- Strona główna
- Forum
- kryzysy, traumy, związki i relacje
- Rozstanie i rozwód...
Rozstanie i rozwód z powodu ADHD i lękowego stylu przywiązania - jak sobie radzić?
Maciej77
Zuzanna Szczepańska
To, co opisujesz, jest obrazem bardzo bolesnego starcia dwóch temperamentów: Twojego – impulsywnego, szybkiego, lękowo przywiązującego się i szukającego natychmiastowego kontaktu – oraz jej, które przez długi czas próbowało wytrzymać napięcie, aż w końcu weszło w obronę poprzez wycofanie i zamrożenie. To nie jest historia o tym, że byłeś „zły” i ona „dobra”, tylko o przeciążeniu, którego oboje nie umieliście regulować. ADHD i lękowy styl przywiązania potrafią sprawić, że cisza staje się nie do zniesienia, bo mózg traktuje ją jak zagrożenie, a wtedy pojawia się nacisk, przerywanie, szukanie pewności. Problem polega na tym, że dla osoby bardziej unikającej lub wycofującej się ten nacisk jest dokładnie tym, co odbiera oddech. I tak powstaje spirala: Ty przyspieszasz, ona znika, Ty panikujesz, ona zanika jeszcze bardziej. Ona potencjalnie nie odeszła dlatego, że nie było tam miłości, tylko dlatego, że jej system psychiczny przestał to znosić. To, że po wyprowadzce była ciepła, oznacza raczej, że musiała trzymać dystans, bo inaczej wróciłaby do tej samej dynamiki. Odcięcie po terapii nie musi być pozą – częściej jest aktem ratunkowym. Słowa, które wypowiedziała o tym, że „żadna kobieta Cię nie zechce”, są okrutne, ale często wynikają z bólu i z potrzeby postawienia muru, który ma ją ochronić przed cofnięciem się. To nie jest obiektywna prawda o Tobie, tylko emocjonalny komunikat człowieka, który cierpiał. Najważniejsze jest zrozumienie, że tej relacji nie da się uratować intensywnością ani udowadnianiem. Jeśli ma istnieć szansa to tylko poprzez spokojną, długoterminową zmianę, która dzieje się niezależnie od tego, czy ona wróci. Przez te trzy miesiące Twoim celem nie jest „pokazać jej zmianę”, tylko naprawdę ją wprowadzić: terapia, leczenie ADHD jeśli nie jest uregulowane, nauka regulacji emocji, praca nad stylem przywiązania, odstawienie alkoholu, stabilizacja. Cisza, którą teraz przeżywasz jako torturę, może być właśnie przestrzenią, w której pierwszy raz uczysz się nie reagować impulsem, tylko wytrzymać napięcie bez nacisku. Czy ona tęskni? Możliwe. Ale tęsknota nie zawsze oznacza gotowość do powrotu.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Gizela Maria Rutkowska
Panie Macieju,
z uwagą przeczytałam Pana post. Opisał Pan to, co było i co Pan przeżywa tak obrazowo, że poczułam się, jakbym oglądała film...
Był Pan niezwykle uważnym i świadomym obserwatorem waszej relacji, swojego i jej uczestnictwa w tym związku. Widział Pan, jak ona reaguje na Pana słowa i zachowania. Nie było Panu łatwo sprostać jej wymaganiom, ale Pan mocno się starał. Właśnie, "mocno". Słowo jak klucz. Bo czy ona tego chciała, jakiego właściwie ona Pana chciała mieć koło siebie, ze sobą? Tego szybkiego, czy tego milczącego?
W którymś momencie przestało to funkcjonować, jest kryzys. Ale nie doczytałam się, skąd on się wziął? Czy rzeczywiście Pan zaczął ją aż tak przytłaczać? Z czym żona przestała sobie radzić, że tak nagle odeszła?
Oczywiście, że poszła na terapię. Musiała i Pan to wie. Ale dlaczego nie chce o Was walczyć?
Mam tak wiele niedopowiedzeń, że nie chcę tutaj budować własnej wizji tego, co się dzieje. Wiem jednak, że na pewno potrzebuje Pan pomocy dobrego, naprawdę dobrego terapeuty.
Proszę go poszukać, warto zawalczyć.
Pozdrawiam
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Bożena Nagórska
To, co Pan teraz czuje, to bolesne zderzenie Pana potrzeby natychmiastowego działania z jej absolutną potrzebą spokoju. Pana lękowy styl przywiązania podpowiada Panu, że walka i intensywność to dowody miłości, ale dla osoby, która odeszła z wycieńczenia, jedynym dowodem miłości, jaki jest w stanie teraz przyjąć, jest Pana cisza i uszanowanie jej granic. Pytanie o to, czy jej postawa to "zbroja", czy realny brak tęsknoty, jest w tej chwili drugorzędne, ponieważ w obu przypadkach odpowiedź dla Pana jest taka sama: każda próba przebicia się przez tę blokadę tylko ją utwardzi. Żona wysyłała Panu filmy i płakała, bo jej system nerwowy nie był już w stanie znieść konfrontacji, a jej obecne odcięcie się po terapii to prawdopodobnie próba odzyskania sprawstwa nad własnym życiem.
Przez najbliższe trzy miesiące do rozwodu Pana jedynym zadaniem nie jest "pokazywanie jej zmiany", bo zmiana komunikowana słowami w tak krótkim czasie jest dla osoby skrzywdzonej niewiarygodna. Pana zadaniem jest realna praca nad samoregulacją w ramach własnej terapii i nauka wytrzymywania niepewności bez szukania ulgi w kontakcie z nią. Paradoksalnie, akceptacja nadchodzącego rozwodu i zaprzestanie "walki" może być tym, co zdejmie z Waszej relacji niszczące napięcie i pozwoli Wam w przyszłości – być może już jako zupełnie innym ludziom – spojrzeć na siebie bez lęku. Proszę skupić się na tym, by za trzy miesiące na sali sądowej żona zobaczyła człowieka opanowanego i stabilnego, a nie kogoś, kto nadal desperacko próbuje kontrolować jej emocje. To będzie najsilniejszy komunikat o Pana zmianie, jaki może Pan jej wysłać.
Karolina Sobczyk
Dzień dobry.
Na tym etapie może pomóc spróbowanie spojrzenia na to, co się dzieje, nie jak na walkę o relację, ale jak na bardzo trudny czas oswajania straty. Naturalne jest, że chce Pan coś jeszcze zrobić, coś naprawić, pokazać zmianę albo znaleźć odpowiedź, która da ulgę. Niestety te próby często zamiast pomagać, tylko dokładają napięcia i sprawiają, że ból trwa dłużej. Na teraz więcej znaczenia może mieć skupienie się na sobie, kontynuowanie terapii, uczenie się radzenia sobie z emocjami i przyglądanie się ADHD oraz temu, jak wpływa ono na relacje, ale z myślą o własnym życiu, a nie o odzyskaniu kogoś. Bardzo trudną, a jednocześnie potrzebną częścią tego czasu jest też przyjęcie ciszy i dystansu, nawet jeśli są one wyjątkowo bolesne.
Pytanie, czy ona tęskni, jest zrozumiałe. W sytuacji straty niemal każdy je sobie zadaje. Jednocześnie ciągłe zastanawianie się, co ona czuje i co ma na myśli, często tylko pogłębia cierpienie. Czasem mniej boli nie wiedzieć, niż poddawanie analizie każdego szczegółu. Czy jest jeszcze szansa? Bywa, że dopiero wtedy, gdy puszcza się kontrolę i presję, sprawy same układają się w jakimś kierunku. A bywa też tak, że to odpuszczenie prowadzi do pogodzenia się z końcem i powolnym odzyskiwaniem spokoju.
Rozwód nie zawsze oznacza porażkę. Czasem jest po prostu zakończeniem etapu, który był zbyt trudny i nie dawał poczucia bezpieczeństwa żadnej ze stron. Najważniejsze teraz jest to, żeby Pan zadbał o siebie i nie zgubił się w bólu, który Pan przeżywa.
Pozdrawiam serdecznie
Karolina Polańska-Czaja
Dzień dobry Maciej, rozumiem, jak bardzo ta sytuacja jest dla Ciebie bolesna i jak się starasz.
To, co opisujesz- trudności wynikające z ADHD, lękowego stylu przywiązania i ogromnego poczucia straty- jest trudne i obciążające. Twój ból jest zrozumiały w kontekście tego, co przeżywasz.
Zrobiłeś duże kroki w stronę zmiany- terapia, bieganie, odstawienie alkoholu.
Jeśli chcesz zostawić jedną wiadomość (opcjonalnie), zrób to raz, bez oczekiwań.
Krótko przyznaj ból, przeproś za konkretne zachowania, napisz, nad czym pracujesz i zapytaj, czy zgadza się na dalszy kontakt, albo zapytaj o formę kontaktu dla spraw praktycznych np. dotyczących psa. (zrób to, jeśli jest to zgodne z Tobą).
Pozdrawiam serdecznie,
Karolina
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Panie Macieju, wyraźnie czuć ogromny ból, dezorientację i tęsknotę za żoną. To, co Pan opisuje brzmi jakbyście nie dobrali się z żoną pod względem potrzeb i charakterów. Powodowało to duże obciążenie dla obu stron. Przy lękowym stylu przywiązania i ADHD cisza uruchamia alarm i potrzebę natychmiastowego kontaktu, z kolei u drugiej strony ta sama presja wywołuje zamykanie się i wycofanie. Z takiej pętli bardzo trudno wyjść, nawet jeśli są uczucia.
Odejście żony oraz późniejsze odcięcie kontaktu, najprawdopodobniej nie są pozą, lecz próbą ochrony siebie i ustabilizowania sytuacji. To, co powiedziała było raniące, ale raczej mówi o jej granicach i zmęczeniu niż o Pana wartości jako partnera czy człowieka. Warto, aby zmiana, której się Pan teraz podejmuje była dla Pana, a nie po to, by przekonać lub odzyskać żonę. Może warto, aby te trzy miesiące nie były czasem walki ani udowadniania czegokolwiek, lecz uczenia się regulowania emocji bez relacji jako jedynego oparcia oraz stopniowego oswajania ciszy, która teraz tak boli.
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy Pana żona tęskni, jednak wiem, że można jednocześnie tęsknić i nie być w stanie wrócić. Rozwód nie musi oznaczać porażki ani zaprzeczenia miłości. Czasem jest jedynym sposobem, by zatrzymać niszczącą dynamikę i dać obu stronom szansę na zdrowsze życie. Życzę dużo siły i wytrwałości.
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog
Piotr Ziomber
Panie Macieju
Jest mi przykro, ze coś takiego Pana spotkało. Rozumiem Pana ból i zamęt , kiedy nagłe rozstanie, zwłaszcza w takiej sytuacji, to ogromny wstrząs, a ADHD i lękowy styl przywiązania potęgują uczucie bezradności. Zalecam, aby mimo wszystko się teraz na sobie, bo to jedyne, co może Pan realnie zmienić.
Proszę kontynuować terapię, gdyż jest to klucz do pracy nad impulsywnością, przerywaniem i nadmierną analizą zachowań innych. Proszę wprowadzić techniki jak metoda Pomodoro do codziennych zadań, głębokie oddychanie na frustrację oraz journaling, by przetwarzać emocje bez wyładowywania ich na innych. Bieganie i odstawienie alkoholu to świetny start, ale do tego proszę dodać medytację mindfulness, by lepiej znosić ciszę i niepewność. Proszę ją regularnie praktykować.
Pana lęk przed ciszą i potrzeba natychmiastowej jasności napędzały spirale milczenia , a teraz trzeba uczyć się tolerować niepewność poprzez terapię poznawczo-behawioralną, skupiając się na wyrażeniach "ja" zamiast oskarżeń. Proszę unikać na siłę kontaktów z żoną, bo Pana wyznania nadziei mogą teraz być odczytywane jako presja, a ona potrzebuje przestrzeni.
Na podstawie Pana opisu (ciepłe wiadomości po wyprowadzce, terapia, potem odcięcie) prawdopodobnie przeżywa żałobę relacji i buduje granice, co nie oznacza braku tęsknoty, ale jej słowa sugerują, że widzi powrót jako zagrożenie dla siebie. "Zbroja" po terapii to częsty mechanizm ochronny, niekoniecznie koniec uczuć.
Szansa na powrót jest możliwa, ale tylko jeśli pokaże Pan trwałą zmianę bez nacisku. Proszę walczyć "w ciszy", nie kontaktując się, gdyż to może ją odstraszyć. Relacje z ADHD często mijają się przez kumulujące frustracje, ale terapia obu stron daje szansę na nowy start.
Proszę budować codzienną rutynę jak sport, hobby bez alkoholu, cele małe i osiągalne, dbać o psa gdyż to stabilizuje Pana emocje i daje powód do dumy.
Nie należy przejawiać buntu przeciw rozwodowi ale potraktować go jako przerwę na wzrost. Należy pamiętać, że ślub nie gwarantuje szczęścia, ale praca nad sobą może je przynieść niezależnie od wyniku.
Jest Pan na dobrej drodze . życzę zdrowia.
Zobacz podobne
Moje życie wydaje mi się bardzo jałowe. Mam pracę, mam męża, mam dwa psy. Mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu. Nasz status życia jest przeciętny. Nie jesteśmy bogaci, ale nie musimy liczyć każdego grosza. Jest po prostu ok. Wydaje się, że wszystko jest co trzeba.
A mimo tego życie wydaje mi się nijakie. Szare. Każdy dzień jałowy. Nie jest to tylko kwestia jesieni. Podobne myśli miałam również latem. Zastanawiam się co innym ludziom daje radość i chęci życia? Co ich motywuje?
Witam serdecznie. Mam 38 lat mój partner 57. Od jakiegoś czasu zauważyłam u siebie w emocjach, że kiedy partner mnie przytuli od czasu do czasu, tak od razu doprowadza mnie to do łez. Nie wiem, czym jest to spowodowane. Fakt przytulań jest między nami coraz mniej, z początku było ich znacznie więcej. Czasem w ogóle jest oziębły. Mieliśmy nie tak dawno temu sytuację, że przyłapałam go na tym, że miał założone konto randkowe na jednym z portali randkowych, co zachwiało mocno zaufaniem do niego, później doszło do tego faworyzowanie jego znajomej w naszej obecności i porównywanie mnie do niej, kłamstwa, na których co jakiś czas muszę go przyłapać, kupowanie prezerwatyw za moimi plecami, których w ogóle nie używamy. Sprawy intymne w ogóle nie istnieją. Jeśli do czegoś dochodzi to albo jest to raz na półtora miesiąca, albo w ogóle, a nawet jeśli to jest, to bardzo mechaniczne. Wieczory spędzamy, leżąc obok siebie, ale bez przytulanek. Dawniej potrafił podejść, przytulic sam od siebie teraz, jeśli ja sama osobiście się do niego nie przytulę, on nic, jakby był lodem skuty. Tak jak napisałam wcześniej, jeśli zdarzy mu się przytulić mnie, tak sam z siebie tak ja od razu reaguje płaczem, którego nie widzi, gdyż płacze w ukryciu. Chciałam się spytać, z czego to może wynikać. Czy to może być reakcja na brak bliskości z jego strony i akceptacji mojej osoby? . Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam serdecznie

