Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z kryzysem w związku po kłótniach i zerwaniu?

Dzień dobry. Mam poważny problem w związku. Jestem 29-letnim facetem, z 30-letnią kobietą jestem prawie 1.5 roku. Rok był cudowny, zero kłótni, a gdy były jakieś sprzeczki to sama pisała, żebyśmy sie nie kłócili, bo mamy fajny związek i od razu wtedy odpuszczałem. Kupiłem mieszkanie z nadzieją, że razem sie wprowadzimy, ale jeszcze nie chciała, wybieraliśmy razem różne rzeczy do mieszkania, ale przyszły kłótnie o podłożu patologicznym... ja jej w nerwach po alkoholu powiedziałem, że jest j****a, a ona mi ,że ja jestem po****any. Ale po czasie sie przeprosiliśmy. Ja ją bardzo kocham i staram zmienić swoje różne zachowania, ale ostatnio to przy znajomych zaczęliśmy sie kłócić o pierdoły, również po alkoholu. Ja powiedziałem, że jest głupia, bo nie potrafi odpuścić, ale od razu przeprosiłem. Ona wpadła w furie i zaczęła mnie ostro wyzywać od patologi, od poj***w, od psychopatów a najgorzej, że zaczęła mówić, że mam małego i że 3min seksu i że kto by chciał ze mną być... zrobiło mi sie bardzo przykro i bardzo mnie to zabolało i wyrzuciłem ją z mojego mieszkania i powiedziałem, że jest ku** :/ nie poradziłem juz sobie z tym wszystkim. Nie chce sie usprawiedliwiać, bo nie powinienem tak nigdy powiedzieć, ale ona też nie i mnie bardzo to zraniło. Myślałem, że gdy emocje opadną i wytrzeźwieję, to mimo wszystko mnie przeprosi. Ja ją przeprosiłem, ale nawet nie odpisała. Chciałbym z nią być, bo byłem z nią szczęśliwy, takich kłótni w związku nie może być i na pewno ona też o tym wie. Ja boje sie, że to koniec, ale też bym chciał, żeby ona mnie przeprosiła i sie odezwała, chociażby ostatni raz porozmawiać. Oczywiście w nerwach po alkoholu zerwaliśmy, usunęła zdjęcia ze mną wszędzie. Co mam robić? Napisałem, czekać az upłynie trochę czasu i dać jej spokój, czy odpuścić już na dobre i lepiej byśmy sie rozstali? Strasznie to przeżywam wszystko i nie radzę sobie z tym.

User Forum

Wymix

6 miesięcy temu
Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Cześć.

Wiesz, pacjenci często mi mówią "pani profesor, to było po alkoholu, to przecież się nie liczy". Wytrzeźwiałeś, ale pamiętasz, co i kiedy mówiliście oboje, więc tak całkiem na alkohol zrzucić całej winy nie możesz.

Najpierw odpowiedz sobie na najważniejsze pytanie: kiedy przestaliście się szanować?

Żaden, powtórzę, żaden związek nie ma szans, jesli u jego podstaw nie ma szacunku, zaufania, przyjaźni. To, co opisujesz, jako miłość, nie jest pewnie tym uczuciem jeszcze, to nie miłość dojrzała, raczej stadium zauroczenia sobą. Dlaczego nie przeszło w kolejne stadium prawdziwej miłości, tego to ja nie wiem. To pytania na terapię, do której oboje powinniście stanąć, o ile partnerka zrozumie, że w tej sytuacji nie ma jednego winnego, że związek to relacja i że obie strony mocno muszą się przyłożyć do pracy nad nią. 

Jakież mężczyzna ma ogromne możliwości, aby zażegnać kłótnię i przeprosić. Wymyśl coś, zamiast sms-ów. 

Słowa partnerki, w sensie tych wymiarów przyrodzenia, to zawsze boli każdego faceta. To nie było do Ciebie, to było dlatego, że prawie każdy facet na to reaguje straszliwą przeczulicą. Co zatem zrobisz? Pokazałam Ci parę dróg. Przemyśl i zacznij za chwilkę coś realizować. 

Pozdrawiam i życzę pwodzenia

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

 

6 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Szymon Leszczyński

Szymon Leszczyński

Dzień dobry

 

Pan już zrobił swój krok – wziął odpowiedzialność za swoje słowa i przeprosił.

To ważne.

Teraz kolej aby „była” partnerka wzięła odpowiedzialność za swoje zachowanie.

Proszę dać jej czas - czy się do pana przeprosin odniesie oraz w jaki sposób.

Jednak czekanie nie powinno trwać w nieskończoność aby wiedział pan czy wasza relacja jeszcze ma przyszłość czy nie.

Może się zdarzyć, że to już koniec waszego wspólnego życia we swoje.

Proszę dać sobie czas wtedy na doświadczanie nieprzyjemnych emocji rozstania. Które już pan teraz odczuwa. 
I pamiętać, że te emocje miną.

Niezależnie od tego zachęcam do pracy nad kontrolą własnych emocji, sposobem rozwiązywania konfliktów oraz bardziej odpowiedzialnego spożywania alkoholu. Samodzielnie lub przy wsparciu specjalisty np. psychologa.

 

Pozdrawiam

Szymon Leszczyński

 

6 miesięcy temu
Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowny Panie,

to, co Pan opisuje, pokazuje raczej, że znaleźliście się w trudnym momencie, w którym emocje biorą górę nad tym, jak naprawdę chcielibyście się do siebie odnosić. Alkohol zdecydowanie nie pomaga, zmienia percepcję, inaczej patrzycie Państwo na sytuację i wtedy łatwiej jest powiedzieć coś, czego wcale nie mieliście intencji powiedzieć.

Jeśli myśli Pan o tym, żeby spróbować to naprawić, warto byłoby porozmawiać z partnerką na spokojnie, już bez pośpiechu i bez wracania do wzajemnych oskarżeń. Warto stosować komunikaty skierowane na własne odczucia „to mnie zabolało”, „chciałbym, żebyśmy inaczej rozmawiali, gdy jest trudno”. Taka rozmowa często pomaga zobaczyć, co jest pod spodem, a nie tylko to, co pada w złości. Czasem w takich momentach pomocne bywa też wsparcie z zewnątrz, np. w formie terapii par, bo łatwiej wtedy zatrzymać pewne schematy reagowania i poszukać sposobów, które dla Was obojga będą bezpieczniejsze i bardziej wspierające.

Być może po krótkiej przerwy rozmowa będzie łatwiejsza i pozwoli Wam zobaczyć, czy chcecie dalej o tę relację razem dbać.

 

Wszystkieg dobrego, Elza Grabińska, psycholog. 

6 miesięcy temu
Weronika Jeka

Weronika Jeka

Dzień dobry,
to co Pan opisuje, brzmi jak bardzo trudna i bolesna sytuacja. Widać, że ta kłótnia mocno Pana poruszyła, zarówno to, co Pan powiedział, jak i słowa, które padły ze strony partnerki. Takie wzajemne rany potrafią zostać na długo i nic dziwnego, że emocje są teraz ogromne.

Wygląda też na to, że oboje znaleźliście się w momencie, w którym napięcie i alkohol sprawiają, że kłótnie szybko wymykają się spod kontroli. Po tak intensywnych słowach wiele osób potrzebuje czasu, żeby w ogóle ochłonąć i spojrzeć na relację z dystansu.

Rozumiem, że jest Panu bardzo trudno z tym, że partnerka nie odpowiada, zwłaszcza że przeprosił Pan i zależy Panu na tej relacji. Jednocześnie to normalne, że po takim wybuchu druga strona może się wycofać, żeby dojść do siebie.

To, że tak Pan to przeżywa, pokazuje, jak dużo ta relacja dla Pana znaczyła i jak bardzo został Pan poruszony.
Może warto dać sobie i drugiej osobie przestrzeń, aby pomyśleć o swoich potrzebach, może przyjrzeć się też temu nad czym można popracować, przykładowo nad regulacją emocji, może ograniczeniem alkoholu na jakiś czas, skoro to on był głównie motorem napędowym kłótni.
Pozdrawiam
Weronika Jeka

6 miesięcy temu
Robert Turek

Robert Turek

Dzień dobry :)

Dziękujemy za zaufanie i napisanie do TwójPsycholog.pl

 

Sytuacja jest następująca. 

Ma pan bardzo dobre zasoby do budowania związku w sferze komunikacji. Widać to po tym, że napisał pan o umiejętności przepraszania. To jest jeden z największych predyktorów (czynników po których ocenia się przyszłość w relacji) powodzenia w związku. Ze strony pana partnerki widzę też pozytywne zasoby, ponieważ jest świadoma, że np. kłótnia sama w sobie do niczego nie prowadzi. 

Jeżeli chodzi o, jak pan pisze patologiczne podłoże, to oczywiście obrzucanie się wyzwiskami nie jest zdrowe.

Sue Johnson, amerykańska psychoterapeutka par nazywa takie zachowania "szukaniem tego winnego" i to jest jak najbardziej do poprawy i zmiany w Państwa związku. Z odrobiną zaangażowania da się to zrobić i poprawić.

Natomiast jest do tego potrzebna druga strona :)

Myślę, że po alkoholu mówi się rzeczy, których nieraz się później żałuje, kto z nas nigdy tego nie zrobił?

Ale nie daję dobrych rad. Zachęcam natomiast pana do przyjrzenia się tej relacji z dystansu, do odreagowania emocji i zastanowienia się nad możliwymi scenariuszami.

Pozdrawiam

Robert Turek

Psycholog

 

6 miesięcy temu
Dorota Figarska

Dorota Figarska

Dzień dobry 

Jeśli partnerka jest dla Pana naprawdę ważna, warto dać jej trochę czasu i przestrzeni. W tym czasie dobrze jest zadbać także o siebie: nie spędzać dni wyłącznie w oczekiwaniu na wiadomość i nie uzależniać samopoczucia od jej decyzji. To dobry moment, aby zatrzymać się i zastanowić, czego Pan sam potrzebuje i czy, nawet jeśli ona odezwie się po dłuższym milczeniu, nadal będzie Pan gotów i otwarty na tę relację.

Po pewnym czasie można wysłać jedną spokojną wiadomość, bez nacisku i bez zasypywania kolejnymi próbami kontaktu. W takiej wiadomości warto jasno i dojrzale przekazać, że jest Pan gotów porozmawiać, kiedy ona również będzie na to gotowa. Później pozostaje już pozwolić jej zdecydować, co chce zrobić dalej.

 

Psycholog Dorota Figarska 

6 miesięcy temu
Klaudia Dynur

Klaudia Dynur

Dzień dobry,

opisuje Pan bardzo przykrą sytuację. Oboje Państwo mają prawo czuć się zranieni.

Alkohol oczywiście może wzmagać impulsywność czy emocjonalność, jednak nie powinien być usprawiedliwieniem zachowania. Być może dobrym pomysłem okazałaby się szczera rozmowa w bezpiecznej atmosferze, niezależnie od tego, jaka jest Państwa decyzja, co do kontynuowania lub przerwania związku. Ostatecznie chodzi tu nie tylko o przeprosiny, ale też wolę i motywację do zmiany zachowania na takie, które nie będzie doprowadzać do tego, że będą Państwo nawzajem się ranić.

Jeśli w obecnej sytuacji trudno Panu radzić sobie z emocjami, dobrym pomysłem mogłaby okazać się doraźna lub dłuższa pomoc ze strony psychologa, który wsparłby Pana w problemie, a także pomógł pracować nad efektywnymi strategiami regulowania emocji.

 

Pozdrawiam serdecznie

Klaudia Dynur

Psycholog, seksuolog w trakcie szkolenia

6 miesięcy temu
Rafał Żelazny

Rafał Żelazny

To, co między Państwem się wydarzyło, nie było zwykłą kłótnią, ale przekroczeniem granic i wymianą ciosów poniżej pas, które noszą znamiona przemocy psychicznej (poniżanie, wyzwiska, ataki dotyczące ciała, seksualności, wulgaryzmy). Takie sytuacje nie biorą się znikąd. One pokazują, że pod powierzchnią fajnego związku było sporo niewypowiedzianego napięcia i emocji, które alkohol jedynie wydobył.  Może warto też pomyśleć o tym, czy alkohol służy Waszej relacji...
Mocno się zraniliście. Jej cisza i usunięcie zdjęć nie musi oznaczać końca. Jeśli macie mieć jakąkolwiek przyszłość, to potrzebne jest nie pisanie, ale szczera rozmowa o tym, co każde z Was czuje, czego się boi, co Was rani, co tak naprawdę dzieje się między Wami, ale równie istotna będzie zmiana sposobu rozwiązywania konfliktów i praca nad własnymi emocjami. Jeśli oboje będziecie potrafili szczerze porozmawiać i wziąć odpowiedzialność za swoją część, macie szansę poukładać tę sytuację. Jeśli jednak zabraknie tej gotowości, rozstanie może okazać się zdrowszym rozwiązaniem.

6 miesięcy temu
Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

Dzień dobry,

opisywana sytuacja, to poważny kryzys, w którym oboje przekroczyliście granice i zraniliście się bardzo mocno. Alkohol tylko wzmocnił napięcia, które już wcześniej w Was narastały. Nic dziwnego, że teraz czujesz ból, zagubienie i lęk, to zupełnie naturalne w takiej sytuacji.

Na tym etapie zwykle pomaga chwilowy dystans, żeby emocje opadły i żeby każda ze stron mogła spokojniej spojrzeć na to, co się stało. Dalszy kierunek to może być rozmowa, próba naprawy albo decyzja o rozstaniu - zależy od Waszej gotowości do refleksji i wzięcia odpowiedzialności za swoje słowa i zachowania.

Warto zastanowić się, czego Ty potrzebujesz w relacji, jakie granice są dla Ciebie ważne i co musiałoby się zmienić, by czuć się w niej bezpiecznie. Twoje emocje są zrozumiałe, a ten kryzys może być momentem, który pozwoli Ci lepiej zobaczyć, w jakim kierunku chcesz iść. 

6 miesięcy temu

Zobacz podobne

Boję się samotności, za mną rozstania i teraz ciężka sytuacja. Bardzo mi ciężko. Jaka psychoterapia będzie dla mnie najlepsza?
Mam 31 lat. W ciągu 5 lat przechodzę 3 rozstanie. Sa to moje pierwsze związki, ponieważ na studiach nie chciałam sie angażować w relacje, miałam dużo znajomych i nie chciałam być ograniczona zakazami/fochami. Wracając do rozstań - rozstania się kończyły zazwyczaj w burzliwy sposób. Z 1 partnerem większa agresja była z jego strony, miał pretensje, że nie okazuje mu wystarczająco dużo miłości, na ostatnim spotkaniu krzyczeliśmy, trzasnął drzwiami i już go nie widziałam - związek trwał rok. Poźniej zaczęłam mój kolejny roczny związek, byłam bardzo zakochana i mówiłam sobie, że to miłość mojego życia. Mówiłam mu często, że go kocham, a on mówił mi. Miałam przyjaciółke, która wtedy była sama i zarzucała mi, że za bardzo jestem zafiksowana na punkcie tego chłopaka, zaczęła mi podkładać myśli, że on leci na swoją przyjaciółkę, że ona by była zła, gdyby widziała, że jej facet je z jednego słoika z inna kobieta (jedli raz jakieś buraczki, które przyniosła). W końcu w czasie ogromnego stresu w innych dziedzinach życia dostałam od niego zaproszenie na spotkanie z nim i jego inna przyjaciółką, ale byłam wtedy juz umówiona z tą moją przyjaciółką. Historia skończyła sie tak, że z tego spotkania pojechałam z przyjaciółka na spotkanie chłopaka z ta druga przyjaciółka i wybuchła mega awantura, pamiętam, że bardzo krzyczałam, że mnie nie kocha, a ona, że jestem nienormalna. Poźniej wyjechałam z miasta na miesiąc i wypisywałam do niego jakieś żale, on sie odsuwał, a poźniej okazało sie, że jest w związku (2 miesiące po naszym rozstaniu) z ta dziewczyna od buraczków, a na koniec mi powiedział, że ja go popchnęłam w jej ramiona. Jednocześnie moja przyjaciółka, która mi doradzała wróciła do swojego eks i powiedziała mi, że nie może sie ze mna spotkać w czasie mojego kryzysu, bo ma chłopaka. Kontakt z nia i z moim eks sie urwał. To były osoby, z którymi spędzałam najwięcej czasu i nagle zostałam sama. Moja samotność trwała 7 miesięcy ( bardzo cierpiałam i zmieniłam sie, nie bylam juz ta osoba co wcześniej, zaczęłam sie bardziej przejmować wszystkim ) Jednak w mojego 1 w życiu samotnego sylwestra założyłam konto na Tinderze. Poznałam faceta, z którym spotykałam sie 2 miesiące, a on powiedział, że mnie nie pokocha, że szuka czegoś innego. Następnie wpadłam w wir randek i podeszłam zadaniowo do sprawy. Chciałam bardzo znaleźć kogoś odpowiedniego. Raz mnie odrzucali, znikali, raz ja to robiłam. W końcu poznałam mojego ostatniego chłopaka, z którym (jestem?) od 2 lat. Ostatnio stwierdziłam, że przypomina mi mojego ojca - jest zdystansowany emocjonalnie, cichy przy obcych ludziach, a wybuchowy i nerwowy do najbliższych. Jednocześnie pracowity, wierny i opiekunczy. Jest bardzo ambitny i zależy mu na stworzeniu super warunków do życia dla przyszlej rodziny. Widziałam go jako męża i ojca. Przeszkadzały mi jedynie te wybuchy złości, które pojawiały sie od czasu do czasu, a w tym roku kiedy przeprowadziliśmy sie z mojego mieszkania do jego mieszkania zaczęły pojawiać sie również niemiłe słowa - ''wypier*** z mojego domu'', ''odpier** sie'', a raz na wakacjach gdy przyczepił się, że odpięłam jego ładowarkę z kontaktu bez informowania go o tym, zaczęłam naśladować jego dziwny ton głosu i próbować być tak irytująca jak on - nazwał mnie wtedy głupią dziw*ą. Poźniej oczywiście za te wszystkie słowa przepraszał. Ale mimo tego, że było poźniej juz dobrze, planowaliśmy ślub, dom i dziecko, to te słowa 'głupia dziw*a' 'odpier***sie' do mnie wracały. Dodatkowo przez te dwa lata mi powiedział może 3 razy, że mnie kocha i to było po moim dopytywaniu o to po roku związku. Zaczęłam pytać czy podczas przysięgi małżeńskiej powie, że mnie kocha, a on, że powie i bardzo mnie to dziwiło, że nie może robić tego w domu, a na ołtarzu przy ludziach powie.. tak jakby na pokaz. Wszystkie te historie opowiedziałam, aby przeanalizować moje podejście do związku tego i przeszłych. Moim aktualnym problemem jest to, że 2 dni temu mój chłopak sie znowu przyczepił o absurdalnie głupią rzecz, była związana z jego aktualną pracą (za którą nic nie zarobi, ponieważ ta rzecz ma być w przyszłym portfolio jego startupu, a poświęca na nia od 2 miesięcy po 13 godzin dziennie), ale kompletnie na nią nie wpływała. Ja wyśmiałam, że przejmuje się bardziej tym niż organizator tego wydarzenia. W pewnym momencie pamiętam tylko, że stał nade mną i cały czas gadał. Nie chciało mi sie go słuchać i użyłam jego słow sprzed miesiąca ' odpier?** sie', a on do mnie powiedział 'wypier** z mojego domu'. Byłam w szoku, nic nie powiedziałam, a za jakiś czas podeszłam do niego zapytać czy on tak serio. On milczał i długo sie zastanawiał. Stwierdziłam, że skoro tak długo sie zastanawia to musze zacząć sie pakować. Płakalam i pakowałam sie. Była juz noc, wiec zadzwonilam do mamy przy nim(to kawalerka) aby poradzić się, co robić, bo chłopak kazał mi sie wyprowadzić. Nie wdawałam sie w szczegóły. Ale w końcu zostałam jedną noc. Następnego dnia rano po nieprzespanej nocy, z opuchniętymi oczami musiałam jechać do pracy. Przed pracą wrzuciłam do auta reszte moich rzeczy i pojechałam do pracy, a po pracy ruszyłam do mamy (250 km trasy). Teraz jestem u mamy, rozpakowałam wszystkie rzeczy, ale w środę musze być w Warszawie w pracy. Przeprowadziłam jedną spokojną rozmowę z nim i ustaliliśmy, że dopoki nie bede mogla wprowadzić sie do swojego mieszkania (jest aktualnie wynajmowane i ma miesiąc wypowiedzenia) to mogę mieszkać u niego. W tej rozmowie powiedział mi również, że mnie nie kocha, a jak dopytywałam dlaczego mi wcześniej mówił, że nie musi mówić, że kocha, bo miłość okazuje przez czyny to zaczął mówić, że tak było. Dwie sprzeczne rzeczy - to okazuje przez czyny czy nie kocha?. Później zaczęłam dopytywać czym dla niego jest miłość, a on ' że to takie poczucie, że mógłby porzucić wszystkie marzenia dla tej osoby' i że tego przy mnie nie ma. W tym zwiazku robił ze mna różne rzeczy, na które nie mial ochoty - podróż do Azji, która ostatecznie mu sie podobała, a również poszedł na terapie po namowach, aby pracować nad wybuchami złości. Jeszcze tydzień temu rozmawialiśmy o tym, gdzie weźmiemy ślub, mówił, że ma plan na oświadczyny, a wczoraj po tej kłótni powiedział, że mnie nie kocha tym swoim rodzajem miłości. Mi sie wydaje, że go kocham taką dojrzałą miłością, nie jest to taka miłość szalona/namiętna jak do poprzedniego chłopaka. Jestem w stanie pójść na kompromisy, on tez był w stanie pójść na nie dla mnie. Wspieraliśmy sie i motywowaliśmy. Nie było słów 'kocham Cie'. Akceptowaliśmy swoje niedoskonałości, no może ja nie akceptowałam jego obgryzania paznokci. Jestem aktualnie bardzo rozwalona psychicznie i zdezorientowana. Bardzo chcialabym z nim byc i aby przepracował sobie różne tematy na psychoterapii, a następnie sworzyć rodzine. Jutro mamy rozmawiać o tym wszystkim, ale mam przeczucie, że on nie będzie chciał być ze mna, ze sie przelało, mówi, że za często sie kłócimy, ze kłótnie zawsze eskalują do dużego stopnia. Zastanwiam sie czy to moja wina, jego czy nasza. Nie wiem jak poprowadzić jutrzejsza rozmowę, aby sie dobrze skończyła. Boję się, że się ostatesznie rozstaniemy i znowu bede sama. Dodatkowo jestem bardzo lękliwa i nie wyobrażam sobie, aby znowu przechodzić przez wir randek.. nie chce tego. Nie chce poznawać nowych ludzi. Nie chce tracić kolejnych ludzi z mojego życia. Czasami myślę, aby rzucic Warszawe, prace, sprzedać mieszkanie i przeprowadzić sie do mniejszego miasta, gdzie mam bliskich.. lecz tutaj nie ma dla mnie pracy, a zdalnej nie dostanę. W Warszawie aktualnie nie mam nikogo prócz mojego chłopaka i 2 znajomych koleżanek, które maja swoje życie. Strasznie boję sie samotności. Prosze o doradzenie co powinnam zrobić, jak żyć, jeśli jutro dojdzie do rozstania. Przez miesiac bede musiala mieszkac u niego, pozniej sie wprowadze do swojego mieszkania. Będę jezdzila do pracy, wracała, chodziła na basen/rower, jednak wszystko to będzie bardzo samotne. Ludzie w pracy nie zaspokoją mojej potrzeby ciepła i bliskości...Z drugiej strony boje sie, że jak wroce do niego, te te zachowania agresywne beda sie powtarzać, jednak z kolejnej strony zaczął pracować nad tym u psychoterapeuty, wiec jest jakaś nadzieja. Zapomnialam dodac , że drugie rozstanie bardzo przeżyłam, musiałam sie wspomagać lekami typu xanax.. chodzilam na hipnoterapie aby zmniejszyć ból, niestety przez caly czas zwiazku z moim aktualnym partnerem wracałam myślami do tego zerwania z poprzednim, caly czas je analizowalam i wydaje mi sie, że nadal bede mimowolnie do tego wracac. Jak nad tym zapanowac? jaki rodzaj psychoterapii bedzie dla mnie najlepszy? jak postapic jutro?
Nie potrafię się zebrać
Nie potrafię się zebrać do kupy. Brak chęci na życie i stres, kłopoty ze zdrowiem i zmiana pracy. Po 12 latach wróciłem z UK do Pl, posypało mi się życie z kobietą i zdrowie kuleje i czas się zebrać na badania i lekarzy a ja nie mam siły na nic....
Nie spędzam z mężem czasu, przez jego pracę od rana do wieczora.
Mój mąż pracuje w gospodarstwie rolnym, 60 krów. Codziennie trzeba poświęcać na to około 6godzin, resztę czasu mąż spędza na remontach budowlanych... Z domu wychodzimy około 5 rano, mąż przychodzi tylko zjeść i pracuje codziennie do 20. Ja mu dużo razy mówiłam, żeby spędził trochę czasu ze mną, on uważa, że musi to wszystko skończyć.
Jak odbudować związek, w którym sporo rzeczy ukrywałam z lęku?
Jak odbudować związek, który się sypie z mojej winy i jak się wziąć w garść? Okłamałam partnerkę i jej sporo rzeczy nie mówiłam, bo się bałam, że zakończy relacje. Były to sprawy związane z rodziną i przekraczaniem granic. Żyje w ciągłym stresie mówiąc wszystko partnerce i niektóre rzeczy bardzo ją dotykają i jest wyczerpana psychicznie przeze mnie. Ja ze stresu albo jem zbyt dużo albo nie jem nic i wymiotuje. Jak odbudować i pokazać partnerce, że mi zależy na niej i że jej nie olewam?
Relacja po stracie: jak wspierać i zrozumieć zachowanie partnera po śmierci bliskiej osoby
Dzień dobry, Szanowni Państwo znalazłam to forum w internecie szukając odpowiedzi na moje wątpliwości. Moja sytuacja dotyczy pewnej relacji. Chodzi o to, że nie wiem co mam myśleć o tym co tak naprawdę się dzieje w pewnej relacji w której funkcjonuję od pewnego czasu. Mam w swoim życiu (według mnie osobę bardzo mi bliską). Jednak może od początku. Poznałam jakiś czas temu mężczyznę i od razu zaczęliśmy odbierać na tych samych falach. Początki super świetnie idealnie dogadujemy się wręcz jak byśmy znali się całe życie. Później rozmowy stały się bardzo poważne wręcz intymne. On podzielił się ze mną tym, że ma wiele zmartwień. Jego Matka umierała na chorobę nowotworową i było strasznie ciężko wszystkie wysiłki szły, aby Ją ratować. Przyjaciele oraz całą Jego rodzina odwrócili się od Niego. Tak jakby zapomnieli, że istnieje. Został sam. No właśnie nie do końca bo ja byłam przy Nim w tych trudnych chwilach. Ni mniej, ni więc tylko spakowałam się i stanęłam przed Jego drzwiami. No może nie dosłownie bo nie wpakowałam się do Jego domu, ale wynajęłam na szybko mieszkanie w Jego mieście i byłam w każdej chwili przy Nim. Pomagałam bez zawahania we wszystkich sprawach i wciąż wspierałam Go. Obiadki te sprawy. W końcu Jego Matka zmarła niestety. I On zdawał się być jakby obok tego wszystkiego. Nikt prócz mnie nie pomógł, nie było nikogo. W tym czasie powiedział mi, że mnie wcześniej nie doceniał i nie spodziewał się, że postąpię właśnie w taki sposób. Dodał, że wszyscy absolutnie wszyscy opuścili Go a zostałam tylko ja. I że szalenie mnie docenia i wszystko co zrobiłam i co robię i co zapewne jeszcze zrobię. Nie określił mnie jako swojej "dziewczyny" dalej pozostaje, chyba tak mi się wydaje Jego koleżanką. Podczas pogrzebu Jego Matki miały miejsce dziwne rzeczy. Przede wszystkim zjechała się cała rodzina ze strony Matki. Wszyscy absolutnie wszyscy wykazywali niezdrową ciekawość względem mnie. Ja byłam z boku. Po cichu wspierałam w tym trudnym dniu. Zabezpieczyłem wszystkie rzeczy osobiste " kolegi" ponieważ wszędzie zostawiał a to portfel z dokumentami, a to kluczyki od auta itd. ja zbierałam te rzeczy i chowałam żeby nikt ich nie ukradł. Podczas pogrzebu stałam z tyłu przecież nie jestem rodziną więc nie będę pchała się na pierwszy plan. Podczas deszczu podałam Mu swój parasol bo nie miał , a ja nie chciałam żeby zmókł. Po pogrzebie On powiedział, że bardzo mi dziękuję za wszystko co zrobiłam na tym pogrzebie bo On nie miał do tego głowy. Jednak kilka dni potem odezwali się Jego "przyjaciele" i On tak jakby zapomniał, że gdy potrzebował wsparcia to Oni Go zostawili tak jakby się nie znali. Zaczął codziennie spotykać się z Nimi. Ja odczułam , że mnie odstawił na boczny tor. Chociaż po kilku dniach zaczął zapraszać mnie na spacer, na obiad. W sumie było kilka takich spotkań. Raz nawet użył sformułowania, że to jest randka. Ale na tych niby randkach w pierwszym zdaniu komunikuje mi, że nie ma za dużo czasu bo kumple czekają i jest z Nimi umówiony. Ogólnie to zawsze po godzinie Nasze spotkanie się kończy bo pędzi do kolegów. A z kolegami spędza czas do 2-3 nas ranem. Wiem bo zawsze pisze do mnie wiadomości, że właśnie skończył świetne spotkanie z kumplami i wraca do domu. Ja nie wiem co mam myśleć. Raz nawet powiedziałam Mu wprost co czuję, czego chcę i niech w końcu powie o co chodzi i czy to wszystko co się dzieje to ma sens. Odpowiedział mi ,że jeśli ja dalej tego chce to ma to sens. Co dzień mówi mi, że jestem piękna, dobra, najcenniejszym skarbem, który trzeba chronić, że jeśli mi się coś stanie to On tego nie przeżyje bo to będzie tragedia. Jednak gdy mówię skoro jest tak jak mówisz to może przestańmy udawać i w końcu oficjalnie zacznijmy być razem. To się wycofuje znajduje kolejne wymówki żeby utrzymać taki stan rzeczy i wciąż codziennie słyszę, że koledzy przyszli, ja idę do kolegów, z kolegami idę na miasto, koledzy, koledzy, koledzy... Nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. Czy powinnam dać sobie spokój czy to jakiś mechanizm obronny lub radzenia sobie z żałobą po śmierci Matki. Bo z jednej strony koledzy, a z drugiej jeśli ja się nie odezwę przez dłuższy czas dopytuje się czy jestem zdrowa, bezpieczna i czy nic mi się nie stało złego. Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!