Jakub Butkiewicz
Szanowny Panie,
Zmiana otoczenia i wyprowadzka z domu rodzinnego to ogromny krok milowy, natomiast rutyna, o której Pan pisze, stała się barierą odbierającą energię do jakiegokolwiek działania. Gdy człowiekowi „nic się nie chce”, a codzienność zaczyna przypominać monotonną pętlę, bardzo łatwo poczuć się uwięzionym i bezradnym we własnym życiu.
Pod wpływem smutku zaczynają pojawiać się surowe, bolesne oceny samego siebie. Myśli o tym, że jest Pan „do niczego” lub że „nic Pan nie osiągnął”, rzadko są jednak obiektywnymi faktami. Nasz umysł w stanach gorszego samopoczucia zaczyna działać jak zniekształcający filtr: dopuszcza do głosu tylko to, co bolesne, całkowicie ignorując Pana realne osiągnięcia, Pana zasoby czy choćby odwagę, jakiej wymagało usamodzielnienie się i pójście na swoje.
Warto zauważyć, że ten stan nie jest permamentny. Sam Pan wspomina, że te trudności występują rzutami i pojawiają się okresy, kiedy jest lepiej.
Ponieważ jednak te zmagania trwają już od kilku miesięcy i wyraźnie utrudniają Panu czerpanie satysfakcji z życia, dobrym i bezpiecznym krokiem byłoby skonsultowanie się z psychologiem lub terapeutą. Taka bezpośrednia rozmowa pozwoliłaby przyjrzeć się tym mechanizmom głębiej i dałaby Panu wsparcie dostosowane dokładnie do Pana indywidualnej sytuacji, bez konieczności mierzenia się z tym w pojedynkę.
Pozdrawiam













