Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Problemy rodzinne i trudne relacje z matką - przemoc i brak zaufania

Treść wrażliwa
Od około roku moje sytuację z rodziną się pogorszyły rodzice ciągle się kłucą nawet te błache sprawy wychodzą poza kontrolę i muszę krzyczeć aby przestali bo w salonie siedzi młodsza siostra . Zaczęła mi się teraz bardzo pogarszać sytuacja z mamą i jak jeszcze 2/3 lata temu mogła bym gadać z nią śmiać się i oglądać filmy to teraz słyszę wyzwiska w moją stronę porównywanie do sióstr , a czasami słowa żebym się zamknęła czy takie że skoncze na przysłowiowym kopaniu rowów za to że dostałam 3raz na kilka tygodni . Naprawdę nie wyobrażam sobie teraz momentu w którym powiedziała bym że ją uwielbiam i pomimo tego że jest moją rodzicielka nie mam już do niej prawie wcale zaufania . Ostatnio na przykład nie chcąc jeść zupy zaciągnęła mnie na dół chwyciła za ucho i przeszła przez schody . Po czym powiedziała że jest to całkowicie normalne . Zwala na mnie też całą winę od zadrapań siostry do zdrapanej tapety nawet gdy tego nie zrobiłam i to moja siostra zaczęła mnie bić ona sądzi inaczej Mogła bym. Tu wypisywać jeszcze mnóstwo relacji z tego jak mnie nazwała bądz co mi zrobiła ale chyba jak narazie wolę pozostawić to dla siebie
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Jak rozumiem, jesteś nastolatką, pod opieką rodziców i stosuje się względem Ciebie przemoc werbalną i niewerbalną. Zastanawiam się, czym jest spowodowana taka zmiana i agresja względem Ciebie. Zrobiłaś coś, co nadszarpnęło zaufanie mamy? Rodzice kłócą się,  a swoje konflikty przenoszą na dzieci, a  stres wylewa się na każdego z Was. Obwinianie Ciebie bez dowodów oraz możliwości wytłumaczenia się powoduje tylko eskalację, a ty czujesz się coraz bardziej zagubiona  i nie czujesz bezpieczeństwa w tym miejscu i z tymi ludźmi. Po pierwsze masz prawo do stawiania granic, jasnego komunikatu że nie ma prawa ciągnąć cię za włosy. Nie jesteś winną temu, co się dzieje, a jedyne co możesz aktualnie to wyjść z pokoju lub domu, aby przeczekać awanturę. Mów komunikatami, nie tonem oskarżającym.  Pamiętaj, że to są emocje mamy, która nie potrafi inaczej ich z siebie wyrzucić. Ty sama masz prawo mieć gorsze dni i dostawać oceny dostateczne. To Ciebie nie definiuje, nie stawia w gorszej sytuacji. jeżeli masz możliwość to spędzaj więcej czasu poza domem. Zajęcia pozalekcyjne czy też wypad z koleżankami po szkole na spacer mogą być dobrą odskocznią. Rozważ także rozmowę z psychologiem szkolnym lub zadzwonić pod bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111, gdzie możesz anonimowo porozmawiać z kimś dorosłym. Ważne, abyś nie zostawała z tym sama. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Jagoda Jek

Jagoda Jek

To, co opisujesz, naprawdę brzmi jak bardzo trudna sytuacja. Nie chodzi tylko o pojedyncze kłótnie, ale o życie w domu, w którym jest dużo napięcia, krzyku i zachowań, które sprawiają, że nie czujesz się bezpiecznie.

To, że mama Cię wyzywa, poniża, porównuje do rodzeństwa, ciągnie za ucho czy szarpie, nie jest czymś, co można uznać za prawidłowy sposób wychowywania. Nawet jeśli rodzic jest zdenerwowany, nie powinien rozładowywać emocji kosztem dziecka.

Bardzo poruszyło mnie też to, że piszesz, iż musisz krzyczeć na rodziców, żeby przestali się kłócić ze względu na młodszą siostrę. To nie jest rola dziecka. To dorośli są odpowiedzialni za to, aby zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że czujesz się zmęczona i tracisz zaufanie do mamy.

Nie zostawaj z tym sama. Jeśli masz zaufaną osobę dorosłą – pedagoga szkolnego, psychologa, wychowawcę, członka rodziny lub innego bliskiego dorosłego – warto powiedzieć jej, co dzieje się w domu. Masz prawo prosić o pomoc.

Jeżeli jesteś w Polsce, możesz również skontaktować się z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111. Możesz zadzwonić lub napisać wiadomość – nie musisz radzić sobie z tym w pojedynkę. Konsultanci wysłuchają Cię, pomogą uporządkować sytuację i wspólnie zastanowią się, jakie kolejne kroki będą dla Ciebie najbezpieczniejsze.

Jeśli kiedykolwiek doszłoby do sytuacji, w której Ty lub Twoja siostra byłybyście zagrożone, ktoś stosowałby wobec Was przemoc albo bałabyś się o swoje bezpieczeństwo, nie wahaj się zadzwonić pod 112 lub poprosić o pomoc zaufaną osobę dorosłą.

Pamiętaj, że to, co dzieje się między Twoimi rodzicami i sposób, w jaki mama Cię traktuje, nie jest Twoją winą. Zasługujesz na szacunek, bezpieczeństwo i możliwość dorastania w atmosferze, w której nie musisz żyć w ciągłym napięciu.

~ Jagoda Jek, psycholożka 

Wiktoria Woldan

Wiktoria Woldan

Dzień dobry, 🩵

Bardzo dziękuję, że zdecydowała się Pani o tym napisać. Z opisu wynika, że doświadcza pzarówno przemocy psychicznej (wyzwiska, poniżanie, zastraszanie, obwinianie), jak i fizycznej. Takie zachowania nie są normą wychowawczą i nie powinny mieć miejsca i niezależnie od wieku dziecka. Długotrwałe funkcjonowanie w takiej wlasnie atmosferze może prowadzić do przewlekłego stresu, obniżonego poczucia własnej wartości, trudności z zaufaniem oraz problemów emocjonalnych. Ma Pani prawo czuć emocje takie jak: złość, smutek i rozczarowanie. To nie oznacza, że jest Pani złą córką. Z prawnego punktu widzenia opisane zachowania mogą nosić znamiona przemocy domowej, w tym przemocy psychicznej i fizycznej, a także  po ocenie całokształtu okoliczności i mogą wypełniać znamiona przestępstwa znęcania się określonego w art. 207 Kodeksu karnego. Ostateczna ocena należy jednak do właściwych organów. Jeżeli jest to możliwe, proszę poszukać wsparcia u zaufanej osoby, psychologa. Jeśli przemoc się powtarza lub zagraża Pani bezpieczeństwu, warto zgłosić sprawę odpowiednim instytucjom. 

Nie musi Pani mierzyć się z tym sama.

Z wyrazami szacunku,
mgr psychologii Wiktoria

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Bardzo mi przykro, że od tak długiego czasu żyjesz w atmosferze napięcia i konfliktów. Z tego, co opisujesz, wynika, że nie tylko jesteś świadkiem częstych kłótni rodziców, ale również sama doświadczasz wyzwisk, niesprawiedliwego obwiniania i zachowań, które przekraczają granice, takich jak szarpanie czy ciągnięcie za ucho. To nie jest coś, z czym powinnaś zostawać sama. Szczególnie poruszył mnie fragment, w którym napisałaś, że jeszcze kilka lat temu mogłaś z mamą rozmawiać, śmiać się i spędzać wspólnie czas, a dziś nie masz już do niej zaufania. To zrozumiałe, że w takiej sytuacji możesz czuć smutek, złość, rozczarowanie i osamotnienie.

Zastanawiam się, czy jest w Twoim otoczeniu jakiś zaufany dorosły np. pedagog lub psycholog szkolny, nauczyciel, ciocia, babcia lub inny członek rodziny – z którym mogłabyś szczerze porozmawiać o tym, co dzieje się w domu? Nie musisz dźwigać tego wszystkiego sama. Chciałabym Cię też zapytać: czy zdarzają się sytuacje, w których boisz się o swoje bezpieczeństwo albo o bezpieczeństwo swojej młodszej siostry? To ważne pytanie, ponieważ obie zasługujecie na poczucie bezpieczeństwa. Dziękuję, że odważyłaś się o tym napisać. To pokazuje, że szukasz pomocy i wsparcia. Mam nadzieję, że znajdziesz osobę, przy której będziesz mogła poczuć się wysłuchana i potraktowana z troską.

 

z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Witaj.

Opisana przez Ciebie sytuacja wskazuje na to, że doświadczasz ze strony mamy przemocy psychicznej i fizycznej, na którą nie ma żadnego usprawiedliwienia i która nie jest Twoją winą. Dźwiganie odpowiedzialności za emocje rodziców oraz ochrona młodszej siostry w ciągłym poczuciu zagrożenia to ogromne obciążenie, z którym absolutnie nie musisz zostawać sama. Ponieważ trwają wakacje i szkoła jest zamknięta, porozmawiaj z kimś zaufanym z rodziny, bądź skontaktuj się z całodobowym, bezpłatnym Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży tel. 116 111, gdzie specjaliści pomogą Ci zadbać o Twoje i siostry bezpieczeństwo.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry.

Bardzo mi przykro, że doświadcza Pani tego w swoim domu. To co Pani opisuje, nie brzmi jak zwykłe rodzinne konflikty. Wyzwiska, poniżanie czy szarpanie i stosowanie siły nie są akceptowalnymi sposobami traktowania dziecka. Rozumiem, że zaufanie do mamy mogło zostać mocno nadwyrężone. Nie musi Pani zostawać z tym sama. Warto porozmawiać z zaufaną osobą dorosłą, psychologiem szkolnym, pedagogiem, innym członkiem rodziny lub inną osobą przy której czuje się Pani bezpiecznie. Jeżeli przemoc się powtarza lub czuje się Pani zagrożona, proszę koniecznie powiedzieć o tym komuś dorosłemu, kto będzie mógł Pani pomóc. Zasługuje Pani na bezpieczeństwo i szacunek.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Chcę rozstać się z mężem, ale sytuacja jest bardzo wybuchowa, trudna, mąż wymusza na mnie zachowania i słowa.
Chcę rozstać się z mężem. Od lat między nami jest źle, ciągłe nieporozumienia i kłótnie . Oboje zrobiliśmy sobie wiele złego : ja m.in oszukiwałam pisząc z innymi , wdałam się w zdradę emocjonalną. Mąż wiele lat nałogowo pił , wyzywał, był agresywny -aktualnie 1,5 roku po terapii nie pije, ale nasze relacje się nie polepszyły. Brak między nami zbliżeń ( w tamtym roku kochaliśmy się raz , w tym roku w ogóle … ) są lepsze i gorsze dni, ale czuję, że mam dość . Mamy też wiele problemów związanych z firmą, problemy finansowe . Chce się rozstać, ale każda próba kończy się ogromną kłótnią i to na oczach dziecka . Mąż wtedy chwilami wydziera się , wyzywa, każe spier*, a po chwili podchodzi, że chce się pogodzić, ale mam się zmienić, mam się przytulić itd . Gdy się nie zgadzam i mówię, że już nie daję rady , mam dość , znów zaczyna wybuchać agresją oraz tym, że zostawi mnie z niczym , że mam sobie sama radzić , a on w niczym mi nie pomoże . Firma jest na mnie, ale ja chce iść do normalnej pracy na etat , mąż mówi, że jeśli się rozstajemy to mam wyłączyć w tej chwili sprzedaż, a to wiąże się z tym, że oboje zostaniemy bez żadnych środków na życie . Nie daję już rady i nie wiem co mam robić . Chwilami mówi też, że jeśli ja podejmuję decyzje o zniszczeniu życia naszego dziecka to „on mi pokaże „ , że rozpowszechni kompromitujące mnie materiały , że nigdzie nie znajdę pracy . Dodam, że przy mężu znalazłam w marcu jakieś środki - chyba narkotyki , kilka razy widziałam dziwne papierki, które również mogą sugerować, że coś bierze, ale nie mam pewności . Boję się rozstania , boję się tego co zrobi . Jak ja i jak on sobie poradzimy, gdy żyjemy z dnia na dzień z mnóstwem opłat po terminie … już nie wiem co mam robić. Wiem, że syn jest związany z tatą i wzajemnie, ale nie wiem czy długo to jeszcze zniosę. Chciałabym żyć na nowo a osobą, z którą wdałam się w zdradę emocjonalną kilka dni temu znów się odezwała , mam w myślach to, że chciałabym odejść i spróbować życia z tym kimś , co tym bardziej mnie umacnia w tym, że nie ma sensu próbować ratować tego co jest . Nie wiem jak mam postępować, aby się uwolnić i co robić, żeby dziecko najmniej ucierpiało . Mieszkamy w moim domu rodzinnym, mąż podczas tych kłótni wymusza, abym robiła to co on chce - np. chce rozmawiać i przez 5 godzin mi mówi, że ja go nie szanuje , że ją zniszczę dziecku dzieciństwo , że ja zniszczę nas i pogrążę firmę, bo on w tym stanie nie może pracować ( od miesiąca mąż nie pracował , sporadycznie coś zrobił przy dziecku , wszystko było na mojej głowie, a gdy o coś prosiłam to mówił, że mu się nie chce - niby chciał mi pokazać jak dużo on dla nas robił tym, że zrzucił to na mnie ) ( od dziś zmienił podejście i nagle chce to ratować, ale ja mam już dość tych nastrojów , jest mi niedobrze na myśl o rozmowie z nim , boję się powiedzieć wprost to co chce powiedzieć do tego stopnia, że mam okropny ból głowy i ścisk w klatce , ciężko mi oddychać ) . Już nie wiem gdzie mam szukać pomocy i nie mam środków na płatne porady - dziś oddałam do lombardu złoto, aby opłacić prąd, ponieważ było zlecenie odłączenia . Boję się każdego dnia … boję się rozmów , boję się wymuszania zachowań - mam ogromny lęk , ból w sobie, a mąż każe mi naprawiać związek, bo jak nie to wybucha … pyta czy go kocham , chyba już tego nie czuję - jest dla mnie ważny, ale to nie miłość … jeśli nic nie odpowiem wybucha , jeśli odpowiem, że nie czuję już tego to również, a jeśli powiem że tak, ale to jest słabe uczucie i mimo to nie chce walczyć to naprzemiennie wybucha złością i każe się przytulić mówiąc, że „damy radę „ Nie chce z nim wojny , nie chce kłótni , ale też nie chce z nim wspólnego życia , nie życzę mu źle , nie chce, żeby cierpiał , powtarza wciąż, że mnie kocha , ale ja nie chcę tej miłości , nie chce, żeby zrobił coś głupiego . mam już dość życia
Nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko
Witam. Mój problem dotyczy macierzyństwa. Nie potrafię podjąć decyzji o posiadaniu dziecka. Od kilkunastu lat jestem w związku i w tym 4 lata po ślubie. Obydwoje mamy 32 lata, jesteśmy jedynakami. Mamy z mężem duży dom po dziadkach którego remont kończymy, mamy stabilną, lekką pracę i w dodatku pracujemy razem, mamy bardzo dobre relacje z rodzicami z obydwu stron i w dodatku moi teściowie mieszkają obok, finansowo czujemy się dobrze. Warunki po prostu idealne dla dziecka, no właśnie tylko że ja nie potrafię podjąć decyzji mimo że mąż jest przekonany że chce mieć dziecko i oczywiście rodzina namawia. Czuję wewnątrz taki lęk że moje dotychczasowe życie się skończy że będę ciągle chodzić zmęczona i nie będę mieć na nic czasu. Jestem typem introwertyka. Dobrze się czuję w samotności lub tylko w towarzystwie męża. Jak zbyt długo przebywam z ludźmi to czuję się wypalona. Mam swoje zamiłowania takie jak sport, podróże, spacery po lesie. Po pracy lubię często sobie odpocząć, poleżeć, włączyć telewizję. Boję się że to się skończy. Dziecko będzie wymagać uwagi. Najbardziej się boję tego okresu jak ono już pójdzie do żłóbka a ja wrócę do pracy. Będę śpieszyła się do pracy a dziecko będzie płakać, nie będzie chciało iść do żłobka. Będę musiała się wyspać do pracy a ono nie będzie chciało spać. Boję się że nerwowo sobie nie poradzę. Ogólnie nie jestem całkiem na nie bo mam takie dni których jest większość że bardzo bym chciała mieć dziecko. Oglądam wtedy filmy o macierzyństwie, przeglądam strony z akcesoriami dla dzieci a znowu też mam takie dni gdzie napada mnie dość spory lęk przed byciem mamą oraz tym że dziecko urodzi się niepełnosprawne. Jest to dla mnie bardzo trudny temat. Z mężem na początku naszego związku rozmawialiśmy o dziecku że fajnie byłoby je mieć. Później temat się urwał. Mieliśmy różne swoje problemy, byliśmy na życiowej krawędzi. Później wszystko zaczęło się układać i temat powoli powrócił jednak ja im jestem starsza tym bardziej jestem na nie. Stwierdziliśmy że podejmiemy ostateczną decyzję jak już skończymy remont czyli na początku następnego roku. Ten czas zbliża się bardzo szybko a ja dalej nie wiem co robić. Wiem że byłabym fajną mamą. Lubię zabawy z dziećmi, spacery, rysowanie. Jestem bardzo kreatywna. Dodam jeszcze że mój mąż powiedział że jak nie będę chciała dziecka to on to zrozumie bo do mnie należy ostateczna decyzja. Będzie mu jednak trochę przykro. Wiem że jest mi wierny ,ale jednak obawy są że będzie chciał w przyszłości mieć to dziecko z inną i że mnie zostawi. Już sama nie wiem co robić.
Nie jestem przekonany do tacierzyństwa, ponieważ sam zmagam się ze sobą, z trudnościami, ranami.

Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu. 

Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach. 

Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę. 

Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham. 

Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję. 

Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym? 

Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu. 

Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie. 

Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy. 

Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże. 

Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).

Brak zdecydowania męża na trzecie dziecko, a ja czuję się oszukana przez jego chwiejną decyzję.
Witam. Nie wam sama co mam myśleć. Mam dwójkę dzieci, już nastolatków, bardzo bym chciała trzecie. Od 2 lat już poruszam ten temat. Mąż najpierw mówi, że chce a później, że musi się zastanowić. Tak się zastanawia już dłuższy czas. Ostatnio stwierdził, że jednak chce, ale jak dochodzi do zbliżenia to jest stosunek przerywany. Nie wiem czy odpuścić temat 3 dziecka ? Sytuacja materialna jest ok, stać by było nas. Już nawet zbliżyć mi się do męża nie chce, bo czuję się oszukana. Rozmowy nic nie dają... a mi się później płakać chce, bo lata mi uciekają.
Jestem przemęczona, czego mąż nie rozumie. Nie mam wsparcia przy byciu mamą, dodatkowo dla dziecka męża z poprzedniego związku.
Mój mąż ma dziecko z poprzedniego związku i wspólnie mamy 3 dzieci. Do tej pory dziecko partnera mieszkało z matką, ale niestety prokuratura postawiła jej zarzut znęcania się fizycznego i psychicznego nad dzieckiem oraz naruszenie zdrowia i życia dziecka powyżej 7 dni, ponieważ tak pchnęła dziecko, że złamało rękę. Mąż dużo pracuje, po wyjściu na jaw tych spraw sama zaproponowałam by dziecko zamieszkało z nami. Po 6 miesiącach mam dość, nie myślałam, że będzie tak trudno. Mąż zamiast mniej pracować, spędza coraz więcej czasu w pracy tłumacząc to tym, iż ja nie pracuje. Ja zostaje sama w domu z 4 dzieci, codziennie wożę je do szkół, odbieram je, gotuje obiady, sprzątam. Mąż nie potrafi zrozumieć, że jestem tym mocno zmęczona, tym bardziej, że jego dziecko z poprzedniego związku jest specyficzne i on sam po kilku godzinach w pracy denerwuje się na nie. Ale gdy ja się żalę, że już nie mam sił, że ciężko z tym wszystkim, że to dziecko już mnie irytuje swoim zachowaniem, to wykrzykuje mi, że zachowuje się jak wariatka, że wymyślam sobie jakieś teorie. Wiem, że dziecko nie jest niczemu winne, ale podejście męża bardzo mnie denerwuje, uważa, że to mój obowiązek zajmowania się również jego synem z poprzedniego związku bez narzekania, bo nie pracuje i siedzę w domu. Nawet nie mam komu się wyżalić jak trudna jest to sytuacja, tym bardziej, że dziecko cały czas myśli o matce, chce, by ona przyjeżdżała, mimo że go skrzywdziła, biła, terroryzowała. Ciągle musze słuchać od dziecka o jego matce.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.