Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z ciągłymi niepowodzeniami w relacjach i karierze?

Dzień dobry, Jak sobie radzić z sytuacją, gdzie postanowiłeś sobie kilka celów w życiu, m.in. znalezienie drugiej połowy czy zmianę pracy i odnosisz na tym polu porażki. Poznajesz dziewczynę o wspólnych zainteresowaniach, która z Tobą się cztery miesiące spotyka. Daje sygnały, że jest zainteresowana, całuje się z Tobą, wysyła serca ...i stwierdza, po czterech miesiącach, że "to nie to". Jak podejść do sytuacji, gdzie starasz się o pracę na pewnym stanowisku. Znajomi ci mówią, i sam wiesz to, że masz odpowiednie kwalifikacje na to stanowisko, a ta dziedzina jest Twoją pasją. Po czym dowiadujesz się, że przyjęli na to miejsce osobę, znajomą dyrektora, która nie ma o tym pojęcia. Chcesz wydać książkę o znanej osobie, a ta nie pozwala Ci napisać niewygodnej prawdy. Jak sobie radzić z sytuacjami, kiedy wiesz, że na coś zasługujesz, na coś cię stać, a ciągle zderzasz się, ze ścianą. Ile można ponosić wkoło porażek, kiedy świat nie chce ci dać tego co pragniesz.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Sytuacja, w której się Pan znajduje, jest frustrująca, ponieważ uderza w poczucie sprawiedliwości i sensu wkładanego wysiłku. Kiedy robimy wszystko „według instrukcji” – zdobywamy kwalifikacje, dbamy o relację, rozwijamy pasje – a mimo to odbijamy się od ściany, naturalną reakcją jest poczucie bezradności i gniewu na świat. Warto jednak pamiętać, że porażki na polach, gdzie nie wszystko zależy od nas, nie są miarą Pana wartości ani kompetencji.

Poniżej kilka myśli, które mogą pomóc spojrzeć na to inaczej:

Poczucie, że na coś „zasługujemy”, jest pułapką, ponieważ świat rzadko bywa sprawiedliwy w sposób, jakiego byśmy oczekiwali. Fakt, że ktoś dostał pracę po znajomości, mówi wszystko o kulturze organizacyjnej tej firmy, a nic o Pana wiedzy – prawdopodobnie uniknął Pan pracy w toksycznym środowisku, gdzie układy są ważniejsze od kompetencji.

W relacjach z ludźmi sygnały bliskości przez cztery miesiące były autentycznym doświadczeniem, ale moment „to nie to” często nie jest winą Pana działań, lecz wewnętrznego procesu drugiej osoby, na który nie ma Pan wpływu. To bolesne, ale lepiej dowiedzieć się tego po czterech miesiącach niż po kilku latach życia w związku, który nie byłby w pełni satysfakcjonujący dla obu stron.

W przypadku książki zderzenie z „niewygodną prawdą” to moment próby dla Pana jako twórcy – może to sygnał, by zmienić formę (np. na reportaż o mechanizmach milczenia lub beletrystykę inspirowaną faktami), co pozwoliłoby Panu zachować autentyczność bez prawnego blokowania publikacji.

To, że obecnie zderza się Pan ze ścianą, nie oznacza, że Pana cele są niewłaściwe, a jedynie, że droga do nich wymaga zmiany kierunku lub cierpliwości. Jest Pan wystarczający ze swoimi pasjami i kwalifikacjami, a każda z tych sytuacji, choć teraz wydaje się klęską, oczyszcza pole pod coś, co będzie bardziej dopasowane do Pana zaangażowania. Proszę nie pozwolić, by błędy innych ludzi i niesprawiedliwe systemy stały się Pana wewnętrznym głosem krytyki.

Powodzenia

Bożena Nagórska

3 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Pana rozczarowanie czy poczucie niesprawiedliwości jest zrozumiałe, ponieważ nie chodzi tu o pojedynczą sytuację, ale o poczucie powtarzającej się porażki. W takich sytuacjach łatwo zacząć wierzyć, że „świat jest przeciwko mnie”, szczególnie gdy wkłada Pan sporo pracy i zaangażowania, posiada odpowiednie kompetencje a i tak nie osiąga tego, czego pragnie. Warto jednak oddzielić dwie kwestie: własną wartość i wpływ na wynik. To, że ktoś nie odwzajemnił uczuć albo że wygrały znajomości, nie oznacza, że jest Pan „niewystarczający”. Czasem trafiamy po prostu na ograniczenia, na które nie mamy wpływu i nie jesteśmy w stanie ich przeskoczyć. Dlatego w tej sytuacji najtrudniejsze może być pogodzenie się z tym, że nie każdy wysiłek da gwarancję efektu. Warto wtedy spytać siebie nie tylko „kiedy w końcu się uda?”, ale też „jak nie stracić siebie ciągle oceniając własną wartość przez pryzmat efektów?”. Ponieważ jeśli całe poczucie sensu opiera się wyłącznie na osiągnięciu celu, każda przeszkoda może być odbierana jak osobista porażka.

 

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

3 dni temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Panie Adamie,

 

Myślę, że najtrudniejsze w takich sytuacjach nie są same porażki, ale poczucie, że wkłada Pan serce, kompetencje, zaangażowanie i mimo tego życie odpowiada odmową i rozumiem, że to potrafi bardzo podcinać wiarę w sens dalszych starań i rodzić zmęczenie niesprawiedliwością. Warto jednak pamiętać, że odrzucenie nie zawsze jest oceną Pana wartości. Czasem druga osoba po prostu nie poczuła głębszej więzi, nawet jeśli relacja dawała nadzieję, to bywa bolesne ale nie oznacza, że był Pan „niewystarczający”. Podobnie w pracy: kompetencje nie zawsze wygrywają z układami, sympatiami czy decyzjami, na które nie mamy wpływu i to może być frustrujące ale nadal nie odbiera Panu umiejętności ani potencjału. Mam też poczucie, że kiedy kilka ważnych obszarów życia zaczyna jednocześnie przynosić rozczarowanie, człowiek łatwo wpada w przekonanie: „świat jest przeciwko mnie”. Wtedy każde kolejne niepowodzenie boli podwójnie, bo dotyka już nie tylko sytuacji, ale własnej nadziei. Proszę uważać, by nie budować swojej wartości wyłącznie na rezultatach a to, że coś dziś się nie wydarzyło, nie przekreśla Pana drogi. Czasem dojrzałość polega nie tylko na walce o cele, ale też na umiejętności pozostania po swojej stronie mimo rozczarowania. Myślę, że warto zadać sobie pytanie: czy mimo tych ścian nadal jest w Panu ciekawość życia, pasja i gotowość do próbowania, choćby małymi krokami, gdyż to często jest ważniejszy wskaźnik siły niż chwilowe sukcesy.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 dni temu
Marzena Tomczyk

Marzena Tomczyk

Dzień dobry. Z tego co piszesz wynika, że doświadczasz wielu frustracji z powodu "jakiejś niewidzialnej, nieokreślonej blokady", która stanowi przeszkodę w osiąganiu życiowych celów. Czasem na powierzchownym poziomie dobrym narzędziem do realizacji planu jest coaching. Jednakże jeśli istnieje przyczyna na głębszym poziomie, a to by sugerowała powtarzalność zdarzeń w Twoim życiu jednym ze sposobów w jaki można na to spojrzeć jest potraktowanie swoich doświadczeń jak zaproszenie do podróży poznawania siebie na głębszym poziomie... Są różne kierunki, różne środki transportu, różne formy z jakich możesz skorzystać. Aktualnie mamy dostęp do całego bogactwa ofert. Najważniejsze jest to, abyś znalazł najlepszy sposób dla siebie. Oczywiście jednym z nich jest psychoterapia mająca wiele nurtów - sposobów na pracę z człowiekiem, który przynosi swoje cierpienie do terapeuty. To co jest wartością w tej opcji, to fakt, że nie jesteś w tej podróży sam. Jakiś czas temu jeden z moich Pacjentów opowiedział mi też o Męskich Kręgach, które powstały w różnych miastach i są wartościowym przedsięwzięciem w obszarze rozwoju i wsparcia. Jednym z ulubionych narzędzi innej mojej Pacjentki jest pisanie dziennika. Twierdzi, że gdy to robi poznaje siebie, ma ze sobą lepszy kontakt, lepiej rozumie samą siebie i to co przydarza się jej w życiu. Po jakimś czasie zauważyła, że znacznie lepiej radzi sobie z emocjami.

Chociaż z tego co piszesz warto, abyś w tej podróży miał okazję do przyglądania się sobie w relacji z ludźmi. Warto pamiętać, że nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku, a potem jest drugi... Powodzenia!

3 dni temu
Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Dzień dobry,

 

czytając Pana wiadomość, zauważam ogrom Pana zmęczenia ciągłym odbijaniem się od ściany. Kiedy człowiek naprawdę się stara, angażuje serce, czas, kompetencje, a mimo to kolejny raz doświadcza odrzucenia, rozczarowania czy poczucia niesprawiedliwości, naturalnie pojawia się frustracja, złość, czasem bezsilność i pytanie: ile jeszcze?
 

To, co Pan opisuje i co Pana wyczerpuje mimo że dotyczy różnych obszarów życia, połączone jest jednym doświadczeniem, poczuciem, że daje Pan z siebie dużo, a efekt jest zupełnie nie taki, jakiego Pan potrzebuje czy oczekuje. 

 

Jednocześnie warto rozdzielić dwie rzeczy: rozczarowanie i własną wartość. To, że relacja z kimś nie rozwinęła się tak, jak Pan miał nadzieję, nie oznacza, że problem tkwi w Panu, czy też fakt, że nie dostał Pan pracy mimo kompetencji, też nie jest automatycznie oceną Pana wartości. Odrzucenie boli, ale nie definiuje wartości człowieka.
 

Mam też poczucie, że pod Pana pytaniem jest coś więcej niż te konkretne sytuacje, że jest w tym pytanie o sens dalszego starania się, kiedy tyle razy coś nie wychodzi.

Czasem po serii trudnych doświadczeń nasz umysł zaczyna patrzeć na rzeczywistość przez filtr ciągłych porażek i wtedy nawet realne możliwości przestają być widoczne, bo dominuje zmęczenie i poczucie niesprawiedliwości.

 

Może warto zadać sobie pytanie: czy bardziej boli mnie sama sytuacja, czy to, co zaczynam przez nią myśleć o sobie i swoim życiu?

 

Jeśli ma Pan poczucie, że to zmęczenie, frustracja i bezsilność zaczynają zajmować coraz więcej miejsca, warto porozmawiać z psychologiem, aby nie zostać z tym ciężarem samemu i odzyskać poczucie wpływu tam, gdzie realnie jest ono możliwe.


Marta Lenarczyk 

3 dni temu
Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

to, co Pan opisuje, jest bardzo trudnym doświadczeniem – nie tylko dlatego, że pojawiają się kolejne niepowodzenia, ale też dlatego, że dotykają one ważnych dla Pana obszarów: relacji, pracy, poczucia sensu i sprawczości. Kiedy kilka takich sytuacji pojawia się obok siebie, łatwo zacząć mieć poczucie, że „świat staje przeciwko mnie” albo że mimo wysiłku coś się nie układa.

W psychologii procesu patrzymy na takie momenty trochę szerzej. Z jednej strony jest w Panu bardzo wyraźna część, która wie, czego chce – relacji, pracy zgodnej z pasją, możliwości wyrażenia siebie. To jest ważna, żywa i sprawcza część. Z drugiej strony pojawia się doświadczenie zatrzymania, odrzucenia, niesprawiedliwości – coś, co nie jest przez nas wybierane, raczej „przydarza się” i bywa bardzo bolesne.

To napięcie między tymi dwiema rzeczywistościami jest naturalne, choć trudne do uniesienia.

Czasem w takich sytuacjach skupiamy się wyłącznie na tym, żeby „przebić ścianę” – jeszcze bardziej się starać, jeszcze bardziej udowodnić sobie i innym, że jesteśmy wystarczający. A jednocześnie to, co się dzieje po drugiej stronie – rozczarowanie, złość, poczucie niesprawiedliwości – zostaje trochę bez miejsca.

A to są ważne sygnały.

W pracy terapeutycznej zatrzymalibyśmy się właśnie przy tym doświadczeniu zderzania się ze ścianą. Przy tym, jak Pan to przeżywa, co się w Panu wtedy pojawia – nie tylko na poziomie myśli, ale też emocji i odczuć z ciała. Bo często to, co wydaje się „porażką zewnętrzną”, dotyka bardzo głęboko naszego poczucia wartości i miejsca w świecie.
Czasem zmiana zaczyna się nie od tego, że nagle wszystko zaczyna się układać, ale od tego, że zmienia się nasza relacja z tym doświadczeniem. Że przestajemy traktować kolejne sytuacje wyłącznie jako dowód „porażki”, a zaczynamy je widzieć jako część procesu, który – choć trudny – coś o nas mówi.

I dopiero z tego miejsca może pojawić się coś nowego: inny sposób bycia w relacjach, inne decyzje zawodowe, większa uważność na to, co jest naprawdę możliwe, a co wynika bardziej z oczekiwań wobec siebie.

pozdrawiam serdecznie,
Martyna Kaleta

3 dni temu

Zobacz podobne

Problematyczne relacje rodzinne, niezrozumiałe zachowanie przyszłej teściowej
Dzień dobry. Zwracam się z problemem, potrzebuje rady w kwestii relacji rodzinnych. Jestem w związku narzeczeńskim od pół roku. Matka mojego narzeczonego zachowuje się do mnie w normalny sposób, niekiedy przesadza (obgaduje do mnie członków jej rodziny, po czym ich komplementuje np. „Ale przesoliła tą pizzę, strasznie słona” po czym zwraca się do osoby która wykonała jedzenie „Kasiu pyszna pizza, taka doprawiona”). Pomijając takie sytuacje zwracała się zawsze do mnie dobrze, była miła, dawała prezenty, dopytywała o mnie i pracę. Relacje ze swoim synem a moim narzeczonym miała naprawdę dziwne traktowała go bardziej jak partnera, później jak „sługę” na zasadzie „przywieź mi 2 jabłka, idź zanieść moje faktury do księgowej”, dzwonienie kilka razy dziennie z pytaniami „co robicie, co tam” później to ustało kiedy mój partner zaczął stawiać granice. Ale kilka dni temu napisała wiadomość obrażająca mnie po kłótni z moim narzeczonym na zasadzie „niech Monika zajmie się swoją psychika bo ona i cała jej rodzina to ludzie z bardzo złą opinią i to nie tylko moje zdanie, jestem dla niej miła i staram się tolerować tylko ze względu na ciebie synu” po czym w dalszym toku kłótni z nią mój narzeczony zapytał ponownie i zwrócił uwagę na to czemu tak pisze skoro zawsze jest miła i żeby przestała mnie obrażać ona napisała: „zawsze chciałam dla was szczęścia, nigdy nie mówiłam źle o rodzinie Moniki, ani Monice, chce się z nią przyjaźnić”. W rozmowie z nim twarzą w twarz następnego dnia skonfrontowana stwierdziła że zachowałam się kiedyś niepoprawnie bo „kuzynka powiedziała mi że na grillu jak ktos się jej zapytał o ślub to powiedziała do ciebie na ucho że wiedziałam jak powiemy twojej mamie to wszyscy będą wiedzieć” taka sytuacja nie miała miejsca ale ona tego dalej do siebie nie przyjmuje mimo tłumaczenia mojego narzeczonego. Teraz cała rodzina jest wkręcona w jakąś aferę bez powodu jeden odbija na drugiego, a ja sama nie wiem co powinnam zrobić bo teoretycznie sama z nią nie rozmawiałam bo uważam że to wciąż nie moja sprawa ponieważ cała kłótnia między nią a moim narzeczonym wyszła ze względu jego pracy i relacji z siostrą i nagle coś o mnie. Całą ich kłótnią zaczęła się przez jego pracę, jego zachowanie w stosunku do niej i kłótnie z siostrą. Ale ona jak słyszy jakiekolwiek argumenty od niego to odwraca to na siebie, że jest ofiarą i że się usuwa z jego życia, po czym znów narzeka na moje zachowanie podając te dwie sytuacje. Po czym skonfrontowana że to nie jest prawda mówi że ona chce naszego szczęścia i że zawsze chciała. Co ja mam zrobić w takiej sytuacji? Bo zależało mi na dobrych relacjach z nią i całą rodziną a teraz czuję że cała rodzina będzie przeciwko mnie. Proszę o radę co mogę zrobić w takiej sytuacji?
Po latach związku i proszenia o bliskość partnerkę mam już dosyć, już mi się nie chce. Może ona nigdy mnie nie kochała?
Witam wszystkich, Jestem tutaj dosyć nowy, mam więc nadzieję więc, że piszę w odpowiednim do tego wątku. Piszę bardziej z braku alternatyw, jako że nie wiem już za bardzo co robić dalej ... co jest odpowiednim dalszym krokiem w "naszej sytuacji", która wygląda następująco : Jesteśmy małżeństwem od około 11 lat, obydwoje powoli zbliżamy się do 40'ki, brak dzieci. Przed ślubem dwa razy się rozchodziliśmy z mojego wyboru, "Ona" wtedy nie za bardzo radziła sobie z różnymi uczuciami i była dosyć wybuchowa, rzadko adekwatnie do sytuacji - co sama po latach przyznała. Non stop się kłóciliśmy dosłownie o nic, kłótnie zawsze zaczynała ona. Jak pisałem wcześniej, kończyło się to tym, że rozeszliśmy się dwa razy, po czym dwa razy ja wracałem do niej, prosząc o to, abyśmy spróbowali raz jeszcze. Nie jest ta sytuacja jakoś szczególnie znacząca, aczkolwiek wolę nie pomijać za dużo. Przysłowiowy trzeci raz okazał się sukcesem, jako że przestaliśmy się kłócić "o nic" , i jeżeli miewaliśmy później jakiekolwiek spory, to były już one dużo bardziej racjonalne - aczkolwiek było ich bardzo mało na przestrzeni kolejnych 10 lat - po naszym ślubie. Zaczęliśmy się w końcu bardzo dobrze dogadywać i miałem wrażenie, że weszliśmy na jakiś mityczny, wyższy poziom oświecenia i zrozumienia, nasz związek był idealny, dogadywaliśmy się bardzo dobrze i byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Nadal nie mieliśmy dzieci z jej wyboru. Mama od zawsze powtarzała jej jak była młodsza, że najgorsze co może jej się w życiu przydarzyć to zajście w ciążę i nie skończenie szkoły średniej czy wyższej. Po latach tak jej zostało i panicznie bała się ciąży i wszystkich jej skutków. Ja byłem gotowy i chętny na dzieci dużo wcześniej, aczkolwiek wiedziałem jak wygląda sytuacja, więc nie naciskałem jej i cierpliwie czekałem aż będzie gotowa ... co po latach jak zaraz opiszę okazało się błędem. Wszystko było idealnie przez lata, aczkolwiek po około 4 - 5 latach ( od ślubu ) zauważyłem pewną prawidłowość ... zawsze tylko ja przychodzę i inicjuję jakąkolwiek intymność / sex między nami. Nie zrozumcie mnie źle ... zawsze jak go inicjowałem ona zawsze była "chętna" i nigdy nie bolała jej przysłowiowa głowa. Warto też nadmienić dla pełnej przejrzystości, że nasze libido na pewno różni się poziomami ... ja mógłbym uprawiać z nią sex w zasadzie co drugi dzień. Jej libido jest oczywiście dużo niższe, jak bardzo do tego zaraz dojdziemy. Koniec końców zauważyłem, że tylko ja inicjuję wszystko już od około 4-5 lat ... wszystko, w sensie codziennie, zawsze jak robimy cokolwiek zawsze złapię ją za pupę, pocałuję w ucho, szyję, kark ... zwłaszcza jak robi coś w kuchni i mogę jej "poprzeszkadzać" ... zawsze, codziennie pokazuję jej, że ją uwielbiam, ubóstwiam, że mi się podoba i że mnie podnieca, że jest moją muzą dosłownie. Sam sex też raczej głównie skierowany był na nią, zawsze obydwoje rozmawialiśmy ze sobą dużo w trakcie, abyśmy obydwoje wiedzieli co nam się podoba, co nie itp. I z reguły ona zawsze dochodzi kilka razy, ja raz lub może dwa jak mam lepszy dzień. Opisuję to raczej, aby przedstawić, że zawsze wszystko robione jest pod nią/dla niej. Nawet gra wstępna była po to, aby ją nakręcić ... nigdy nie było na odwrót, nigdy ona nie robiła nic, aby mnie nakręcić - bo wiadomo, to jest z automatu. Dodam, że na początku naszego związku - przed ślubem, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zależało jej na tym ,aby mi sprawić przyjemność i to było jasne i klarowne. Po ślubie wszystko się zmieniło. Do puenty ... po tych wcześniej wspomnianych 4-5 latach zauważyłem mimowolnie, że tylko ja przychodzę po "cokolwiek" więc powiedziałem jej co zauważyłem, wiadomo rozmawialiśmy o temacie itd. ona stwierdziła, że nie zauważyła tej prawidłowości, ale obiecywała poprawę, że będzie się ciut bardziej starać itp., aby nie było to takie jednostronne. Minęło kilka miesięcy i nie zmieniło się nic, mieliśmy kolejną rozmowę, i jej konkluzją było to samo co wcześniej. Zrobiłem więc test, nie przychodziłem po nic sam przez pół roku – i w trakcie tych 6 miesięcy ona nie przyszła „po nic” ani razu i ani razu nie uprawialiśmy sexu. Mieliśmy kolejną rozmowę, tym razem miałem już nieco pretensji i chciałem jakiś wyjaśnień, co się dzieje, dlaczego ona nie ma żadnych potrzeb naszej bliskości. Długa rozmowa pełna emocji, obietnica poprawy … i tyle. Temat tak się powtarzał przez następne lata, w trakcie których robiłem dwa kolejne takie pół roczne testy. Średni później po pół roku miewaliśmy „poważne rozmowy”, na których był płacz, przeprosiny i obietnice poprawy … i na tym się zawsze kończyło. Ostatnie mniej więcej 2 lata były już bardziej znaczące, bo nie sposób ,abym nie zaczął widzieć jej w innym świetle … ewidentnie ona mnie nie chce, proszę ją o podstawową bliskość między nami, i ona świadomie wybiera „nic nie robić”. Doszło do tego, że prosiłem ją nawet, aby sobie to zapisywała gdzieś w kalendarzu, aby czasem przyszła do mnie, aby ona zainicjowała … tak jakby miała na siłownię iść czy porządki zrobić. Kłóciło się to trochę ze mną, bo uważam, że nie powinien to być dla niej jakiś smutny/szary obowiązek, ale brakowało mi już koncepcji. To też nie zadziałało, bo wiadomo, że jak ktoś ma się zmuszać do czegoś to i tak „zapomni” albo czasu na to nigdy nie znajdzie. Sytuacja pogarszała się szczególnie od ostatnich 2 lat, bo proszę ją, błagam aby coś się zmieniło, bo czuję, że we mnie się coś zmienia, że zaczynam widzieć ją w innym świetle, jako poniekąd inną osobę. Z mojej perspektywy proszę ją i błagam, aby zrobiła cokolwiek, aby ratować nas, bo zaczynamy się sypać … i ( z mojej perspektywy ) ona świadomie wybiera nic nie robić, bo tak mało zależy jej na mnie, na nas. Nic się za bardzo nie zmieniło, mimo że zacząłem szczególnie prosić i ponaglać i doszliśmy do etapu gdzie mi się już nie chce … nic. Na tą chwilę nie chcę z nią sexu uprawiać, mam do niej spore uprzedzenia, nie wiem czy ona może ze mną nie jest lub nigdy nie była szczęśliwa, nie wiem czy to w ogóle ma sens. Na tę chwilę nie odzywamy się za bardzo do siebie i czasu nie spędzamy razem, bo nie mogę na nią patrzeć … wiem, że jakbyśmy dłużej w jednym pomieszczeniu siedzieli to nie wytrzymałbym i wyrzucałbym jej wszystkie swoje żale i uprzedzenia. Na tę chwilę najbardziej boli mnie fakt, że … ona świadomie nie chciała zrobić czegoś tak prostego i podstawowego w związku jak inicjowanie odrobiny intymności między nami … nawet a może zwłaszcza w momencie, gdy od lat jej biłem na alarm i mówiłem jej wprost, że coś się musi zmienić, że ja czuję, jak we mnie się coś powoli po tych wszystkich latach zmienia i boję się tego, co będzie dalej, jeżeli nic z tym nie zrobimy. Obecnie jedyne co od niej słyszę to, że powinniśmy razem iść na terapię … z czym ja się zgodzić nie mogę … po pierwsze to już mi nie zależy za bardzo, aby to ratować … skoro jej nie zależało na tyle, żeby ze mną do łóżka pójść raz na jakiś czas, aby nas ratować to czemu ja mam iść na terapię ? Poza tym … nadal uważam, że nie we mnie leży / leżał problem … czemu ja mam teraz iść na drogą terapię, skoro problem jakiś ewidentnie jest w niej do mnie … poza tym absolutnie nie wierzę, że przegadam z kimkolwiek temat, by było na tej terapii cokolwiek i na koniec stwierdzę „ok, faktycznie, już się na nią nie denerwuję, nie mam już żadnej traumy z tym związanej i dam jej kolejną drugą szansę” – uważam że za dużo już dostała „drugich szans” gdy przez lata ją prosiłem o jakąś zmianę. Ehhh miałem opisać po krótce sytuację a się rozpisałem nieco dłużej ... mimo że i tak jest to mocno skondensowana wersja. Sam post na koniec zamienił się w "wylewanie żalów" jak sam po sobie teraz widzę, ale jak o tym pisałem i sobie to w głowie odtwarzam i przypominam to krew się we mnie gotuje że może się to teraz tak skończyć, że my sie możemy tak skończyć ... Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback ... póki co wszystko widzę ze swojej perspektywy, może czegoś nie widzę nie dostrzegam ...
Witam, od pewnego czasu tracę chęci do życia
Witam, od pewnego czasu tracę chęci do życia, pomaga mi tylko muzyka, ponieważ mój brat ,który był jedynym wsparciem się wyprowadza. Co ze mną jest nie tak?
Dobry wieczór, Chciałabym zadać pytanie, odnośnie mojej mamy.
Dobry wieczór, Chciałabym zadać pytanie, odnośnie mojej mamy. Otóż moja 64-letnia mama chorująca od paru lat na arytmie serca 4 marca doznała bardzo rozległego zawału serca. Mimo że już wcześniej przez parę tygodni czuła się źle, ja nawet chciałam wezwać pomoc. Ale ona zawsze mówiła, że przejdzie. Gdy dostała ostrego ataku arytmii i bólu w klatce piersiowej miała duszności. Nie wahając się, wezwałam pogotowie, ułożyłam mamę na podłodze i wtedy jej serce przestało bić po raz pierwszy. Sama rozpoczęłam reanimacje. Bo stało się to jeszcze przed przyjazdem ratowników medycznych. Ratownicy kontynuowali, udało się przywrócić krążenie, jednak krótko po tym doszło do ponownego zatrzymania akcji serca. Odratowano mamę i zabrano do szpitala na sygnale. Trafiła na OIOM pod respiratorem i utrzymywana była w śpiączce farmakologicznej. Tam po 6 dniach pobytu doszło do kolejnego trzeciego zatrzymania krążenia. Udało się opanować sytuacje, jednak od tej pory pozostaje nieprzytomna. Od 1 kwietnia przebywa w ośrodku ZOL, jest podawana rehabilitacji, ma tam zapewnioną dobrą opiekę. Powiedziano mi, że jest szansa na to, że się obudzi, że taka szansa jest zawsze. Ale nigdy takiej pewności nie ma. Mijają już 3 miesiące, a nie ma żadnej widocznej poprawy sytuacji. Boję się coraz bardziej, że nie ma sensu na coś dobrego czekać. Jestem już zmęczona całą sytuacją, z drugiej strony obawiam się też tego, że jeśli mama wybudzi się, to powikłania będą tak duże, że opieka nad nią mnie za trudnym zadaniem. Jestem u niej codziennie od 3 miesięcy, ostatnio jednak przy odwiedzinach emocje biorą górę. Co robić? Czy coś jeszcze mogę zrobić? Jak się zachować? Jak poradzić sobie w takiej sytuacji? Na co powinnam się przygotować? Bardzo proszę o poradę to dla mnie bardzo ważne.
Mam w sobie ogromną chęć i motywację do spełniania planów, jednak problemy zdrowotne sprawiają, że się boję i wiem, że utrudniają mi drogę. Jak sobie poradzić?
Mam wiele celów do osiągnięcia. Nie są one zbyt łatwe, ale mam plan i chcę je realizować. Jednak moje zdrowie jest kiepskie i ciągle mam jakiś problem zdrowotny. Niedawno też zdiagnozowano u mnie PCOS, co odbiera mi chęci i siły do codziennego funkcjonowania. Przede mną leczenie i się tego wszystkiego obawiam, martwię się czy kiedykolwiek będę w pełni zdrowa, więc czy moje starania w ogóle się opłacają. Jak dodać sobie siły i motywacji w kiepskim zdanie zdrowia?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.