Ryszard Salmanowicz
Bardzo współczuję bólu, jaki mogą te wątpliwości przynieść. Zaoferuję może inną perspektywę niż standardowa, z nadzieją, że w niej potencjalnie jest więcej nadzei na przyszłość.
Jako bioetyk wiem, że kwestie niepełnosprawności intelektualnej, czy nawet fizycznej, są warunkowane kulturowo. Oczywiście, symptomy są biologiczne (na ile wiemy, w autyźmie), ale sam fakt mówienia o niepełnosprawności, nieradzeniu sobie, o niespełnionym potencjale, itp. nie ma nic wspólnego z biologą, a bardziej z kulturą w jakiej żyjemy. Sam fakt tego, co definiujemy jako choroba, nie jest biologiczne - to jest filozoficzny kompromis ekspertów. Oczywiście nie ma w tym nic złego, że mądrzy ludzie definiują rzeczy, jak potrafią, żeby pomagać innym. Ale w momentach tego typu wątpliwości i smutku, warto sobie przypomnieć sobie o tym fakcie - to jest tylko czyjaś opinia na temat, np. w tym przypadku, potencjalnie, zmian strukturalnych w mózgu.
Dam przykład. W porównaniu do jakiegoś geniusza, moje małe życie i moje przeciętne możliwośći intelektualne mogłby wydawać się ograniczeniem, stratą potencjału. Gdyby przeniósł się w moje życie, pewnie długo opłakiwałby to, co stracił. Ale ja to nie on. Ja jestem szczęśliwy. Ja nic nie straciłem.
Jeśli będziemy porównywać siebie i innych do skryptu tego, jak żyje średnia jednostka - edukacja, znajomi, związek, kariera, kredyty, emerytura - każdy z nas odstaje od tego w jakiś sposób i w każdy powinien być smutny. Ale na szczęście życie jest większe i piękniejsze niż jakikolwiek skrypt, i żaden człowiek nie jest jak drugi człowiek.
















