Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z docinkami rodziny i znajomych jako samotny mężczyzna po trzydziestce?

Ludzie mi dokuczają. Znajomym i rodzinie nie podoba się mój "stan matrymonialny", jestem samotnym mężczyzną po trzydziestce. Wszyscy mnie dobijają, zawsze słyszę jakieś głupie docinki i chamstwo w moją stronę. Zdecydowałem się na samotność, bo jestem brzydki i do tego oszpecony (blizny po wypadku). Pracując, czuję się dobrze, jedynie rozmowy ze współpracownikami powodują u mnie dyskomfort. Rzadko wychodzę z domu, tylko do pracy i na zakupy. Chcę żyć po swojemu, ale ludzie mi nie pozwalają. Samemu jestem szczęśliwy, ale to szczęście ginie, gdy tylko muszę się z kimś spotkać. Czy jakakolwiek terapia ma sens w moim przypadku? Czy to coś w ogóle da? Ja chce tylko spokojnie doczekać śmierci, nie oczekuję nic więcej od życia.

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Dziękuję, że Pan napisał. To, co Pan przeżywa, jest bardzo ludzkie – potrzeba spokoju, własnej przestrzeni i życie według własnych zasad nie powinny być niczym, za co trzeba się tłumaczyć. Czasami jednak otoczenie – świadomie lub nie – utrudnia to, co dla nas naturalne i dobre.

 

W takich sytuacjach rozmowa z terapeutą może być formą wsparcia, w której nie trzeba się tłumaczyć ani niczego zmieniać. Terapia nie służy tylko „naprawianiu” – może być miejscem, gdzie można wreszcie poczuć się bezpiecznie i spokojnie. Gdzie jest się wysłuchanym bez oceny, przymusu, presji.

 

Życzę wszystkiego dobrego,

Justyna Bejmert

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Arkadiusz Czyżowski

Arkadiusz Czyżowski

Drogi Anonimie, 

czytając Twój wpis, mam poczucie, że towarzyszy Ci duże niezrozumienie Twojej sytuacji i żal, że nie odzwierciedla ona Twoich pragnień.

 

Widzę w tym wielki pozytyw, że zdecydowałeś się poszukać pomocy na forum. To świadczy o tym, że chcesz zmienić swój komfort życia na lepszy, a to już jest dużym paliwem do Twojej motywacji do zmiany. Zastanów się, co byś chciał uzyskać na terapii i jakie obszary w pierwszej kolejności chciałbyś poprawić.

 

W kwestii zachowania innych osób, możesz stawiać granice i zaznaczać co jest dla Ciebie akceptowane, a co nie. Nie gwarantuje to jednak, że każdy będzie miał na uwadze szanowanie tych granic. Jeśli pomimo Twojej prośby o szacunek do Ciebie inny człowiek nadal stosuje te żarty i docinki, to ewidentnie jest to obszar do pracy tej osoby - to świadczy o niej, nie o Tobie.

 

To co Ty możesz zrobić, to popracować nad tym jak sobie radzisz z takimi zachowaniami. Twoja odporność psychiczna będzie tutaj ogromnym talentem do rozwoju. Rozwijaj ją i buduj własny dobrostan, który jest niezależny od opinii innych. Myślę, że psychoterapia może być tutaj bardzo dobrym narzędziem wsparcia.

 

Bardzo mocno Ci kibicuję!
Arkadiusz Czyżowski

Anna Haczyk

Anna Haczyk

To, że napisałeś pokazuje, że masz odwagę nazwać to, co w tobie siedzi. To już pierwszy krok. W tym, co piszesz, czytam ogromne zmęczenie ludźmi, zawód, zranienie, rozczarowanie społeczeństwem – nie samym życiem.

Brzmi to tak, jakbyś chciał tylko być zostawiony w spokoju, żyć po swojemu – ale świat ciągle narusza twoje granice, komentuje, dokucza, ocenia. To nie samotność cię rani – tylko poczucie wykluczenia i nieakceptacji, które narzucają inni.

Odpowiadając wprost: tak, terapia ma sens – właśnie w takim przypadku jak twój. Nie po to, by cię zmieniać, ale po to, żebyś:
– mógł żyć swoim życiem bez lęku przed komentarzami,
– odzyskał spokój i odporność na chamstwo i oceny,
– miał miejsce, gdzie ktoś naprawdę cię wysłucha, bez oceniania,
– mógł wzmocnić to, co w tobie zdrowe i cenne – bo to wciąż tam jest, tylko przywalone warstwami bólu.

Terapia to droga do ulgi, spokoju, cichszego życia bez wewnętrznej walki i napięcia. Nie musisz chcieć więcej od życia – wystarczy, że chcesz mniej cierpieć.

Można ww. skwitować „po co mi to, skoro ludzie się nie zmienią?”. To prawda – oni mogą się nie zmienić. Ale Ty możesz zbudować w sobie coś, co sprawi, że ich słowa nie będą Cię ranić tak bardzo jak teraz. I że to, co masz w środku (poczucie bycia wystarczającym takim, jakim jesteś) przestanie zależeć od ich spojrzeń czy komentarzy.

Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

To wspaniale, że mimo trudnych doświadczeń nadal szuka Pan odpowiedzi, to już wyraz dużej siły i odwagi. Terapia w Pana sytuacji może przynieść wiele dobra. Przede wszystkim może pomóc Panu odzyskać spokój wewnętrzny, lepiej radzić sobie z napięciem i zmniejszyć cierpienie emocjonalne. To także przestrzeń, w której nikt Pana nie ocenia, można mówić otwarcie, być sobą, a terapeuta pomoże zrozumieć, skąd biorą się trudne uczucia i jak łagodniej przeżywać codzienność.
 

Terapia to nie zmuszanie do zmiany, lecz wspieranie w tym, by żyć bardziej po swojemu z większą lekkością i poczuciem wpływu. Może Pan w niej nauczyć się stawiać granice wobec ludzi, którzy zadają ból, i budować kontakt z innymi na własnych zasadach. Warto spróbować, bo naprawdę zasługuje Pan na życie, które daje więcej ulgi niż walki. 

Trzymam mocno kciuki!
Martyna Jarosz

Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

 

Odnosząc się do Pana pytania czy terapia ma sens - uważam, że tak, może być bardzo pomocna w tym, by lepiej chronić to, co dla Pana ważne. Może dać Panu narzędzia, by nie dopuszczać słów i postaw innych ludzi tak głęboko do siebie, czy pomóc zrozumieć, skąd bierze się chęć "przetrwania życia" - być może pod tym kryje się coś  bardzo ważnego. 

 

Pozdrawiam serdecznie 

Karolina Bobrowska 

psycholog 

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z manipulacją w rodzinie?
Moja mama robi że mnie wariatkę poważnie chorą zależy jej tyle na mojej rencie jestem zmęczona tym wszystkim
Mąż oddalający się przez nową pasję - jak sobie z tym poradzić?
Mój mąż cztery miesiące temu znalazł sobie nową pasję, zapisał się na szkolenie w formule online, w trakcie którego nawiązał kontakt z innymi uczestnikami kursu. Od tego czasu mąż stał się nieobecny myślami, każda wolną chwilę poświęca na to, czuję że się ode mnie oddalił. Zauważyłam że przez cały czas nosi przy sobie telefon, mam też pewność, że jest w stałym kontakcie z jedną z uczestniczek tego kursu. Póki co "tylko" dzieli z nią swoją nową pasję ale przeraża mnie myśl że to moze przerodzić się w coś powaznego.Nie czuję od niego żadnego zainteresowania swoją osobą, nie wykazuje zaangażowania w naszej relacji, unika zbliżeń intymnych, zdarzyło się też, że kiedy wyszłam z inicjatywą współżycia odmawiał chociaż wcześniej w ogóle się to nie zdarzało. Czuję że coś w nim zmieniło się bezpowrotnie, zadręczam się myślami, że mnie zdradzi i zostawi. Nie wiem juz jak z nim rozmawiać. Próbowałam wielokrotnie, mówiłam o swoich uczuciach i obawach ale ciągle tylko słyszę, że nic się nie dzieje, że wymyślam problemy, że się czepiam i go nie wspieram. Jesteśmy 12 lat po ślubie, mamy dwoje dzieci.
Utknęłam w związku bez zaangażowania i podziału obowiązków – jak sobie z tym poradzić?
Mam 28 lat, mój partner również, jestem z nim od 5 lat, mieszkamy w moim mieszkaniu od 2 lat. Dzielimy się wydatkami po połowie, on zarabia różnie, ale raczej minimum 5 tyś. więcej niż ja. Nie jesteśmy zaręczeni, nie mamy dzieci. Nasze wspólne życie zaczyna być dla mnie co raz bardziej uciążliwe - nie idziemy do przodu, żyjemy z dnia na dzień. Dom w 80% ogarniam ja, swój samochód również ja. Partner żyje w swoim świecie - praca, odpoczynek po pracy przed TV, czasem siłownia, motor, również jeszcze studiuje, ja też. Co mi doskwiera, to ten brak myślenia o założeniu rodziny, gdzie zawsze o tym marzyła, ale również to, że on po prostu tak naprawdę w domu robi niewiele. Nie sprząta, czasem wyrzuca śmieci, odkurzy i coś ugotuje. Mówię i rozmawiam z nim o tym od wielu tygodni, ale nic się nie zmienia, więc ja po prostu na niego wybucham, bo czuję się zmęczona i przytłoczona. Prosiłam go wielokrotnie, żeby się rozstać, żeby się wyprowadził, i dalej nic. Na dwa dni jest dobrze, poproszę go, żeby coś zrobił w domu, on nie robi tego, i ja znowu wybucham. Nie umiem już tak żyć, zaczęłam czuć do siebie i do niego nienawiść. Bardzo bym chciała albo żeby to wszystko się zmieniło, albo żeby on naprawdę dał mi spokój, ponieważ czuję, że to już dla mnie za dużo. On mnie nie rozumie, mówię do niego, ale po prostu się czuję, jakbym mówiła do ściany. Jak z tego wyjść, jak sobie z tym poradzić?
Dzień Dobry, W Lutym tego roku odkryłem na własną rękę zdradę mojej żony
Dzień Dobry, W Lutym tego roku odkryłem na własną rękę zdradę mojej żony. Pomijając szok, jaki przeżyłem, zdecydowałem się zawalczyć o moje małżeństwo. Szukałem problemu w sobie, w moim zachowaniu, być może miłość, którą okazywałem, była niewystarczająca. Wracałem do przeszłości, aby zrozumieć, jaka sytuacja, moment w naszym życiu mógł mieć wpływ na to, że zdecydowała się mnie zranić. Zawsze starałem się dbać o nasze relacje, jak to w związkach bywa, długo się siebie uczyliśmy. Doszliśmy do momentu, w którym rozumieliśmy się bez slow. Potrafiliśmy (przed tym wydarzeniem) ze sobą szczerze rozmawiać, wspierać, akceptować nasze wady i je kontrolować. Wydawało mi się, że w ostatnich 8 miesiącach przeżywaliśmy najlepszy okres naszego związku, który już trwa 12 lat. Kochaliśmy się co 3 dni przez okres kilku miesięcy. Mieliśmy wszystko, marzenia (dom), które stopniowo realizowaliśmy. Dobrą prace. Zaczęliśmy dojrzewać do tego, aby zdecydować się na potomstwo. Żonę znam od podszewki, wiem ze ona mnie również. Jeszcze 8 miesięcy temu byłem naprawdę szczęśliwy. Kiedy już sądziłem, że żona zakończyła to, co się wydarzyło w lutym, 4 miesiące później ponownie odkryłem, że ma kontakt z osobą, która przyczyniła się do rozpadu mojego związku. To nie był zwykły kontakt. Sposób, w jaki pisali ze sobą nie wskazywał na to. W tym momencie świat mi się zawali. Wyprowadziłem się z domu, mimo że mieszkanie, w którym jest teraz moja żona, należy do mnie. Mimo tego, że żona okropnie mnie upokorzyła, zraniła, to wiem, że nie ma się gdzie podziać i zdecydowałem się ją z niego usunąć. Jej rodzice, gdy się o tym dowiedzieli, ku mojemu zaskoczeniu poparli mnie w 100%, a ja wówczas poprosiłem ich, aby mimo tego udzielili żonie wsparcia, bo wiem, że przeżywa to na swój sposób i ich bardzo potrzebuje. Żona powtarza się i mówi, że mnie nadal kocha i ze nie jest w stanie wyobrazić sobie, że mielibyśmy to zakończyć. Przez ostatnie 2 tygodnie mam wrażeniem, że stałem się zupełnie innym człowiekiem. Bardziej odpowiedzialnym, świadomym, dojrzałym. Mimo że przeżywam piekło wewnątrz, to robię wszystko, aby moja żona nie załamała się, ponieważ wiem, że pogubiła się i jest bardzo delikatną, uczuciową osobą. Ona nie jest w stanie mi wytłumaczyć, dlaczego to zrobiła. Chciałbym się dowiedzieć czy moja postawa jest słuszna? Czy powinienem robić to co podpowiada mi serce i być tym, kim jestem, czy słuchać rozumu i dać jasny sygnał, że to, co było dotychczas, zostało zrujnowane i jest nie do uratowania. Ciężar podjęcia jakiejkolwiek decyzji spad na mnie. Wrócić i dać kolejna szanse, tym samym narażając się na kolejny ból w przyszłości. Czy szukać nowej drogi? Jak człowiek powinien się zachować w mojej sytuacji? Odnoszę wrażenie, że jestem ofiarą, a mimo to czuję się, jakbym ja popełnił i nadal popełniał błędy. Czuje się w obowiązku, aby to wszystko naprawić, czuję, że zdradzam siebie i że nie mam do siebie szacunku. Jestem zły na siebie za swoją postawę. Z góry dziękuje za opinie na temat tej życiowej sytuacji.
Witam. Rozstałam się z dziewczyną, ciągle o niej myślę, chciałabym przestać.
Witam. Rozstałam się z dziewczyną, ciągle o niej myślę, chciałabym przestać. Pije 3 tydzień alkohol, czasem też nie mam ochoty żyć.
żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.