Dzień dobry.
To, że się o nią boisz, jest bardzo zrozumiałe. Ale trzymanie jej przez pół godziny, kiedy ona krzyczała i Cię biła, nie jest dobrym ani bezpiecznym rozwiązaniem. Mogło dojść do eskalacji, zrobienia krzywdy jej albo Tobie. Nie jesteś jej terapeutką, lekarzem ani osobą odpowiedzialną za pilnowanie jej ciała.
W takiej sytuacji najlepiej nie zostawać z tym samemu. Jeśli dzieje się to w szkole, trzeba od razu powiedzieć dorosłemu: wychowawcy, pedagogowi, psychologowi szkolnemu, pielęgniarce albo nauczycielowi. Nie jako „donoszenie”, tylko jako ochrona osoby, która jest w nawrocie choroby i może sobie poważnie szkodzić.
Nie próbuj jej kontrolować siłą, pilnować toalety, zabraniać jedzenia albo zmuszać do mówienia prawdy. Możesz powiedzieć spokojnie: „Martwię się o Ciebie. Widzę, że jest źle. Nie będę Cię szarpać ani pilnować, ale nie mogę udawać, że nic się nie dzieje. Powiem dorosłemu, bo zależy mi na Twoim bezpieczeństwie”.
Jeśli boisz się, że jutro będzie się głodzić, trenować do wyczerpania albo znowu prowokować wymioty, tym bardziej trzeba włączyć dorosłych. Zaburzenia odżywiania nie są zwykłą dietą ani „fazą”. Wymagają pomocy specjalistów, często lekarza psychiatry, psychoterapeuty, psychodietetyka i wsparcia rodziny.
Ty możesz być przyjaciółką, ale nie możesz być jej systemem leczenia. Możesz jej słuchać, nie komentować wyglądu i wagi, nie moralizować, nie straszyć, nie oceniać. Ale kiedy widzisz realne zagrożenie, masz prawo i obowiązek poprosić dorosłych o pomoc.
Jeżeli po wymiotach pojawi się omdlenie, silne osłabienie, ból w klatce, krew w wymiotach, duszność, splątanie albo ryzyko, że zrobi sobie krzywdę, trzeba wzywać pomoc medyczną od razu. W szkole: nauczyciel, pielęgniarka, dyrekcja, a w nagłej sytuacji 112.
To, że nie chce widzieć problemu, jest częste w zaburzeniach odżywiania. Dlatego nie czekaj, aż sama poprosi o pomoc. Powiedz dorosłym, co się stało.
Dziękuję
Łukasz Dyłka