
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z brakiem porozumienia i kryzysie w małżeństwie?
Nieznajoma
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Przykro mi, że przeżywa Pani tak trudny okres w małżeństwie. Z tego, co Pani opisuje, wynika, że oboje jesteście już bardzo sfrustrowani i zranieni, a Pani czuje się niekochana i odrzucona, On reaguje wyzwiskami i dystansem. Winę rzadko da się przypisać jednej osobie, bo zwykle jest to błędne koło wzajemnych reakcji. Gdzie leży „wina”? Nie tyle w jednym z was, co w sposobie komunikacji i niespełnionych potrzebach. Pani potrzebuje uwagi, bliskości i docenienia. On prawdopodobnie czuje się atakowany i broni się wycofaniem lub agresją słowną. Wyzwiska to już przemoc słowna i to jest po jego stronie zachowanie niedopuszczalne, niezależnie od Pani „czepiania się”.
Skoro sami nie umiecie się dogadać, osoba trzecia (neutralna) może pomóc przełamać schemat. Może Pani powiedzieć: „Nie radzimy sobie sami. Proszę, idźmy do terapeuty par. Dla mnie to ostatnia próba, żebyśmy się zrozumieli”. Jeśli on uważa, że „bawić mnie nie musi” i nie widzi problemu w tym, że Pani czuje się niekochana, wtedy niemożliwe będzie porozumienie. Wtedy pozostaje decyzja: czy chcesz zostać Pani w związku, w którym jest nieszczęśliwa i wyzywana. Często „czepianie się” bierze się z lęku przed odrzuceniem i braku pewności, że zasługujemy na uwagę. Jeśli zacznie Pani częściej wychodzić do ludzi, realizować swoje pasje, odzyskasz wewnętrzną siłę, wtedy łatwiej będzie stawiać zdrowe granice. Wina leży w destrukcyjnym tańcu, który tańczycie we dwoje. Ale wyzwiska to jego odpowiedzialność. Zacznij od zmiany swojego komunikatu (prośby zamiast ataku) i postawienia twardej granicy na brak szacunku.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Szukając odpowiedzi na pytanie, gdzie leży wina, warto spojrzeć na to jak na wspólny mechanizm: Pani, czując się odrzucona i nieważna, walczy o uwagę męża poprzez krytykę jego pasji, z kolei mąż reaguje na to wycofaniem, chłodem oraz niedopuszczalną, raniącą agresją słowną, która jest formą przemocy psychicznej. Aby dojść do porozumienia, konieczna jest zmiana sposobu komunikacji i przejście w spokojnym momencie na mówienie o własnych, trudnych emocjach i potrzebach, zamiast wzajemnego oskarżania się. Mąż musi zrozumieć, że budowanie bliskości to nie „bawienie” partnerki, a Pani ma pełne prawo oczekiwać w małżeństwie szacunku i poczucia bezpieczeństwa. Jeśli jednak każda próba rozmowy i tak kończy się wyzwiskami, sami Państwo z tego destrukcyjnego schematu nie wyjdą i najlepszym krokiem będzie podjęcie terapii par, która pomoże obiektywnie ocenić, czy ten kryzys da się jeszcze uzdrowić, czy dla własnego szczęścia bezpieczniej będzie podjąć decyzję o rozstaniu.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Marta Lenarczyk
Dzień dobry,
czasami pary trafiają w trudny moment, w którym zamiast wspólnie szukać rozwiązania problemu, zaczynają szukać odpowiedzi na pytanie, kto zawinił. W relacjach często bardziej pomocne okazuje się przyjrzenie temu, co dzieje się między partnerami i jakie potrzeby pozostają niezauważone lub niezaspokojone.
Z Pani opisu wynika, że brakuje Pani bliskości, uwagi i poczucia, że jest Pani ważna dla męża i w takiej sytuacji nie dziwi mnie, że trudno Pani czuć się szczęśliwą i spełnioną w związku.
Jednocześnie pisze Pani, że rozmowy między Państwem kończą się wyzwiskami i wzajemnymi pretensjami. Kiedy w rozmowach pojawiają się obraźliwe określenia, znalezienie porozumienia staje się bardzo trudne, a rozmowa przestaje być bezpieczną przestrzenią do mówienia o swoich uczuciach i potrzebach.
Nie da się na podstawie kilku zdań ocenić, skąd biorą się obecne trudności ani jak wygląda sytuacja z perspektywy Pani męża. Warto jednak zastanowić się, czy oboje jesteście gotowi pracować nad relacją i szukać sposobów na lepszą komunikację.
Jeżeli samodzielne rozmowy od dłuższego czasu nie przynoszą efektu, pomocna może być konsultacja dla par. Czasami obecność neutralnej osoby pozwala przerwać błędne koło wzajemnych pretensji i lepiej zrozumieć potrzeby każdej ze stron.
Życzę Pani, aby udało się znaleźć przestrzeń do spokojnej rozmowy i zadbania o to, co jest ważne dla Państwa związku.
Marta Lenarczyk
Karolina Jatczak
Witam,
Z pewnością jest to dla Pani bardzo trudna sytuacja; jest Pani w związku małżeńskim w którym nie otrzymuje Pani uwagi i czułości.
Proponowałabym rozpatrzenie tej sytuacji nie w kategorii winy, lecz potrzeb. Opisuje Pani sytuację, w której nie ma na dany moment dialogu, pojawia się również przemoc słowna. Czy są realne perspektywy na zmianę? Czy jest szansa, żeby dostała Pani w tej relacji to, czego potrzebuje? Czy byłaby możliwości pracy w terapii par?
Niestety, ale jeśli partner nie będzie otwarty na pracę, pozostaje pytanie, czy chce Pani w danej formie związku trwać.
Pozdrawiam serdecznie,
Karolina Jatczak
Filip Świderski
Dzień dobry,
Biorąc pod uwagę trudności w relacji, które Pani zgłasza warto przyjrzeć się temu, jak wygląda komunikacja między Panią, a Pani mężem. Wydaje się, że nie poznali Państwo jeszcze dokładnie swoich potrzeb i oczekiwań wobec drugiej osoby. Oczywiście zachęciłbym do podjęcia się choćby jednej konsultacji z terapeutą par/rodzin, lecz w po pierwsze zachęcam do próby podejścia do siebie wzajemnie z ciekawością, cierpliwością i chęcią zrozumienia. Zrozumienia nie tego "co z tobą jest nie tak, że nie potrafię być z tobą szczęśliwy/szczęśliwa?", lecz poznania perspektywy drugiej osoby oraz znalezienia wspólnego języka. W większości przypadków to nie różnice między ludźmi doprowadzają do poważnych kryzysów w relacjach, lecz brak skutecznej komunikacji i umiejętności słuchania, wyjścia poza strefę własnych, bardzo subiektywnych przekonań i emocji. Warto zadać sobie pytanie: "Co mogę zrobić, by druga osoba mnie zrozumiała" lub "Jak muszę się nastawić, by kogoś naprawdę usłyszeć".
Trzymam kciuki!
Anna Szczypiorska
Problemem nie jest tylko różnica charakterów czy zainteresowań, ale przede wszystkim sposób, w jaki komunikujecie się ze sobą. Wyzywanie, obrażanie czy poniżanie partnera nie sprzyja rozwiązywaniu konfliktów i z czasem prowadzi do narastania zranienia oraz oddalenia.
U obojga z was wydajecie się mieć niezaspokojone potrzeby, Pani potrzebuje uwagi, bliskości i poczucia bycia ważną, natomiast mąż może odbierać część Pani zachowań jako krytykę lub ograniczanie jego przestrzeni. Nie oznacza to jednak, że któraś strona ponosi całą winę.
Nie należy szukać winnego, bardziej pomocne może być zastanowienie się, czy oboje jesteście gotowi pracować nad relacją i zmienić sposób komunikacji. Jeśli każda rozmowa kończy się wzajemnymi pretensjami lub wyzwiskami, warto rozważyć konsultację u terapeuty par.
Joanna Michałek
Dzień dobry,
przede wszystkim nie szukałabym winy, winnych.
Można się zastanowić jak było mi w relacji z tym mężczyzną przed ślubem?
Co było fajne ( i spróbować wrócić do tego, jeśli teraz tego nie robimy)?
Co było nie fajne? Czy teraz też to występuje? Co mi to robi teraz/wcześniej?
Nie mamy wpływu na innych, tylko na siebie. Mogę zmienić tylko siebie i decydować co chcę robić i z kim.
Powodzenia!
Agnieszka Włoszycka
Proszę Pani,
Czytając Pani słowa, mam wrażenie, że jest Pani już bardzo zmęczona próbą „ustalenia winnego”, jakby od tego zależało, czy da się jeszcze cokolwiek naprawić a tu może nie chodzi o winę, tylko o to, że między Państwem zrobiło się emocjonalnie zimno i raniąco tj. Pani czuje się nieważna i odrzucona, a on reaguje słowami, które przekraczają granice szacunku.Może ważniejsze od pytania „kto zawinił?” jest pytanie: czy w tej relacji jest jeszcze miejsce na rozmowę bez ranienia siebie nawzajem i na odbudowanie poczucia bliskości?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Czy potrzebuję psychiatry i leków czy atencji?
Mam wrażenie, że wymyśliłam sobie wszystkie problemy i jestem jakąś rozpieszczoną gówniarą, która naoglądała się czegoś w internecie (mam 20+ lat). Według mojej terapeutki mam dużo cech Borderline i niektóre ADHD. Myślałam, że terapia pokaże o wiele szybciej efekty, ale niestety będę się musiała jeszcze trochę namęczyć ze swoimi huśtawkami nastroju. Zauważam niby jakieś problemy w relacjach, mam każdego za oszusta, nawet jeśli ktoś jest miły, to boję się, że mnie chce skrzywdzić i tak naprawdę każdy skrycie mnie nienawidzi.
Ale w sumie to izoluje się od ludzi i to mi odpowiada, czuję się dobrze. Nie zauważam tych różnych 'objawów' czy coś tam. W moim pierwszym związku poczułam się jakby wszystkie te traumy się odblokowały i te rzeczy miały jeszcze wpływ na relacje (zniszczyły ją). Ale teraz jak już jestem sama to nawet nie zauważam żadnych problemów oprócz tego, że często na jakieś małe sytuacje reaguje uderzaniem w swoją samoocenę i się szybko obrażam na byle kogo o byle co, przez moje teorie i domysły, które mimo że identyfikuję, to nie potrafię zobaczyć tego inaczej.
Czasem czuję pustkę, ale szczerze to kocham to i o wiele wolę tą pustkę niż te okropne emocje, które potrafią mnie doprowadzić do samookaleczania a potem strachu o zdrowie itd. Nie mam też stabilnej tożsamości, ale naprawdę mam wrażenie, że nic mi nie przeszkadza.
Często jedynie nie potrafię sobie poradzić z cechami typowymi dla ADHD, np. podczas rozmowy ciągle jestem odcięta, czekam na swoją kolej, boję się, że zapomnę, mam gonitwy myśli, mówię albo za szybko albo za wolno, albo za cicho albo za głośno, prokrastynacja do potęgi, potem brak snu przez zaniedbanie obowiązków. Czasem nie mam ochoty zrobić nic i jestem zamrożona.
Na tym punkcie to już nie wiem w sumie czy potrzebuję psychiatry, czy nie? Bo chciałabym mieć stabilny nastrój i unikać takich męczących huśtawek, bo bardzo boli mnie głowa od płaczu i stresu i w ogóle szczęka, ale z drugiej strony na terapii moja psychoterapeutka powiedziała, że szukam wszystkiego tylko, żeby się nie skupić na terapii.
Chciałam po prostu się wygadać, bo stwierdziłam, że to mi pomoże i wtedy o tym porozmawiać i nie moja wina, że sesje są tak krótkie i tak drogie. Może ze mną się nie da pracować? Zastanawiam się czy ona mnie w ogóle toleruje czy ją wkurzam? Nie mam pojęcia i nie potrafię ocenić czy potrzebuję leków i boję się, że jak będę chciała zapytać o to psychiatrę to mnie wyśmieje i będzie oceniał.
Nie mam w ogóle samoświadomości i nie widzę dosłownie nic :( A jedyne co mi przychodzi do głowy to, że często próbowałam regulować nastrój alkoholem, niezdrowym jedzeniem itd. w wyniku czego potem bałam się o swoje zdrowie i miałam obsesję na punkcie szukania sobie nowych chorób.
Proszę o poradę (wiem, że tylko ja muszę sama zdecydować czy chcę takiej pomocy, czy nie, ale no problem w tym, że nie umiem tego zobaczyć i nie zdaję sobie z niczego sprawy)

