Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Dlaczego chłopak pisze do mnie w trzeciej osobie i jest protekcjonalny na czacie?

Z góry przepraszam za tak długą wiadomość, ale nie wiem jak to lepiej ująć, żeby był widoczny kontekst i tak, żeby nie odsłaniać za dużo wiadomości z czatu. O co mu może chodzić i skąd bierze się maniera pisania do innych w 3 os.? Piszę z chłopakiem, który bardzo często w wiadomości do mnie (na prywatnym czacie) zwraca się do mnie po imieniu. To jest dziwne, bo normalnie zwracamy się do kogoś imieniem, żeby przykuć uwagę tej osoby, zwłaszcza jak jest się w grupie kilku osobowej. Natomiast będąc na czacie prywatnym raczej logiczne, że zwracamy się bezpośrednio do osoby, z którą ma się ten czat. Tak samo, jak on zadaje mi pytanie, lub odpowiada mi na coś to w 3 osobie. Czuję się jakby mi umniejszał za każdym razem, jak piszemy. Bardzo często jest protekcjonalny, ale jak próbuję z nim normalnie porozmawiać to biernie przytakuje i wysyła miłe uśmiechnięte emotki. To wygląda jakby specjalnie mnie podburzał, a później w taki wirtualny sposób "poklepywał mnie po ramieniu" sugerując delikatnie że histeryzuje, zamiast wziąć odpowiedzialność za dyskusje którą sam zaczął. Nie wiem czy to kwestia niezdarnej komunikacji, czy celowej prowokacji. Zaczynamy rozmowę normalnie, a kończy się na tym że za każdym razem podnosi mi ciśnienie. Ja mu odpowiadam wprost, a on często odpowiada bardzo wymijająco i oceniająco. Mimo, że jestem starsza to pisze do mnie jak do młodszej osoby, lub nawet niższej statusem. Robi dziwne komentarze, jakby oceniał moje decyzje. Zmienia ton bez logiki i raz pisze do mnie w 3 os., innym razem jest protekcjonalny i lekceważy mnie, a później próbuje łagodzić rozmowę wysyłając mase "przyjaznych" emotikonów, albo pisząc np. "nie smuć się" (nie byłam smutna tylko podkurwiona)/ "lubię poznawać opinie innych osób" (był oceniający bardzo, czepiał się o byle co i zajeżdżało od niego ksenofobią - rozmawialiśmy o azjatyckim jedzeniu). Co ciekawe on sam zaczyna zawsze rozmowę. Nie wiem czemu, ale najwyraźniej zależy mu na podtrzymywaniu tego, bo się doprasza uwagi. Zawsze zaczyna niewinnie, a kończy się mało przyjemnie. Sama też nie wiem czemu ja w ogóle mu odpowiadam, przecież nie muszę, ale to chyba chodzi o jego styl bycia. Jest dla mnie zagadką i tak jak niektórzy są do przewidzenia tak jego nie rozumiem i pewnie dlatego dalej z nim piszę. Ostatnio pytał co u mnie to opowiadając mu w skrócie co się działo dodałam że miałam urodziny i spotkałam się z bratem, żeby wypić za moje zdrowie z okazji osiągnięcia pełnoletności, a on na to dosłownie "co to znaczy wypiliście 🤔? raczej nie wino (moje imię) ty młoda osoba 🤗". I tak właśnie wygląda większość wiadomości od niego, później jeszcze dodał "(Moje imię) a ty niedawno jeszcze wode i soki piłaś tak obstawiam a tu piwo wleciało", tak jakby piciem piwa wykluczało picie wody. Chodziło o to, że miałam urodziny i na koncercie uczciliśmy to, ale nie było mowy o upijaniu się, a całe jego podejście do rozmowy skupiło się tylko na tym, mimo że wspomniałam o wielu innych rzeczach. Czułam że mnie ocenia przez cały czas i tak jest zawsze. W dodatku jest dla mnie dziwnie miły. Wysyła mi dużo serduszek typu"🩷🫶" i twierdzi że się martwi o mnie, jak pytam dlaczego, to mówi że mnie lubi, jak pytam go dlaczego mnie lubi to odpowiada coś w stylu że "fajna osoba jesteś". Może się czepiam, ale nie znamy się tak długo, żeby wypisywał mi jak to on się o mnie martwi. Odnoszę wrażenie że patrzy na mnie jak na nieporadną, a ta jego nadmierna troska wydaje się sztuczna. Dlatego pytam go dlaczego mnie lubi, natomiast jego puste odpowiedzi tylko pogłębiają mój niepokój i zdezorientowanie.
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, jakie są jego intencje. Na podstawie samego opisu można jedynie zauważyć pewien sposób komunikowania się, ale nie rozstrzygnąć, czy wynika on z nieporadności, potrzeby kontroli, prowokowania czy po prostu utrwalonego stylu bycia. Zwraca uwagę coś innego: bardzo często po rozmowach zostaje Pani z poczuciem napięcia, bycia ocenianą i traktowaną z góry. Niezależnie od tego, czy on robi to świadomie, czy nie, warto potraktować te odczucia poważnie. Warto aby dobra komunikacja regularnie nie pozostawiała drugiej osoby z poczuciem umniejszania czy dezorientacji. Pisanie w trzeciej osobie lub częste używanie imienia nie musi samo w sobie oznaczać niczego niepokojącego. Dla niektórych jest to nawyk lub sposób nadawania rozmowie określonego tonu. Jednak w połączeniu z protekcjonalnymi komentarzami, ocenianiem i późniejszym łagodzeniem sytuacji emotikonami może sprawiać wrażenie nierównej relacji, w której trudno poczuć się swobodnie.

Mam też wrażenie, że dużo energii wkłada Pani w próbę zrozumienia jego zachowania. Być może ważniejszym pytaniem jest nie „o co jemu chodzi?”, ale „dlaczego po większości rozmów czuję się gorzej?”. To właśnie Pani samopoczucie może być najlepszą wskazówką, czy ta relacja jest dla Pani dobra.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Używanie trzeciej osoby, protekcjonalny ton oraz sztuczna, nadmierna troska to ze strony tego chłopaka wyrafinowana forma manipulacji i pasywnej agresji, która ma na celu celowe pomniejszanie Pani statusu, podkopanie pewności siebie i postawienie się w pozycji „mądrzejszego opiekuna”. Stosowany przez niego mechanizm – od prowokacyjnych, oceniających komentarzy po nagłe łagodzenie atmosfery potokiem uroczych emotek – to klasyczny wirtualny gaslighting, który celowo wywołuje u Pani dezorientację i sprawia, że zaczyna Pani wątpić we własne, w pełni uzasadnione poczucie irytacji. Ponieważ jego puste odpowiedzi i wymijający styl bycia służą wyłącznie karmieniu się Pani uwagą oraz kontrolowaniu dynamiki rozmowy, najzdrowszym krokiem dla Pani spokoju będzie ucięcie tej przewidywalnej i toksycznej gierki poprzez całkowite zaprzestanie odpisywania.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, rzeczywiście może być dezorientujące. Zwraca uwagę nie tyle pojedyncza wiadomość, co powtarzający się sposób komunikacji, który sprawia, że po rozmowach czujesz się oceniana, umniejszana i zirytowana.

Na podstawie samego opisu nie da się stwierdzić, jakie są jego intencje. Możliwości jest kilka:

niektóre osoby mają po prostu specyficzny, infantylizujący styl pisania i nie zdają sobie sprawy z jego odbioru,

może próbować budować pozycję "tego bardziej doświadczonego", udzielając nieproszonych komentarzy i rad,

może w ten sposób prowokować reakcję, bo lubi takie przekomarzanie lub czuje, że dzięki temu podtrzymuje kontakt.

Żadnej z tych hipotez nie da się jednak potwierdzić bez jego perspektywy.

Bardziej istotne wydaje mi się to, jak Ty się czujesz w tych rozmowach. Piszesz, że często odbierasz jego komunikaty jako protekcjonalne, że czujesz się oceniana, a kiedy próbujesz o tym rozmawiać, on nie odnosi się do meritum, tylko łagodzi sytuację emotikonami lub tekstami typu „nie smuć się”. To może sprawiać wrażenie, że Twoje emocje nie są traktowane poważnie, niezależnie od tego, czy taki był jego zamiar.

Zastanowił mnie też fragment, w którym napisałaś, że sama nie wiesz, dlaczego nadal z nim piszesz, bo jest dla Ciebie zagadką. Czasami właśnie nieprzewidywalność drugiej osoby sprawia, że próbujemy ją "rozgryźć". Problem w tym, że jeśli większość rozmów kończy się napięciem i poczuciem dyskomfortu, warto zadać sobie pytanie nie tyle „o co jemu chodzi?”, ale „czy ta relacja jest dla mnie dobra?”.

Nie musisz udowadniać sobie, że jego intencje są złe, żeby uznać, że jego sposób komunikacji Ci nie odpowiada. To samo w sobie jest wystarczającym powodem, by postawić granice lub ograniczyć kontakt.

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Z opisu nie da się jednoznacznie określić jego intencji. Może to być po prostu jego styl komunikacji, ale równie dobrze sposób budowania przewagi lub prowokowania emocji. Najważniejsze jest jednak to, że po tych rozmowach regularnie czuje się Pani oceniana, umniejszana i napięta. W relacjach warto zwracać uwagę nie tylko na intencje drugiej osoby, ale przede wszystkim na to jak wpływa ona na nasze samopoczucie i czy nasze granice są szanowane.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Przeczytałem twój tekst kilka razy, ale nie aby zrozumieć kontekst, ale raczej popatrzeć oczami tego człowieka. Pytasz jakie ma intencje? ja tutaj widzę pewien rodzaj gry - prowokacji, mającej na celu konkretne oddziaływania na Ciebie. uśmiechy/emotki → brak odpowiedzialności za własny ton. Taka sprzeczność jest typowa dla komunikacji, która bywa odbierana jako pasywno-agresywna, bo nie daje jasności, a jednocześnie zostawia Cię z poczuciem, że „przesadzasz”. Rozumiem, że ten schemat się powtarza ale w pewnych miejscach, okolicznościach. To wszystko oczywiście może być spowodowane brakiem wyczucia sytuacji i ogłady. Ale ważniejsze jest to, że niezależnie od intencji, efekt jest dla Ciebie nieprzyjemny gdyż  czujesz się oceniana, infantylizowana i po rozmowie bardziej spięta niż przed nią. Możesz zwrócić mu uwagę raz lub dwa razy, ale jeżeli zobaczysz że nie ma zmiany to może być znak że on karmi się Twoimi emocjami, które wtedy Ci towarzysza i wtedy jeżeli przestaniesz reagować to w końcu mu się to znudzi. Już teraz wiele kosztuje Ciebie to wszystko i wygląda na to, że on nadal się z tobą bawi, a ty zwyczajnie cierpisz na swój sposób. Stawiaj jasno granice i komunikuj co czujesz w związku z jego działaniami. Nie ma prawa komentować czy oceniać Twojego życia i postępowania.

 

Piotr Ziomber

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Z psychologicznego punktu widzenia trudno jednoznacznie określić jego intencje, ale można zwrócić uwagę na sam sposób budowania relacji. Z opisu wynika, że często przyjmuje wobec Ciebie pozycję osoby, która wie lepiej, ocenia lub poucza. Komentarze dotyczące alkoholu, zwracanie się do Ciebie po imieniu i w trzeciej osobie czy podkreślanie troski mogą być jego stylem komunikacji, ale jeśli u Ciebie regularnie wywołują poczucie bycia ocenianą, umniejszaną lub stawianą w roli mniej kompetentnej, to warto potraktować te odczucia poważnie. W relacjach ważne jest nie tylko to, co ktoś miał na myśli, ale też to, jak wpływa na nasze samopoczucie. Jeśli po większości rozmów czujesz napięcie, dezorientację i potrzebę tłumaczenia się, może to oznaczać, że Wasze style komunikacji są po prostu niekompatybilne lub że on nieświadomie przyjmuje protekcjonalny sposób bycia. Niezależnie od jego intencji masz prawo uznać, że taka forma kontaktu nie jest dla Ciebie komfortowa.


Agnieszka Buczma

Agnieszka Buczma

Czytając Twój opis mam wrażenie, że największym problemem nie jest samo używanie Twojego imienia czy pisanie czasem w trzeciej osobie, ale to, jak Ty się przy tej komunikacji czujesz. A z tego, co piszesz, pojawia się poczucie bycia ocenianą, lekceważoną, „ustawianą” w roli młodszej i mniej kompetentnej osoby.

Bardzo ważne jest też to, że zauważasz pewien powtarzalny schemat: on inicjuje kontakt, rozmowa zaczyna się neutralnie, potem pojawiają się komentarze, które podnoszą Ci ciśnienie, a następnie „ocieplanie” rozmowy serduszkami, troską i miłymi emotkami. Taki sposób komunikacji może być po prostu niezdarny, ale może też sprawiać, że trudno Ci jasno ocenić, czy jesteś krytykowana, czy otaczana sympatią – i właśnie ta niejednoznaczność często najmocniej angażuje emocjonalnie.

Zwróciłam uwagę na jedno zdanie: „Sama też nie wiem, czemu mu odpowiadam… jest dla mnie zagadką.” To może być ważniejszy trop niż pytanie, co dokładnie ma na myśli on. Czasem bardziej przyciąga nas ktoś nieprzewidywalny niż ktoś jednoznaczny, nawet jeśli kontakt z nim bywa męczący.

Na Twoim miejscu zadałabym sobie pytanie: „ Czy po tych rozmowach czuję się spokojniejsza i bardziej sobą, czy raczej spięta, oceniana i zdezorientowana?”. To bardzo dobry wskaźnik jakości relacji.

I jeszcze jedno – nie wygląda na to, żebyś „się czepiała”. Raczej próbujesz zrozumieć komunikację, która wysyła Ci sprzeczne sygnały: jednocześnie troskę i ocenę, zainteresowanie i protekcjonalność, bliskość i umniejszanie. Nic dziwnego, że budzi to niepokój.

Agnieszka Buczma

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry, 

Czytając Twój opis, mam wrażenie, że nie tyle próbujesz zrozumieć, co on ma na myśli, ile to, jak się czujesz w kontakcie z nim. A z tego, co piszesz, wynika, że ten kontakt częściej wywołuje u Ciebie napięcie, irytację i dezorientację niż poczucie swobody.

To, o czym piszesz – zwracanie się do Ciebie po imieniu na prywatnym czacie, odpowiadanie w trzeciej osobie, protekcjonalny ton czy późniejsze łagodzenie wszystkiego emotikonami – samo w sobie nie pozwala wyciągnąć jednoznacznych wniosków o jego intencjach. Dla jednych może to być po prostu specyficzny styl komunikacji, dla innych sposób budowania przewagi lub prowokowania reakcji. Tego z zewnątrz nie da się ocenić.

Natomiast jedno wydaje się dość wyraźne, że w tych rozmowach nie czujesz się komfortowo. Masz poczucie, że jesteś oceniana, pouczana i traktowana z góry. I to jest ważniejsze niż próba odgadnięcia, czy on robi to celowo.

Zwróciłam też uwagę na to, że opisujesz pewien powtarzający się schemat: on inicjuje kontakt, rozmowa zaczyna się spokojnie, potem pojawiają się komentarze, które Cię drażnią, a kiedy reagujesz, on łagodzi sytuację uśmiechami, serduszkami. Nic dziwnego, że możesz czuć się zdezorientowana, bo dostajesz jednocześnie sprzeczne sygnały.

Nie wiem, jakie są jego intencje. Natomiast wiem, że nie musisz przekonywać samej siebie, że coś jest w porządku tylko dlatego, że nie potrafisz tego nazwać. Jeśli po większości rozmów zostajesz z poczuciem dyskomfortu, to warto zaufać temu odczuciu. Czasem to właśnie ono jest najlepszą wskazówką, niezależnie od tego, czy druga osoba działa świadomie, czy nie.

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Obawy o pecha i samotność w nowym kraju - jak radzić sobie z lękiem i paniką?

Obawiam się, że pech mnie dosięgnie także w nowym miejscu zamieszkania. Boję się powtórki - 3 lata temu byłam na 3-miesięcznym stażu w ukochanych Włoszech i miałam pecha - olewała mnie moja przełożona, byla oschła i nie dopuszczała do obowiązków, kłamała, że jej nie będzie dzisiaj, a potem ją widziałam na mieście, nie odpisywała. Mężczyzna, który mi się spodobał udawał, że mnie nie pamięta po czasie, nie nawiązałam koleżeństwa, dostałam mandat. Pod koniec chciałam już wracać. Naoglądałam się pięknych widoków - wszędzie sama. 

Tutaj, gdzie mieszkam w Polsce jestem sama od kilku lat, bez przyjaciół, bez partnera. Mam się wyprowadzać do Holandii do prestiżowej uczelni, mam jednak problem ze znalezieniem mieszkania - w Holandii jest niedobór mieszkań. Są oferty typu mieszkania z kilkoma ludźmi i jedna łazienka - nie wiem, jak miałabym rano zdążyć się wyszykować na uczelnię. Obawiam się bardzo samotności - nie znam holenderskiego, oczywiście jest tam sporo emigrantów, ale nie wiem, czy uda mi się znaleźć znajomych, przyjaciół. 

Do tej pory mam pecha i nie wiem dlaczego, jestem bardzo dobrą osobą i to nieraz ja wychodzę z inicjatywą, a po drugiej stronie nie widzę zainteresowania. Kompletnie tego nie rozumiem. Tym bardziej, że czasami poznaję koleżanki, z którymi się dobrze dogaduję, jednak po czasie po drugiej stronie widzę spadek zainteresowania albo zaprzestanie kontaktu, pomimo braku jakichkolwiek kłótni, spięć. 

Dzisiaj leżałam i myślałam o tym wszystkim, czy znowu będzie nie tak, że się umęczę i będę żyć tylko studiami, tak jak było w Polsce. Czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, czy wykorzystałam wszystkie szanse na poznanie ludzi. I tutaj stało sie coś niepokojącego - zaczęłam czuć dyskomfort, a po chwili panikę. Zaczęłam czuć jakąś wręcz złą obecność. Jakby we mnie "weszło" coś, albo ktoś. Bałam się być sama ze sobą, wyszłam z domu na spacer. Wiedziałam, że ten stan paniki może się skończyć w moment, jednak ja bałam się przestać zadawać sobie pytanie, czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by poznać nowych ludzi w obecnym mieście. Potem stwierdziłam, że muszę przerwać ten proces myślowy, że muszę odpuścić, bo chyba poszłam za daleko i to chyba o tym świadczy ta panika. 

Byłam w tym roku na kilku sesjach i Pani powiedziała, że rzeczywiście widzi jakiś pech i to musi być uciążliwe. Zaniepokoiła mnie jednak ta panika, ponieważ doznałam jej w tym roku zimą, gdy z tej desperacji i samotności, zaczął mi się podobać mężczyzna, który wiedziałam, że nie powinien mi się podobać - intuicja we mnie krzyczała, że to nie jest dobra osoba dla mnie. I się to potwierdziło - ukrywał, że z kimś mieszka, brał używki, miał długi i w zasadzie to nie zaangażował się w relację ze mną, więc był to taki falstart. Ale z mojej strony było uwikłanie emocjonalne, i kiedy doszłam do tego, że on musi mi się przestać podobać, bo z tej relacji nic nie będzie - pojawiły się natrętne myśli - wulgarne, wrogie do mnie. Poczułam wtedy panikę, jakby "coś"" mnie atakowało, że chcę się wydostać, nie wiedziałam, o co chodzi. Odpuściłam więc i tkwiłam w tym zauroczeniu. Tylko że akurat wtedy nie powinnam była odpuszczać, bo trop był dobry - on nie powinien mi się był podobać. Więc skąd te natrętne myśli? Wiele jest tutaj obecnych wątków, które się na siebie nakładają i nie sposób ich od siebie oddzielić.

Najważniejszy jest dla mnie związek i to co nas łączy, na co dzień jest wszystko ok, ale różnią nas potrzeby seksualne.
Witam W sumie to nie wiem czy to co chcę opisać to jakiś problem. Chciałbym się po prostu upewnić, że wszystko jest ok. Najważniejszy jest dla mnie związek i to co nas łączy, na co dzień jest wszystko ok, ale różnią nas potrzeby seksualne. Jesteśmy w małżeństwie, mamy 3 dzieci, ostatnie to bliźniaki, przed dziećmi jak to młode wolne pary dosyć często się ze sobą bawiliśmy i uprawialiśmy seks. Po porodach to się mocno zmieniło, ona trochę przytyła, ciało się zmieniło, wiadomo też że po porodach pochwa już nie taka sama. Do tego jeszcze zdecydowaliśmy się na wkładkę, żeby być pewnym, że nie wpadniemy z kolejną ciążą, bo finansowo byśmy nie dali rady. Na początku wydawało mi się, że ten brak zainteresowania seksem minie, ale dzieci już podrosły, a tu nadal rzadko. W końcu z nią porozmawiałem i się okazało, że po pierwsze od założenia wkładki w pochwie jest sucho i nie jest w stanie być wystarczająco morka do stosunku nawet jak się mocno podnieci i ją nakręcę grą wstępną, próbowaliśmy lubrykantów, ale słabo się sprawdzają, bo po porodach i tak jest "luźno" w środku, a po lubrykancie to już ogóle, aż czasami traciłem wzwód bo była za mała stymulacja, ogólnie seks z penetracją przestał jej sprawiać przyjemność i nie jest w stanie osiągnąć orgazmu podczas penetracji. Oboje lubimy seks oralny i tutaj mówi, że jest ok, podczas stymulacji oralnej dochodzi bez problemu i lubi to, ale też lubi masturbację i wyznała, że najlepiej dochodzi kiedy sama masuje łechtaczkę. Więc zaproponowałem żeby się z tym nie ukrywała, że przecież ją kocham i może to robić przy mnie, możemy to też robić razem, mnie bardzo kręci jej widok jak to robi. Więc od długiego czasu zamiast normalnego seksu mamy częsty petting, pieszczoty, oral, wspólną masturbację, kiedy ona się masturbuje ja pieszczę jej ciało, zajmuję się piersiami, tulę ją itd. mi to nie przeszkadza, a jeśli chodzi o mnie, to w sumie czy dojdę w pochwie, ustach czy jak zrobi mi ręką, albo sam, to nie ma dla mnie większego znaczenia. Czy to jest ok jeśli to nam wystarcza? Czy można żyć bez normalnego seksu i nie potrzebować go do zaspokajania się nawzajem w związku? Na co dzień między nami jest ok, chyba oboje jesteśmy wystarczająco zadowoleni, bo frustracja z braku seksu zniknęła, dogadujemy się, jest nam ok. Nie jesteśmy jacyś wybrakowani, czy taka forma zaspokojenia może nam służyć zamiast normalnego stosunku?
Depresja, brak wsparcia partnera, agresja i zaniedbanie w 5-letnim związku – czy to koniec relacji?
Choruję na depresję i jestem w 5 letnim związku. Ostatnio było mi bardzo ciężko. Pół roku leczę się farmakologicznie. Po roku terapii przerwałam ją, bo czułam się przytłoczona. Mój partner stał się nerwowy i ostatnio nie mogłam na nim polegać. Wybuchy złości objawiały się np. rzuconym krzesłem, krzykiem, uderzeniem w biurko w sytuacjach w ogóle nie adekwatnych do sytuacji. Jestem tym zmęczona. Dodatkowo nie zwraca uwagi na to jak ja się czuję. Nic mu sie nie chce, nie sprząta po sobie, pije sporo alkoholu, ale on nie widzi w tym problemu. Poprosze go o wyjście z psem gdy nie mam siły wstać z łóżka albo jestem po intensywnym dniu (on siedział w domu przed komputerem) i słyszę tylko, że mu się nie chce wychodzić. W mieszkaniu jest ostatnio strasznie brudno. Ja nie mam siły sprzątać, a on sam nie zrobi nic. Poprosiłam go tylko o umycie łazienki, a on nie zrobił nic. Ja wszystko posprzątam gdy mam odrobine więcej siły. O siebie też za bardzo nie dba. Za każdym razem mnie przeprasza i składa obietnice poprawy bez pokrycia albo udaje, że nic się nie stało. Czuję już ostatnio tylko obojętność względem niego. Czasem pojawia się smutek. Nie wiem czy to wynik depresji czy zraziłam się do niego i straciłam uczucia jakimi go darzyłam. Nie ma między nami głębszej więzi emocjonalnej ani intymności, nie mówiąc już o jakiś stosunkach. Nie mam na to ochoty, a on się tym nie przejmuje. Nie inicjuje żadnej rozmowy. Jedynie ciągle mówi, że mnie kocha, pyta o zbliżenia i mnie dotyka na co ja nie mam ochoty. Przyjaciółka mówi mi, że zasługuje na więcej. Nie wiem już czy stałam się dla niego mniej ważna i jest mu tak po prostu wygodnie czy coś innego jest na rzeczy, bo on unika rozmowy. Szkoda mi tej relacji, czuje sie bezsilna i staram sie skupić na sobie, jednak jest to trudne momentami. Boję się przyszłości i nie wiem czy chcę przyszłości z nim i czy czeka na mnie może coś lepszego czy też nie.
Czy moje podejście do pieniędzy jest zdrowe? Oszczędność, presja rodziny i lęk o przyszłość finansową
Witam, zastanawiam sie czy moje podejscie jest zdrowe czy jestem z jakichs wzgledow zaburzone. Chodzi o podejscie do pieniedzy, zaczyna mnie to bardzo mocno irytowac, ze az dzisiaj zdecydowalem sie siegnac o porade do Was. Otoz jestem osoba bardzo oszczedna - i kupuje rzeczy ktore po prostu na prawde potrzebuje, mimo, ze dzisiaj finansowo raczej moge powiedziec, ze mi sie uklada - problem tylko w tym, ze zmuszam sie do zawodu ktory wykonuje ze wzgledu na bardzo dobre pieniadze. Jednoczesnie chce to zmienic wiec tym bardziej chce oszczedzac bo jezeli nadarzylaby sie okazja na np. Jakis pomysl biznesowy bede przygotowany. Pochodze z biednego domu - problemy z pieniedzmi byly zawsze - gdyby nie pomoc dziadkow moze dzisiaj zostalbym zlodziejem a nie skonczylbym studiow. Mam wrazenie, ze wszyscy w okol mnie ciagle cos ode mnie chca i uwazaja, ze skoro mam pieniadze to powinienem sie dzielic - byc moze maja racje i jest to moj problem. Jedna z osob z rodziny kilka lat temu pozyczyla na mieszkanie - lacznie chyba 1500 lub 2000 € - zlitowqlem sie ze wzgledu na ewentualna eksmisje - do dzisiaj nie oddane. Mam ciotke ktora dzwoni tylko zeby pozyczyv na szczescie oddaje. Brat mial klopoty finansowe ktoregos razu pomoglem mu i wlasciwie okolo €1000 poszlo w niepamiec - dzisiaj radzi sobie super pomagamy sobie we wszystkich kwestiach i nie mysle nawet o tych pieniadzach - nie wypominam i ni chcialbym. Drugi brat mogl sie uczyc, wolal pic, jest tqk niezaradny, ze potrzebuje stalej opieki - kilka razy rowniez dalem na mieszkanie. Najbardziej drazni mnie kiedy ktos nie robi nic aby polepwzyc swoja sytuacje ale uwaza, ze mu sie nalezy. Moja Mama ma raka, ledwo wiaze konief z koncem - przyjechalq nas odwiedzic - ciagle chce do sklepu - wysylam jej czasem pieniadze zeby pomoc. Dzieci brata i partnerki czesto prosza - jeszcze z tymi od brata jestem zzyty ale z partnerka jestem rok i irytuja mnie nawet krotkie zarty daj bliczka. Nie wiem dlaczego tak mocno mnie to drazni… dzisiaj pojechalismy do sklepu - kupilem corce brata kosmetyki - uslyszalem od Mamy nie wiem nawet czy w zartach - zrobie liste kosmetykow to mi tez kupisz… w tym momencie zarzwonila partnerka i w zartach potwierdzila ze powinienem w koncu dzien matki. Jestem po 3 tygodniowym pobycie u partnerki wydalem bardzo duzo pieniedzy - sam bym wydal z 4 razy mniej… nie mam stabilnej pracy wiec nie wiem kiedy zaczne znowu zarabiac. Moja dziewczyna powtarza ze pieniadze sa od wydawania i wydaje je na dziefi nawet kiedy jej na cos niestac kosztem wlasnego jedzenia - zyje ledwo od 10 do 10 ale zeobila wszystko zeby wyslac syna na oboz do Hiszpani. Kocham spokoj finansowy jaki mam dzieki swojemu rozsadkowi ale mam wrazenie, moge go zachowac jedynie odcinajac sie od ludzi. Kiedy powiedzialem partnerce moze moze za duzo na slodycze wydalismy… jedyny rezultat to irytacja… nie moge z nia o tym porozmawiac. Mowi ogolnie, ze nie chce juz dzieci ale dzisiaj sugerujac moje zakupy dla mamy stwierdzila w zartacu ze chcialbym dzidziusia ale nie chce wydawqc pieniedzy.
Brak szacunku od partnera, wbijanie mi szpileczek, zdrada. Ja w tym wszystkim czuję się beznadziejna, niewartościowa.
Jestem beznadziejna. Moją wartość definiuje mój partner. Nie jestem dla niego dość dobra, pomimo że się staram. Jak go poznałam, byłam atrakcyjną i pewną siebie kobietą. Teraz mam juz 47 lat, moja uroda minęła. Nie mam fajnego hobby, nie chodzę na siłownie, nie uprawiam sportu, jestem zwyczajna, bo lubię czytać książki i tańczyć. Pracuje na pełen etat, w domu mam normalnie czysto, proste obiady gotuję na zmiane z moją mamą, która z nami mieszka. Jestem przeciętnie bogata i przeciętnie mądra. Moj partner nie pije, czasem dołoży się do wydatków związanych z domem, zwali węgiel, narąbie drzewa, skosi trawnik. Jak sie pokłócimy to on pierwszy przeprasza, bo kocha mnie. Niby fajnie, ale on lubi wbijać mi szpileczki. Nie mówi wprost tylko takie niby żarciki. Zawsze znajdzie coś czego nie zrobiłam, albo mogłam zrobić lepiej. Kiedyś miałam siły mu odpyskować, dziś mnie to zwyczajnie boli. Ostatnio, choć go nikt nie pytał, poinformował grono naszych znajomych, że mam bobra między nogami. A kiedy posprzątałam cały dom, ale nie zdążyłam wyrzucić śmieci, to on wszedł i skomentował tylko "piękny ten kosz". To są takie nic nie znaczące uwagi. W gronie znajomych jak mi ktoś zada pytania to on sam odpowiada nie dopuszczając mnie do głosu. Ostatnio zauważyłam, że sie zrobiłam jakaś inna. Nie mam siły ciągle wyznaczać granic, nie mam siły walczyć o jego szacunek i zwracać mu uwagę, że tak się nie mówi, nie robi. Nie mam siły też w relacjach z innymi ludźmi. W pracy czuję się gorsza, wstydzę się siebie, nie lubię się już odzywać. Jestem kierownikiem, a zaczynam się zachowywać jak stażysta. Jestem taka beznadziejna. Nie ufam nikomu. Jak ktoś jest dla mnie miły, to sie czuje niezręcznie. Nie wiem jak odzyskać dawną siebie. Co zrobić, żeby niewinne uwagi partnera nie bolały mnie. Żebym je szybko zapomniała. Dodam jeszcze, że mój partner lubi mieć kogoś na boku. Zdradzał mnie wielokrotnie. Kiedy sie o tym dowiedziałam wyrzuciłam go z domu, ale przez 30 dni wysyłał mi bukiety i przepraszał, więc dałam mu szansę. Obecnie nie wiem czy kogoś ma. Możliwe, ponieważ znowu nie sypia ze mną od wielu tygodni. Ale nawet jakby miał to i tak bym mu przebaczyła, bo teraz zdecydowanie nie chcę być sama, a on nie jest taki zły. Może to nie partnera wina? Nie wiem dlaczego czuję się taka beznadziejna. Proszę o jakieś rady. Pozytywne afirmacje nie pomagają. Ja w środku cała się trzęsę. Nie wiem jak mam odzyskać siły, Może powinnam brać jakieś leki na uspokojenie?
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.