Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z destrukcyjnymi relacjami w rodzinie i ochronić własne dziecko?

Witam, pytam, bo już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Dziadek alkoholik całe życie, jak pamiętam, pije. Wyzywa babcię od najgorszych, że ją zabije i w ogóle. Mam 30 lat i od zawsze tak jest. Jako dziecko często byłem wyzywany itp. Gdy coś odpowiedziałem, to na drugi dzień, jak był trzeźwy, babcia mu wszystko wybaczała i ze mnie robiła winnego, że źle się do dziadka odezwałem.

Jak byłem nastolatkiem, babcia namawiała mnie wiele razy, żeby nim szarpnąć, nastraszyć itp., tylko po to, by jej nie wyzywał. Na kolejny dzień dziadek oczywiście smutny, babcia mu wybacza, a ja jestem dla nich zły i przez kilka tygodni wspomina, że dziadkowi smutno. Już nie wiedziałem, co robić, czy ja jestem zły, czy co. Rodzice też się z nim kłócili, ale za każdym razem, jak babcia udawali, że wszystko jest dobrze i obwiniali mnie za to, że mu coś odpowiem po wyzwiskach.

Kiedyś pojechaliśmy z dziadkiem, wujkiem i kuzynem po maszynę rolniczą. Cały czas mi ujmował, a kuzyna chwalił. Po powrocie siedzimy z babcią, dziadkiem, wujkiem i kuzynem w kuchni i zaczynam coś mówić, a on do mnie: „zamknij mordę” na cały głos. Miałem 17 lat. Zamknąłem się i po jakimś czasie zaczyna do mnie mówić i unosić głos, że mam się do niego odzywać. Ja mówię, że nie będę się odzywał, bo mam zamknąć mordę. Zrobiła się awantura, poszedłem sam do domu kilka kilometrów i znowu pretensje, że dziadka uraziłem, a babcia nic nie słyszała, żeby on coś złego mówił.

Całe życie ojciec mówił, jakoś trzeba z nim żyć, i starałem się, ale nie chciałem do niego chodzić. Najlepiej odciąłbym się, ale babcia zawsze płakała, że jak to tak, jesteśmy wspaniałą rodziną i musimy trzymać się razem. Zamieszkałem niedaleko nich z żoną i malutką córeczką. Starałem się zbytnio nie denerwować i udawać, że nie słyszę tych wyzwisk itp.

Przestałem dawać radę, gdy zaczął mówić do mojej małej córeczki takie rzeczy jakby związane z seksualnością. Np. „pipka” coś tam, a ja udawałem, że to żart, ale w środku nie mogłem wytrzymać, aż pewnego razu byłem u niego w gospodarstwie pożyczyć mu sprężarkę i po podłączeniu córka (8 lat) dmucha sobie pistoletem, a on do niej mówi: „dmuchnij dziadkowi w susiaka”. Zauważyłem, że robią siku na podwórku, robi to tak, aby widzieli wszyscy. Myślałem, że po tym wybuchnę. Dałem mu ultimatum, że jeszcze raz i mnie popamięta. Powiedziałem o tym wszystkim.

Minął jakiś czas, babcia zaprosiła nas na urodziny. Siedzi lekko pijany dziadek na pufce, córka siedzi obok mnie na kanapie i on ciągle jej przypatruje się nie na twarz, a jakby niżej, coś ciągle gada. Ona czuje się nieswojo, niby jest ok, ale jakby tak dziwnie. I on w pewnym momencie mówi: „kochana, a co tam dobrego w tym pudełeczku jest, jak to się nazywa, pipipi?”. Ja mówię: pizza, a on znowu: pipipi. Ja mówię ostrzej: pizza, a on takim dziwnym głosem: „pipcia”, patrząc poniżej głowy mojej córki.

Rozpętało się piekło, awantura itp. Mój brat prawie go pobił i ja też. Babcia, widząc, że zareagowałem na słowa dziadka nerwowo, zaczęła na mnie krzywo patrzeć, a na dziadka z politowaniem i manipulacyjnie krzyczeć, że jej serce wybuchnie. Kilka razy przez niego chciałem się powiesić. I w krzyku mówię, że całe życie nam zepsuł, że całą rodzinę rozwala od środka, a babcia na to przyzwala, że chciałem się zabić przez niego, to on mnie po prostu wyśmiał.

Po powrocie do domu chciałem się zabić, ale żona mi pomogła poradzić sobie. Na drugi dzień babcia dzwoni, jakby nic się nie stało, i każe mi przyjść pomóc. Z żoną stwierdziliiśmy, że całkowicie się od niego odcinamy i nigdy nie odezwiemy do niego za to, jak naszą córkę traktuje. Babcia zaczęła płakać, mama też, że babcia się przeze mnie załamie itp.

Mija tydzień, nikt nie rozmawiał ze mną na ten temat. My tam nie chodzimy. Babci powiedzieliśmy, że może nas odwiedzać, ale my tam się nie pojawimy. Proszę o pomoc, dobrze robię czy źle, ja już nic nie wiem. Nie rozmawiam z nim już, ale czuję, że mama, babcia, tata są źli. W tamtej awanturze powiedziałem im, że chciałem się zabić i nie chce mi się żyć. Dziadek się śmiał, mama że do psychologa, a ojciec, który od 16 lat pracuje za granicą, nawet do mnie nie zadzwonił zapytać, co się dzieje. Czuję, że oni myślą, że źle robię. :(

User Forum

Anonimowo

3 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry,


To, co Pan opisuje, to klasyczny mechanizm funkcjonowania rodziny z problemem alkoholowym, gdzie role są sztywno podzielone: dziadek jest agresorem, a babcia osobą uwikłaną, która za wszelką cenę chroni sprawcę, przerzucając winę na Pana. To, że od dziecka był Pan obarczany odpowiedzialnością za emocje dorosłych, a Pana krzywda była unieważniana, doprowadziło do stanu, w którym dzisiaj czuje Pan tak ogromne wyczerpanie i poczucie beznadziei. Szantaż emocjonalny, który słyszy Pan teraz („babcia się załamie”), to próba przywrócenia starego układu, w którym Pan cierpiał, by inni mogli udawać, że wszystko jest w porządku.

Decyzja o odcięciu się i ochronie córki jest bezpośrednią reakcją na zagrożenie i brak poszanowania granic, których nikt inny w tej rodzinie nie chciał bronić. Fakt, że dziadek wyśmiał Pana ból, a ojciec nie zareagował na sygnały o myślach samobójczych, potwierdza, że ten system nie jest w stanie zapewnić Panu wsparcia. Poczucie winy i zagubienie, które Pan teraz czuje, to efekt lat życia w manipulacji, a nie dowód na to, że robi Pan coś źle. Skupienie się na bezpieczeństwie własnej żony i dziecka to jedyny sposób na przerwanie tego cyklu.

Ze względu na to, jak silne emocje i myśli samobójcze wywołała ta sytuacja, najważniejsze jest teraz Pana bezpieczeństwo. Proszę nie zostawać z tym samym i rozważyć kontakt ze specjalistą (psychoterapeutą DDA), który pomoże Panu przejść przez ten proces odseparowania się od toksycznych wpływów.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Skorupka

Agnieszka Skorupka

Dzień dobry Panu, traktuje Pana pytanie, jako z zakresu interwencji kryzysowej, więc odpowiem co o tym sądzę od razu - dobrze Pan zrobił. Ma Pan prawo chronić swoją rodzinę, którą stanowią teraz Pana żona i córka. Rodzina, z której Pan pochodzi jest Pana rodziną pochodzenia, ale obecnie tworzy i buduje Pan własną rodzinę i ma Pan prawo ją chronić, nawet przed osobami, które należą do Pan rodziny pochodzenia. Dzieci uczą się przez obserwację. Jeśli stanął Pan w obronie córki, nawet jeśli Ona jeszcze nie do końca rozumie znaczenia słów użytych prze dziadka, pokazuje Jej Pan, że jest dla Pana ważna i że nie chciałby Pan, by ktokolwiek Ja skrzywdził (w tym przypadku słowem). Ma Pan także prawo odciąć się od rodziny pochodzenia, lub od konkretnych osób do niej należących, jeśli zauważa Pan, że ich zachowania są dla Pana lub dla kogoś dla Pana ważnego krzywdzące, obrażające, uwłaczające. 

Wiem i zdaje sobie sprawę, że to są niełatwe decyzje, zwłaszcza, że jest Pan w tej sytuacji od wielu lat i nawet, jak próbował Pan uwalniać się od rodziny pochodzenia, stawiać granice, spotykał się Pan z ponownym "wtłaczaniem" Pana w stary schemat rodzinnych powinności (poprzez płacz babci czy mamy, czy słowa Pana ojca). Z tego co Pan pisze czytam jednak, że nie czuł się Pan dobrze w tych zachowaniach rodziny Pana pochodzenia, stąd podjął Pan ostatecznie decyzję odcięcia się od dziadka, by chronić swoją obecną rodzinę. Pokazuje to, że pomimo ciężkich doświadczeń, jakie ma Pan za sobą, nie stracił Pan sił i zasobów, które pomagają Panu trzeźwo oceniać sytuację i stawiać granice tam, gdzie trzeba. Widzę też, że ma Pan oparcie u swojej żony, co mnie cieszy, bo to znaczy, że nie jest Pan sam i może Pan liczyć na czyjeś wsparcie (być może pierwszy raz w życiu, ma Pan obok siebie kogoś, na kogo może Pan liczyć). To wszystko (Pana zasoby, Pana niezgoda na złe traktowanie, którą próbowano w Panu zdusić, wsparcie Pana żony oraz miłość do Pana córki) będą Panu pomagać obierać dobry kierunek, kiedy będzie miał Pan poczucie zagubienia. 

Jedyne co mnie niepokoi, to że miewa Pan myśli o swoje śmierci czy też chęci własnej śmierci. Wyobrażam sobie, że doświadczył Pan bardzo dużo trudnych dla siebie sytuacji, skoro pojawiają się u Pana tego typu pragnienia i że bezsilność to uczucie, którego często Pan doznaje. Niech Pan pamięta, że nie musi być Pan sam i że gdyby chęci własnej śmierci i uczucie bezsilności nie dawały Panu spokoju, może Pan sięgnąć po pomoc i zgłosić się na psychoterapię. Pana życie jest cenne i jest Pan potrzebny na tym świecie chociażby dla swojej 8 letniej córki, którą tak dzielnie Pan stara się teraz bronić. 

Polecam też Panu wszelką literaturę o DDA (Dorosłych Dzieciach Alkoholików), która być może okaże się być pomocną w poukładaniu tego co jest dobre, a co złe, do czego ma Pan prawo i z jakiego powodu czasem jest Panu tak trudno uwolnić się od rodziny pochodzenia. 

Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę Panu powodzenia w Pana drodze do wolności.

Agnieszka Skorupka 

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry.  Przyszedł Pan z kawałkiem życia, który jest dla Pna ważny i dziękuję za to. Robi Pan dobrze, odcinając się od dziadka i chroniąc córkę. To nie jest kwestia "rodzinnej lojalności" ale jest to ochrona Twojej rodziny przed toksycznym, agresywnym i potencjalnie niebezpiecznym zachowaniem. Dziadek przekroczył granice w sferach alkoholizmu, przemocy werbalnej, manipulacji i te komentarze o seksualnym podtekście wobec ośmiolatki to czerwone flagi. Nikt nie ma prawa tak traktować dziecka, a Pana obowiązkiem jest ochrona dziecka  Babcia i reszta rodziny próbują Panaobwiniać , ale to oni zawiedli, nie Pan

Bezpieczeństwo córki na pierwszym miejscu. Słowa dziadka ("dmuchnij w susiaka", "pipcia" z spojrzeniem w dół) to nie żarty ale są to nieodpowiednie, granicząc z molestowaniem werbalnym. Dzieci w tym wieku chłoną wszystko, a takie sytuacje mogą zostawić traumę. Odcinając kontakt, zapobiegasz eskalacji.  Opisuje Pan lata przemocy, manipulacji  i myśli samobójczych. To cykl toksyczny, znany jako "codependency" w rodzinach alkoholików. Kontynuacja tylko pogorszyłaby sprawę.

Rodzina nie usprawiedliwia wszystkiego: "Jesteśmy wspaniałą rodziną" to mit. Prawdziwa rodzina chroni słabszych, nie zmusza do milczenia.

Co z reakcją bliskich?

Czujesz ich złość, bo zmieniają dynamikę – tracą "bufor" (Ciebie), który znosił najgorsze. Babcia płacze, mama naciska, tata milczy? To ich mechanizm obronny, nie Pana wina. Proszę nie dzwonić do nich z przeprosinami ,ale utzrymywać granicę: "Odwiedzajcie nas bez niego, ale my tam nie idziemy".

 Psycholog lub terapeuta dla Pana pomogą przetworzyć traumę z dzieciństwa i wzmocnić decyzję. 

Krótko i stanowczo: "Kocham Was, ale córka jest priorytetem. Spotykajmy się u nas bez dziadka".Jeśli naciskają: "Nie dyskutuję tego, temat zamknięty".

Proszę zapisywać incydenty z córką (daty, słowa) na wypadek eskalacji (policja, niebieska karta).

Proszę budować wsparcie poza rodziną jak przyjaciele, hobby, czas z żoną i córką i ćwiczyć asertywność: "Nie, to nie jest OK".Jesteś odważny, że postawiłeś granicę po latach. To nie egoizm, to odpowiedzialność.

 

 

 

 


 

3 miesiące temu
Natalia Szulc

Natalia Szulc

Opisuje Pan wieloletnią sytuację przemocy – słownej, emocjonalnej, a w ostatnim czasie również zachowań o charakterze seksualnym wobec Pana córki. To nie są „niefortunne żarty”. To są przekroczenia granic.

W rodzinach, w których od lat funkcjonuje uzależnienie, często tworzy się mechanizm zaprzeczania i minimalizowania problemu. Jedna osoba pije i rani, druga chroni ją przed konsekwencjami, a ktoś trzeci – zwykle dziecko – staje się „tym złym”, który reaguje. Z opisu wynika, że przez lata był Pan wciągany w taki układ: miał Pan bronić babci, a następnie ponosić konsekwencje za to, że się bronił.

To mogło wytworzyć silne poczucie dezorientacji: „czy ja przesadzam?”, „czy to moja wina?”. W rzeczywistości reagował Pan adekwatnie na przemoc.

Kluczowe jest jednak to, że sytuacja zaczęła dotyczyć Pana córki. Ochrona dziecka przed osobą, która przekracza granice – zwłaszcza w obszarze seksualnym – nie jest nadreakcją. Jest odpowiedzialnością rodzica.

Poczucie winy, które pojawia się teraz („czy dobrze robię?”), może wynikać z wieloletniego nacisku, by utrzymywać pozory „wspaniałej rodziny” kosztem własnych granic. To, że inni są źli lub rozczarowani, nie oznacza, że decyzja o ochronie córki jest błędna.

Niepokojące jest natomiast to, że w sytuacji silnego napięcia pojawiły się u Pana myśli samobójcze. To sygnał ogromnego przeciążenia. Niezależnie od decyzji dotyczących kontaktu z dziadkiem, warto, aby zadbał Pan o własne wsparcie – rozmowę z psychologiem lub psychiatrą. To nie jest oznaka słabości, lecz próba przerwania wieloletniego wzorca.

Z opisu wynika, że podjął Pan decyzję o postawieniu granicy. Pytanie nie brzmi „czy jestem złym wnukiem”, lecz „czy chronię swoje dziecko i siebie”. W tym kontekście Pana decyzja wydaje się spójna z rolą ojca.

Jeśli myśli o odebraniu sobie życia powrócą, proszę potraktować to poważnie i zgłosić się po pilną pomoc – do najbliższego oddziału ratunkowego lub psychiatry.

2 miesiące temu
Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

To, co Pan opisuje, jest przemocą. Wieloletnią, normalizowaną przemocą - słowną, emocjonalną, a w przypadku Pana córki również z wyraźnym przekraczaniem granic seksualnych. To nie są „żarty”. To są zachowania, które budzą niepokój i wymagają reakcji.
 

Najważniejsze: chroni Pan swoje dziecko. Odcinając się od dziadka, stawia Pan granicę tam, gdzie przez lata nikt jej nie stawiał. To może budzić sprzeciw rodziny, bo zmienia Pan utrwalony układ - w którym wszyscy udają, że „nic się nie dzieje”, a odpowiedzialność przerzuca się na tego, kto reaguje.

 

To, że czuje Pan poczucie winy, nie znaczy, że robi Pan coś złego. To jest efekt wmawiania latami, że to Pan „przesadza” albo „psuje spokój”. Tymczasem Pan reaguje adekwatnie do sytuacji.

 

Chciałabym zadać Panu pytanie z innej perspektywy: gdyby to nie chodziło o Pana dziadka, tylko o obcego mężczyznę mówiącego takie rzeczy do Pana i Pana córki - czy miałby Pan jakiekolwiek wątpliwości, co zrobić i czy Pana reakcja jest adekwatna?

 

Pan tworzy dziś własną rodzinę i ma prawo decydować, w jakiej atmosferze chce, by ona funkcjonowała - jakie wartości mają ją budować i jakie granice mają ją chronić. Jeśli w środku czuje Pan, że coś jest nie do przyjęcia, to ten wewnętrzny kompas jest ważniejszy niż oczekiwania czy naciski innych.

 

Jeśli wracają myśli o odebraniu sobie życia, proszę nie zostawać z tym samemu. To sygnał ogromnego przeciążenia, jakiego Pan doświadcza. Wsparcie psychologa czy psychiatry nie jest oznaką słabości, tylko formą zadbania o siebie i swoje zdrowie.

 

Pozdrawiam,

Dominika Poźniak

2 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

Rozumiem, że po tylu latach takich doświadczeń może Pan mieć zupełny mętlik w głowie. To, że z jednej strony słyszał Pan wyzwiska i propozycje przekraczające Pana i granice Pana córki, a z drugiej strony widział Pan, jak bliscy to bagatelizują albo przerzucają na Pana odpowiedzialność, jest bardzo obciążające i może podważać Pana zaufanie do własnych odczuć.  

To, co Pan teraz robi – ograniczenie kontaktu z dziadkiem, niewprowadzanie córki w sytuacje, w których czuje się Pan nieswojo, zaproszenie babci do spotkań u Pana – jest konkretnym sposobem zadbania o siebie i dziecko w tej sytuacji. Może Pan obserwować, jak Pan się z tą decyzją czuje za tydzień, za miesiąc, co się wtedy u Pana zmienia w napięciu, w relacjach w domu, w samopoczuciu córki – i na tej podstawie dalej korygować swoje granice i decyzje.  

Ponieważ wspomina Pan o myślach, że „nie chce się żyć” i wcześniejszych próbach odebrania sobie życia, ważne, żeby nie zostawał Pan z tym sam. Warto rozważyć rozmowę z psychologiem/terapeutą, a jeśli myśli o zrobieniu sobie krzywdy się nasilą, pojawi się plan lub poczucie, że „zaraz coś zrobię”, potraktować to jak stan nagły i zgłosić się na izbę przyjęć/SOR lub zadzwonić na całodobowy numer kryzysowy. To, że szuka Pan sposobu, jak o tym mówić i co z tym zrobić, jest już formą troski o siebie i swoją rodzinę.

 

Z poważaniem 

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog psychotraumatolog 

2 miesiące temu
terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Czy wrócić na terapię po doświadczeniu depresji i obecnym stresie?
Zastanawiam się czy nie wrócić na terapię choćby doraźnie. Od początku: kilka lat temu miałam depresje, leki, terapia, ale wyszłam z tego i było super przez jakiś czas. Teraz mam wrażenie że ostatnie sytuacje zaczynają mnie przerastać. Chodzę zestresowana od mniej więcej 3 miesięcy, dużo się działo w życiu moim. Myślałam że jak się uspokoi, czyli już, to będę się czuła lepiej, ale niestety. Spać nie mogę, ciężko się skupić w pracy, rozkojarzona jestem. Dalej mam sto myśli co jeszcze powinnam zrobić, co jeszcze zapomniałam, mimo że to nie są sprawy pilne, ale jakoś wiszą nade mną. Nie czuję jeszcze nawrotu depresji, ale boje się ze jak tak dalej pójdzie to wróci. Stres w ogóle nie wpływa dobrze, a ja jakby nie radzę sobie w niby blachymi sprawami. A z drugiej strony mam takie poczucie, że już powinnam sobie poradzić, prawie 3 lata na terapię chodziłam i powinnam się czuć dobrze, czy już czas na pewno, czy jeszcze poczekać.
Dzień dobry, mój facet mnie zdradził
Dzień dobry, mój facet mnie zdradził, ale nie potrafi zakończyć tego, bo twierdzi, że kocha nas obie i nie potrafi wybrać jednej z nas. Jak powinnam się zachować w takiej sytuacji. Psychicznie jestem zmęczona tą sytuacją.
Partnerka wyniosła się, bo zacząłem pić alkohol. Sama ma problem z uzależnieniem od marihuany.
Mamy z partnerką ponad 50 lat. Jesteśmy ze sobą 1 rok, i wszystko zaczęło się psuć. Ja zacząłem od paru miesięcy pić i po alkoholu czepiam się o niekiedy wymyślone historie. Partnerka stwierdziła, że ma dosyć i się wyniosła. Ja wziąłem wszystkie winy na siebie i mam z tym teraz duży nerwicowy problem. A nie nadmieniłem, że moja partnerka jara marihuanę codziennie od 30 lat, ale nie pali, ona jara do zgonu. I tak każdego dnia, że odprowadzam ją do sypialni z łóżka, w którym odpływa. I uważa, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Jest idealna. A gdybym tak patrzył na to z akceptacją, wszystko byłoby dobrze..
Dzień dobry, mój mąż ma problem z alkoholem, narazie nie widzi w tym problemu, aczkolwiek boi się do tego przyznać.
Dzień dobry, mój mąż ma problem z alkoholem, narazie nie widzi w tym problemu, aczkolwiek boi się do tego przyznać.Od tygodnia nie ma mnie z dziećmi w domu, wyjechaliśmy , dałam mu czas na przemyślenia, został z toksyczną matką i raczej popija cały czas. Dałam mu czas na ogarnięcie się i chociaż zapisanie do terapeuty na indywidualne spotkania. Powiedziałam, że wrócę, jeżeli zacznie coś robić, powiedział że beze mnie nic nie załatwi, muszę ja być z nim i prosi żeby wrócić i zrobi wszystko, co powiem. Narazie nie chcę wracać, niech dzieci jeszcze mają wakacje. Zagroziłam, że jak nie zacznie robić porządku to wrócę po resztę rzeczy. Co mam robić, 13 lat małżeństwa było pod górkę, ale też z górki ?
W zeszłym roku zmarła moja mama, w tym roku babcia. Były całym moim życiem
Życie nie ma sensu Uważam, że życie nie ma sensu, po co żyjemy? Patrząc na świat z coraz dalszej perspektywy, np. na naszą planetę jakby ze zdjęcia satelitarnego lub z poziomu wszechświata to wszystko nie ma sensu. Po co to wszystko? i tak wszyscy umrzemy. Nasi bliscy również. Nasze dzieci, wnuki i prawnuki również. Już za dwieście czy trzysta lat nikt nie będzie o nas pamiętał, nawet o tym, że istnieliśmy. Tak jak teraz nikt nie pamięta i nie zna historii życia zwykłych ludzi, którzy żyli np. 3000 lat temu, czy 150, czy w starożytnym Egipcie. Nic po nas nie zostanie. Co za różnica, czy ludzkość jest trochę bardziej czy mniej rozwinięta pod względem np. technologicznym czy ekonomicznym i ktoś czasem wspomni jakąś osobę znaną z historii? W zeszłym roku zmarła moja mama w wieku poniżej 60 lat, w tym roku babcia (jej mama). Były całym moim życiem. Sama mam niewiele ponad 30 lat i nie mam dzieci. Po co je mieć, po to by cierpiały istnienie na tym beznadziejnym świecie? Jest na nim tyle zła, nienawiści wśród ludzi, wojen, głodu, cierpienia, chorób, a dobra i piękna niewiele, trzeba codziennie walczyć o przetrwanie, bo inaczej się umrze z głodu lub z braku schronienia zimą. A i tak wszyscy umrą, nasze dzieci też. Nic nie ma sensu. Po co pracować na co dzień, skoro wszystko jedno czy umrę z trochę większą lub trochę mniejszą ilością rzeczy materialnych, które i tak wyrzucą osoby/dzieci porządkujące moje mieszkanie/dom po śmierci. Co za różnica, czy odwiedzę kilka krajów świata, czy więcej, skoro i tak nie da się zwiedzić całego świata. Patrzę na świat codziennie z perspektywy wszechświata i dziwię się jak ludzie mogą normalnie żyć i przejmować się swoimi drobnymi sprawami nic nieznaczącymi, jak mogą się cieszyć czymkolwiek, nie mieć depresji, skoro i tak wszystko to już za jakieś 100 lat już zniknie całkowicie.
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.