Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mąż traci panowanie nad emocjami, jak chronić rodzinę?

Treść wrażliwa
Witam, średnio raz 1,5 miesiąca, mąż traci panuje nad swoimi emocjami, przeklina, i wyzywa. Czasem wystarczy drobne nieporozumienie - on reaguje wtedy nieadekwatnie do sytuacji. Ostatnio wysłałam mu zdjęcie jakiegoś produktu ze sklepu, w ramach ciekawostki, a on spytał dlaczego tego nie kupiłam, a potem, że zniszczyłam mu życie …Kilka razy zdarzyło się nawet ze obrażał naszego 1,5 letniego synka, który budził się w nocy z płaczem i nie mógł zasnąć. Mąż miał wtedy ważne wydarzenia w pracy. On tłumaczy to stresem, niewyspaniem, i dużą ilością obowiązków w pracy. Zdaje sobie sprawę ze swojego zachowania, i za nie przeprasza, ale już po fakcie. Zastanawiam się co będzie jak maluch dorośnie? W takich sytuacjach mam ochotę spakować walizkę… Ja z kolei pracuję zdalnie, opiekuję się naszym synem, i ogarniam dom. Natomiast dzielimy się opieką nad naszym dzieckiem, i każdy z nas ma „wychodne” od czasu do czasu. Aha, wielokrotnie mówiłam mężowi że chciałabym się przeprowadzić ponieważ przestało mi odpowiadać miejsce w którym teraz mieszkamy, z różnych powodów. Mąż ma na to jedną odpowiedź -nie. On kocha to miejsce! Zdarzało się że powiedział ze jak się chcę zmienić mieszkanie to w takim razie rozwód i podział majątku. Mam mieszane uczucia bo cudowne rodzinne chwile pełne zrozumienia i miłości, przeplatane są takimi epizodami. Zastanawiam się co robić dalej…
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Pani relacja opisuje bardzo poważny sygnał ostrzegawczy: okresowe, ale bardzo intensywne wybuchy złości, obrzucanie dziecka wyzwiskami, obrażanie, groźby rozwodu i przemijające „zawieszenia” po tych wydarzeniach. Takie zachowania są nie tylko trudne emocjonalnie dla Pani, ale też wybitnie szkodliwe dla dziecka i mogą skutkować poważnymi konsekwencjami dla jego zdrowia psychicznego i przyszłych relacji. Nawet jednorazowe wyzwisko, obraźliwe słowa lub wykrzyk w kierunku malucha mogą być dla niego traumatyczne, bo najmłodsze dzieci są wyjątkowo wrażliwe na emocje dorosłych i widzą w rodzicach „bezpieczny port”. Dzieci wychowane w atmosferze przemocy słownej częściej rozwijają lęk, niskie poczucie wartości, agresję wobec rówieśników lub autoagresję, brak zaufania do dorosłych i trudności w relacjach w dorosłości. Jeśli dziecko ma widzieć, że „tak również można się odnosić do innych”, to w przyszłości samodzielnie zacznie wykorzystywać takie wzorce konfliktu.

Pani pytanie „co będzie jak maluch dorośnie?” jest bardzo trafne  jeśli teraz nie zmieni się klimat domu, ryzyko jest duże, że wzór powtarza się w innych relacjach (szkoła, przyjaciele, przyszły partner).

To, że mąż mówiąc o stresie, niewyspaniu i obowiązkach, a potem przeprasza „po fakcie”, wygląda jak „zestaw” typowy dla osób, które nie mają narzędzi do radzenia sobie z emocjami, ale nie są w stanie zatrzymać się w chwili w wybuchu .U mężczyzn depresja, przemęczenie czy zaburzenia regulacji emocji często maskują się przez złość, agresję, wycofanie, a nie przez łzy czy wyrażanie smutku. Osoby takie często potrafią po fakcie wyrazić żal, ale nie biorą pełnej odpowiedzialności za swoje zachowanie tu i teraz.To, co Pani opisuje, czyli wybuch co 1,5 miesiąca, reakcje nieadekwatne do sytuacji, obrażanie dziecka, groźby rozwodu i podziału majątku, kiedy Pani zgłasza potrzebę zmiany mieszkania i przekracza „zwykły stres” i mówi o trudnościach z modulacją pobudzenia emocjonalnego.  

Nie musi Pani od razu podejmować decyzji o rozwodzie, ale możesz zacząć od kilku kroków, które zaprowadzą granice i bezpieczeństwo. Jeśli sytuacja będzie się powtarzać, warto rozważyć kontakt z organizacjami wspierającymi osoby w trudnych relacjach (np. Niebieska Linia w Polsce czy inne placówki wspierające kobiety schodzące z przemocą w rodzinie), które pomagają w planowaniu bezpieczeństwa, doradzą prawnie i psychologicznie. Pisze Pani, że pracuje zdalnie, opiekuje się dzieckiem, ogarnia dom i dzieli troskę o synkai jest to bardzo duża odpowiedzialność, a przy tym jeszcze masz doświadczenie z wybuchową osobą. Warto szukać przestrzeni dla siebie. Regularne spotkania ze znajomymi, choćby online, krótkie przerwy, nawet 15 minut dla siebie, to „pompowanie tlenu” do Pani systemu nerwowego. Warto sobie zdać sprawę z faktu, że każdy ma prawo do życia w miejscu, w którym czuje się bezpiecznie i dobrze. Może Pani spokojnie napisać: Nie chcę rozwodu, ale nie chcę też żyć w miejscu, które mnie wyczerpuje i nie pasuje do mnie. Zastanowię się, jak to zmienić, także poza wspólnym mieszkaniem, jeśli nie uda nam się znaleźć rozwiązania.” To nie jest „zamach na związek”, tylko chronienie własnego zdrowia psychicznego. 

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

mam poczucie, że Pani niepokój jest bardzo uzasadniony. Bo nawet jeśli te sytuacje zdarzają się „tylko czasami”, to jednak trudno żyje się i mieszka w domu, w którym co jakiś czas pojawia się tak silna złość, wyzwiska czy komunikaty raniące zarówno Panią, jak i dziecko.

I myślę, że bardzo ważne jest to, że Pani już teraz zadaje sobie pytanie o synka i o to, jak będzie wyglądało jego dorastanie w takiej atmosferze. Dzieci bardzo mocno chłoną napięcie emocjonalne w domu, nawet jeśli są jeszcze małe.

Z jednej strony widać, że między Państwem są też dobre momenty, bliskość i poczucie rodziny. Z drugiej – coś się dzieje z tą złością Pani męża, skoro tak łatwo wymyka się spod kontroli i pojawia się nawet przy drobnych sytuacjach.

I być może warto się zastanowić, od kiedy właściwie to wygląda w ten sposób. Czy relacja rzeczywiście zaczęła się zmieniać z czasem, pod wpływem stresu, dziecka, przeciążenia? Czy może trudność pojawia się szczególnie wtedy, kiedy Pani stawia granice, mówi o swoich potrzebach albo chce czegoś innego niż on – jak przy temacie przeprowadzki.
To, że później przeprasza, jest ważne. Ale jednocześnie same przeprosiny zwykle nie wystarczają, jeśli nie pojawia się realna próba zrozumienia, co się z nim dzieje tuż przed wybuchem i jak można reagować wcześniej, zanim złość zacznie ranić innych.

Mam wrażenie, że terapia par mogłaby być tutaj bardzo pomocna. Nie po to, żeby znaleźć „winnego”, ale żeby zobaczyć, co się dzieje między Państwem, jak wygląda komunikacja, napięcie, granice i jak można nauczyć się inaczej reagować na frustrację czy złość.

Bo złość sama w sobie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy staje się czymś, co niszczy poczucie bezpieczeństwa drugiej osoby.

pozdrawiam,
Martyna Kaleta

1 dzień temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

zachowania męża – niekontrolowane wybuchy agresji słownej, absurdalne oskarżenia o „zniszczenie życia” oraz obrażanie 1,5-rocznego dziecka – to cykl przemocy psychicznej. Cudowne, rodzinne chwile i przeprosiny po fakcie są niestety stałym elementem tego mechanizmu, który ma na celu uśpienie Pani czujności i zatrzymanie Pani w relacji. Tłumaczenie agresji stresem lub pracą jest niedopuszczalne; stres dotyka każdego, ale nie daje prawa do wyżywania się na bezbronnych osobach, a grożenie rozwodem przy próbach rozmowy o mieszkaniu to ordynarny szantaż emocjonalny. Pani obawy o przyszłość syna są w pełni uzasadnione, ponieważ dorastanie w atmosferze nieprzewidywalnego lęku i krzyku potężnie niszczy psychikę dziecka. W tej sytuacji przeprosiny już nie wystarczą – warunkiem koniecznym do uratowania tego małżeństwa powinno być twarde ultimatum i podjęcie przez męża natychmiastowej terapii kontroli agresji. Jeśli mąż odmówi lub wybuchy się powtórzą, ze względu na bezpieczeństwo emocjonalne swoje i syna, powinna Pani przemyśleć decyzję o odejściu, bo bez radykalnych konsekwencji ten proces będzie się tylko nasilał.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 dzień temu
Karolina Koch

Karolina Koch

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak życie w dużej nieprzewidywalności emocjonalnej, z jednej strony bliskość i dobre chwile, a z drugiej wybuchy, wyzwiska i poczucie, że nigdy do końca nie wiadomo, co wywoła kolejną reakcję męża. Nic dziwnego, że pojawia się w Pani zmęczenie i myśl o „spakowaniu walizki”.

 

Stres, niewyspanie czy trudna sytuacja w pracy mogą wpływać na człowieka, ale nie są usprawiedliwieniem dla obrażania partnerki czy dziecka. Szczególnie ważne jest to, że zauważa Pani wpływ tych sytuacji nie tylko na siebie, ale też zaczyna myśleć o tym, jak może to wyglądać dla synka, kiedy podrośnie. To bardzo ważna i odpowiedzialna refleksja.

 

Zastanawiam się też, czy były momenty, w których mąż radził sobie z napięciem inaczej, np. bez wybuchu, z większym opanowaniem? Co wtedy pomagało? W Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR) często szukamy właśnie takich wyjątków, bo pokazują, że pewne umiejętności już istnieją, nawet jeśli nie są jeszcze stałe.

 

Jednocześnie czytam, że od dłuższego czasu próbuje Pani rozmawiać o swoich potrzebach, np. związanych z przeprowadzką, ale spotyka się raczej z zamknięciem albo groźbą rozwodu niż próbą wspólnego szukania rozwiązania. I być może ważnym pytaniem na teraz jest nie tylko „co robić dalej?”, ale też: czego Pani potrzebowałaby, żeby poczuć się w tej relacji bezpieczniej emocjonalnie, zarówno jako partnerka, jak i mama?

 

Pozdrawiam serdecznie

Karolina Koch

1 dzień temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Każdemu mogą zdarzyć się momenty złości czy wybuchy, ale wyzywanie, przeklinanie czy obrażanie partnerki i małego dziecka wygląda na coś więcej niż „zwykły stres” czy chwilowe niewyspanie. Jeśli sytuacje regularnie się powtarzają może to znacząco obciążać całą rodzinę (synek już reaguje nocnymi wybudzeniami). To, że mąż przeprasza po fakcie i ma świadomość problemu, jest ważne, ale samo poczucie winy nie rozwiązuje źródła tych zachowań. Istotne jest to, czy wyciąga jakieś wnioski i czy jest jakiś efekt tego poczucia winy w postaci zmiany zachowania lub chęci do pracy nad tym aspektem. Rozumiem również Pani wewnętrzne rozdarcie, bo obok trudnych momentów są zapewne chwile bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Właśnie taka „przeplatana” relacja bywa szczególnie trudna emocjonalnie, bo ciężko jednoznacznie ocenić sytuację i podjąć jakąś decyzję. Jednocześnie warto nie bagatelizować swoich myśli o spakowaniu walizki, bo one czasem mogą być sygnałem, że jakaś granica psychiczna zaczyna być przekraczana. Najważniejsze wydaje się teraz czy ten sposób funkcjonowania jest bezpieczny i zdrowy dla Pani i dziecka? Jeśli mąż rzeczywiście widzi problem, warto byłoby, aby poszukał pomocy dla siebie np. terapii indywidualnej lub treningu radzenia sobie ze złością. Pani natomiast ma prawo zadbać o swoje granice, swoje poczucie bezpieczeństwa i dobro dziecka, nawet jeśli budzi to w Pani dużo sprzecznych uczuć i wątpliwości.

Wszystkiego dobrego

Joanna Cichosz

1 dzień temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

To, co Pani opisuje, nie jest zwykłą „nerwowością” ani tylko stresem w pracy. Przeklinanie, wyzywanie, mówienie Pani, że „zniszczyła mu Pani życie”, obrażanie małego dziecka czy grożenie rozwodem za każdym razem, gdy pojawia się temat przeprowadzki, to są zachowania raniące i przekraczające granice. Stres, zmęczenie i niewyspanie mogą tłumaczyć większą drażliwość, ale nie usprawiedliwiają przemocy słownej.

 

Szczególnie ważne jest dziecko. Nawet jeśli synek ma dopiero 1,5 roku, nie oznacza to, że „nie rozumie” napięcia w domu. Dziecko bardzo mocno odbiera ton głosu, krzyk, wrogość i atmosferę zagrożenia. Jeśli ojciec obraża dziecko, bo ono płacze w nocy, to warto potraktować to jako poważny sygnał ostrzegawczy.

 

Przeprosiny po fakcie są ważne, ale nie wystarczą, jeśli schemat się powtarza. Odpowiedzialność męża powinna oznaczać konkretne działania: terapię indywidualną, pracę nad regulacją złości, konsultację psychiatryczną, jeśli są silne wybuchy lub objawy depresyjne, oraz jasny plan, co robi, kiedy czuje, że zaraz wybuchnie. Samo „przepraszam, miałem stres” nie chroni Pani ani dziecka przed kolejną sytuacją.

 

Warto spokojnie, poza momentem kłótni, powiedzieć mu bardzo konkretnie: „Nie zgadzam się na wyzwiska wobec mnie ani wobec dziecka. Jeśli to się powtórzy, przerwę rozmowę, wyjdę z pokoju / pojadę z dzieckiem do bezpiecznego miejsca i będę szukać pomocy z zewnątrz. Potrzebuję, żebyś podjął realną pracę nad sobą, nie tylko przepraszał po fakcie”. Granica ma sens wtedy, gdy za nią idzie działanie.

 

Proszę też zadbać o własne zaplecze: porozmawiać z kimś bliskim, mieć miejsce, do którego może Pani pojechać z dzieckiem w razie eskalacji, zachowywać wiadomości lub notować powtarzające się incydenty. Nie po to, żeby od razu „robić wojnę”, tylko żeby nie zostawać sama w sytuacji, która może się nasilać.

 

Jeśli czuje Pani, że w domu pojawia się przemoc psychiczna, może Pani skonsultować sytuację z Niebieską Linią 800 120 002. Telefon działa całą dobę i można tam uzyskać wsparcie psychologiczne oraz informacje o możliwej pomocy.

 

Nie musi Pani od razu podejmować decyzji o rozstaniu, ale warto przestać traktować te epizody jako „chwilowe wybuchy”. To jest powtarzający się wzorzec, który dotyka Pani i dziecka. Dobre rodzinne chwile nie kasują tych trudnych. Pytanie brzmi nie tylko „czy on mnie kocha?”, ale „czy przy nim ja i dziecko jesteśmy emocjonalnie bezpieczni?”.

 

Pozdrawiam
Łukasz Dyłka

1 dzień temu
Aldona Kozik

Aldona Kozik

 

To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudna i emocjonalnie wyczerpująca sytuacja, zwłaszcza że obok momentów bliskości, ciepła i poczucia bycia rodziną pojawiają się nagłe wybuchy złości, wyzwiska i słowa, które ranią. Nic dziwnego, że ma Pani mieszane uczucia. Właśnie takie relacje bywają najtrudniejsze do oceny, bo dobre chwile dają nadzieję i sprawiają, że człowiek próbuje tłumaczyć te gorsze momenty stresem, zmęczeniem czy chwilowym przeciążeniem.

Warto jednak pamiętać, że stres i problemy w pracy mogą wyjaśniać czyjeś napięcie, ale nie usprawiedliwiają agresji słownej wobec partnerki ani dziecka. To, że mąż po czasie przeprasza i ma świadomość swojego zachowania, jest ważne, ale równie ważne jest to, czy za tym idzie realna praca nad sobą i próba zmiany. Jeśli sytuacje powtarzają się regularnie, a Pani żyje w napięciu i zastanawia się, kiedy nastąpi kolejny wybuch, to znaczy, że problem jest poważniejszy niż pojedyncze „gorsze dni”.

Szczególnie poruszające jest to, że zdarzało mu się obrażać Waszego synka. Nawet jeśli dziecko jest jeszcze bardzo małe, doskonale wyczuwa atmosferę, napięcie, ton głosu i emocje rodziców. Dzieci wychowujące się w otoczeniu nieprzewidywalnych wybuchów często uczą się życia w czujności i lęku, nawet jeśli na co dzień w domu bywają też dobre momenty. Pani obawa o przyszłość jest więc bardzo naturalna i rozsądna.

Mam też wrażenie, że w tej relacji jest sporo Pani samotności emocjonalnej. Z jednej strony bierze Pani na siebie pracę, opiekę nad dzieckiem i dom, z drugiej próbuje rozmawiać o swoich potrzebach, na przykład o przeprowadzce, ale spotyka się Pani z twardym „nie” albo nawet groźbą rozwodu i podziału majątku. To może powodować poczucie, że nie ma przestrzeni na spokojny dialog i że Pani potrzeby są mniej ważne albo traktowane jako zagrożenie.

To bardzo znaczące, że w takich momentach ma Pani ochotę „spakować walizkę”. Tak zwykle reagujemy wtedy, kiedy emocjonalnie przestajemy czuć się bezpiecznie. Nie oznacza to jeszcze, że musi Pani podjąć natychmiastową decyzję o rozstaniu, ale warto potraktować swoje odczucia poważnie, a nie je bagatelizować.

Najważniejsze wydaje się teraz nie to, że mąż potrafi być czuły i kochający, ale to, czy jest gotowy naprawdę zmierzyć się ze swoim sposobem reagowania i wziąć za niego odpowiedzialność. Dobra relacja nie polega na tym, że po trudnych słowach przychodzą przeprosiny i kilka spokojnych tygodni, tylko na tym, że obie osoby mogą czuć się bezpiecznie także wtedy, gdy pojawia się zmęczenie, konflikt czy frustracja.

Pozdrawiam ciepło, Kozik Aldona

1 dzień temu
Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Dzień dobry,

 

W Pani historii zauważam coś, co dla wielu osób bywa bardzo trudne i dezorientujące, mianowicie z jednej strony chwile bliskości, miłości i poczucia, że jesteście rodziną, którą po prostu dotyka nadmiarowy stres codziennego życia, z drugiej momenty, w których pojawia się lęk, napięcie, wyzwiska, nieprzewidywalność i poczucie, że nawet drobna sytuacja może nagle zamienić się w bardzo trudne doświadczenie. W takiej rzeczywistości naprawdę trudno wiedzieć, co myśleć i co z tym zrobić, dlatego nie dziwi mnie, że ma Pani mieszane uczucia.

 

Stres, niewyspanie czy przeciążenie mogą sprawiać, że człowiek reaguje bardziej impulsywnie albo ma mniejszą cierpliwość, ale nie są wystarczającym wyjaśnieniem dla wyzywania, obwiniania, wzbudzania lęku czy kierowania agresji słownej wobec partnerki albo małego dziecka.

 

To, że mąż później przeprasza i widzi, że zachował się niewłaściwie, jest ważne, ale samo uświadomienie problemu nie zawsze oznacza jeszcze realną zmianę. Poczucia bezpieczeństwa nie budują same przeprosiny, ale to, czy zachowanie rzeczywiście się zmienia.

 

Szczególnie porusza mnie fragment dotyczący Waszego synka. Małe dzieci mogą nie rozumieć znaczenia słów, ale bardzo silnie odbierają napięcie, ton głosu, atmosferę i emocjonalne bezpieczeństwo wokół siebie. Dlatego to ważny obszar, którego nie warto bagatelizować.

 

Zwraca moją uwagę w Pani historii także coś jeszcze, mianowicie pisze Pani, że kiedy mówi o swoich potrzebach (np. zmianie miejsca zamieszkania), odpowiedzią bywają groźby rozwodu czy podziału majątku. Trudno ocenić cały kontekst relacji na podstawie jednego wpisu, ale w zdrowej komunikacji jest miejsce na różnicę zdań, rozmowę i negocjowanie potrzeb, a nie na zastraszanie konsekwencjami za samo wyrażenie swojego stanowiska.

 

W takiej sytuacji warto zadać sobie kilka ważnych pytań:
– Czy w tej relacji czuję się bezpiecznie emocjonalnie?
– Czy mogę mówić o swoich potrzebach bez lęku przed wybuchem, upokorzeniem, groźbami czy emocjonalną „karą”?
– Czy widzę realną zmianę, czy raczej powtarzający się cykl: wybuch → przeprosiny → spokój → kolejny wybuch?
 

Jeśli mąż rzeczywiście dostrzega problem i jest gotowy brać odpowiedzialność za zmianę swojego zachowania, pomocna może być jego indywidualna konsultacja psychologiczna, szczególnie w obszarze regulacji złości, napięcia i sposobów reagowania pod wpływem stresu. Konsultacja dla par może być rozważana wtedy, gdy oboje czują się w tej relacji bezpiecznie.

 

Jeśli jednak mąż nie widzi potrzeby szukania pomocy, nie chce pracować nad zmianą albo mimo rozmów zachowania się powtarzają czy nasilają, szczególnie ważne staje się zadbanie o Pani i dziecko. Nie po to, by podejmować pochopne decyzje, ale po to, by nie zostawać z tym samej i nie próbować dźwigać wszystkiego w samotności. Warto wtedy pomyśleć, kto może być dla Pani realnym wsparciem i gdzie może Pani uzyskać pomoc, jeśli sytuacja zaczęłaby się zaostrzać.

 

Jeśli pojawia się w Pani lęk, poczucie przekraczania granic albo obawa o dobro Pani i dziecka, bardzo ważne jest, żeby sięgnąć po wsparcie. Czasem pierwszym krokiem nie jest decyzja o zmianie całego życia, ale spokojna rozmowa z kimś, kto pomoże ocenić sytuację i uporządkować myśli.

 

Może Pani skorzystać m.in. z:
Niebieskiej Linii – 800 120 002 (bezpłatne wsparcie dla osób doświadczających przemocy lub żyjących w relacjach budzących lęk i poczucie zagrożenia)
Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym – 800 70 2222 (całodobowo)
Telefonu Zaufania dla Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym – 116 123
lokalnego Ośrodka Interwencji Kryzysowej, gdzie można uzyskać bezpłatne wsparcie psychologiczne i kryzysowe

 

Jeśli kiedykolwiek pojawiłaby się sytuacja, w której czułaby Pani realne zagrożenie dla siebie lub dziecka, proszę potraktować to priorytetowo i dzwonić pod 112.

 

Marta Lenarczyk

1 dzień temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Partner wciąż kocha byłą żonę i nazywa ją kobietą numer jeden – jak sobie poradzić w takiej relacji?
Mòj partner, powiedział,że kobietą numer jeden i najlepszą jaką w życiu spotkał, była jego była żona, od ktòrej odszedł do innej kobiety,bo Ona nie chciała mieć więcej dzieci.Druga partnerka urodziła im cudowną còrkę,( dla niego drugą, bo pierwszą còrkę miał z żoną) też ich związek się nie utrzymał. Jest dobrym ojcem dla swoich dzieci, zabezpieczył je nie tylko finansowo, ale też dba o kontakty z nimi. Są cudowne. Wchodząc w relację z nim wiedziałam o jego przeszłości, i mam fajny kontakt z dziewczynami(còrkami). Nadmienie, że nie mieszkamy razem, dzieli nas ponad 100km,ale odwiedzamy się najczęściej jak to możliwe. Znamy nasze rodziny i przyjaciòł.Boli mnie to co powiedział z dopiskiem jeszcze, że zawsze będzie Ją kochał,i popełnił ogromny błąd odchodząc od niej. Ale ten rozdział jest już zamknięty. Czuję, że nie jest. Mòwi, że mnie kocha, ale kiedy powiedziałam, mu że mnie zranił mòwiąc mi to w ten sposòb stwierdził, że zakończył już z kłamstwem w swoim życiu i mòwi jak jest.Nie wiem kim dla niego jestem. On twierdzi, że to,co mi powiedział nie powinno mieć wpływu na nasze relacje, bo powiedział mi prawdę. Jesteśmy że sobą trzy lata.Proszę mi pomòc.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
Jak wyznać uczucia chłopakowi z klasy przed rozstaniem? Porady
Bardzo podoba mi się pewniej chłopak z mojej klasy, niestety ale za półtora miesiąca nie będziemy chodziło razem do klasy, nasze drogi się rozejdą. Ciągle o nim myślę, może to głupie ale czuję ciepło na sercu jak myślę o nim. Nie wiem co mam zrobić ponieważ boje się do niego podejść i powiedzieć mu że mi się podoba, ale z drugiej strony bardzo chce. Proszę o jakąś radę
Przyjaciółka nadużywa alkoholu, zaprzecza problemowi i odrzuca pomoc – jak sobie z tym poradzić?
Dzień dobry mam problem z przyjaciółka. Od kilkunastu lat wsumie gdzieś od 18 roku życia mieszkamy razem. Razem pracujemy, razem spędzamy czas i razem mieszkamy. Dosłownie 24 h na dobę. Od jakiegoś czasu nie możemy sie dogadać. Wydaje mi sie ze przyjaciółka idzie w alkohol a mówiąc jej że ma problem wiadomo jak sie kończy. Każda rozmowa kończy sie kłótnia. Ja już nie mam siły i wykańczam sie psychicznie ponieważ chciałabym jej pomóc! Staram sie z nią rozmawiam ale na trzeźwo nie słyszę żadnych odpowiedzi . A gdy znowu wypiję słyszę żale, obwinianie ze się czepiam i że ze mną jest problem. Moim problemem jest to ze przez ciągle takie sytuacje puszczają mi nerwy bo mam dość tłumaczenia i nie wiem jak już jej pomóc. Słyszę żebym wyszła jak mi jest źle, oraz że jesli mi źle nie musimy sie przyjaźnić. Każda pomoc odbijana jest jako atak w moją stronę. Rozmowa o konsultację z psychologiem nie sa dla niej możliwe twierdząc że nie ma żadnego problemu lecz mam go ja bo starać skontaktować sie z psychologiem jestem wariatką.
Związek stał się dla mnie ciężarem, nie wiem jak zakończyć relację.
Ostatnio w związku nie czuję się dobrze. Zakładam po długich przemyśleniach, że pewne nasze zachowania i to, jak wygląda zaangażowanie wkładane w pielęgnowanie je. Mimo że kocham swojego partnera, czuję, że mam dosyć tego i już nic tego nie uratuje. Mam ochotę pozbyć się ciężaru, z jakim wiąże się bycie w tym związku. Lecz nie wiem jak to zrobić, co powiedzieć i w jaki sposób.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.