Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z ciągłymi niepowodzeniami w relacjach i karierze?

Dzień dobry, Jak sobie radzić z sytuacją, gdzie postanowiłeś sobie kilka celów w życiu, m.in. znalezienie drugiej połowy czy zmianę pracy i odnosisz na tym polu porażki. Poznajesz dziewczynę o wspólnych zainteresowaniach, która z Tobą się cztery miesiące spotyka. Daje sygnały, że jest zainteresowana, całuje się z Tobą, wysyła serca ...i stwierdza, po czterech miesiącach, że "to nie to". Jak podejść do sytuacji, gdzie starasz się o pracę na pewnym stanowisku. Znajomi ci mówią, i sam wiesz to, że masz odpowiednie kwalifikacje na to stanowisko, a ta dziedzina jest Twoją pasją. Po czym dowiadujesz się, że przyjęli na to miejsce osobę, znajomą dyrektora, która nie ma o tym pojęcia. Chcesz wydać książkę o znanej osobie, a ta nie pozwala Ci napisać niewygodnej prawdy. Jak sobie radzić z sytuacjami, kiedy wiesz, że na coś zasługujesz, na coś cię stać, a ciągle zderzasz się, ze ścianą. Ile można ponosić wkoło porażek, kiedy świat nie chce ci dać tego co pragniesz.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Sytuacja, w której się Pan znajduje, jest frustrująca, ponieważ uderza w poczucie sprawiedliwości i sensu wkładanego wysiłku. Kiedy robimy wszystko „według instrukcji” – zdobywamy kwalifikacje, dbamy o relację, rozwijamy pasje – a mimo to odbijamy się od ściany, naturalną reakcją jest poczucie bezradności i gniewu na świat. Warto jednak pamiętać, że porażki na polach, gdzie nie wszystko zależy od nas, nie są miarą Pana wartości ani kompetencji.

Poniżej kilka myśli, które mogą pomóc spojrzeć na to inaczej:

Poczucie, że na coś „zasługujemy”, jest pułapką, ponieważ świat rzadko bywa sprawiedliwy w sposób, jakiego byśmy oczekiwali. Fakt, że ktoś dostał pracę po znajomości, mówi wszystko o kulturze organizacyjnej tej firmy, a nic o Pana wiedzy – prawdopodobnie uniknął Pan pracy w toksycznym środowisku, gdzie układy są ważniejsze od kompetencji.

W relacjach z ludźmi sygnały bliskości przez cztery miesiące były autentycznym doświadczeniem, ale moment „to nie to” często nie jest winą Pana działań, lecz wewnętrznego procesu drugiej osoby, na który nie ma Pan wpływu. To bolesne, ale lepiej dowiedzieć się tego po czterech miesiącach niż po kilku latach życia w związku, który nie byłby w pełni satysfakcjonujący dla obu stron.

W przypadku książki zderzenie z „niewygodną prawdą” to moment próby dla Pana jako twórcy – może to sygnał, by zmienić formę (np. na reportaż o mechanizmach milczenia lub beletrystykę inspirowaną faktami), co pozwoliłoby Panu zachować autentyczność bez prawnego blokowania publikacji.

To, że obecnie zderza się Pan ze ścianą, nie oznacza, że Pana cele są niewłaściwe, a jedynie, że droga do nich wymaga zmiany kierunku lub cierpliwości. Jest Pan wystarczający ze swoimi pasjami i kwalifikacjami, a każda z tych sytuacji, choć teraz wydaje się klęską, oczyszcza pole pod coś, co będzie bardziej dopasowane do Pana zaangażowania. Proszę nie pozwolić, by błędy innych ludzi i niesprawiedliwe systemy stały się Pana wewnętrznym głosem krytyki.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Pana rozczarowanie czy poczucie niesprawiedliwości jest zrozumiałe, ponieważ nie chodzi tu o pojedynczą sytuację, ale o poczucie powtarzającej się porażki. W takich sytuacjach łatwo zacząć wierzyć, że „świat jest przeciwko mnie”, szczególnie gdy wkłada Pan sporo pracy i zaangażowania, posiada odpowiednie kompetencje a i tak nie osiąga tego, czego pragnie. Warto jednak oddzielić dwie kwestie: własną wartość i wpływ na wynik. To, że ktoś nie odwzajemnił uczuć albo że wygrały znajomości, nie oznacza, że jest Pan „niewystarczający”. Czasem trafiamy po prostu na ograniczenia, na które nie mamy wpływu i nie jesteśmy w stanie ich przeskoczyć. Dlatego w tej sytuacji najtrudniejsze może być pogodzenie się z tym, że nie każdy wysiłek da gwarancję efektu. Warto wtedy spytać siebie nie tylko „kiedy w końcu się uda?”, ale też „jak nie stracić siebie ciągle oceniając własną wartość przez pryzmat efektów?”. Ponieważ jeśli całe poczucie sensu opiera się wyłącznie na osiągnięciu celu, każda przeszkoda może być odbierana jak osobista porażka.

 

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Panie Adamie,

 

Myślę, że najtrudniejsze w takich sytuacjach nie są same porażki, ale poczucie, że wkłada Pan serce, kompetencje, zaangażowanie i mimo tego życie odpowiada odmową i rozumiem, że to potrafi bardzo podcinać wiarę w sens dalszych starań i rodzić zmęczenie niesprawiedliwością. Warto jednak pamiętać, że odrzucenie nie zawsze jest oceną Pana wartości. Czasem druga osoba po prostu nie poczuła głębszej więzi, nawet jeśli relacja dawała nadzieję, to bywa bolesne ale nie oznacza, że był Pan „niewystarczający”. Podobnie w pracy: kompetencje nie zawsze wygrywają z układami, sympatiami czy decyzjami, na które nie mamy wpływu i to może być frustrujące ale nadal nie odbiera Panu umiejętności ani potencjału. Mam też poczucie, że kiedy kilka ważnych obszarów życia zaczyna jednocześnie przynosić rozczarowanie, człowiek łatwo wpada w przekonanie: „świat jest przeciwko mnie”. Wtedy każde kolejne niepowodzenie boli podwójnie, bo dotyka już nie tylko sytuacji, ale własnej nadziei. Proszę uważać, by nie budować swojej wartości wyłącznie na rezultatach a to, że coś dziś się nie wydarzyło, nie przekreśla Pana drogi. Czasem dojrzałość polega nie tylko na walce o cele, ale też na umiejętności pozostania po swojej stronie mimo rozczarowania. Myślę, że warto zadać sobie pytanie: czy mimo tych ścian nadal jest w Panu ciekawość życia, pasja i gotowość do próbowania, choćby małymi krokami, gdyż to często jest ważniejszy wskaźnik siły niż chwilowe sukcesy.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Marzena Tomczyk

Marzena Tomczyk

Dzień dobry. Z tego co piszesz wynika, że doświadczasz wielu frustracji z powodu "jakiejś niewidzialnej, nieokreślonej blokady", która stanowi przeszkodę w osiąganiu życiowych celów. Czasem na powierzchownym poziomie dobrym narzędziem do realizacji planu jest coaching. Jednakże jeśli istnieje przyczyna na głębszym poziomie, a to by sugerowała powtarzalność zdarzeń w Twoim życiu jednym ze sposobów w jaki można na to spojrzeć jest potraktowanie swoich doświadczeń jak zaproszenie do podróży poznawania siebie na głębszym poziomie... Są różne kierunki, różne środki transportu, różne formy z jakich możesz skorzystać. Aktualnie mamy dostęp do całego bogactwa ofert. Najważniejsze jest to, abyś znalazł najlepszy sposób dla siebie. Oczywiście jednym z nich jest psychoterapia mająca wiele nurtów - sposobów na pracę z człowiekiem, który przynosi swoje cierpienie do terapeuty. To co jest wartością w tej opcji, to fakt, że nie jesteś w tej podróży sam. Jakiś czas temu jeden z moich Pacjentów opowiedział mi też o Męskich Kręgach, które powstały w różnych miastach i są wartościowym przedsięwzięciem w obszarze rozwoju i wsparcia. Jednym z ulubionych narzędzi innej mojej Pacjentki jest pisanie dziennika. Twierdzi, że gdy to robi poznaje siebie, ma ze sobą lepszy kontakt, lepiej rozumie samą siebie i to co przydarza się jej w życiu. Po jakimś czasie zauważyła, że znacznie lepiej radzi sobie z emocjami.

Chociaż z tego co piszesz warto, abyś w tej podróży miał okazję do przyglądania się sobie w relacji z ludźmi. Warto pamiętać, że nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku, a potem jest drugi... Powodzenia!

Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Dzień dobry,

 

czytając Pana wiadomość, zauważam ogrom Pana zmęczenia ciągłym odbijaniem się od ściany. Kiedy człowiek naprawdę się stara, angażuje serce, czas, kompetencje, a mimo to kolejny raz doświadcza odrzucenia, rozczarowania czy poczucia niesprawiedliwości, naturalnie pojawia się frustracja, złość, czasem bezsilność i pytanie: ile jeszcze?
 

To, co Pan opisuje i co Pana wyczerpuje mimo że dotyczy różnych obszarów życia, połączone jest jednym doświadczeniem, poczuciem, że daje Pan z siebie dużo, a efekt jest zupełnie nie taki, jakiego Pan potrzebuje czy oczekuje. 

 

Jednocześnie warto rozdzielić dwie rzeczy: rozczarowanie i własną wartość. To, że relacja z kimś nie rozwinęła się tak, jak Pan miał nadzieję, nie oznacza, że problem tkwi w Panu, czy też fakt, że nie dostał Pan pracy mimo kompetencji, też nie jest automatycznie oceną Pana wartości. Odrzucenie boli, ale nie definiuje wartości człowieka.
 

Mam też poczucie, że pod Pana pytaniem jest coś więcej niż te konkretne sytuacje, że jest w tym pytanie o sens dalszego starania się, kiedy tyle razy coś nie wychodzi.

Czasem po serii trudnych doświadczeń nasz umysł zaczyna patrzeć na rzeczywistość przez filtr ciągłych porażek i wtedy nawet realne możliwości przestają być widoczne, bo dominuje zmęczenie i poczucie niesprawiedliwości.

 

Może warto zadać sobie pytanie: czy bardziej boli mnie sama sytuacja, czy to, co zaczynam przez nią myśleć o sobie i swoim życiu?

 

Jeśli ma Pan poczucie, że to zmęczenie, frustracja i bezsilność zaczynają zajmować coraz więcej miejsca, warto porozmawiać z psychologiem, aby nie zostać z tym ciężarem samemu i odzyskać poczucie wpływu tam, gdzie realnie jest ono możliwe.


Marta Lenarczyk 

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

to, co Pan opisuje, jest bardzo trudnym doświadczeniem – nie tylko dlatego, że pojawiają się kolejne niepowodzenia, ale też dlatego, że dotykają one ważnych dla Pana obszarów: relacji, pracy, poczucia sensu i sprawczości. Kiedy kilka takich sytuacji pojawia się obok siebie, łatwo zacząć mieć poczucie, że „świat staje przeciwko mnie” albo że mimo wysiłku coś się nie układa.

W psychologii procesu patrzymy na takie momenty trochę szerzej. Z jednej strony jest w Panu bardzo wyraźna część, która wie, czego chce – relacji, pracy zgodnej z pasją, możliwości wyrażenia siebie. To jest ważna, żywa i sprawcza część. Z drugiej strony pojawia się doświadczenie zatrzymania, odrzucenia, niesprawiedliwości – coś, co nie jest przez nas wybierane, raczej „przydarza się” i bywa bardzo bolesne.

To napięcie między tymi dwiema rzeczywistościami jest naturalne, choć trudne do uniesienia.

Czasem w takich sytuacjach skupiamy się wyłącznie na tym, żeby „przebić ścianę” – jeszcze bardziej się starać, jeszcze bardziej udowodnić sobie i innym, że jesteśmy wystarczający. A jednocześnie to, co się dzieje po drugiej stronie – rozczarowanie, złość, poczucie niesprawiedliwości – zostaje trochę bez miejsca.

A to są ważne sygnały.

W pracy terapeutycznej zatrzymalibyśmy się właśnie przy tym doświadczeniu zderzania się ze ścianą. Przy tym, jak Pan to przeżywa, co się w Panu wtedy pojawia – nie tylko na poziomie myśli, ale też emocji i odczuć z ciała. Bo często to, co wydaje się „porażką zewnętrzną”, dotyka bardzo głęboko naszego poczucia wartości i miejsca w świecie.
Czasem zmiana zaczyna się nie od tego, że nagle wszystko zaczyna się układać, ale od tego, że zmienia się nasza relacja z tym doświadczeniem. Że przestajemy traktować kolejne sytuacje wyłącznie jako dowód „porażki”, a zaczynamy je widzieć jako część procesu, który – choć trudny – coś o nas mówi.

I dopiero z tego miejsca może pojawić się coś nowego: inny sposób bycia w relacjach, inne decyzje zawodowe, większa uważność na to, co jest naprawdę możliwe, a co wynika bardziej z oczekiwań wobec siebie.

pozdrawiam serdecznie,
Martyna Kaleta

Zobacz podobne

Problemy z pracą tymczasową: brak zrozumienia, stres i obowiązki edukacyjne
Witam, mam problem kiedy przyjmowałam się do pracy miałam bardzo duzo motywacji do pracy. Od kad kierownik zmiany mnie pyta czy będę przedłużać umowę w maju to mnie trochę zaskoczyło bo niestety nie wiem czy dotrwam do maja. Zapytanie było już 02.04. z racji przyjęcia mnie na stanowisko kasjera uświadomiono mnie w biurze że jestem pracownikiem tymczasowym z agencji tymczasowej pracy i jestem przyjęta głównie na weekendy. Z czego z biura agencji nie było powiedziane. Ale rozumiem że handel jest i w soboty i niedziele. Niestety przyznaje mi się jeden weekend pełny wolny w miesiącu. Czasem pracuje 6dni pod rząd bez dnia wolnego. W wtorek zaczęłam mieć jakieś jelitowe nieżyty i nie poszłam do pracy zadzwoniłam do biura i do miejsca pracy ze mnie nie będzie. Spotkałam się z takim nie mil tonem pani kierowniczki gdzie powiedziała że mam tu nie dzwonić bo tu ja nie jestem zatrudniona a jestem przez agencję zewnętrzna. Gdyż potwierdziłam że do agencji tymczasowej pracy zadzwoniłam i dałam znać. Pani kierownik pwowiedziala że mam się na już określić czy jutro będę mówię że nie wiem. Niestety ciężko pwooedziec. Z czego pwooedziala że do południa mam jej dać znać i żucila słuchawka. Ja rozumiem jej gniew ale takim tonem nie musiała do mnie mówić. Czułam się kompletnie nie zrozumiana i nie dopuszczona do słowa. L4 kończy mi się dzisiaj i w poniedziałek mam wrócić do pracy z tym że napewno wrócę z lękiem. Gdyż no ja rozumiem ale jestem osobą która nie stawia pracy powyżej swojego życia. Mam też kurs gdzie edukacja jest dlanie rozwojem i mam je w weekendy. Niestety nie wiem czy nadal kontynuować pracę czy dać sobie z spokoj. Nie ukrywam że 26 mam egzamin w Katowicach na godzinę 10.00 a o 12.00 mam być w pracy i następnego dnia też. Cała sobota i niedziela
Kłótnie z partnerem, czuję się obwiniana.
Witam, proszę o poradę, żeby nie zwariować. Nie wiem czy to jest coś ze mną nie tak. Chciałabym się po prostu dowiedzieć chociaż czegokolwiek. Nie chce swoimi zmartwieniami obciążać mamy. Jestem osobą dorosłą, w związku od 4 lat. Z roku na rok mój partner ma wobec mnie coraz więcej pretensji. Ostatnio zrobił mi awanturę, bo nie pamiętałam, co opowiadał mi dwa tygodnie temu. Wszystko robię źle, a dodatkowo uważa, że to moja wina i że to ja go nie szanuje. Ciągle zachodzę w głowę co robię nie tak. I skoro mu źle, żeby ode mnie odszedł. Uważa, że robi to co ja. I że nie traktuje go jak kogoś bliskiego. Wmawia mi, że to ja lubię się kłócić. Mówi, że był mnie pewny, a teraz nie wie czego się po mnie spodziewać. Twierdzi, że pytam co u niego z przymusu, a nie z ciekawości i że wszystko co robię dla niego- jest z przymusu. A jest zupełnie odwrotnie. Gdy wraca do domu nadskakuje mu ( zupełnie niepotrzebnie ), bardzo się staram, żeby było wszystko zrobione, natomiast jestem obwiniana o najgorsze rzeczy. Jak on coś zrobi źle, ja się nie czepiam, bo czasem się zdarza, ale jak ja zrobię coś źle, wtedy jest wywlekanie tej sytuacji i upokarzanie przy każdej kłótni. Proszę o jakąkolwiek odpowiedź .. być może to za mało, aby opisać problem, ale nawet nie wiem jak to dokładnie opisać. Ostatnio zaczęłam zapisywać, kiedy i o co była kłótnia..
Paraliżujący lęk przed podejmowaniem decyzji - jak sobie poradzić?

Cześć,

Nie wiem, od czego zacząć, bo mam taki chaos w głowie. 

Każda decyzja, nawet mała pierdoła, staje się dla mnie jak Mount Everest. Wybór nowej pracy, weekendowe plany, a nawet to, co zjem na obiad — wszystko to paraliżuje mnie do granic absurdu. Ciągle biję się z myślami: a co, jeśli to zły wybór?, a co, jeśli potem będę żałować? Zamiast czuć się spokojnie, czuję, jakbym była uwięziona w pętli niekończących się analiz i lęków.

Mam wrażenie, że to już nie jest normalne. 

Zastanawiam się, czy to jakiś rodzaj fobii, bo to zaczyna naprawdę wpływać na moje życie — i to w bardzo negatywny sposób. 

W pracy czuję, że stoję w miejscu, w domu jestem ciągle zmęczona tym myśleniem i analizowaniem, co oczywiście wpływa na moich bliskich.

Jak sobie z tym poradzić? Nie wiem, czy terapia to jedyne wyjście, ale chciałabym odzyskać jakoś kontrolę. 

Czy naprawdę można przestać tak się bać podejmowania decyzji, czy to wymaga długiego procesu? Błagam, podzielcie się czymś, co może pomóc. 

 

Kasia

Nie radzę sobie emocjonalnie po rozstaniu, ponieważ martwię się o byłego partnera i jego zdrowie, samopoczucie.
Witam. Mam 26 lat. Jestem świeżo po rozstaniu. Byliśmy razem ponad dwa lata, a czuję jakby to było dużo dłużej. Być może dlatego, że był to mój pierwszy poważny związek. On zerwał, ale to ja narobiłam głupot, które do tego doprowadziły. Cały czas płaczę, nie mogę się uspokoić, ale najgorsze jest to, że największą emocją, którą odczuwam jest to, że się o niego martwię. Mieszkaliśmy razem ponad rok i wiem jak wygląda życie z nim, było bardzo dobrze. Zdarzały się sprzeczki, ale nic poważnego. Ale boje się, że jak znowu zamieszka sam, wróci do trybu życia sprzed związku, a ja tego nie chcę. Nie potrafię przestać o tym myśleć. Jak sobie z tym poradzić?
Toksyczny związek i walka z przemocą: jak zmienić swoje życie?
witam, w związku toksycznym tkwię od ok 15 lat. Obecnego męża poznałam rok po tragicznej śmierci pierwszego męża. Zostałam wówczas sama z dwójką dzieci 1 rok i 6 lat. Obecny mą był wówczas alkoholikiem niepijącym z wszywką. Zakochałam się bez pamięci, wręcz uzależniłam od niego. |Wszystko wydawało mi się w nim cudowne. Do tego stopnia że zignorowałam symptomy agresji. Pierwszy raz uderzył mnie po roku znajomości. Był wtedy pod wpływem alkoholu. Oprócz bicia również wyzwiska. Przebaczyłam bo kochałam nad życie. Drugi raz dwa lata później sytuacja się powtórzyła. Również wybaczyłam. Przy kolejnej takiej sytuacji oberwałam w nos i zdążyłam uciec i wezwać policję. Chyba zrozumiała że zrobił za dużo. Przestał pić, zmienił się.....ale pozornie. Zaczął się psychiczny dramat. Zachowanie manipulacyjne, wpieranie że mi się wydawało, wyzwiska przez telefon gdy czasem wypił. W 2021r. wzięliśmy ślub. Po latach coś się we mnie zmieniło. Może uodporniłam się na przemoc, może przestałam się bać. Zaczęłam się stawiać, informować że nie chcę brać udziału w tych manipulacjach, że nie ma racji, że mnie rani. |Efektem tego jest sytuacja że kończyłam to małżeństwo już kilka razy i prosiłam męża żeby się wyniósł. Za każdym razem oczywiście jemu się wydaje że ja nie mówię poważnie i stara się zmienić swoje zachowanie. Na jakiś czas. Potem sytuacja wraca. Daję mu szansę i otwieram się przed nim a on to depcze. Znowu się zamykam...karuzela uczuć. Jestem zmęczona ale nie umiem zakończyć tego związku bo on ani myśli się wynieść. Ciągle mu się wydaje że jak się na chwilę zmieni to ja zmienię zdania. Wydaje mi się że moje uczucia stopniały. Nie mam ochoty na seks. Często przez to mi docina że kochamy się raz na miesiąc, a ja nie chcę. Winię się za to, męczy mnie już naprawdę wiele rzeczy. Czasem myślę że skoro przeżyłam 47 lat to już wystarczy, a czasem mam ochotę uciec i nie odzywać się do nikogo. Cichutko żyć w spokoju. Proszę mi naisać coś choć troszkę pzytywnego co pomoże mi zmienić moje życie. Z góry dziękuję
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.