
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Dlaczego nie...
Dlaczego nie potrafię nawiązać trwałych przyjaźni mimo chęci?
anonimowo
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
Opisywane przez Panią wewnętrzne przeżycia brzmią bardzo boleśnie. Jest to naturalne szczególnie wtedy, gdy ma się chęć do kontaktu, wychodzi się do ludzi, próbuje rozmawiać, a mimo to ma się poczucie bycia na uboczu.
Czytając Pani słowa, nie widzę osoby, która nie chce relacji. Widzę raczej kogoś, kto bardzo ich potrzebuje i cierpi, gdy nie dostaje wzajemności. To naturalne, że w takiej sytuacji pojawia się smutek, frustracja i pytania o siebie.
Jednocześnie warto pamiętać, że fakt, iż znajomości nie rozwijają się tak, jakby Pani chciała, nie musi oznaczać, że jest Pani nieinteresująca albo że odpycha ludzi. Czasem grupy mają już swoje dynamiki, ludzie są skupieni na sobie albo po prostu nie potrafią budować głębszych relacji.
Najbardziej poruszyło mnie zdanie o „jeżozwierzu”. Mam wrażenie, że nosi Pani w sobie przekonanie, że skoro inni nie podchodzą bliżej, to musi być w Pani coś, co ich odstrasza. A to wcale nie jest jedyne możliwe wyjaśnienie.
Proszę być dla siebie łagodna. Samotność potrafi podpowiadać bardzo surowe wnioski na własny temat. A z Pani opisu wyłania się osoba, która chce być blisko ludzi i która nie przestała próbować. To cenna cecha, nawet jeśli dziś przynosi więcej bólu niż satysfakcji.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Michałek
Dzień dobry,
a może od innej strony. Załóżmy, że jesteś jeżozwierzem i podoba się tobie piękny orangutan i chciałabyś się z nim związać i mieć dzieci. Czy to jest możliwe?
Wróćmy do ciebie. A co jeśli to nie z tobą jest coś nie tak, jeśli to nie z aktualnymi znajomymi jest coś nie tak...
A co jeśli różnicie się od siebie tak bardzo, że w te relacje się po prostu rozchodzą. I NIE ma tu winnych! Po prostu możecie mieć inną wrażliwość. To absolutnie nie mówi, że ludzi odpychasz od siebie. Może dobrze byłoby porozmawiać ze specjalistą, przyjrzeć się bardziej szczegółowo temu.
Ale pamiętaj proszę o jedynym- nie jesteś pomidorową żeby każdy cię lubił 😉
Powodzenia!
Wiktoria Miller
Czasami w relacjach czujemy się zostawieni w tyle - to bardzo przykre uczucie.
Fantastycznie, że zastanawiasz się czy jest coś takiego w Twoim zachowaniu co wywołuje reakcje wśród znajomych.
Jagoda Jek
Czytając Twój wpis, mam poczucie, że wkładasz dużo wysiłku w budowanie relacji, a jednocześnie bardzo często spotykasz się z rozczarowaniem i poczuciem bycia pomijaną. To może być szczególnie bolesne, gdy masz chęć rozmawiać, spotykać się i być bliżej ludzi, a mimo to nie dzieje się to w takim stopniu, jakiego potrzebujesz.
Zwróciłam też uwagę na to, że opisujesz nie tylko samotność, ale również próbę zrozumienia, dlaczego tak się dzieje. Warto jednak zachować ostrożność przed wyciąganiem wniosku, że „odpychasz ludzi od siebie” albo że jest z Tobą coś nie tak. Na podstawie takiego opisu trudno ocenić, jakie mechanizmy stoją za tym doświadczeniem i dlaczego relacje układają się w taki sposób.
Jeżeli ta sytuacja powtarza się od dłuższego czasu i jest dla Ciebie źródłem cierpienia, warto porozmawiać o tym z psycholożką lub psychologiem. Taka rozmowa może pomóc lepiej zrozumieć własne doświadczenia w relacjach, przyjrzeć się swoim potrzebom oraz znaleźć przestrzeń, w której ktoś uważnie wysłucha tego, z czym się mierzysz. Sama świadomość, że chcesz bliskości, kontaktu i przyjaźni, jest już bardzo ważnym punktem wyjścia.
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Wkładanie wysiłku w relacje i odbijanie się od ściany w grupie rówieśniczej bywa frustrujące. Warto na samym początku podkreślić jedno, to, że znajomi tak reagują, nie oznacza, że jest Pani mniej interesującą osobą. Często w takich sytuacjach w grę wchodzi specyficzny, podświadomy styl komunikacji lub mowa ciała, wynikająca np. z ukrytego napięcia, którą otoczenie błędnie interpretuje jako chłód, dystans czy niechęć do kontaktu – stąd ta metafora "jeżozwierza" i ich fałszywe przekonanie, że Pani i tak nie odpowie.
Duże, głośne grupy na imprezach bywają powierzchowne i naturalnie podążają za tym, kto akurat dominuje w pokoju. Warto zmienić strategię i zrezygnować z walki o uwagę w tłumie. Dużo skuteczniejsze jest budowanie i pogłębianie relacji w układzie jeden na jeden, w spokojniejszych warunkach – na przykład poprzez zaproszenie jednej, wybranej osoby na kawę czy wspólny spacer. Jeśli to poczucie izolacji będzie się utrzymywać, świetnym rozwiązaniem jest praca z psychoterapeutą. Terapia poznawczo-behawioralna, a zwłaszcza trening umiejętności społecznych, pozwala precyzyjnie przyjrzeć się własnym nawykom komunikacyjnym i ułatwia bezpieczne "schowanie kolców", aby inni mogli bez lęku podejść bliżej.
Pozdrawiam serdecznie
Bożena Nagórska
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Wkładanie wysiłku w relacje i odbijanie się od ściany w grupie rówieśniczej bywa frustrujące. Warto na samym początku podkreślić jedno, to, że znajomi tak reagują, nie oznacza, że jest Pani mniej interesującą osobą. Często w takich sytuacjach w grę wchodzi specyficzny, podświadomy styl komunikacji lub mowa ciała, wynikająca np. z ukrytego napięcia, którą otoczenie błędnie interpretuje jako chłód, dystans czy niechęć do kontaktu – stąd ta metafora "jeżozwierza" i ich fałszywe przekonanie, że Pani i tak nie odpowie.
Duże, głośne grupy na imprezach bywają powierzchowne i naturalnie podążają za tym, kto akurat dominuje w pokoju. Warto zmienić strategię i zrezygnować z walki o uwagę w tłumie. Dużo skuteczniejsze jest budowanie i pogłębianie relacji w układzie jeden na jeden, w spokojniejszych warunkach – na przykład poprzez zaproszenie jednej, wybranej osoby na kawę czy wspólny spacer. Jeśli to poczucie izolacji będzie się utrzymywać, świetnym rozwiązaniem jest praca z psychoterapeutą. Terapia poznawczo-behawioralna, a zwłaszcza trening umiejętności społecznych, pozwala precyzyjnie przyjrzeć się własnym nawykom komunikacyjnym i ułatwia bezpieczne "schowanie kolców", aby inni mogli bez lęku podejść bliżej.
Pozdrawiam serdecznie
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Co jest ważne? Ważny komfort czy zachowywanie się pod oczekiwania innych? Co w dłuższej perspektywie zwycięży i jaką cenę za to przyjdzie zapłacić? Nie można dopasowywać się do grupy. Skoro nie zwracają uwagi, to nie jest Twoim problemem. Żyjemy w czasach, kiedy głupota i hałas jest w cenie. Musi być głośno, często kontrowersyjnie i im bardziej robi się z siebie idiotę, tym większy otrzymuje się poklask. Obserwuje to chociażby na platformach społecznych.
Inna sprawa to pojawiające się pytanie co dzieje się w Tobie, kiedy tego doświadczasz? Jakie stany i z jakiej perspektywy wychodzisz kiedy taka sytuacja ma miejsce. Nie warto walczyć o uwagę tłumu, ale mieć grupę ludzi, którzy będę Cię szanowali i widzieli Twoje dobre i złe strony. Stawiaj na jakość znajomości, nie na ilość. Tutaj także bym radził skontaktować się ze specjalistą od języka ciała, który pokaże Ci, że komunikaty których doświadczasz mogą być czasami źle interpretowane.
Sylwia Skibińska
Dzień dobry,
Z opisu wynika, że bardzo zależy Ci na budowaniu relacji, a jednocześnie masz poczucie, że wysiłki nie przynoszą oczekiwanych efektów. To może być bardzo bolesne i prowadzić do poczucia odrzucenia czy osamotnienia.
Warto pamiętać, że trudności w nawiązywaniu lub podtrzymywaniu relacji nie zawsze wynikają z braku chęci czy wartości danej osoby. Czasem wpływ mają sposób komunikacji, nieśmiałość, lęk społeczny lub wcześniejsze doświadczenia. Nad tym można skutecznie pracować podczas konsultacji z psychologiem lub psychoterapii.
Dobrze, że potrafisz zauważyć problem i o nim mówić. To pierwszy krok do zmiany. Wspólnie ze specjalistą można przyjrzeć się temu, co utrudnia budowanie bliskich relacji oraz stopniowo rozwijać umiejętności społeczne i większą pewność siebie.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Pani wpis, miałam poczucie, że bardzo dużo energii poświęca Pani na analizowanie siebie. „Może jestem za mało ciekawa?”, „Może odpycham ludzi?”, „Może robię coś źle?”...a ja zadałabym inne pytanie : czy ci ludzie w ogóle są równie zainteresowani budowaniem relacji, jak Pani?Przyjaźń i bliskość nie powstają dlatego, że jedna osoba bardziej się stara. Potrzebne jest zaangażowanie obu stron. Jeśli od dłuższego czasu to Pani inicjuje rozmowy, próbuje podtrzymywać kontakt i zabiega o uwagę, warto zastanowić się, czy nie bierze Pani na siebie odpowiedzialności za relacje, które powinny być wspólnym wysiłkiem.Bardzo poruszyło mnie porównanie do jeżozwierza. Mam jednak wrażenie, że nie opisuje ono tego, jaka Pani jest, ale to, jak zaczęła Pani o sobie myśleć pod wpływem powtarzających się doświadczeń. To duża różnica.Być może zamiast pytać: „Co jest ze mną nie tak?”, warto zacząć pytać: „Przy jakich ludziach czuję, że jestem zauważana i mogę być sobą?”. Nie każda grupa będzie miejscem, w którym odnajdziemy bliskość. Czasami nie chodzi o to, by bardziej się zmieniać ale by znaleźć osoby, przy których nie trzeba nieustannie walczyć o swoje miejsce.Życzę Pani, aby spotkała ludzi, przy których nie będzie miała poczucia, że musi zasłużyć na uwagę. Dobra relacja nie opiera się na ciągłym staraniu się o bycie zauważoną, ale na wzajemnym zainteresowaniu i obecności.Wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Wiktoria Woldan
❤️ Dzień dobry.
Z Pani opisu wynika, że bardzo zależy Pani na budowaniu bliskich relacji i wkłada Pani w nie wiele zaangażowania. Jednocześnie mam wrażenie, że dużą część swojej uwagi kieruje Pani na ocenianie siebie i szukanie przyczyn trudności wyłącznie po swojej stronie. Warto jednak pamiętać, że relacje tworzą dwie osoby i wymagają wzajemnego zainteresowania oraz chęci utrzymywania kontaktu.
To, że ma Pani poczucie bycia pomijaną czy niezauważaną, nie musi oznaczać, że jest z Panią coś nie tak. Czasami powtarzające się doświadczenia sprawiają, że zaczynamy patrzeć na siebie przez pryzmat odrzucenia, choć nie zawsze odzwierciedla to rzeczywistość.
Zachęcałabym, aby zamiast zastanawiać się wyłącznie, co należałoby w sobie zmienić, spróbować zwrócić uwagę na to, przy jakich osobach czuje się Pani swobodnie, bezpiecznie i akceptowana. Nie każda relacja ma potencjał, by przerodzić się w bliską przyjaźń, a czasem znalezienie osób, przy których można być sobą, jest ważniejsze niż ciągłe zabieganie o uwagę.
Pozdrawiam,
psycholog Wiktoria ❤️

Zobacz podobne
Witam wszystkich, jestem tutaj nowy. Byłem w burzliwym związku 2 lata, 3 razy się rozchodziliśmy. Ja za każdym razem zabiegałem, starałem się. Czasami angażuję się za bardzo. Brałem wszystko na siebie, robiłem źle. Pomiędzy nami było 9 lat różnicy. Ostatnio usłyszałem, że ja jestem stary, a ona młoda, może się bawić.
Zaczęły się w związku koleżanki, uciekanie od spotkań. Jeśli się pytałem, kiedy się widzimy – „nie wiem”. Wiele pretensji, że mi dużo nie pasuje, że to moja wina, że wiele słów usłyszała z mojej strony i nie potrafi już na mnie patrzeć. Szczerze – nigdy nic głupiego nie powiedziałem, tylko czasami coś żartem czy zgryźliwie, ale to na tyle, mieliśmy dystans.
Ostatnio non stop wychodziła ze znajomymi. Nawet nie widziałem, że ma taką toksyczną koleżankę, która nią kieruje. Słyszałem, że jestem nienormalny, że w żartach jest drugie dno, że wyliczam jej pieniądze na każdym kroku. Nigdy takiego czegoś nie było. Jedynie żartem: „Dzisiaj ty stawiasz?” czy „Policzymy się za paliwo?”. I tak – ona bez problemu zawsze płaciła, bo wiedziała, że to tylko sarkazm.
Starałem się, jak mogłem, zabiegałem. Ona zawsze w stronę znajomych – że mają lepiej, że inaczej ją traktują. Ta znajoma, którą poznała, tak „fajna”, żeruje na niej. Widziałem na relacjach – bawi się na całego, kolacje, imprezy. Z otoczenia wiem, że ta osoba po prostu nie ma znajomych, nikt nie chce z nią utrzymywać kontaktu, bo patrzy tylko na swoje cztery litery.
Wszystko – żarty, starania się, nawet jak coś nie było tak – gdy chciałem porozmawiać, była odpowiedź, że „ze mną się nie da”. Mam jej zniknąć z życia, bo się przy mnie męczy. Znajdzie sobie takiego, co spełni jej każde oczekiwania, a ja mam znaleźć taką, co ich nie ma.
Zawsze byłem prawy, nigdy nic nie chciałem – żadnych pieniędzy, nawet od rodziny za jakieś usługi. Mówiłem szczerze wszystko, ale ona odebrała to tak, jakbym ciągle jej coś wypominał. Usłyszałem nawet, że bronię jej się spotykać z rodziną, ale nigdy tak nie było. Nawet zaczęła mieć o to problem, gdy spytałem się, co po spotkaniu.
Pretensje, że pytam, jak się ubiera, że nie jest wyspana... Po prostu zauważyłem, że na siłę szuka powodu, by mnie rzucić. Nawet jechałem prawie 100 km do restauracji dzień przed zerwaniem. Zażartowałem coś tam i mówiłem, że po drodze jest kilka fajnych restauracji. Ona: „Nie, tam jedziemy”. Mówię: „Okej”. Gadaliśmy o pracy i w ogóle, a ona wszystko brała tak do siebie, że niby ją maltretuję, ubliżam jej na każdym kroku.
Napisała mi w nocy, że to się wypaliło, nie chce tak żyć i mam zniknąć z jej życia. Zostałem zablokowany wszędzie, a ona szuka atencji u facetów.
Może tutaj się wydawać, że jestem aż takim złym człowiekiem, ale każdemu, kto pyta i komu mówię prawdę, odpowiadam – to było szukanie pretekstu, by mnie rzucić. Usłyszałem jeszcze, że gdyby nie ja, to byśmy tam nie pojechali. Nie wiem, co myśleć. Za każdym razem łapie moje słowa, wyciąga coś głupiego, co powiem pod nosem, a ile ja przeszedłem, wspierałem, byłem na każde skinienie palca – nawet o 2 w nocy – tego już nie pamięta. Tylko: „No nikt ci nie kazał”.
I usłyszałem, że rzyga moimi spekulacjami, moimi rozmowami i całą moją osobą. Mam nie próbować z nią nawet pogadać, wyjaśnić, powiedzieć prawdę, bo nigdy nie chciałem jej urazić. Mieliśmy dystans w wiadomościach, a ona nagle, że się wypaliło. Próbujemy od 2 lat i nie wychodzi.
Ale za każdym rozpadem są znajomi. Każdy zauważył, że im mniej się szanują i starają, tym jakoś im wychodzi. Czasami czułem się w tym związku, jakbym był sam.
Dzień dobry, mam 35 lat i znalazłam się w sytuacji, której nie do końca rozumiem. Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. Jakieś 2 lata temu w zupełnie niespodziewanych dla mnie okolicznościach poznałam pewnego mężczyznę.
On jest starszy ode mnie o 4 lata. Oboje jesteśmy singlami i też byliśmy nimi w dniu naszego spotkania. Początkowo ja nie zwróciłam zbytnio uwagi na tę znajomość. Po prostu jakiś kolejny człowiek na mojej drodze. Była miła i sympatyczna jak zawsze.
On w sumie też. Przez jakiś czas nie zwracałam uwagi na Niego, od kolega myślałam sobie. Jednak On od początku próbował zwrócić na siebie moją uwagę. Po około 3 miesiącach okazało się, że mamy wspólne zainteresowania i pasje. Od tego momentu zaczęliśmy dzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Nasz relacja, stała się dużo bardziej zażyła, jednak dla mnie wciąż było to koleżeństwo, nic więcej. Po około pół roku nasze rozmowy stały się dużo bardziej prywatne, zaczęliśmy rozmawiać o związkach poprzednich o tym, czego oczekujemy od partnerów. Ja podchodziłam do tego, jak do rozmowy dwójki bardzo dobrych znajomych lub przyjaciół, nie jak do rozmowy potencjalnych partnerów. Jednak On chyba widział to inaczej.
Pewnego razu rozpoczął rozmowę o dzieciach i o tym, że jeśli miałoby mi się coś stać i umarła, to On nie umiałby pokochać tego dziecka (zakładam, że mówił o wspólnym dziecku).
I tak coraz bardziej intymne rzeczy pojawiały się w naszych rozmowach. Na codzień, kiedy jesteśmy razem, nie odstępuje mnie na krok i wciąż jest przy mnie. Nie jest nachalny, ale wciąż blisko mnie. Potrafi być mega szarmancki i czarujący, umie sprawić, że czuje się bezpiecznie i potrafi zawalczyć o moje bezpieczeństwo. Nawet kiedyś dość dosadnie pokazała jednemu Panu, że ode mnie to ma się z daleka trzymać i ma się odnosić do mnie z szacunkiem. Potrafi przejechać pół kraju, tylko żeby mi pomóc w czynnościach zawodowych.
Jednak to tylko część tego, co się działo przez ten czas.
Poza tym, że jest bardzo dobrym przyjacielem, na którego zawsze można liczyć, to ma też mroczniejszą stronę osobowości.
Wciąż nie jesteśmy w związku, a jednak potrafi być bardzo zazdrosny. Kilkukrotnie dał tego wyraz, wyrzekając mi, że jak odezwę się do innego mężczyzny, to chce już odejść z innym.
Jak wiadomo, rozmowa na temat np. drogi dojścia do danego miejsca nie jest od razu wstępem do zażyłości emocjonalnej lub innych rzeczy. Raz bardzo się pokłóciliśmy, jednak potem dość szybko się pogodziliśmy. Nie wiem, dlaczego, ale ja odkąd uświadomiłam sobie, że czuje coś względem niego, wyraziłam je oficjalnie. On jednak pomimo iż potrafi zrobić dla mnie wszystko i przesiedzieć ze mną pół nocy, tylko żeby rozmawiać o wszystkim. Bo tematy nam się nie kończą. Niestety na każdą moją próbę dowiedzenia się, czy to, co się między nami dzieje to z jego strony też jest coś więcej, niż tylko sympatią milczy. Ucieka.
Na każdą moją próbę spotkania się i rozmowy wymyśla milion wymówek i wciąż ucieka. Żeby po chwili zadzwonić lub napisać do mnie, że dziękuję mi za cudowne chwile. Lub żeby spytać się, jak się czuje, jak minął mi dzień, jak dotarłam do domu.
Ja bardzo mocno zaangażowałam się w tą relacje, ponieważ bardzo dbam o to, żeby był zdrowy, miał udany dzień i kiedy zachorował, to wręcz bezdyskusyjnie chciałam zająć się nim. Jednak co było dla mnie wyjątkowe, on powiedział, że nie zniósł by świadomości, że mnie zaraził i że jestem przez niego chora. Również, kiedy ja źle się czułam, potrafił rzucić wszystko i mnie ratować, pobiegł do apteki, żeby kupić coś dla mnie, żeby tylko mi to pomogło, chciał iść ze mną do lekarza, odwiózł mnie do domu. Martwił się i był taki czuły i opiekuńczy. To dla mnie wiele znaczy dlatego, też pewnie moje uczucia się zmieniły.
Jak również, kiedy miałam bardzo trudny okres w pracy i nie wiedziałam, czy wciąż będę ją miała, zawsze był przy mnie, wspierał, stał, trwał, wysłuchiwał, każdą łzę ocierał.
Jednak nie potrafi się zdeklarować. Ucieka wciąż i niestety, ale nie wiem, na czym stoję i czego mogę się spodziewać.
Pewne jest jedno, że obojętna mu nie jestem tylko jak sprawić, żeby się przełamał i pozwolił sobie na to, czego się tak bardzo boi, a ewidentnie chce i pragnie. Dlatego proszę o podpowiedź czy ja coś źle interpretuje i może to ja coś pomyliłam, a może nie wszystko widzę dobrze, ale nie umiem pomóc mu w tej sytuacji.

