
- Strona główna
- Forum
- psychoterapia, zaburzenia nastroju
- Problemy z terapią:...
Problemy z terapią: frustracja i brak efektów w leczeniu depresji, czy zmienić terapeutę?
Witam, mam problem. Długo choruje na depresję. Mam się źle od pewnego czasu. Nie chodzę na terapię regularnie, bo są to koszty. Nie mam jak opłacać sesji ostatnio. Chodziłam półtora roku do terapeuty, ale w pewnym momencie zaczęłam się na niego złościć, że nie rozumie mnie, że jego rozmowa ze mną nie przynosi efektów i że się nie zgadzam z tą Panią. Czuje, że robi ze mnie idiotkę. Nie wiem, czy to proces terapii, czy raczej to, że nie umiem się na nią wkurzyć i powiedziec, że się nie zgadzam. Jestem umówiona na piątek i boję się, że wydam pieniądze na daremno i znowu nie otrzymam wsparcia. Nie wiem sama co robić. Czy szukać innego, czy wyjaśnić to z nią. Wiem, że ta Pani nie życzy mi źle, ale jej sposoby mnie osłabiają. Ciągle czuję zniechęcenie do życia i ciągle mam napady złości.
Natalia
Dorota Mucha
Dzień dobry, bardzo dziękuję za podzielenie się swoimi wątpliwościami. Czy jest Pani pod opieką lekarza? I bierze jakieś leki? Obawy przed terapią są czymś normalnym, chciałaby Pani mieć pewność, że otrzymuje należytą pomoc. Proszę rozejrzeć się na różnych stronach - tutaj również psycholodzy, psychoterapeuci oferują wizyty niskopłatne, może byłaby to alternatywa. Na pewno potrzebuje Pani wsparcia. Proszę pamiętać, że potrzeba czasu. Powodzenia! Pozdrawiam serdecznie, Dorota Mucha
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Matczyńska
Pani Natalio,
być może mogłaby Pani wnieść to, co Pani tutaj opisała, do kontaktu na sesji, czyli powiedzieć o tym terapeutce wprost? Może to być trudne... ale czasem właśnie taki krok okazuje się znaczący w procesie terapii. To, co dzieje się między terapeutą a osobą wspieraną, samo w sobie może stać się materiałem do pracy.
Czasem warto też spojrzeć wstecz na kontrakt terapeutyczny. Przypomnieć sobie, jaki był cel pracy. Co Pani chciała osiągnąć i co było dla Pani najważniejsze na początku terapii? Może przyjrzeć się narzędziom i metodom stosowanym w trakcie sesji? Zastanowić, które z nich były dla Pani wspierające, a które mniej? Dobrym krokiem może być też porównanie obecnych oczekiwań wobec terapii z tym, co jest realnie możliwe w tej relacji terapeutycznej.
Zmiana terapeuty nie jest niczym złym, jeśli nadal będzie Pani miała poczucie, że obecna relacja nie jest dla Pani wspierająca. Warto jednak omówić to i mieć świadomość, dlaczego tak jest i czego Pani potrzebuje, aby w kolejnej relacji terapeutycznej nie powielały się te same trudności.
Agnieszka Matczyńska
Katarzyna Konieczna
To, co opisujesz, jest naprawdę trudne i bardzo obciążające. Przy depresji łatwo o poczucie bezsilności, zniechęcenia i napięcia, a jednocześnie o bardzo silną potrzebę, by terapia w końcu pomogła. To naturalne, że kiedy nie czujesz efektów albo masz poczucie niezrozumienia, pojawia się złość, frustracja i myśl, że to wszystko nie ma sensu. T9 zupełnie naturalne odczucia w Twojej sytuacji.
Ważne jest też to, że złość wobec terapeuty nie musi oznaczać, że terapia jest zła albo że terapeuta robi coś nie tak. Czasem to jest właśnie część procesu – pojawia się w momencie, gdy coś ważnego zaczyna być dotykane. Złość może być sygnałem, że Twoje granice chcą się wyrazić, że coś nie jest jasne, albo że pewien styl pracy po prostu do Ciebie nie trafia.
Poczucie, które odpisujesz, że terapeuta nie rozumie, że jej styl Cię osłabia to doświadczenia, które warto wnieść na sesję ale nie jako oskarżenie, ale jako informację o Twoim doświadczeniu. Terapeuta powinien być w stanie przyjąć to, zatrzymać się przy tym i wspólnie z Tobą zrozumieć, co ta złość mówi i co w terapii wymaga zmiany.
Jednocześnie masz absolutne prawo do tego, by sprawdzić, czy to jest osoba i styl pracy, który Ci odpowiada. Dobra terapia to przede wszystkim relacja, w której czujesz się widziana i bezpieczna.
Może pomóc Ci kilka pytań, zanim podejmiesz decyzję:
Czy moja złość mówi o tym, że coś ważnego się we mnie poruszyło, czy raczej o tym, że ten styl pracy mnie nie wspiera?
Czy mogę bezpiecznie powiedzieć na sesji: „Czuję, że to, jak pracujemy, mnie osłabia”?
Czy czuję, że terapeuta potrafi przyjąć mnie autentyczną – również z trudnymi emocjami?
Bardzo ważny jest też aspekt finansowy. Jeśli sesje są dla Ciebie ogromnym obciążeniem, to również powinno zostać powiedziane wprost. Terapeuci często potrafią zaproponować inne tempo pracy, dłuższe przerwy lub ustalenia, które są bardziej realne. Można potraktować piątkowe spotkanie jako okazję do sprawdzenia, czy da się tę relację dostroić, wyjaśniając napięcia. Jeśli po tej rozmowie nadal będziesz czuła się niewidziana i niezrozumiana – wtedy masz pełne prawo szukać kogoś innego.
Nie musisz podejmować decyzji od razu. Masz prawo sprawdzić, porozmawiać, wyjaśnić ale też masz prawo zmienić terapeutę. Najważniejsze jest to, byś była w miejscu, które realnie Cię wzmacnia.
Usunięty Specjalista
Dzień dobry
To, co Pani opisuje, jest doświadczeniem, które w terapii zdarza się częściej, niż mogłoby się wydawać, zwłaszcza gdy pojawia się przewlekłe obniżenie nastroju, dużo złości i poczucie braku efektów.
W terapii złość jest często ważną informacją o tym, że jakaś Pani potrzeba nie jest zaopiekowana, na przykład potrzeba bycia wysłuchaną, jasności, poczucia sprawczości czy większego wpływu na to, jak wygląda praca.
Wiele osób ma trudność, by wyrazić złość w relacji terapeutycznej, bo to bywa nowe i obciążające doświadczenie. Jednocześnie właśnie mówienie o tym potrafi być bardzo rozwijające i może prowadzić do zmiany sposobu, w jaki przebiega terapia.
Jeśli czuje Pani, że obawia się piątkowej sesji i zastanawia się, czy „warto”, może być pomocne potraktowanie tego spotkania jako przestrzeni do szczerej rozmowy o tym, co Pani w terapii nie służy. Nie musi Pani przychodzić z gotowym rozwiązaniem, może Pani powiedzieć wprost:
„Zauważyłam, że ostatnio czuję dużo złości, mam poczucie niezrozumienia i boję się, że ta praca mi nie pomaga. Chciałabym zobaczyć, czy możemy to wspólnie uporządkować.”
Terapeutka, niezależnie od nurtu, powinna pomóc Pani przyjrzeć się temu bez oceniania i sprawdzić, co można zmienić, aby terapia stała się bardziej wspierająca. Czasem niewielkie zmiany w sposobie pracy bardzo dużo wnoszą.
A czasem, mimo rozmowy, dochodzi się wspólnie do wniosku, że lepiej poszukać terapeuty, przy którym poczuje się Pani bezpieczniej i bardziej zaopiekowana. Obie opcje są w porządku.
To, że doświadcza Pani zniechęcenia, napadów złości i przewlekłego obniżenia nastroju, to sygnał, że naprawdę potrzebuje Pani wsparcia - i ma Pani do niego pełne prawo. Bezpieczna relacja terapeutyczna powinna dawać przestrzeń na te emocje, a nie poczucie, że „wydaję pieniądze na darmo”.
Pozdrawiam serdecznie
Aleksandra Miller
Karolina Dymek
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje rzeczywiście wydaje się być trudnym i zapewne frustrującym doświadczeniem - depresja sama w sobie mocno obciąża, a kiedy do tego dochodzi poczucie braku zrozumienia ze strony terapeuty_ki, bardzo łatwo stracić poczucie sensu i celowości takiej terapii. Chcę podkreślić, że Pani odczucia są ważne i zawsze w takie uczucia należy się wsłuchać. W terapii czasem pojawia się złość wobec terapeuty - bywa to elementem procesu, ale bywa też sygnałem, że coś w relacji terapeutycznej nie działa tak jak powinno. Być może nie trzeba samemu zastanawiać się nad tym, czy coś jest nie tak, czy może to tylko złudzenie. Najzdrowszym rozwiązaniem wydaje się tutaj po prostu otwarte powiedzenie terapeutce, co się czuje: że ma Pani poczucie niezrozumienia, że metody stosowane w tym procesie Panią osłabiają, że czuje Pani obawę i niechęć wobec kolejnych sesji. Dobry terapeuta potraktuje to jako cenną informację, a nie atak.
To jednak nie znaczy, że powinna Pani trwać w tej terapii za wszelką cenę. Jeśli po rozmowie nadal będzie Pani czuła, że to nie jest dla Pani wspierająca relacja: jak najbardziej ma Pani prawo poszukać kogoś, przy kim będzie się Pani czuć bezpieczniej i bardziej wysłuchana. Terapia działa tylko wtedy, kiedy ma się poczucie współpracy i zaufania, a nie przymusu. Wspomina Pani też o kwestiach finansowych - to naturalne, że wahanie się przed wydaniem pieniędzy rośnie, kiedy ma się poczucie braku efektów. Właśnie dlatego warto wyjaśnić terapeucie swoje obawy.
Jednocześnie chcę zaznaczyć, że zniechęcenie, poczucie bezradności i napady złości to sygnały, że potrzebuje Pani realnego wsparcia - niezależnie od tego, czy będzie to Pani obecna terapeutka, czy ktoś inny. Warto o siebie zadbać! W obliczu trudnej sytuacji finansowej zachęcam do zarejestrować się na terapię w ramach NFZ i w czasie oczekiwania na jej rozpoczęcie korzystać ze wsparcia psychologicznego. Co ważne: w przypadku nagłego pogorszenia się objawów depresji najlepiej natychmiast udać się do ośrodka interwencji kryzysowej lub na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego.
Pozdrawiam ciepło
Karolina Dymek, Psycholog
Daria Składanowska
Dzień dobry Pani Natalio,
warto otwarcie mówić terapeucie o swoich obawach oraz oczekiwaniach odnośnie do spotkań.
Obecnie dużo terapeutów oferuje niskopłatne wsparcie.
Może Pani zarejestrować się i skorzystać ze wsparcia na NFZ : https://czp.org.pl/
W sytuacji pogorszenia zdrowia może Pani również zgłosić się na izbę przejęć szpitala psychiatrycznego lub do Ośrodka Interwencji Kryzysowej (bezpłatne wsparcie udzielają).
Natychmiastowe wsparcie znajdzie Pani pod:
800 70 2222 – Całodobowe Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym (bezpłatne).
116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania dla Dorosłych (całodobowy, anonimowy). Specjaliści są gotowi pomóc.
Życzę wszystkiego dobrego.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Weronika Wardzińska
Dzień dobry,
To co Pani opisuje, jest bardzo trudne, ale jednocześnie całkowicie zrozumiałe: złość, poczucie niezrozumienia i myśl, że terapia nie pomaga, często pojawiają się w procesie leczenia depresji. Jednocześnie to ważny sygnał, że warto o tym otwarcie porozmawiać z terapeutką, zwłaszcza jeśli obawia się Pani, że wydaje pieniądze, a nie dostaje realnego wsparcia. Może Pani spokojnie powiedzieć, że czuje złość, brak efektów i wątpliwości co do dalszej pracy; dobry terapeuta potraktuje to jako część terapii, nie jako atak. Jeśli po takiej rozmowie nadal poczuje Pani brak zrozumienia, ma Pani pełne prawo szukać specjalisty, z którym poczuje się Pani bezpieczniej i bardziej słyszana. Najważniejsze jest Pani samopoczucie i to, by otrzymywała Pani pomoc, która naprawdę Pani służy.
Pozdrawiam serdecznie
Weronika Wardzińska

Zobacz podobne
TW. Nie potrafię już żyć, ale śmierć mnie przeraża. W wyniku nie mogę nic ze sobą zrobić. Mam tak dość siebie i całego swojego marnego życia, że nawet nie potrafię sobie pomóc. Tak bardzo chciałabym po prostu zniknąć, ale tak bardzo się boje. Nie wytrzymuje już dłużej, łzy same się ze mnie leją od paru dni i nie chcą przestać, nic na uspokojenie nie działa.
Chodziłam na terapię od 3 miesięcy, ale nie widzę efektów, a jestem uwięzioną na wsi bez żadnego dojazdu, oprócz busów w roku szkolnym dostosowanych pod liceum. Jestem dorosła, a zachowuję się gorzej niż dziecko w podstawówce, mam siebie tak bardzo dość. Nawet jak staram się dopasować albo 'ogarnąć' życie jakkolwiek to nie wiem co robić, nie wiem, co się ze mną dzieje, nigdy nic nie wiem, nigdy nie umiem sobie poradzić. Nie wiem kim jestem, co robię na świecie, czego chcę, nie mam celów, nie mam marzeń.
Wczoraj chciałam skoczyć z balkonu, ale zaczęłam się śmiać jak już stałam na barierkach, bo oprócz tego, że bym się połamała lub ewentualnie została sparaliżowana, bardziej przeraża mnie fakt, że moi rodzice i wszyscy znowu by mnie krytykowali i równali z ziemią. Mój brat, którego nie uznaję za brata, znęca się nade mną psychicznie odkąd miałam 8 lat, moi rodzice prawie nigdy na to nie reagowali, jak już przestałam się kryć z tym, że nie daje rady psychicznie to mój ojciec stwierdził, że jestem po prostu leniwa i stąd bierze się cały mój stres, mimo że jego syn wyzywa mnie z taką agresją od dziecka, że jak tylko słysze jego kroki to moje całe ciało zaczyna panikować i się trząść i automatycznie próbuje być jak najciszej, żeby mnie nie usłyszał.
Groźby śmierci w tej rodzinie to normalność. Od matki najlepsze co usłysze to, że wszyscy jesteśmy popier* i żeby zostawić ją w spokoju. Ale zawsze znajdzie się, gdy trzeba kogoś skrytykować, szczególnie przy innych ludziach. Ledwo utrzymywałam tą terapię za stypendium, a teraz próbuję od miesiąca znaleźć pracę. Brak samochodu mnie skreśla z dojazdu gdziekolwiek, nawet na tą marną terapię. Przez telefon nie mogę rozmawiać, bo jeśli tylko ktoś to usłyszy to będzie mnie wyzywał jeszcze bardziej.
Czuje się jak krowa czekająca w klatce z bezradnością na śmierć. I to też robię. Nawet jeśli słyszałam od ludzi, że powinnam się ogarnąć i wziąć życie w swoje ręce, to nie widzę już żadnego rozwiązania. Tak szczerze nikt mnie nigdy nie kochał i nawet kot ode mnie uciekł. Moje ataki paniki są coraz gorsze, wszystko z głowy zaczęło wychodzić na zewnątrz, nie mam już siły dłużej się hamować. Tak bardzo przeraźliwie boję się tej śmierci, ale naprawdę nie mam innej opcji, nawet jeśli ktoś mówi, że mam to realistycznie nic nie mam. Albo śmierć albo męczenie się na wsi przez kolejne lata studiowania, a po tym brak pracy, bo mój stan nie pozwala mi już nawet na normalną naukę i ledwo daję sobie radę na prostych studiach. Przez co mam 0 umiejętności.
Czuję się zamrożona, jakby od mojej głowy wszystko się odbijało. Już nic się tam nie zmieści. Zmarnowałam sobie życie, zniszczyłam wszystko. Nie mam żadnych przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną spotkać, nigdy nikt nie chciał nigdzie ze mną wyjść poza szkołą. Nawet jak się staram to każda moja relacja się kończy przeze mnie. Boję się związków, raz komuś zaufałam i zostałam sponiewierana gorzej niż moja matka mi to kiedykolwiek zrobiła. Wyznała mi miłość jako pierwsza osoba w życiu, nie słyszałam tego od nikogo, pocałowała mnie, wykorzystała mnie dla seksu, mimo że to był mój pierwszy raz, do którego bardzo przygotowywałam się emocjonalnie, a parę miesięcy później bez powodu kazała mi się wynosić. Później dowiedziałam się, że już przed stosunkiem ta osoba chciała się mnie pozbyć i znaleźć sobie kogoś innego.
Moje życie to jest porażka i tragedia z każdej strony. Nic nie potrafię. Nic nie rozumiem. Mam 21 lat i nigdy sobie nie poradzę. Myślałam, że będzie ok i całe nastoletnie lata, które spędziłam sama w pokoju, próbując udawać, że wszystko ok i sama siebie oszukując, że jak tylko będę dorosła to wszystko się poprawi i z roku na rok wierząc, że będzie lepiej. Już wiem, że nigdy nie będzie lepiej i będzie tylko gorzej i szczerze myślę że powinnam po prostu była udławić się jak miałam te 7 lat i to, że moja matka uratowała mi życie jak już straciłam oddech to jakaś karma, którą teraz muszę spłacać przez to jak całe życie matka niszczyła mi je. Tak naprawdę nie powinnam się nigdy była urodzić, moja matka była w zagrożonej ciąży ze mną i to wszystko ma sens. Powinnam nie żyć i tak bardzo żałuję, że się urodziłam. Nie mogę sobie pomyśleć o dzieciństwie i nastoletnich latach bo wpadam w szał i dostaje ataków. Mam już dość, a nie mogę nic zrobić. Boję się zadzwonić do lekarza. Naprawdę nie mam już wyjścia. Czekam na zbawienie od losu i pomoc, mimo że wiem, że to jest bezsensowne, ale nie wiem co, naprawdę, mogę oprócz tego zrobić. Czekam na śmierć niszcząc sobie wątrobę alkoholem i energetykami na pusty żołądek, uderzając się w głowę z całej siły i stresem. Ciągle powtarzam pomocy w kółko, ale wiem, że ta pomoc nigdy nie nadejdzie. Jeśli nie ma się pieniędzy jest się mniej wartym niż najtańszy produkt w sklepie i nie ma się żadnego znaczenia. I każdy o tym wie, ale nikogo to nie obchodzi, dopóki to nie on. I nie mam nikogo, komu mogłabym cokolwiek napisać, powiedzieć, bo moja rodzina nie wierzy w choroby i problemy psychiczne tylko lenistwo, a moje internetowe znajomości nawet mnie nie znają i tak szczerze mają mnie gdzieś.

