Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z lękiem przed egzaminem z fortepianu?

Za kilka dni mam egzmain z fortepianu na którym mi bardzo zależy. Jednak nadal nie umiem dobrze jednego utworuz czterech. Mam z nim problem i ciężko mi go zapamiętać. Nie chcę zawieść mojego Pana od fortepianu bo bardzo pomagał mi w tym roku i robił wsyztko co w jego mocy i siebie. Boję się że dostanę nie wystarczająco dobrą ocenę i nie będę mogła sobie tego wybaczyć.
Jagoda Jek

Jagoda Jek

Słyszę w tym dużą presję i jednocześnie ważność tego egzaminu dla Ciebie, ale też wdzięczność wobec nauczyciela i lęk przed tym, że nie spełnisz oczekiwań to bardzo obciążająca mieszanka emocji.

W takich momentach łatwo jest zawęzić myślenie do jednej obawy: „muszę zagrać idealnie, inaczej zawiodę”. Tymczasem egzamin, nawet jeśli jest ważny, nadal jest tylko jednym z etapów nauki, a nie ostateczną oceną Twojej wartości ani postępów, które zrobiłaś w tym roku.

Warto też pamiętać, że trudność z jednym utworem nie przekreśla pozostałych ani całego przygotowania, a nauczyciele zwykle widzą nie tylko efekt końcowy, ale też proces pracy i wysiłek, jaki w niego włożyłaś.

Jeśli czujesz napięcie, które utrudnia przygotowania, spróbuj potraktować ten moment bardziej jak zadanie „do zrobienia najlepiej jak się da”, a nie test, którego wynik definiuje wszystko. W takich sytuacjach często pomaga też rozmowa z nauczycielem, nie jako „zawiedzenie go”, tylko jako część procesu uczenia się i radzenia sobie z trudnością.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Wiktoria Rybak

Wiktoria Rybak

Witaj,

 

to brzmi jak bardzo duża presja i napięcie tuż przed czymś, na czym naprawdę Ci zależy. Z jednej strony jest ważny egzamin, z drugiej jeden utwór, który wciąż sprawia trudność, a do tego dochodzi lęk, że zawiedziesz nauczyciela, który bardzo Cię wspierał. Nic dziwnego, że to wszystko może teraz bardzo siedzieć w głowie.

 

Słychać, że ten egzamin nie jest dla Ciebie tylko sprawdzeniem umiejętności, ale też czymś mocno związanym z relacją, wdzięcznością i własnymi oczekiwaniami wobec siebie. Kiedy pojawia się myśl, że „nie będę mogła sobie tego wybaczyć”, presja jeszcze rośnie i łatwo wtedy stracić kontakt z tym, ile już włożyłaś pracy i ile już umiesz.

 

Jednocześnie z tego, co piszesz, wynika, że zależy Ci, ćwiczysz i widzisz konkretnie, gdzie jest trudność. To ważne, bo pokazuje, że jesteś z tym w kontakcie i że nie chodzi o obojętność, tylko o moment, w którym stres zaczyna być większy niż przestrzeń na spokojne korzystanie z tego, co już potrafisz. Czasem właśnie przy czymś bardzo ważnym najtrudniejsze staje się nie to, że czegoś się „nie umie”, ale że strach przed porażką odbiera dostęp do własnych możliwości.

 

Mówisz o jednym utworze z czterech, a więc są też takie obszary, które już masz bardziej opanowane. To nie znosi trudności z tym jednym kawałkiem, ale pokazuje, że nie jesteś w punkcie „nic nie umiem”, tylko raczej stoisz przed konkretnym wyzwaniem w bardzo stresującym momencie.

 

To, że tak bardzo nie chcesz zawieść swojego pana od fortepianu, pokazuje, jak ważna jest dla Ciebie ta relacja i jak dużo znaczy dla Ciebie jego zaangażowanie. A jednocześnie egzamin jest też o Tobie, nie tylko o spełnieniu czyichś oczekiwań. Nawet jeśli nie wszystko pójdzie idealnie, to nie przekreśla pracy, jaką wykonałaś, ani tego, ile już osiągnęłaś.

 

Może być pomocne zrobienie sobie planu pracy właśnie nad tą częścią, która sprawia największy problem, zamiast myślenia o całym utworze naraz. Taki sposób uczenia się często porządkuje napięcie, bo pozwala zobaczyć, co dokładnie wymaga uwagi, daje większe poczucie wpływu i pomaga nieco odciążyć głowę. Kiedy materiał jest podzielony na mniejsze fragmenty, łatwiej zauważyć postęp, a to z kolei może zmniejszać poczucie chaosu i bezradności. Sam fakt, że jest jakiś plan, bywa też uspokajający, bo zamiast zostawać tylko z lękiem, pojawia się konkretna droga działania.

Julia Ptak

Julia Ptak

Witaj!

To, co opisujesz, wygląda na sytuację, w której bardzo zależy Ci na tym, aby dobrze wypaść przed swoim mentorem. Tak często bywa, gdy ktoś lub coś jest dla nas naprawdę ważne. Wtedy naturalnie nadajemy temu wysokie miejsce w naszej hierarchii priorytetów.


Z drugiej strony mam wrażenie, że sama pozytywna ocena może być dla Ciebie szczególnie istotna, ponieważ w pewnym stopniu traktujesz ją jako wyznacznik swoich umiejętności. Warto jednak pamiętać, że wynik egzaminu nie definiuje Ciebie jako osoby ani specjalisty. Jest jedynie oceną Twojego funkcjonowania w konkretnym miejscu i czasie.

Zwróciłam również uwagę na to, że obawiasz się nie tylko samego egzaminu, ale także tego, jak poradzisz sobie z ewentualnym niepowodzeniem. Taka obawa przed własną reakcją i trudnymi emocjami może dodatkowo nasilać poziom lęku i napięcia. Być może warto byłoby przed egzaminem skorzystać z konsultacji psychologicznej, aby przyjrzeć się źródłom stresu i wypracować sposoby regulacji napięcia. Pomocne może być także świadome zbudowanie na ten czas sieci wsparcia, czyli wybranej przez ciebie grupy osób, które będą mogły udzielić Ci emocjonalnego wsparcia niezależnie od wyniku egzaminu.

Pamiętaj również, że na ocenę składa się wiele czynników. Oczywiście poziom wiedzy i przygotowania ma duże znaczenie, jednak wpływ mogą mieć także okoliczności egzaminu, atmosfera panująca w komisji czy indywidualny sposób oceniania przez egzaminatorów. Są to elementy, na które nie masz pełnego wpływu. Dlatego warto koncentrować swoją energię przede wszystkim na tym, co jest w Twojej kontroli, czyli przygotowaniu, odpoczynku i dbaniu o własną kondycję psychiczną.

Pozdrawiam ciepło, 
Julia Ptak

Karolina Koch

Karolina Koch

Dzień dobry,

 

To, jak bardzo przejmuje się Pani tym egzaminem, pokazuje, że jest on dla Pani naprawdę ważny. Słyszę też, że oprócz samej oceny pojawia się jeszcze obawa przed zawiedzeniem nauczyciela, który włożył dużo pracy i zaangażowania w Pani rozwój.

 

Zastanawiam się jednak, czy Pana od fortepianu najbardziej ucieszyłaby idealna ocena, czy może to, że przez cały rok pracowała Pani, ćwiczyła i mimo stresu staje teraz do egzaminu? Czasami stawiamy sobie dużo wyższe wymagania, niż stawiają nam osoby, które nas wspierają.

 

Z perspektywy Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR) warto też zwrócić uwagę na to, co już działa. Skoro z czterech utworów tylko jeden nadal sprawia większą trudność, to znaczy, że z trzema już sobie Pani poradziła. To ważny sygnał, że ma Pani umiejętności i zasoby, na których można się oprzeć.

Może pomocne byłoby też pytanie: po czym poznałaby Pani, że egzamin poszedł „wystarczająco dobrze”, nawet jeśli ten jeden utwór nie będzie wykonany idealnie? Czasem nasze wyobrażenie sukcesu jest tak wysokie, że nie zostawia miejsca na bardzo dobry, ale nie perfekcyjny wynik.

 

Trzymam też kciuki za to, żeby w najbliższych dniach znaleźć równowagę między ćwiczeniem a odpoczynkiem. Przy egzaminach muzycznych zmęczenie i stres często utrudniają zapamiętywanie bardziej niż brak umiejętności. A z Pani wpisu wynika, że włożyła już w ten egzamin naprawdę dużo pracy.

 

Życzę wszystkiego dobrego!

Karolina Koch

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Mam poczucie, że najbardziej nie boisz się samego utworu ale tego, co powiesz sobie o sobie, jeśli nie zagrasz go tak dobrze, jak chciałabyś. Czasem przed ważnym egzaminem stajemy się dla siebie dużo bardziej surowi niż jakikolwiek egzaminator. Piszesz, że nie chcesz zawieść swojego nauczyciela a ja zastanawiam się, czy przez ten rok nauczył Cię tylko grania, czy może także wytrwałości, radzenia sobie z trudnościami i wracania do ćwiczeń wtedy, gdy coś nie wychodzi. Jeśli tak, to już teraz wykorzystujesz to, czego Cię nauczył.

Pamiętaj też, że muzyka nie jest konkursem na bezbłędność. Nawet doświadczeni pianiści popełniają błędy, to nie pojedyncze potknięcie decyduje o wartości wykonania. Chciałabym Cię zapytać: gdyby Twoja najlepsza przyjaciółka była w dokładnie takiej samej sytuacji, co powiedziałabyś jej przed egzaminem? I czy potrafisz powiedzieć to samo sobie?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry piękna istoto,

na początek moja prośba do ciebie - nie daj sobie odebrać przyjemności i radości z grania! 

Niechaj oczekiwania innych będą ich oczekiwaniami.

Dużo presji, stresu w twojej wiadomości.

Granie, muzyka potrzebuje lekkości, radości.

Co do utworu czwartego - czy coś się działo u ciebie jak się go uczyłaś?

Co ten utwór mówi do ciebie?

 

Życzę tobie pięknych chwil z muzyką i nie tylko.

Powodzenia!

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry,

 Twojego wpisu wynika, że najbardziej boisz się nie samego egzaminu, ale tego, że zawiedziesz nauczyciela, który bardzo Ci pomógł. To pokazuje, jak bardzo cenisz jego zaangażowanie i jak wdzięczna jesteś za wsparcie.

Pamiętaj jednak, że jeden utwór nie przekreśla całego roku Twojej pracy. Nauczyciel, który towarzyszył Ci przez wiele miesięcy, wie, ile wysiłku włożyłaś w naukę i z pewnością bardziej zależy mu na Twoim rozwoju niż na idealnym wykonaniu każdego utworu.

Teraz warto skupić się na tym, na co masz wpływ spokojnym powtarzaniu trudniejszych fragmentów, odpoczynku i zadbaniu o sen przed egzaminem. Nadmierny stres może utrudniać zapamiętywanie, dlatego czasem mniej intensywna, ale spokojniejsza nauka przynosi lepsze efekty niż wielogodzinne ćwiczenie w napięciu.

Niezależnie od wyniku egzaminu pamiętaj, że nie definiuje on Twojej wartości ani talentu. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę Ci, abyś podczas występu potrafiła zaufać temu, czego nauczyłaś się przez cały rok.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Zmagam się z zaburzeniami odżywiania, toksycznym związkiem, wahaniami nastroju i stresem - boję się jednak, że przed psychologiem się nie otworzę.
Cześć, chciałabym zaznaczyć na początku, że nigdy nie byłam ze swoimi problemami u specjalisty, ponieważ nie umiem rozmawiać o swoich problemach i boję się, że gdy do niego pójdę to nie powiem o tym wszystkim, co dziś tu napiszę. Posiadam ich sporo. Przede wszystkim stres i nadmierne myślenie. Nie umiem nie myśleć o stresujących mnie sytuacjach, przez co jest to dla mnie bardzo męczące i wyczerpujące. Od najmłodszych lat zmagam się również z zaburzeniami odżywiania, które bardzo utrudniają mi funkcjonowanie, a także normalne postrzeganie swojego ciała. Pomimo komplementów, w mojej głowie ciągle siedzą głupie myśli na temat mojego wyglądu oraz wracają do mnie wspomnienia z dzieciństwa, które są okropne. Posiadam również ogromne wahania nastroju, mogę być szczęśliwa, a za chwilę kompletnie stracić humor. Nie mam także ochoty na żadne czułości. Chłopak również jest dla mnie swego rodzaju przytłoczeniem, choć chciałabym, żeby tak nie było. Zabranianie wyjść, a bardziej szantażowanie „zerwaniem”, psucie każdego wyjazdu, ponieważ odbywa się bez niego, chorobliwa zazdrość czy ogromne wybuchy gniewu w trakcie kłótni to tylko pare rzeczy, które dzieją się w związku. Przez wszystkie kłótnie pojawiły się również u mnie bardzo złe myśli, mianowicie, że życie tak naprawdę jest bez sensu, czym ja sobie na nie zasłużyłam, co ja takiego zrobiłam źle, że życie mnie tak karze i że lepiej gdyby na nim mnie wcale nie było, bo po co się męczyć. Zaczęłam jeszcze bardziej izolować się również od bliskich, najchętniej po powrocie do domu siedziałabym w pokoju sama ze sobą. Czy ktoś ma jakiekolwiek rady na takie zachowania u mnie, bo nie powiem wszystko to na raz jest okropnie męczące..
Co zrobić przy chronicznym zmęczeniu?
Dzień dobry, co zrobić przy chronicznym zmęczeniu? Od około roku mam nasilenie zaburzeń lękowych, konkretniej OCD i od tego też roku ciągle towarzyszy mi ogromne zmęczenie. Nieważne czy jestem w domu, czy poza nim jestem tak samo zmęczona, często też jest mi duszno. Uczęszczam na psychoterapię, na której udało mi się zredukować praktycznie do zera ataki paniki, lecz zmęczenie jak przy nich nadal zostało. Występują też u mnie stany odrealnienia, momentami właśnie do derealizacji dołącza zmęczenie i wtedy jeszcze bardziej czuję się jak w śnie na jawie. Ostatnio się to lekko pogarsza, a niedługo kończy mi się wolne i będę musiała wrócić do codzienności, boję się, że nie dam rady i jak tylko wyjdę z domu, to zemdleję, przecież tyle razy, gdy chodziłam gdzieś w tym miesiącu, nic mi się nie działo, a ja i tak się bardzo boję. Robiłam badania krwi, wszystko wyszło w normie. Nie wiem, czy znowu udać się do psychiatry, bo za pierwszym razem poczułam, że moje objawy nie są aż tak ważne, jak opinia innych ludzi, o tym, co ja odczuwam, czy zrobić coś innego, przepracować to na terapii? Albo czy są jakieś ćwiczenia, cokolwiek co mogłoby to zmniejszyć? Odczuwam ogromny dyskomfort już tyle miesięcy, nie chcę znowu wstawać z myślą, że to wszystko nie prawdziwe i znowu być tak zmęczona.
Mam wrażenie, ze życie nie jest dla mnie. Mam narzeczonego, nasz ślub planowany jest na sierpień. Ja odsuwam wszystkie przygotowania.
Mam wrażenie, ze życie nie jest dla mnie. Mam narzeczonego, nasz ślub planowany jest na sierpień. Ja odsuwam wszystkie przygotowania. Wiem, że chcę z nim być i kocham go, ale nie potrafię podejmować żadnych decyzji związanych np, z ubieraniem się. Mój wybór sukni ślubnej wyglądał tak, że płakałam w przymierzalni, wychodziłam i uśmiechałam się. Nigdy nie zaakceptuję tego jak wyglądam, choć wszyscy mówią ze jestem piękna. Czasem mam lepszy czas, właśnie w takim czasie zrezygnowałam rok temu z rozpoczętej psychoterapii. Moje życie to jeden wielki chaos. Nie potrafię podejmować decyzji, całe życie miotam się i nie wiem co chce robić w życiu. Łapie różne prace. Zawsze byłam bardzo mądra ale w końcu nie poszłam na studia bo nie umiałam podjąć decyzji. Przerastają mnie najprostsze rzeczy. Jestem idealistka. Chciałabym żeby wszystko było perfekcyjne, ale nie potrafię ogarnąć wokół siebie najprostszych rzeczy jeśli chodzi o strefę fizyczna. Mam wrażenie ze co chwile jestem kimś innym, całe życie się do kogoś porównuje i próbuje żyć cudzym życiem, ponieważ moje jest tak okropne. Czasem staram się cieszyć małymi rzeczami i „jakoś” żyć, jak wszyscy, ale czasem już się po prostu nie da tłumić tego co jest we mnie. Jestem jednym wielkim chaosem i bałaganem bez pasji, zainteresowań, wykształcenia. Jedyne czego Zawsze wiedziałam w życiu ze chce to mieć rodzine, męża i dzieci. Ale jak mam to zrobić skoro nie potrafię nawet przygotować się do własnego ślubu? Jak mam zostać żona i mama, nie potrafiąc ogarnąć najprostszych rzeczy wokol siebie? Co przekaże swoim dzieciom w genach? To ze nic nie potrafię i wszystko mnie przerasta? Nie potrafię żyć. Życie nie jest dla mnie. Tyle razy próbowałam. Naprawdę, co chwile próbuje. Ale zawsze dostaje kopa w twarz. Kupiłam ładne okulary, złamałam je. Kupiłam kurtkę, zalałam ją woskiem. Mam wrażenie ze cały świat jest przeciwko mnie. Wydaje mi się ze jedyna opcja w której mogłabym żyć to domek w środku lasu, cisza, brak ludzi, brak bodźców, tylko spacery i nic więcej. Bo życie w społeczeństwie jest dla mnie czymś niemożliwym. Zaczęła się teraz wiosna, a ja chodze ze łzami w oczach patrząc na tych wszystkich ludzi w wiosennych płaszczykach, kamizelkach i adidasach. Ja chodze w starej zimowej kurtce, ponieważ nie umiem nic wokół siebie załatwić. Nie mam stylu, nie mam pasji, nie mam wykształcenia, nie mam życia. Co robić? Narzeczony zachęca mnie do pójścia do specjalisty. Chodziłam. Niby było fajnie ale życie wciąż było za ciężkie. Mam wrażenie ze jestem taka jedyna i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Mam 21 lat, a czuje się jak niemowlę potrzebujące nieustannej opieki i kogoś kto podejmowałby za mnie wszystkie decyzje życiowe…
Jak poradzić sobie z lękiem w związku na odległość?
Dzień dobry, chciałabym się z tym państwem podzielić, ponieważ zastanwiam się jak sobie z tym poradzić. Od miesiąca jestem w związku na odległość, poznaliśmy 3 dni przed moim wyjazdem z wymiany za granicę. Początkowo nie byłam z bardzo kontynuacją znajomości, ale chłopak bardzo starał i ciągle pisał, więc dałam tej relacji szanse. Przez pół roku byliśmy w stałym kontakcie, jednak nie angażowałam się w to zbytnio emocjonalnie, po prostu chciałam go poznać, on jednak często mnie komplementował, wybiegał w daleką przyszłość, ale starałam się mu stawiać granice i raczej je szanował. W czerwcu postanowiłam, że pora przejść na kolejny poziomi spotkać się w realu, chciałam sprawdzić jak się będę przy nim czuła. Poleciałam do niego i ku mojemu zdziwieniu zrobił na mnie ogromne wrażenie, naprawdę dobrze mnie traktował, szanował, słuchał, pamiętał szczegóły z mojego życia, poznał mnie też ze swoimi znajomymi i rodziną, wszystko pomiędzy nami przebiegało naturalnie. Po powrocie do Polski dalej utrzymywaliśmy kontakt i rozmawialiśmy na video. Wszystko było okej, ale po pewnym czasie zaczęłam czuć niepewność, że to może nie jest „to”, że może to nie jest relacja na całe życie, że może do siebie nie pasujemy. Zaplanowaliśmy kolejne spotkanie, które odbyło się tydzień temu. Przed samym wyjazdem bardzo nie chciałam jechać, bardzo się bałam, że znowu poczuje tą niepewność i będę wszystko robić na siłę. Znowu okazało się zupełnie inaczej, był dla mnie bardzo troskliwy i czuły, wyznał mi uczucia i naprawdę było widać zaangażowanie z jego strony. Teraz po powrocie znowu czuję się podobnie, czuję niepewność, napisałam mu że boję się, że to się skończy. Jego to bardzo dotknęło, wręcz odebrał to jako zerwanie, napisał mi, że jeśli tak myślę w ten sposób, po tak dobrze spędzonym czasie razem, to on nie chce być z osobą, która nie jest pewna relacji. Bardzo mnie to dotknęło i trochę się przestraszyłam, był bardzo stanowczy, ale próbowałam mu wytłumaczyć, że to mój lęk i trudno mi sobie z tym poradzić, gdy jesteśmy na odległość, bo na żywo jest wszystko w porządku…nie wiem co mam robić dalej, bardzo chciałabym dać tej relacji szansę, on chce zabrać mnie na wakacje za miesiąc, a teraz się boję, że nasza relacja się pogorszy, przez moje myśli jakie mam, już nie wiem czy one są prawdziwe i powinnam ich słuchać.
TW. Niskie poczucie wartości, nie potrafię żyć - w walce z lękiem i smutkiem oraz przemocą rodzinną.

TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa. 
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń. 
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał. 
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej. 
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności. 
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego. 
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.