
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, traumy, związki i relacje
- Problemy rodzinne i...
Problemy rodzinne i trudne relacje z matką - przemoc i brak zaufania
Treść wrażliwaPiotr Ziomber
Dzień dobry
Jak rozumiem, jesteś nastolatką, pod opieką rodziców i stosuje się względem Ciebie przemoc werbalną i niewerbalną. Zastanawiam się, czym jest spowodowana taka zmiana i agresja względem Ciebie. Zrobiłaś coś, co nadszarpnęło zaufanie mamy? Rodzice kłócą się, a swoje konflikty przenoszą na dzieci, a stres wylewa się na każdego z Was. Obwinianie Ciebie bez dowodów oraz możliwości wytłumaczenia się powoduje tylko eskalację, a ty czujesz się coraz bardziej zagubiona i nie czujesz bezpieczeństwa w tym miejscu i z tymi ludźmi. Po pierwsze masz prawo do stawiania granic, jasnego komunikatu że nie ma prawa ciągnąć cię za włosy. Nie jesteś winną temu, co się dzieje, a jedyne co możesz aktualnie to wyjść z pokoju lub domu, aby przeczekać awanturę. Mów komunikatami, nie tonem oskarżającym. Pamiętaj, że to są emocje mamy, która nie potrafi inaczej ich z siebie wyrzucić. Ty sama masz prawo mieć gorsze dni i dostawać oceny dostateczne. To Ciebie nie definiuje, nie stawia w gorszej sytuacji. jeżeli masz możliwość to spędzaj więcej czasu poza domem. Zajęcia pozalekcyjne czy też wypad z koleżankami po szkole na spacer mogą być dobrą odskocznią. Rozważ także rozmowę z psychologiem szkolnym lub zadzwonić pod bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111, gdzie możesz anonimowo porozmawiać z kimś dorosłym. Ważne, abyś nie zostawała z tym sama.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jagoda Jek
To, co opisujesz, naprawdę brzmi jak bardzo trudna sytuacja. Nie chodzi tylko o pojedyncze kłótnie, ale o życie w domu, w którym jest dużo napięcia, krzyku i zachowań, które sprawiają, że nie czujesz się bezpiecznie.
To, że mama Cię wyzywa, poniża, porównuje do rodzeństwa, ciągnie za ucho czy szarpie, nie jest czymś, co można uznać za prawidłowy sposób wychowywania. Nawet jeśli rodzic jest zdenerwowany, nie powinien rozładowywać emocji kosztem dziecka.
Bardzo poruszyło mnie też to, że piszesz, iż musisz krzyczeć na rodziców, żeby przestali się kłócić ze względu na młodszą siostrę. To nie jest rola dziecka. To dorośli są odpowiedzialni za to, aby zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że czujesz się zmęczona i tracisz zaufanie do mamy.
Nie zostawaj z tym sama. Jeśli masz zaufaną osobę dorosłą – pedagoga szkolnego, psychologa, wychowawcę, członka rodziny lub innego bliskiego dorosłego – warto powiedzieć jej, co dzieje się w domu. Masz prawo prosić o pomoc.
Jeżeli jesteś w Polsce, możesz również skontaktować się z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111. Możesz zadzwonić lub napisać wiadomość – nie musisz radzić sobie z tym w pojedynkę. Konsultanci wysłuchają Cię, pomogą uporządkować sytuację i wspólnie zastanowią się, jakie kolejne kroki będą dla Ciebie najbezpieczniejsze.
Jeśli kiedykolwiek doszłoby do sytuacji, w której Ty lub Twoja siostra byłybyście zagrożone, ktoś stosowałby wobec Was przemoc albo bałabyś się o swoje bezpieczeństwo, nie wahaj się zadzwonić pod 112 lub poprosić o pomoc zaufaną osobę dorosłą.
Pamiętaj, że to, co dzieje się między Twoimi rodzicami i sposób, w jaki mama Cię traktuje, nie jest Twoją winą. Zasługujesz na szacunek, bezpieczeństwo i możliwość dorastania w atmosferze, w której nie musisz żyć w ciągłym napięciu.
~ Jagoda Jek, psycholożka
Wiktoria Woldan
Dzień dobry, 🩵
Bardzo dziękuję, że zdecydowała się Pani o tym napisać. Z opisu wynika, że doświadcza pzarówno przemocy psychicznej (wyzwiska, poniżanie, zastraszanie, obwinianie), jak i fizycznej. Takie zachowania nie są normą wychowawczą i nie powinny mieć miejsca i niezależnie od wieku dziecka. Długotrwałe funkcjonowanie w takiej wlasnie atmosferze może prowadzić do przewlekłego stresu, obniżonego poczucia własnej wartości, trudności z zaufaniem oraz problemów emocjonalnych. Ma Pani prawo czuć emocje takie jak: złość, smutek i rozczarowanie. To nie oznacza, że jest Pani złą córką. Z prawnego punktu widzenia opisane zachowania mogą nosić znamiona przemocy domowej, w tym przemocy psychicznej i fizycznej, a także po ocenie całokształtu okoliczności i mogą wypełniać znamiona przestępstwa znęcania się określonego w art. 207 Kodeksu karnego. Ostateczna ocena należy jednak do właściwych organów. Jeżeli jest to możliwe, proszę poszukać wsparcia u zaufanej osoby, psychologa. Jeśli przemoc się powtarza lub zagraża Pani bezpieczeństwu, warto zgłosić sprawę odpowiednim instytucjom.
Nie musi Pani mierzyć się z tym sama.
Z wyrazami szacunku,
mgr psychologii Wiktoria
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Bardzo mi przykro, że od tak długiego czasu żyjesz w atmosferze napięcia i konfliktów. Z tego, co opisujesz, wynika, że nie tylko jesteś świadkiem częstych kłótni rodziców, ale również sama doświadczasz wyzwisk, niesprawiedliwego obwiniania i zachowań, które przekraczają granice, takich jak szarpanie czy ciągnięcie za ucho. To nie jest coś, z czym powinnaś zostawać sama. Szczególnie poruszył mnie fragment, w którym napisałaś, że jeszcze kilka lat temu mogłaś z mamą rozmawiać, śmiać się i spędzać wspólnie czas, a dziś nie masz już do niej zaufania. To zrozumiałe, że w takiej sytuacji możesz czuć smutek, złość, rozczarowanie i osamotnienie.
Zastanawiam się, czy jest w Twoim otoczeniu jakiś zaufany dorosły np. pedagog lub psycholog szkolny, nauczyciel, ciocia, babcia lub inny członek rodziny – z którym mogłabyś szczerze porozmawiać o tym, co dzieje się w domu? Nie musisz dźwigać tego wszystkiego sama. Chciałabym Cię też zapytać: czy zdarzają się sytuacje, w których boisz się o swoje bezpieczeństwo albo o bezpieczeństwo swojej młodszej siostry? To ważne pytanie, ponieważ obie zasługujecie na poczucie bezpieczeństwa. Dziękuję, że odważyłaś się o tym napisać. To pokazuje, że szukasz pomocy i wsparcia. Mam nadzieję, że znajdziesz osobę, przy której będziesz mogła poczuć się wysłuchana i potraktowana z troską.
z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Bożena Nagórska
Witaj.
Opisana przez Ciebie sytuacja wskazuje na to, że doświadczasz ze strony mamy przemocy psychicznej i fizycznej, na którą nie ma żadnego usprawiedliwienia i która nie jest Twoją winą. Dźwiganie odpowiedzialności za emocje rodziców oraz ochrona młodszej siostry w ciągłym poczuciu zagrożenia to ogromne obciążenie, z którym absolutnie nie musisz zostawać sama. Ponieważ trwają wakacje i szkoła jest zamknięta, porozmawiaj z kimś zaufanym z rodziny, bądź skontaktuj się z całodobowym, bezpłatnym Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży tel. 116 111, gdzie specjaliści pomogą Ci zadbać o Twoje i siostry bezpieczeństwo.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Sylwia Skibińska
Dzień dobry.
Bardzo mi przykro, że doświadcza Pani tego w swoim domu. To co Pani opisuje, nie brzmi jak zwykłe rodzinne konflikty. Wyzwiska, poniżanie czy szarpanie i stosowanie siły nie są akceptowalnymi sposobami traktowania dziecka. Rozumiem, że zaufanie do mamy mogło zostać mocno nadwyrężone. Nie musi Pani zostawać z tym sama. Warto porozmawiać z zaufaną osobą dorosłą, psychologiem szkolnym, pedagogiem, innym członkiem rodziny lub inną osobą przy której czuje się Pani bezpiecznie. Jeżeli przemoc się powtarza lub czuje się Pani zagrożona, proszę koniecznie powiedzieć o tym komuś dorosłemu, kto będzie mógł Pani pomóc. Zasługuje Pani na bezpieczeństwo i szacunek.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska

Zobacz podobne
Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu.
Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach.
Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę.
Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham.
Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję.
Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym?
Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu.
Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie.
Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy.
Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże.
Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).

