Piotr Ziomber
Dzień dobry
Przykro mi, że przeżywa Pani tak trudny okres w małżeństwie. Z tego, co Pani opisuje, wynika, że oboje jesteście już bardzo sfrustrowani i zranieni, a Pani czuje się niekochana i odrzucona, On reaguje wyzwiskami i dystansem. Winę rzadko da się przypisać jednej osobie, bo zwykle jest to błędne koło wzajemnych reakcji. Gdzie leży „wina”? Nie tyle w jednym z was, co w sposobie komunikacji i niespełnionych potrzebach. Pani potrzebuje uwagi, bliskości i docenienia. On prawdopodobnie czuje się atakowany i broni się wycofaniem lub agresją słowną. Wyzwiska to już przemoc słowna i to jest po jego stronie zachowanie niedopuszczalne, niezależnie od Pani „czepiania się”.
Skoro sami nie umiecie się dogadać, osoba trzecia (neutralna) może pomóc przełamać schemat. Może Pani powiedzieć: „Nie radzimy sobie sami. Proszę, idźmy do terapeuty par. Dla mnie to ostatnia próba, żebyśmy się zrozumieli”. Jeśli on uważa, że „bawić mnie nie musi” i nie widzi problemu w tym, że Pani czuje się niekochana, wtedy niemożliwe będzie porozumienie. Wtedy pozostaje decyzja: czy chcesz zostać Pani w związku, w którym jest nieszczęśliwa i wyzywana. Często „czepianie się” bierze się z lęku przed odrzuceniem i braku pewności, że zasługujemy na uwagę. Jeśli zacznie Pani częściej wychodzić do ludzi, realizować swoje pasje, odzyskasz wewnętrzną siłę, wtedy łatwiej będzie stawiać zdrowe granice. Wina leży w destrukcyjnym tańcu, który tańczycie we dwoje. Ale wyzwiska to jego odpowiedzialność. Zacznij od zmiany swojego komunikatu (prośby zamiast ataku) i postawienia twardej granicy na brak szacunku.
















