
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia
- Tęsknię za...
Tęsknię za terapeutką i terapią.
Jakiś czas temu zakończyłem terapię i nie potrafię sobie poradzić z tęsknotą do terapeutki mam wrażenie, że nie umiem już nikomu zaufać i porozmawiać szczerze co czuje. Mimo że terapia była zakończona w porozumieniu, że to już najwyższy czas zakończyć terapie. To w środku odczuwam, że dużo rzeczy ukryłem przed terapeutą i nie wiem co teraz robić, czy wrócić na terapie czy dać sobie szanse, że można liczyć tylko na siebie :(. Minął już rok od zakończenia terapii i dalej mam poczucie tęsknoty.
Anonimowo
Bartosz Łopatka
Dzień dobry,
to co Pan odczuwa wskazuje na silne odczucia względem terapeutki. Warto zadać sobie pytanie dlaczego Pan tak za nią tęskni oraz ma wrażenie, że nie będzie w stanie już nikomu zaufać. Myślę, że Pańskie uczucia są wskazówką, że jest jeszcze pole do pracy nad i w relacji terapeutycznej. Zawsze może Pan próbować umówić się na konsultację by omówić Pańskie trudności.
Życzę powodzenia.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Anna Olechowska
Drogi Anonimowy,
Jak najbardziej masz prawo tęsknić za terapeutą, dla wielu osób to pierwsza bezpieczna relacja .
Warto zastanowić się co oznacza ta tęsknota - czy może symbolizuje niezakończoną pracę przed sobą? A może, że brakuje Ci tego bezpieczeństwa i bliskości?
Może odpowiedzi na te pytania dadzą Ci wskazówkę co dalej:)
Pozdrawiam ciepło
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co Pan opisuje, jest doświadczeniem, które pojawia się u wielu osób po zakończeniu terapii. Tęsknota za terapeutą często wynika z tego, że w relacji terapeutycznej buduje się poczucie bezpieczeństwa, zaufania i zrozumienia — elementy, których czasem trudno doświadczyć w innych relacjach. To naturalne, że po zakończeniu procesu pojawia się pustka lub żal.
To, że po roku wciąż Pan o tym myśli, może być sygnałem, że pozostały pewne ważne tematy emocjonalne, które warto jeszcze raz omówić — być może w rozmowie z tą samą terapeutką lub z kimś nowym. Wrócenie na terapię nie oznacza „porażki”, ale dbałość o siebie i gotowość do dalszego rozwoju.
Zaufanie do innych często buduje się stopniowo — również poza terapią. Warto dać sobie czas i przestrzeń, by to zaufanie znów mogło się pojawić, bez presji i oceniania siebie.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca Kariery
Urszula Żachowska
Dzień dobry,
być może warto rozważyć umówienie się na konsultację z terapeutką, by omówić to, co Pan pisze.
Tęsknota i chęć powrotu ze sprawami, których nie omówiło się w poprzednim procesie, nie musi oznaczać porażki.
Niektórzy po jakimś czasie mają potrzebę powrotu - by coś domknąć lub zająć się sprawami, na które nie było gotowości lub nie było takiej potrzeby.
Choć czasem mówi się o "powrocie na terapię", pomocnym bywa myślenie o powrocie do znanej i bezpiecznej relacji, by rozpocząć zupełnie inny proces.
Pozdrawiam
Urszula Żachowska
Klaudia Dynur
Dzień dobry,
to, co Pan opisuje, jest bardzo częstym i naturalnym doświadczeniem po zakończeniu terapii. W relacji terapeutycznej powstaje wyjątkowa więź oparta na zaufaniu, zrozumieniu i bezpieczeństwie emocjonalnym, dlatego rozstanie, nawet jeśli uzgodnione i potrzebne, może budzić tęsknotę, żal, a czasem nawet poczucie utraty. Temat ten może Pan omówić podczas spotkania z tą samą terapeutką lub kimś zupełnie nowym, niezwiązanym z tą sytuacją.
Pozdrawiam serdecznie
Klaudia Dynur
Psycholog, seksuolog w trakcie szkolenia
Marek Szafranski
Dzień dobry.
Wygląda na to, że terapia nie została zakończona. Jeśli czuje Pan, że nie wszystko zostało wypowiedziane, to warto rozważyć powrót na terapię. Polecam znalezienie terapeuty, przed którym zdoła się Pan w pełni otworzyć. To właśnie szczerość względem terapeuty, a tym samym siebie, jest fundamentem udanej terapii.
Urszula Małek
To, co opisujesz, jest naprawdę zrozumiałe. Tęsknota po zakończeniu terapii to częsta i bardzo ludzka reakcja. W końcu relacja terapeutyczna jest głęboka, bezpieczna i często jedyna w swoim rodzaju. W Gestalcie mówi się, że to, co czujesz teraz, może być częścią procesu „domykania” kontaktu -tęsknota to znak, że ta więź była dla Ciebie ważna. Jeśli czujesz, że coś pozostało niewypowiedziane, możesz rozważyć powrót na kilka spotkań, żeby o tym porozmawiać i zobaczyć, czego ta tęsknota Cię uczy. Nie dlatego, że „nie poradziłeś sobie”, ale dlatego, że masz odwagę zobaczyć, co jeszcze w Tobie żyje po tej relacji.

Zobacz podobne
Na wstępie przepraszam wszystkich, jeśli ten wpis sprawia wrażenie chaotycznego i zbyt długiego. Potrzebuję pomocy.
Jestem chyba już na 4-tej terapii i ta z kolei trwa już ok. 2 lat i robi się coraz groźniej. Na stronie mojego terapeuty widnieje informacja, że pracuje on w nurcie psychoanalitycznym (psychodynamicznym). Terapeuta zachowuje się tak, jakby miał w głębokim poważaniu co ze mną będzie, pomimo że nigdy nie wiedziałem i nadal nie wiem w jaki sposób miałbym rozwiązać swoje problemy. Co więcej, gdy widzę jakie rozwiązania zostają mi po terapii (czyli to co wiedziałem i przed terapią) to nie chcę tego robić, bo przecież na tym m.in. problem polega, że chcę uciec od cierpienia.
Terapia ta przypomina jakieś szaleństwo, przykładowo gdy wspomniałem mu, że martwię się wypadającymi włosami to ten śmiał się mówiąc, że przejmuję się takimi rzeczami (wg. niego nic nie znaczącymi) zamiast przejmować się tym, że lada moment, gdy zostanę sam umrę z głodu ... Jakby tego było mało straszy mnie możliwością zachorowania na raka i konsekwencjami chemii bez posiadanego ubezpieczenia zdrowotnego ... W innym momencie mówi coś skrajnie przeciwnego, że naprawdę wierzy, że można tak żyć i w tym nie ma niczego niewłaściwego. Czy on się mną bawi ?! Czy to nie jest skrajnie nieetyczne działanie ?! A może to zwykła technika służąca temu bym się na niego porządnie wkurzył, a tego się bardzo boję i wstydzę ??
W moim życiu największą rolę odegrała matka, której nadopiekuńczość zniszczyło mi poczucie własnej wartości i sprawczości + "rówieśnicy", którzy w szkole się nade mną znęcali, co tylko pogłębiało moje deficyty i chęć ucieczki w kierunku domowego azylu. Teraz mam 37 lat, nigdy nie byłem w żadnym związku, nie miałem dziewczyny, nie mam znajomych, nie mam od wielu lat pracy, mieszkam z rodzicami, nie wyobrażam sobie już życia poza domem jak i ciągle w nim. Nigdy nie byłem, nie jestem i uważam, że jak tak dalej będzie to i nigdy nie będę w stanie zdecydować w jaką stronę pójść. Boję się każdej pracy, boję się poznawania ludzi, boję się oceny, boję się życia, boję się bólu, boję się bania i "żyję" pod dyktandem niewyobrażalnie toksycznego wstydu, który rośnie wraz z wiekiem i wciąż niekończącej się bezsilności, oraz ciągłego narzekania (tak jak to robią moi rodzice). Zdanie by "wziąć odpowiedzialność za swoje życie" rozumiem tak naprawdę jako "poddać się karze", której przecież najbardziej się boję i której całe życie chcę uniknąć. Mój terapeuta zachowuje się jakby tego totalnie nie rozumiał dobijając mnie coraz bardziej.
Co ja mam zrobić ?! Przecież nie chcę skończyć na ulicy, a na dodatek nie chcę życia obciążonego konsekwencjami, których nie mogę już naprawić jak chociażby to, że jeśli jakimś cudem dożyje do emerytury to będzie ona głodowa i zginę tak czy siak, nie wspominając już o tym, że resztę życia spędzę samotnie ... Takie życie to koszmar, z którego już się nie wybudzę, a jedynym "pocieszeniem" jest samobójstwo lub śmierć naturalna. Doszedłem do wniosku, że założyłem sobie by terapia była dla mnie czymś co daje mi poczucie wyjścia do ludzi, ale w bezpiecznym środowisku. Skoro życie poza terapią nie toczy się w takim środowisku to terapia mi nie pomoże. A może problem leży w niedopasowaniu terapii do mnie ? Jeśli tak to proszę o informację w jakim nurcie powinienem się poruszać. Błagam o pomoc pomimo, że już prawie straciłem ostatnie resztki nadziei.
Witam serdecznie. Jestem alkoholikiem i pozostaję w trzeźwości od ponad 4 lat. Od początku trzeźwienia należę do AA. Od kilku miesięcy jestem też pod okiem terapeutki, a dwa tygodnie temu zacząłem uczęszczać na terapię grupową dla alkoholików, prowadzoną przed dwóch terapeutów uzależnień. Moje pytanie dotyczy jednak czegoś innego. Blisko rok temu odkryłem w sobie ogromne pragnienie niesienia pomocy ludziom jako terapeuta uzależnień. W tym celu skończyłem studia podyplomowe on-line w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego. Mieszkam i pracuję w UK. Mam pytanie, a w zasadzie prośbę o wskazanie mi możliwego kierunku bądź kierunków dalszego rozwoju.
Proszę o wskazanie drogi co dalej robić, aby zostać terapeutą uzależnień. Czy muszę przejść dodatkowe kursy, szkolenia, czy może studia? Czy muszę uzyskać certyfikat, a jeśli tak, od czego i gdzie zacząć? Czy muszę odbyć 4-letnie szkolenie, czy wystarczy znaleźć miejsce do odbycia praktyki? Nie czuję się w pełni gotów do takiej pracy po odbytych studiach podyplomowych, a bardzo mi zależy, aby nie tracić czasu i rozwijać się. Rozważam także powrót do Polski w najbliższym czasie i czy mogę dostać wskazówki gdzie się udać, zapisać, zgłosić, aby móc podążać obraną drogą. Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź, ponieważ strasznie trudno znaleźć mi odpowiedzi na powyższe pytania. Mam wrażenie, że stoję w miejscu, a chciałbym pracować w tym zawodzie, bo czuję do tego ogromny pociąg i pasję.
Pozdrawiam serdecznie Michał.

