Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Presja społeczna na posiadanie drogich telefonów wśród młodych ludzi

Każdy nastolatek czy młoda osoba, którą widzę ma iphona oraz laptopa macbook i nie wiem, skąd ludzi na to stać i dlaczego społeczeństwo pozwala na tą idiotyczną presję społeczną. Sama jestem młoda i nie przyszłoby mi do głowy żeby wymuszać na rodzicach kupno tak drogiej elektroniki w imię pokazania się, to nieludzkie. Męczy mnie życie w tak powierzchownym społeczeństwie. Przecież to nie jest normalne, żeby musieć mieć najdroższy telefon czy laptopa. Na studiach dosłownie każdy miał taki telefon oraz laptopa. Gdy siedzę w autobusie, pociągu, jestem w sklepie, dosłownie każdy nastolatek, młoda osoba ma iphone. Mamy naprawdę duży problem i ktoś powinien to poruszyć, bo to jest toksyczne i niedojrzałe i prowadzi nieraz do odrzucenia. Odrzuca mnie nawiązanie znajomości z takimi ludźmi, bo jeżeli ktoś ma telefon który kosztuje prawie tyle co minimalna wypłata w Polsce( a tyle się mniej więcej zarabia w młodym wieku) to znaczy że albo ktoś musi naprawdę zrezygnować z wielu innych rozsądnych wydatków i chyba glodować, żeby mieć drogi telefon, albo zmuszać rodziców do kupna. Nie wyobrażam sobie zbudować bliskiej relacji z tak próżnymi ludzmi.
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Rozumiem to, co piszesz, ale nie można wyznaczać wartości człowieka po tym jaki ma telefon. Sam studiowałem wiele kierunków i nigdy nie spotkałem się z tym, aby ktoś porównywał swoje sprzęty (telefon, tablet itd) do sprzętu innych i czuł się przez to lepiej albo gorzej. Tutaj bardziej chodzi o modę, w której króluje ugryzione jabłko. Ja bym jednak nie oceniał właścicieli tych sprzętów jako osoby próżne. Czasami sami na nie zarabiają, czasami otrzymują w prezencie i nie ma w tym nic złego. Sam bym tutaj zwrócił uwagę na coś innego. Dlaczego analizujesz w środkach komunikacji kto używa jakiego sprzętu? Nie znam się na cenach tych sprzętów, nigdy jakoś nie myślałem, aby być w ich posiadaniu i to się raczej nie zmieni, ale to nie oznacza, że czuję się gorszy jako posiadacz sprzętu z androidem i Windowsem. Z tego co wiem, telefony można kupić taniej (starsze modele) a podobno mają lepsze parametry od Windowsa. Piszesz, ze mamy duży problem i prowadzi Cię to do odrzucenia. Nigdy nie spotkałem się z takich spostrzeganiem tego i traktowaniem w kategoriach problemu. Nieważne jest tak naprawdę jakiej marki jesteśmy posiadaczami i w jakiej cenie, ale ważne jest jaki mam do tego stosunek i jak go używamy? Czy do pracy, czy do internetu czy po to, aby zaimponować innym ceną, jednak nie wyobrażam sobie, aby większość osób rozróżniała modele gdyż nawet te nowe są do siebie podobne a różnią się parametrami. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Mam wrażenie, że w Pani wpisie nie chodzi wyłącznie o telefony czy laptopy. Bardziej wybrzmiewa zmęczenie przekonaniem, że wartość człowieka bywa oceniana przez pryzmat tego, co posiada. To rzeczywiście może budzić frustrację i poczucie, że trudno odnaleźć się w świecie, w którym przedmioty wydają się mieć tak duże znaczenie.

Jednocześnie warto pamiętać, że nie wiemy, z jakiego powodu ktoś korzysta z konkretnego sprzętu. Dla jednych będzie to świadomy wybór, dla innych prezent, sprzęt kupiony na raty, używany lub potrzebny do nauki czy pracy. Sam fakt posiadania drogiego telefonu nie pozwala wyciągać wniosków o czyichś wartościach czy charakterze.

Myślę, że dobrze, iż jest Pani uważna na wpływ presji społecznej i konsumpcjonizmu. Jednocześnie zachęcałabym do pozostawienia przestrzeni na to, że za podobnym wyborem różnych osób mogą stać bardzo różne historie. To, co naprawdę buduje relacje, zwykle ujawnia się dopiero wtedy, gdy mamy okazję lepiej kogoś poznać.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Rozumiem, że może Pani mieć już zwyczajnie dość tego, że ma Pani wrażenie, iż coraz większą wartość przypisuje się temu, co ktoś ma, a nie temu, jaki jest. To rzeczywiście może budzić zniechęcenie i poczucie, że trudno odnaleźć się w takim świecie.

Jednocześnie warto pamiętać, że sam iPhone czy MacBook nie mówi nic o charakterze człowieka. Nie wiemy, w jaki sposób ktoś wszedł w jego posiadanie ani co się za tym kryje. Dla jednych będzie to prezent od rodziców, dla innych sprzęt kupiony z własnych oszczędności, a dla jeszcze innych po prostu narzędzie do nauki czy pracy.

Mam jednak poczucie, że w Pani wiadomości nie chodzi tak naprawdę o telefony. Bardziej o tęsknotę za relacjami, w których człowiek jest ważniejszy niż to, co ma. I myślę, że wiele osób może się z tym utożsamić.

Na szczęście wciąż są ludzie, którzy zwracają uwagę przede wszystkim na to, jak ktoś traktuje innych, a nie jaki model telefonu wyciąga z kieszeni. I mam nadzieję, że właśnie takich osób będzie Pani wokół siebie doświadczać coraz więcej.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry 

Pani frustracja i poczucie niesmaku wobec presji konsumpcjonizmu są uzasadnione, jednak powszechność drogiego sprzętu u młodych ludzi wynika nie tylko z próżności, ale też z agresywnego marketingu, umów abonamentowych, rynku urządzeń używanych czy wsparcia finansowego rodziców.

Spostrzeganie każdego posiadacza iPhone'a jako osoby pustej lub wymuszającej zakupy może być krzywdzącym uproszczeniem, ponieważ dla wielu jest to po prostu narzędzie pracy lub zakup przemyślany na lata.

Zamiast pozwalać, by złość na powierzchowność społeczeństwa odcinała Panią od relacji, warto szukać znajomych podzielających Pani wartości, pamiętając, że model telefonu nie definiuje dojrzałości ani wrażliwości drugiego człowieka.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

Presja związana z posiadaniem drogich rzeczy rzeczywiście istnieje i wiele młodych osób odczuwa ją bardzo mocno. Może wywoływać poczucie, że trzeba spełniać określone standardy, aby zostać zaakceptowanym. To zjawisko może wpływać na samoocenę i relacje.

Jednocześnie dobrze pamiętać, że sam telefon czy laptop nie definiuje człowieka. Za takim wyborem mogą stać bardzo różne powody – zainteresowania, potrzeby związane z nauką, oszczędzanie przez długi czas czy wsparcie rodziny. Warto więc oddzielić krytykę presji społecznej od oceny konkretnych osób.

Największym wyzwaniem nie jest to, że ktoś ma drogi sprzęt, ale przekonanie, że od jego posiadania zależy czyjaś wartość. Gdy relacje opierają się na wzajemnym szacunku, zainteresowaniach i podobnych wartościach, marka telefonu przestaje mieć znaczenie.


Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co Pani opisuje, dotyczy zjawiska, które rzeczywiście bywa obecne – presji związanej z posiadaniem określonych marek czy przedmiotów. Warto jednak uważać, aby nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków na temat konkretnych osób.

To, że ktoś ma iPhone'a czy MacBooka, nie musi oznaczać próżności ani chęci imponowania innym. Dla jednych będzie to prezent od rodziców, dla innych sprzęt kupiony na raty, używany, finansowany z własnej pracy lub po prostu narzędzie, z którego korzystają przez wiele lat. Z zewnątrz nie da się ocenić, jaka historia stoi za takim zakupem.

Jednocześnie Pani odczucia są zrozumiałe. Media społecznościowe i kultura konsumpcyjna mogą sprawiać wrażenie, że wartość człowieka zależy od tego, co posiada. To może budzić frustrację, zwłaszcza jeśli ceni Pani inne wartości, takie jak autentyczność, odpowiedzialność finansowa czy skromność.

Być może najbardziej męczy Panią nie sam sprzęt, ale przekonanie, że jest on wyznacznikiem statusu i akceptacji. Jeśli tak jest, warto pamiętać, że istnieje wiele osób, dla których nie ma to większego znaczenia – choć często są po prostu mniej widoczne niż ci, którzy chętnie eksponują to, co mają.

Jeżeli zauważa Pani, że ten temat wywołuje silną złość, poczucie rozczarowania ludźmi czy utrudnia nawiązywanie relacji, warto przyjrzeć się temu bliżej podczas konsultacji psychologicznej. Taka rozmowa może pomóc oddzielić realny wpływ presji społecznej od tego, jak wpływa ona na Pani sposób postrzegania innych i własne samopoczucie.

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry. Rozumiem, że może Pani odczuwać frustrację związaną z presją społeczną i porównywaniem się do innych. Warto jednak pamiętać, że sam fakt posiadania drogiego telefonu czy komputera nie mówi nic o wartościach, dojrzałości czy sytuacji finansowej danej osoby. Część sprzętu jest kupowana na raty, używana, otrzymywana od rodziny lub potrzebna do nauki czy pracy. Jeśli ma Pani poczucie, że otoczenie zbyt mocno koncentruje się na statusie materialnym, warto szukać relacji opartych na wspólnych wartościach, a nie przedmiotach. To zwykle one okazują się najbardziej satysfakcjonujące i trwałe.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Z moich kontaktów ze specjalistami nasuwa mi się wniosek, że duża część po jednym wpisie zaleca kontakt z psychoterapeutą
Może zadam wcześniej jeszcze jedno pytanie. Z moich kontaktów ze specjalistami nasuwa mi się wniosek, że duża część po jednym wpisie zaleca kontakt z psychoterapeutą, uważając, że to ja mam problemy ze sobą. Ok. Ale staram się logicznie myśleć i patrzę na siebie z boku. Analizując te problemy z bliskimi, obserwując ich i wiele innych czynników, które wpłynęły na to, gdzie jestem, myślę, że muszę to właśnie przeanalizować z psychologiem. Przeglądając FB i grupy oraz informacje medialne z branży dochodzę do wniosku, że nie będzie lekko. Ceny usług zaczynają szybować, braki specjalistów nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych, np. lista przyjęć przez NFZ. Staram się znaleźć rozwiązania na moje problemy w kontaktach z bliskimi, bo rodzina się rozpada i część zauważa przyczyny rozpadu. Nie wiem, jak sobie z takimi osobami poradzić, dlatego szukam psychologa. Byłem kilkanaście lat poza rodziną, za granicą i po przyjeździe zastałem to wszystko. Starałem się rozmawiać i obserwowałem. Część liczyła, że pomogą, pozałatwiam czyjeś problemy jak czarodziej. Ale osoby z zaburzeniami wpadają w problemy zwłaszcza finansowe i nie można do nich dotrzeć. Depresja, stres itp. zrobiły swoje i wciągają w problemy, oszukują, kłamią, spiskują itp. Znane schematy. Muszę znaleźć wiarygodnego i zaufanego psychologa. Na dodatek osoby te mają kontakt ze służbą zdrowia, a wiadomo, że świat jest mały, malutki i wszyscy się tu dobrze znają. Jakieś wnioski?
Jak radzić sobie z frustracją i bezradnością wobec problemów zdrowotnych i błędów medycznych?

Jeżeli przyczyną jest zdrowie i rozkładające ręce lekarzy, którzy nie są w stanie mi pomóc, bo ktoś zepsuł operację, a nikt nie będzie nakładał swojej ręki. Ja w ciągu roku przestałam być osobą sprawną fizycznie, przez to zdrowie moje się sypie i nikt w stanie nie jest mi pomóc. Co mam zrobić? Leków też nie mogę brać, bo jestem po ostrym zapaleniu trzustki. Z tygodnia na tydzień dowiaduje się o nowych chorobach, to jak mam się czuć jak mam z tym walczyć

Powrót do domu po studiach, zmiana kierunku i lęk przed utratą chłopaka oraz znajomych
To dla mnie krępująca sprawa. Nie wiem nawet, czy jest sens o to pytać. Właśnie kończę studia licencjackie we Wrocławiu, ale uświadomiłam sobie, że chcę iść w zupełnie inną karierę i zacząć nowy kierunek. Mogłabym go robić tutaj lub w moim rodzinnym mieście. W rodzinnym mieście mieszkałabym znowu z rodzicami. Moi rodzice są dość cool, nigdy nie robili mi większych problemów, nie wtrącali się za bardzo do mojego życia i powtarzali, że chcieliby, żebym tylko była szczęśliwa. Obiecali udostępnić mi w naszym dużym domu kilka pokoi, w których mogłabym mieć własne mini-mieszkanko, gdzie nie wchodziliby i nie interesowałaby ich ta przestrzeń. Jak widać, chcą mi stworzyć naprawdę komfortowe warunki. Wierzę, że by tak było, że mnie nie oszukują. Jednak mam w sobie taką jakąś obawę, że odnoszę porażkę wracając z wielkiego Wrocławia do mojej małej mieściny na drugim końcu Polski. Mam na uwadze, że koszty życia gwałtownie spadną gdy wrócę do rodziców, dokończę parę spraw, które zostawiłam wyjeżdżając do Wrocławia. Problem leży w tym, że zawsze miałam problem ze znajomościami. Choć starałam się ze wszystkich sił, wszyscy mnie opuszczali, nie chcieli kontynuować znajomości, gdy zmienialiśmy szkoły lub wyjeżdzaliśmy na studia. Teraz mam tu we Wrocławiu paczkę znajomych i co ważniejsze - chłopaka, który jest dla mnie naprawdę ważny. Boję się, że mój wyjazd znowu będzie oznaczać utratę znajomych i co gorsza - chłopaka. Mój chłopak powiedział kiedyś, podczas jednej z wielu rozmów na różne tematy, że absolutnie nie mógłby być w związku na odległość. Przeżywam to. Nie chcę go stracić i boję się mu powiedzieć o rozterkach, które przeżywam, żeby mnie nie zostawił. Jednak plusów wyprowadzki jest więcej i nie mam pojęcia co robić. Powrót do domu to zawalczenie o swoją lepszą przyszłość, ale czy zawsze warto to robić? Czy warto przedkładać to nad znajomych i chłopaka? Kiedyś powiedziałabym, że tak, ale teraz sama nie wiem. Miesiąc temu chciałam iść z tym na terapię, ale nie wiem, czy jest sens. Czy ktokolwiek może mi pomóc w zrozumieniu siebie i podjęciu decyzji? Bo wydaje mi się, że nie.
Jak scalić dwie wersje siebie: asertywna i wrażliwa
Od kilku lat funkcjonuję głównie w 2 wersjach, chociaż jest ich więcej: -asertywna, odważna, ale za to dochodzi do mnie pustka, bezsens życia, smutek, nieprzytulność, chłód życia - wrażliwa, mam problem z asertywnością, bardziej lękliwa, dochodzą natrętne myśli, zachwycam się "małymi rzeczami" dużo fantazjuję, wręcz żyję w swoim bajkowym świecie, bardzo przeżywam jak coś się stanie niedobrego, czyli zarówno przeżywanie dobrych jak i złych emocji jest powiększone Wiem że moje życie nie wygląda tak jak chcę i mam różne problemy. Stąd te trudności u obu części. Nie wiem, która z nich to "prawdziwa ja"? Planuję się wyprowadzić jednak do tego potrzebuję tej 1. wersji bo to wyzwanie, a wraz z nią może pojawić się pustka w nowym miejscu i żałowanie decyzji. Jak mam te wersje scalić? Bo gdy jestem w tej wrażliwej, bajkowej, asertywność jest dla mnie "zdarciem" dobrego stanu, wolę uciec.
Pomoc w związku z partnerką mającą nawrót depresji i pytania o przyszłość relacji
Witam Proszę o poradę co mam robić? Jestem z dziewczyną od pół roku. Ja mam 33 lata, a Ona 27 lat. Bardzo ja pokochałem przez ten czas. Ma prawie 2 letniego syna z poprzedniego związku którego również kocham i widzę, że on mnie bardzo zaakceptował. Często mówiła o swoich uczuciach wobec mnie, mówiła, że bardzo mnie kocha,robiła mi różne niespodzianki, planowaliśmy na wiosnę zamieszkać razem. Niestety dwa tygodnie temu napisała mi, że chce dwa dni przemyśleń dla siebie, ponieważ jej psychika jest w rozsypce. Widzieliśmy się dzień wcześniej i pytałem czy coś się stało, czy chce mi o czymś powiedziec, ale usłyszałem, że jest zmęczona bo syn wstał o 4 i nie chciał spać. Widziałem, że coś jest nie tak, ale nie chciałem wyciągać niczego na siłę. Pisałem z jej przyjaciółką która powiedziała mi o tym, że moja partnerka często u niej płacze, uważa się za mało atrakcyjną, że nie wie czego chce od życia, mało ją coś cieszy. Ja często mówiłem jej, że ciesze się z naszego związku, że jest dla mnie najładniejsza kobietą. Po tych dwóch dniach spotkaliśmy się i powiedziała, że ma nawrót depresji i chce się rozstac, ponieważ nie chce mnie krzywdzić, że jestem za dobrym człowiekiem. Gdy zapytałem czy może nawet dojść do zdrady to potwierdziła, że tak i parę lat temu podczas depresji prawie zdradziła partnera. Wyznała, że miała już takie stany w grudniu, ale chciała sobie z nimi poradzić sama i nie chciała mi zawracać głowy swoimi problemami. Co do obecnej sytuacji zarzeka się, że mnie nie zdradziła. Co do uczuć wobec mnie to powiedziała, że czuje tylko pustkę. Powiedziałem, że chcę jej pomóc wyjść z depresji i żeby się nad tym zastanowiła. Po paru dniach mimo, że nie odpisywała mi na wiadomości, zapytała czy spotkamy się wyjść coś zjeść. Na spokojnie pytałem się znowu o to czy doszło do zdrady, czy może straciła uczucia do mnie i boi się inaczej to powiedzieć. Pytałem o zdradę bo wszystko zaczęło się po jej wyjściu z przyjaciółkami do klubu. Do tego czasu nie miałem nigdy wątpliwości co do jej wierności, nie ukrywała przede mną telefonu i zawsze chciała się spotykać nawet na te parę minut. Obiecała mi, że nie ma nikogo innego i, że rozumie moje obawy. Na spotkaniu parę razy się zaśmiała. Czy to może świadczyć, że polepsza się?Poprosiłem ja o spotkanie w sobotę i ostatecznie powiedziała co robimy dalej bo dla mnie to już też wszystko zaczyna być ciężkie, ale poprosiła o kilka dni więcej i się na to zgodziłem. Powiedziała mi, że na chwilę obecną masz związek jest na rozdrożu. Chciałem ją przytulić, ale powiedziała, że i dla mnie i dla niej lepiej nie, bo zacznie znowu płakać. Znowu minęło kilka dni, brak kontaktu z jej strony. Wysyłałem jej tylko jedną wiadomość, że na wiosnę będzie kolejny sezon naszego ulubionego serialu, ale tak jak wcześniej odczytała na drugi dzień i noc nie odpisała. Odpisała mi tylko "Ok" na mają wiadomość że jest ślisko i żeby wyjechała wcześniej do pracy. Nie wiem czy mam dalej cokolwiek do niej pisać czy dać spokój i przez tydzień nie odzywać się w ogóle? Czy lepiej byłoby wymusić na niej wcześniejsze spotkanie i ostatecznie porozmawiać co z nami?Terapie zaczyna dopiero pod koniec miesiąca. Coraz ciężej mi to wszystko znieść. Z jednej strony wiem, że choroba wymaga cierpliwości, ale coraz mniej śpię i nie mogę o niej przestać myśleć. Kocham ją i nie chce dać jej od tak odejść. Jak mam się zachować?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!