
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, traumy
- Wyrzuty sumienia po...
Wyrzuty sumienia po śmierci ojca: czy wcześniejsza decyzja mogła uratować życie?
Treść wrażliwaOleander
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Bardzo mi przykro z powodu śmierci Pani taty. To wydarzyło się zaledwie kilka dni temu, dlatego natłok myśli, analizowanie ostatnich decyzji i pytania „co by było, gdyby…” mogą być teraz szczególnie intensywne.
Wyrzuty sumienia często pojawiają się w żałobie, ponieważ z perspektywy tego, co już się wydarzyło, próbujemy znaleźć moment, w którym mogliśmy postąpić inaczej. Wtedy jednak podejmowali Państwo decyzję na podstawie wiedzy i nadziei, które mieliście w tamtym momencie chcieliście, żeby tata wrócił do siebie w domu. Nie może Pani dziś wiedzieć, czy pozostanie w szpitalu lub wcześniejsze wezwanie pogotowia zmieniłoby przebieg wydarzeń.
Na tym etapie nie musi Pani również „przestać o tym myśleć”. Proszę dać sobie przestrzeń na żałobę, rozmowę z bliskimi, płacz i odpoczynek. Jeśli jednak poczucie winy będzie z czasem narastało, uniemożliwiało codzienne funkcjonowanie albo będzie Pani trudno samodzielnie sobie z nim poradzić, warto skorzystać ze wsparcia psychologa.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Jędrych
Bardzo mi przykro z powodu śmierci Twojego taty. To, że ciągle analizujesz, co można by było zrobić inaczej, jest naturalną częścią przeżywania żałoby. Pamiętaj, że bez względu na to jakie myśli pojawiają się teraz w tamtym momencie robiliście wszystko, co w Waszej mocy (Ty i Twoja rodzina), żeby zapewnić mu jak najlepszą opiekę.
Ani wtedy, ani teraz nie uda się odpowiedzieć, czy pozostawienie taty w szpitalu mogłoby zmienić jego sytuację zdrowotną.
Jeśli niechciane myśli i analizowanie będą nawracały, spróbój powtarzać sobie informacje oparte na faktach (bez snucia innych scenariuszy) np. daliśmy tacie najlepszą możliwą opiekę i opiekowaliśmy się nim najlepiej jak to było możliwe. To tylko przykład, możesz wybrać coś innego (ważne jest to, żeby opierało się na faktach, a nie opiniach). Takie zdanie, zwłaszcza powtarzane w trudnych chwilach, może być pomocne w złagodzeniu chęci ponownego analizowania.
Katarzyna Jędrych
Psycholog
Magdalena Zgraja
Bardzo trudno po takiej stracie nie wracać myślami do tego, czy można było zrobić coś inaczej. Zwłaszcza kiedy wszystko wydarzyło się tak szybko.
Z tego, co Pan pisze, podejmowali Państwo decyzje z nadzieją, że Tata w domu dojdzie do siebie. Dziś, wiedząc już, co się wydarzyło, łatwo analizować każdy krok. Wtedy jednak nie mogli Państwo wiedzieć, jak sytuacja się potoczy.
Czasami naprawdę robimy tyle, ile w danym momencie potrafimy i możemy, a mimo to nie jesteśmy w stanie zmienić tego, co się wydarzy. Pozdrawiam Magdalena Zgraja
Martyna Kryślak
Bardzo mi przykro z powodu Pana straty. To, czego Pana teraz doświadcza – ciągłe wracanie do tego, co można było zrobić inaczej, analizowanie decyzji i myśli „gdybyśmy wtedy…”, jest bardzo częste po śmierci bliskiej osoby. Umysł próbuje znaleźć moment, w którym można było zapobiec temu, co się wydarzyło, ponieważ trudno mu zaakceptować, że nie wszystko było od nas zależne.
Z tego, co Pan opisuje, podjęliście Państwo decyzję o zabraniu taty do domu, ponieważ mieliście nadzieję, że tam będzie dochodził do siebie. Była to decyzja podjęta z troski i wiary, że sytuacja może się poprawić. To, że z perspektywy czasu pojawia się myśl „może trzeba było zrobić inaczej”, nie oznacza, że wtedy mogliście wiedzieć, jaki będzie finał.
Tym bardziej że tata był po ciężkim pobycie w szpitalu, miał ranę po odleżynie wymagającą chirurgicznego oczyszczania i lekarz proponował opiekę hospicyjną. To była poważna sytuacja zdrowotna, a jej przebieg nie musiał być możliwy do przewidzenia przez rodzinę. Nie możemy też na podstawie samego opisu stwierdzić, czy pozostanie w szpitalu albo wcześniejsze wezwanie pogotowia rzeczywiście zmieniłoby sytuację.
Proszę też pamiętać, że odpowiedzialność za leczenie i ocenę stanu medycznego nie spoczywa wyłącznie na rodzinie. Państwo mogliście obserwować, reagować, szukać pomocy i podejmować decyzje w oparciu o informacje, które mieliście. Nie mieliście możliwości wiedzieć wszystkiego, co wiedzieliby lekarze po przeprowadzeniu badań.
Na tym etapie żałoby nie musi Pan rozstrzygać, czy „zrobiliście wystarczająco dużo”. Jeśli pojawia się myśl „gdybym tylko…”, warto spróbować odpowiedzieć sobie: „Wtedy zrobiłam to, co potrafiłam, mając takie informacje, jakie wtedy miałam”. To nie jest unikanie odpowiedzialności – to próba spojrzenia na siebie z taką samą troską, z jaką prawdopodobnie spojrzałaby Pan na kogoś innego w identycznej sytuacji.
Jeżeli te myśli będą Pana bardzo silnie pochłaniać, możemy również spokojnie przyjrzeć się temu krok po kroku podczas konsultacji. Nie po to, żeby na siłę przekonać Pana, że „nie ma się czym martwić”, ale żeby wspólnie oddzielić to, za co rzeczywiście mogła Pani odpowiadać, od tego, na co nie miała Pani wpływu.
Ida Bednarek
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Bardzo mi przykro z powodu śmierci Pani taty. To, co Pani teraz robi czyli wracanie myślami do momentu, w którym można było podjąć inną decyzję - jest częste po stracie. Umysł próbuje znaleźć „ten jeden moment”, w którym można było coś zmienić, bo łatwiej wtedy uwierzyć, że śmierć miała rozwiązanie, które przeoczyliśmy.
Z dzisiejszej perspektywy nie da się uczciwie powiedzieć, że gdyby tata został w szpitalu albo pogotowie przyjechało wcześniej, na pewno by żył. Tego Pani po prostu nie wie i właśnie tę niewiedzę bardzo trudno teraz unieść.
Podjęliście wtedy decyzję, mając nadzieję, że w domu tata dojdzie do siebie. To nie brzmi jak zaniedbanie, tylko jak próba zrobienia dla niego tego, co w tamtym momencie wydawało się najlepsze.Może na razie zamiast pytać siebie: „Co zrobiłam źle?”, spróbować zadać inne pytanie: „Czy podejmując tamtą decyzję, chciałam dla taty dobrze?”. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, proszę pozwolić sobie choć trochę oprzeć się na tej odpowiedzi.Poczucie winy bardzo często przychodzi po śmierci bliskiej osoby ale jego obecność nie oznacza, że rzeczywiście jest Pani winna.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Przykro mi z powodu śmierci Taty. Proszę przyjąć moje wyrazy współczucia. Sam straciłem w lutym najbliższą osobę, więc wiem jak to jest i tym mocniej łącze się w bólu. Nie można winić siebie, że coś poszło nie tak. Chcieli Państwo dobrze dla ojca. Zawsze będzie jakieś "ale" i wyrzuty sumienia, ze mogliśmy zrobić coś inaczej lub lepiej. Nie jest pewne, że gdyby został w szpitalu lub gdyby Państwo wezwali pogotowie, to by żył. Patrzyli Państwo na jego cierpienie, towarzysząc mu w tych chwilach i opiekując się nim. Takie myśli będą się pojawiały z racji tego, że Państwo są w żałobie. Patrzenie na cierpienie człowieka i to, że niewiele możemy zrobić powoduje w nas różne reakcje. Tym bardziej, ze państwo nie zdecydowali się na hospicjum. W Pani przypadku po przejściu faz żałoby będzie potrzebna psychoterapia CBT i do niej zachęcam. Wtedy poukłada Pani to na nowo.
Jagoda Jek
Po śmierci taty możesz wracać myślami do ostatnich tygodni i zastanawiać się: „Gdyby został w szpitalu…”, „Gdybyśmy wcześniej wezwali pogotowie…”, „Gdyby antybiotyk został podany wcześniej…”. Takie analizowanie jest bardzo częste w żałobie. Umysł próbuje znaleźć moment, w którym można było coś zrobić inaczej, bo wtedy łatwiej uwierzyć, że śmierć mogła być do uniknięcia.
Z tego, co opisujesz, nie wynika jednak, że zawiniłaś. Razem z rodziną podjęliście decyzję o zabraniu taty do domu, ponieważ mieliście nadzieję, że tam dojdzie do siebie. Odmówiliście hospicjum nie dlatego, że nie chcieliście mu pomóc, tylko dlatego, że wierzyliście, że sytuacja może się poprawić.
Nie da się dziś stwierdzić, czy pozostanie w szpitalu albo wcześniejsze wezwanie pogotowia rzeczywiście zmieniłoby przebieg wydarzeń. Nawet znając całą dokumentację medyczną, nie zawsze można jednoznacznie powiedzieć, że wcześniejsza interwencja uratowałaby życie.
Ważne jest też, żeby pamiętać, że oceniasz decyzje podjęte wtedy z perspektywy tego, co wydarzyło się później. Dzisiaj znasz zakończenie tej historii. Wtedy go nie znałaś.
Możesz więc próbować zatrzymywać myśl „mogłam zrobić więcej” i zamieniać ją na: „Zrobiłam wtedy tyle, ile potrafiłam i ile uważałam za właściwe, mając nadzieję, że tata wróci do zdrowia”. Nie musisz teraz rozstrzygać, czy wszystko zrobiłaś idealnie. Wystarczy, że dopuścisz możliwość, że jego śmierć nie była czymś, za co jesteś odpowiedzialna.
Jeśli poczucie winy będzie bardzo silne i nie pozwoli Ci przeżywać żałoby, warto rozważyć konsultację psychologiczną. Można wtedy spokojnie przyjrzeć się tym myślom i oddzielić rzeczywistą odpowiedzialność od poczucia winy, które bardzo często pojawia się po stracie bliskiej osoby.
~ Jagoda Jek, psycholożka

Zobacz podobne
Chciałbym opisać w skrócie swoją historię, bo już nie wiem, co mam zrobić. Jestem osobą uzależniona od hazardu i alkoholu, od dwóch lat borykam się z uzależnieniem w stopniu zaawansowanym. Rok temu odbyłem terapię zamkniętą, potem była kontynuowana indywidualna. Niestety od poprzedniego roku miałem już kilka wpadek, gdzie wpadałem w ciągi hazardowe i alkoholowe i zawsze to kończyło się drastycznie dla mnie i mojej rodziny. Mam żonę i córkę 2-letnia, Niestety po ostatnim moim potknięciu żona ostatecznie kazała mi l się wyprowadzić. Mieszkam obecnie u rodziców, czuje się na co dzień tragicznie mimo brania od kilku dni leki od psychiatry. Czuję, że moje życie się w jakimś stopniu zakończyło, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony, którą kocham strasznie mocno, ale uzależnienie kompletnie zniszczyło mi głowę. Tak naprawdę po tylu szansach, jakie otrzymywałem od rodziny i żony widzę swoją przyszłość tylko w czarnych barwach, bo ileż można takich sytuacji.
Obecnie też pracuje, mam długi, które też niszczą mnie psychicznie. Tak naprawdę nie wiem co dalej, widzę jak inni męczą się, z mojego powodu, widzę ich smutek i tym bardziej się dobijam, że kolejny raz mi nie wyszło. Tak naprawdę nie mam woli życia już w sobie, trzyma mnie przy życiu córka... proszę o odpowiedź, co w mojej sytuacji powinienem w ogóle dalej robić, że sobą oprócz walki z uzależnieniem, bo to wiem i mam zalecenia, ale czuje ze wszystko już stracone, co dla mnie było najważniejsze, czyli bliskość żony, córki. Moja żona już widzę po niej, jest kompletnie obojętna, choć minęło kilka dni dopiero, uświadamia mnie ze, to koniec definitywny...jak mam dalej żyć i funkcjonować, bo nie widzę i nie czuje żadnej szansy dla siebie, żeby odzyskać spokojne życie, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony... z mojej perspektywy jestem już całkowicie skończony po tych kilku razach, kiedy mi nie wychodziło, ale tyle miałem szans na staniecie na nogi...nie daje rady już funkcjonować normalnie. Błagam o pomoc.

