
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju
- Nie radzę sobie z...
TwójPsycholog
Dzień dobry,
cieszę się, że rozpoznałeś_aś swoje trudności! Ze względu na niewiele szczegółów proponuję konsultację psychologiczną :) Oprócz tego zachęcam do poczytania:
https://twojpsycholog.pl/blog/zarzadzanie-gniewem-jak-nauka-kontroli-emocji-moze-przyniesc-spokoj
https://twojpsycholog.pl/blog/uczucie-niepokoju-skad-sie-bierze-i-co-z-nim-zrobic
https://twojpsycholog.pl/blog/studia-nad-spokojem-5-fundamentow-spokojnego-umyslu
Powodzenia!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
zastanawia mnie jakie są oczekiwania względem odpowiedzi po tak krótkim stwierdzeniu. Myślę, że jeżeli pojawia się trudność w radzeniu sobie z agresją oraz emocjami i wpływa to negatywnie na codzienne funkcjonowanie to warto udać się na konsultację do psychologa lub psychoterapeuty.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta
Katarzyna Waszak
Dzień dobry! Dobre rezultaty w leczeniu zaburzeń emocjolanych daje psychoterapia. Ważne jest spotkanie z tymi emocjami i przeżycie ich w bezpiecznej relacji. Złość jest potrzebna i ważna, jednak wyrzucana w formie agresji niszcząca. Warto się przyjrzeć, z jakiego powodu jest ona impulsywnie odreagowywana zamiast skontenerowania i wkorzystania w pozytywny sposób. Powodzenia Katarzyna Waszak
Karolina Łagodzka-Dubikowska
Dzień dobry,
Zachęcam do skorzystania z usług psychoterapeutycznych - myślę, że w nurcie poznawczo-behawioralnym możesz zdobyć dużą wiedzę na temat emocji i tego jak nimi zarządzać. Jeśli problem łączy się także z agresją to rekomenduję trening zastępowania agresji (którego częścią składową jest trening kontroli złości) - najlepiej, gdyby była możliwość uczęszczać na takie zajęcia w grupie, ale indywidualnie też można, z dobrymi rezultatami.
Pozdrawiam serdecznie
Karolina Łagodzka-Dubikowska

Zobacz podobne
W marcu 2024 r. mąż, z którym w maju 2025 r. minie nam po ślubie 16 lat (razem ponad 20), wyrzucił mnie z domu. Powód? Nadużywałam alkoholu. Jestem już po odwyku — ponad rok.
W tym czasie mój kochany mąż zabawiał się bardzo dobrze — niby ze swoją koleżanką z pracy (nadal razem pracują). Przez jakiś czas do niczego się nie chciał przyznać, dosyć często unikał rozmów na temat tej kobiety, a kiedy podpytywałam — popadał w agresję słowną.
Zaczął zapewniać, iż żałuje relacji z tą kobietą, że tylko przez miesiąc utrzymywał z nią kontakt po pracy, ponoć tylko rozmawiali o pracy, do niczego nie doszło. Zapewniał, iż nigdy mnie z żadną kobietą nie zdradził — nawet z nią.
Kobiecie — bez mojej zgody — podał mój numer telefonu, żeby ona mogła mi udowodnić, iż nic ich nie łączyło, że do niczego nie doszło.Od tej sytuacji mąż coraz częściej zaczął być wobec mnie bardzo dziwny. Zaczął chcieć więcej seksu, nawet podczas miesiączki. Zaczął kupować drogą biżuterię, kwiaty i dawać mi sporą gotówkę, twierdząc, iż na to zasługuję.
Kiedy powiedziałam, że biorę antydepresanty i leki na uspokojenie (hydroksyzynę), uspokoił się — choć nadal twierdził, iż to ze mną jest coś nie tak, a z nim wszystko jest OK. Zaproponowałam, aby poszedł do psychologa czy psychiatry — stwierdził, iż jest zdrowy i że mu nie potrzeba. Na terapiach małżeńskich był dwa razy — stwierdził, że sami powinniśmy dojść do sedna sprawy.
Mąż tak po prostu nagle zaczął wysyłać, będąc w pracy, swoje nagie zdjęcia do mnie. Sądzi, że nawet moje zdjęcia, kiedy mu wysyłam, podniecają go. Utworzył w telefonie nawet album z moimi nagimi zdjęciami. Ciągle zapewnia, że kocha tylko mnie, że nikt inny, że moje ciało go "jara" — ale sytuacji z ową kobietą nie ma chęci wyjaśnić. Po prostu pięknie manipuluje i wybiela się, a potem stwierdza, iż to ja nim manipuluję, nakazuję mu coś i traktuję go jak psa.
Potrafi najpierw wysłać miłe zdjęcia, a pod zdjęciami teksty, np. cytat dotyczący mojego kolegi:
„Szyja ma większego, czystego, długiego i soczystego k***a...?”
Rani mnie, nawet nic sobie z tego nie robi. To u męża rutyna. Potrafi mnie krytykować, doprowadzać do łez, zero poważnych, dorosłych rozmów. Po prostu gbur, toksyk, babiarz — tak go odbieram. Kiedy po roku „pięknej miłości” zaproponowałam, że czas wyjaśnić sprawę z tą kobietą w oczy — ponieważ wszystko ucichło — mąż rzucił do mnie tekstem (cytat):
„Jeśli napiszesz SMS-a do Agnieszki, będzie afera w pracy i w domu. Nie odezwiesz się do mnie i już nie podejdziesz przez dłuższy czas. Pogadamy wtedy ostro.”
Do męża nie docierają żadne argumenty, prośby, aby dla spokoju nas obojga udowodnił swoją uczciwość i wierność. Po prostu gra — twierdząc, że nie ma nic na sumieniu.
Mam rozmowy, screeny. Bardzo proszę — poradźcie, co mam robić. Jestem po prostu załamana.

