
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia lękowe, zaburzenia osobowości, związki i relacje
- Dlaczego chłopak...
Dlaczego chłopak pisze do mnie w trzeciej osobie i jest protekcjonalny na czacie?
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, jakie są jego intencje. Na podstawie samego opisu można jedynie zauważyć pewien sposób komunikowania się, ale nie rozstrzygnąć, czy wynika on z nieporadności, potrzeby kontroli, prowokowania czy po prostu utrwalonego stylu bycia. Zwraca uwagę coś innego: bardzo często po rozmowach zostaje Pani z poczuciem napięcia, bycia ocenianą i traktowaną z góry. Niezależnie od tego, czy on robi to świadomie, czy nie, warto potraktować te odczucia poważnie. Warto aby dobra komunikacja regularnie nie pozostawiała drugiej osoby z poczuciem umniejszania czy dezorientacji. Pisanie w trzeciej osobie lub częste używanie imienia nie musi samo w sobie oznaczać niczego niepokojącego. Dla niektórych jest to nawyk lub sposób nadawania rozmowie określonego tonu. Jednak w połączeniu z protekcjonalnymi komentarzami, ocenianiem i późniejszym łagodzeniem sytuacji emotikonami może sprawiać wrażenie nierównej relacji, w której trudno poczuć się swobodnie.
Mam też wrażenie, że dużo energii wkłada Pani w próbę zrozumienia jego zachowania. Być może ważniejszym pytaniem jest nie „o co jemu chodzi?”, ale „dlaczego po większości rozmów czuję się gorzej?”. To właśnie Pani samopoczucie może być najlepszą wskazówką, czy ta relacja jest dla Pani dobra.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Używanie trzeciej osoby, protekcjonalny ton oraz sztuczna, nadmierna troska to ze strony tego chłopaka wyrafinowana forma manipulacji i pasywnej agresji, która ma na celu celowe pomniejszanie Pani statusu, podkopanie pewności siebie i postawienie się w pozycji „mądrzejszego opiekuna”. Stosowany przez niego mechanizm – od prowokacyjnych, oceniających komentarzy po nagłe łagodzenie atmosfery potokiem uroczych emotek – to klasyczny wirtualny gaslighting, który celowo wywołuje u Pani dezorientację i sprawia, że zaczyna Pani wątpić we własne, w pełni uzasadnione poczucie irytacji. Ponieważ jego puste odpowiedzi i wymijający styl bycia służą wyłącznie karmieniu się Pani uwagą oraz kontrolowaniu dynamiki rozmowy, najzdrowszym krokiem dla Pani spokoju będzie ucięcie tej przewidywalnej i toksycznej gierki poprzez całkowite zaprzestanie odpisywania.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Jagoda Jek
To, co opisujesz, rzeczywiście może być dezorientujące. Zwraca uwagę nie tyle pojedyncza wiadomość, co powtarzający się sposób komunikacji, który sprawia, że po rozmowach czujesz się oceniana, umniejszana i zirytowana.
Na podstawie samego opisu nie da się stwierdzić, jakie są jego intencje. Możliwości jest kilka:
niektóre osoby mają po prostu specyficzny, infantylizujący styl pisania i nie zdają sobie sprawy z jego odbioru,
może próbować budować pozycję "tego bardziej doświadczonego", udzielając nieproszonych komentarzy i rad,
może w ten sposób prowokować reakcję, bo lubi takie przekomarzanie lub czuje, że dzięki temu podtrzymuje kontakt.
Żadnej z tych hipotez nie da się jednak potwierdzić bez jego perspektywy.
Bardziej istotne wydaje mi się to, jak Ty się czujesz w tych rozmowach. Piszesz, że często odbierasz jego komunikaty jako protekcjonalne, że czujesz się oceniana, a kiedy próbujesz o tym rozmawiać, on nie odnosi się do meritum, tylko łagodzi sytuację emotikonami lub tekstami typu „nie smuć się”. To może sprawiać wrażenie, że Twoje emocje nie są traktowane poważnie, niezależnie od tego, czy taki był jego zamiar.
Zastanowił mnie też fragment, w którym napisałaś, że sama nie wiesz, dlaczego nadal z nim piszesz, bo jest dla Ciebie zagadką. Czasami właśnie nieprzewidywalność drugiej osoby sprawia, że próbujemy ją "rozgryźć". Problem w tym, że jeśli większość rozmów kończy się napięciem i poczuciem dyskomfortu, warto zadać sobie pytanie nie tyle „o co jemu chodzi?”, ale „czy ta relacja jest dla mnie dobra?”.
Nie musisz udowadniać sobie, że jego intencje są złe, żeby uznać, że jego sposób komunikacji Ci nie odpowiada. To samo w sobie jest wystarczającym powodem, by postawić granice lub ograniczyć kontakt.
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Z opisu nie da się jednoznacznie określić jego intencji. Może to być po prostu jego styl komunikacji, ale równie dobrze sposób budowania przewagi lub prowokowania emocji. Najważniejsze jest jednak to, że po tych rozmowach regularnie czuje się Pani oceniana, umniejszana i napięta. W relacjach warto zwracać uwagę nie tylko na intencje drugiej osoby, ale przede wszystkim na to jak wpływa ona na nasze samopoczucie i czy nasze granice są szanowane.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Przeczytałem twój tekst kilka razy, ale nie aby zrozumieć kontekst, ale raczej popatrzeć oczami tego człowieka. Pytasz jakie ma intencje? ja tutaj widzę pewien rodzaj gry - prowokacji, mającej na celu konkretne oddziaływania na Ciebie. uśmiechy/emotki → brak odpowiedzialności za własny ton. Taka sprzeczność jest typowa dla komunikacji, która bywa odbierana jako pasywno-agresywna, bo nie daje jasności, a jednocześnie zostawia Cię z poczuciem, że „przesadzasz”. Rozumiem, że ten schemat się powtarza ale w pewnych miejscach, okolicznościach. To wszystko oczywiście może być spowodowane brakiem wyczucia sytuacji i ogłady. Ale ważniejsze jest to, że niezależnie od intencji, efekt jest dla Ciebie nieprzyjemny gdyż czujesz się oceniana, infantylizowana i po rozmowie bardziej spięta niż przed nią. Możesz zwrócić mu uwagę raz lub dwa razy, ale jeżeli zobaczysz że nie ma zmiany to może być znak że on karmi się Twoimi emocjami, które wtedy Ci towarzysza i wtedy jeżeli przestaniesz reagować to w końcu mu się to znudzi. Już teraz wiele kosztuje Ciebie to wszystko i wygląda na to, że on nadal się z tobą bawi, a ty zwyczajnie cierpisz na swój sposób. Stawiaj jasno granice i komunikuj co czujesz w związku z jego działaniami. Nie ma prawa komentować czy oceniać Twojego życia i postępowania.
Piotr Ziomber
Jakub Pawłowski
Z psychologicznego punktu widzenia trudno jednoznacznie określić jego intencje, ale można zwrócić uwagę na sam sposób budowania relacji. Z opisu wynika, że często przyjmuje wobec Ciebie pozycję osoby, która wie lepiej, ocenia lub poucza. Komentarze dotyczące alkoholu, zwracanie się do Ciebie po imieniu i w trzeciej osobie czy podkreślanie troski mogą być jego stylem komunikacji, ale jeśli u Ciebie regularnie wywołują poczucie bycia ocenianą, umniejszaną lub stawianą w roli mniej kompetentnej, to warto potraktować te odczucia poważnie. W relacjach ważne jest nie tylko to, co ktoś miał na myśli, ale też to, jak wpływa na nasze samopoczucie. Jeśli po większości rozmów czujesz napięcie, dezorientację i potrzebę tłumaczenia się, może to oznaczać, że Wasze style komunikacji są po prostu niekompatybilne lub że on nieświadomie przyjmuje protekcjonalny sposób bycia. Niezależnie od jego intencji masz prawo uznać, że taka forma kontaktu nie jest dla Ciebie komfortowa.
Agnieszka Buczma
Czytając Twój opis mam wrażenie, że największym problemem nie jest samo używanie Twojego imienia czy pisanie czasem w trzeciej osobie, ale to, jak Ty się przy tej komunikacji czujesz. A z tego, co piszesz, pojawia się poczucie bycia ocenianą, lekceważoną, „ustawianą” w roli młodszej i mniej kompetentnej osoby.
Bardzo ważne jest też to, że zauważasz pewien powtarzalny schemat: on inicjuje kontakt, rozmowa zaczyna się neutralnie, potem pojawiają się komentarze, które podnoszą Ci ciśnienie, a następnie „ocieplanie” rozmowy serduszkami, troską i miłymi emotkami. Taki sposób komunikacji może być po prostu niezdarny, ale może też sprawiać, że trudno Ci jasno ocenić, czy jesteś krytykowana, czy otaczana sympatią – i właśnie ta niejednoznaczność często najmocniej angażuje emocjonalnie.
Zwróciłam uwagę na jedno zdanie: „Sama też nie wiem, czemu mu odpowiadam… jest dla mnie zagadką.” To może być ważniejszy trop niż pytanie, co dokładnie ma na myśli on. Czasem bardziej przyciąga nas ktoś nieprzewidywalny niż ktoś jednoznaczny, nawet jeśli kontakt z nim bywa męczący.
Na Twoim miejscu zadałabym sobie pytanie: „ Czy po tych rozmowach czuję się spokojniejsza i bardziej sobą, czy raczej spięta, oceniana i zdezorientowana?”. To bardzo dobry wskaźnik jakości relacji.
I jeszcze jedno – nie wygląda na to, żebyś „się czepiała”. Raczej próbujesz zrozumieć komunikację, która wysyła Ci sprzeczne sygnały: jednocześnie troskę i ocenę, zainteresowanie i protekcjonalność, bliskość i umniejszanie. Nic dziwnego, że budzi to niepokój.
Agnieszka Buczma
Edyta Kotula
Dzień dobry,
Czytając Twój opis, mam wrażenie, że nie tyle próbujesz zrozumieć, co on ma na myśli, ile to, jak się czujesz w kontakcie z nim. A z tego, co piszesz, wynika, że ten kontakt częściej wywołuje u Ciebie napięcie, irytację i dezorientację niż poczucie swobody.
To, o czym piszesz – zwracanie się do Ciebie po imieniu na prywatnym czacie, odpowiadanie w trzeciej osobie, protekcjonalny ton czy późniejsze łagodzenie wszystkiego emotikonami – samo w sobie nie pozwala wyciągnąć jednoznacznych wniosków o jego intencjach. Dla jednych może to być po prostu specyficzny styl komunikacji, dla innych sposób budowania przewagi lub prowokowania reakcji. Tego z zewnątrz nie da się ocenić.
Natomiast jedno wydaje się dość wyraźne, że w tych rozmowach nie czujesz się komfortowo. Masz poczucie, że jesteś oceniana, pouczana i traktowana z góry. I to jest ważniejsze niż próba odgadnięcia, czy on robi to celowo.
Zwróciłam też uwagę na to, że opisujesz pewien powtarzający się schemat: on inicjuje kontakt, rozmowa zaczyna się spokojnie, potem pojawiają się komentarze, które Cię drażnią, a kiedy reagujesz, on łagodzi sytuację uśmiechami, serduszkami. Nic dziwnego, że możesz czuć się zdezorientowana, bo dostajesz jednocześnie sprzeczne sygnały.
Nie wiem, jakie są jego intencje. Natomiast wiem, że nie musisz przekonywać samej siebie, że coś jest w porządku tylko dlatego, że nie potrafisz tego nazwać. Jeśli po większości rozmów zostajesz z poczuciem dyskomfortu, to warto zaufać temu odczuciu. Czasem to właśnie ono jest najlepszą wskazówką, niezależnie od tego, czy druga osoba działa świadomie, czy nie.

Zobacz podobne
Obawiam się, że pech mnie dosięgnie także w nowym miejscu zamieszkania. Boję się powtórki - 3 lata temu byłam na 3-miesięcznym stażu w ukochanych Włoszech i miałam pecha - olewała mnie moja przełożona, byla oschła i nie dopuszczała do obowiązków, kłamała, że jej nie będzie dzisiaj, a potem ją widziałam na mieście, nie odpisywała. Mężczyzna, który mi się spodobał udawał, że mnie nie pamięta po czasie, nie nawiązałam koleżeństwa, dostałam mandat. Pod koniec chciałam już wracać. Naoglądałam się pięknych widoków - wszędzie sama.
Tutaj, gdzie mieszkam w Polsce jestem sama od kilku lat, bez przyjaciół, bez partnera. Mam się wyprowadzać do Holandii do prestiżowej uczelni, mam jednak problem ze znalezieniem mieszkania - w Holandii jest niedobór mieszkań. Są oferty typu mieszkania z kilkoma ludźmi i jedna łazienka - nie wiem, jak miałabym rano zdążyć się wyszykować na uczelnię. Obawiam się bardzo samotności - nie znam holenderskiego, oczywiście jest tam sporo emigrantów, ale nie wiem, czy uda mi się znaleźć znajomych, przyjaciół.
Do tej pory mam pecha i nie wiem dlaczego, jestem bardzo dobrą osobą i to nieraz ja wychodzę z inicjatywą, a po drugiej stronie nie widzę zainteresowania. Kompletnie tego nie rozumiem. Tym bardziej, że czasami poznaję koleżanki, z którymi się dobrze dogaduję, jednak po czasie po drugiej stronie widzę spadek zainteresowania albo zaprzestanie kontaktu, pomimo braku jakichkolwiek kłótni, spięć.
Dzisiaj leżałam i myślałam o tym wszystkim, czy znowu będzie nie tak, że się umęczę i będę żyć tylko studiami, tak jak było w Polsce. Czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, czy wykorzystałam wszystkie szanse na poznanie ludzi. I tutaj stało sie coś niepokojącego - zaczęłam czuć dyskomfort, a po chwili panikę. Zaczęłam czuć jakąś wręcz złą obecność. Jakby we mnie "weszło" coś, albo ktoś. Bałam się być sama ze sobą, wyszłam z domu na spacer. Wiedziałam, że ten stan paniki może się skończyć w moment, jednak ja bałam się przestać zadawać sobie pytanie, czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by poznać nowych ludzi w obecnym mieście. Potem stwierdziłam, że muszę przerwać ten proces myślowy, że muszę odpuścić, bo chyba poszłam za daleko i to chyba o tym świadczy ta panika.
Byłam w tym roku na kilku sesjach i Pani powiedziała, że rzeczywiście widzi jakiś pech i to musi być uciążliwe. Zaniepokoiła mnie jednak ta panika, ponieważ doznałam jej w tym roku zimą, gdy z tej desperacji i samotności, zaczął mi się podobać mężczyzna, który wiedziałam, że nie powinien mi się podobać - intuicja we mnie krzyczała, że to nie jest dobra osoba dla mnie. I się to potwierdziło - ukrywał, że z kimś mieszka, brał używki, miał długi i w zasadzie to nie zaangażował się w relację ze mną, więc był to taki falstart. Ale z mojej strony było uwikłanie emocjonalne, i kiedy doszłam do tego, że on musi mi się przestać podobać, bo z tej relacji nic nie będzie - pojawiły się natrętne myśli - wulgarne, wrogie do mnie. Poczułam wtedy panikę, jakby "coś"" mnie atakowało, że chcę się wydostać, nie wiedziałam, o co chodzi. Odpuściłam więc i tkwiłam w tym zauroczeniu. Tylko że akurat wtedy nie powinnam była odpuszczać, bo trop był dobry - on nie powinien mi się był podobać. Więc skąd te natrętne myśli? Wiele jest tutaj obecnych wątków, które się na siebie nakładają i nie sposób ich od siebie oddzielić.

