
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, traumy
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z destrukcyjnymi relacjami w rodzinie i ochronić własne dziecko?
Witam, pytam, bo już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Dziadek alkoholik całe życie, jak pamiętam, pije. Wyzywa babcię od najgorszych, że ją zabije i w ogóle. Mam 30 lat i od zawsze tak jest. Jako dziecko często byłem wyzywany itp. Gdy coś odpowiedziałem, to na drugi dzień, jak był trzeźwy, babcia mu wszystko wybaczała i ze mnie robiła winnego, że źle się do dziadka odezwałem.
Jak byłem nastolatkiem, babcia namawiała mnie wiele razy, żeby nim szarpnąć, nastraszyć itp., tylko po to, by jej nie wyzywał. Na kolejny dzień dziadek oczywiście smutny, babcia mu wybacza, a ja jestem dla nich zły i przez kilka tygodni wspomina, że dziadkowi smutno. Już nie wiedziałem, co robić, czy ja jestem zły, czy co. Rodzice też się z nim kłócili, ale za każdym razem, jak babcia udawali, że wszystko jest dobrze i obwiniali mnie za to, że mu coś odpowiem po wyzwiskach.
Kiedyś pojechaliśmy z dziadkiem, wujkiem i kuzynem po maszynę rolniczą. Cały czas mi ujmował, a kuzyna chwalił. Po powrocie siedzimy z babcią, dziadkiem, wujkiem i kuzynem w kuchni i zaczynam coś mówić, a on do mnie: „zamknij mordę” na cały głos. Miałem 17 lat. Zamknąłem się i po jakimś czasie zaczyna do mnie mówić i unosić głos, że mam się do niego odzywać. Ja mówię, że nie będę się odzywał, bo mam zamknąć mordę. Zrobiła się awantura, poszedłem sam do domu kilka kilometrów i znowu pretensje, że dziadka uraziłem, a babcia nic nie słyszała, żeby on coś złego mówił.
Całe życie ojciec mówił, jakoś trzeba z nim żyć, i starałem się, ale nie chciałem do niego chodzić. Najlepiej odciąłbym się, ale babcia zawsze płakała, że jak to tak, jesteśmy wspaniałą rodziną i musimy trzymać się razem. Zamieszkałem niedaleko nich z żoną i malutką córeczką. Starałem się zbytnio nie denerwować i udawać, że nie słyszę tych wyzwisk itp.
Przestałem dawać radę, gdy zaczął mówić do mojej małej córeczki takie rzeczy jakby związane z seksualnością. Np. „pipka” coś tam, a ja udawałem, że to żart, ale w środku nie mogłem wytrzymać, aż pewnego razu byłem u niego w gospodarstwie pożyczyć mu sprężarkę i po podłączeniu córka (8 lat) dmucha sobie pistoletem, a on do niej mówi: „dmuchnij dziadkowi w susiaka”. Zauważyłem, że robią siku na podwórku, robi to tak, aby widzieli wszyscy. Myślałem, że po tym wybuchnę. Dałem mu ultimatum, że jeszcze raz i mnie popamięta. Powiedziałem o tym wszystkim.
Minął jakiś czas, babcia zaprosiła nas na urodziny. Siedzi lekko pijany dziadek na pufce, córka siedzi obok mnie na kanapie i on ciągle jej przypatruje się nie na twarz, a jakby niżej, coś ciągle gada. Ona czuje się nieswojo, niby jest ok, ale jakby tak dziwnie. I on w pewnym momencie mówi: „kochana, a co tam dobrego w tym pudełeczku jest, jak to się nazywa, pipipi?”. Ja mówię: pizza, a on znowu: pipipi. Ja mówię ostrzej: pizza, a on takim dziwnym głosem: „pipcia”, patrząc poniżej głowy mojej córki.
Rozpętało się piekło, awantura itp. Mój brat prawie go pobił i ja też. Babcia, widząc, że zareagowałem na słowa dziadka nerwowo, zaczęła na mnie krzywo patrzeć, a na dziadka z politowaniem i manipulacyjnie krzyczeć, że jej serce wybuchnie. Kilka razy przez niego chciałem się powiesić. I w krzyku mówię, że całe życie nam zepsuł, że całą rodzinę rozwala od środka, a babcia na to przyzwala, że chciałem się zabić przez niego, to on mnie po prostu wyśmiał.
Po powrocie do domu chciałem się zabić, ale żona mi pomogła poradzić sobie. Na drugi dzień babcia dzwoni, jakby nic się nie stało, i każe mi przyjść pomóc. Z żoną stwierdziliiśmy, że całkowicie się od niego odcinamy i nigdy nie odezwiemy do niego za to, jak naszą córkę traktuje. Babcia zaczęła płakać, mama też, że babcia się przeze mnie załamie itp.
Mija tydzień, nikt nie rozmawiał ze mną na ten temat. My tam nie chodzimy. Babci powiedzieliśmy, że może nas odwiedzać, ale my tam się nie pojawimy. Proszę o pomoc, dobrze robię czy źle, ja już nic nie wiem. Nie rozmawiam z nim już, ale czuję, że mama, babcia, tata są źli. W tamtej awanturze powiedziałem im, że chciałem się zabić i nie chce mi się żyć. Dziadek się śmiał, mama że do psychologa, a ojciec, który od 16 lat pracuje za granicą, nawet do mnie nie zadzwonił zapytać, co się dzieje. Czuję, że oni myślą, że źle robię. :(
Anonimowo
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
To, co Pan opisuje, to klasyczny mechanizm funkcjonowania rodziny z problemem alkoholowym, gdzie role są sztywno podzielone: dziadek jest agresorem, a babcia osobą uwikłaną, która za wszelką cenę chroni sprawcę, przerzucając winę na Pana. To, że od dziecka był Pan obarczany odpowiedzialnością za emocje dorosłych, a Pana krzywda była unieważniana, doprowadziło do stanu, w którym dzisiaj czuje Pan tak ogromne wyczerpanie i poczucie beznadziei. Szantaż emocjonalny, który słyszy Pan teraz („babcia się załamie”), to próba przywrócenia starego układu, w którym Pan cierpiał, by inni mogli udawać, że wszystko jest w porządku.
Decyzja o odcięciu się i ochronie córki jest bezpośrednią reakcją na zagrożenie i brak poszanowania granic, których nikt inny w tej rodzinie nie chciał bronić. Fakt, że dziadek wyśmiał Pana ból, a ojciec nie zareagował na sygnały o myślach samobójczych, potwierdza, że ten system nie jest w stanie zapewnić Panu wsparcia. Poczucie winy i zagubienie, które Pan teraz czuje, to efekt lat życia w manipulacji, a nie dowód na to, że robi Pan coś źle. Skupienie się na bezpieczeństwie własnej żony i dziecka to jedyny sposób na przerwanie tego cyklu.
Ze względu na to, jak silne emocje i myśli samobójcze wywołała ta sytuacja, najważniejsze jest teraz Pana bezpieczeństwo. Proszę nie zostawać z tym samym i rozważyć kontakt ze specjalistą (psychoterapeutą DDA), który pomoże Panu przejść przez ten proces odseparowania się od toksycznych wpływów.
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Skorupka
Dzień dobry Panu, traktuje Pana pytanie, jako z zakresu interwencji kryzysowej, więc odpowiem co o tym sądzę od razu - dobrze Pan zrobił. Ma Pan prawo chronić swoją rodzinę, którą stanowią teraz Pana żona i córka. Rodzina, z której Pan pochodzi jest Pana rodziną pochodzenia, ale obecnie tworzy i buduje Pan własną rodzinę i ma Pan prawo ją chronić, nawet przed osobami, które należą do Pan rodziny pochodzenia. Dzieci uczą się przez obserwację. Jeśli stanął Pan w obronie córki, nawet jeśli Ona jeszcze nie do końca rozumie znaczenia słów użytych prze dziadka, pokazuje Jej Pan, że jest dla Pana ważna i że nie chciałby Pan, by ktokolwiek Ja skrzywdził (w tym przypadku słowem). Ma Pan także prawo odciąć się od rodziny pochodzenia, lub od konkretnych osób do niej należących, jeśli zauważa Pan, że ich zachowania są dla Pana lub dla kogoś dla Pana ważnego krzywdzące, obrażające, uwłaczające.
Wiem i zdaje sobie sprawę, że to są niełatwe decyzje, zwłaszcza, że jest Pan w tej sytuacji od wielu lat i nawet, jak próbował Pan uwalniać się od rodziny pochodzenia, stawiać granice, spotykał się Pan z ponownym "wtłaczaniem" Pana w stary schemat rodzinnych powinności (poprzez płacz babci czy mamy, czy słowa Pana ojca). Z tego co Pan pisze czytam jednak, że nie czuł się Pan dobrze w tych zachowaniach rodziny Pana pochodzenia, stąd podjął Pan ostatecznie decyzję odcięcia się od dziadka, by chronić swoją obecną rodzinę. Pokazuje to, że pomimo ciężkich doświadczeń, jakie ma Pan za sobą, nie stracił Pan sił i zasobów, które pomagają Panu trzeźwo oceniać sytuację i stawiać granice tam, gdzie trzeba. Widzę też, że ma Pan oparcie u swojej żony, co mnie cieszy, bo to znaczy, że nie jest Pan sam i może Pan liczyć na czyjeś wsparcie (być może pierwszy raz w życiu, ma Pan obok siebie kogoś, na kogo może Pan liczyć). To wszystko (Pana zasoby, Pana niezgoda na złe traktowanie, którą próbowano w Panu zdusić, wsparcie Pana żony oraz miłość do Pana córki) będą Panu pomagać obierać dobry kierunek, kiedy będzie miał Pan poczucie zagubienia.
Jedyne co mnie niepokoi, to że miewa Pan myśli o swoje śmierci czy też chęci własnej śmierci. Wyobrażam sobie, że doświadczył Pan bardzo dużo trudnych dla siebie sytuacji, skoro pojawiają się u Pana tego typu pragnienia i że bezsilność to uczucie, którego często Pan doznaje. Niech Pan pamięta, że nie musi być Pan sam i że gdyby chęci własnej śmierci i uczucie bezsilności nie dawały Panu spokoju, może Pan sięgnąć po pomoc i zgłosić się na psychoterapię. Pana życie jest cenne i jest Pan potrzebny na tym świecie chociażby dla swojej 8 letniej córki, którą tak dzielnie Pan stara się teraz bronić.
Polecam też Panu wszelką literaturę o DDA (Dorosłych Dzieciach Alkoholików), która być może okaże się być pomocną w poukładaniu tego co jest dobre, a co złe, do czego ma Pan prawo i z jakiego powodu czasem jest Panu tak trudno uwolnić się od rodziny pochodzenia.
Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę Panu powodzenia w Pana drodze do wolności.
Agnieszka Skorupka
Piotr Ziomber
Dzień dobry. Przyszedł Pan z kawałkiem życia, który jest dla Pna ważny i dziękuję za to. Robi Pan dobrze, odcinając się od dziadka i chroniąc córkę. To nie jest kwestia "rodzinnej lojalności" ale jest to ochrona Twojej rodziny przed toksycznym, agresywnym i potencjalnie niebezpiecznym zachowaniem. Dziadek przekroczył granice w sferach alkoholizmu, przemocy werbalnej, manipulacji i te komentarze o seksualnym podtekście wobec ośmiolatki to czerwone flagi. Nikt nie ma prawa tak traktować dziecka, a Pana obowiązkiem jest ochrona dziecka Babcia i reszta rodziny próbują Panaobwiniać , ale to oni zawiedli, nie Pan
Bezpieczeństwo córki na pierwszym miejscu. Słowa dziadka ("dmuchnij w susiaka", "pipcia" z spojrzeniem w dół) to nie żarty ale są to nieodpowiednie, granicząc z molestowaniem werbalnym. Dzieci w tym wieku chłoną wszystko, a takie sytuacje mogą zostawić traumę. Odcinając kontakt, zapobiegasz eskalacji. Opisuje Pan lata przemocy, manipulacji i myśli samobójczych. To cykl toksyczny, znany jako "codependency" w rodzinach alkoholików. Kontynuacja tylko pogorszyłaby sprawę.
Rodzina nie usprawiedliwia wszystkiego: "Jesteśmy wspaniałą rodziną" to mit. Prawdziwa rodzina chroni słabszych, nie zmusza do milczenia.
Co z reakcją bliskich?
Czujesz ich złość, bo zmieniają dynamikę – tracą "bufor" (Ciebie), który znosił najgorsze. Babcia płacze, mama naciska, tata milczy? To ich mechanizm obronny, nie Pana wina. Proszę nie dzwonić do nich z przeprosinami ,ale utzrymywać granicę: "Odwiedzajcie nas bez niego, ale my tam nie idziemy".
Psycholog lub terapeuta dla Pana pomogą przetworzyć traumę z dzieciństwa i wzmocnić decyzję.
Krótko i stanowczo: "Kocham Was, ale córka jest priorytetem. Spotykajmy się u nas bez dziadka".Jeśli naciskają: "Nie dyskutuję tego, temat zamknięty".
Proszę zapisywać incydenty z córką (daty, słowa) na wypadek eskalacji (policja, niebieska karta).
Proszę budować wsparcie poza rodziną jak przyjaciele, hobby, czas z żoną i córką i ćwiczyć asertywność: "Nie, to nie jest OK".Jesteś odważny, że postawiłeś granicę po latach. To nie egoizm, to odpowiedzialność.
Natalia Szulc
Opisuje Pan wieloletnią sytuację przemocy – słownej, emocjonalnej, a w ostatnim czasie również zachowań o charakterze seksualnym wobec Pana córki. To nie są „niefortunne żarty”. To są przekroczenia granic.
W rodzinach, w których od lat funkcjonuje uzależnienie, często tworzy się mechanizm zaprzeczania i minimalizowania problemu. Jedna osoba pije i rani, druga chroni ją przed konsekwencjami, a ktoś trzeci – zwykle dziecko – staje się „tym złym”, który reaguje. Z opisu wynika, że przez lata był Pan wciągany w taki układ: miał Pan bronić babci, a następnie ponosić konsekwencje za to, że się bronił.
To mogło wytworzyć silne poczucie dezorientacji: „czy ja przesadzam?”, „czy to moja wina?”. W rzeczywistości reagował Pan adekwatnie na przemoc.
Kluczowe jest jednak to, że sytuacja zaczęła dotyczyć Pana córki. Ochrona dziecka przed osobą, która przekracza granice – zwłaszcza w obszarze seksualnym – nie jest nadreakcją. Jest odpowiedzialnością rodzica.
Poczucie winy, które pojawia się teraz („czy dobrze robię?”), może wynikać z wieloletniego nacisku, by utrzymywać pozory „wspaniałej rodziny” kosztem własnych granic. To, że inni są źli lub rozczarowani, nie oznacza, że decyzja o ochronie córki jest błędna.
Niepokojące jest natomiast to, że w sytuacji silnego napięcia pojawiły się u Pana myśli samobójcze. To sygnał ogromnego przeciążenia. Niezależnie od decyzji dotyczących kontaktu z dziadkiem, warto, aby zadbał Pan o własne wsparcie – rozmowę z psychologiem lub psychiatrą. To nie jest oznaka słabości, lecz próba przerwania wieloletniego wzorca.
Z opisu wynika, że podjął Pan decyzję o postawieniu granicy. Pytanie nie brzmi „czy jestem złym wnukiem”, lecz „czy chronię swoje dziecko i siebie”. W tym kontekście Pana decyzja wydaje się spójna z rolą ojca.
Jeśli myśli o odebraniu sobie życia powrócą, proszę potraktować to poważnie i zgłosić się po pilną pomoc – do najbliższego oddziału ratunkowego lub psychiatry.
Dominika Poźniak
To, co Pan opisuje, jest przemocą. Wieloletnią, normalizowaną przemocą - słowną, emocjonalną, a w przypadku Pana córki również z wyraźnym przekraczaniem granic seksualnych. To nie są „żarty”. To są zachowania, które budzą niepokój i wymagają reakcji.
Najważniejsze: chroni Pan swoje dziecko. Odcinając się od dziadka, stawia Pan granicę tam, gdzie przez lata nikt jej nie stawiał. To może budzić sprzeciw rodziny, bo zmienia Pan utrwalony układ - w którym wszyscy udają, że „nic się nie dzieje”, a odpowiedzialność przerzuca się na tego, kto reaguje.
To, że czuje Pan poczucie winy, nie znaczy, że robi Pan coś złego. To jest efekt wmawiania latami, że to Pan „przesadza” albo „psuje spokój”. Tymczasem Pan reaguje adekwatnie do sytuacji.
Chciałabym zadać Panu pytanie z innej perspektywy: gdyby to nie chodziło o Pana dziadka, tylko o obcego mężczyznę mówiącego takie rzeczy do Pana i Pana córki - czy miałby Pan jakiekolwiek wątpliwości, co zrobić i czy Pana reakcja jest adekwatna?
Pan tworzy dziś własną rodzinę i ma prawo decydować, w jakiej atmosferze chce, by ona funkcjonowała - jakie wartości mają ją budować i jakie granice mają ją chronić. Jeśli w środku czuje Pan, że coś jest nie do przyjęcia, to ten wewnętrzny kompas jest ważniejszy niż oczekiwania czy naciski innych.
Jeśli wracają myśli o odebraniu sobie życia, proszę nie zostawać z tym samemu. To sygnał ogromnego przeciążenia, jakiego Pan doświadcza. Wsparcie psychologa czy psychiatry nie jest oznaką słabości, tylko formą zadbania o siebie i swoje zdrowie.
Pozdrawiam,
Dominika Poźniak
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
Rozumiem, że po tylu latach takich doświadczeń może Pan mieć zupełny mętlik w głowie. To, że z jednej strony słyszał Pan wyzwiska i propozycje przekraczające Pana i granice Pana córki, a z drugiej strony widział Pan, jak bliscy to bagatelizują albo przerzucają na Pana odpowiedzialność, jest bardzo obciążające i może podważać Pana zaufanie do własnych odczuć.
To, co Pan teraz robi – ograniczenie kontaktu z dziadkiem, niewprowadzanie córki w sytuacje, w których czuje się Pan nieswojo, zaproszenie babci do spotkań u Pana – jest konkretnym sposobem zadbania o siebie i dziecko w tej sytuacji. Może Pan obserwować, jak Pan się z tą decyzją czuje za tydzień, za miesiąc, co się wtedy u Pana zmienia w napięciu, w relacjach w domu, w samopoczuciu córki – i na tej podstawie dalej korygować swoje granice i decyzje.
Ponieważ wspomina Pan o myślach, że „nie chce się żyć” i wcześniejszych próbach odebrania sobie życia, ważne, żeby nie zostawał Pan z tym sam. Warto rozważyć rozmowę z psychologiem/terapeutą, a jeśli myśli o zrobieniu sobie krzywdy się nasilą, pojawi się plan lub poczucie, że „zaraz coś zrobię”, potraktować to jak stan nagły i zgłosić się na izbę przyjęć/SOR lub zadzwonić na całodobowy numer kryzysowy. To, że szuka Pan sposobu, jak o tym mówić i co z tym zrobić, jest już formą troski o siebie i swoją rodzinę.
Z poważaniem
Karolina Rzeszowska-Świgut
Psycholog psychotraumatolog

Zobacz podobne
Czy potrzebuję psychiatry i leków czy atencji?
Mam wrażenie, że wymyśliłam sobie wszystkie problemy i jestem jakąś rozpieszczoną gówniarą, która naoglądała się czegoś w internecie (mam 20+ lat). Według mojej terapeutki mam dużo cech Borderline i niektóre ADHD. Myślałam, że terapia pokaże o wiele szybciej efekty, ale niestety będę się musiała jeszcze trochę namęczyć ze swoimi huśtawkami nastroju. Zauważam niby jakieś problemy w relacjach, mam każdego za oszusta, nawet jeśli ktoś jest miły, to boję się, że mnie chce skrzywdzić i tak naprawdę każdy skrycie mnie nienawidzi.
Ale w sumie to izoluje się od ludzi i to mi odpowiada, czuję się dobrze. Nie zauważam tych różnych 'objawów' czy coś tam. W moim pierwszym związku poczułam się jakby wszystkie te traumy się odblokowały i te rzeczy miały jeszcze wpływ na relacje (zniszczyły ją). Ale teraz jak już jestem sama to nawet nie zauważam żadnych problemów oprócz tego, że często na jakieś małe sytuacje reaguje uderzaniem w swoją samoocenę i się szybko obrażam na byle kogo o byle co, przez moje teorie i domysły, które mimo że identyfikuję, to nie potrafię zobaczyć tego inaczej.
Czasem czuję pustkę, ale szczerze to kocham to i o wiele wolę tą pustkę niż te okropne emocje, które potrafią mnie doprowadzić do samookaleczania a potem strachu o zdrowie itd. Nie mam też stabilnej tożsamości, ale naprawdę mam wrażenie, że nic mi nie przeszkadza.
Często jedynie nie potrafię sobie poradzić z cechami typowymi dla ADHD, np. podczas rozmowy ciągle jestem odcięta, czekam na swoją kolej, boję się, że zapomnę, mam gonitwy myśli, mówię albo za szybko albo za wolno, albo za cicho albo za głośno, prokrastynacja do potęgi, potem brak snu przez zaniedbanie obowiązków. Czasem nie mam ochoty zrobić nic i jestem zamrożona.
Na tym punkcie to już nie wiem w sumie czy potrzebuję psychiatry, czy nie? Bo chciałabym mieć stabilny nastrój i unikać takich męczących huśtawek, bo bardzo boli mnie głowa od płaczu i stresu i w ogóle szczęka, ale z drugiej strony na terapii moja psychoterapeutka powiedziała, że szukam wszystkiego tylko, żeby się nie skupić na terapii.
Chciałam po prostu się wygadać, bo stwierdziłam, że to mi pomoże i wtedy o tym porozmawiać i nie moja wina, że sesje są tak krótkie i tak drogie. Może ze mną się nie da pracować? Zastanawiam się czy ona mnie w ogóle toleruje czy ją wkurzam? Nie mam pojęcia i nie potrafię ocenić czy potrzebuję leków i boję się, że jak będę chciała zapytać o to psychiatrę to mnie wyśmieje i będzie oceniał.
Nie mam w ogóle samoświadomości i nie widzę dosłownie nic :( A jedyne co mi przychodzi do głowy to, że często próbowałam regulować nastrój alkoholem, niezdrowym jedzeniem itd. w wyniku czego potem bałam się o swoje zdrowie i miałam obsesję na punkcie szukania sobie nowych chorób.
Proszę o poradę (wiem, że tylko ja muszę sama zdecydować czy chcę takiej pomocy, czy nie, ale no problem w tym, że nie umiem tego zobaczyć i nie zdaję sobie z niczego sprawy)
Cześć, pisałam tu jakiś miesiąc temu... Wątek: Jak pomóc ojcu zmanipulowanemu przez nową partnerkę po śmierci mamy? Prośba o rady. Od tamtego czasu wiele się zmieniło na gorsze... W poprzednim wątku nie napisałam wszystkiego. Mam 29 lat, choruję na MPD (orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym), ale jestem osobą samodzielną. Mieszkam jeszcze z ojcem, bratem, partnerką ojca i jej córką. Moja mama zmarła 5 lat temu. Po jej śmierci tata zapewniał, że „będziemy razem” i damy radę jako rodzina. Przez pewien czas tak było – do momentu, gdy dwa lata temu w jego życiu pojawiła się partnerka. Od tego czasu stopniowo się wycofywał, aż niedawno oświadczył, że się wyprowadza do niej. Zostawia mnie i młodszą siostrę (25 lat) (która ma dwoje małych dzieci), oraz dwóch braci, którzy mają znaczne MPD i wymagają całodobowej opieki z całą odpowiedzialnością, mimo że formalnie nadal jest prawnym opiekunem jednego z naszych braci. Deklaruje, że „będzie przyjeżdżał”, ale cała opieka spadła na mnie i moją siostrę. Ta kobieta twierdzi, że „jesteśmy już dorośli” i tata nie ma obowiązku się nami zajmować. A przecież nie chodzi tylko o wiek – chodzi o to, że nasi bracia są całkowicie zależni, potrzebują pomocy przy wszystkim, a my nie mamy żadnego wsparcia z zewnątrz. Najbardziej martwię się o moją siostrę. Całe życie pomagała mamie, teraz wychowuje swoje małe dzieci i jeszcze będzie musiała według ojca pomagać mi w opiece nad braćmi. Jest bardzo młoda, a już nosi na sobie ciężar, którego nie powinna musieć dźwigać. Nie takiego życia dla niej chciałam. Czuję się okropnie, że to wszystko na nią spadło. A przecież miała prawo do własnej rodziny, spokoju, planów... Ja z kolei szukam pracy, ale teraz nie chcę zostawiać siostry samej. Choć mówi, że da sobie radę, przed tym jak się dowiedzieliśmy, że ojciec nas zostawia, już było jej ciężko, płakała itd... Kocham rodzinę, ale czuję się przytłoczona, bezsilna i bardzo zawiedziona zachowaniem ojca. On wybrał partnerkę, która go całkowicie sobą pochłonęła, a my przestaliśmy się liczyć. Boję się, że ja i siostra nie damy rady psychicznie i fizycznie... Będę wdzięczna za każdą odpowiedź.

