Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z złością na byłego partnerki w obecnym związku?

Tworzymy z Partnerką, od niemal roku, związek. Jesteśmy oboje po różnych przejściach i widzimy w sobie nawzajem przyszłość. Planujemy zaręczyny. W mojej ocenie jesteśmy w dojrzałym związku, świadomi swoich uczuć. Partnerka była przez około 10 lat w związku z księdzem. Poznali się kiedy Kasia miała 22 lata i była w nieudanym związku w którym jej potrzeby emocjonalne nie były zaspokajane. Piotrek (ksiądz) jest od niej o 8 lat starszy. Kochali się, spędzali razem czas. Kasia planowała z nim wyjazd i założenie rodziny. Bardzo chciała mieć dzieci. On obiecywał jej odejście ze stanu duchownego i wspólne życie. I tak przez 10 lat. Koniec końców rozeszli się bo okazało się, że to były tylko puste obietnice. W tym czasie ten człowiek zaspokajał różne swojego potrzeby - od seksu, po unikanie samotności itepe. . W moim odczuciu - perfidnie ją wykorzystywał żeby zaspokajać różne swoje potrzeby i nie zostać samemu. Przez 10 lat Kasia nie miała normalnego życia. Musiała ukrywać związek, nie uczestniczyła w pełni w życiu towarzyskim wraz ze znajomymi, na wesela koleżanek chodziła sama, nie mogła publicznie spędzać czasu z osobą którą kochała, nie miała normalnego życia, normalnego związku. Podejrzewam, też że żyła w niewyobrażalnym stresie wyklęcia przez rodzinę i wspólnotę. Wiadomo, że to zawsze kobieta jest winna bo to ona uwiodła księdza. Dodatkowo Piotrek jest znajomym rodziny. Po zakończeniu związku zaczęła wchodzi w płytkie relacje oparte wyłącznie o seks, nie żałowała sobie przygodnych znajomości, które z relacjami nie miały nic wspólnego. Rozstali się mniej więcej 10 lat lat temu. Ten człowiek w dalszym ciągu jest obecny w jej życiu. Pomaga jej od czasu do czasu w różnych "męskich" sprawach. Odkąd się pojawiłem ta obecność jest na pewno mniejsza ale w dalszym ciągu jest. Mają mniej lub bardziej systematyczny kontakt. Kasia twierdzi, że temat jest wyczyszczony - ona zdaje sobie sprawę z krzywdy jaką wyrządził jej Piotrek, on podobno też, ona mu wybaczyła, przeżyła stratę tych lat i być może szansy na potomstwo(jesteśmy oboje w okolicach 40stki), przepłakała morze łez i chce iść przez życie dalej nie rozpamiętując tych straconych lat. Zaznaczę, że z tego co mówiła, nigdy nie poczuła do tego człowieka złości. Odkąd się dowiedziałem o całej sytuacji, nie mogę sobie poradzić ze złością na tego człowieka i z faktem, że Kasia nie potrafi wyrzucić go ze swojego życia (jest jej trochę wygodnie jak Piotrek pomaga w różnych rzeczach). Ten człowiek powinien nie dopuścić w ogóle do takiej sytuacji. Powinien pójśc po pomoc kiedy to się w ogóle zaczęło ale zamiast tego przez 10 lat mamił ją obietnicami wspólnego życia perfidnie ją wykorzystując i zabierając kolejne lata życia. Rok po roku. Miesiąc po miesiącu. Tydzień po tygodniu. Wiem, że już go nie kocha, ma wyłącznie sentyment. On jest jej jedynym męskim, bliskim znajomym. Nie potrafię sobie tylko poradzić ze świadomością tej ogromnej krzywdy i z faktem, że Kasia w dalszym ciągu utrzymuje z nim kontakt. Rozumiem, że ciężko jej będzie wyrzucić go z życia zupełnie bo mogą zacząć się pojawiać pytania ze strony rodziny na które ciężko będzie odpowiedzieć. Ona nigdy z nikim o tym nie rozmawiała. Nie miała z kim porozmawiać o związku z nim kiedy w nim była, kiedy przeżywała żałobę – przeżywała ją w absolutnej samotności. Miała kiedyś podejście do terapii – poszła na jedno spotkanie, twierdzi, że z ciekawości ale niestety nie zaiskrzyło między nią a terapeutką. Nie wiem czy to z ciekawości czy podświadomość podpowiadała jej że to może jej pomóc. Nie wiem jak mam sobie poradzić z poczuciem tej krzywdy i ze złością na tego człowieka. Mam jej w sobie niewyobrażalne ilośći. To nie jest moja krzywda ale czuję jakby Piotrek wyrządził ją również mi. Nie wiem czy Kasia faktycznie przerobiła w sobie ten związek i te stracone lata. Nie wiem czy da się to zrobić w samotności. Nie rozumiem faktu że ten człowiek jest nadal obecny w jej życiu. Chciałbym być pewien, że z tego wyszła i temat jest faktycznie jest zamknięty ale obecność Piotrka, w moim odczuciu, temu przeczy. Myślałem już o terapii par i sygnalizowałem to Kasi. Jest z jej strony zgoda. Zastanawiam się tylko od czego mielibyśmy zacząć pierwsze konsultacje. Być może to tylko ja mam problem – ze złością i poczuciem krzywdy. Będę zobowiązany za jakieś wskazówki.
Jagoda Jek

Jagoda Jek

Zatrzymałam się przy fragmencie, w którym piszesz o swojej złości i poczuciu krzywdy. Mam wrażenie, że dużą część cierpienia sprawia Ci nie tylko sama historia partnerki, ale również bezsilność wobec tego, czego doświadczyła i czego nie możesz już zmienić.

Warto pamiętać, że każda osoba przeżywa trudne doświadczenia w bardzo indywidualny sposób. To, że Ty odczuwasz wobec tej sytuacji złość, nie musi oznaczać, że Kasia będzie przeżywała ją tak samo. Nie da się też na podstawie opisu na forum ocenić, czy temat został przez nią w pełni przepracowany, ani jakie znaczenie ma dla niej obecny kontakt z tą osobą.

Z Twojego wpisu wynika natomiast, że ta historia bardzo mocno wpływa na Ciebie i budzi wiele trudnych emocji. Dlatego w pierwszej kolejności warto zadbać o siebie i rozważyć indywidualną konsultację psychologiczną lub psychoterapię, gdzie mógłbyś przyjrzeć się swojej złości, poczuciu krzywdy i temu, co ta sytuacja uruchamia w Tobie.

Jeżeli później uznacie oboje, że ten temat wpływa na Waszą relację, terapia par może być dobrym miejscem do wspólnej rozmowy o granicach, bezpieczeństwie, zaufaniu i znaczeniu tej historii dla Waszego związku. Nie po to, by oceniać przeszłość, ale by lepiej zrozumieć siebie nawzajem i budować relację w oparciu o to, co dzieje się między Wami tu i teraz.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Julia Ptak

Julia Ptak

Witaj!

To, co opisujesz, wydaje się bardzo złożoną i obciążającą emocjonalnie sytuacją. W takich momentach pomocne może być zatrzymanie się i zastanowienie, co dokładnie jest dla Ciebie najbardziej bolesne oraz które elementy tej sytuacji najbardziej utrudniają Ci budowanie satysfakcjonującej relacji.

 

Często, gdy problem składa się z wielu nakładających się na siebie trudności, warto podzielić go na mniejsze części. Możesz spróbować wypisać poszczególne obszary, które są dla Ciebie trudne, na przykład złość wobec drugiej osoby, poczucie zawodu, utratę zaufania czy trudności w komunikacji. Następnie możesz ocenić każdy z nich w skali od 0 do 10 pod kątem tego, jak bardzo Cię rani, obciąża lub utrudnia funkcjonowanie w związku.

 

Ważne jest również to, że być może każde z Was będzie postrzegało inny obszar jako najważniejszy do pracy podczas terapii par i jest to całkowicie w porządku. Często partnerzy mają odmienne perspektywy na tę samą sytuację oraz różne potrzeby związane z wprowadzaniem zmian. Rolą terapeuty jest między innymi pomoc w uporządkowaniu tych trudności oraz wspólne ustalenie, które obszary wymagają uwagi w pierwszej kolejności i nad czym warto pracować na danym etapie terapii.

Pozdrawiam ciepło
Julia Ptak

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Czytając Pana wiadomość, pomyślałam o czymś innym niż o złości. Widzę przede wszystkim ogromną troskę o Kasię. Tak dużą, że momentami bierze Pan na swoje barki ciężar jej historii i próbuje ochronić ją przed krzywdą, która wydarzyła się wiele lat temu. Zastanawiam się, czy najtrudniejsze nie jest dla Pana to, że Kasia opowiada o tej relacji inaczej, niż Pan by chciał, być może potrzebowałby Pan usłyszeć od niej więcej gniewu, odcięcia lub jednoznacznego zamknięcia tej historii, żeby samemu poczuć się bezpieczniej. Tymczasem ona wybrała własny sposób poradzenia sobie z przeszłością. Mam też wrażenie, że obecność tego mężczyzny w jej życiu może budzić nie tyle zazdrość, ile pytanie: „Czy jest w naszym związku miejsce tylko dla nas dwojga?”. To wydaje mi się ważnym tematem do rozmowy. Terapia par może być dobrym pomysłem nie po to, by ocenić, czy Kasia „dobrze przepracowała” swoją przeszłość ale żeby lepiej zrozumieć, czego każde z Was potrzebuje, by czuć się bezpiecznie w tej relacji. Proszę zadać sobie dwa pytania: czego najbardziej Pan potrzebuje od Kasi w tej sytuacji: zapewnienia, zrozumienia czy zmiany jej zachowania? I co zmieniłoby się w Pana poczuciu bezpieczeństwa, gdyby kontakt z Piotrkiem całkowicie ustał? 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

z tego co piszesz to sytuacja z Piotrem działa najmocniej na ciebie. Zaczęłabym zatem od siebie, od swojej terapii, od spotkań z psychologiem żeby to poukładać. Nie wiemy czy Kasia na pewno poradziła sobie z tą sytuacją, czy chciałaby jeszcze raz przyjrzeć się jej ze specjalistą. 

Terapia par może być dobrym pomysłem, choć wydaje się, że najlepiej byłoby aby każde z was zajęło się teraz sobą, choć kilka spotkań. Potem można spróbować razem w parze spotkać się ze specjalistą.

 

Powodzenia!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Pana reakcja – złość i poczucie niesprawiedliwości - jest w pełni zrozumiała. Kiedy kochamy, naturalnie chcemy chronić partnera, a obecność dawnego sprawcy krzywdy w Waszym obecnym życiu ten ból stale odnawia.

Fakt, że partnerka nigdy nie poczuła złości na byłego partnera, a relacja trwała w tajemnicy przez 10 lat, sugeruje, że mechanizmy obronne, takie jak wyparcie czy idealizacja, mogły „zamrozić” jej prawdziwe emocje. Przeżywanie tak ogromnego ciężaru w samotności rzadko pozwala na pełne domknięcie żałoby. Dalszy kontakt z tym człowiekiem - nawet pod pretekstem pomocy czy wygody - może być formą unikania bolesnej konfrontacji z prawdą o doznanej manipulacji.

Zgoda na terapię par to doskonały krok. Pierwsze konsultacje warto zacząć od tego, co dzieje się tu i teraz:

- nazwania swoich emocji - wniesienia Pana złości i niepokoju nie jako ataku na partnerkę, ale jako sygnału o braku poczucia bezpieczeństwa w związku.

- ustalenia wspólnych granic: przy pomocy terapeuty warto wypracować standardy Waszego związku - czy dla budowania stabilnej przyszłości bezpieczne jest wpuszczanie do Waszej codzienności osoby z tak destrukcyjną przeszłością.

Problem nie leży tylko w Panu - dotyczy on dynamiki przeszłości, która rzuca cień na Wasz wspólny start. 

Terapia z całą pewnością będzie pomocna.

Pozdrawiam serdecznie

Bożena Nagórska

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Jest mi niezmiernie przykro, gdyż taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, a niestety nie jest jedyna, o której czytałem. To, co opisujesz, to mieszanka: złości na sprawcę krzywdy, zazdrości wstecznej (o przeszłość partnerki) i lęku, czy to na pewno jest zamknięte. Zazdrość o przeszłość często łączy się z poczuciem niesprawiedliwości („on zabrał jej 10 lat, nasz czas jest krótszy, mniej pewny”).Masz też naturalną potrzebę jasnych granic, gdyż trudno Ci pogodzić obraz „krzywdziciela” z faktem, że wciąż jest „w orbicie” jej życia i rodziny. To bardzo logiczne emocjonalnie kiedy ktoś, kogo widzisz jako osobę, która ją wykorzystywała, jest nadal obecny ,więc Twój układ nerwowy cały czas jest trochę w trybie alarmu. Nie bronię Piotrka, tylko próbuję nazwać, co może trzymać Kasię przy tej relacji. Dekada lat to nie jest „epizod” ale jest to kawał biografii, złożonej z miłości, zależności, lęku, wstydu, samotności. Zerwanie kontaktu może dla niej oznaczać nie tylko „odcięcie faceta”, ale też bolesne zderzenie z tym, że to było naprawdę przemocowe i wykorzystujące. On jest wpleciony w jej sieć rodzinną, więc całkowite odcięcie to także ryzyko pytań, plotek, napięć w rodzinie, z którymi była dotąd sama. Mówisz, że on jest jej jedynym bliskim męskim znajomym, a to znaczy, że ta relacja wciąż pełni jakąś funkcję wsparcia, sprawczości , może iluzji, że „w razie czego nie jestem sama”. To nie musi oznaczać, że ona go kocha czy że chce do niego wrócić. Bardziej że nie zbudowała jeszcze w pełni nowego, bezpiecznego systemu oparcia, w tym Ciebie, przyjaciół, być może terapeuty.

Wasz wspólny rozdział to pytanie jak wygląda obecny kontakt Kasi z Piotrkiem (częstotliwość, okoliczności, granice),

na ile ten kontakt szanuje Twoje poczucie bezpieczeństwa i Wasz związek, jak możecie wspólnie zadbać o to, żeby to Wy byliście „pierwszym systemem wsparcia” dla siebie, a nie Piotrek. Dlatego na terapii par warto od razu nazwać: „ja przychodzę z ogromną złością na tego człowieka i z lękiem o nasz związek” bo to jest uczciwe i konkretnie pokazuje, z czym wchodzisz. Musisz dać złości bezpieczne ujście i pomoże w tym pisanie listów, które nigdy nie wyślesz, ruch, sport, czasem mocne, szczere nazwanie na głos „mam do niego wściekłość za…" zamiast kierować całą energię na naciskanie Kasi, żeby go odcięła. Gdyż celem nie jest tylko to, żeby Piotrek „zniknął”, ale żebyś Ty czuł się bezpiecznie przy Kasi a niezależnie od tego, jak ułoży się relacja z nim i rodziną. Masz w sobie bardzo dużo empatii i odwagi bo dotykasz niezwykle trudnego tematu, zamiast go zamiatać pod dywan. To ogromny zasób na terapię.

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Nietypowy problem w małżeństwie: obce twarze podczas zbliżeń i uczucie rozdzielenia osobowości

Cześć, mam dość nietypowy i niepokojący problem w moim małżeństwie, który wywołuje u mnie coraz większy niepokój. 

Od kilku miesięcy moje życie seksualne z żoną stało się bardzo dziwne. Zaczęło się od tego, że zauważyłem, że podczas stosunku zaczynam widzieć… inne twarze, nie mojej żony, ale zupełnie obcych osób. Na początku myślałem, że to tylko moja wyobraźnia, ale z biegiem czasu te obrazy stały się coraz bardziej wyraźne i zaczęły towarzyszyć mi przy każdej próbie zbliżenia. Czasami nawet słyszę w głowie ich głosy, które komentują to, co się dzieje. To nie tylko przeszkadza w relacjach z żoną, ale zaczynam czuć, jakby moje ciało miało dwa umysły – jeden, który chce być z żoną, a drugi, który domaga się, żebym miał relacje z kimś innym. To zjawisko stało się tak intensywne, że w pewnym momencie zacząłem udawać przed żoną, że wszystko jest w porządku, ale w rzeczywistości mam wrażenie, że moje pragnienia seksualne nie są już kontrolowane przeze mnie. Zaczynam mieć poczucie, że nie jestem w pełni obecny w moim małżeństwie, a moje ciało robi rzeczy, których nie chcę. Czy to oznacza, że mam jakieś zaburzenia tożsamości, czy może coś głęboko niepokojącego dzieje się z moimi pragnieniami? Jak poradzić sobie z tym, że czuję, jakbym miał dwie osobowości w jednym ciele?

Problemy w związku: Brak wsparcia partnera przed operacją i w codziennych obowiązkach

Dzień dobry,
jestem z moim partnerem od 6 lat. Na początku związku było wszystko idealnie, lecz od paru lat zaczęły zachodzić zmiany. Nic mi nie chce pomagać w domu — dopiero zrobi jedną rzecz, jak zrobię mu tzw. wojnę. Nie raz z nim rozmawiałam na ten temat, ale rozmowy i błagania nic nie dają. Zawsze, jak tylko go proszę o pomoc, to mówi, że ma coś pilnego do zrobienia i wyjeżdża. Wraca dopiero do domu na noc.

Teraz mam ogromnie stresującą sytuację, ponieważ idę na ważną dla mnie operację. Chciałabym, żeby był ze mną, ale jego nadal nie ma przy mnie — na całe dnie znika, żeby robić coś innego (pomimo że od 3 miesięcy mówię mu, że tuż przed i po operacji będę potrzebowała pomocy i wsparcia). Już nie pierwszy raz przychodzą mi do głowy myśli, żeby od niego odejść. Boję się, że po operacji nie będę miała w nim żadnego wsparcia, że nie pomoże mi w codziennych obowiązkach.
Nie wiem, czy to początek końca związku.
Proszę o pomoc lub radę, co mogę zrobić w takiej sytuacji.

Toksyczna siostra chce, żebym widziała ją częściej.

Witam. Opiszę swoją sytuację najlepiej jak umiem. 

Mieszkamy z siostrą blisko siebie, nie odwiedzam jej zbyt często tak bez okazji, tylko wtedy kiedy trzeba lub mnie o to poprosi. Ma o to do mnie pretensję, a ja nie czuje potrzeby, by często ją odwiedzać. Zwyczajnie nie chce mi się do niej po prostu chodzić. Sama to stwierdziła, a ja przyznałam jej rację, bo tak jest. 

Kiedy powiedziałam, że spróbuję zmienić swoje nawyki i odwiedzać ją częściej, spytałam ją czy możemy zacząć od początku, czy ma ochotę? Odpowiedziała, że już się przyzwyczaiła, że do niej nie przychodzę i żeby zostało tak jak jest. Czyli rzadkie odwiedzanie, jeśli mam odwiedzać ją na siłę. Powiedziałam do niej "ok. Próbowałam tylko później nie miej pretensji". 

Ja nie rozumiem jej punktu widzenia, a ona mojego. Poza tym moja siostra nie rozumie też drugiej mojej sytuacji. Mianowicie sądzi, że nie mam dzieci, bo boje się życia. (Mam inny powód, dla którego nie posiadam dzieci). Ona wylicza mi swoje obowiązki pisząc "...życie się toczy". U mnie też toczy się życie o czym jej wspomniałam - tylko bez dzieci. Moja mama też twierdzi podobnie, zacytuje "bo ty nie masz żadnych obowiązków". Czy to, że nie posiadam dzieci jest równoznaczne z tym, że nie mogę mieć obowiązków i bez tego? 

Nie mogę znieść myślenia mojej siostry, która przesiąkła schematem kobiety z ogromem obowiązków na głowie dziećmi i domem. Każda kobieta ma prawo żyć po swojemu czy to z dziećmi, czy bez nich. I to nie oznacza, że jest gorsza. Czy, że nie ma obowiązków. 

Kiedyś wyniknęła między mną a siostrą rozmowa -wiesz co ja nie chcę mieć dzieci -dlaczego -ponieważ w rodzinie jest ryzyko Aspergera lub autyzmu. Od strony męża dzieciaki to mają, a i u nas jest ryzyko. Nie czuję się na siłach by się z tym mierzyć. Sądziłam, że trochę zrozumiała. Po czasie dowiedziałam się, że rozmawiała na mój temat z mamą, zanim ja zdążyłam mamie w ogóle o tym powiedzieć. Byłam zła, bo jak mogła nie zostawić tego tematu mi. 

Uważam, że siostra jest toksyczną manipulatorką. Chce zrobić z siebie ofiarę mówiąc mi "kiedy mama pyta o ciebie, to uważasz, że mam jej nie opowiadać o tobie. Zastanów się". Tak brzmiała wiadomość. Nie zrozumiała, że to ona źle postąpiła - nie umie po prostu przyznawać się do błędów. Uważa, że to ona ma prawo pierwsza mówić o moich sprawach, nie pytając mnie o zdanie. 

W dzieciństwie często się kłóciłyśmy, byłyśmy pełne nienawiści wobec siebie i toksycznych zachowań. Ja w swoim życiu chce otaczać się fajnymi szczerymi osobami, a moja rodzina mi tego po prostu nie daje.

Czy iść na imprezę, gdy żona ma pierwszą wizytę u psychoterapeuty?

Witam. 

Żona ma pierwszą wizytę u psychoterapeuty w dniu, kiedy mam imprezę wieczorem. Ogólnie to jest między nami nie za dobrze. 

M. In. w domu nie okazuje uczuć, nawet jej przeszkadzam czasem. Rozmawiałam z nią, że będę czuł się źle, jak pójdę i ją zostawię samą w domu, ona mi mówi, że będzie prawdopodobnie potrzebowała przestrzeni i żebym szedł. Na moje pytanie, co by zrobiła na moim miejscu, odpowiedziała, że nie wie. 

Pytanie zadałem z czystej ciekawości, a nie żeby otrzymać odpowiedź. Bije się z myślami czy iść, czy zostać w domu, bo będzie miała potem wyrzuty.

Nie potrafię się zebrać
Nie potrafię się zebrać do kupy. Brak chęci na życie i stres, kłopoty ze zdrowiem i zmiana pracy. Po 12 latach wróciłem z UK do Pl, posypało mi się życie z kobietą i zdrowie kuleje i czas się zebrać na badania i lekarzy a ja nie mam siły na nic....
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.