Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z ciągłymi niepowodzeniami w relacjach i karierze?

Dzień dobry, Jak sobie radzić z sytuacją, gdzie postanowiłeś sobie kilka celów w życiu, m.in. znalezienie drugiej połowy czy zmianę pracy i odnosisz na tym polu porażki. Poznajesz dziewczynę o wspólnych zainteresowaniach, która z Tobą się cztery miesiące spotyka. Daje sygnały, że jest zainteresowana, całuje się z Tobą, wysyła serca ...i stwierdza, po czterech miesiącach, że "to nie to". Jak podejść do sytuacji, gdzie starasz się o pracę na pewnym stanowisku. Znajomi ci mówią, i sam wiesz to, że masz odpowiednie kwalifikacje na to stanowisko, a ta dziedzina jest Twoją pasją. Po czym dowiadujesz się, że przyjęli na to miejsce osobę, znajomą dyrektora, która nie ma o tym pojęcia. Chcesz wydać książkę o znanej osobie, a ta nie pozwala Ci napisać niewygodnej prawdy. Jak sobie radzić z sytuacjami, kiedy wiesz, że na coś zasługujesz, na coś cię stać, a ciągle zderzasz się, ze ścianą. Ile można ponosić wkoło porażek, kiedy świat nie chce ci dać tego co pragniesz.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Sytuacja, w której się Pan znajduje, jest frustrująca, ponieważ uderza w poczucie sprawiedliwości i sensu wkładanego wysiłku. Kiedy robimy wszystko „według instrukcji” – zdobywamy kwalifikacje, dbamy o relację, rozwijamy pasje – a mimo to odbijamy się od ściany, naturalną reakcją jest poczucie bezradności i gniewu na świat. Warto jednak pamiętać, że porażki na polach, gdzie nie wszystko zależy od nas, nie są miarą Pana wartości ani kompetencji.

Poniżej kilka myśli, które mogą pomóc spojrzeć na to inaczej:

Poczucie, że na coś „zasługujemy”, jest pułapką, ponieważ świat rzadko bywa sprawiedliwy w sposób, jakiego byśmy oczekiwali. Fakt, że ktoś dostał pracę po znajomości, mówi wszystko o kulturze organizacyjnej tej firmy, a nic o Pana wiedzy – prawdopodobnie uniknął Pan pracy w toksycznym środowisku, gdzie układy są ważniejsze od kompetencji.

W relacjach z ludźmi sygnały bliskości przez cztery miesiące były autentycznym doświadczeniem, ale moment „to nie to” często nie jest winą Pana działań, lecz wewnętrznego procesu drugiej osoby, na który nie ma Pan wpływu. To bolesne, ale lepiej dowiedzieć się tego po czterech miesiącach niż po kilku latach życia w związku, który nie byłby w pełni satysfakcjonujący dla obu stron.

W przypadku książki zderzenie z „niewygodną prawdą” to moment próby dla Pana jako twórcy – może to sygnał, by zmienić formę (np. na reportaż o mechanizmach milczenia lub beletrystykę inspirowaną faktami), co pozwoliłoby Panu zachować autentyczność bez prawnego blokowania publikacji.

To, że obecnie zderza się Pan ze ścianą, nie oznacza, że Pana cele są niewłaściwe, a jedynie, że droga do nich wymaga zmiany kierunku lub cierpliwości. Jest Pan wystarczający ze swoimi pasjami i kwalifikacjami, a każda z tych sytuacji, choć teraz wydaje się klęską, oczyszcza pole pod coś, co będzie bardziej dopasowane do Pana zaangażowania. Proszę nie pozwolić, by błędy innych ludzi i niesprawiedliwe systemy stały się Pana wewnętrznym głosem krytyki.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Pana rozczarowanie czy poczucie niesprawiedliwości jest zrozumiałe, ponieważ nie chodzi tu o pojedynczą sytuację, ale o poczucie powtarzającej się porażki. W takich sytuacjach łatwo zacząć wierzyć, że „świat jest przeciwko mnie”, szczególnie gdy wkłada Pan sporo pracy i zaangażowania, posiada odpowiednie kompetencje a i tak nie osiąga tego, czego pragnie. Warto jednak oddzielić dwie kwestie: własną wartość i wpływ na wynik. To, że ktoś nie odwzajemnił uczuć albo że wygrały znajomości, nie oznacza, że jest Pan „niewystarczający”. Czasem trafiamy po prostu na ograniczenia, na które nie mamy wpływu i nie jesteśmy w stanie ich przeskoczyć. Dlatego w tej sytuacji najtrudniejsze może być pogodzenie się z tym, że nie każdy wysiłek da gwarancję efektu. Warto wtedy spytać siebie nie tylko „kiedy w końcu się uda?”, ale też „jak nie stracić siebie ciągle oceniając własną wartość przez pryzmat efektów?”. Ponieważ jeśli całe poczucie sensu opiera się wyłącznie na osiągnięciu celu, każda przeszkoda może być odbierana jak osobista porażka.

 

Pozdrawiam serdecznie

Joanna Cichosz

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Panie Adamie,

 

Myślę, że najtrudniejsze w takich sytuacjach nie są same porażki, ale poczucie, że wkłada Pan serce, kompetencje, zaangażowanie i mimo tego życie odpowiada odmową i rozumiem, że to potrafi bardzo podcinać wiarę w sens dalszych starań i rodzić zmęczenie niesprawiedliwością. Warto jednak pamiętać, że odrzucenie nie zawsze jest oceną Pana wartości. Czasem druga osoba po prostu nie poczuła głębszej więzi, nawet jeśli relacja dawała nadzieję, to bywa bolesne ale nie oznacza, że był Pan „niewystarczający”. Podobnie w pracy: kompetencje nie zawsze wygrywają z układami, sympatiami czy decyzjami, na które nie mamy wpływu i to może być frustrujące ale nadal nie odbiera Panu umiejętności ani potencjału. Mam też poczucie, że kiedy kilka ważnych obszarów życia zaczyna jednocześnie przynosić rozczarowanie, człowiek łatwo wpada w przekonanie: „świat jest przeciwko mnie”. Wtedy każde kolejne niepowodzenie boli podwójnie, bo dotyka już nie tylko sytuacji, ale własnej nadziei. Proszę uważać, by nie budować swojej wartości wyłącznie na rezultatach a to, że coś dziś się nie wydarzyło, nie przekreśla Pana drogi. Czasem dojrzałość polega nie tylko na walce o cele, ale też na umiejętności pozostania po swojej stronie mimo rozczarowania. Myślę, że warto zadać sobie pytanie: czy mimo tych ścian nadal jest w Panu ciekawość życia, pasja i gotowość do próbowania, choćby małymi krokami, gdyż to często jest ważniejszy wskaźnik siły niż chwilowe sukcesy.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Marzena Tomczyk

Marzena Tomczyk

Dzień dobry. Z tego co piszesz wynika, że doświadczasz wielu frustracji z powodu "jakiejś niewidzialnej, nieokreślonej blokady", która stanowi przeszkodę w osiąganiu życiowych celów. Czasem na powierzchownym poziomie dobrym narzędziem do realizacji planu jest coaching. Jednakże jeśli istnieje przyczyna na głębszym poziomie, a to by sugerowała powtarzalność zdarzeń w Twoim życiu jednym ze sposobów w jaki można na to spojrzeć jest potraktowanie swoich doświadczeń jak zaproszenie do podróży poznawania siebie na głębszym poziomie... Są różne kierunki, różne środki transportu, różne formy z jakich możesz skorzystać. Aktualnie mamy dostęp do całego bogactwa ofert. Najważniejsze jest to, abyś znalazł najlepszy sposób dla siebie. Oczywiście jednym z nich jest psychoterapia mająca wiele nurtów - sposobów na pracę z człowiekiem, który przynosi swoje cierpienie do terapeuty. To co jest wartością w tej opcji, to fakt, że nie jesteś w tej podróży sam. Jakiś czas temu jeden z moich Pacjentów opowiedział mi też o Męskich Kręgach, które powstały w różnych miastach i są wartościowym przedsięwzięciem w obszarze rozwoju i wsparcia. Jednym z ulubionych narzędzi innej mojej Pacjentki jest pisanie dziennika. Twierdzi, że gdy to robi poznaje siebie, ma ze sobą lepszy kontakt, lepiej rozumie samą siebie i to co przydarza się jej w życiu. Po jakimś czasie zauważyła, że znacznie lepiej radzi sobie z emocjami.

Chociaż z tego co piszesz warto, abyś w tej podróży miał okazję do przyglądania się sobie w relacji z ludźmi. Warto pamiętać, że nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku, a potem jest drugi... Powodzenia!

Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Dzień dobry,

 

czytając Pana wiadomość, zauważam ogrom Pana zmęczenia ciągłym odbijaniem się od ściany. Kiedy człowiek naprawdę się stara, angażuje serce, czas, kompetencje, a mimo to kolejny raz doświadcza odrzucenia, rozczarowania czy poczucia niesprawiedliwości, naturalnie pojawia się frustracja, złość, czasem bezsilność i pytanie: ile jeszcze?
 

To, co Pan opisuje i co Pana wyczerpuje mimo że dotyczy różnych obszarów życia, połączone jest jednym doświadczeniem, poczuciem, że daje Pan z siebie dużo, a efekt jest zupełnie nie taki, jakiego Pan potrzebuje czy oczekuje. 

 

Jednocześnie warto rozdzielić dwie rzeczy: rozczarowanie i własną wartość. To, że relacja z kimś nie rozwinęła się tak, jak Pan miał nadzieję, nie oznacza, że problem tkwi w Panu, czy też fakt, że nie dostał Pan pracy mimo kompetencji, też nie jest automatycznie oceną Pana wartości. Odrzucenie boli, ale nie definiuje wartości człowieka.
 

Mam też poczucie, że pod Pana pytaniem jest coś więcej niż te konkretne sytuacje, że jest w tym pytanie o sens dalszego starania się, kiedy tyle razy coś nie wychodzi.

Czasem po serii trudnych doświadczeń nasz umysł zaczyna patrzeć na rzeczywistość przez filtr ciągłych porażek i wtedy nawet realne możliwości przestają być widoczne, bo dominuje zmęczenie i poczucie niesprawiedliwości.

 

Może warto zadać sobie pytanie: czy bardziej boli mnie sama sytuacja, czy to, co zaczynam przez nią myśleć o sobie i swoim życiu?

 

Jeśli ma Pan poczucie, że to zmęczenie, frustracja i bezsilność zaczynają zajmować coraz więcej miejsca, warto porozmawiać z psychologiem, aby nie zostać z tym ciężarem samemu i odzyskać poczucie wpływu tam, gdzie realnie jest ono możliwe.


Marta Lenarczyk 

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

to, co Pan opisuje, jest bardzo trudnym doświadczeniem – nie tylko dlatego, że pojawiają się kolejne niepowodzenia, ale też dlatego, że dotykają one ważnych dla Pana obszarów: relacji, pracy, poczucia sensu i sprawczości. Kiedy kilka takich sytuacji pojawia się obok siebie, łatwo zacząć mieć poczucie, że „świat staje przeciwko mnie” albo że mimo wysiłku coś się nie układa.

W psychologii procesu patrzymy na takie momenty trochę szerzej. Z jednej strony jest w Panu bardzo wyraźna część, która wie, czego chce – relacji, pracy zgodnej z pasją, możliwości wyrażenia siebie. To jest ważna, żywa i sprawcza część. Z drugiej strony pojawia się doświadczenie zatrzymania, odrzucenia, niesprawiedliwości – coś, co nie jest przez nas wybierane, raczej „przydarza się” i bywa bardzo bolesne.

To napięcie między tymi dwiema rzeczywistościami jest naturalne, choć trudne do uniesienia.

Czasem w takich sytuacjach skupiamy się wyłącznie na tym, żeby „przebić ścianę” – jeszcze bardziej się starać, jeszcze bardziej udowodnić sobie i innym, że jesteśmy wystarczający. A jednocześnie to, co się dzieje po drugiej stronie – rozczarowanie, złość, poczucie niesprawiedliwości – zostaje trochę bez miejsca.

A to są ważne sygnały.

W pracy terapeutycznej zatrzymalibyśmy się właśnie przy tym doświadczeniu zderzania się ze ścianą. Przy tym, jak Pan to przeżywa, co się w Panu wtedy pojawia – nie tylko na poziomie myśli, ale też emocji i odczuć z ciała. Bo często to, co wydaje się „porażką zewnętrzną”, dotyka bardzo głęboko naszego poczucia wartości i miejsca w świecie.
Czasem zmiana zaczyna się nie od tego, że nagle wszystko zaczyna się układać, ale od tego, że zmienia się nasza relacja z tym doświadczeniem. Że przestajemy traktować kolejne sytuacje wyłącznie jako dowód „porażki”, a zaczynamy je widzieć jako część procesu, który – choć trudny – coś o nas mówi.

I dopiero z tego miejsca może pojawić się coś nowego: inny sposób bycia w relacjach, inne decyzje zawodowe, większa uważność na to, co jest naprawdę możliwe, a co wynika bardziej z oczekiwań wobec siebie.

pozdrawiam serdecznie,
Martyna Kaleta

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Samotność w rodzicielstwie: mąż nie pomaga z 6-miesięcznym dzieckiem, czuję się na skraju wytrzymałości

Piszę tutaj, bo naprawdę już nie wiem, co mam robić. Mam 6-miesięcznego synka z mężem. Od kiedy urodził się maluch, czuję się jakbym była sama. Damian kompletnie się wyłączył z opieki nad dzieckiem. Jego argument brzmi zawsze tak samo: "przecież mała potrzebuje cyca, ja i tak nie pomogę". Nie wstaje w nocy NIGDY. Nawet jak dziecko płacze godzinami, on sobie śpi jak zabity i mówi, że "to moja robota". Codziennie wieczorem znika - albo na padla z kumplami, albo na jakieś swoje zajawki. Wraca późno, czasem nawet nie wiem o której. A ja siedzę sama z maluchem od rana do wieczora, potem całą noc wstaję co 2-3 godziny. Teraz planuje wyjazd z kolegą do Hiszpanii na 2-3 TYGODNIE. Jak mu powiedziałam, że nie dam rady sama z dzieckiem przez tyle czasu, to się zdenerwował i powiedział, że "w pierwszych dwóch latach życia dziecko potrzebuje matki, a nie ojca" i że "powinnam być wdzięczna, że może pracować i nas utrzymywać". Ja już nie śpię prawie wcale od 6 miesięcy. Zaczęłam mieć napady płaczu, czuję się jak zombie. Czasem patrzę na siebie w lustrze i nie poznaję tej osoby. Boję się, że wpadam w depresję poporodową, ale nawet na wizytę do lekarza nie mogę pójść, bo kto będzie z dzieckiem? Próbowałam z nim rozmawiać, ale on mówi, że przesadzam i że "wszystkie kobiety jakoś sobie radzą". Jego matka też mu przytakuje i mówi, że "za jej czasów mężczyźni w ogóle nie zajmowali się dziećmi". Co mam robić? Czy to normalne? Czy rzeczywiście powinnam "dać radę" sama? Czuję się jak najgorsza matka na świecie, że już nie mam siły... Przepraszam za chaotyczny wpis, ale naprawdę jestem na skraju wytrzymałości. Co mam zorbić?

Jak poradzić sobie z konfliktem z przyjaciółką z powodu nieporozumienia
dzień dobry mam na imie Aniela mam 14 lat niedawno dostałam wiadomość od mojej przyjaciółki że nie chce mieć ze mną kontaktu bo wygadałam się co się dzało na obozie 2 lata temu nie mam za wiele znajomych i jestem pewna że nikomu tego nie powiedzałam a przynajmnej tak myśle teraz ona chce się ze mną spotkać to wyjśnić a ja się bardzo boje tego .
Dzień dobry, mam 32 lata, partner 33.
Dzień dobry, mam 32 lata, partner 33. Wkrótce zamieszkam z partnerem (jesteśmy razem ponad dwa lata), który nie chce spać w jednym pomieszczeniu, nie mówiąc już o jednym łóżku. Nie ma ku temu jasnego powodu, ponieważ nie chrapię, śpię bardzo spokojnie. Nie potrzebuję przytulać się w nocy, preferuję osobne spanie tzn. z własną kołdrą i bez przytulania. Ważne jest jednak dla mnie spanie razem, w jednym łóżku. Ma to na mnie pozytywny wpływ, zasypiam bez problemu i wydaje mi się, że jestem bardziej zrelaksowana. Spanie z parterem jest dla mnie czymś naturalnym i oczywistym. Dziwne jest dla mnie podejście partnera. Mówi, że sen jest dla niego najważniejszy w życiu i woli spać sam. Od lat przyzwyczajony jest do spania samemu, choć nie do końca, ponieważ śpi z psem. Ten fakt bardziej powoduje u mnie poczucie odrzucenia, ponieważ wiem, że woli spać z psem i przytulić się do niego. Partner deklaruje, ze będzie starał się spać razem, ale wiem, że to tylko słowa, nie podejmuje sam takich prób. Oprócz tego otwarcie mówi, że nie lubi się przytulać do ludzi, również do mnie. Nie czuje takiej potrzeby. Przytula natomiast ciągle swojego psa. To również jest dla mnie bolesne, ale staram się zrozumieć, chyba nie każdy musi lubić przytulanie z ludźmi... Jest to dla mnie trudne, ponieważ sama jestem osobą czułą i bliskość jest dla mnie ważną. Partner nie wyznaje również żadnych uczuć, nie używa słowa: kocham Cię, mówi tak tylko do swojego psa. Uważa, że wobec ludzi słowo "kocham" dla niego nic nie znaczy i nigdy go nie używał. Partner nie jest więc dla mnie czuły, nie czuje potrzeby przytulania, uczucia kieruje do swojego psa, ale podkreśla, że chce być ze mną i jestem dla niego ważną oraz tłumaczy się, że nigdy nie wyznawał miłości ludziom i nigdy nie przytulał się do ludzi, nie był przytulany przez innych. Wspominam o tym, żeby móc lepiej nakreślić sytuacje i opisać zachowanie partnera. Czy powinnam zrozumieć postawę partnera i znaleźć kompromis? Byłabym wdzięczna za sugestie. Pozdrawiam serdecznie
Jak poradzić sobie z emocjami po zdradzie męża? Brak intymności i zrozumienia w związku

Witam. Mam 49 lat.nie mogę poradzić sobie z emocjami i natłokiem myśli, jakie mnie nękają. Doświadczyłam zdrady męża.niby doszliśmy do porozumienie, że nie rozchodzimy się, ale mąż nie przyznaje się do tego, pomimo moich dowodów na ta zdradę Nie okazuje mi uczuć, nie dotyka nawet przez przypadek, nie chce rozmawiać. Boję się rozstania, jak sobie poradzę. Do końca nie jestem przekonana czy chce odejść. Brakuje mi zapewnienia ze strony męża, że jednak chce być ze mną. Nie wiem, co mam zrobić. Mam ogromny mętlik w głowie. Prawie większość dnia płacze z tego wszystkiego i nie widzę w życiu nic pozytywnego. Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Dodam, że mąż nie chce iść na żadną wspólną terapię, bo twierdzi, że jemu to niepotrzebne. Nie bierze pod uwagę mnie i moich potrzeb. Sex nie istnieje. Nie ma żadnych rozmów, żadnych dotykowy, żadnych żartów, nic, co by miało związek z intymnością. Mi bardzo brakuje, chociażby przytulenia. Mąż mówi wtedy, że on nie chce, nie potrzebuje. A ja? Ja muszę go zrozumieć, on mnie nie? Czuję się taka nie potrzebna, nieważna. jak by mnie nie było, to tez by było dobrze.jemu.

TW. Próba samobójcza, nie mam już siły, trudności finansowe, związkowe. Za mną mnóstwo terapii.
Dzień dobry, nie wiem ile mam miejsca, spróbuję się streszczać. Mam 25 lat, studiuję zaocznie 2. rok psychologii. Za mną 6 nieudanych terapii psychodynamicznych i terapia schematów, która zmieniła moje życie. Ale miała trwać rok, a w połowie nie było mnie dłużej stać. Mam borderline, ADHD i podejrzenie spektrum, ale diagnostka stwierdziła, że na końcu może powiedzieć, że nie wie (różnicowanie z traumą) więc przerwałem. Praca to dla mnie koszmar, bo źle rozumiem instrukcje a jak się czegoś trzeba domyślić to źle się domyślam. Jak potrzebuję o coś zapytać to słyszę "jak możesz tego nie wiedzieć" więc przestałem pytać, popełniam masę błędów, mimo że robię sobie w telefonie notatki. W rezultacie boję się ludzi (na co dzień też), nienawidzę siebie i zwalniam. Dwa lata zmagałem się finansowo, doszło do tego, że dorabiałem na prostytucji. To było łatwiejsze niż 8h np. w fast foodzie, w trybie walcz uciekaj. Zakochałem się w kliencie. Wydawało się, że jest wzajemność, mówił różne rzeczy, w tym, że chciałby tam zaparkować na stałe. Pochwalił moją inteligencję, co jest dla mnie ważne. Niesamowicie się rozumiemy, mamy podobne charaktery, jesteśmy też dobrani w łóżku. Miał wybrać i wybrał - żonę. Nie widzę już sensu w życiu. Nie chcę być już sam. Myślałem, że wymarzona praca terapeuty schematów wypełni mi pustkę, ale nie zapowiada się. Nie potrafię pojąć, że spotkałem kogoś idealnie dobranego i ta osoba mnie nie chce. Nienawidzę spotykanych na ulicach par. Nawet nie wiedzą, że mają supermoc. Moje życie nie ma żadnego sensu. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy, ale co z tego, na nikogo to nie wpływa. Nikt mi nie towarzyszy. Nie robi żadnej różnicy, że codziennie wstaję z łóżka. Teraz szukam pracy po przeprowadzce i telefon milczy. Zrobiłem bardzo dobre CV, a potem jeszcze rozmowa nie do przejścia - utrzymuj kontakt wzrokowy, nawiąż small talk, spraw wrażenie sympatycznego, zadawaj pytania. Czuję, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie, od zawsze. Miałem próbę w grudniu, ale niestety przeżyłem. Nie wiem po co. Pierwszy raz próbowałem się zabić w 6. klasie podstawówki, potem w gimnazjum. Nikt tego nie widział, zawsze planuję tak, by nikt mi nie przeszkodził i sam muszę siebie przekonać, że to moje jedyne życie i póki żyję coś może się zmienić. Nie wierzę, że uda mi się uzbierać na terapię i wyzdrowieć. Nie wierzę już w miłość. Czuję się tak potwornie sam. Zostawiłem większość przyjaciół we Wrocławiu, łatwo było ich poznać przez studia, a w Łodzi mam zaoczne i jest trudniej. Cieszę się, że nie mam przerwy w studiach, ale tryb podoba mi się mniej - nie da się żyć studiami. To jedyna dziedzina w życiu jaka mi wychodzi. Nie wiem jakie mam pytanie, i tak na dniach się zabiję wreszcie, bo nie mogę znieść tej samotności i pustki.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.