Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Problemy w sferze intymnej po 30 latach małżeństwa: jak je rozwiązać?

Z żoną jestem 30 lat dogadujemy sie dobrze mamy 2 dorosłych dzieci ale ostnich parę lat w strefie intymnej niejest najlepiej kochamy sie średnio raz dwa razy w roku
Mariusz Soboniak

Mariusz Soboniak

Często po 30 latach związku problemem nie jest brak miłości, lecz utrwalenie pewnego sposobu funkcjonowania. Im dłużej para nie podejmuje tematu intymności, tym bardziej staje się ona „nieobecna” w relacji. Wiele osób czeka, aż spontanicznie pojawi się ochota, podczas gdy w długoletnich związkach częściej potrzebne jest świadome dbanie o bliskość. Jeżeli oboje odczuwacie niedosyt, warto zacząć od spokojnej rozmowy nie o seksie, lecz o potrzebach, bliskości i oczekiwaniach. Jeśli temat jest trudny lub budzi napięcie, pomocna może być konsultacja u psychologa lub seksuologa pracującego z parami.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Sokal

Agnieszka Sokal

Dzień dobry.

 Przede wszystkim warto wiedzieć, że to, czego Państwo doświadczają, dotyka bardzo wielu małżeństw z długim stażem. Spadek liczby zbliżeń do 1–2 razy w roku nie oznacza końca miłości, ale jest sygnałem, że strefa intymna została zablokowana przez rutynę, stres lub zmiany hormonalne związane z wiekiem.

Często w takich sytuacjach pojawia się lęk przed odmową – jedna strona przestaje inicjować kontakt, druga uznaje to za brak zainteresowania i koło się zamyka. Seks rzadko znika dlatego, że partnerzy przestają być dla siebie atrakcyjni. Najczęściej powodem jest brak otwartej rozmowy o potrzebach i narastające przez lata napięcie.

Proponuję zacząć od szczerej rozmowy, ale bez pretensji i oskarżeń. Warto powiedzieć żonie, jak bardzo jest dla Pana ważna i jak mocno brakuje Panu jej bliskości i dotyku. Powrót do intymności dobrze jest budować powoli – od wspólnych randek, przytulenia i czułości, bez natychmiastowej presji na sam stosunek. Jeśli opór będzie trudny do przełamania, warto rozważyć wsparcie u seksuologa lub terapeuty par. Warto o to zawalczyć.

 

Pozdrawiam 

Agnieszka Sokal 

Joanna Wolff

Joanna Wolff

Dzień dobry,

30 lat związku , to bardzo długi wspólny kawałek życia. To, że między Państwem nadal jest porozumienie i dobre relacje, jest cennym zasobem.

Jeśli chodzi o sferę intymną, warto zastanowić się, kiedy zaczęły pojawiać się trudności i jak Państwo oboje je rozumiecie. Czy rozmawialiście o tym otwarcie? Czy oboje odczuwacie ten stan jako problem?

Przyczyn może być wiele. Czasem jest to kwestia zdrowia, hormonów, zmęczenia lub wieku. Innym razem wpływ mają nagromadzone emocje, rutyna, brak czasu tylko dla siebie, nierozwiązane konflikty albo stopniowe oddalenie się od siebie w codziennym zabieganiu.

Zastanawiam się również, jak wygląda między Państwem bliskość poza seksem. Czy jest miejsce na czułość, rozmowę, wspólne spędzanie czasu, okazywanie sobie zainteresowania? Często problemy w sferze intymnej nie są problemem samego seksu, ale sygnałem, że jakiś ważny obszar relacji potrzebuje większej uwagi.

Jeżeli temat jest dla Pana ważny, zachęcałabym do spokojnej rozmowy z żoną o tym, jak każde z Państwa przeżywa obecną sytuację. Taka rozmowa bywa pierwszym krokiem do zrozumienia, co tak naprawdę stoi za zmniejszoną aktywnością seksualną.

Pozdrawiam serdecznie.

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Dziękuję, że o tym piszesz. W długich związkach zmiany w sferze intymnej są czymś, co zdarza się wielu parom, szczególnie po wielu wspólnych latach i przy jednoczesnym dobrym funkcjonowaniu w codziennym życiu.

Warto pamiętać, że brak częstych zbliżeń nie musi oznaczać braku uczuć, ale może sygnalizować, że w relacji w obszarze bliskości, potrzeb i komunikacji seksualnej coś wymaga uważniejszego przyjrzenia się. Dla części par jest to kwestia rozmowy o potrzebach i oczekiwaniach, dla innych - długotrwałych nawyków, stresu, zdrowia czy zmian w relacji.

Jeśli temat jest dla Ciebie ważny i budzi napięcie lub poczucie oddalenia, pomocna może być rozmowa z psychologiem-seksuologiem lub terapia par. Taka przestrzeń pozwala bez oceniania przyjrzeć się temu, jak oboje przeżywacie bliskość i czego potrzebujecie na tym etapie związku.

Karolina Jatczak

Karolina Jatczak

Dzień dobry,

 

Przede wszystkim gratuluję tak pięknego stażu! 30 lat udanego wspólnego życia i dobre porozumienie to w dzisiejszych czasach ogromny sukces i fundament, na którym mogą Państwo bezpiecznie budować. Fakt, że po tylu latach małżeństwo świetnie się Państwo dogadują to ogromny zasób, który warto docenić!

 

Sytuacja, którą Pan opisuje, jest niezwykle częsta. W psychologii relacji znamy ten mechanizm: im większe poczucie bezpieczeństwa i bliskości przyjacielskiej, tym częściej (paradoksalnie) spada temperatura w sypialni. 

Seksualność w długich związkach rzadko działa już spontanicznie, często wymaga uważności i nowej formy zaangażowania.

 

Warto zacząć od szczerej, ale pozbawionej pretensji rozmowy. Może Pan zainicjować ją od podzielenia się swoimi uczuciami, np.: „Bardzo dobrze mi z Tobą i zależy mi na nas, dlatego tęsknię za naszą bliskością fizyczną. Chciałbym usłyszeć, jak Ty się teraz czujesz w tej sferze?”. Czasami za brakiem ochoty u partnerki stoją zmiany hormonalne, zmęczenie, a czasem po prostu rutyna, którą można wspólnie przełamać. Ważne jest, żeby unikać obwiniania w tej rozmowie.

 

Jeśli czują Państwo, że trudno o tym rozmawiać we dwoje, pomocna może być terapia par lub konsultacja u seksuologa. W tej bezpiecznej przestrzeni mogliby Państwo odnależć to, co przez lata mogło przygasnąć.

Życzę Państwu dużo ciepła i odwagi do tej rozmowy. 

 

Pozdrawiam serdecznie, 

Karolina Jatczak


 

Karolina Kolwas

Karolina Kolwas

Dzień dobry,

Rozumiem, że jest to kwestia, która wzbudza u Pana niepokój. Myślę, że dobrym pomysłem będzie przyjrzenie się całości Państwa relacji i próba empatycznej, spokojnej rozmowy. Warto obejrzeć jakie są potrzeby Pana, a jakie potrzeby ma żona. Jeśli nie uda się Państwu porozumieć lub temat będzie źródłem trudności dla którejś ze stron, mogą Państwo zwrócić się do seksuologa lub psychoterapeuty par po wsparcie.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina Kolwas

Marcin Brodowski

Marcin Brodowski

Dzień dobry,

 

Rozumiem, że mimo dobrych relacji i wielu lat wspólnego życia (przy okazji gratuluje stażu małżeńskiego), obszar intymności między Państwem od dłuższego czasu nie jest satysfakcjonujący. 

 

Warto zastanowić się, jak wygląda dziś rozmowa między Panem a żoną o potrzebach, bliskości i wzajemnych oczekiwaniach. Często już szczera i spokojna wymiana myśli pozwala lepiej zrozumieć, co stoi za oddaleniem w tej sferze i na czym Państwo wpólnie zależy. 

 

Dobrym pierwszym krokiem może być zadbanie o więcej czasu tylko dla Was i więcej codziennej bliskości bez presji. Pomocna bywa także rozmowa z kimś, kto spojrzy na tę sytuację z zewnątrz i pomoże ją lepiej zrozumieć.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Marcin Brodowski

Weronika Trojan

Weronika Trojan

Dzień dobry, 

W długoletnich związkach zmiany są nieuniknione i dotyczą wielu sfer relacji. Trzeba pamiętać, że brak zbliżeń nie musi oznaczać brak miłości. 
Pomocna może być szczera rozmowa o potrzebach, oczekiwaniach, intymności i o bliskości. Warto powiedzieć żonie co Pan odczuwa, czego brakuje i wysłuchać co ona ma do powiedzenia. 
Jesli rozmowa wydaje się zbyt trudna można rozważyć pomoc terapeuty par lub seksuologa. 
Pozdrawiam 

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

a gdyby tak po prostu porozmawiać z żoną?

Zapytać czy czegoś potrzebuje w zbliżeniach? Czy coś ją odstręcza?

A może po prostu zainicjować zbliżenie w sposób który nigdy nie był praktykowany?

Może wypad weekendowy w fajne, odosobnione miejsce?

Odpowiem tylko żeby pomyślał pan o wszystkim 😉 Bo ten świetny wypad może popsuć myśl, że trzeba będzie w niedzielę w nocy gotować obiad na poniedziałek, bo zawsze w niedzielę jest gotowany 😉

Więc proszę pomyśleć o wszystkim i rozwiać przyszłe problemy.

 

Powodzenia!

Wika Balcerzak

Wika Balcerzak

Dzień dobry,  30 lat razem, wychowanie dwójki dzieci i poczucie, że wciąż „dobrze się dogadujecie”, to obraz trwałej i bliskiej relacji. To bardzo solidny fundament, o którym wiele par mogłoby tylko pomarzyć.

Warto wiedzieć, że w wieloletnich związkach takie wyciszenie sfery seksualnej zdarza się bardzo często. Pary, które przez dekady skupiały się na wychowaniu dzieci, z biegiem lat nierzadko w naturalny sposób wchodzą w rolę bliskich przyjaciół czy wręcz współlokatorów, a intymność schodzi na dalszy plan. To bardzo ludzkie, że czujesz dyskomfort, widząc, jak dobrze funkcjonujecie jako partnerzy w życiu codziennym, a jak bardzo oddaliliście się od siebie w sypialni. 

Jednak z tym problemem bardzo często można z sukcesem pracować. Najlepiej wspólnie rozpocząć proces psychoterapii z psychoterapeutą seksuologiem. Zachęcam do rozmowy z żoną i zaproponowania jej wspólnej terapii. Powodzenia!

Jakub Pawłowski

Jakub Pawłowski

To, że po 30 latach nadal dobrze się dogadujecie, jest dużym zasobem dla Waszego związku. Jednocześnie rozumiem, że tak rzadkie współżycie może budzić smutek, frustrację i poczucie oddalenia.


Warto spokojnie porozmawiać z żoną nie tylko o samym seksie, ale o tym, czego każde z Was potrzebuje w sferze bliskości. Jeśli ten problem utrzymuje się od kilku lat i mimo rozmów nic się nie zmienia, dobrym krokiem może być konsultacja z psychologiem lub seksuologiem. Często za trudnościami w życiu intymnym stoją czynniki, które można wspólnie zrozumieć i stopniowo zmieniać.

Zobacz podobne

Trudności w związku: partnerka potrzebuje przerwy, a ja się czuję zaniedbany - co robić?

Dzień dobry, mam pewien problem, a mianowicie: mam 21 lat, moja dziewczyna 19. Jesteśmy ze sobą dwa lata. Ostatnio mamy trudną sytuację w związku. Moja dziewczyna powiedziała, że potrzebuje dwóch/trzech dni bez kontaktu, na przemyślenie sobie wszystkiego. Problem polega na tym, że nie rozumiem tej drogi relacji. Moja partnerka od dwóch dni nie ma ze mną żadnego kontaktu. Ja rozumiem, że potrzebuje czasu dla siebie i oczywiście dostanie go, ile tylko zechce, ale nie rozumiem tego rozwiązania — żadnego kontaktu — ponieważ aktualnie jest tak, jakbyśmy nigdy się nie znali. Nie ma „dzień dobry” rano czy „dobranoc” wieczorem.

Nigdy nie oczekiwałem dużo, a przynajmniej nie więcej, niż sam daję dla tej relacji. Przez te dwa dni oczywiście w dalszym ciągu nie mamy kontaktu. Przez te dwa dni nie czuję się okej. Uważam, że wchodząc w związek, powinniśmy rozmawiać, jak jest trudno — komunikować się ze sobą, a nie izolować i udawać, że nie istniejemy. Nie wiem czemu, ale takie rozwiązanie uważam za niedojrzałe i nieodpowiednie w związku, bo to te trudne sytuacje określają nas jako związek i pokazują, komu jak zależy na budowaniu tej relacji.

Może jeszcze jestem za młody, żeby zrozumieć sens takiej decyzji, ale nie czuję się z nią dobrze. I zamiast porozmawiać o tym z partnerką, muszę czekać, aż się w końcu odezwie. Mam nadzieję, że troszkę wyjaśniłem swoją aktualną historię, opisując swoje zdanie oraz uczucia. A przechodząc do meritum i mojego pytania: co mam zrobić w tej sytuacji i czy taka decyzja z jej strony jest dobra dla związku? I czy zachowanie mojej dziewczyny — udając, że nie istniejemy — nie jest zachowaniem egoistycznym, nie zważając na mnie i moje uczucia?

Czy przeprowadzka do partnerki i asymetria mieszkaniowa w zwiazku to powod do leku i poczucia nierownosci?
Mam 30+ lat i od pewnego czasu spotykam się z kobietą, która ma 30 lat. Relacja rozwija się dobrze, dobrze się dogadujemy i widzę w niej osobę, z którą potencjalnie mógłbym zbudować wspólne życie jednak póki co przeżywamy fazę "honeymoon", z racji doświadczenia w relacjach patrzę na to z dystansem mimo wszystko. Problem pojawia się, kiedy zaczynam myśleć o kolejnym kroku, czyli wspólnym zamieszkaniu. Obecnie mieszkam z rodzicami po bolesnym rozstaniu z narzeczoną po 6 latach. Mam stałą pracę, której nigdy nie zmieniałem, oszczędności na wkład własny/poduszkę finansową, które ciągle powiększam. Ona natomiast mieszka w 40 km ode mnie i ma własne mieszkanie, kupione przez rodziców i zapisane na nią. Z racji sytuacji to ja przyjeżdżam do niej, często na 3 dni w weekend. Ona nie posiada prawa jazdy i auta. No i z racji tego, że mieszkam z rodzicami, tam mamy więcej prywatności dla siebie. Jeśli kiedyś zamieszkamy razem, najbardziej prawdopodobny scenariusz jest więc taki, że to ja przeprowadzę się do niej. I tutaj pojawia się mój lęk związany z pewną asymetrią. Ona wprowadza do związku mieszkanie, które jest wyłącznie jej własnością i z którego, jak mówi, jest bardzo zadowolona. Ja natomiast miałbym wnieść przeprowadzkę do innego miasta, prawdopodobnie zmianę pracy i rezygnację z dotychczasowego sposobu życia. Oczywiście nie chodzi mi o to, że oczekuję połowy jej mieszkania. Zdaję sobie sprawę, że jest jej własnością i że dostała je od rodziców. Chodzi mi raczej o poczucie, że w przyszłości budujemy coś wspólnego, a nie że ja po prostu dołączam do już istniejącego życia, które w całości należy do niej i podejmuję większe ryzyko w razie niepowodzenia. W przyszłości chciałbym mieć z partnerką coś wspólnego - wspólnie kupione mieszkanie, które byłoby w równym stopniu „nasze”. Nie wiem natomiast, czy ona kiedykolwiek chciałaby zrezygnować ze swojego obecnego mieszkania albo sprzedać je i kupić z partnerem coś wspólnego. Skoro jest z niego bardzo zadowolona, byłoby przecież zrozumiałe, gdyby nie chciała tego robić. Póki co mieliśmy jedną luźną rozmowę na temat wizji przyszłości, nie ustalaliśmy czy zamieszkamy w jej mieszkaniu i podczas tej rozmowy mówiła mi, że w sumie to jeszcze nad tym tak nie myślała. W rozmowie wyszło, że to ja pewnie musiałbym przenieść się do jej miasta. Rozmowę zakończyliśmy zdaniem, że była to niezobowiązująca rozmowa bez deklaracji z racji krótkiego stażu związku. Potem powiedziała mi jeszcze, że miała ogromne szczęście, że rodzice kupili jej mieszkanie i zdaje sobie sprawę, że masa ludzi nie może sobie pozwolić sama na zakup mieszkania. Powiedziała mi również, że według niej warto mieć coś swojego bo nigdy nic nie wiadomo, nawet na kredyt i wynajem - i że zdaje sobie sprawę, że łatwo powiedzieć gdy sama mieszkanie dostała jednak uważa, że pieniądz, który leży traci na wartości. I tutaj ma rację. Ja 2/3 swoich oszczędności trzymam w obligacjach aby chociaż w jakimś stopniu uchronić je przed inflacją. Jednak samodzielnie nie stać mnie na mieszkanie nawet 30 metrów w jej mieście a nie chcę zaciągać kredytu na ogromną kwotę samemu. Z drugiej strony, w chwili obecnej mógłbym pewnie kupić coś małego w moim mieście gdzie ceny są niższe tylko mając z tyłu głowy tyle potencjalnych zmian, wstrzymuje się i odkładam pieniądze. Co jeśli bym kupił a za rok, lub dwa i tak musiałbym przeprowadzić się do jej miasta? Wtedy miałbym na głowie kredyt, ewentualnie wynajmującego i jeszcze stres związany ze zmianą pracy. Tutaj mam umowę na stałe. Tam? Nigdy nie wiesz... Rodzice doradzają mi póki co skupić się na jak największym oszczędzaniu żeby powiększać kapitał. I właśnie to budzi mój niepokój. Czy za kilka lat nie okaże się, że ja poświęciłem więcej pod względem zmiany swojego życia, podczas gdy ona właściwie niczego nie musiała zmieniać? Wiem, że relacja to zawsze ryzyko i nigdy nie ma gwarancji... Gdyby nam się nie udało pewnie musiałbym wrócić do mojego miasta i ponownie szukać pracy lub wrócić do starej (i tu nie ma pewności, że na tych samych warunkach...) Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wspólne życie nie musi oznaczać identycznego wkładu w każdą rzecz. Ona ma mieszkanie, ja mam oszczędności, pracę i inne rzeczy, które również wnoszę do związku. Nie chcę też patrzeć na relację jak na księgowość. Jednak nie wiem czy u niej czułbym się jak w domu czy jako gość, lokator mieszkając wiele lat. Czułbym się zależny. Mam jednak za sobą prawie 6-letni związek, który się rozpadł mimo wspólnego mieszkania, zaręczyn i planów na przyszłość. Przez to dzisiaj dużo bardziej widzę ryzyko. Wiem już, że można bardzo mocno zaangażować się w budowanie wspólnego życia, a później zostać z koniecznością zaczynania od nowa. Dodatkowo boję się zmiany pracy. Obecnie pracuję na jednej zmianie. Nigdy wcześniej nie zmieniałem pracy. Przeprowadzka do jej miasta oznaczałaby więc dla mnie kilka dużych zmian jednocześnie i ciężej tam o pracę w dogodnych godzinach jakie mam tutaj więc branie pierwszej lepszej oferty nie wchodzi w grę. Nie wiem jak wtedy to rozegrać, gdyby doszło do wspólnego zamieszkania czy próbować zmieniać płynnie pracę? Pracować tu a w międzyczasie składać tam CV w miejscach, które mi pasują i próbować przejść z pracy do pracy po wypełnieniu okresu wypowiedzenia tak żeby nie było luki gdzie jestem bezrobotny. I po przyjęciu do nowej pracy dopiero się przenieść? Czy może przez jakiś czas dojeżdżać 45km do pracy i zobaczyć jak nam się mieszka razem - jednak to na dłuższy czas będzie nieopłacalne, koszt paliwa i eksploatacji samochodu będzie wynosić nawet 25 % moich zarobków. Zastanawiam się więc, czy moje obawy są rozsądną potrzebą bezpieczeństwa i równości w związku, czy może są już przejawem lęku przed zaangażowaniem po poprzednim rozstaniu. Czy taka zależność będzie zdrowa? Jak Wy patrzylibyście na taką sytuację? Czy asymetria mieszkaniowa - jeden partner ma własne mieszkanie, drugie przeprowadza się do niego może z czasem powodować poczucie nierówności? Szczególnie gdy to mężczyzna wprowadza się do mieszkania kobiety? Chciałbym kiedyś stworzyć coś naprawdę wspólnego, a ona może być bardzo przywiązana do swojego obecnego mieszkania. Sam nie wiem co bym odpowiedział gdyby role były odwrócone. W końcu póki co jesteśmy razem tylko kilka miesięcy. Z jednej strony chce cieszyć się z tej relacji, z drugiej z tyłu głowy mam naszą potencjalną przyszłość. Po drodze może się jeszcze wiele innych rzeczy wydarzyć i pójść nie tak. Czy ja przejmuje się na zapas?
Moja przyjaciółka jest z facetem, którego my z narzeczonym nie lubimy
Witam  Moja przyjaciółka jest z facetem, którego my z narzeczonym nie lubimy,  tym bardziej mieliśmy sporą spinę. Para zarzuca narzeczonemu, że opowiadał o przyjaciółce niestworzone rzeczy, gdzie to nieprawda, bo rozmawiałam z narzeczonym. Będąc na wspólnej imprezie, tamten facet podleciał do mojego faceta z tekstem czy mu nie wyje**ć. Po rozmowie przed salą tamtemu odwaliło i zaczął z ręką iść na mnie. Stwierdziliśmy, że tego sporu już nie zażegnamy. Zbliża się nasze wesele, wypadałoby zaprosić przyjaciółkę, ale mój facet powiedział, że nie ma opcji, żeby jej facet był u nas. Bo nie będzie groził mu czy przede wszystkim mi. Zresztą tamten Pan nie ma sobie nic do zarzucenia i nie twierdzi, że źle zrobił. Powiedziałam przyjaciółce, że jeżeli byłaby gotowa przyjść sama, miejsce na nią czeka. Ona oczywiście (zrozumiałe) stanęła po jego stronie i stwierdziła, że skoro mój facet tak decyduje, to ona mi życzy, "zajebistego życia" z nim i udanego małżeństwa. I że nie ma, co dalej ciągnąć takiej beznadziejnej relacji. Jestem tym faktem bardzo załamana. Każdy mi prawie mówi, żebym w końcu zajęła się sobą. Co uważacie? 
Jak odbudować przyjaźń z Elą po nieporozumieniu?
Dzień dobry, Od 2016 przyjaźniłam się z Elą. Miałyśmy fajny kontakt, wspólne wygłupy, imprezy itp. W marcu 2024 roku zwierzyłam jej się, że wraz z partnerem staramy się o dziecko w ogóle bardzo jej się zwierzalam. W 2024 w maju złamałam nogę, przyjechała mnie odwiedzić i dawała mi do zrozumienia, że mam się szykować na jakąś ważną uroczystość ( chodzi o ślub) spytałam się czy jakąś imprezę szykuje ona odpowiedziała, że tak (nie powiedziała wprost, że chodzi o ślub) choć ja wiedziałam że chce mnie właśnie na tę uroczystość nieoficjalnie zaprosić. Drarzyłam temat ona dalej mi wprost nie chciała powiedzieć w końcu się wkurzylam i zmieniłam temat na inny. ( Na moją złamaną nogę) Wkurzylam się dlatego że ja się jej zwierzam z najbardziej prywatnych rzeczy a ona nawet wprost nie umiała powiedzieć że bierze ślub . Ona również się obrazila ,( jest to taka osoba która bardzo lubi być w centrum uwagi i bardzo się przechwalać ,). Powiem szczerze że trochę mi brakuje tej naszej przyjaźni i wygłupów. Chciałabym z nią naprawić relacje. Teraz jest w ciąży nawet pisałam do niej wiadomościnjak się czuje itp. ale dostałam tylko zdawkowe odp. Najgorsze jest to że jak ona potrzebowała się czegoś dowiedzieć o porodzie to pisała a tak to nie. Kiedy ja urodziłam to napisała tylko gratulacje. Nie wiem co o tym myśleć potrzebuje rady kogoś nie obiektywnego. Chce z nią odnowić kontakt ale boje się odrzucenia. Nie wiem kiedy to zrobić ona teraz lada dzień rodzi i nie chce teraz jej się narzucać. Chciałabym to zrobić kilka miesięcy po jej porodzie. ? Ale jak ? Czy to ma sens w ogóle ?
Trudność w akceptacji troskliwego partnera z powodu doświadczeń z przeszłości
Od ponad miesiąca jestem z partnerem, spotykam się od 7 miesięcy. Mamy po 28 lat. Ja jestem osobą lękową i wysokowrazliwą. Od półtora roku leczę się na zaburzenia depresyjno-lękowe. Od ok. półtora tygodnia odstawiłam leki pod opieką psychiatry. Od dziecka czuję się jakbym była w ciągłym lęku. Bez przerwy. Rodzice nigdy nie zaopiekowali moich emocji bo nie potrafili , i takich partnerów też wybieram. Niedostępni emocjonalnie , toksyczni , narcystyczni. Takie osoby kocham najbardziej - w sensie najbardziej mi na nich zależy. Teraz partner jest bardzo spokojny, rozmawia o emocjach mimo że nie rozumie ich do końca. Jest dla mnie bardzo dobry i poczułam przy nim od początku się spokojnie i bezpiecznie. Ja nie znam tego uczucia. Przy nikim nigdy nie czułam się bezpiecznie. Zaczynam czuć się nie komfortowo że ktoś o mnie tak dba, słucha co czuję, co mówię,czego potrzebuje. Można powiedzieć że jest ,,za dobry”. Wiem jak to brzmi. Ale ja się z tym naprawdę czuję dziwnie. Brakuje mi tego napięcia (nie psychicznie ale fizycznie). Jestem nie miła , okropna czasami wręcz dla niego. Wiem że nie zasłużył na to , oddał by dla mnie wszystko. A ja go traktuje źle - potem mam wyrzuty, bardzo go kocham ale sama z sobą nie potrafię sobie poradzić. Z innymi było podobnie - ale byli zupełnie inni - nie uważni na mnie, olewający moje emocje - jak w domu w dzieciństwie. Pogodzenie się potem z nimi sprawiało ulgę - lęk znikał na jakiś czas. Chodzę do psychologa od 12 roku życia. Ostatnią terapię poznawczo behawioralną miałam przez 3 lata. Jednak stałam już w miejscu i zrezygnowałam . Miałam ją 3 lata. Wcześniejsze epizody z terapią w wieku nastoletnim były koło kilku miesięcy. Przez około roku chodziłam na terapię psychodynamiczna - ale nie była dla mnie. Nie chcę już terapii - mam dość po tylu latach. Chce żeby co się zmieniło. I nie chce ranić partnera / proszę o pomoc.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.