Dzień dobry.
To, co Pani opisuje, może być bardzo wyczerpujące, szczególnie że zna już Pani mechanizm lęku i wcześniej miała poczucie, że potrafi sobie z nim radzić, a teraz pojawiła się inna forma tych doświadczeń. Nic dziwnego, że może to budzić większy niepokój.
Derealizacja nie zawsze pojawia się tylko w sytuacjach, które łatwo połączyć ze stresem. Czasami układ nerwowy może wejść w taki stan również w spokojnych momentach, np. po przebudzeniu czy podczas zwykłych czynności. To, że nie widzi Pani konkretnej przyczyny, nie oznacza, że objaw jest bardziej niebezpieczny.
To uczucie „zamknięcia w pudełku”, zimna czy obcości własnych odczuć może być bardzo intensywne, ale jest to nadal doświadczenie, które mija. W takich chwilach często pomocne jest nie skupianie całej uwagi na tym, czy derealizacja już minęła, dlaczego się pojawiła i co oznacza, tylko delikatne wracanie do tego, co dzieje się wokół, do oddechu, ruchu, dźwięków, wykonywanej czynności.
Rozumiem też, dlaczego trudniej jest Pani to zignorować, kiedy objawy są inne niż wcześniej. Kiedy coś zmienia swoją formę, naturalnie pojawia się myśl: „coś jest inaczej, może tym razem jest poważniej”. Sam fakt zmiany objawu nie musi jednak oznaczać, że dzieje się coś nowego, lęk i napięcie potrafią przybierać różne postacie.
Skoro zna Pani już ten schemat i wcześniej udało się Pani sobie z nim radzić, warto potraktować tę sytuację jako kolejny etap, a nie jako krok wstecz. Jeśli jednak te nowe objawy utrzymują się, nasilają albo bardzo utrudniają codzienne funkcjonowanie, dobrze byłoby omówić je ze swoim specjalistą, nie dlatego, że oznacza to coś złego, ale żeby nie zostawać z tym samodzielnie.