To, co opisujesz, brzmi jak sytuacja, w której bardzo długo próbujesz być dla męża wsparciem, jednocześnie coraz bardziej tracąc przestrzeń dla siebie. W relacji z osobą przeżywającą silny kryzys łatwo wejść w rolę „ratownika” – słuchać, uspokajać, szukać rozwiązań i brać odpowiedzialność za samopoczucie drugiej osoby. Z czasem może to jednak prowadzić do wyczerpania i poczucia, że własne potrzeby przestają mieć znaczenie.
Warto rozdzielić dwie rzeczy: mąż może realnie cierpieć z powodu sytuacji związanej z domem, zmianami życiowymi czy własnymi emocjami, ale jednocześnie jego cierpienie nie oznacza, że cała odpowiedzialność za poprawę jego stanu spoczywa na Tobie. Partner może być bliską osobą i dawać wsparcie, ale nie zastąpi specjalisty ani nie powinien być jedynym miejscem, gdzie druga osoba rozładowuje swoje napięcie.
Niepokojące w Twoim opisie jest nie tylko to, że temat domu wraca, ale też fakt, że Twoje granice dotyczące rozmów wydają się nie być respektowane. Jeśli jedna osoba wielokrotnie mówi, że jest przeciążona, a druga mimo tego nadal naciska, może pojawić się poczucie uwięzienia i bezradności.
Być może pomocne byłoby przyjrzenie się temu, jak wygląda podział odpowiedzialności w Waszej relacji: co należy do niego, a co do Ciebie. Możliwe, że warto rozmawiać nie tylko o samym domu, ale również o tym, jak obecny kryzys wpływa na Was oboje i na Waszą rodzinę.
Zwróciłabym też uwagę na Twoje objawy – płacz, przeciążenie i poczucie braku przestrzeni dla siebie są sygnałem, że Ty również potrzebujesz zaopiekowania. Nie dlatego, że „nie dajesz rady”, ale dlatego, że długotrwałe funkcjonowanie w napięciu może być bardzo obciążające.
Nie da się na podstawie opisu jednoznacznie ocenić, czy jest to przemoc psychiczna, jednak warto przyglądać się temu, czy w relacji jest miejsce na Twoje emocje, potrzeby i granice, czy głównie na jego kryzys.
~ Jagoda Jek, psycholożka i seksuolożka