
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, uzależnienia, zaburzenia nastroju
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z nawykiem wyciskania krostek i zaskórników?
Treść wrażliwaMagnolia
Agnieszka Włoszycka
Witam Panią,
Myślę, że to, z czym się Pani zmaga, nie jest „brakiem silnej woli” ale mechanizmem kompulsywnym, bardzo podobnym do innych uzależniających zachowań redukujących napięcie. W psychologii nazywa się to często dermatillomanią lub zaburzeniem kompulsywnego skubania skóry, to naprawdę potrafi być bardzo trudne do zatrzymania, szczególnie gdy wzorzec powstał już w dzieciństwie i został połączony z lękiem, kontrolą oraz napięciem emocjonalnym. Uważam, że w Pani historii bardzo poruszające jest to, że wyciskanie było jednocześnie czymś bolesnym i dającym chwilową ulgę czy poczucie „oczyszczenia”. Psychika często utrwala takie mechanizmy na lata i to nie oznacza, że jest Pani „obrzydliwa” czy słaba. Widzę raczej ogrom zmęczenia walką z samą sobą i dużo wstydu a to, że zdarzają się Pani przerwy nawet kilkumiesięczne, pokazuje, że ten mechanizm można osłabiać. Często pomocna bywa terapia CBT lub terapia skoncentrowana na pracy z kompulsjami i regulacją napięcia, czasem również konsultacja psychiatryczna, jeśli napięcie jest bardzo silne, co jest moim zdaniem ważne: nawroty nie przekreślają postępu, one są częścią wychodzenia z takich mechanizmów.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
czytam to i mam poczucie, że bardzo dużo już Pani o sobie rozumie. Widzi Pani powtarzalność tego procesu, jego historię, momenty napięcia, wstydu, ulgi, nawrotów. I mam wrażenie, że to nie jest „brak silnej woli”, tylko coś dużo głębszego, co od bardzo dawna próbuje się przez ten symptom wyrazić.
W psychologii procesu patrzymy na symptomy trochę inaczej niż tylko jako coś, co trzeba zatrzymać. Zakładamy, że bardzo często za objawem ukrywa się jakiś wewnętrzny konflikt albo relacja między różnymi częściami nas samych.
I kiedy czytam Pani historię, bardzo mocno wybrzmiewa mi tutaj pewna relacja:
z jednej strony ktoś, kto „musi wyczyścić”, usunąć, kontrolować, bo inaczej stanie się coś złego,
a z drugiej ktoś, kto jest poddawany temu naciskowi, wyciskany, oglądany, oceniany.
I mam wrażenie, że ten proces nadal dzieje się w Pani psychice i ciele – tylko już wewnętrznie.
W pracy procesowej czasem próbujemy dosłownie wejść w obie te role. Na przykład:
jak mówi ta część, która „musi wycisnąć”? Czego się boi? Co próbuje osiągnąć? Co mówi o niedoskonałości, brzydocie, kontroli?
A potem:
jak czuje się ta część, która jest wyciskana, naruszana, zmuszana do „oczyszczania”?
I bardzo często okazuje się, że za symptomem stoi jakaś ważna historia życia, sposób przeżywania siebie, relacji, własnego ciała.
Mam też poczucie, że ten symptom może mieć charakter czegoś, co w psychologii procesu nazwalibyśmy mitem życiowym – czyli pewnym głębokim wzorcem, który przewija się przez życie i niesie określone jakości. Tu bardzo mocno pojawia się temat kontroli, oczyszczania, lęku przed odrzuceniem, byciem „nie do przyjęcia”, ale też bardzo silnego napięcia wokół własnego ciała i widzialności.
I co ważne – ten symptom wygląda też jak próba poradzenia sobie z napięciem. Jakby w samym wyciskaniu było coś regulującego, nawet jeśli później pojawia się wstyd i cierpienie.
Dlatego często sama walka z objawem niewiele daje. Bo wtedy próbujemy zabrać coś, co psychika w jakiś sposób wykorzystuje do przetrwania albo regulacji.
I mam wrażenie, że ważne jest też to, że mimo tego wszystkiego nadal ma Pani kontakt z życiem – pracą, relacjami, tańcem, zwierzętami, ciekawością psychologii. To nie wygląda jak ktoś „całkowicie przegrany z objawem”, tylko raczej jak osoba, która od bardzo dawna niesie trudny wewnętrzny konflikt i bardzo chciałaby znaleźć wobec siebie więcej łagodności.
I może właśnie od tego warto zacząć – nie od kolejnej próby „całkowitego zakazu wyciskania”, tylko od coraz głębszego rozumienia tego, co właściwie dzieje się w Pani w tych momentach.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
To, z czym się Pani zmaga, to mechanizm dermatillomanii, który ma podłoże psychologiczne i bardzo często jest nieświadomą formą regulowania napięcia, stresu lub trudnych emocji. Fakt, że zachowanie to zostało zakorzenione w dzieciństwie poprzez przekaz od mamy, sprawił, iż mózg zaprogramował te czynności jako automatyczny nawyk i nawracający przymus, nad którym niezwykle trudno zapanować samą silną wolą. Porównywanie się do osób rzucających palenie czy alkohol tylko potęguje w Pani poczucie winy, podczas gdy skóra jest narządem, który widzi Pani codziennie, co utrudnia odcięcie się od bodźca, jakim są zauważone pod światło grudki. Ponieważ problem ma charakter kompulsywny, dotychczasowe metody kosmetyczne czy dermatologiczne nie przyniosły trwałego skutku, bo leczyły objaw, a nie przyczynę tkwiącą w układzie nerwowym. Jedyną skuteczną drogą do trwałego uwolnienia się od tego błędnego koła jest powrót do psychoterapii, najlepiej w nurcie poznawczo-behawioralnym, która skupia się na metodzie odwracania nawyków i uczy, jak fizycznie zastąpić odruch dotykania twarzy innym bezpiecznym ruchem. Proszę nie rezygnować z szukania pomocy tylko dlatego, że po sesji nastąpił regres - potknięcia są naturalną częścią procesu zdrowienia, a Pani w pełni zasługuje na to, by przy wsparciu specjalisty odzyskać spokój i wolność od tego ciężaru.
Pozdrawiam serdecznie
Bożena Nagórska
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Opisuje Pani zaburzenie związane z powtarzalnym uszkadzaniem skóry. To nie jest brak silnej woli ani dziwna słabość, ale jest to kompulsja, która daje chwilową ulgę i dlatego się utrwala. Ważna rzecz na start taka, że potrafiła Pani mieć 1 do 3 miesiące przerwy, co oznacza, że Pani mózg umie wyjść z tego wzorca. Problemem nie jest brak możliwości, tylko brak stałych strategii na momenty wyzwalające. Zachowanie widok niedoskonałości w ostrym świetle , przekonanie „trzeba oczyścić, bo będzie gorzej” napięcie oraz niepokój oraz perfekcjonizm wobec skóry („ma być gładko”). Kluczowa zmiana to taka, że nie nie można włączyć z samym „wyciskaniem”, tylko z sytuacjami, które do niej prowadzą. Ja bym, tutaj także zastanowił się nad terapią w nurcie poznawczo - behawioralnym.
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Opisane przez Panią doświadczenia mogą wskazywać na dermatillomanię (kompulsywne skubanie/wyciskanie skóry). To nie jest po prostu „brak silnej woli” czy „obrzydliwy nawyk”, tylko mechanizm, który często działa jak sposób regulowania napięcia, lęku czy trudnych emocji. Dlatego sama świadomość, że „nie powinnam tego robić”, może nie wystarczyć, bo w chwili napięcia organizm automatycznie wraca do znanego sposobu rozładowania emocji. Poruszające jest również to, jak to się zaczęło. Możliwe, że wyciskanie od początku zostało połączone nie tylko z „dbaniem o skórę”, ale też z lękiem przed oceną, obrzydzeniem czy odrzuceniem. Z czasem stało się czymś kompulsywnym, co oznacza, że chwilowo przynosi ulgę, a później pojawia się wstyd i błędne koło zaczyna się od nowa. Ważne, że mimo trudności potrafi Pani zauważyć różnicę i że dziś nie był to wielogodzinny atak. Jest Pani źle z tym, że się w ogóle pojawił i ta różnica jest mała, ale właśnie od takich momentów zaczyna się zmiana. W tej sytuacji celem niekoniecznie będzie „nigdy więcej”, tylko stopniowe odzyskiwanie kontroli, zmniejszanie ilości epizodów i zmniejszanie ich dotkliwości bez karania siebie za nawroty. Proszę również pamiętać, jeśli ktoś rzuca alkohol czy papierosy, a Pani nadal zmaga się z wyciskaniem, to nie oznacza, że Pani radzi sobie gorzej. Kompulsje związane z ciałem bywają niezwykle trudne właśnie dlatego, że „narzędzie” jest cały czas dostępne i uruchamia się automatycznie. Gdyby miała Pani w przyszłości jeszcze możliwość skorzystania z terapii, to przy zaburzeniach z grupy obsesyjno - kompulsyjnych (OCD) dobre wyniki pod kątem skuteczności ma terapia poznawczo - behawioralna (CBT).
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz
Łukasz Dyłka
Dzień dobry.
To, co Pani opisuje, nie brzmi jak „słaba wola” ani zwykły problem kosmetyczny. Bardziej wygląda to na utrwalony nawyk przymusowego skubania i wyciskania skóry, który daje chwilowe napięcie lub ulgę, a potem zostawia rany, wstyd i obietnicę, że „już nigdy więcej”. To błędne koło jest bardzo typowe dla tego rodzaju trudności.
Warto też zdjąć z siebie trochę moralnej oceny. To nie jest „obrzydliwe” ani „głupie”. To zachowanie, które prawdopodobnie zaczęło się dawno temu, zostało skojarzone z oczyszczaniem, kontrolą, napięciem i wyglądem, a potem zaczęło żyć własnym życiem. To, że Pani wie, że nie chce tego robić, a mimo to czasem wraca do wyciskania, nie oznacza, że Pani nie chce wyzdrowieć. To oznacza, że samą siłą woli trudno przerwać taki mechanizm.
Pomocna bywa terapia poznawczo-behawioralna ukierunkowana konkretnie na takie zachowania, zwłaszcza trening odwracania nawyku. Chodzi w nim między innymi o rozpoznawanie sytuacji ryzyka, zatrzymanie automatycznego ruchu ręki i zastąpienie go inną, nieszkodliwą reakcją. Takie podejścia są uznawane za jedne z głównych metod pracy przy przymusowym skubaniu skóry.
Praktycznie można zacząć od zmniejszania okazji, a nie od obietnicy „nigdy więcej”. Na przykład: nie robić demakijażu przy ostrym świetle i blisko lustra, nie oglądać skóry w słońcu, ograniczyć czas w łazience minutnikiem, schować pęsety i ostre narzędzia, krótko obcinać paznokcie, zaklejać najbardziej kuszące miejsca plasterkami hydrokoloidowymi, trzymać w rękach coś zastępczego, np. piłeczkę, gumkę, koraliki, masę antystresową. Celem na początku nie musi być „zero wyciskania”, tylko skrócenie epizodu i zmniejszenie szkód.
Warto też prowadzić prostą obserwację: kiedy najczęściej Pani wyciska, gdzie, przy jakim świetle, po jakich emocjach, po jakich myślach, po jakim bodźcu na skórze. Nie po to, żeby się osądzać, tylko żeby zobaczyć schemat. W Pani opisie widać już jeden silny wyzwalacz: lustro, światło, widoczne grudki i myśl, że „trzeba to oczyścić”.
Dobrze byłoby wrócić do specjalistycznej pomocy, ale może nie do ogólnej rozmowy „o życiu”, tylko do kogoś, kto pracuje z natrętnymi zachowaniami, skubaniem skóry, kompulsjami albo terapią CBT. Jeśli koszty są przeszkodą, można zacząć od psychiatry na NFZ, do psychiatry nie trzeba skierowania, albo zgłosić się do Centrum Zdrowia Psychicznego, jeśli działa w Pani rejonie. Osoby dorosłe mogą zgłosić się do punktu zgłoszeniowo-koordynacyjnego CZP bez skierowania i bez wcześniejszej rejestracji.
Leczenie dermatologiczne też może być ważne, ale przy takim mechanizmie samo leczenie skóry może paradoksalnie nasilać obserwowanie i sprawdzanie. Dlatego najlepiej łączyć opiekę dermatologiczną z pracą psychologiczną lub psychiatryczną. W części przypadków lekarz psychiatra może też rozważyć leczenie farmakologiczne wspierające ograniczanie przymusu skubania, ale to wymaga indywidualnej konsultacji.
Na dziś proszę nie traktować nawrotu jako dowodu, że wszystko przepadło. To, że tym razem nie był to wielogodzinny atak i nie wycisnęła Pani wszystkiego, jest ważną informacją: mechanizm nadal się uruchamia, ale potrafi się już zatrzymać wcześniej. To nie jest porażka. To może być początek pracy nad odzyskaniem wpływu, krok po kroku.
Pozdrawiam
Łukasz Dyłka

Zobacz podobne
Witam,
jestem mężczyzną w młodym wieku i zmagam się z problemami dotyczącymi przeszłości, zarówno mojej, jak i mojej partnerki. Zaczynając ode mnie — zanim poznałem moją partnerkę, prowadziłem bardzo zły i niezdrowy tryb życia.
Mianowicie wiele imprez, nadużywanie alkoholu do stopnia braku kontroli nad sobą i ciałem. W trakcie tego okresu również byłem uzależniony od treści na tle seksualnym w Internecie. Pojawiały się także rozmowy z obcymi osobami, również na tym tle. Dotąd nie znam powodu, dlaczego tak robiłem, ale to wszystko skończyło się bardzo źle.
Z imprez wyniosłem tylko poczucie winy za czyny pod wpływem alkoholu, takie jak bycie nachalnym dla kobiet i brak umiejętności trzymania rąk przy sobie (nic związanego z przestępstwem).
Moje uzależnienie skończyło się internetowym szantażem (ktoś szantażował moją osobę).
Po nim przez długi okres czułem ciągły niepokój, który co jakiś czas wraca i zajmuje całą moją uwagę. Wstydzę się strasznie za czyny, które popełniłem i bardzo ich żałuję.
Prześladują mnie na tle codziennym, a na domiar złego jestem ogromnym hipokrytom, ponieważ nie umiem się pogodzić również z przeszłością mojej partnerki, która miała ją "normalną". Czuję ogromną zazdrość o jej poprzednie relacje, a do tego dochodzi ciągły niepokój w relacji o to, czy aby na pewno nie robię czegoś, czego ona nie chce, czy nie czuje się zmuszona. Mimo jej zapewnień, że tak nie jest, ciągle się te pytania pojawiają.
A następnie przechodzi do stanu wątpliwości co do samego związku i uczuć w nim.
Przepraszam za chaos, ale sam już nie wiem, co się dzieje i jestem ciekaw, co można z tym zrobić.
Od czego zacząć i czy można to jakoś naprawić?
Co najważniejsze — co mi dolega i jak funkcjonować sam ze sobą?
Z góry dziękuję za opinie.
