
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Mąż traci panowanie...
Mąż traci panowanie nad emocjami, jak chronić rodzinę?
Treść wrażliwaAW
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Pani relacja opisuje bardzo poważny sygnał ostrzegawczy: okresowe, ale bardzo intensywne wybuchy złości, obrzucanie dziecka wyzwiskami, obrażanie, groźby rozwodu i przemijające „zawieszenia” po tych wydarzeniach. Takie zachowania są nie tylko trudne emocjonalnie dla Pani, ale też wybitnie szkodliwe dla dziecka i mogą skutkować poważnymi konsekwencjami dla jego zdrowia psychicznego i przyszłych relacji. Nawet jednorazowe wyzwisko, obraźliwe słowa lub wykrzyk w kierunku malucha mogą być dla niego traumatyczne, bo najmłodsze dzieci są wyjątkowo wrażliwe na emocje dorosłych i widzą w rodzicach „bezpieczny port”. Dzieci wychowane w atmosferze przemocy słownej częściej rozwijają lęk, niskie poczucie wartości, agresję wobec rówieśników lub autoagresję, brak zaufania do dorosłych i trudności w relacjach w dorosłości. Jeśli dziecko ma widzieć, że „tak również można się odnosić do innych”, to w przyszłości samodzielnie zacznie wykorzystywać takie wzorce konfliktu.
Pani pytanie „co będzie jak maluch dorośnie?” jest bardzo trafne jeśli teraz nie zmieni się klimat domu, ryzyko jest duże, że wzór powtarza się w innych relacjach (szkoła, przyjaciele, przyszły partner).
To, że mąż mówiąc o stresie, niewyspaniu i obowiązkach, a potem przeprasza „po fakcie”, wygląda jak „zestaw” typowy dla osób, które nie mają narzędzi do radzenia sobie z emocjami, ale nie są w stanie zatrzymać się w chwili w wybuchu .U mężczyzn depresja, przemęczenie czy zaburzenia regulacji emocji często maskują się przez złość, agresję, wycofanie, a nie przez łzy czy wyrażanie smutku. Osoby takie często potrafią po fakcie wyrazić żal, ale nie biorą pełnej odpowiedzialności za swoje zachowanie tu i teraz.To, co Pani opisuje, czyli wybuch co 1,5 miesiąca, reakcje nieadekwatne do sytuacji, obrażanie dziecka, groźby rozwodu i podziału majątku, kiedy Pani zgłasza potrzebę zmiany mieszkania i przekracza „zwykły stres” i mówi o trudnościach z modulacją pobudzenia emocjonalnego.
Nie musi Pani od razu podejmować decyzji o rozwodzie, ale możesz zacząć od kilku kroków, które zaprowadzą granice i bezpieczeństwo. Jeśli sytuacja będzie się powtarzać, warto rozważyć kontakt z organizacjami wspierającymi osoby w trudnych relacjach (np. Niebieska Linia w Polsce czy inne placówki wspierające kobiety schodzące z przemocą w rodzinie), które pomagają w planowaniu bezpieczeństwa, doradzą prawnie i psychologicznie. Pisze Pani, że pracuje zdalnie, opiekuje się dzieckiem, ogarnia dom i dzieli troskę o synkai jest to bardzo duża odpowiedzialność, a przy tym jeszcze masz doświadczenie z wybuchową osobą. Warto szukać przestrzeni dla siebie. Regularne spotkania ze znajomymi, choćby online, krótkie przerwy, nawet 15 minut dla siebie, to „pompowanie tlenu” do Pani systemu nerwowego. Warto sobie zdać sprawę z faktu, że każdy ma prawo do życia w miejscu, w którym czuje się bezpiecznie i dobrze. Może Pani spokojnie napisać: „Nie chcę rozwodu, ale nie chcę też żyć w miejscu, które mnie wyczerpuje i nie pasuje do mnie. Zastanowię się, jak to zmienić, także poza wspólnym mieszkaniem, jeśli nie uda nam się znaleźć rozwiązania.” To nie jest „zamach na związek”, tylko chronienie własnego zdrowia psychicznego.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
mam poczucie, że Pani niepokój jest bardzo uzasadniony. Bo nawet jeśli te sytuacje zdarzają się „tylko czasami”, to jednak trudno żyje się i mieszka w domu, w którym co jakiś czas pojawia się tak silna złość, wyzwiska czy komunikaty raniące zarówno Panią, jak i dziecko.
I myślę, że bardzo ważne jest to, że Pani już teraz zadaje sobie pytanie o synka i o to, jak będzie wyglądało jego dorastanie w takiej atmosferze. Dzieci bardzo mocno chłoną napięcie emocjonalne w domu, nawet jeśli są jeszcze małe.
Z jednej strony widać, że między Państwem są też dobre momenty, bliskość i poczucie rodziny. Z drugiej – coś się dzieje z tą złością Pani męża, skoro tak łatwo wymyka się spod kontroli i pojawia się nawet przy drobnych sytuacjach.
I być może warto się zastanowić, od kiedy właściwie to wygląda w ten sposób. Czy relacja rzeczywiście zaczęła się zmieniać z czasem, pod wpływem stresu, dziecka, przeciążenia? Czy może trudność pojawia się szczególnie wtedy, kiedy Pani stawia granice, mówi o swoich potrzebach albo chce czegoś innego niż on – jak przy temacie przeprowadzki.
To, że później przeprasza, jest ważne. Ale jednocześnie same przeprosiny zwykle nie wystarczają, jeśli nie pojawia się realna próba zrozumienia, co się z nim dzieje tuż przed wybuchem i jak można reagować wcześniej, zanim złość zacznie ranić innych.
Mam wrażenie, że terapia par mogłaby być tutaj bardzo pomocna. Nie po to, żeby znaleźć „winnego”, ale żeby zobaczyć, co się dzieje między Państwem, jak wygląda komunikacja, napięcie, granice i jak można nauczyć się inaczej reagować na frustrację czy złość.
Bo złość sama w sobie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy staje się czymś, co niszczy poczucie bezpieczeństwa drugiej osoby.
pozdrawiam,
Martyna Kaleta
Bożena Nagórska
Szanowna Pani,
zachowania męża – niekontrolowane wybuchy agresji słownej, absurdalne oskarżenia o „zniszczenie życia” oraz obrażanie 1,5-rocznego dziecka – to cykl przemocy psychicznej. Cudowne, rodzinne chwile i przeprosiny po fakcie są niestety stałym elementem tego mechanizmu, który ma na celu uśpienie Pani czujności i zatrzymanie Pani w relacji. Tłumaczenie agresji stresem lub pracą jest niedopuszczalne; stres dotyka każdego, ale nie daje prawa do wyżywania się na bezbronnych osobach, a grożenie rozwodem przy próbach rozmowy o mieszkaniu to ordynarny szantaż emocjonalny. Pani obawy o przyszłość syna są w pełni uzasadnione, ponieważ dorastanie w atmosferze nieprzewidywalnego lęku i krzyku potężnie niszczy psychikę dziecka. W tej sytuacji przeprosiny już nie wystarczą – warunkiem koniecznym do uratowania tego małżeństwa powinno być twarde ultimatum i podjęcie przez męża natychmiastowej terapii kontroli agresji. Jeśli mąż odmówi lub wybuchy się powtórzą, ze względu na bezpieczeństwo emocjonalne swoje i syna, powinna Pani przemyśleć decyzję o odejściu, bo bez radykalnych konsekwencji ten proces będzie się tylko nasilał.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Karolina Koch
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak życie w dużej nieprzewidywalności emocjonalnej, z jednej strony bliskość i dobre chwile, a z drugiej wybuchy, wyzwiska i poczucie, że nigdy do końca nie wiadomo, co wywoła kolejną reakcję męża. Nic dziwnego, że pojawia się w Pani zmęczenie i myśl o „spakowaniu walizki”.
Stres, niewyspanie czy trudna sytuacja w pracy mogą wpływać na człowieka, ale nie są usprawiedliwieniem dla obrażania partnerki czy dziecka. Szczególnie ważne jest to, że zauważa Pani wpływ tych sytuacji nie tylko na siebie, ale też zaczyna myśleć o tym, jak może to wyglądać dla synka, kiedy podrośnie. To bardzo ważna i odpowiedzialna refleksja.
Zastanawiam się też, czy były momenty, w których mąż radził sobie z napięciem inaczej, np. bez wybuchu, z większym opanowaniem? Co wtedy pomagało? W Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR) często szukamy właśnie takich wyjątków, bo pokazują, że pewne umiejętności już istnieją, nawet jeśli nie są jeszcze stałe.
Jednocześnie czytam, że od dłuższego czasu próbuje Pani rozmawiać o swoich potrzebach, np. związanych z przeprowadzką, ale spotyka się raczej z zamknięciem albo groźbą rozwodu niż próbą wspólnego szukania rozwiązania. I być może ważnym pytaniem na teraz jest nie tylko „co robić dalej?”, ale też: czego Pani potrzebowałaby, żeby poczuć się w tej relacji bezpieczniej emocjonalnie, zarówno jako partnerka, jak i mama?
Pozdrawiam serdecznie
Karolina Koch
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Każdemu mogą zdarzyć się momenty złości czy wybuchy, ale wyzywanie, przeklinanie czy obrażanie partnerki i małego dziecka wygląda na coś więcej niż „zwykły stres” czy chwilowe niewyspanie. Jeśli sytuacje regularnie się powtarzają może to znacząco obciążać całą rodzinę (synek już reaguje nocnymi wybudzeniami). To, że mąż przeprasza po fakcie i ma świadomość problemu, jest ważne, ale samo poczucie winy nie rozwiązuje źródła tych zachowań. Istotne jest to, czy wyciąga jakieś wnioski i czy jest jakiś efekt tego poczucia winy w postaci zmiany zachowania lub chęci do pracy nad tym aspektem. Rozumiem również Pani wewnętrzne rozdarcie, bo obok trudnych momentów są zapewne chwile bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Właśnie taka „przeplatana” relacja bywa szczególnie trudna emocjonalnie, bo ciężko jednoznacznie ocenić sytuację i podjąć jakąś decyzję. Jednocześnie warto nie bagatelizować swoich myśli o spakowaniu walizki, bo one czasem mogą być sygnałem, że jakaś granica psychiczna zaczyna być przekraczana. Najważniejsze wydaje się teraz czy ten sposób funkcjonowania jest bezpieczny i zdrowy dla Pani i dziecka? Jeśli mąż rzeczywiście widzi problem, warto byłoby, aby poszukał pomocy dla siebie np. terapii indywidualnej lub treningu radzenia sobie ze złością. Pani natomiast ma prawo zadbać o swoje granice, swoje poczucie bezpieczeństwa i dobro dziecka, nawet jeśli budzi to w Pani dużo sprzecznych uczuć i wątpliwości.
Wszystkiego dobrego
Joanna Cichosz
Łukasz Dyłka
Dzień dobry.
To, co Pani opisuje, nie jest zwykłą „nerwowością” ani tylko stresem w pracy. Przeklinanie, wyzywanie, mówienie Pani, że „zniszczyła mu Pani życie”, obrażanie małego dziecka czy grożenie rozwodem za każdym razem, gdy pojawia się temat przeprowadzki, to są zachowania raniące i przekraczające granice. Stres, zmęczenie i niewyspanie mogą tłumaczyć większą drażliwość, ale nie usprawiedliwiają przemocy słownej.
Szczególnie ważne jest dziecko. Nawet jeśli synek ma dopiero 1,5 roku, nie oznacza to, że „nie rozumie” napięcia w domu. Dziecko bardzo mocno odbiera ton głosu, krzyk, wrogość i atmosferę zagrożenia. Jeśli ojciec obraża dziecko, bo ono płacze w nocy, to warto potraktować to jako poważny sygnał ostrzegawczy.
Przeprosiny po fakcie są ważne, ale nie wystarczą, jeśli schemat się powtarza. Odpowiedzialność męża powinna oznaczać konkretne działania: terapię indywidualną, pracę nad regulacją złości, konsultację psychiatryczną, jeśli są silne wybuchy lub objawy depresyjne, oraz jasny plan, co robi, kiedy czuje, że zaraz wybuchnie. Samo „przepraszam, miałem stres” nie chroni Pani ani dziecka przed kolejną sytuacją.
Warto spokojnie, poza momentem kłótni, powiedzieć mu bardzo konkretnie: „Nie zgadzam się na wyzwiska wobec mnie ani wobec dziecka. Jeśli to się powtórzy, przerwę rozmowę, wyjdę z pokoju / pojadę z dzieckiem do bezpiecznego miejsca i będę szukać pomocy z zewnątrz. Potrzebuję, żebyś podjął realną pracę nad sobą, nie tylko przepraszał po fakcie”. Granica ma sens wtedy, gdy za nią idzie działanie.
Proszę też zadbać o własne zaplecze: porozmawiać z kimś bliskim, mieć miejsce, do którego może Pani pojechać z dzieckiem w razie eskalacji, zachowywać wiadomości lub notować powtarzające się incydenty. Nie po to, żeby od razu „robić wojnę”, tylko żeby nie zostawać sama w sytuacji, która może się nasilać.
Jeśli czuje Pani, że w domu pojawia się przemoc psychiczna, może Pani skonsultować sytuację z Niebieską Linią 800 120 002. Telefon działa całą dobę i można tam uzyskać wsparcie psychologiczne oraz informacje o możliwej pomocy.
Nie musi Pani od razu podejmować decyzji o rozstaniu, ale warto przestać traktować te epizody jako „chwilowe wybuchy”. To jest powtarzający się wzorzec, który dotyka Pani i dziecka. Dobre rodzinne chwile nie kasują tych trudnych. Pytanie brzmi nie tylko „czy on mnie kocha?”, ale „czy przy nim ja i dziecko jesteśmy emocjonalnie bezpieczni?”.
Pozdrawiam
Łukasz Dyłka
Aldona Kozik
To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudna i emocjonalnie wyczerpująca sytuacja, zwłaszcza że obok momentów bliskości, ciepła i poczucia bycia rodziną pojawiają się nagłe wybuchy złości, wyzwiska i słowa, które ranią. Nic dziwnego, że ma Pani mieszane uczucia. Właśnie takie relacje bywają najtrudniejsze do oceny, bo dobre chwile dają nadzieję i sprawiają, że człowiek próbuje tłumaczyć te gorsze momenty stresem, zmęczeniem czy chwilowym przeciążeniem.
Warto jednak pamiętać, że stres i problemy w pracy mogą wyjaśniać czyjeś napięcie, ale nie usprawiedliwiają agresji słownej wobec partnerki ani dziecka. To, że mąż po czasie przeprasza i ma świadomość swojego zachowania, jest ważne, ale równie ważne jest to, czy za tym idzie realna praca nad sobą i próba zmiany. Jeśli sytuacje powtarzają się regularnie, a Pani żyje w napięciu i zastanawia się, kiedy nastąpi kolejny wybuch, to znaczy, że problem jest poważniejszy niż pojedyncze „gorsze dni”.
Szczególnie poruszające jest to, że zdarzało mu się obrażać Waszego synka. Nawet jeśli dziecko jest jeszcze bardzo małe, doskonale wyczuwa atmosferę, napięcie, ton głosu i emocje rodziców. Dzieci wychowujące się w otoczeniu nieprzewidywalnych wybuchów często uczą się życia w czujności i lęku, nawet jeśli na co dzień w domu bywają też dobre momenty. Pani obawa o przyszłość jest więc bardzo naturalna i rozsądna.
Mam też wrażenie, że w tej relacji jest sporo Pani samotności emocjonalnej. Z jednej strony bierze Pani na siebie pracę, opiekę nad dzieckiem i dom, z drugiej próbuje rozmawiać o swoich potrzebach, na przykład o przeprowadzce, ale spotyka się Pani z twardym „nie” albo nawet groźbą rozwodu i podziału majątku. To może powodować poczucie, że nie ma przestrzeni na spokojny dialog i że Pani potrzeby są mniej ważne albo traktowane jako zagrożenie.
To bardzo znaczące, że w takich momentach ma Pani ochotę „spakować walizkę”. Tak zwykle reagujemy wtedy, kiedy emocjonalnie przestajemy czuć się bezpiecznie. Nie oznacza to jeszcze, że musi Pani podjąć natychmiastową decyzję o rozstaniu, ale warto potraktować swoje odczucia poważnie, a nie je bagatelizować.
Najważniejsze wydaje się teraz nie to, że mąż potrafi być czuły i kochający, ale to, czy jest gotowy naprawdę zmierzyć się ze swoim sposobem reagowania i wziąć za niego odpowiedzialność. Dobra relacja nie polega na tym, że po trudnych słowach przychodzą przeprosiny i kilka spokojnych tygodni, tylko na tym, że obie osoby mogą czuć się bezpiecznie także wtedy, gdy pojawia się zmęczenie, konflikt czy frustracja.
Pozdrawiam ciepło, Kozik Aldona
Marta Lenarczyk
Dzień dobry,
W Pani historii zauważam coś, co dla wielu osób bywa bardzo trudne i dezorientujące, mianowicie z jednej strony chwile bliskości, miłości i poczucia, że jesteście rodziną, którą po prostu dotyka nadmiarowy stres codziennego życia, z drugiej momenty, w których pojawia się lęk, napięcie, wyzwiska, nieprzewidywalność i poczucie, że nawet drobna sytuacja może nagle zamienić się w bardzo trudne doświadczenie. W takiej rzeczywistości naprawdę trudno wiedzieć, co myśleć i co z tym zrobić, dlatego nie dziwi mnie, że ma Pani mieszane uczucia.
Stres, niewyspanie czy przeciążenie mogą sprawiać, że człowiek reaguje bardziej impulsywnie albo ma mniejszą cierpliwość, ale nie są wystarczającym wyjaśnieniem dla wyzywania, obwiniania, wzbudzania lęku czy kierowania agresji słownej wobec partnerki albo małego dziecka.
To, że mąż później przeprasza i widzi, że zachował się niewłaściwie, jest ważne, ale samo uświadomienie problemu nie zawsze oznacza jeszcze realną zmianę. Poczucia bezpieczeństwa nie budują same przeprosiny, ale to, czy zachowanie rzeczywiście się zmienia.
Szczególnie porusza mnie fragment dotyczący Waszego synka. Małe dzieci mogą nie rozumieć znaczenia słów, ale bardzo silnie odbierają napięcie, ton głosu, atmosferę i emocjonalne bezpieczeństwo wokół siebie. Dlatego to ważny obszar, którego nie warto bagatelizować.
Zwraca moją uwagę w Pani historii także coś jeszcze, mianowicie pisze Pani, że kiedy mówi o swoich potrzebach (np. zmianie miejsca zamieszkania), odpowiedzią bywają groźby rozwodu czy podziału majątku. Trudno ocenić cały kontekst relacji na podstawie jednego wpisu, ale w zdrowej komunikacji jest miejsce na różnicę zdań, rozmowę i negocjowanie potrzeb, a nie na zastraszanie konsekwencjami za samo wyrażenie swojego stanowiska.
W takiej sytuacji warto zadać sobie kilka ważnych pytań:
– Czy w tej relacji czuję się bezpiecznie emocjonalnie?
– Czy mogę mówić o swoich potrzebach bez lęku przed wybuchem, upokorzeniem, groźbami czy emocjonalną „karą”?
– Czy widzę realną zmianę, czy raczej powtarzający się cykl: wybuch → przeprosiny → spokój → kolejny wybuch?
Jeśli mąż rzeczywiście dostrzega problem i jest gotowy brać odpowiedzialność za zmianę swojego zachowania, pomocna może być jego indywidualna konsultacja psychologiczna, szczególnie w obszarze regulacji złości, napięcia i sposobów reagowania pod wpływem stresu. Konsultacja dla par może być rozważana wtedy, gdy oboje czują się w tej relacji bezpiecznie.
Jeśli jednak mąż nie widzi potrzeby szukania pomocy, nie chce pracować nad zmianą albo mimo rozmów zachowania się powtarzają czy nasilają, szczególnie ważne staje się zadbanie o Pani i dziecko. Nie po to, by podejmować pochopne decyzje, ale po to, by nie zostawać z tym samej i nie próbować dźwigać wszystkiego w samotności. Warto wtedy pomyśleć, kto może być dla Pani realnym wsparciem i gdzie może Pani uzyskać pomoc, jeśli sytuacja zaczęłaby się zaostrzać.
Jeśli pojawia się w Pani lęk, poczucie przekraczania granic albo obawa o dobro Pani i dziecka, bardzo ważne jest, żeby sięgnąć po wsparcie. Czasem pierwszym krokiem nie jest decyzja o zmianie całego życia, ale spokojna rozmowa z kimś, kto pomoże ocenić sytuację i uporządkować myśli.
Może Pani skorzystać m.in. z:
Niebieskiej Linii – 800 120 002 (bezpłatne wsparcie dla osób doświadczających przemocy lub żyjących w relacjach budzących lęk i poczucie zagrożenia)
Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym – 800 70 2222 (całodobowo)
Telefonu Zaufania dla Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym – 116 123
lokalnego Ośrodka Interwencji Kryzysowej, gdzie można uzyskać bezpłatne wsparcie psychologiczne i kryzysowe
Jeśli kiedykolwiek pojawiłaby się sytuacja, w której czułaby Pani realne zagrożenie dla siebie lub dziecka, proszę potraktować to priorytetowo i dzwonić pod 112.
Marta Lenarczyk


