
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju
- Mam 16 lat, jestem...
Mam 16 lat, jestem psychicznie wyczerpana, boje sie o swoje zycie i mam mysli o samookaleczeniu - jak szukac pilnej pomocy?
Treść wrażliwaBożena Nagórska
Droga Patrycjo,
to niezwykłe, jak wielką siłę w sobie nosisz – słowa „zostań przy sobie” pokazują, że ta walcząca część Ciebie jest niezwykle ważna i warta zaopiekowania. Do końca września pozostało sporo czasu, a w momencie tak głębokiego kryzysu nie musisz być z tym sama i czekać – zachęcam Cię do skontaktowania się z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży (116 111), gdzie po drugiej stronie jest osoba gotowa wysłuchać przede wszystkim Ciebie i Twoich emocji, a nie tylko oceniać zagrożenie. Pamiętaj też, że w sytuacji nagłego pogorszenia stanu psychicznego możesz zgłosić się z rodzicem na izbę przyjęć najbliższego szpitala psychiatrycznego lub do Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży, gdzie pomoc uzyskasz natychmiast.
Życzę Ci wszystkiego dobrego.
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Patrycjo, bardzo dobrze, że napisałaś. I chcę zacząć od czegoś ważnego: nie widzę w Twojej wiadomości tylko zagrożenia. Widzę też tę część Ciebie, która mimo ogromnego zmęczenia mówi sobie „zostań przy sobie” i która szuka pomocy. To naprawdę ma znaczenie.Jednocześnie nie czekałabym do końca września. Skoro pojawiają się myśli o śmierci i dziś byłaś blisko samookaleczenia, potrzebujesz wsparcia wcześniej, najlepiej jeszcze dzisiaj. Powiedz o tym zaufanemu dorosłemu — rodzicowi, opiekunowi, nauczycielowi, pedagogowi czy komuś z rodziny. Możesz nawet pokazać mu ten wpis, jeśli trudno Ci powiedzieć wszystko na głos.
I skoro nie chcesz, żeby ktoś zobaczył w Tobie wyłącznie „zagrożenie”, możesz powiedzieć dokładnie to, co napisałaś tutaj: „Nie chcę, żebyście widzieli we mnie tylko ryzyko. Chcę, żeby ktoś zobaczył też mnie i pomógł mi zrozumieć, co się ze mną dzieje.”Możesz również skontaktować się z 116 111 Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Jest bezpłatny, anonimowy i działa całodobowo; możesz też napisać wiadomość albo skorzystać z czatu, jeśli rozmowa telefoniczna jest dla Ciebie trudna.Jeśli poczujesz, że możesz zrobić sobie krzywdę teraz albo nie będziesz w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa, nie zostawaj sama, powiedz o tym dorosłemu i skorzystaj z pilnej pomocy medycznej, dzwoniąc pod 112. Na dzisiaj nie wymagaj od siebie rozwiązania całego życia. Twoim zadaniem jest zostać przy sobie przez ten jeden trudny moment. Potem następny. Pomoc jest potrzebna teraz, ale to nie znaczy, że z Tobą jest coś nie tak. To znaczy, że jest Ci bardzo trudno i nie powinnaś dźwigać tego sama.
Pisz do nas tutaj rownież w razie potrzeby.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Magdalena Dawiec
Cześć Patrycja,
widzę Ciebie i widzę ogromny wysiłek, jaki wkładasz w każdą minutę walki o siebie, i bardzo doceniam, że zdecydowałaś się napisać.
To, co zrobiłaś dzisiaj, czyli powtarzanie sobie „zostań przy sobie” i zatrzymanie się przed okaleczeniem, to niezwykła odwaga. Tydzień bez uciekania od trudnych myśli to wielki krok, ale to całkowicie naturalne, że jesteś tym potwornie zmęczona.
Zanim trafisz na wizytę pod koniec września, wypróbuj proste sposoby na przetrwanie najcięższych momentów:
- Zimna woda na twarz: Gdy czujesz, że kłębią się w Tobie skrajne emocje, przemyj twarz lodowatą wodą lub przyłóż do niej worek z lodem na kilkanaście sekund. Zimno błyskawicznie spowalnia tętno i uspokaja ciało.
- Mocny bodziec sensoryczny: Posmakuj czegoś bardzo kwaśnego (np. cytryny), powąchaj ostry zapach (np. miętowy) albo strzel delikatnie gumką recepturką na nadgarstku. To pomaga wrócić „tu i teraz” bez wyrządzania sobie krzywdy.
- Metoda małych kroków: Nie myśl o tym, jak przetrwasz cały tydzień. Skup się tylko na najbliższej godzinie. Używaj swojego hasła: „Zostań przy sobie”.
- Bezpieczny kontakt i szybsza pomoc. Rozumiem Twoje obawy przed telefonami zaufania. Jeśli nie chcesz rozmawiać przez telefon, spróbuj czatu online na stronie 116111.pl - Możesz tam spokojnie napisać o tym, co czujesz. Po drugiej stronie są ludzie, którzy chcą Cię wysłuchać i zrozumieć, a nie oceniać.
Gdybyś czuła, że ból staje się nie do zniesienia i tracisz nad sobą kontrolę, natychmiast powiedz o tym zaufanemu dorosłemu lub zgłoś się z kimś na najbliższą izbę przyjęć. Ta część Ciebie, która chce żyć, jest bardzo silna - daj jej szansę otrzymać wsparcie.
Ściskam Cię mocno!
Magdalena Dawiec
Zuzanna Soberka
PozdrawiamPsycholog Zuzanna Soberka
Piotr Ziomber
Dzień dobry Patrycjo
Telefon zaufania mimo wszystko wydaje się być dobra alternatywą na czas oczekiwania na wizytę u specjalisty. Ludzie z drugiej strony linii nie są po to, aby Cię oceniać, ale aby wysłuchiwać i wspierać. Domyślam się, ze jest Tobie niezwykle ciężko i może czujesz się niezrozumiana. Ale nie możesz zostawać z tym sama. Zrobiłaś coś dobrego, pisząc tutaj. I pamiętaj, ze telefony zaufania maja także funkcję chat, jeżeli nie chcesz rozmawiać. Pamiętaj, że obawa przed oceną jest w Twoje głowie. A myśli mają to do siebie, że nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Dobrze, abyś z rodzicami też w dalszej perspektywie rozważała psychoterapię. Jeżeli pojawią się myśli bardzo negatywne to zadzwońcie na 112 lub udajcie się na SOR. Wszystkiego dobrego Tobie życzę.
Jagoda Jek
To, że napisałaś tutaj zamiast zrobić sobie krzywdę, ma znaczenie. W Twojej wiadomości bardzo wyraźnie widać dwie rzeczy jednocześnie: jesteś skrajnie zmęczona i pojawiają się u Ciebie myśli o śmierci, ale jakaś część Ciebie nadal chce żyć i szuka pomocy. Właśnie tę część warto teraz potraktować bardzo poważnie.
Nie czekałabym do końca września na pierwszą wizytę. Powiedz dziś zaufanej osobie dorosłej – rodzicowi, innemu członkowi rodziny, pedagogowi lub nauczycielowi – dokładnie to, co napisałaś tutaj, szczególnie o chęci samookaleczenia i myślach o śmierci. Nie musisz tego łagodzić ani udowadniać, że „jest wystarczająco źle”.
Możesz też skontaktować się z 116 111 – Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Działa całodobowo, bezpłatnie i można również napisać zamiast dzwonić. To nie jest miejsce, w którym zobaczą wyłącznie „zagrożenie życia” – możesz powiedzieć im dokładnie to, co napisałaś tutaj: że chcesz, żeby ktoś zobaczył przede wszystkim Ciebie.
Jeżeli natomiast poczujesz, że możesz za chwilę zrobić sobie krzywdę, nie zostawaj sama. Podejdź do dorosłej osoby i powiedz wprost: „Boję się, że mogę zrobić sobie krzywdę i potrzebuję, żebyś ze mną została”. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia można dzwonić pod 112.
I jeszcze jedno: tydzień bez sposobów „uciekania” od tych myśli to nie jest mało. To pokazuje, że już próbujesz znaleźć inny sposób radzenia sobie. Teraz nie musisz sama wytrzymać kolejnych kilku tygodni. Potrzebujesz pomocy wcześniej – i masz pełne prawo jej potrzebować.
~ Jagoda Jek, psycholożka
Martyna Kaleta
Patrycjo,
bardzo dobrze, że napisałaś. Powiedz o tym dziś komuś dorosłemu. Rodzicowi, cioci, starszemu rodzeństwu, wychowawcy, pedagogowi szkolnemu, komukolwiek, kto może realnie być obok. Możesz nawet pokazać tę wiadomość, jeśli trudno Ci mówić.
Warto też jak najszybciej zgłosić się do lekarza pierwszego kontaktu / pediatry i powiedzieć dokładnie, co się dzieje. Przy takim zmęczeniu, braku sił i wahaniach energii dobrze zrobić podstawowe badania: morfologię, żelazo i ferrytynę, TSH i hormony tarczycy, witaminę D3, B12, elektrolity / pierwiastki, glukozę i inne badania, które lekarz uzna za potrzebne. Ciało też może dokładać swoją część do tego, jak się czujesz.
Ale równolegle bardzo zachęcam do pilnej konsultacji z psychiatrą dziecięco-młodzieżowym. Psychiatra nie jest od oceniania ani „zamykania gdzieś”. To lekarz, który może pomóc, kiedy cierpienie jest tak duże, że trudno wytrzymać dzień.
Telefon zaufania też może być opcją, nawet jeśli słyszałaś różne historie. Nie musisz tam mówić idealnie. Możesz zacząć od: „Mam 16 lat, boję się, że sobie coś zrobię i potrzebuję, żeby ktoś mnie usłyszał”.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta
Natalia Włosek
Droga Patrycjo,
uważnie przeczytałam to, co napisałaś, i bardzo mocno wybrzmiało mi Twoje zmęczenie — nie tylko codziennością, ale przede wszystkim ciągłym zmaganiem się ze swoimi myślami i emocjami. Piszesz o dniach, kiedy pojawia się energia, a później o lęku, że możesz nie doczekać kolejnego dnia. To naprawdę ogromny ciężar.
Bardzo poruszyło mnie też to, że nie chcesz, aby ktoś widział w Tobie wyłącznie „zagrożenie życia”, ale po prostu Ciebie. I masz do tego prawo. Nie jesteś swoim kryzysem ani swoimi myślami. Jesteś młodą osobą, która bardzo cierpi i potrzebuje, żeby ktoś ją zobaczył, wysłuchał i potraktował poważnie.
W psychologii mówi się o ambiwalencji — można jednocześnie pragnąć, żeby skończyło się cierpienie, i nadal chcieć żyć. To, że piszesz o części siebie, która nadal walczy, jest bardzo ważne. Nie oznacza, że problem jest mały. Oznacza, że jest w Tobie również część, która potrzebuje pomocy.
Dlatego zachęcam Cię, żebyś zgłosiła się do psychologa i wspólnie przyjrzała się temu, co doprowadziło Cię do obecnego stanu. W pracy psychologicznej można uczyć się rozumieć i regulować silne emocje, lepiej radzić sobie z napięciem oraz szukać bezpieczniejszych sposobów radzenia sobie z cierpieniem.
Jeśli poczujesz, że możesz zrobić sobie krzywdę, nie zostawaj sama. Możesz zadzwonić pod 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. W bezpośrednim zagrożeniu dzwoń pod 112.
Nie musisz teraz rozwiązać całego swojego życia. W kryzysie trudno zobaczyć, że stan psychiczny może się zmienić, ale naprawdę może. Najważniejsze jest teraz bezpieczeństwo, wsparcie i rozpoczęcie pracy z psychologiem.
Natalia Włosek
Psycholog dorosłych, Psycholog dzieci i młodzieży

Zobacz podobne
Jestem z narzeczonym ponad 3 lata w po roku związku zamieszkałam u niego ze względu na dystans, bo miał do mnie 140 km, razem podjęliśmy decyzję, że chcemy razem zamieszkać. Było spokojnie zawsze jak przyjeżdżałam jego mama się cieszyła, że przyjeżdżam. Było spokojnie przez dwa miesiące potem jego matka zaczęła pić co najmniej raz w miesiącu po alkoholu robiła awantury, nie powiem bronił mnie, ale ona sobie nic z tego nie robiła nawet były rozmowy prośby czy kłótnia.Na co dzień wbijała szpilki, jakieś uwagi czy pretensje, cały czas mówiłam narzeczonemu, że ona jest o mnie zazdrosna, że traktuje go jak żona, ale mi nie wierzył. Dobrze się dogadywał z matką, ojca zawsze nie było a jak był to pił więc był wybawicielem matki. Po roku tych dram co miesiąc po wódzie miałam dość, oglądaliśmy mieszkanie, które nam się podobało, bo razem oglądaliśmy mówił, że nie chce tak już mieć w domu. Żadnej prywatności, bo miała pokój obok ani się pokłócić, ani porozmawiać nie mówiąc o zbliżeniach, pokój obok, bo na dole spala jego babcia. Po różnych sytuacjach dla mnie przykrych, po ostatniej awanturze w sierpniu gdzie po wypiciu była agresywna i spaliśmy w zamkniętym pokoju na klucz, powiedziałam, że to ostatni raz. Od pierwszej awantury prosiłam i wyprowadzenie się, ale narzeczony robił łazienkę potem pokój niby dla nas, ale za każdym razem mówiłam, żebyśmy nie kończyli tylko się wyprowadzili. On prosił o ostatnią szansę dla niej, bo może będzie lepiej i sama miałam taką nadzieję, ale się nie dało. Wszystko nie tak, nie mogłam mieć wolnego dnia, żebym coś dla mnie nie znalazła do pracy, posprzątać nie mogłam czy nastawić prania dla nas, bo pytania, czy ja leże jak mi się pierze. Ostatnia rozmowa była pod koniec października w 3 osoby wtedy usłyszałam, że nie jestem u siebie (pamiętałam o tym), mimo że pracowałam po 10h dziennie i jeszcze zapierdzielałam w domu czy ogrodzie. On nie raz mówił, że jak tak dalej będzie źle to się wyprowadzimy i też to oznajmił jej przy rozmowie, w trakcie zapytała, czy zaczynamy od nowa, odpowiedziałam, że możemy, dopóki się nie wyprowadzimy i wtedy powiedziała, że ja nie będę mieć powrotu, a on tak, że powinnam odpuścić i się przystosować...więc znalazłam mieszkanie i mimo próśb Jego się wyprowadziłam a on nic. Koniec końców sama się wyprowadziłam on mi pomógł po 2 miesiącach się do mnie przeprowadził niby było ok, ale byłam we wszystkim sama a po 3 miesiącach powiedział, że on wraca do swojego domu, bo jest dalej źle i że mogę z nim wrócić, w maju wrócił do domu rodzinnego mówiąc, że dużo pieniędzy tam włożył, że ja tego nie rozumiem i ma tam dużo pracy i nie chce jeździć bo jest na telefon..11km od domu. Przez pół roku namawiał mnie że chce, żebym i ja tam wróciła a ja nie chcę bronie się, no nie chce być wycieraczka i służącą, (awantury matki o to, że nie usługiwałam jego siostrze) ma dwie i każda mieszka daleko. Wolę zapracować wlasnymi rękami na Swoje nawet w kredycie. Bronie się rękami i nogami myślę, żeby się rozstać, bo jestem wykończona kłótniami o to, że on jest pewny w jej przemianę matki a ja nie, zapewnia mnie, że dałby sobie rękę uciąć, że nie wróci do picia. Przedstawiłam mu kompromisy, na które było od razu Nie ale sam nie chciał i nie znalazł rozmazania mówiąc, że go nie ma..nie wiem co mam zrobić. Poszliśmy na terapię gdzie terapeuta powiedział, że jest u niego parentyfikacja i nie ma miejsca tam na związek, więcej nie poszliśmy bo stwierdził że to nie pomogło. Zależy mi, ale nie chcę tak już. Od kiedy się wyprowadził rozlicza mnie, że pojechaliśmy do mojego domu i mu nie zatankowałam, że on chce 50/50, i wylicza mi wszystkie rzeczy, w których mogłam mu oddać koszty w których byliśmy razem. Mam miałam tam jechać to ręce się trzęsły, serce waliło i stres w kosmos, bo nie wiedziałam na co liczyć. Chcę spokojnego domu, w którym będę czuła się bezpiecznie razem we dwoje, swój ogród i wszystko, gdzie będę właśnie u siebie i będę mogła założyć rodzinę. Czy ze mną jest coś nie tak ? On mówi, że przesadzam, żebym jej odpuściła i dała jej szansę, bo się zmieniła, bo o mnie pyta. Ja widzę, że nie jestem jego priorytetem i nasz związek też nie, dla niego jego komfort ważniejszy od mojego zdrowia psychicznego.
Witam! Spotykam się z kobietą, która ma dziecko z byłym partnerem. Mieszkamy osobno. Ja jestem w trakcie rozwodu. Wyciągnął informacje na temat mojej "jeszcze" żony i zadzwonił do niej. Z żoną nie jestem w dobrych stosunkach, więc pogadali sobie o mnie i partnerce stawiając nas w złym świetle w oczach rodziny bliższej oraz dalszej. Ten były partner jest narkomanem. W pracy próbował ją także oczernić i groził, że ją zabije oraz mnie. Nie ma pracy i wyciąga pieniądze od partnerki na narkotyki. Zerwała z nim 4 miesiące temu. Nastawia dziecko przeciwko mnie, mówiąc mu o mnie wulgarne rzeczy, zmyśla złe historie o mnie, przeciwko matce też nastawia owe dziecko. Nawet ostatnio popchnął partnerkę poprzez wtargnięcie agresywne do jej mieszkania ( kopnął drzwi ), w wyniku czego partnerka doznała stłuczenia uda oraz łokcia. Wydzwania oraz wypisuje do partnerki obraźliwe smsy. Odgraża się . Ostatnio próbował manipulacją udać, że coś sobie zrobi, informując dziecko, że popełni samobójstwo. Partnerka twierdzi, że nie wezwie policji , rodziny też nie wzywa, choć ma niedaleko rodziców. Oczekuje ode mnie, że będę patrzył biernie na to, co robi były partner. Według niej mam przyjąć do informacji to, co się dzieje, a ona twierdzi, że panuje nad sytuacją. Prosiłem, aby wezwała policję lub założyła niebieską kartę, powiadomiła rodziców, gdy on przychodzi na widzenie do syna. Nie mają ślubu, a były partner nie płaci alimentów. Była już u psychologa. który powiedział, że jest ofiarą przemocy domowej, ale ona nie dowierza. Psycholog mówił ,aby poinformowała go smsem, że kontakt mają mieć tylko w sprawie dziecka i nic więcej . Nie odpisuje mu i nie odbiera, ale znalazł inny sposób na kontakt i pod pretekstem zabrania jakichś rzeczy z mieszkania próbuje nachodzić partnerkę i stosuje przemoc słowną a ostatnio nawet fizyczną. Proszę o poradę, jak mogę pomóc partnerce .

