
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia nastroju
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z załamaniem męża po przeprowadzce i nadmiernym stresie?
Anonim
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość. Z Pani opisu wynika, że zmiana nastąpiła dość gwałtownie i zbiegła się z nałożeniem kilku bardzo silnych obciążeń jednocześnie: ogromnym stresem w pracy, lękiem o utratę zatrudnienia, wyczerpującym remontem wykonywanym po godzinach oraz odpowiedzialnością za dużą życiową zmianę. Taka kumulacja stresorów może doprowadzić do przeciążenia psychicznego, a u części osób również do rozwoju epizodu depresyjnego lub zaburzeń lękowych.Myślę, że to, że mąż zaczął postrzegać wszystko w czarnych barwach a wcześniej akceptowane wyzwania nagle stały się źródłem paraliżującego lęku, bardziej przypomina objawy kryzysu psychicznego niż racjonalną ocenę sytuacji. W takim stanie podejmowane decyzje często są próbą jak najszybszego zmniejszenia napięcia, a niekoniecznie odzwierciedlają rzeczywiste potrzeby czy długoterminowe przekonania.
Skoro mąż rozpoczął leczenie psychiatryczne, warto dać czas farmakoterapii oraz rozważyć równoległą psychoterapię. Dopiero gdy jego stan się ustabilizuje, łatwiej będzie ocenić, czy sprzedaż bliźniaka rzeczywiście jest najlepszym rozwiązaniem, czy była decyzją podjętą pod wpływem silnego kryzysu.Życzę Państwu dużo cierpliwości. Z takich kryzysów można wyjść, choć często wymaga to czasu, odpowiedniego leczenia i odciążenia osoby, która przez długi czas funkcjonowała ponad swoje możliwości.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Edyta Kotula
Dzień dobry,
Bardzo Ci współczuję to, przez co przechodzicie, to duże obciążenie dla całej Waszej rodziny, a Twój lęk i zagubienie są w pełni uzasadnione. Psychika Twojego męża doznała skrajnego przeciążenia adaptacyjnego, które przeszło w epizod depresyjno-lękowy. W marcu nałożył się na niego gigantyczny stres w pracy związany z ryzykiem utraty źródła utrzymania oraz głębokie wycieńczenie fizyczne pracą po nocach przy remoncie, na którym się nie znał. Pozbawiony snu i regeneracji mózg wszedł w tryb przetrwania, w którym cała rzeczywistość zaczęła być postrzegana jako zagrożenie. Stąd wziął się ten paraliżujący strach przed dojazdami czy nowym przedszkolem, a wystawienie domu na sprzedaż było rozpaczliwą, impulsywną próbą natychmiastowego odcięcia źródła cierpienia i presji.
Z tego stanu absolutnie da się wyjść, ponieważ to głęboki kryzys, a nie zmiana osobowości na stałe. Leki potrzebują kilku tygodni na pełne działanie, a ogromnym wsparciem bywa też psychoterapia, która pomaga zdjąć z siebie poczucie winy. Sprzedaż bliźniaka wcale nie jest jedynym wyjściem, ponieważ podejmowanie tak radykalnych kroków w najgorszym momencie choroby rzadko przynosi ulgę, czego dowodem są już poniesione kary finansowe. Pomocne może być chwilowe zawieszenie decyzji o sprzedaży oraz prac remontowych do czasu, aż mąż poczuje się stabilniej. Najważniejsze dla jego organizmu jest teraz odzyskanie snu i odpoczynku oraz oddanie kwestii remontu na dalszy plan. Zamiast tłumaczyć mu logicznie, że dojazdy nie są problemem, warto po prostu dać mu odczuć, że jest akceptowany także w tej słabości i że dom może poczekać, bo jego zdrowie jest wartością nadrzędną. Pamiętaj w tym wszystkim również o sobie, bo dźwigasz teraz ogromny ciężar i potrzebujesz wsparcia bliskich, ten kryzys jest do pokonania.
z pozdrowieniami
Edyta Kotula | Psycholog, Psychotraumatolog
Jakub Pawłowski
To, co opisujesz, wygląda na sytuację, w której nałożyło się na siebie wiele bardzo silnych stresorów. Presja w pracy, lęk przed jej utratą, wyczerpujący remont po godzinach, odpowiedzialność finansowa i perspektywa dużej życiowej zmiany mogły przekroczyć możliwości radzenia sobie Twojego męża. W depresji i zaburzeniach lękowych człowiek zaczyna patrzeć na przyszłość przez pryzmat zagrożeń – rzeczy, które wcześniej wydawały się do udźwignięcia, nagle budzą ogromny lęk. Sprzedaż bliźniaka mogła być próbą ucieczki od tego napięcia, a nie racjonalnie przemyślaną decyzją. Dobra wiadomość jest taka, że depresję można skutecznie leczyć. Jeśli nie ma pilnej konieczności, warto wstrzymać się z nieodwracalnymi decyzami do czasu, aż leczenie zacznie działać i mąż odzyska większy spokój oraz szerszą perspektywę.
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Nagła zmiana nastroju i paraliżujący strach u męża mogą być objawami kryzysu psychicznego i epizodu depresyjnego, wywołanego ekstremalnym, przewlekłym stresem z powodu przeciążenia w pracy oraz wycieńczającego fizycznie i psychicznie remontu domu, który przerósł jego zasoby. Wyjście z tego stanu jest jak najbardziej możliwe dzięki wdrożonemu już leczeniu farmakologicznemu oraz podjęciu psychoterapii, która pomoże mu odzyskać stabilność emocjonalną. Sprzedaż bliźniaka nie jest jedynym rozwiązaniem – podjęta w stanie silnego lęku decyzja była próbą natychmiastowego odcięcia źródła presji, dlatego przed wykonaniem jakichkolwiek gwałtownych kroków finansowych warto przede wszystkim odciążyć męża z prac remontowych, dać mu czas na regenerację i wspólnie, na spokojnie ocenić sytuację, gdy leki zaczną w pełni działać.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, brzmi tak, jakby na Pani męża nałożyło się jednocześnie kilka bardzo obciążających sytuacji – ogromna presja w pracy, lęk o przyszłość zawodową, wyczerpujący remont i odpowiedzialność za tak dużą życiową zmianę. Czasem nawet coś, na co bardzo czekaliśmy, w okresie silnego przeciążenia może zacząć być odbierane jako źródło zagrożenia, a nie radości. To, że mąż zaczął patrzeć na wszystko przez pryzmat lęku i beznadziei, nie musi oznaczać, że naprawdę taki jest ani że taka perspektywa pozostanie na zawsze. Rozumiem też, że dla Pani to również jest bardzo trudne i pełne niepewności. Mam nadzieję, że wraz z leczeniem i odpowiednim wsparciem uda się lepiej zrozumieć, co dzieje się z mężem, zanim zapadną decyzje, których później nie będzie można cofnąć 💛
Pozdrawiam
Kinga Osmulska
Psycholog, psychoterapeutka
Jagoda Jek
To, co Pani opisuje, wygląda na bardzo trudny moment dla całej rodziny. Z tego, co Pani pisze, na męża nałożyło się jednocześnie kilka bardzo obciążających czynników – ogromny stres zawodowy, odpowiedzialność związana z remontem, przemęczenie i presja związana z dużą życiową zmianą. Czasami organizm w pewnym momencie po prostu przestaje radzić sobie z takim przeciążeniem i pojawia się silny lęk, utrata poczucia sprawczości czy trudność z dostrzeganiem rozwiązań.
To, że mąż zaczął przyjmować leki, pokazuje, że jego trudności zostały zauważone i że podjął leczenie. W wielu przypadkach, gdy stan psychiczny zaczyna się stabilizować, sposób postrzegania sytuacji również się zmienia. Dlatego warto dać sobie czas i nie podejmować pod wpływem kryzysu nieodwracalnych decyzji, jeśli nie są one konieczne.
Myślę, że oprócz leczenia psychiatrycznego warto byłoby zadbać również o wsparcie psychologiczne lub psychoterapeutyczne dla męża, a jeśli cała sytuacja mocno wpływa na Państwa relację i wspólne podejmowanie decyzji, pomocna może być także konsultacja dla par. Czasami dopiero z większym poczuciem bezpieczeństwa i spokojem można realnie ocenić, czy sprzedaż bliźniaka jest najlepszym rozwiązaniem, czy była raczej decyzją podjętą pod wpływem bardzo silnego kryzysu.

Zobacz podobne
Czy mam prawo czuć się źle, czy przesadzam? Wydaje mi się, że mam generalnie dobre życie. Mam kochającą rodzinę, choć nie zawsze było nam łatwo. Zdarzało się, że musiałam składać się na rachunki czy zakupy (pomimo, że byłam dzieckiem), bo brakowało nam pieniędzy, ale teraz już wyszliśmy na prostą. Moi rodzice (osobno, bo wzięli rozwód, kiedy miałam 12 lat) nie znęcali się nade mną, ale nigdy nie wspierali mnie, kiedy miałam jakiś poważny kryzys psychiczny, kiedy byłam dzieckiem (a zdarzyło mi się mieć kilka), musiałam sobie radzić sama. Dodam jeszcze, że prawie nigdy nie miałam przyjaciół, ani żadnej innej rodziny, której mogłabym się zwierzyć, albo którą mogłaby mi pomóc. Teraz jestem kobietą wchodzącą w dorosłość, która mierzy się z różnymi problemami psychicznymi (wydaje mi się, że z OCD, depresją i alkoholizmem) i nie wiem, czy mam prawo w ogóle myśleć w takich kategoriach, że mam jakiś poważny problem i powinnam choć raz w życiu poprosić o pomoc czy trochę wyolbrzymiam i próbuje zrobić z siebie ofiarę, której nic strasznego się nie przydarzyło i powinnam wziąć się w garść?

