Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z trudną relacją z teściem seniorem mieszkającym pod jednym dachem?

Trudna relacja z teściem seniorem. Chcę zapytać jak sobie radzić z teściem seniorem, z którym mieszkamy pod jednym dachem, a który zawsze był samodzielny i nigdy nie chciał pomocy. Zawsze trzeba było go o wszystko pytać i prosić, a teraz wydaje mu się że jeszcze coś nam pomoże, coś chce organizować, planować, a to zupełnie nie w jego mocy i nie w jego stanie zdrowia. Denerwuje się, że my nie chwytamy jego pomysłów w lot, że mamy inny rytm dnia niż on ( on miał całe życie wszystko bardzo dobrze poukładane, całe dnie, miesiące, pory roku rozplanowane). Odbiera to jako brak szacunku, że nie żyjemy jego grafikiem. Że mamy własne życie, własne sprawy. Chciałby nas ciągle kontrolować. I wszystko co jest niezgodne z jego wcześniejszym trybem życia stawia jako naszą nieporadność życiową. Mój mąż nigdy nie nauczył się samodzielności bo wiecznie był kontrolowany, nie wolno było mu własnej inicjatywy pokazać. Ja wycofuję się zupełnie z relacji, wolę milczeć niż tłumaczyć się ciągle ( ten etap mam za sobą). Wyprowadzka nie wchodzi w grę bo teść jest fizycznie niesprawny i niesamodzielny. Rozumiem, że to osoba starsza ale nie mam siły dbać o poprawność tej relacji, tymbardziej, że jego własny syn nie ma siły na relację z ojcem i wręcz ucieka od rozmów. Dochodzi do tego problem z moczeniem się u seniora, nie potrafimy nawet wytłumaczyć, że trzeba się częściej myć, przebierać, bo nikogo nie słucha. Ja zmieniam pracę ze zdalnej prawdopodobnie na stacjonarną i będę chciała zatrudnić opiekunkę na ten czas kiedy nas nie ma w domu ale boję się nawet powiedzieć o tym teściom, nawet nie wiem jak, żeby się nie obraził. Jak funkcjonować żeby nie brać tych emocji i tej starości teścia na siebie.
Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

To, co Pani opisuje, jest bardzo obciążające - wspólne mieszkanie z osobą starszą, która traci sprawność, a jednocześnie chce zachować dawną kontrolę i sposób funkcjonowania, może rodzić napięcia.

Warto spojrzeć na tę sytuację jak na proces żałoby po utraconym zdrowiu i samodzielności. Złość, krytycyzm czy potrzeba organizowania wszystkiego po swojemu mogą być próbą poradzenia sobie z lękiem przed zależnością i zmianą.

 

Jednocześnie nie oznacza to, że mają Państwo podporządkować swoje życie rytmowi teścia czy brać odpowiedzialność za jego emocje. Każdy w tej sytuacji coś przeżywa: senior utratę sprawczości, Pani mąż powrót do dawnych schematów z dzieciństwa, a Pani przeciążenie i zmęczenie. Kluczowe może być uczciwe rozróżnienie: z czym realnie mogę pomóc i za co biorę odpowiedzialność, a co nie należy do moich obowiązków?

 

Pomoc może oznaczać zorganizowanie opieki czy wsparcia w codzienności, ale nie oznacza regulowania czyjegoś nastroju ani rezygnowania z własnych granic.
 

Być może pierwszym krokiem byłaby spokojna rozmowa między Państwem jako małżeństwem: jakie są nasze zasoby, gdzie potrzebujemy wsparcia i jakie decyzje podejmujemy jako dorośli domownicy? Spójność między Wami może bardzo pomóc w dalszych rozmowach z teściem. 
Jeśli taka rozmowa nie będzie możliwa, warto, aby Pani sama zastanowiła się: co chce „brać na siebie”, a co świadomie odłożyć? Zmiana własnych granic i sposobu reagowania często porządkuje relacje, nawet jeśli druga strona nie zmienia się od razu.
 

Pozdrawiam,

Dominika Poźniak

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Pani Kasiu,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Sytuacja, którą Pani opisuje, jest bardzo obciążająca i naturalne jest, że pojawia się zmęczenie oraz potrzeba ochrony własnych granic. W relacji z seniorem, szczególnie takim, który przez całe życie był kontrolujący i samodzielny, kluczowe staje się oddzielenie szacunku dla osoby od zgadzania się na wszystkie jej oczekiwania.

Warto wprowadzić kilka zasad:
krótkie, spokojne komunikaty zamiast tłumaczenia się (np. „Rozumiem, że masz swój sposób, my robimy to teraz inaczej”),stały, przewidywalny plan dnia w podstawowych obszarach, daje to seniorowi poczucie bezpieczeństwa,
przekazywanie mu drobnych, realnych zadań, które są w jego zasięgu: pomaga zachować poczucie sprawczości,
rozmowę o opiekunce w kategoriach wsparcia dla niego, a nie kontroli („chcemy, żeby miał w ciągu dnia pomoc i towarzystwo, kiedy nas nie ma”).

 

Bardzo ważne jest też, aby nie brała Pani na siebie odpowiedzialności za emocje teścia , ma Pani prawo do własnego rytmu, pracy i odpoczynku. Jeśli mąż ma trudność w kontakcie z ojcem, warto ustalić między Państwem wspólne, spójne granice i komunikaty, aby nie pozostawała Pani z tym sama, to kwestia znalezienia takiego sposobu funkcjonowania, który ochroni Państwa zasoby psychiczne przy jednoczesnym zapewnieniu seniorowi opieki.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Patrycja Kwietniewska

Patrycja Kwietniewska

Sytuacja którą Pani opisuje wydaje się trudna, dotyczy ona życia w zależności od innych, czego na chwilę obecną z wiadomych względów nie da się nagle zmienić (stan zdrowia teścia który wymaga opieki i wsparcia). Pomysł na skorzystanie z pomocy opiekunki wydaje się bardzo rozsądny, niezaprzeczalnym faktem który może pomóc w rozmowie z teściem jest zmiana trybu Pani pracy, realnie nie będzie Pani tak dostępna do pomocy stąd pomysł opieki przez osobe trzecią. Z Pani wypowiedzi można wnioskować że zalezy Pani na dobrych stosunkach z teściem, tak jak Pani pisała macie Państwo jednak też swoje życie więc możliwe jest, że w kwestii  jego organizacji nie znajdziecie porozumienia z teściem. W tej sytuacji warto dbać o stawianie i pilnowanie swoich granic, oczywiście w atmosferze życzliwości. Dodatkowo może przynieść Pani ulgę fakt, że nie jest Pani jedyną odpowiedzialną osobą za to jak Wasze relacje wyglądają, odpowiedzialność leży po stronie wszystkich osób tworzących relacje. 

Iwona Chrzanowska

Iwona Chrzanowska

Dzień dobry Pani Kasiu,

to, co Pani opisuje, brzmi jak ogromne przeciążenie – mieszkanie z osobą zależną fizycznie, a jednocześnie silnie kontrolującą, potrafi wyczerpywać emocjonalnie bardziej, niż sama opieka. Utrata sprawności u seniora często wiąże się z lękiem i próbą odzyskiwania kontroli tam, gdzie to jeszcze możliwe, ale to nie znaczy, że ma Pani obowiązek podporządkowywać temu całe swoje życie. Ma Pani prawo do własnego rytmu dnia, do decyzji o zatrudnieniu opiekunki i do stawiania spokojnych, krótkich granic bez ciągłego tłumaczenia się. To, że mąż unika konfrontacji, pokazuje jak głęboki i dawny jest to wzorzec rodzinny – i tym bardziej nie jest to coś, co Pani sama powinna „unieść”. Warto zadbać teraz przede wszystkim o własne zasoby i nie brać odpowiedzialności za emocje teścia, bo one należą do niego. Jeśli czuje Pani, że napięcie narasta i zaczyna Panią to kosztować coraz więcej, dobrym krokiem mogłoby być umówienie się na kilka spotkań z psychologiem, żeby mieć bezpieczną przestrzeń do uporządkowania tej sytuacji i wzmocnienia swoich granic.

 

Z pozdrowieniami

Iwona Chrzanowska

Psycholog

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje pokazuje, jak ogromny ciężar codziennie Pani dźwiga – dbanie o osobę niesamodzielną fizycznie, jednocześnie próbując chronić swoje małżeństwo, własne granice i spokój, a do tego jeszcze zmiana pracy. W tej historii bardzo mocno widać Pani odpowiedzialność i lojalność: mimo zmęczenia nie zostawia Panu teścia, myśli Pani o opiece dla niego, a jednocześnie szczerze nazywa swoje ograniczenia i to, że nie ma Pani już siły.  To ogromna dojrzałość, że potrafi Pani zauważyć i nazwać mechanizmy w tej rodzinie – kontrolę, brak samodzielności, wycofanie. Bardzo poruszające jest jak stara się Pani zachować szacunek dla starszej osoby - teścia, nawet jeśli jego sposób bycia rani i przytłacza. W tym wszystkim jest dużo empatii, ale też odwagi, żeby przyznać: „nie mam już siły”. To, że szuka Pani słów, jak w ogóle o tym rozmawiać i jak funkcjonować, świadczy o tym, że mimo zmęczenia wciąż zależy Pani na nim, i na Waszym życiu rodzinnym – to naprawdę dużo.

 

Z poważaniem 

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog psychotraumatolog 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry Pani Katarzyno, 

 

To, w czym żyjesz, jest ogromnym obciążeniem — fizycznym i emocjonalnym. Opieka nad niesamodzielnym seniorem pod jednym dachem, zwłaszcza przy tak trudnej dynamice kontroli i napięcia, potrafi bardzo wyczerpać. Twoje zmęczenie i wycofanie nie są brakiem serca — są sygnałem przeciążenia.

 

Nie musisz radzić sobie z tym sama ani „dźwigać” całej relacji. Rozmowa z psychologiem może pomóc Ci postawić bezpieczne granice i nauczyć się nie brać na siebie emocji teścia. Warto też rozważyć wsparcie z zewnątrz (np. konsultację geriatryczną czy wsparcie dla opiekunów), żeby to nie spoczywało wyłącznie na Was.

 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


Mieszkanie z dominującym seniorem, który traci sprawność, to sytuacja ogromnego przeciążenia emocjonalnego. Teść, tracąc kontrolę nad własnym ciałem, próbuje ją odzyskać, nadmiernie organizując życie domowników i krytykując ich samodzielność. Pani zmęczenie i wycofanie są naturalną reakcją na ciągłe próby narzucania Państwu jego rytmu dnia i zasad. W tej relacji kluczowe jest przejście z trybu proszenia o zgodę na tryb informowania o faktach, szczególnie w kwestii opiekunki i higieny. Zamiast tłumaczyć teściowi powody swoich decyzji, warto komunikować je krótko i rzeczowo jako jedyne możliwe rozwiązanie wynikające z Pani powrotu do pracy stacjonarnej. Zatrudnienie kogoś z zewnątrz stworzy niezbędny dystans i zdejmie z Pani bezpośredni ciężar opieki nad osobą, która nie akceptuje pomocy od bliskich. Proszę pamiętać, że obrażanie się seniora jest jego sposobem reagowania na rzeczywistość, za który nie musi Pani brać odpowiedzialności. Wyjście do pracy poza dom będzie dla Pani szansą na odzyskanie przestrzeni osobistej i spokoju, których w obecnym układzie bardzo brakuje.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Trudna sytuacja z teściem seniorem pod jednym dachem wymaga delikatnego, ale stanowczego podejścia, by chronić Pana spokój emocjonalny. Zalecam ustalenie jasnych zasad wspólnego życia, np. dotyczących rytmu dnia czy decyzji domowych ale proszę robić to spokojnie, bez oskarżeń, skupiając się na faktach jak zdrowie teścia. Technika "głuchego telefonu" (ignorowanie niepotrzebnych komentarzy) pomaga nie brać krytyki do siebie, a "kanapka" (pozytywny początek i koniec rozmowy) łagodzi napięcia. Warto zaangażować męża jako pośrednika, bo to jego ojciec, niech on komunikuje oczekiwania, np. "Tato, doceniamy Twoje pomysły, ale teraz organizujemy inaczej ze względu na zdrowie". Warto rozpoznać, czy kontrola teścia wynika z utraty samodzielności i  nie zalecam zmiany swojego życia pod jego grafik, ale okazanie szacunku drobnymi gestami, jak wspólny posiłek w ustalonych porach. Proszę nie tłumaczyć się ciągle gdyż milczenie to dobra strategia, by nie eskalować konfliktów, ale proszę się skupić na swoim dobrostanie, np. poprzez spacery czy hobby poza domem. Jeśli mąż unika rozmów, porozmawiajcie we dwoje o wspólnym froncie, by nie czuł się między młotem a kowadłem.​ Dla opiekunki proszę przygotować neutralną rozmowę: "Rozmawialiśmy o wsparciu w domu, gdy będę w pracy, to pomoże wszystkim, w tym Tobie odpocząć" i podkreślamy korzyści dla teścia, by uniknąć obrażania się. Warto rozważyć konsultację z geriatrą lub psychologiem senioralnym, by ocenić zdrowie i zasugerować zmiany medycznie.​ Proszę nie brać starości teścia na siebie ale traktować to jak sytuację do zarządzania, nie osobistą winę.  Medytacja czy dziennik pomagają oddzielać swoje uczucia. Wsparcie zewnętrzne, np. grupy dla opiekunów rodzinnych lub terapeuta, przyniesie narzędzia i ulgę ,a nawet mąż też może z tego skorzystać, by przerwać wzorzec unikania. Długoterminowo proszę planować etapy opieki, np. z lokalnym ośrodkiem pomocy seniorom w Polsce.

 

 

 

 

 


 

Katarzyna Losoń

Katarzyna Losoń

Dzień dobry,

Rozumiem, jak bardzo obciążająca może być taka sytuacja, szczególnie gdy pod jednym dachem łączą się: opieka nad seniorem, napięta historia rodzinna i Pani własne potrzeby. To naturalne, że przy długotrwałym napięciu pojawia się zmęczenie, wycofanie i poczucie bezradności.

Z opisu wynika, że zachowanie teścia może być próbą obrony przed utratą samodzielności i kontroli. Osoby starsze, które przez całe życie funkcjonowały według jasno określonych zasad i miały silne poczucie sprawczości, często bardzo trudno godzą się z ograniczeniami zdrowotnymi.  To wyjaśnia jego postawę, ale nie oznacza, że ma Pani brać odpowiedzialność za jego emocje kosztem własnego dobrostanu.

Nie musi się Pani tłumaczyć, wystarczy informować. Decyzje dotyczące organizacji życia domowego, opieki czy rytmu dnia należą dziś do Państwa jako dorosłych gospodarzy domu. Zapewnienie opiekunki w czasie nieobecności nie jest brakiem szacunku, lecz wyrazem odpowiedzialności za bezpieczeństwo i higienę seniora oraz za funkcjonowanie całej rodziny.

Bardzo ważne wydaje się również większe zaangażowanie męża. To jego ojciec i choć ich relacja może być trudna, ciężar sytuacji nie powinien spoczywać wyłącznie na Pani. Spokojna rozmowa między Państwem o granicach, podziale odpowiedzialności i wspólnym stanowisku może znacząco odciążyć Panią emocjonalnie.

Pani odpowiedzialnością jest zadbanie o siebie, o małżeństwo i o zdrowe granice.

Jeśli czuje Pani, że emocji jest zbyt dużo, warto rozważyć rozmowę z psychologiem. Spotkanie może pomóc w rozładowaniu napięcia, uporządkowaniu myśli oraz wypracowaniu konkretnych sposobów reagowania i stawiania granic. To przestrzeń tylko dla Pani, bez ocen, z naciskiem na wsparcie i realne rozwiązania.

Ostateczne decyzje należą do Pani, jednak ważne, by były podejmowane z troski o własny komfort psychiczny i długofalowe dobro rodziny. Jeśli będzie Pani potrzebowała dalszej rozmowy, zachęcam do jej kontynuowania.

 

Pozdrawiam serdecznie

Losoń Katarzyna 

Psycholog

Zobacz podobne

Wychodzi na to, że jestem osobą współuzależnioną od toksyka.
Wychodzi na to, że jestem osobą współuzależnioną od toksyka, mimo iż nie jesteśmy razem. Sto razy przekroczył granicę, dawałam szansę i boję się, że mogę to zrobić kiedyś jeszcze raz. Choć wiem, że nie powinnam. To jakaś nigdy niekończąca się historia, wieczne traumy. Mam dość, ale przecież tyle razy miałam już dość, tyle razy był definitywny koniec. I znów powtarzam błędy... Jak sobie pomóc? Czy psychoterapia jest w stanie coś zaradzić? Nie mam czasu, nie mam sił od nowa wałkować problemu samemu psychologowi, a bardziej może możliwości zostawiania małego dziecka (łącznie mam 3 dzieci). Sam psycholog, wysłuchiwanie problemów to za mało :( Jakie są szanse, że psychoterapia odmieni mnie? Jakich narzędzi można się spodziewać na psychoterapii, mam na myśli ćwiczenia czy coś, czym to się różni od wizyt u psychologa?
Nie chcę kolejnej ciąży, a mamy jeszcze zarodek in vitro. Mąż napiera, ja mam poczucie, że oddam (możliwe)dziecko. W jaki sposób może mi pomóc psycholog?
Jestem kobietą. Mam 1,5-roczną córkę, którą urodziłam w wyniku metody in vitro. Pozostał nam jeszcze jeden zarodek, ale na tą chwilę nie czuję się na siłach, żeby zajść w kolejną ciążę. Mam w sobie obawę, że jeśli zrezygnuję i oddam zarodek do adopcji będę żyła w poczuciu, że porzuciłam własne dziecko. Wiem, że mógłby się on nie przyjąć, ale po zrzeczeniu się do niego praw nie będę wiedziała co się z nim stanie. Mąż wywiera na mnie presję, że powinniśmy podjąć decyzję w ciągu kilku miesięcy. Chciałabym dowiedzieć się czy z takim tematem można udać się do psychologa?
Jak poradzić sobie po rozstaniu, gdy dziecko wybiera przemocowego rodzica i obwinia mnie?

Jak poradzić sobie, gdy po rozstaniu dziecko chciało zostać z przemocowym rodzicem i po dwóch tygodniach stwierdziło, że cała wina leży po mojej stronie. Prowokowałam ojca. Syn (15lat) nie chce ze mną żadnego kontaktu. Zablokował mnie wszędzie. Wszystko zaczął postrzegać jak ojciec. Mówi i pisze jego słowami.

Zespół Turnera, wyzwania z aparatami słuchowymi i bezpłodnością, szukanie wsparcia.

Witam! Jestem 24-letnią kobietą. Aktualnie zakończyłam 4 rok kierunku lekarskiego, idę więc na piąty. 

Jaki jest mój problem? Otóż - mam zespół Turnera. Wiadomo - bezpłodność, niedosłuch. Aparaty słuchowe mi potwornie wręcz przeszkadzają - nie noszę ich. Dźwięki (testowałam różne modele, protetycy próbowali zmieniać ustawienia) są nienaturalne, głosy bliskich brzmią zupełnie inaczej, to było straszne. Już bardziej akceptowałam te douszne, w tych zausznych nie mogłam biegać, czy się ruszać głową, bo strasznie trzeszczało, ale ogólnie nienawidzę mieć czegoś w uchu lub koło ucha, bardzo mi to przeszkadza mimo, że próbowałam to z zaciśniętymi zębami nosić i się przyzwyczajać. A po drugie uwielbiam czesać w wysoko upięte fryzury z odsłoniętymi uszami (koki, korony z warkocza), w których wyglądałam o niebo lepiej, czuję się kobieco i mam smuklejszą buzię i każdy mi tak mówił, ale z dwojga złego wolę fryzurę, w której wyglądam niekorzystnie jak widoczne aparaty. 

No i rodzice, którzy wręcz krzyczeli na mnie jak nie chciałam ich nosić i zabrali podstępem i nic nie mówiąc do protetyka jak miałam niecałe 18 lat. I szczerze - skłonna byłabym iść jeszcze raz do audiologa choćby na konsultację, żeby tylko porozmawiać i dowiedzieć się jakie są obecnie możliwości i czy nie ma czegoś, co by zarówno mi pomogło, ale i byłoby dla mnie akceptowalne, ale obawiam się, czy znajdę kompetentnego lekarza. 

Jak byłam na oddziale audiologicznym to spora rzesza pracowników nosiła fartuchy z logo pewnej firmy produkującej aparaty słuchowe, a lekarka prowadząca nic nie wytłumaczyła, tylko powiedziała, że to jedyne rozwiązanie i już. 

Co do bezpłodności - też jest ciężko (i widzę, że innym, którzy nie mogą mieć dzieci, choćby na YT także jest z tym piekielnie ciężko - niektórzy adoptują, niektórzy z bólem serca postanawiają, że we dwójkę będą dla siebie rodziną, niektórzy nie wytrzymują i się rozstają) i z tego właśnie powodu unikam relacji romantycznych. Co więcej nigdy nie byłam w związku, nigdy nawet nie próbowałam. Bo wiem, że rodzicielstwo to podstawowe pragnienie zdecydowanej większości, szczególnie mężczyzn, jak mówią statystyki, a jak trafiłby mi się płodny partner to nie chciałabym mu tej możliwości odbierać. Jestem też realistką i wiem, że przez wielu byłabym z tego powodu odrzucona na starcie, więc nie widzę sensu, żeby próbować. A nawet jak pierw zaakceptuje to co będzie za 10,15, 20 lat jeśli stwierdzi, że dzieci jednak chce mieć? Zostanę sama jak palec mimo, że inwestowałam tyle lat w związek, a takiej sytuacji bardzo chciałabym uniknąć. 

Ale gdybym miała już wybierać to wolałabym życie z partnerem we dwoje ze zwierzakami - na adopcję żyjącego dziecka nie mam siły (tak, inni myślą, że to jak adopcja pieska czy kotka ze schroniska - wpadam do ośrodka adopcyjnego, wybieram dzieciaka, pokazuję pani z ośrodka paluchem którego i dzieciak jest mój, ale to zupełnie inna procedura), in vitro z komórką dawczyni etycznie do mnie nie przemawia, ewentualnie mogłabym zastanowić się nad adopcją zarodka. Ciężko mi chodzić do ginekologa (szczególnie, że jak miałam 18 lat w jednej z klinik zostałam potraktowana jak przedmiot do prezentacji studentom) i dawno tam nie byłam, ogólnie też źle się czułam po terapii hormonalnej. 

Kolejna kwestia jest taka, że wszyscy w mojej rodzinie biologicznej są zdrowi, mają dzieci biologiczne i… niestety nikt a nikt mnie nie rozumie. Wszyscy to bagatelizują - aparaty słuchowe to nie problem, przecież dużo osób ma (no eureka, ale są to osoby 70/80+!!!, a nie 20-paroletnie!), a dziecko sobie adoptujesz, są osoby młodsze od ciebie, chore na raka, które modlą się o życie, nie wymyślaj, nie masz źle. Może chcą mnie zmotywować taką gadką? Ale przecież mnie to nie motywuje, wręcz przeciwnie, czuję się zdołowana i przybita po takim czymś. Generalnie całe życie w zasadzie nauczona przez rodzinę byłam obracać się w kręgu zdrowych ludzi, bo w rodzinie tylko zdrowi i tylko wśród takich ludzi się obracają, w zasadzie nie znam osobiście ludzi z widocznymi niepełnosprawnościami, szczególnie młodych. Jeśli już to pokazywano mi je gdzieś z boku, pokazując i mówiąc o nich półgębkiem i ukradkiem. 

Wyjątek stanowi moja przyjaciółka - ma wady wrodzone, od dziecka przeszła multum operacji, też przez to nie może mieć dzieci. Jest ona jedyną osobą, której mogę ponarzekać w tej kwestii. Poznała teraz chłopaka i sama mi mówiła, że jak miała mu o swoich chorobach powiedzieć to jej serce ze stresu do gardła podchodziło. Zaakceptował to i w sumie to cieszę, że są jeszcze być może gdzieś ludzie, dla których to nie problem, ale większość taka nie jest. Mam też Hashimoto - tak, jestem leczona, chodzę regularnie do endokrynologa, biorę codziennie rano tabletkę, ale to tam pestka, bo powiedzmy sobie szczerze - co to jest jedna tabletka dziennie, jedno pobranie krwi raz na pół roku i jedna wizyta u endokrynologa z USG tarczycy raz na rok/dwa lata… Oczywiście dietę też stosuję i konsultowałam się pod tym kontem dietetycznie - ale dzisiaj jest tyle możliwości jej komponowania, a szczególnie jak trafi się na dobrego dietetyka i tyle dostępnych składników, że to też nic, tarczycę mam idealnie wyrównaną. Szczerze… na diabetologii jedna prowadząca powiedziała zdanie, które totalnie do mnie przemówiło. A mianowicie, że wydaje jej się, że cukrzycy z DM1, którzy nie chcą pomp insulinowych nie zaakceptowali swojej choroby i się z nią do końca nie pogodzili. Powiedziała też, że wiele młodych dziewczyn latem (kiedy się nosi lżejsze ubrania - np. sukieneczki, spódniczki, crop topy) przychodzi do niej, żeby przestawiła je z pomp z powrotem na peny, żeby nie musieć nosić widocznej pompy. 

Za dwa lata skończę studia (radzę sobie nieźle, na tym roku miałam średnią nieco ponad 4), stanę się niezależna i tak rozmyślam wtedy nad swoimi relacjami. Myślałam, żeby rozluźnić więzi z rodziną biologiczną (oprócz babci, która bardzo mnie kocha i choć też mnie nie do końca rozumie, to przynajmniej się jakoś stara). Co do relacji z rodzicami - ciężko jest i choć podczas roku akademickiego nie mieszkam z nimi na codzień, to jestem od nich jeszcze finansowo zależna. Nie mogę im nawet z przeszklonymi oczami wspomnieć, że jest mi po prostu z tą chorobą trudno. Czasem sama płaczę w nocy w poduszkę. Tłumaczę im, że moja choroba to nie alergia ani wada wzroku, ani nawet cukrzyca, tylko że ma to ogromny wpływ na życie - społeczne, romantyczne, etc - na każdy jego aspekt w zasadzie. Do mamy nie dociera, że ci ludzie, którzy nie mogą mieć dzieci, których zna weszli w związek nie wiedząc, że będą mieli problemy z płodnością, a wchodzenie w związek ze świadomością trwałej bezpłodności to zupełnie inna rzecz. I nie rozumie też tego, że to, że ona mnie kocha wcale nie oznacza, że społeczeństwo będzie mnie w 100% akceptować. Powiedziała też kiedyś - no, minie okres dojrzewania to jej przejdzie myślenie o tej chorobie i te kompleksy, bo to tylko w okresie dojrzewania. Spoiler - nie, nie przeszło, jest jeszcze gorzej. Jako dziecko byłam zupełnie inna - żwawa, ruchliwa, wygadana, przebojowa, nieśmiała tylko czasami i tylko w stosunku do obcych, ale jak zobaczyłam, że jakaś nowa osoba jest w porządku to szybko ją akceptowałam, wszędzie mnie było pełno, nie miałam oporów, żeby zapukać w randomowym dniu do sąsiadki z góry i pokazać jej swoje nowe ciuchy, zagadywałam ludzi w pociągu, etc. Ale wtedy nie różniłam się w zasadzie od innych dzieci, funkcjonowałam jako zdrowe dziecko, zdiagnozowano mnie w wieku 6 lat. I nawet wtedy nie było problemu - akceptowałam branie hormonu wzrostu, choć czasem denerwowało mnie, że muszę jeździć do kliniki, jak chyba każde dziecko, które chce spędzić dzień w szkole z rówieśnikami, a nie może. 

To wszystko zaczęło się parę lat później. Pierw kompleksem był mój wzrost, ale dzisiaj absolutnie mi to nie przeszkadza, lubię być niewysoka i drobna. No a potem przyszło to, co wyżej. I tak, rodzice w wieku 13 lat posłali mnie do psychologa, bo "nie miałam koleżanek" w 1 kl. gimnazjum, ale w celu naprawienia mnie. Psycholog na ostatniej wizycie powiedziała mojej mamie "to nie z nią jest coś nie tak, tylko z panią". Ja miałam tylko inne zainteresowania jak dziewczyny w moim wieku - pasjonowałam się nauką, a nie bieganiem za chłopakami, więc nie miałam koleżanek, bo nie miałam z nimi tematów do rozmów. W sumie dobrze mi na tych studiach i cieszę się, że dobrze sobie na nich radzę, oczywiście skończę je, bo szkoda 4 lat, audiolog mówiła, że najlepiej wybrać w takim wypadku specjalizację zabiegową (i chirurgia mi się podoba, kilkukornie asystowałam do operacji i to było świetne), ale gdybym wiedziała, że będę niedosłysząca wybrałabym nieco inną ścieżkę kariery - byłam w gimnazjum i liceum pasjonatką fizyki i wszechświata, książki Hawkinga przeczytałam jednym tchem, myślę, że wtedy poszłabym w jakąś astrofizykę.

 

 I na koniec moje pytanie - niestety teraz studiuję, nie pracuję i nie stać mnie na terapię prywatną i czy lepiej skorzystać z psychologa w ramach NFZ (mam możliwość, że kiedy pójdę z legitymacją do studenckiej przychodni nie będę czekać na wizytę więcej jak 2 tygodnie), czy lepiej znaleźć psychologa w jakiejś fundacji wspierającej osoby z niepełnosprawnościami? Czy może warto iść na grupę wsparcia? Przepraszam za trochę chaotyczny wpis, pisałam, co mi przyszło do głowy. Pozdrawiam, i z góry dziękuję za odpowiedzi!

Różnice w wychowaniu dzieci z partnerką – jak znaleźć złoty środek?
Witam, nie jestem ojcem ale chcialbym nim zostac mimo, ze juz prawie 40 lat zycia za mna. Dlaczego pisze? Otoz moja partnerka ma dzieci i ja mam wrazenie, ze wymagalaby ode mnie tego samego co robi sama jezeli chodzi o kwestie wychowania natomiast ja mam zupelnie inne podejscie - nie moge ocenic czy dobre bo przydala by sie praktyka. Gdzie sa roznice, ktore mnie szokuja i nie wiem gdzie znalezc zloty srodek i czy w ogole go chce szukac. Jezeli dziecko ma ferie mama bierze urlop i caly tydzien organizuja zeby sie nie nudzilo. Ja rozumiem, ze chce sie cos dziecku zorganizowac ale ja uwazam, ze 12 godzin dziennie to jest lekka przesada. Mozna cos porobic ale reszte czasu dziecko moze przeciez zorganizowac sobie samo - nauczyc sie troche kreatywnosci, znalezc zabawe, skontaktowac sie z kolega, obejrzec bajke. Ja tez chce miec czas sam na sam z partnerka… Kwestia wychodzenia - jak ja bylem maly to przede wszystkim na ferie wychodzilem sam z domu spotkac sie z kolegami i to byl najlepszy czas teraz podobno nie wypuszcza sie dzieci samych (9 lat) tylko nawet na spotkanie z kolegami trzeba sie umowic z innymi rodzicami i jechac samemu? Na pytanie czy jezdzilby sam autobusem 3 przystanki dalej sam “nie bo boje sie ze mnie pobija”. Powrot 14 latka do domu - bloto po butach zostawione i partnerka “znowu musze to sprzatac! Musze kupic odkurzacz na to…” a wedlug mnie czy 9 czy 14 lat kazdy ma po sobie posprzatac. Sniadanie przed szkola… tez uwazam, ze same sobie moga to zrobic szczrgolnie jak mam dzien kiedy chce sie wyspac bo zalozmy dlugo pracowalem a nawet jezeli nie - nie sa to niemowlaki… Mam wrazenie, ze jest to dostosowywanie calego zycia pod dzieci a przy okazji przekonanie, ze tak musi byc a jej partner powinien robic tak samo. Ja chcialbym miec dzieci ale wychoywac je wedlug wlasnych przekonan a tutaj slysze “nie mozesz mowic bo nie masz dzieci” nawet najmlodszy powtorzyl to w moja strone jak mu zwracalem uwage a ona nie zareagowala. Uwazam, ze mozna wychowywac dobrze dzieci bez spedzania z nimi calego dnia i wyreczania w pewnych obowiazkach. Jednak nie jestem pewien byc moze nabylem niewlasciwych wzorcow. Niestety mam wrazenie, ze nie potrafie zyc wbrew wlasnym przekonaniom.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.