
- Strona główna
- Forum
- kryzysy
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z lękiem przed jazdą samochodem i poczuciem niezaradności?
Justyna Orlik
To, co opisałaś, brzmi jak coś, co bardzo długo w sobie nosisz i co wywołuje w Tobie dużo napięcia. Nie tylko wokół jazdy, ale też wokół poczucia własnej wartości. Zdałaś egzamin, mimo że jazda nigdy nie była Twoją pasją, i to już samo w sobie jest dużym osiągnięciem.
Twoje ciało bardzo wyraźnie pokazuje, że nie czuje się bezpiecznie za kierownicą, a to nie czyni Cię ani gorszą, ani mniej „dorosłą”. Wiem, że porównania do innych ludzi, którzy jeżdżą bez oporów, mogą sprawiać, że czujesz się słaba. Nie wpływa to jednak na fakt, że jesteś ambitna, profesjonalna i "ogarniasz wymagającą rzeczywistość".
To wszystko nadal jest w Tobie. Jazda samochodem tego nie odbiera.
Lęk ma to do siebie, że czasem trzeba go oswoić. Krok po kroku. Nie siłą, a życzliwością. I to w porządku, że nie jesteś gotowa, i że jeszcze nie czujesz się bezpiecznie. Twój partner to duże wsparcie w obecnej sytuacji. To, co mówi jest prawdziwe: brak pewności siebie za kółkiem nie określa całej Ciebie. Można być świetną osobą i mieć trudność z jedną, konkretną rzeczą.
Zamiast się za to karać, może warto się tym sobą... zaopiekować?
Zapytać siebie: czego teraz potrzebuję, żeby było mi trochę lżej?
I dać sobie prawo, żeby iść w swoim tempie. Nie po to, żeby się zmuszać, ale żeby się wesprzeć.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Aleksandra Kaźmierowska
Dzień dobry,
Czytam, że to dla Pani ważny temat i że niesie ze sobą dużo napięcia, smutku i poczucia bycia „nie taka, jak trzeba”.
Z tego, co Pani pisze zdaje się, że nie chodzi tylko o samochód. Być może to głębszy kawałek: coś o presji bycia zawsze dobrą, samodzielną, silną i skuteczną. I jednocześnie trudność w zaakceptowaniu momentu, w którym jakaś część Pani po prostu się boi.
To, co poruszające w Pani historii, to to, że obok wielu sukcesów, które Pani osiągnęła, jest jedno miejsce, w którym czuje się Pani zupełnie inaczej — słaba, bezradna, zawstydzona. I że to jedno miejsce potrafi przysłonić całą resztę.
Być może to nie jazda autem jest największym problemem, tylko to, jak surowo traktuje Pani siebie, kiedy coś nie wychodzi. Jak trudno wtedy dać sobie prawo do bycia niedoskonałą, niegotową, przestraszoną.
Zachęcałbym Panią do poszukania w sobie do odpowiedzi na pytania:
Co czuję, kiedy widzę, że inni potrafią, a ja nie?
Co to mówi o moim sposobie myślenia o sobie samej?
Czy umiem być po swojej stronie także wtedy, gdy czegoś nie umiem albo się boję?
Kiedy ostatni raz pozwoliłam sobie nie wiedzieć, nie umieć – i zostać z tym w spokoju?
Nie musi Pani teraz nic zmieniać ani siebie przełamywać. Może warto najpierw zatrzymać się i zobaczyć, co właściwie tak bardzo Panią boli, kiedy wsiada Pani do auta albo nie potrafi pojechać quadem. Może to coś więcej niż lęk przed jazdą. Może to zderzenie z częścią siebie, której długo nie chciała Pani widzieć – tej mniej zaradnej, mniej pewnej, potrzebującej pomocy. To bardzo ludzka część i zasługuje na tyle samo czułości i uwagi, co ta silna.
Jestem przekonana, że warto przyglądać się temu z ciekawością i bez pośpiechu. Bo czasem prawdziwa siła zaczyna się nie wtedy, gdy pokonujemy lęk, ale gdy przestajemy się karać za to, że on w ogóle jest. Wsparciem w pracy w tym obszarze może okazać się psychoterapia.
Serdeczności,
Aleksandra Kaźmierowska
Aleksandra Rydel
Bardzo Ci dziękuję za tak szczere i poruszające podzielenie się tym, co przeżywasz. Już sam fakt, że potrafisz to tak dokładnie opisać, mówi wiele o Twojej samoświadomości i wrażliwości.
To, co opisujesz, nie jest oznaką braku zaradności ani tym bardziej porażką. Raczej przypomina sytuację, w której system nerwowy reaguje w bardzo silny, obronny sposób – zupełnie tak, jakby jazda wiązała się z realnym zagrożeniem. I to nie dlatego, że coś z Tobą „nie tak”, ale dlatego, że ciało i umysł nie czują się w tej sytuacji bezpiecznie.
Perfekcjonizm, który wspominasz, potrafi być zarówno napędzający, jak i bardzo obciążający – bo jeśli jedną rzecz postrzegamy jako „defekt”, potrafi ona przysłonić cały krajobraz kompetencji i sukcesów. A przecież sama napisałaś: masz wykształcenie, rozwijasz się zawodowo, masz bliskie relacje, związek… to ogromne rzeczy. Może ta „jedna rzecz” nie świadczy o Twojej niezaradności, tylko o tym, że w jakimś miejscu zabrakło poczucia bezpieczeństwa, zgody na własne tempo, być może – czułego towarzyszenia sobie w trudności.
To nie jest coś, z czym „trzeba sobie poradzić od razu”. To raczej coś, co warto oswoić – i do czego można wracać z większą łagodnością. Niekiedy pomocna bywa tutaj psychoterapia (np. podejście somatyczne, EMDR lub psychoterapia psychodynamiczna), zwłaszcza jeśli lęk jest silny, paraliżujący i związany z poczuciem utraty wartości. Ale to Ty decydujesz, czy i kiedy chcesz się tym zająć.
Masz prawo nie umieć wszystkiego. I masz prawo poczuć się z tym bezpiecznie.
Jeśli będziesz chciała – jestem.
Katarzyna Faryniarz
Czytam Pani pytanie i widzę kobietę, która odnosi sukcesy na wielu polach. Wyobrażam sobie, jak trudna do zniesienia musi być dla Pani przepaść pomiędzy świętami, w których odnosi Pani sukcesy a sfera związana z prowadzeniem pojazdów.
Można się zastanawiać, skąd taki lęk może wynikać, bo wbrew pozorom czynników może być wiele. Od wyniesienia przekonań z domu rodzinnego, gdzie np. prowadzeniem samochodu zajmował się tato, aż po trudne doświadczenia wynikające z przeżytych wypadków komunikacyjnych przez nas lub przez naszych bliskich. Zrozumienie genezy lęku może Pani pomóc w tym, aby patrzeć na tą sferę bardziej wyrozumiałe, współczująco. Takie podejście z większą skutecznością pozwoli Pani na zmianę w porządnym kierunku.
W drugiej kolejności zastanowiłabym się nad podjęciem terapii skierowanej głównie na pracy z lękiem związanym z prowadzeniem pojazdów. W podejściu poznawczo-behawioralnym w terapii skupiamy się głównie na bieżącym problemie tj. określeniu sytuacji, w których pojawia się lęk, nauczeniu Pani jak radzić sobie w momencie odczuwania lęku oraz wprowadzaniu nowych zachowań, które będą miały na celu konfrontować Panią z Pani lękiem i tym samym, w konsekwencji go zmniejszać.
Justyna Bejmert
Dzień dobry,
Pani opis wskazuje na objawy lęku napadowego lub sytuacyjnego (np. fobii specyficznej), który może dotyczyć nawet jednej, odizolowanej aktywności - tu: jazdy samochodem czy quadem.
Jednocześnie widać, że w każdej innej sferze życia funkcjonuje Pani kompetentnie i dojrzale - to pokazuje, że problem nie leży w „Pani jako osobie”, lecz w mechanizmie lękowym.
W takiej sytuacji samo „wsiadaj i jedź” nie działa - to podejście może nawet pogłębiać bezradność i frustrację. Potrzebne byłoby podejście terapeutyczne: np. praca z psychoterapeutą w nurcie poznawczo-behawioralnym, gdzie etapowo, w bezpiecznych warunkach, można nauczyć się radzenia sobie z lękiem przed prowadzeniem.
Proszę też zauważyć, jak wiele już Pani osiągnęła pomimo lęku: zdobyła Pani prawo jazdy, jeździła z kimś, podejmowała próby. To nie jest porażka, to etap.
Proszę nie oceniać siebie przez pryzmat jednej trudności. Wrażliwość nie wyklucza siły i odwagi, by zmierzyć się z czymś, co przeraża.
Pozdrawiam ciepło,
Justyna Bejmert
Psycholog
Martyna Jarosz
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, jest głębokim doświadczeniem lęku, który wykracza poza samo prowadzenie pojazdu i dotyka obszaru poczucia kompetencji, wartości i sprawczości. To nie brak umiejętności jest tu kluczowy, ale przekonanie, że musi być Pani perfekcyjna we wszystkim, co robi, a każda rysa w tym obrazie uruchamia silne emocje i poczucie wstydu. Reakcje somatyczne, takie jak drgawki czy paraliżujący stres, pokazują jak duży ciężar emocjonalny jest z tym związany. Warto zauważyć, że Pani już pokonała ogromny etap — zdobyła prawo jazdy mimo trudności — a to świadczy o wytrwałości. Pytaniem, nad którym warto się dziś zatrzymać, jest: czy pozwala Pani sobie na bycie wystarczająco dobrą, nie idealną, ale wystarczającą — nawet w obszarach, które nie przychodzą naturalnie?
Pozdrawiam
Martyna Jarosz
Katarzyna Kania-Bzdyl
Droga JJ22,
niepodważalne jest to, że prawo jazdy upraszczają nam komunikację, budują w nas samodzielność i niezależność. Dlatego też rozumiem jak Ci trudno. Rozumiem, że z jednej strony CHCESZ, z drugiej NIE MOŻESZ.
1. Zastanów się na spokojnie i dogłębnie SKĄD wziął się u Ciebie ten lęk? Czy w przeszłości miałaś jakiś wypadek/byłaś świadkiem czegoś/usłyszałam coś z tym związane?
2. Powoli warto adaptować się do upragnionego celu tj. jak z dzieckiem w przedszkolu: najpierw zaprowadzasz go na chwilkę żeby zobaczyło jak wygląda przedszkole, potem zostawiasz go na chwilkę, aż w końcu wydłużasz czas na ten upragniony. Jak to ma się do Ciebie? Spróbuj od małych kroków: przez pewien czas przechodź sobie tylko koło auta spoglądając na niego, jak będziesz gotowa to otwórz drzwi od strony kierowcy i je zamknij po chwili, jak będziesz gotowa to wsiądź na miejsce kierowcy, jak będziesz gotowa wsiądź na miejsce kierowcy i zapnij pasy, jak będziesz gotowa wsiądź na miejsce kierowcy, zapnij pasy i zapal auto. I na ostatnim etapie jeśli będziesz gotowa to przejedź w obecności kogoś 100 metrów dalej, nie więcej. Aż w obecności innej osoby spórbuj wydłużać ten dystans.
trzymam mocno za Ciebie kciuki, do dzieła! :),
Katarzyna Kania-Bzdyl

Zobacz podobne
Mam wszystkiego dość. Jestem taka zmęczona. Byliśmy ze soba 15 lat, 7 lat po ślubie. On nagle, oświadczył że chce rozwodu. Próbowałam walczyć, ale im bardziej walczyłam to on się wściekał. Już wydawało się, że będzie dobrze i znów nagle zaskoczył mnie i ze łzami powiedział, że złożył pozew o rozwód. Na moja prośbę się wyprowadził. Tydzień po wyprowadzce powiedział, że ma wątpliwości. A potem już szedł w zaparte, mówił, że po tym wszystkim co mi powiedział nie mógłby być już ze mną.
Mamy prawie 3 letnie dziecko, więc musieliśmy się widzieć. On zaczął mnie oskarżać przez sms,y że go okłamuje, szantażuje dzieckiem i oczerniam. Kiedy prosiłam, żeby to wytłumaczył i dał przykłady, bo przecież tak nie jest, to milczał. Jeszcze cały czas mi robił wyrzuty, że chciałam, żeby się wyprowadził.
W cztery oczy zupełnie inny człowiek, widzę i nie tylko ja, że go ciągnie do mnie, szuka mojego towarzystwa. Kiedy parę razy mnie zaskoczył i przyjechał z dzieckiem szybciej i byłam prosto z pod prysznica lub w piżamie to widziałam, że patrzy na mnie z pożądaniem. Gdy dałam mu swój laptop, żeby coś tam zrobił i zobaczył nasze wspólne zdjęcie na tapecie to widziałam łzy w jego oczach.
Powiedziałam, że go dalej kocham, zareagował najpierw zagubieniem i smutkiem, potem pojawiła się nagła złość. Kiedy powiedział, że mu lepiej samemu i że nasz związek był bagnem to odcięłam się od niego, teraz moja Mama pośredniczy między nami i ona odbiera i daje dziecko. Po prostu mnie niszczyło to wszystko. Od 3 tygodni się nie widzieliśmy i nie odzywam się do niego. To on powiedział mojej Mamie wczoraj, że zaczyna go to denerwować. Moja Teściowa mówi mi, że jest przerażona nim, bo go nie poznaje, strasznie schudł, przestał o siebie dbać, zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem i ma strasznie smutne oczy, a jednocześnie zrobił się agresywny słownie. Wyznał też mojej teściowej, że już z nikim nie ma kontaktu.
Od kiedy go nie widzę i nie mam kontaktu jestem spokojniejsza, radosna, zaczęłam malować obrazy, remontować dom, po prostu żyje. Ale nie wiem czy to nie dziecinne zachowanie z mojej strony? Kocham go, ale teraz mi lepiej chociaż dalej są dni kiedy tęsknię za tym jaka więź mieliśmy między sobą i że byliśmy najlepszymi przyjaciółmi kiedyś. Czuję się lepiej, bo wiem, że mnie nie zaskoczy żadnym bezpodstawnym atakiem słownym i złością.
Wiem jednak, że to nie on, mój Mąż był zawsze kochany, czuły, rodzina była najważniejsza, ale moja depresja poporodowa, obowiązki i śmierć jego przyjaciela… chyba go to zniszczyło.
To już tyle miesięcy od kiedy się wyprowadził, na szczęście te dni kiedy jest mi źle sa coraz rzadsze. Nie mogę uwierzyć, że w styczniu jeszcze mi wyznawał miłość i wiedziałam, że to szczere, a w następnym styczniu będzie rozwód. Strasznie mi smutno za człowiekiem, który już chyba zniknął bez powrotnie. I szkoda mi go, bo córka nieraz mówi, że Tatuś jest smutny i płakał. Wiem, że nie powinnam analizować, ale trudno mi pojąć, skąd taka nagła niechęć jego do mnie i ta jego złość, że nie chce go widzieć, przecież to on zdecydował, że chce rozwodu i nie chce walczyć, a na mnie jest zły, że próbuje jakoś sobie to ułożyć. Mówił, że był już u paru psychologów i lekarzy psychiatrii, ale, że mówią mu, że jest zdrowy.
Dzień dobry. Pierwsze objawy nerwicy miałam już w wieku 18 lat, wtedy rodzina i wizyty u psycholog pomogły mi z tego wyjść. W wieku 25 lat pani psychiatra zdiagnozowała u mnie depresję. Byłam w leczeniu przez 3 lata, przyjmowałam 30 mg Dutiloxu i 10 mg Escipramu rano. Trzy tygodnie temu podjęłyśmy decyzję o odstawieniu Dutiloxu, ponieważ czułam się w porządku i z narzeczonym planowaliśmy ciążę za około 8–10 miesięcy. Pierwsze 12 dni odczuwałam lekkie objawy – lekkie uczucie porażenia prądowego czy cierpnięcie. Dwanaście dni po odstawieniu dostałam ogromnego ataku paniki i lęków egzystencjalnych. Rodzice wezwali karetkę, ponieważ moje tętno wynosiło 160. Przez następne dni to była katorga – ciągłe ataki paniki, płacz, ogromny strach, derealizacja, jakbym kompletnie nie była tą osobą. Pani psychiatra po konsultacji telefonicznej kazała wrócić mi do dawki 30 mg Dutiloxu co dwa dni przez dwa tygodnie, potem co trzy dni Dutilox i znów próba odstawienia. Jednak jeśli się nie poprawi w 1 tygodniu, to będziemy musiały wrócić do pełnego leczenia. Kolejne dni były jeszcze gorsze – kompletne zmęczenie, ciągły strach, poczucie beznadziejności, tego, że obarczam wszystkich sobą, strach przed utratą pracy, przed wyjściem z domu. Wróciłam do przyjmowania codziennej dawki Dutiloxu. Dziś jest czwarty dzień, odkąd przyjmuję znowu codziennie Dutilox – wydaje mi się, że widzę lekką poprawę. Jednak stąd moje pytanie: czy te lęki mi miną, bo ciągle atakuje mnie myśl, że nigdy mi się to nie skończy, że nic mi się nie uda. Boję się też, że nigdy nie będę w stanie odstawić duloksetyny i nie będę mogła zostać mamą, a bardzo o tym marzę. Jestem wykończona tym strachem. Umówiłam się również do psychologa. Po prostu chciałam zapytać, czy ten strach i nawracające paniczne myśli kiedyś mi przejdą, ponieważ przez 3 lata wszystko było w porządku i bardzo wystraszyła mnie ta sytuacja.
Dzień dobry. Piszę tutaj, ponieważ mam bardzo duży problem z kobietą, która ma problemy psychiczne. Jej problem polega na tym, że ma problemy z adaptacją otoczenia, depresję poporodową+ odebranie jej córki przez Mops.
Jej były partner bił ją przez 6 lat prawie i w dodatku wynosił z domu rzeczy, które później sprzedawał.. Kobietą powinna brać tabletki, które jej przepisał psychiatra (ZOLTRAL), o ile dobrze pamiętam tak nazywają się te tabletki..
Jesteśmy razem w związku już z 3 miesiące i miałem nadzieję, że udźwignę ten ciężar, ale niestety nie dam rady, próbuje wszystkiego, ale z jej strony jest jakaś ściana.
Po kłótniach każe mi się wyprowadzać, wyrzuca mnie albo ja sam wychodzę, bo nie daje sobie rady.
Tylko niestety albo biega za mną po mieście, albo nachodzi moich znajomych i moją rodzinę w poszukiwaniu mnie.
Wczoraj kolejna niefajna sytuacja. Po północy przyszła na plac do moich rodziców i stała pod drzwiami i podsłuchiwała przez drzwi czy mnie tam nie. Mam dość chciałbym się uwolnić od niej.. proszę pomóżcie mi
Witam. Mąż znalazł nową kobietę. Oznajmił mi, że chce rozwodu.
Ja chce z nim porozmawiać, żeby uratować wszystko dla naszej córeczki oraz dla nas. A on się nie odzywa do mnie, tylko cały czas pisze z nią.

