
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju
- Jak odnaleźć...
Jak odnaleźć motywację do swoich pasji i odzyskać radość z ich uprawiania?
Aria
Zuzanna Zbieralska
Pani Ario,
Kiedy przełamiemy cykl niepodejmowania żadnych działań oraz spadku nastroju z tym związanego, to często pojawia się wówczas satysfakcja. Dlatego, że obniżony nastrój wpływa na spadek motywacji, co przekłada się na to, że ciężko zebrać się do działania. Często wiąże się to także z poczuciem winy, przez co nastrój znów się obniża i koło się zapętla. Przerwanie tego cyklu nowym działaniem, nawet jeśli nie ma się na to ochoty, może sprawić, że poczuje się Pani chociaż trochę lepiej, co być może wpłynie także na większą motywację i stopniowy powrót do dawnych aktywności, z większą radością. Jeśli to byłoby jednak zbyt trudne, zachęcam do skorzystania ze wsparcia psychologa, które może w tym pomóc.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Julia Otremba
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, jest bardzo częste i wcale nie oznacza, że pasje stały się mniej ważne lub że nie mogą już przynosić satysfakcji. Warto przyjrzeć się temu, co pojawia się w ciele i w myślach w momencie „zabierania się” za te aktywności - często to właśnie tam pojawia się opór.
Bardzo często źródłem trudności jest presja i perfekcjonizm. Gdy do czegoś, co kiedyś sprawiało przyjemność, dokładamy oczekiwanie, że musi być zrobione „dobrze”, „na poziomie” albo „idealnie”, motywacja naturalnie spada, a pojawia się napięcie i unikanie.
Warto też zadać sobie pytanie, czy te aktywności rzeczywiście nadal są Pani pasjami oraz jak wygląda Pani ogólny dobrostan — czy nie ma przemęczenia, przeciążenia, obniżonego nastroju. Gdy jesteśmy wyczerpani psychicznie, nawet rzeczy, które lubimy, mogą przestać dawać radość.
Przyczyn może być wiele, dlatego kluczowe jest przyjrzenie się własnym odczuciom i potrzebom. Pomocne mogą być pytania:
Czym są dla mnie te pasje na tym etapie życia?
Dlaczego tak bardzo chciałabym je nadal wykonywać?
Co dokładnie czuję, gdy myślę o tym, że mam się za nie zabrać — ciekawość, napięcie, lęk, presję, a może obojętność?
Takie zatrzymanie się i wsłuchanie w siebie często daje więcej odpowiedzi niż samo „zmuszanie się” do działania. Całkowicie odradzam zmuszanie się i oczekiwanie na radość.
Jeśli natomiast trudności z motywacją i odczuwaniem przyjemności utrzymują się dłużej, warto rozważyć rozmowę z psychologiem, aby sprawdzić, czy nie stoi za tym głębsze przeciążenie lub obniżenie nastroju.
Anna Kapelska
Dzień dobry Ario,
Chciałabym Cię zapytać, czy brak motywacji dotyczy tylko Twoich pasji, czy obejmuje również inne obszary życiowe?
Może być tak, że w tym momencie nie widzisz sensu w robieniu tego, co kiedyś sprawiało Ci radość i być może po prostu jest to czas zmiany. Z drugiej strony proponuję się temu poprzyglądać - czy to chwilowy zastój? Czy jestem teraz bardziej zmęczona i może potrzebuję odpoczynku? Czasem inne obszary naszego życia są w danej chwili bardziej absorbujące i mogą odbierać moc twórczą czy chęć do działania na innym polu. Proszę to z łagodnością wobec siebie poobserwować. Być może - jeśli zależy Ci nadal na tych pasjach- spróbuj małymi kroczkami i sprawdź, czy ta radość rzeczywiście się pojawi. Trzymam kciuki!
Anna Kapelska
Psycholog
Izabela Salitra
Dzień dobry,
oto moje wskazówki:
1. Działanie przeciwne, które zmienia emocje - czasami możemy zmienić emocje poprzez zmianę zachowania, tzn. jeśli czuję niechęć, znudzenie, ale pomimo to podejmuję się jakiegoś działania, to jest duża szansa, że w trakcie robienia tej rzeczy mój nastrój się zmieni. Więc jeśli np. nie chce mi się iść na spacer, ale mimo tej niechęci wyjdę, bo wiem, że zawsze po takim spacerze dobrze się czuję, to warto to zrobić. Jest szansa, że w trakcie spaceru nastrój się zmieni.
2. Metoda małych kroków - zachęcam, żeby zacząć od czegoś małego, choćby zająć się daną czynnością przez 5/10 minut lub zrobić jeden element tego, co chce Pani zrobić, np. jeśli Pani pasją byłoby malowanie - przygotować stół i przybory potrzebne do malowania.
3. Napisała Pani: „nie przynoszą mi one radości i nie widzę sensu w ich robieniu”. Brak chęci i zainteresowania rzeczami, które kiedyś dawały nam przyjemność, może być oznaką przeżywania epizodu depresji. W związku z tym zachęcam, aby udać się na konsultację do psychologa, terapeuty lub psychiatry.
Pozdrawiam i życzę powodzenia,
IS
Daria Składanowska
Dzień dobry,
brak motywacji i utrata radości z pasji mogą być objawem przeciążenia, obniżonego nastroju lub wypalenia, a nie „lenistwa”. Stopniowe działanie mimo braku chęci (małymi krokami, bez presji efektu) bywa pomocne, ale samo „zmuszanie się” rzadko przywraca radość. Warto zacząć od krótkich, realnych aktywności i sprawdzić, co obecnie Pani naprawdę służy. Jeśli stan się utrzymuje, dobrze skonsultować to z psychologiem.
Pozdrawiam,
Składanowska D
Weronika Babiec
Dzień dobry,
w takiej sytuacji warto spojrzeć na motywację trochę inaczej niż zwykle. U wielu osób nie pojawia się ona „sama z siebie”, zwłaszcza gdy są zmęczone, przeciążone lub zniechęcone. Często to działanie poprzedza motywację, a nie odwrotnie, ale kluczowe jest jakie to działanie.
Kilka praktycznych wskazówek, które mogą pomóc:
- Obniż poprzeczkę do minimum - zamiast „zabrać się za pasję”, spróbuj „spędzić przy niej 5 minut” albo „przygotować miejsce”,
- Zrezygnuj z oczekiwania przyjemności - brak radości na początku jest bardzo częsty i nie oznacza, że coś robisz źle. Traktuj to raczej jak rozruch niż źródło satysfakcji,
- Oddziel pasję od presji - myśl „powinnam to robić, bo kiedyś mnie to cieszyło” często zabija resztki motywacji. Spróbuj podejścia: „robię to, bo to jest dla mnie ważne, nawet jeśli teraz tego nie czuję”,
- Wybieraj momenty o niższym koszcie energetycznym. nie planuj aktywności wtedy, gdy jesteś najbardziej zmęczona. Czasem lepsze jest 10 minut w lepszym momencie niż godzina robienia czegoś na siłę,
- Zauważaj sam fakt działania - nawet jeśli nie pojawiła się radość, warto zauważyć: „zrobiłam coś mimo braku chęci”.
Jeśli przez dłuższy czas nie pojawia się ani motywacja, ani choćby minimalne poczucie sensu, zachęcam do wizyty u psychologa, który pomoże rozpoznać, czy to chwilowe przeciążenie, czy coś, co wymaga głębszego wsparcia.
Pozdrawiam
Weronika Babiec,
Psycholożka, Terapeutka ACT

Zobacz podobne
Witam, od dzieciństwa mam stwierdzoną depresję i stany lękowe. Sama u siebie podejrzewam autyzm, ale jest to moje podejrzenie, niekoniecznie diagnoza. Dzieciństwo miałam trudne – było bicie, karanie ciszą, brak przytulania, czułości i ciężka choroba w rodzinie, mojego taty, który dosyć szybko zmarł. Ja też jestem chora – mam genetyczną chorobę, która w wielkim skrócie sprawia, że moje ciało niezbyt przypomina zwykłego człowieka, ale nie na tyle, żeby od razu to zobaczyć. Głównie ciężko mi chodzić.
Mam wykształcenie średnie z powodu moich dolegliwości, bo opuszczałam szkołę i całe, w sumie, moje życie. Jako nastolatka leczyłam się lekami – dużą ilością leków przepisanych przez jednego psychiatrę, które według późniejszych specjalistów były dobrane źle. Do dzisiaj zastanawiam się, jaki mogły mieć na mnie wpływ. Byłam u kilku specjalistów, brałam w sumie kilka leków i byłam na kilkuletniej terapii – aż w końcu uciekłam. Z domu, z terapii, z leków. Zaczęłam żyć na własną rękę, zdobyłam pierwszą pracę i jakoś sobie radziłam. Stwierdziłam, że trzeba dawać radę za wszelką cenę.
W ciągu tego czasu miałam pierwsze związki, zostałam wykorzystana seksualnie i generalnie działy się rzeczy, które nie muszą być istotne w tym, czym chciałabym się podzielić. Pracę miałam w sumie dwie – za minimalną krajową, ale na tyle, żeby się utrzymać. Nagle zdarzyła się okazja, żeby się przebranżowić – zrobiłam wszystko, żeby ją zdobyć. Dosłownie. Zdobyłam ją i na samym początku było ok, ale po jakimś czasie mój zespół (praca biurowa) zaczął dziwnie mnie traktować, albo to moje wrażenie – co przełożona w rozmowie 1 na 1 zasugerowała. Co robiłam, było źle, czego nie zrobiłam – też było źle.
Uważam się za osobę chętną do nauki i nigdy nikomu nie powiedziałam, że nie pomogę, nie zaniosę, nie zrobię – mimo to jestem postrzegana tam jako osoba zamknięta w sobie, która słyszy, ale nie słucha – to usłyszałam. To mnie pogrążyło w depresji. Zaczęłam mieć myśli samobójcze – pierwsze od kilku lat, gdzie wcześniej zawzięcie walczyłam o siebie i, przysłowiowo, płakałam przy lustrze, ale z dumnie uniesioną twarzą malowałam się i udawałam, że jest dobrze. Na wyjeździe w góry z narzeczonym myślałam, żeby wskoczyć w przepaść. Ale to było falowe.
Dzisiaj coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie pójść do pracy. Odkąd pamiętam, irytuje mnie tekstura ubrań, światło, wygląd jedzenia, zapach dezodorantu i kremu, którego wiem, że użyję przed pracą. Irytuje mnie dosłownie wszystko, a po pracy jestem tak przebodźcowana, że kładę się do łóżka i jem jak szalona – bo przez cały dzień nie jestem w stanie nic zjeść, dopiero gdy wrócę do domu, to jem. Przez sytuację z jedzeniem zaczęłam się bardzo karać, przytyłam jakieś 15 kg przez taką formę jedzenia – przez głodówkę, a później obżarstwo na sam koniec dnia, mimo że staram się mieć aktywność fizyczną.
Ale nie w tym rzecz. Dzisiaj nadeszło apogeum wszystkiego, czego się bałam – ubrałam się, umalowałam i coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Zaczęłam płakać, pisać do narzeczonego, co mam robić – jak małe dziecko. Jakbym nie była w stanie w żaden sposób podjąć decyzji, zrobić czegokolwiek. Nie poszłam w końcu – po dwóch godzinach czegoś w rodzaju ataku paniki – tylko płakałam nieustannie jak pies.
Zapisałam się do psychiatry online, który zawzięcie przepisał mi leki i wystawił L4 na miesiąc, którego nie do końca chciałam – o czym powiedziałam. Jak wrócę do pracy? Czy mnie nie wyrzucą? Pracuję na zastępstwo i bardzo się boję, że zaprzepaściłam swoją jedyną szansę, aby się rozwijać.
Specjalnie nie pojechaliśmy z narzeczonym wczoraj do jego rodziny (źle znosimy te wyjazdy ze względu na problem z alkoholem w jego rodzinie, ale to nadal rodzina), żeby przygotować się na dzisiaj. Przygotowałam ubranie, porozmawiałam z narzeczonym i poszliśmy spać przytuleni – uspokajał mnie, że będzie ok i że jestem dzielna. Nie byłam. Nie jestem. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Dziękuję za przeczytanie tych żałości.
Witam, syn 12 lat zmaga się z depresją, myślę, że od około roku. Choruje przewlekle na WZJG spadki nastroju prędzej występowały głównie podczas zaostrzenia choroby i dolegliwości bólowych. Dopiero 3 tygodnie temu została rozpoznana depresja i wdrożone leczenie. Prędzej jego zachowanie było tłumaczone przez lekarzy złym samopoczuciem w związku z chorobą. Zaczęliśmy leczenie, gdy po poprawie stanu zdrowia i ustąpieniu dolegliwości bólowych samopoczucie się nie poprawiło. Przyjmuje bioxetin oraz uczęszcza raz w tygodniu na psychoterapię. Cały czas leży, wstaje tylko na posiłki, nie ma na nic ochoty ani siły, martwi mnie również spowolnienie psychoruchowe porusza się tak wolno, że przejście kilka metrów do łazienki zajmuje mu kilka minut.
Kiedy możemy się spodziewać jakiejś poprawy?

