie rozumie, o co mi chodzi. Tłumaczę, że jest to skrajnie nieodpowiedzialne, głupie, niedojrzałe. Gdyby coś się stało dziecku to nawet nie byłby w stanie mu pomóc bo A w zamian usłyszałam stek wyzwisk, łącznie z "nienawidzę Cię i jak nie pasuje, to masz drogę wolną". Czy mam rację, że jest to skrajnie niedojrzałe zachowanie? Jak z nim rozmawiać, tłumaczyć, że tak dorosły człowiek nie robi? Bo mam wrażenie, że on uważa że robię problem z niczego. Pozdrawiam serdecznie
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.