
Trudność w akceptacji troskliwego partnera z powodu doświadczeń z przeszłości
Piotr Ziomber
Dzień dobry
To, co Pani przedstawia nadaje się na terapię w nurcie CBT ale w III fali - terapie schematów. Ma Pani zakodowane wzorce z dzieciństwa i nie potrafi Pani funkcjonować bez pewnego napięcia i zależności. Tutaj jest potrzebna głęboka praca nad zmianą przekonań oraz zmianami na poziomie poznawczym i emocjonalnym.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry
To, co u siebie Pani obserwuje, to podręcznikowy mechanizm psychologiczny, który bardzo często pojawia się u osób z historią odrzucenia emocjonalnego w dzieciństwie. Pani organizm przez lata przyzwyczaił się do funkcjonowania w stanie permanentnego zagrożenia i lęku. Dla Pani układu nerwowego ten toksyczny rollercoaster, niepewność i ignorowanie emocji stały się synonimem miłości i – paradoksalnie – strefą komfortu, bo tylko to zjawisko fizycznie zna Pani od dziecka.
Obecny, bezpieczny i opiekuńczy partner nie dostarcza Pani ciału wspomnianego napięcia i wyrzutów kortyzolu, do których jest Pani wręcz biologicznie uzależniona. Stąd bierze się to dziwne poczucie dyskomfortu i myśl, że jest „za dobry”. Pani nieświadome, destrukcyjne zachowania wobec niego tzn. bycie niemiłą, prowokowanie spięć, to podświadoma próba wywołania awantury i napięcia, które dobrze Pani zna, aby potem, poprzez godzenie się, poczuć znajomą ulgę i na chwilę wyciszyć lęk. Dodatkowo nakłada się na to proces odstawiania leków, co chwilowo uwrażliwia układ nerwowy i potęguje trudne stany.
Skoro ma Pani głęboki, zrozumiały opór przed powrotem na klasyczną terapię, warto spróbować samodzielnej pracy nad samoregulacją. Kluczem jest uświadomienie sobie w momentach irytacji, że ten spokój przy partnerze to nie nuda ani zagrożenie, ale upragnione bezpieczeństwo. Kiedy czuje Pani fizyczny głód napięcia, zamiast wyżywać się na nim, lepiej przekierować te emocje na sport, intensywny ruch czy techniki uziemiające, dając swojemu ciału ujście dla lęku. Warto też rozmawiać z partnerem wprost: powiedzieć mu, że Pani zachowanie to wynik walki z własnymi demonami z przeszłości, a nie jego wina. Proszę dać sobie czas na naukę tego, jak przyjąć dobroć – Pani układ nerwowy potrzebuje miesięcy, by przeprogramować się i uznać bezpieczną relację za coś naturalnego.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Oliwia Grzemba
Witaj,
Bardzo dobrze, że chcesz nad sobą pracować. Widać, że Tobie zależy na partnerze. Nie jest łatwo zmienić nawyki po wcześniejszych doświadczeniach - to Twój mózg zna, więc w to idzie. Zastanawiam się, co było na terapii poznawczo-behawioralnej - czy uczyli rozpoznawać i nazywać emocje + praca z myślami/przekonaniami? Według mnie od tego wypadałoby zacząć. Lęk też nie wziął się znikąd - dziecko ma dużą potrzebę bezpieczeństwa, a kiedy zostanie ona zaburzona, odbija się to nieraz w dorosłym życiu. Ponadto, kora przedczołowa osiąga dojrzałość dopiero między 25. a 30. rokiem życia, więc dziecko rozumie rzeczy dosłownie, traktuje słowa rodzica jako prawdę absolutną, dopiero uczy się regulować emocje, itd. Warto by też rozważyć pracę z tzw. Wewnętrznym Dzieckiem i popracować nad odczytywaniem poszczególnych potrzeb, z nauką ich zaspokajania jako osoba dorosła. Najlepszym rozwiązaniem byłaby terapia ACT lub schematów (chociaż egzystencjalna to też fajna opcja) - są to stosunkowo nowe nurty w Polsce.
Karolina Kądziołka
To, co Pani opisuje, jest częstym doświadczeniem u osób, które w dzieciństwie nie miały możliwości zbudowania bezpiecznej więzi z opiekunami. W takiej sytuacji układ nerwowy przyzwyczaja się do funkcjonowania w napięciu i niepewności, dlatego bezpieczeństwo, bliskość i troska mogą początkowo wydawać się czymś obcym, a nawet wywoływać dyskomfort. Nie oznacza to, że z obecną relacją jest coś nie tak - raczej, że Pani organizm uczy się zupełnie nowego sposobu bycia w bliskości. Zmiana takich głęboko zakorzenionych schematów zwykle nie polega na tym, że nagle przestaje się czuć lęk. Częściej polega na tym, że uczy się nie działać pod jego dyktando.
Rozumiem również, że po wielu latach terapii może Pani czuć zmęczenie i zniechęcenie. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że może Pani potrzebować wsparcia w procesie budowania bezpiecznej relacji i stopniowego wychodzenia z utrwalonych schematów. Być może warto rozważyć terapię w nurcie humanistycznym lub integracyjnym, która w większym stopniu opiera się na doświadczaniu relacji terapeutycznej i pracy z emocjami niż na analizie czy zmianie przekonań. Czasami zmiana nie polega na zdobywaniu kolejnej wiedzy o sobie, ale na przeżyciu nowego, bezpiecznego doświadczenia w relacji z drugim człowiekiem.
Małgorzata Klimowska
Zacznę od podświetlenia Pani tego co psychoterapia Pani dała - ma Pani ogromną samoświadomość. Świetnie rozumie Pani mechanizmy, które w Pani działają. I jeśli dobrze zrozumiałam Pani intencję, od 16 lat chodzi Pani na psychoterapię i rozumie Pani siebie coraz lepiej, ale nadal Pani cierpi, bo nie potrafi Pani tej wiedzy przełożyć na praktykę. Możliwe, że wybór partnera, z którym jest Pani teraz, również jest efektem zmian, które w Pani zaszły po psychoterapii. Mam wrażenie, że jest Pani na etapie, na którym sama wiedza i rozumienie mechanizmów przestają wystarczać. Napisała Pani, że brakuje tego napięcia. Możliwe, że Pani układ nerwowy tkwi jeszcze w poprzednim stanie. Potrzeba czasu, żeby nasze ciało zaadoptowało się do nowej sytuacji i nie było ciągle w stanie walcz / uciekaj. Sytuacja jest dla Pani nowa. Według mnie to czego teraz Pani najbardziej potrzebuje to doświadczenia. Przeżycia tego. Pani układ nerwowy przez wiele lat nauczył się, że napięcie jest czymś znajomym i przewidywalnym. Teraz po raz pierwszy doświadcza Pani relacji, w której pojawia się bezpieczeństwo. Paradoksalnie właśnie ono może budzić niepokój, bo jest czymś zupełnie nowym. Żeby organizm zaczął traktować je jako coś naturalnego, potrzebuje czasu i wielokrotnie powtarzanego doświadczenia. Dlatego proponowałabym teraz poszukać wsparcia psychologa zajmującego się psychoedukacją, która pomoże Pani przełożyć wiedzę zdobytą podczas psychoterapii na praktykę codziennego życia.
Ale na koniec jeszcze jedna bardzo ważna uwaga. Wspomniała Pani, że 1,5 tygodnia temu odstawiła Pani leki pod kontrolą psychiatry. Czy na wizycie, rozmawialiście o tym, jak może wyglądać ten okres "przejścia"?
Joanna Michałek
Dzień dobry,
nasza tożsamość buduje się w dzieciństwie, jesteś po terapiach i masz dużą świadomość siebie. Nabyty wzorzec relacji z rodzicami sprawił, że teraz układ nerwowy jest w stanie alarmu, bo zupełnie inaczej jak zawsze było - a zmiana to niebezpieczeństwo! Wiem, że już nie chcesz terapii, ale zachęcam do poczytania o metodzie Brainspotting. Myślę, że znajdziesz tam coś dla siebie. Podczas sesji Brainspotting nie trzeba mówić i przegadywać, to już masz opanowane w swoich terapiach. Zmieniasz zapis ścieżek neuronalnych poprzez bycie na wybranym punkcie/spocie i przetwarzanie przez mózg tego co jest zapisane w ośrodkach podkorowych - pień mózgu.
Zaopiekuj się sobą zwłaszcza teraz przy odstawianiu leków!
Powodzenia!
Sylwia Skibińska
Dzień dobry,
To co Pani opisuje, często pojawia się u osób, które od dzieciństwa funkcjonowały w poczuciu braku bezpieczeństwa emocjonalnego. Spokój, troska i przewidywalność mogą początkowo wydawać się „obce”, a nawet wywoływać dyskomfort, ponieważ organizm jest przyzwyczajony do napięcia, a nie do bezpieczeństwa. To nie oznacza, że z partnerem jest „coś nie tak”, lecz że warto przyjrzeć się utrwalonym wzorcom reagowania. Pisze Pani, że nie chce ranić partnera to pokazuje, że zależy Pani na tej relacji. Być może zamiast rezygnować z pomocy, warto poszukać terapeuty lub nurtu, który lepiej odpowie na Pani obecne potrzeby. Czasem zmiana specjalisty, a nie rezygnacja z leczenia, okazuje się najważniejszym krokiem.
Życzę Pani dużo wytrwałości i spokoju w tym procesie.
Pozdrawiam serdecznie,
Sylwia Skibińska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czytając Pani wiadomość, pomyślałam o jednej rzeczy. Bardzo uważnie obserwuje Pani swoje emocje i próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie: „Dlaczego nie czuję tego tak, jak powinnam?”. Może problem nie polega na tym, że z Panią lub z tą relacją dzieje się coś złego, tylko na tym, że oczekuje Pani od siebie, iż od razu będzie umiała czuć się bezpiecznie. Po raz pierwszy znalazła się Pani w relacji, która nie opiera się na walce o uwagę, domyślaniu się czy ciągłym napięciu. To zupełnie nowe doświadczenie. Nowe rzeczy często nie wydają się od razu „właściwe”, na początku bywają po prostu obce. Zatrzymałabym się również przy zdaniu, że nie chce Pani ranić partnera. Ono pokazuje, że mimo trudnych emocji nie jest Pani wobec nich obojętna. To bardzo ważny zasób.
Nie musi Pani dziś wiedzieć, jak pozbyć się wszystkich swoich reakcji. Być może na ten moment wystarczy, że kiedy pojawi się chęć odsunięcia partnera lub zareagowania złością, spróbuje Pani powiedzieć sobie: „To jest moja emocja, ale nie muszę za nią od razu podążać”. Jeżeli po wielu latach terapii czuje Pani zmęczenie, warto to uszanować. Jednocześnie proszę nie odbierać sobie prawa do korzystania z pomocy w przyszłości, jeśli uzna Pani, że jest gotowa. Czasami nie potrzebujemy kolejnych lat terapii ale kilku spotkań w odpowiednim momencie życia.
Trzymam za Panią kciuki. Mam poczucie, że ta relacja może być dla Pani nie tylko związkiem ale także doświadczeniem, którego wcześniej po prostu nie miała okazji przeżyć. Wszystkiego dobrego!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Edyta Kotula
Jeśli od dziecka bezpieczeństwo było Ci obce, a bliskość wiązała się z napięciem, odrzuceniem lub niepewnością, to spokojna i troskliwa relacja może wydawać się... obca. Nie dlatego, że jest z nią coś nie tak, ale dlatego, że Twój układ nerwowy przez lata przyzwyczaił się do życia w ciągłej czujności. To, że przy partnerze zaczynasz czuć dyskomfort, nie musi oznaczać, że go nie kochasz. Czasem oznacza, że po raz pierwszy jesteś w relacji, która nie przypomina tego, co znałaś z dzieciństwa. Dla osoby z historią przewlekłego lęku spokój bywa mylony z nudą, a brak napięcia może wręcz wywoływać niepokój.
Jednocześnie zwróciłabym uwagę na jedną rzecz... piszesz, że około półtora tygodnia temu odstawiłaś leki. To krótki czas, a po zakończeniu farmakoterapii u części osób mogą pojawić się przejściowe zmiany nastroju, większa drażliwość czy nasilenie lęku. Warto obserwować, jak się czujesz, i jeśli objawy będą się utrzymywać lub nasilać, skontaktować się z psychiatrą prowadzącym.
Piszesz też, że nie chcesz już terapii. To zrozumiałe po tylu latach i różnych doświadczeniach. Czasami jednak problem nie polega na tym, że terapia „nie działa”, ale na tym, że potrzeba innego podejścia lub po prostu przerwy. Nie musisz dziś podejmować decyzji o kolejnym procesie terapeutycznym.
To, co daje nadzieję, to fakt, że dostrzegasz swój schemat. Wiesz, skąd może się brać, widzisz, że partner nie jest taki jak poprzedni i zależy Ci na tym, żeby go nie ranić. Ta świadomość jest bardzo ważnym krokiem. Schematy, które tworzyły się przez całe dzieciństwo, nie znikają od razu, ale mogą się zmieniać. Wiele osób, które przez lata czuły się bezpiecznie tylko w chaotycznych relacjach, z czasem nauczyło się ufać spokojnej bliskości. To wymaga czasu, ale jest możliwe.
Nie oczekuj od siebie, że nagle zaczniesz czuć się komfortowo z czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłaś. Daj sobie prawo uczyć się tego bezpieczeństwa małymi krokami. Z tego, co piszesz, masz obok siebie kogoś, kto chce Ci w tym towarzyszyć. To nie usuwa trudności, ale daje bardzo dobrą podstawę do tego, żeby ten schemat nie musiał powtarzać się przez całe życie.


