Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z destrukcyjnymi relacjami w rodzinie i ochronić własne dziecko?

Witam, pytam, bo już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Dziadek alkoholik całe życie, jak pamiętam, pije. Wyzywa babcię od najgorszych, że ją zabije i w ogóle. Mam 30 lat i od zawsze tak jest. Jako dziecko często byłem wyzywany itp. Gdy coś odpowiedziałem, to na drugi dzień, jak był trzeźwy, babcia mu wszystko wybaczała i ze mnie robiła winnego, że źle się do dziadka odezwałem.

Jak byłem nastolatkiem, babcia namawiała mnie wiele razy, żeby nim szarpnąć, nastraszyć itp., tylko po to, by jej nie wyzywał. Na kolejny dzień dziadek oczywiście smutny, babcia mu wybacza, a ja jestem dla nich zły i przez kilka tygodni wspomina, że dziadkowi smutno. Już nie wiedziałem, co robić, czy ja jestem zły, czy co. Rodzice też się z nim kłócili, ale za każdym razem, jak babcia udawali, że wszystko jest dobrze i obwiniali mnie za to, że mu coś odpowiem po wyzwiskach.

Kiedyś pojechaliśmy z dziadkiem, wujkiem i kuzynem po maszynę rolniczą. Cały czas mi ujmował, a kuzyna chwalił. Po powrocie siedzimy z babcią, dziadkiem, wujkiem i kuzynem w kuchni i zaczynam coś mówić, a on do mnie: „zamknij mordę” na cały głos. Miałem 17 lat. Zamknąłem się i po jakimś czasie zaczyna do mnie mówić i unosić głos, że mam się do niego odzywać. Ja mówię, że nie będę się odzywał, bo mam zamknąć mordę. Zrobiła się awantura, poszedłem sam do domu kilka kilometrów i znowu pretensje, że dziadka uraziłem, a babcia nic nie słyszała, żeby on coś złego mówił.

Całe życie ojciec mówił, jakoś trzeba z nim żyć, i starałem się, ale nie chciałem do niego chodzić. Najlepiej odciąłbym się, ale babcia zawsze płakała, że jak to tak, jesteśmy wspaniałą rodziną i musimy trzymać się razem. Zamieszkałem niedaleko nich z żoną i malutką córeczką. Starałem się zbytnio nie denerwować i udawać, że nie słyszę tych wyzwisk itp.

Przestałem dawać radę, gdy zaczął mówić do mojej małej córeczki takie rzeczy jakby związane z seksualnością. Np. „pipka” coś tam, a ja udawałem, że to żart, ale w środku nie mogłem wytrzymać, aż pewnego razu byłem u niego w gospodarstwie pożyczyć mu sprężarkę i po podłączeniu córka (8 lat) dmucha sobie pistoletem, a on do niej mówi: „dmuchnij dziadkowi w susiaka”. Zauważyłem, że robią siku na podwórku, robi to tak, aby widzieli wszyscy. Myślałem, że po tym wybuchnę. Dałem mu ultimatum, że jeszcze raz i mnie popamięta. Powiedziałem o tym wszystkim.

Minął jakiś czas, babcia zaprosiła nas na urodziny. Siedzi lekko pijany dziadek na pufce, córka siedzi obok mnie na kanapie i on ciągle jej przypatruje się nie na twarz, a jakby niżej, coś ciągle gada. Ona czuje się nieswojo, niby jest ok, ale jakby tak dziwnie. I on w pewnym momencie mówi: „kochana, a co tam dobrego w tym pudełeczku jest, jak to się nazywa, pipipi?”. Ja mówię: pizza, a on znowu: pipipi. Ja mówię ostrzej: pizza, a on takim dziwnym głosem: „pipcia”, patrząc poniżej głowy mojej córki.

Rozpętało się piekło, awantura itp. Mój brat prawie go pobił i ja też. Babcia, widząc, że zareagowałem na słowa dziadka nerwowo, zaczęła na mnie krzywo patrzeć, a na dziadka z politowaniem i manipulacyjnie krzyczeć, że jej serce wybuchnie. Kilka razy przez niego chciałem się powiesić. I w krzyku mówię, że całe życie nam zepsuł, że całą rodzinę rozwala od środka, a babcia na to przyzwala, że chciałem się zabić przez niego, to on mnie po prostu wyśmiał.

Po powrocie do domu chciałem się zabić, ale żona mi pomogła poradzić sobie. Na drugi dzień babcia dzwoni, jakby nic się nie stało, i każe mi przyjść pomóc. Z żoną stwierdziliiśmy, że całkowicie się od niego odcinamy i nigdy nie odezwiemy do niego za to, jak naszą córkę traktuje. Babcia zaczęła płakać, mama też, że babcia się przeze mnie załamie itp.

Mija tydzień, nikt nie rozmawiał ze mną na ten temat. My tam nie chodzimy. Babci powiedzieliśmy, że może nas odwiedzać, ale my tam się nie pojawimy. Proszę o pomoc, dobrze robię czy źle, ja już nic nie wiem. Nie rozmawiam z nim już, ale czuję, że mama, babcia, tata są źli. W tamtej awanturze powiedziałem im, że chciałem się zabić i nie chce mi się żyć. Dziadek się śmiał, mama że do psychologa, a ojciec, który od 16 lat pracuje za granicą, nawet do mnie nie zadzwonił zapytać, co się dzieje. Czuję, że oni myślą, że źle robię. :(

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry,


To, co Pan opisuje, to klasyczny mechanizm funkcjonowania rodziny z problemem alkoholowym, gdzie role są sztywno podzielone: dziadek jest agresorem, a babcia osobą uwikłaną, która za wszelką cenę chroni sprawcę, przerzucając winę na Pana. To, że od dziecka był Pan obarczany odpowiedzialnością za emocje dorosłych, a Pana krzywda była unieważniana, doprowadziło do stanu, w którym dzisiaj czuje Pan tak ogromne wyczerpanie i poczucie beznadziei. Szantaż emocjonalny, który słyszy Pan teraz („babcia się załamie”), to próba przywrócenia starego układu, w którym Pan cierpiał, by inni mogli udawać, że wszystko jest w porządku.

Decyzja o odcięciu się i ochronie córki jest bezpośrednią reakcją na zagrożenie i brak poszanowania granic, których nikt inny w tej rodzinie nie chciał bronić. Fakt, że dziadek wyśmiał Pana ból, a ojciec nie zareagował na sygnały o myślach samobójczych, potwierdza, że ten system nie jest w stanie zapewnić Panu wsparcia. Poczucie winy i zagubienie, które Pan teraz czuje, to efekt lat życia w manipulacji, a nie dowód na to, że robi Pan coś źle. Skupienie się na bezpieczeństwie własnej żony i dziecka to jedyny sposób na przerwanie tego cyklu.

Ze względu na to, jak silne emocje i myśli samobójcze wywołała ta sytuacja, najważniejsze jest teraz Pana bezpieczeństwo. Proszę nie zostawać z tym samym i rozważyć kontakt ze specjalistą (psychoterapeutą DDA), który pomoże Panu przejść przez ten proces odseparowania się od toksycznych wpływów.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Skorupka

Agnieszka Skorupka

Dzień dobry Panu, traktuje Pana pytanie, jako z zakresu interwencji kryzysowej, więc odpowiem co o tym sądzę od razu - dobrze Pan zrobił. Ma Pan prawo chronić swoją rodzinę, którą stanowią teraz Pana żona i córka. Rodzina, z której Pan pochodzi jest Pana rodziną pochodzenia, ale obecnie tworzy i buduje Pan własną rodzinę i ma Pan prawo ją chronić, nawet przed osobami, które należą do Pan rodziny pochodzenia. Dzieci uczą się przez obserwację. Jeśli stanął Pan w obronie córki, nawet jeśli Ona jeszcze nie do końca rozumie znaczenia słów użytych prze dziadka, pokazuje Jej Pan, że jest dla Pana ważna i że nie chciałby Pan, by ktokolwiek Ja skrzywdził (w tym przypadku słowem). Ma Pan także prawo odciąć się od rodziny pochodzenia, lub od konkretnych osób do niej należących, jeśli zauważa Pan, że ich zachowania są dla Pana lub dla kogoś dla Pana ważnego krzywdzące, obrażające, uwłaczające. 

Wiem i zdaje sobie sprawę, że to są niełatwe decyzje, zwłaszcza, że jest Pan w tej sytuacji od wielu lat i nawet, jak próbował Pan uwalniać się od rodziny pochodzenia, stawiać granice, spotykał się Pan z ponownym "wtłaczaniem" Pana w stary schemat rodzinnych powinności (poprzez płacz babci czy mamy, czy słowa Pana ojca). Z tego co Pan pisze czytam jednak, że nie czuł się Pan dobrze w tych zachowaniach rodziny Pana pochodzenia, stąd podjął Pan ostatecznie decyzję odcięcia się od dziadka, by chronić swoją obecną rodzinę. Pokazuje to, że pomimo ciężkich doświadczeń, jakie ma Pan za sobą, nie stracił Pan sił i zasobów, które pomagają Panu trzeźwo oceniać sytuację i stawiać granice tam, gdzie trzeba. Widzę też, że ma Pan oparcie u swojej żony, co mnie cieszy, bo to znaczy, że nie jest Pan sam i może Pan liczyć na czyjeś wsparcie (być może pierwszy raz w życiu, ma Pan obok siebie kogoś, na kogo może Pan liczyć). To wszystko (Pana zasoby, Pana niezgoda na złe traktowanie, którą próbowano w Panu zdusić, wsparcie Pana żony oraz miłość do Pana córki) będą Panu pomagać obierać dobry kierunek, kiedy będzie miał Pan poczucie zagubienia. 

Jedyne co mnie niepokoi, to że miewa Pan myśli o swoje śmierci czy też chęci własnej śmierci. Wyobrażam sobie, że doświadczył Pan bardzo dużo trudnych dla siebie sytuacji, skoro pojawiają się u Pana tego typu pragnienia i że bezsilność to uczucie, którego często Pan doznaje. Niech Pan pamięta, że nie musi być Pan sam i że gdyby chęci własnej śmierci i uczucie bezsilności nie dawały Panu spokoju, może Pan sięgnąć po pomoc i zgłosić się na psychoterapię. Pana życie jest cenne i jest Pan potrzebny na tym świecie chociażby dla swojej 8 letniej córki, którą tak dzielnie Pan stara się teraz bronić. 

Polecam też Panu wszelką literaturę o DDA (Dorosłych Dzieciach Alkoholików), która być może okaże się być pomocną w poukładaniu tego co jest dobre, a co złe, do czego ma Pan prawo i z jakiego powodu czasem jest Panu tak trudno uwolnić się od rodziny pochodzenia. 

Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę Panu powodzenia w Pana drodze do wolności.

Agnieszka Skorupka 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry.  Przyszedł Pan z kawałkiem życia, który jest dla Pna ważny i dziękuję za to. Robi Pan dobrze, odcinając się od dziadka i chroniąc córkę. To nie jest kwestia "rodzinnej lojalności" ale jest to ochrona Twojej rodziny przed toksycznym, agresywnym i potencjalnie niebezpiecznym zachowaniem. Dziadek przekroczył granice w sferach alkoholizmu, przemocy werbalnej, manipulacji i te komentarze o seksualnym podtekście wobec ośmiolatki to czerwone flagi. Nikt nie ma prawa tak traktować dziecka, a Pana obowiązkiem jest ochrona dziecka  Babcia i reszta rodziny próbują Panaobwiniać , ale to oni zawiedli, nie Pan

Bezpieczeństwo córki na pierwszym miejscu. Słowa dziadka ("dmuchnij w susiaka", "pipcia" z spojrzeniem w dół) to nie żarty ale są to nieodpowiednie, granicząc z molestowaniem werbalnym. Dzieci w tym wieku chłoną wszystko, a takie sytuacje mogą zostawić traumę. Odcinając kontakt, zapobiegasz eskalacji.  Opisuje Pan lata przemocy, manipulacji  i myśli samobójczych. To cykl toksyczny, znany jako "codependency" w rodzinach alkoholików. Kontynuacja tylko pogorszyłaby sprawę.

Rodzina nie usprawiedliwia wszystkiego: "Jesteśmy wspaniałą rodziną" to mit. Prawdziwa rodzina chroni słabszych, nie zmusza do milczenia.

Co z reakcją bliskich?

Czujesz ich złość, bo zmieniają dynamikę – tracą "bufor" (Ciebie), który znosił najgorsze. Babcia płacze, mama naciska, tata milczy? To ich mechanizm obronny, nie Pana wina. Proszę nie dzwonić do nich z przeprosinami ,ale utzrymywać granicę: "Odwiedzajcie nas bez niego, ale my tam nie idziemy".

 Psycholog lub terapeuta dla Pana pomogą przetworzyć traumę z dzieciństwa i wzmocnić decyzję. 

Krótko i stanowczo: "Kocham Was, ale córka jest priorytetem. Spotykajmy się u nas bez dziadka".Jeśli naciskają: "Nie dyskutuję tego, temat zamknięty".

Proszę zapisywać incydenty z córką (daty, słowa) na wypadek eskalacji (policja, niebieska karta).

Proszę budować wsparcie poza rodziną jak przyjaciele, hobby, czas z żoną i córką i ćwiczyć asertywność: "Nie, to nie jest OK".Jesteś odważny, że postawiłeś granicę po latach. To nie egoizm, to odpowiedzialność.

 

 

 

 


 

Natalia Szulc

Natalia Szulc

Opisuje Pan wieloletnią sytuację przemocy – słownej, emocjonalnej, a w ostatnim czasie również zachowań o charakterze seksualnym wobec Pana córki. To nie są „niefortunne żarty”. To są przekroczenia granic.

W rodzinach, w których od lat funkcjonuje uzależnienie, często tworzy się mechanizm zaprzeczania i minimalizowania problemu. Jedna osoba pije i rani, druga chroni ją przed konsekwencjami, a ktoś trzeci – zwykle dziecko – staje się „tym złym”, który reaguje. Z opisu wynika, że przez lata był Pan wciągany w taki układ: miał Pan bronić babci, a następnie ponosić konsekwencje za to, że się bronił.

To mogło wytworzyć silne poczucie dezorientacji: „czy ja przesadzam?”, „czy to moja wina?”. W rzeczywistości reagował Pan adekwatnie na przemoc.

Kluczowe jest jednak to, że sytuacja zaczęła dotyczyć Pana córki. Ochrona dziecka przed osobą, która przekracza granice – zwłaszcza w obszarze seksualnym – nie jest nadreakcją. Jest odpowiedzialnością rodzica.

Poczucie winy, które pojawia się teraz („czy dobrze robię?”), może wynikać z wieloletniego nacisku, by utrzymywać pozory „wspaniałej rodziny” kosztem własnych granic. To, że inni są źli lub rozczarowani, nie oznacza, że decyzja o ochronie córki jest błędna.

Niepokojące jest natomiast to, że w sytuacji silnego napięcia pojawiły się u Pana myśli samobójcze. To sygnał ogromnego przeciążenia. Niezależnie od decyzji dotyczących kontaktu z dziadkiem, warto, aby zadbał Pan o własne wsparcie – rozmowę z psychologiem lub psychiatrą. To nie jest oznaka słabości, lecz próba przerwania wieloletniego wzorca.

Z opisu wynika, że podjął Pan decyzję o postawieniu granicy. Pytanie nie brzmi „czy jestem złym wnukiem”, lecz „czy chronię swoje dziecko i siebie”. W tym kontekście Pana decyzja wydaje się spójna z rolą ojca.

Jeśli myśli o odebraniu sobie życia powrócą, proszę potraktować to poważnie i zgłosić się po pilną pomoc – do najbliższego oddziału ratunkowego lub psychiatry.

Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

To, co Pan opisuje, jest przemocą. Wieloletnią, normalizowaną przemocą - słowną, emocjonalną, a w przypadku Pana córki również z wyraźnym przekraczaniem granic seksualnych. To nie są „żarty”. To są zachowania, które budzą niepokój i wymagają reakcji.
 

Najważniejsze: chroni Pan swoje dziecko. Odcinając się od dziadka, stawia Pan granicę tam, gdzie przez lata nikt jej nie stawiał. To może budzić sprzeciw rodziny, bo zmienia Pan utrwalony układ - w którym wszyscy udają, że „nic się nie dzieje”, a odpowiedzialność przerzuca się na tego, kto reaguje.

 

To, że czuje Pan poczucie winy, nie znaczy, że robi Pan coś złego. To jest efekt wmawiania latami, że to Pan „przesadza” albo „psuje spokój”. Tymczasem Pan reaguje adekwatnie do sytuacji.

 

Chciałabym zadać Panu pytanie z innej perspektywy: gdyby to nie chodziło o Pana dziadka, tylko o obcego mężczyznę mówiącego takie rzeczy do Pana i Pana córki - czy miałby Pan jakiekolwiek wątpliwości, co zrobić i czy Pana reakcja jest adekwatna?

 

Pan tworzy dziś własną rodzinę i ma prawo decydować, w jakiej atmosferze chce, by ona funkcjonowała - jakie wartości mają ją budować i jakie granice mają ją chronić. Jeśli w środku czuje Pan, że coś jest nie do przyjęcia, to ten wewnętrzny kompas jest ważniejszy niż oczekiwania czy naciski innych.

 

Jeśli wracają myśli o odebraniu sobie życia, proszę nie zostawać z tym samemu. To sygnał ogromnego przeciążenia, jakiego Pan doświadcza. Wsparcie psychologa czy psychiatry nie jest oznaką słabości, tylko formą zadbania o siebie i swoje zdrowie.

 

Pozdrawiam,

Dominika Poźniak

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Rozumiem, że po tylu latach takich doświadczeń może Pan mieć zupełny mętlik w głowie. To, że z jednej strony słyszał Pan wyzwiska i propozycje przekraczające Pana i granice Pana córki, a z drugiej strony widział Pan, jak bliscy to bagatelizują albo przerzucają na Pana odpowiedzialność, jest bardzo obciążające i może podważać Pana zaufanie do własnych odczuć.  

To, co Pan teraz robi – ograniczenie kontaktu z dziadkiem, niewprowadzanie córki w sytuacje, w których czuje się Pan nieswojo, zaproszenie babci do spotkań u Pana – jest konkretnym sposobem zadbania o siebie i dziecko w tej sytuacji. Może Pan obserwować, jak Pan się z tą decyzją czuje za tydzień, za miesiąc, co się wtedy u Pana zmienia w napięciu, w relacjach w domu, w samopoczuciu córki – i na tej podstawie dalej korygować swoje granice i decyzje.  

Ponieważ wspomina Pan o myślach, że „nie chce się żyć” i wcześniejszych próbach odebrania sobie życia, ważne, żeby nie zostawał Pan z tym sam. Warto rozważyć rozmowę z psychologiem/terapeutą, a jeśli myśli o zrobieniu sobie krzywdy się nasilą, pojawi się plan lub poczucie, że „zaraz coś zrobię”, potraktować to jak stan nagły i zgłosić się na izbę przyjęć/SOR lub zadzwonić na całodobowy numer kryzysowy. To, że szuka Pan sposobu, jak o tym mówić i co z tym zrobić, jest już formą troski o siebie i swoją rodzinę.

 

Z poważaniem 

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog psychotraumatolog 

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Mąż narcyz czy tylko cechy narcystyczne? Przemoc psychiczna i ekonomiczna w małżeństwie
Witam Chciałabym spytać czy taka osobowość to juz narcyz czy tylko osoba z cechami osobowości Narcystycznej. Od 12 lat małżeństwa nie przeprosił za nic nigdy ani razu, nie potrafi powiedzieć słowa przepraszam jeśli np poczuł, iz mi smutno to powiedział coś miłego wtedy ale nie przeprosił. Nie umie powiedzieć słowa kocham Cie zawsze coś w stylu gdybym nie kochał to by mnie tu nie było a jestem. Chciał ratować masz związek seksem. Ale ja na to się nie zgodziłam ponieważ po seksie wieczornym od rana do wieczora leciały same teksty typu z idiotami nie gadam, albo że kubek źle stoi, że jak piorę że pranie śmierdzi i tak w kółko zaznaczę ze tekst z idiotami odwrócił kota ogonem że mówił do siebie albo że mowi mi zle rzeczy bo mowi prawde. To się nasiliło kiedy ja przeszłam sama terapię bo miałam już zanim go poznałam nerwice lekowa ale długo mi to zajęło żeby się podnieść i nagle stałam się silna nie chciałam robić tego co mi każe, czyli np przychodził i mówił że czemu jeszcze pranie nie włożone że o nim nie myślę że potrzebuje a ja chcialam włożyć za chwile a z drugiej strony ma dwie ręce zajmie mu to 3 minuty. I takie teksty cały czas. Z każdej sytuacji z każdej odwracał kota ogonem. Mówił teraz np żebym brała więcej lekow od pcyhiatry w sensie ze jemu jest chyba źle bo mi dobrze. Jego mama mówiła żebym go głaskała żeby się nie denerwował. Stosuje przemoc ekonomiczna i psychiczna. Czyli zobaczymy jak sobie beze mnie poradzisz, twój zarobek tam 1000 zl na 2 msc bo dorabiam tylko to nic jak ja mam 9t na miesiąc. Poniżanie, wyśmiewanie po cichu innych np moja mamę że tak mówi że nie może dźwigać a na prawde nie może po operacji. Nieustanne wywyższanie się np w restauracji sam dla siebie wezmie obiad za 200 zl a potem już się zaczyna liczenie ja i dzieci. Obecnie się wyprowadził. Nie daje mi ani grosza. Ja zajmuje się dziećmi mam 800 plus od państwa i to co dorobię do tego endometrioze i nerwice lekowa. Utrzymuje ich tylko z tego opłacam szkole, rachunki, jedzenie ubrania to on ostatnio powiedział że jego mama coś tam kupiła z ciuchów albo że może szkole oplacic bo to nie dużo, a jeśli ma oplacic to tylko bezposrednio na numer szkoly na mój nie przeleje ani grosza. Ma problem z uczuciami w sensie zawsze uciekał jak miałam okres i potrzebowałam tylko przytulenie to nie wtedy go nie było. Wycofywal się a przecież nie rzucałam talerzami. Nie lubi rozmawiać o uczuciach. Za dobre wynagradza za złe kaze czyli coś w stylu zrobisz obiad zasłużysz na przytulenie nie zrobisz nie zasłużysz. Coś w stylu miłości za coś nie pomimo wszystko. Tak samo wiem że potrafi koleżankę nazwać głupia bo nie znosi sprzeciwu a druga wysławiać pod niebios bo mu słodziła że jest cudownym tata i w ogóle. W pracy podziwiamy od niedawna ma tak dobra pozycje las Vegas i szkolenia w różnych krajach. Jak kiedyś nie mogłam się doprosić wyjazdu do krakowa tak teraz nie da na podstawy dla dzieci ale planuje je wziąć do Rzymu np do Tunezji i tak w kółko. Dodam ze przy lekach hormonalnych na endometrioze czuje sie slabo jesli nie daje rady to wypelniam ankiety jakl moja dodatkowa praca na lezaco to mowi ze ciagle leze jak by to roznia byla ze on siedzi przy biurku i pracuje. Pieniadze te same. Do niedawna bylo zle ze nie zarabiam teraz jak zarbiam to tez zle bo za malo. Niedawno powiedzial bo cieszylam sie golem ba meczu zebym przestala w taki sposob sie cieszyc bo jemu sie to nie podoba. Wyglada to troche jak tworzenie ze mnie jakiego idealu wymarzone dziewczyny na sile kiedy ja nie chce byc taka jak on chce zebym byla a nie dopuszczanie do siebie akceptacji mnie takiej jaka jestem. Prosze rozniez o rade czy da sie jakos zyc z taka osoba a jesli tak to jak
Witam, aktualnie jestem kilka lat po dwudziestce, nie mam praktycznie żadnego doświadczenia z pracą.
Witam, aktualnie jestem kilka lat po dwudziestce, nie mam praktycznie żadnego doświadczenia z pracą. Praktycznie od wejścia w dorosłość cierpię na depresję, stany lękowe i przede wszystkim fobię społeczną (to akurat mam od dzieciaka). Mam dwie lewe ręce do wszystkiego, brak pewności siebie, żadnych umiejętności. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie trudno jest znaleźć pracę, nie posiadając doświadczenia. Chciałbym w końcu być niezależny finansowo, zaoszczędzić trochę pieniędzy i przy okazji móc wydawać na potrzebne mi rzeczy, po prostu chciałbym zacząć żyć jak człowiek... nie daję sobie już z tym psychicznie rady, nie mam żadnego wsparcia. Nie wyobrażam sobie pójścia do pracy z grupą ludzi, nowego miejsca, uczenia się wszystkiego, kontaktu z ludźmi. Marzy mi się coś swojego i praca przez internet. Od pewnego czasu chodzę do psychologa, ale nie pomaga mi to w żaden sposób. Sama myśl o tym, że miałbym gdzieś złożyć CV, sprawia, że się stresuję. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić, czas ucieka i chciałbym w końcu zacząć żyć jak człowiek. Nie mam kompletnie nic, a przez lata, które uciekły, mogłem mieć wszystko, czego potrzebuję i na pewno bym sporo pieniędzy odłożył, myśl o tym dołuje mnie jeszcze bardziej :(
Jak radzić sobie z brakiem więzi emocjonalnej z dziećmi partnerki w związku na odległość?
Witam, jestem w zwiazku na odleglosc, parnterka posiada dwojke dzieci. Mam wrazenie, ze chcialaby abym zwiazal sie z nimi emocjonalnie - czasem pyta dlaczego ja sie w ogole nie interesuje jej dziecmi. Szczerze one po prosru mnie nie interesuja - nie chce na sile udawac a podejrzewam, ze nigdy naturalnie to u mnie nie powstanie. Moja ewentualna zmiana miejsca zamieszkania wiaze sie z znacznym obnizeniem finansowej jakosci zycia dla mnie samego i tym bardziej nie czuje sie dobrze z ewentualnym dzieleniem sie na cele zwiazane z jej dziecmi - ich ojcowie zyja… jest wiecej kwestii zwiazanych z czasem, ktorego mam wrazenie w ogole dla siebie samego nie bede miec a wydaje mi sie, ze fundamentem zwiazku jest pytanie o potrzeby partnera i wspieranie go w dazeniu do szczescia - tutaj raczej zycie mialoby polegac na spelnianiu potrzeb dzieci ktore nie sa moje.
Związek i presja emocjonalna po stracie bliskiej osoby - jak radzić sobie z reakcją partnera?
Witam Od 2.5 tygodnia jestem w związku, lecz coraz bardziej mam wrażenie, że to idzie w złym kierunku. Jestem WWO, dlatego czasem mam ochotę po prostu się wycofać niż powiedzieć co mnie zabolało. Niedawno moja koleżanka z pracy zmarła co bardzo mnie dotknęło i ciężko mi z tym. Mój chłopak także ją znał i spytał się czy pójdę na pogrzeb. Powiedziałam, że się zastanowię bo jest mi z tym ciężko (nie powiedziałam że nie) to zaczął mówić, że powinnam iść z samego szacunku, że normalni ludzie by poszli. Odcięłam się mówiąc że potrzebuje przestrzeni. Napisał po 3 dniach mówiąc że go ignoruje, powiedział że nie mam empatii, przeklinał, porównał mnie do dziewczyny koleżanki, że ona bardziej się martwii niż ja. Że uciekam, izoluje się zamiast pogadać, a samo to że wcześniej pisałam że potrzebuje przestrzeni. Że mam się zastanowić jak go traktuje. Przez całą kłótnie nie słuchał tego co mówię. Mówiłam o swoich emocjach, a on szedł w obronę zamiast zrozumieć. Wywierał na mnie presję, naciskał.. Rozumiem, że jemu też ciężko, ale to nie fair by mnie tak traktować. Zawsze gdy nie jest po jego myśli to idzie w obronę, że ma być tak jak on chce. Ma gdzieś to że nie chce czegoś zrobić. Zaczynam powoli myśleć że to ja jestem w tym wszystkim problemem, bo nie potrafię komunikować wprost swoich emocji.
Czuję, że terapia i leczenie psychiatryczne nie pomagają. Jestem już bardzo zmęczona.
Witam, piszę tutaj w celu uzyskania rady, ponieważ zmagam się z poważnymi problemami w sobie. Od paru lat leczę się psychiatrycznie, lecz bezskutecznie. Chodzę na terapię, lecz nie widzę znakomitej poprawy, ostatnio jest coraz gorzej i nie potrafię normalnie funkcjonować. Mocno przeżywam wszystko w głowie, bardzo dużo myślę przez co tracę kontrolę, nie umiem panować nad emocjami, płaczliwa i zmęczona każdym dniem. Zmienność nastroju to norma. Wszystko potrafi mnie zranić, często nie śpię po nocach. Nie chce się poddać, ale to jest dla mnie bardzo ciężkie, każdy dzień to męka, proste czynności bardzo trudne do wykonania i przez siłę. Coraz bardziej tracę nadzieję, że coś się we mnie zmieni, pomimo że ciągle próbuje mniej myśleć, wykonywać podstawowe czynności, wciąż wracam do tego samego i tak w kółko. Wiele pobytów w szpitalach psychiatrycznych, dziennych oraz ośrodkach bardziej mnie zniszczyło. Czuje się bezradna, nie wiem co może mi pomóc i gdzie się zgłosić. Przez moje problemy istniejące ,,w głowie’’ doświadczam poważnych w realnym życiu. Co może nakierować mnie na właściwą drogę ? /mam 18 lat
mutyzm1

Mutyzm - przyczyny, objawy i skuteczne metody pomocy

Czy Twoje dziecko nie mówi w określonych sytuacjach społecznych, mimo że swobodnie komunikuje się w znanym otoczeniu? Może to być mutyzm wybiórczy – zaburzenie lękowe, które wymaga odpowiedniego wsparcia.