
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z oczekiwaniami rodziny wobec roli mężczyzny - głowy rodziny?
Anonimowo
Wiktoria Rybak
Dzień dobry,
rozumiem tę sytację, jakbyś był z ogromną odpowiedzialnością praktycznie sam, a jednocześnie nie miał przestrzeni na własne emocje, słabość czy zmęczenie. Kiedy otoczenie daje komunikat, że jako mężczyzna i „głowa rodziny” masz być twardy, nic Cię nie może boleć i musisz wszystko unieść, łatwo zacząć czuć się bardzo samotnie z tym, co naprawdę przeżywasz.
Piszesz, że brakuje Ci bliskości rodziny, a równocześnie czujesz presję, żeby spełniać ich oczekiwania. To może bardzo boleć, szczególnie kiedy w środku jest przeciążenie i poczucie, że to wszystko Cię przerasta. W takiej sytuacji naprawdę trudno mieć wrażenie, że można po prostu na chwilę odłożyć ciężar i zostać zauważonym nie jako ktoś, kto ma dawać radę, ale jako człowiek, któremu też bywa trudno.
To, że czujesz się z tym źle i że mówisz o tym wprost, jest ważne. Nie musisz cały czas być twardy. Masz prawo mieć trudności, czuć ból, bezradność i potrzebować wsparcia. Nie trzeba dźwigać wszystkiego samemu.
Pomocne może być też zatrzymanie się przy pytaniu, co jest dla Ciebie naprawdę ważne i jak właściwie chciałbyś, żeby wyglądało życie w Twojej rodzinie. Nie tylko czego oczekują od Ciebie inni, ale jakie są Twoje wartości, czego potrzebujesz w relacjach, jakiego miejsca dla siebie w tej rodzinie byś chciał. Takie przyjrzenie się własnym celom i temu, jak chcesz żyć, może być bardzo ważne nie tylko dla Ciebie, ale też dla całego rodzinnego układu, i w szerszej perspektywie może wpływać na Twoje samopoczucie.
Jeśli masz taką możliwość, warto powiedzieć o tym komuś bliskiemu, komu ufasz, nawet w prostych słowach, że jest Ci za ciężko i że potrzebujesz rozmowy. A jeśli czujesz, że tego jest już za dużo albo trudno Ci znaleźć takie wsparcie wśród bliskich, dobrym krokiem może być też kontakt z psychologiem. Rozmowa z kimś, kto Cię wysłucha bez oceniania, może dać trochę ulgi i pomóc to wszystko uporządkować.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Monika Barcik
Rozumiem Pana i bardzo doceniam, że potrafi Pan o tym głośno powiedzieć, bo to wymaga ogromnej odwagi. Presja, którą Pan opisuje, jest niesamowicie ciężka i ma Pan pełne prawo czuć się nią przytłoczony. Prawda jest taka, że bycie głową rodziny nie oznacza bycia robotem z kamienia, a bycie mężczyzną nie odbiera Panu prawa do zmęczenia, bólu czy lęku. Każdy człowiek, bez względu na rolę, potrzebuje wsparcia, bliskości i bezpiecznej przestrzeni, w której może po prostu odpuścić i pokazać swoją słabość. Ukrywanie tych emocji przed bliskimi na dłuższą metę wycieńcza, dlatego warto zacząć powoli, małymi krokami, mówić im o swoich granicach i o tym, że Pan również potrzebuje czasem ich oparcia. Proszę pamiętać, że Pana emocje są ważne, a sięganie po pomoc lub szczera rozmowa o własnych słabościach nie jest porażką, tylko dowodem na wielką dojrzałość.
Pozdrawiam,
Monika Barcik
Jagoda Jek
To, co opisujesz, jest doświadczeniem wielu mężczyzn, którzy przez lata słyszą, że powinni być silni, radzić sobie sami i nie okazywać słabości. Tymczasem każdy człowiek ma prawo do trudnych emocji, zmęczenia czy momentów, w których potrzebuje wsparcia.
Warto pamiętać, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, ale dbania o siebie. Jeśli czujesz, że sytuacja Cię przerasta i od dłuższego czasu nosisz ten ciężar sam, rozważ rozmowę z psychologiem. Czasem już samo wypowiedzenie na głos tego, co się przeżywa, przynosi dużą ulgę i pomaga znaleźć sposób na poradzenie sobie z problemami.
Magdalena Ratajczyk
Dzień dobry,
Ludzie przyzwyczajają się do tego, jak funkcjonowaliśmy przez lata i czasem trudno im zauważyć, że ktoś potrzebuje czegoś innego. Dlatego ważne, aby to komunikować. Z tego co Pan pisze, widzę że dotychczasowy sposób funkcjonowania już Panu nie odpowiada. To bardzo ważne, że udało się Panu zauważyć, że chce Pan inaczej. Teraz warto zastanowić się co w praktyce oznaczałaby zmiana? Po czym by Pan poznał, że jest Pan blisko albo bliżej rodziny? Czasami pomaga wyobrażenie sobie, że budzi się Pan jutro w idealnej rzeczywiści i zadanie sobie pytania: co się zmieniło? I opisanie tego w detalach.
Kolejny krok to komunikacja z bliskimi i wprowadzenie zmiany. Co musiałoby się w Panu zmienić, żeby taka zmiana była możliwa? Czego by Pan potrzebował?
Życzę dużo sukcesów w odkrywaniu swoich potrzeb na nowo.
Pozdrawiam serdecznie
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Doświadcza Pan kryzysu i osamotnienia, wynikającego z destrukcyjnego mitu „silnego mężczyzny”, który narzuciło Panu otoczenie. Sytuacja, w której nie ma Pan prawa do słabości, bólu czy własnych problemów, to schemat przeciążenia rolą, w której własne potrzeby emocjonalne zostały całkowicie unieważnione na rzecz spełniania oczekiwań innych.
Poczucie, że sytuacja Pana przerasta, nie oznacza, że nie spełnia Pan oczekiwań – to naturalny, zdrowy sygnał alarmowy Pana organizmu, że narzucony ciężar jest po prostu nieludzki. Każdy człowiek, bez względu na płeć czy rolę w rodzinie, ma fundamentalne prawo do zmęczenia, lęku, wsparcia oraz do bycia zaopiekowanym.
W tym punkcie kluczowe jest zrozumienie, że nie musi Pan cierpieć w milczeniu, by udowodnić swoją wartość. Najważniejszym krokiem do odzyskania równowagi i zrzucenia tego paraliżującego ciężaru jest zgłoszenie się po profesjonalną pomoc. Gorąco zalecam podjęcie indywidualnej psychoterapii w nurcie poznawczo-behawioralnym, która da Panu bezpieczną przestrzeń do wentylacji emocji, pomoże przepracować wdrukowane schematy i nauczy stawiać zdrowe granice w relacjach z bliskimi. Proszę pamiętać, że sięgnięcie po pomoc to akt największej odwagi, a nie słabości.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Joanna Michałek
Dzień dobry,
niestety nadal pokutuje myśl, że mężczyzna musi być twardy i radzić sobie ze wszystkim!
Ten stereotyp doprowadził do tego, że mężczyźni rzadziej korzystają z terapii, spotkań ze specjalistą, podupadają na zdrowiu fizycznym ale i psychicznym!
To trudna sytuacja gdy nie mamy zrozumienia i wsparcia w domu, od bliskich.
Jeśli nie ma pan możliwości porozmawiania choć z kolegą to proszę się zastanowić nad wsparciem specjalisty. Proszę nie zostawać z tym samemu.
Najidealniej byłoby porozmawiać i szukać rozwiązania z partnerką i rodziną. Powiedzieć sobie szczerze co "boli".
Powodzenia!
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Napisał pan, ze się Panu wydaje, wiec pewności Pan nie ma. Czy rozmawiał Pan o tym ze swoimi bliskimi? Warto się także przyjrzeć temu, skąd biorą się takie myśli, co za nimi stoi. Ma Pan prawo do słabości, nie musi pan wchodzić całe życie w rolę macho. Osamotnienie w relacjach z innymi jest stanem, który występuje ale tez mija. Ma pan prawo do tego, aby czuć się zaopiekowanym, akceptowanym i w stu procentach mężczyzną. Proszę porozmawiać o tym z rodziną i wysłuchac komunikaty zwrotne.
Dominika Tarnacka
Witaj,
dla mnie to akt odwagi, że dzielisz się swoim trudem i piszesz o potrzebie bliskości. W naszej kulturze, niestety, nadal dominuje przekonanie, że mężczyzna ma być jakiś: nie czuć zmęczenia, smutku, dawać radę etc. To bardzo szkodliwe przekonania. Nie dziwię się, że się w nich dusisz i czujesz samotnie. Rozmawiałeś z bliskimi, z partnerką o tym, jak się czujesz? To może być kolejny, ważny krok do bliskości z tymi, których kochasz. Trzymam kciuki, pozdrawiam serdecznie.

Zobacz podobne
Jestem w związku małżeńskim zaraz 17 lat, ogólnie razem zaraz 21 lat. Były wzloty i upadki, mąż ciągle przez tyle wspólnych lat patrzał tylko na życie zawodowe, nie stawiał nigdy na rodzinę, na dzieci i na mnie. Będąc z pierwszym dzieckiem w ciąży – sama z maluchem, sprzątanie domu, zakupy z wózkiem, po męża do pracy; w kolejnej ciąży to samo. Męża wiecznie nie było – o wakacjach, czasie wolnym, urlopie mogłam marzyć, po dzień dzisiejszy, a dzieci już dorosłe.
Mąż pracował i pracuje od rana do wieczora, zawsze po niego jeżdżę do pracy. Czas, jaki spędza ze mną, to 2 godziny każdego dnia na etapie seksu – nic wyjść, planów, tylko gra na telefonie, TV, Netflix, dobry seks i spać, rutynowo: wieczory, poranki przed pójściem do pracy, powrót z pracy – seks 2, no 1,5 godziny wieczorem, przebudzenie nocne również seks i tak w kółko. Rozmowy raczej nic nie dają, efekty marne.
Mąż albo jest pracoholikiem, albo ktoś, coś ciągnie go akurat do tej pracy. Nie ma zamiaru zmienić godzin pracy czy pracy, uważając, iż tu, gdzie obecnie pracuje, ma stabilność zawodową. Kiedy wspomnę, że nie ma stabilności w życiu prywatnym, wpuszcza i wypuszcza. Powie, że schodzi szybciej, min. godz. 15.00–17.00, aby móc spędzić ze mną czas, tylko na moje zapytania: w jaki sposób spędza czas? gdzie zabiera? jakie plany? – on, że mając 40 lat, chce stabilności, nie lubi wyjść. Nigdy taki nie był – a to wyjścia, dancing, kino, bilard, kwiaty itp. A teraz?
Ciągle narzeka na zmęczenie po pracy. Widzę, jaki wigor, wena, radość, kiedy pracuje, a jak wychodzi, zaraz do mnie, kończąc pracę – tu go strzyka, tam boli i już smętny. Potrafi powiedzieć, iż przy mnie nie odpocznie, że jakby ujeb…li mu nogi, ja bym nakazała mu chodzić.
Moje prośby, frustracje, rozmowy odbiera zawsze jako ataki na niego. Potrafi wtedy być agresywny – podduszać, bić, poniżać, krytykować i uważać, iż to ja patrzę jedynie na swoje potrzeby, a na niego nie. Tłumaczę, że wiecznie od 21 lat jestem zupełnie sama – tylko małe, a teraz już duże dzieci, sprzątanie, pranie, gotowanie i wieczorem jak pani do towarzystwa, dostępna dla męża. On uważa, że tak wcale mnie nie traktuje, ale ja się tak czuję.
Za każdym razem, jadąc do pracy, wyznania miłości – iż tęskni, kocha, pragnie, tylko pytanie: za kim tęskni, kogo kocha i czego, kogo pragnie? Czuję się osamotniona w związku i bardzo zmęczona. Do męża, znakiem tego, nic nie dociera, że nie tylko praca jest ważna – cały czas mu to mówię, iż pracę zawsze znajdzie nową, rodzina kiedyś się rozsypie, bo ileż można być wiecznie samemu?
Mąż potrafi mi podczas kłótni powiedzieć, cyt.: „jak ci źle, znajdź innego”. Podczas pytań o uczucia w moją stronę odpowie po chamsku, cyt.: „kocham cię, debilu, kretynko”… Zauważyłam już od przeszło wspólnych 21 lat bycia razem, iż najważniejsze dla niego jest życie zawodowe, nie prywatne. Ja jestem, bo jestem.
Przez to wszystko chciałam i chcę odejść, mam dość bycia panią tzw. do łóżka, sprzątania. Czasami odbieram, że mąż bawi się mną, że powinien być sam, skoro lubi życie pracoholizmu. Po co i do czego mu kobieta? Zwątpiłam w życie, w miłość, popadam w depresję. W mężu nie mam żadnej pomocy, wsparcia, zaangażowania. Kiedy nawet poproszę, aby poszedł ze mną prywatnie gdzieś zbadać serce, odpowie mi, cyt.: „coś pomyślimy”, „moim zdaniem serduszko jest zdrowe”. Czuję, jakby słuchał, ale z obojętnością.
Dosyć często mnie poniża, krytykuje. Potrafi nawet powiedzieć, cyt.: „nie dopuszczaj podczas kąpieli ciepłej sobie wody, bo ja za to płacę” lub cyt.: „zgaś światło, nie ty płacisz”, „co, kurwo, odkręcasz kaloryfer?”. Potem powie, że w nerwach to mówi. Po prostu przeplata uczucia miłości z agresją i obojętnością.
Rozkładam zupełnie ręce, nie wiem, co mam myśleć, co robić, jaką podjąć życiową decyzję. Boję się, że jestem uzależniona od niego, że sobie bez niego nie poradzę. On, tzn. jego mama, dała jemu na wynajem swoje po św. pamięci rodzicach mieszkanie i ma alibi – nie zostanie na ulicy. A ja? W każdej chwili może mnie wyrzucić, jak już raz to zrobił.
Co mam robić? Odejść? Niech sobie samemu tak żyje? Pracuje, pracuje, ale beze mnie żyć? Uważa, że mnie bardzo kocha, ale jak? Wiecznie na odległość? Wypisując SMS-y miłości, pożądania, tęsknoty, petardy w łóżku wieczorami? Gdzie codzienność? Plany, których nie snuje? Ciągle zdjęcia, kiedy przebiera się do pracy – tak, swe nagie zdjęcia. Nie raz obiecywał, że zrobi wszystko, aby spędzać więcej ze mną czasu, lecz wszystkie słowa, jak obietnice, są pustymi słowami.
Taki można ująć miesiąc miodowy – tu zapewnia, że nigdy nie wyzwie i nie uderzy, na chwilę. Proszę o dość, może drastyczne porady, ale z grubej, jak to się mówi, rury. Ja już naprawdę mam dość, chcę coś z tym zrobić, ale co? Czuję, że to nieprawdziwa z jego strony miłość, a wygoda, puste słowa, a nie czyny, gra, manipulacja, przywiązanie… Dzielą nas tylko dzieci, seks? Jak mówił – tyle razem przeszliśmy? Błagam o prawdziwe porady.

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.
