Left ArrowWstecz

Niepokój w codziennym życiu - co może oznaczać?

Czuje w sobie niepokój co to oznacza
User Forum

Anonimowo

3 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

To, że mówisz „czuję w sobie niepokój” i zastanawiasz się, co to oznacza, pokazuje, że jesteś bardzo uważny na siebie i na swoje przeżycia – to naprawdę cenna umiejętność. Niepokój sam w sobie jest sygnałem, że coś w Twoim świecie wewnętrznym lub zewnętrznym jest dla Ciebie ważne, nawet jeśli jeszcze nie do końca potrafisz to nazwać słowami. Zamiast to zignorować, spróbuj zrozumieć swój stan – to świadectwo dojrzałości i tego, że traktujesz swoje emocje poważnie. Twoje odpowiedzi będą tu najważniejsze, bo to Ty najlepiej znasz znaczenie swoich uczuć.

 

Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog 

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Szpotowicz

Anna Szpotowicz

Dla Twojego układu nerwowego oznacza, że jesteś w trybie walki albo ucieczki… czyli przeżywasz stres. Niepokój czasem może wynikać z przyczyn fizjologicznych takich jak np. zbyt dużo kofeiny, zbyt mało snu. Jeśli dotyczy przyczyn psychologicznych możesz zapytać siebie, kiedy pierwszy raz go poczułeś/poczułaś. Co się wydarzyło przed odczuciem niepokoju. Możesz zapytać siebie, czy on dotyczy sytuacji teraźniejszej, przyszłości lub przeszłości. Możesz przeskanować swoje ciało i zastanowić się, gdzie niepokój się umiejscawia. Czasem to pomaga w ścieżce dotarcia do tego skąd on się bierze. Możesz też wziąć kartkę i wypisać wszystkie myśli, które przychodzą Ci do głowy, może tam odnajdziesz odpowiedź. Możesz też pomyśleć o różnych częściach swojego życia- praca, relacje, szkoła, czas wolny itd.   Niepokój chce Ci coś „powiedzieć” choć rozumiem, że nie jest to przyjemny stan. 

3 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry ,

 

Dziękujemy za pytanie.

Niepokój to często taki wewnętrzny sygnał „coś jest dla mnie ważne” albo „na coś nie mam jeszcze odpowiedzi”. Nie musi oznaczać nic złego, czasem pojawia się, gdy jesteśmy zmęczeni, przeciążeni, czekamy na coś, czego się obawiamy, albo gdy w środku nosimy emocje, których jeszcze nie nazwaliśmy.

Spróbuj na chwilę się zatrzymać i sprawdzić:
czy ten niepokój bardziej siedzi w ciele (np. napięcie, ścisk),
czy w myślach (zamartwianie się, czarne scenariusze),
czy pojawia się w konkretnych sytuacjach.

Nie musisz go od razu „rozwiązywać”, najpierw wystarczy go zauważyć i dać sobie trochę łagodności. Jeśli chcesz, możesz napisać, kiedy najczęściej go czujesz, wtedy łatwiej będzie zobaczyć, z czym może być związany.

Nie jesteś z tym sam/a.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu
Wiktoria Gwóźdź

Wiktoria Gwóźdź

Cześć, 

 

Z punktu naszego ciała i działania naszego mózgu to wskazuje na pobudzenie ciała migdałowatego. Czasami ta część mózgu odbiera coś jako zagrożenie pomimo, że nie jest to faktycznym zagrożeniem - może to być np. zamartwianie się bądź coś z przeszłości co wprowadza nas w stan takiej gotowości i uważności. Warto by było przyjrzeć się temu i zrozumieć jak to jest, że się tak czujesz, dzięki świadomości mechanizmów jakie w nas zachodzą można z tym działać i lepiej zrozumieć siebie.

 

Pozdrawiam

Wiktoria Gwóźdź

3 miesiące temu
Natalia Pisarek

Natalia Pisarek

Dzień Dobry, 

 

Myślę, że niepokój zwykle pojawia się, kiedy  żyjemy w przeciążeniu, albo długo ignorujemy jakieś swoje ważne potrzeby. To taki sygnał od ciała, że coś wymaga naszej uwagi. Czasem to kwestia zmęczenia, czasem niewypowiedzianych emocji, a czasem lęku przed czymś, czego jeszcze do końca nie umiemy nazwać. 

Postaraj się nie traktować tego jak wroga, tylko jak informację, że może warto się zatrzymać i pobadać o czym ten niepokój może mówić? Gdzie rozkłada się w Twoim ciele? Czy może towarzyszą mu jakieś myśli? Co znaczy dla Ciebie, że ten niepokój teraz w Tobie jest. Warto też sprawdzić, że obok tego niepokoju pojawiają się inne emocje, może gdzieś też uda Ci się odnaleźć te miejsca w Twoim ciele, które nie są w napięciu, są bardziej rozluźnione. Warto się temu przyjrzęć z ciekawością. 

 

Pozdrawiam Serdecznie, 

 

Natalia Pisarek 

Psycholog, Psychoterapeuta CBT 

 

 

3 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

Dziękuję, że mówisz o swoim niepokoju. To ważny sygnał od Twojego organizmu, że coś może być dla Ciebie trudne. Nie oznacza to, że coś jest z Tobą nie tak. Warto przyjrzeć się temu i zaobserwować w jakich sytuacjach  się pojawia.

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

mniej niż godzinę temu
Tomasz Pisula

Tomasz Pisula

Dzień dobry,

 

Poczucie niepokoju jest naturalne, może ale nie musi oznaczać niczego. U każdego czlowieka wystepuje naturalny lęk egzystencjonalny - obawa przed życiem i śmiercią. 

Lęk może być związany także z obecna sytuacją życiową - może coś się dzieje lub wydarzylo istotnego dla Pana/Pani?

 

Jeśli lęku jest sporo, to proszę pomyśleć o konsultacji z psychoterapeuta, aby móc lepiej zrozumieć źródła niepokój.

 

Wszystkiego dobrego,

Tomasz Pisula 

3 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


poczucie niepokoju może mieć wiele przyczyn i trudno jednoznacznie określić o co chodzi jedynie na podstawie tego że to czujemy. Nie zawsze musi świadczyć o zagrożeniu.  Może być na przykład wynikiem zmęczenia, długotrwałego napięcia mięśni, niewyspania, wypicia niewystarczającej ilości płynów, spożycia jakiejś substancji (kofeiny, leków, narkotykow, alkoholu) lub jej odstawienia.

Może pojawić się w związku z jakąś myślą o czymś czego się boimy, w wyniku snucia czarnych scenariuszy. 
Być może pomoże Pani/Panu odpowiedzenie sobie na pytanie - czy w ostatnim czasie zdarzyło się coś stresującego, myślała Pani/Pan o czymś co mogło Panią/Pana zaniepokoić, zmieniła Pani/Pan coś ostatnio w swoim funkcjonowaniu? 

Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Uczucie niepokoju w sobie to naturalna reakcja emocjonalna, która często sygnalizuje poczucie braku bezpieczeństwa lub nieokreślony dyskomfort. Może być wywołane stresem, zamartwianiem się o przyszłość lub nieprzewidywalnymi sytuacjami, ale jeśli utrzymuje się długo, warto sprawdzić głębsze przyczyny. Niepokój różni się od strachu tym, że nie zawsze wiąże się z konkretnym zagrożeniem – to raczej ciągła obawa przed tym, co może nadejść. Często towarzyszą mu nadmierne zmartwienia, problemy ze snem, napięcie mięśniowe lub objawy somatyczne jak przyspieszone serce czy pocenie się. Może wskazywać na zaburzenia lękowe, depresję lub zwykły stres codzienny.Jeśli niepokój jest przejściowy, pomogą techniki relaksacyjne jak głębokie oddychanie czy spacer. Gdy trwa tygodniami i utrudnia życie, skonsultuj się z psychologiem lub lekarzem, to sygnał, by nie ignorować problemu. Nie jesteś sam w tym uczuciu, a profesjonalna pomoc często szybko przynosi ulgę.

 

 

 


 

3 miesiące temu
Natalia Szulc

Natalia Szulc

Uczucie niepokoju można wyjaśniać z różnych perspektyw – między innymi biologicznej, poznawczej czy relacyjnej. Każda z nich podkreśla inny aspekt tego doświadczenia. W ujęciu psychodynamicznym niepokój rzadko jest „bez powodu”. Można go rozumieć jako sygnał, że w psychice pojawia się konflikt – coś jest przeżywane jako zagrażające, sprzeczne albo trudne do pogodzenia.

Czasem niepokój pojawia się wtedy, gdy uruchamiają się silne emocje, takie jak złość, wstyd czy lęk przed odrzuceniem, które trudno dopuścić do świadomości. Wówczas napięcie nie ma jeszcze wyraźnej treści – jest raczej stanem „czegoś, co zaraz się wydarzy”. Na przykład ktoś może odczuwać nagły niepokój przed spotkaniem, choć „obiektywnie” nie ma się czego bać – dopiero bliższe przyjrzenie się sytuacji ujawnia obawę przed oceną albo konfliktem.

Niepokój może też wiązać się z relacjami. Gdy istnieje obawa utraty bliskości, krytyki czy odrzucenia, organizm reaguje napięciem jeszcze zanim pojawi się konkretna sytuacja. Czasem to sygnał, że jedna część Pani/Pana chce czegoś – zmiany, konfrontacji, większej autonomii – a inna część się tego boi. To wewnętrzne rozdarcie może być odczuwane właśnie jako niepokój.

Kluczowe pytania brzmią: w jakich sytuacjach ten niepokój się pojawia? Z kim jest związany? Co dzieje się chwilę przed jego nasileniem? Zrozumienie kontekstu i znaczenia niepokoju często okazuje się ważniejsze niż samo dążenie do jego natychmiastowego „uspokojenia”.

3 miesiące temu
Pracownia WELL

Pracownia WELL

Odczuwanie lęku w związku z wyzwaniami dnia codziennego, takimi jak rozmowa o podwyżce czy egzamin, jest do pewnego stopnia zupełnie naturalne. Jest jednak różnica między adaptacyjnym lękiem, który motywuje i pokazuje, co jest dla nas ważne, a zaburzeniem lękowym. Jaka?

Osoba cierpiąca z powodu lęku odczuwa go w sposób nieadekwatny do sytuacji, natomiast adekwatny do jej interpretacji. Oznacza to, że sytuacja neutralna dla kogoś, kto nie ma zaburzeń lękowych wydaje się czymś strasznym osobie, która cierpi z ich powodu. Zakupy mogą urastać do rangi katastrofy, jeśli przewidujemy, że nie będzie gdzie zaparkować, sklep będzie pełen negatywnie nastawionych do nas ludzi, a przy kasie okaże się, że mamy za mało pieniędzy. Takich negatywnych przewidywań uczymy się przede wszystkim z doświadczeń, jednak niemałą rolę pełni temperament i wrażliwość układu nerwowego.

Nadmiarowe w stosunku do sytuacji odczuwanie lęku w określonych sytuacjach nie jest jeszcze zaburzeniem lękowym, ponieważ może dotyczyć mało istotnych w codziennym funkcjonowaniu rzeczy. Możemy na przykład bardzo bać się gryzoni, jednak ich spotkanie może być tak mało prawdopodobne, że lęk nie powstrzymuje nas w ważnych aspektach życia, więc nic przez niego nie tracimy. Inaczej jest, kiedy lęk sprawia, że wycofujemy się z różnych sfer życia takich jak praca, relacje czy hobby lub je ograniczamy, co staje się źródłem cierpienia. Wówczas mówimy o zaburzeniu lękowym.

Charakterystyczne dla zaburzeń lękowych są specyficzne zmiany funkcjonowania psychicznego takie jak:

natłok myśli, ruminacje, zamartwianie się, problemy z koncentracją i/lub pamięcią, niepokój wewnętrzny i/lub rozdrażnienie, duża reaktywność emocjonalna

oraz zmiany fizjologiczne takie jak:

kołatanie serca, pocenie się, zimne dłonie i stopy, mdłości/nudności, nerwowość, duszności, zawroty głowy, szumy uszne, zaburzenia widzenia i/lub równowagi, trudności z przełykaniem, zaparcia, wzdęcia, biegunki’, łopoty ze spokojnym snem.
Jeśli masz poczucie, że lęk znacząco Cię ogranicza i/lub jest źródłem cierpienia, rozważ konsultację u psychoterapeuty.

2 miesiące temu
kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Traumatyczne dzieciństwo i nastoletni czas, nabawienie się problemów psychicznych i próba poradzenia sobie
Mam ogromny problem ze sobą.. Zdaję sobie sprawę, że ten problem powinien być przedyskutowany ze specjalistą, że powinnam iść na terapię. Od zawsze siebie nienawidzilam, pierw była faza na mój wygląd, popadłam w zaburzenia odżywiania. Zaczęło się tak od jakiegoś 13-14 roku życia, pragnęłam wyglądać jak "anorektyczka",głodziłam się też chciałam chyba zwrócić na siebie uwagę, żeby moja mama zauważyła. Na szczęście faza ta minęła, a jak się pewnie domyślacie nigdy tą anorektyczką nie zostałam tylko przez to przytyłam +20kg. Następna faza jaką się u mnie zaczęła to po prostu nienawiść siebie za całokształt. Nie lubiłam swojego charakteru, to jak się zachowuje przy znajomych, że nie jestem taka pewną siebie dziewczyna, że nie jestem śmieszna i ogólnie zaczął się pojawiać u mnie ogromny overthinking, puste oczy i mina jak dupa. Po prostu przestałam być szczęśliwa. Zdaję sobie sprawę, że to przez dzieciństwo. Tata alkoholik, mama, która przeżyła piekło nie dzieciństwo, przez co miała problemy z agresją. Teraz już wiem dlaczego moja siostra już od tak naprawdę 10 roku życia miała też problemy ze sobą, cierpiała na depresję i często to nawraca. Teraz ją rozumiem, kiedyś mówiłam, że po prostu w d* jej się przewraca i jest niewdzięczna za to ile rodzice nam dali, bo jak byłyśmy małe nie było pieniędzy, byliśmy bardzo biedni, z czasem zaczęła nam się ta sytuacja finansowa poprawiać. Wracając do mojej mamy. Przez to, że sama miała nieprzepracowaną traumę, odbijało to się na nas, traktowała nas jak śmieci, często pytałam się jako dziecko czy nas w ogóle kocha, bo sprawiała wrażenie, że nas nienawidzi. Upokarzała przy rodzinie, lanie, krzyk był na porządku dziennym, często za nic, za to, że czegoś nie posprzątałyśmy (do dnia dzisiejszego traktuje nas jak służących, od zawsze była strasznie leniwa, więc od 5-6 roku życia już lataliśmy z miotłą) lub wyszłyśmy gdzieś do kogoś się pobawić na podwórko.. Czyli to co dzieci po prostu robią. A ja codziennie od kilku lat zadawałam sobie pytanie „dlaczego ja siebie tak nienawidzę?” Jestem dobrym człowiekiem, zawsze miałam szacunek do każdego, pracowita, z ogromnym sercem. Dlaczego tak bardzo czuję że nie powinnam istnieć, że nie zasługuje na nic.. Teraz jestem w związku, który przez moje problemy zaczyna się psuć. Przez to że jestem nieszczęśliwa sama ze sobą, a jak tak, to jak mam być szczęśliwa z kimś? Jestem w trakcie właśnie próby naprawiania siebie, słucham podcastów, praktykuje te wszystkie rzeczy, żeby mówić i myśleć o sobie dobrze, żeby wyrzucić z siebie tego krytyka z głowy. Zaczęłam to robić codziennie bo chciałam naprawić też moj zwiazek. Problem polega na moim przesadnym marudzeniu, częstym płakaniu. (Od września wyjechałam za granicę, co powoduje ze jestem jeszcze bardziej nieszczęśliwa, tęsknię za rodziną, znajomymi), na tym że wszystko traktuje jako atak, niewinne zdanie jest dla mnie atakiem, powodem do płaczu. Często czuję stres przed błachymi rzeczami, że zaraz mi się za coś dostanie ochrzan. Już chciałam wszystko naprawić, poszedł krok do przodu, wiedziałam co muszę robić i małymi kroczkami się uda… niestety wczoraj pokłóciliśmy się znowu z chłopakiem tym razem tak ostro, nawet nie pamiętam od czego się zaczęło, chyba znowu musiałam coś powiedzieć, coś zamarudzic, ze go to zabolało, bo go to boli, odbiera mu męskość i czuję że nie potrafi mi dać szczęścia. Zaczął wytykać moje wady, moje problemy od góry do dołu. Coś we mnie pękło, 10 kroków w tył… jeszcze bardziej siebie nienawidzę, nie potrafię wrócić na właściwe tory, do tego pozytywnego myślenia. Jak zresztą, jak powiedział mi całą prawdę o mnie.. Chciałabym w końcu być szczęśliwa ze sobą. W głowie mam wykreowana siebie, za te kilka lat, już z przepracowanymi problemami, pewna siebie, potrafiąca rozbawić, szczęśliwą kobietę, którą nie obchodzi opinia innych.
Kryzys w związku: Jak poradzić sobie z poczuciem winy i wybrać siebie?

Kryzys w długoletnim związku. 

Mój mąż jest starszy ode mnie o 13 lat. Wcześniej w miarę dobrze się dogadywaliśmy, teraz myślę, że po prostu bardziej starałam się o nasz związek, ustępowałam w różnych rzeczach, żeby nie tworzyć konfliktów i żeby on był zadowolony. 

Jakoś nie przeszkadzało mi to bardzo, nigdy tego nie widziałam. Od kilku lat stał się bardziej poirytowany, nerwowy, zainteresowany polityką. Na moje próby zainicjowania wspólnie miłego spędzania czasu, często odpowiada negatywnie lub opryskliwie. Oddaliliśmy się od siebie bardzo, nie uprawiamy seksu od ponad roku. W tym czasie braku zaspokojonych moich potrzeb, nie czułam się kochana ani rozumiana, ani widziana wdałam się w romans, który myślę, że przyniósł też dla mnie ogromne poczucie winy, z którymi nie potrafię sobie poradzić. Mąż o tym nie wie. Widział tylko, że się oddalamy. Na moje próby rozmowy lub pójście na kompromisy okazało się, że wybrał sobie potajemne kontakty z byłą znajomą, z którą był jeszcze przede mną krótki czas. Sprawdzałam mu telefon i messengera, pisał do niej, odnowił kontakty, potem się spotkali, pisał do niej kochanie i słoneczko i że chcę z nią być. W pewnym momencie ja poinformowałam jego podczas kłótni, że wiem o tym, że z nią piszę, był trochę zmieszany, trochę się wypierał i że to tylko koleżanka. Później dalej między nami było źle i w pewnym momencie oznajmił mi separację, że możemy żyć z osobno, że ja mogę spotykać się z innymi, uprawiać seks, a że on będzie jeździł do niej co dwa tygodnie. Nie dowierzałam, przeżyłam to bardzo, ale nie byłam wobec niego ani wulgarna, ani nerwowa. 

Przeżyłam to wewnętrznie, poukładałam sobie to w głowie, wyprowadziłam się do drugiego pokoju. W tym czasie kupiłam drugie mieszkanie, które obiecał mi pomóc wyremontować, z myślą, że ja się tam wyprowadzę. Wszystko mieliśmy uzgodnione na spokojnie, podział majątku i w dalszej kolejności rozwód. Okazało się jednak, że nie wyszło mu z tą koleżanką, że ona nie spełnia jego najmniejszych oczekiwań, długo była sama i nie umie z kimś być, więc zaczął odkręcać to wszystko, obwiniając mnie, że ja nie chcę z nim się dogadać i że to tylko była gra po to, żeby zobaczyć moją reakcję czy mi na nim zależy. 

Obwiniał, że to moja wina, że w ogóle ona się pojawiła, że moje zachowanie to spowodowało. Że oczekiwał reakcji ode mnie, nie było, że powinnam była zrobić mu awanturę i zatrzymać go, żeby do niej nie jechał. Ja raczej nie mam takiego charakteru, nie robię wielkich awantur i nie wyzywam. Ale on od tamtej pory próbuje mnie przekonać jakby siłą do tego, że to jest moja wina, że ja nie chcę walczyć o nasz związek, że ja jestem podła i wredna, bo on chce, a ja nie chcę. Gdy mówię, że niech mnie nie wyzywa, to mówi, że ja go denerwuje i że ma prawo się denerwować. 

Krzyczy, wyzywa i płacze, mówi, że się powiesi, każe mi się wyprowadzać, na drugi dzień się uspokaja, ale nie chce rozmawiać. Było tak już kilka razy i jeżeli wcześniej mieliśmy podjętą decyzję o rozstaniu, przeżyłam, ale trzymam się tego, choć bardzo się boję, że nie wiem, że to jest dobra decyzja i jak sobie poradzę sama ze sobą ze swoją psychiką i samotnością. 

Ale bardzo czuję się też winna w tej sytuacji, że nie chce spróbować z nim, nie winna tego, że byliśmy kilkanaście lat razem, a ja nie chcę się z nim dogadać. I czuję teraz, że mam depresję i że nie będę szczęśliwa, nigdy nie uszczęśliwiając jego. I jednocześnie czuję, że nawet gdy się poświęcę dla związku będę zgorzkniała i zrozpaczona, bo nie będę zaspokajać swoich potrzeb. Chodzę na terapii od roku, ale niewiele mi to pomaga. Może jedynie dostrzegam swoje potrzeby, ale i tak dalej nie czuję, że mam do tego prawo. Czuję za to się bardzo odpowiedzialna za ten związek, że skoro mnie, bo weszłam, to muszę zrobić wszystko i wiele więcej, żeby tylko być w tym związku i żeby on czuł się szczęśliwy, bo on chce być ze mną w związku. 

Mam wrażenie, że w tej chwili co bym nie zrobiła, jaką decyzję nie podjęła to, że sobie z nią nie poradzę. Nie wiem, co robić. 

Jak przeżyć i przetrwać, gdy wybiorę siebie? Jak poradzić sobie z poczuciem winy, że wybieram siebie, że jestem egoistką?

Jakie badania należy wykonać, np. poziom witamin, by wykluczyć somatyczne podłoże zaburzeń nastroju i lękowych?
Poziom jakich witamin (oprócz witaminy D) warto sobie zbadać, żeby wykluczyć somatyczne podłoże depresji, nerwicy lękowej i fobii społecznej?
Kryzys suicydalny, psycholog nie pomaga.
Witam, mam myśli samobójcze, gdyż od wielu lat mam problemy życiowe, które z roku na rok się nawarstwiają. Nie pomaga mi nic, żadna wizyta u psychologa. Moja sytuacja jest tak trudna, że ludzie płaczą, gdy słyszą moją historię. To jedno wielkie piekło. Czasami czuję, że muszę odebrać sobie życie, bo wyczerpałam już limit cierpienia. Nie wiem, co robić. NIe chcę żyć w takim świecie.
Brak motywacji i chęci do działania poza pracą - jak pokonać lenistwo?
Jestem facetem lat 35. W zasadzie całe moje dorosłe życie zmagam się z brakiem chęci? lenistwem? Nawet nie wiem jak to nazwać. Ale do rzeczy. Pracuję dość dużo bo na dwa etaty, ale nie jestem jakoś nadmiernie zmęczony. Praca jak praca. Jedną lubię, druga to bardziej ze względów finansowych. Zarabiam około 10-12 tyś miesięcznie. Nie mamy żadnych zobowiązań finansowych. Żona też zarobi dobrze wiec ogólnie nie narzekam na poziom życia. Mam 2 super córeczki. Można by pomyśleć, że sielanka. Ale jest jeden problem. Robie tylko to co muszę czyli idę do pracy i wykonuje ją sumiennie. Jak wrócę do domu to najlepiej schowałbym się sam w pokoju z telefonem i tyle. Nie mam ochoty zrobić niczego w domu, pomóc żonie przy dzieciach. Nic. Najlepiej jakbym mógł siedzieć sobie sam i niczego nie musiał robic. Rano jak wstanę to też nie chce mi się isć do pracy. Jak mam np wolny dzień w tygodniu i jestem sam w domu bo dzieci w szkole a żona w pracy to potrafię przeleżeć cały dzień na kanapie na telefonie nie robiąc sobie nawet jedzenia. Nie raz nawet nie umyje się wieczor bo mi się nie chce. Do pracy tez mi się niechce wstać bo nie przepadam za nią- ide tam tylko ze względu na kase. pojawiają się jednak pewne wyjątki. Jak wiem, że czeka mnie coś fajnego to jest inaczej. Bardzo lubie mecze i np. jak jest dzien meczowy Polaków to budzę się sam wcześniej rano, mam ochote wstać i nie mogę się doczekać. To samo było jak miałem jechac kupic auto albo inna rzecz. Ale są to wyjątki. Kilka do kilkunastu dni w roku. Reszta to jest męczarnia. Chciałbym zrobić wiele rzeczy ale najzwyczajniej mi się nie chce. Jak mam np. wolny poniedziałek to w niedzielę po południu jest spoko. Planuje sobie co jutro porobię a koniec końców nie zrobię nic tylko przeleżę cały dzień. Co jest ze mna nie tak? Co robie albo zrobiłem zle? Mam tAK męczyć się do końca zycia? Od czego zacząć?
śmierć bliskiej osoby

Śmierć bliskiej osoby – jak sobie z nią poradzić?

Śmierć bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych przeżyć. Żałoba jest naturalną reakcją psychiczną, która pomaga zaakceptować stratę. Każdy przeżywa ją inaczej, a powrót do równowagi wymaga czasu i wsparcia.