Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Rozstanie i rozwód z powodu ADHD i lękowego stylu przywiązania - jak sobie radzić?

Moja żona odeszła. Mam adhd i lekowy styl przywiązania. Zamęczyłem ją swoja szybkością, przerywaniem, frustracją, czytaniem i interpretacją jej zachowań i szeregiem innych pomniejszych, meczących sytuacji. Mówiła, że nie umie ze mną rozmawiać. I kiedy ja reagowałem na ciszę ( bo MUSZĘ wiedzieć) większa frustracją ona zapadała się w większe milczenie. Kiedy życia nie przytłaczał ten głaz adhd/presji/emocji itp. było dobrze. Żona tęskniła za mną, byliśmy blisko. Przez 4 lata związku było wiele pięknych chwil, ale równie dużo przytłaczającej ciszy i mijania się. Aż wreszcie odeszła- wyprowadziła się podczas mojej nieobecności. Wiem, że okropnie dużo ją to kosztowało. Kiedy rozmawialiśmy na wideo, a ja nic jeszcze nie wiedziałem, prawie płakała. Widziałem, że coś jest nie tak. Wysłała mi wtedy sporo filmów pokazujących w jakim jest stanie. Tylko tak potrafiła mi to powiedzieć. Reagowałem, obiecywałem ale to na nic się zdało. Kiedy wróciłem, jej już nie było. Napisała, że nie wytrzymała, nie udźwignęła. Mimo że jeszcze 2 miesiące temu byliśmy blisko- miałem takie wrażenie, ale ona magazynowała w sobie te wszystkie traumy i cały ból naszej relacji. Przez 3 tygodnie po wyprowadzce było nawet ciepło. Pisaliśmy do siebie, ona codziennie pytała o naszego psa, pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a po moim dłuższym milczeniu zapytała nawet, czy tak dobrze znoszę rozstanie i czy dobrze mi bez niej. Wtedy ja niestety ( teraz to wiem) zmiękłem i napisałem, że się trzymam, ale kocham i tęsknię. Ona na to, że już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. To bardzo zabolało, bo ja wolałbym, żeby krzyczała do mnie, biła po twarzy, najlepiej w deszczu ( taka moja głowa)...Ale po tym wyznaniu ona była na swojej terapii i kolejnego dnia odcięła się. Życzyła mi wszystkiego najlepszego i żebym pracował nad sobą bo takiego mnie, jakiego ona znała żadna kobieta nie zechce. To cholernie boli- moja najważniejsza osoba na świecie sugeruje, że mógłbym być z kimś innym. Wytłumaczyłem sobie, że to efekt terapii, że ona tak się musiała zachować, żeby się nie rozsypać, i mi nie dawać nadziei. Od paru dni nie pytała nawet o psa. Nie wiem co ze sobą zrobić. Zacząłem terapię, poszedłem biegać, odstawiłem alkohol. Termin rozwodu za 3 miesiące. Chciałbym jej pokazać zmianę, ale skoro nie ma kontaktu? Będę walczył, ale teraz chyba w ciszy. Rozpadłem się na kawałki. Czy ona tęskni, czy to rzeczywiście poza i zbroja? Czy jest jeszcze szansa? Co robić przez te 3 miesiące do rozwodu? A może nie buntować się? Skoro ślub nie dał nam szczęścia to rozwód może nam go paradoksalnie dać?
User Forum

Maciej77

5 dni temu
Zuzanna Szczepańska

Zuzanna Szczepańska

To, co opisujesz, jest obrazem bardzo bolesnego starcia dwóch temperamentów: Twojego – impulsywnego, szybkiego, lękowo przywiązującego się i szukającego natychmiastowego kontaktu – oraz jej, które przez długi czas próbowało wytrzymać napięcie, aż w końcu weszło w obronę poprzez wycofanie i zamrożenie. To nie jest historia o tym, że byłeś „zły” i ona „dobra”, tylko o przeciążeniu, którego oboje nie umieliście regulować. ADHD i lękowy styl przywiązania potrafią sprawić, że cisza staje się nie do zniesienia, bo mózg traktuje ją jak zagrożenie, a wtedy pojawia się nacisk, przerywanie, szukanie pewności. Problem polega na tym, że dla osoby bardziej unikającej lub wycofującej się ten nacisk jest dokładnie tym, co odbiera oddech. I tak powstaje spirala: Ty przyspieszasz, ona znika, Ty panikujesz, ona zanika jeszcze bardziej. Ona potencjalnie nie odeszła dlatego, że nie było tam miłości, tylko dlatego, że jej system psychiczny przestał to znosić. To, że po wyprowadzce była ciepła, oznacza raczej, że musiała trzymać dystans, bo inaczej wróciłaby do tej samej dynamiki. Odcięcie po terapii nie musi być pozą – częściej jest aktem ratunkowym. Słowa, które wypowiedziała o tym, że „żadna kobieta Cię nie zechce”, są okrutne, ale często wynikają z bólu i z potrzeby postawienia muru, który ma ją ochronić przed cofnięciem się. To nie jest obiektywna prawda o Tobie, tylko emocjonalny komunikat człowieka, który cierpiał. Najważniejsze jest zrozumienie, że tej relacji nie da się uratować intensywnością ani udowadnianiem. Jeśli ma istnieć szansa to tylko poprzez spokojną, długoterminową zmianę, która dzieje się niezależnie od tego, czy ona wróci. Przez te trzy miesiące Twoim celem nie jest „pokazać jej zmianę”, tylko naprawdę ją wprowadzić: terapia, leczenie ADHD jeśli nie jest uregulowane, nauka regulacji emocji, praca nad stylem przywiązania, odstawienie alkoholu, stabilizacja. Cisza, którą teraz przeżywasz jako torturę, może być właśnie przestrzenią, w której pierwszy raz uczysz się nie reagować impulsem, tylko wytrzymać napięcie bez nacisku. Czy ona tęskni? Możliwe. Ale tęsknota nie zawsze oznacza gotowość do powrotu.

5 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Panie Macieju,

z uwagą przeczytałam Pana post. Opisał Pan to, co było i co Pan przeżywa tak obrazowo, że poczułam się, jakbym oglądała film...

Był Pan niezwykle uważnym i świadomym obserwatorem waszej relacji, swojego i jej uczestnictwa w tym związku. Widział Pan, jak ona reaguje na Pana słowa i zachowania. Nie było Panu łatwo sprostać jej wymaganiom, ale Pan mocno się starał. Właśnie, "mocno". Słowo jak klucz. Bo czy ona tego chciała, jakiego właściwie ona Pana chciała mieć koło siebie, ze sobą? Tego szybkiego, czy tego milczącego? 

W którymś momencie przestało to funkcjonować, jest kryzys. Ale nie doczytałam się, skąd on się wziął? Czy rzeczywiście Pan zaczął ją aż tak przytłaczać? Z czym żona przestała sobie radzić, że tak nagle odeszła?

Oczywiście, że poszła na terapię. Musiała i Pan to wie. Ale dlaczego nie chce o Was walczyć? 

Mam tak wiele niedopowiedzeń, że nie chcę tutaj budować własnej wizji tego, co się dzieje. Wiem jednak, że na pewno potrzebuje Pan pomocy dobrego, naprawdę dobrego terapeuty.

Proszę go poszukać, warto zawalczyć.

Pozdrawiam

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta

5 dni temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

To, co Pan teraz czuje, to bolesne zderzenie Pana potrzeby natychmiastowego działania z jej absolutną potrzebą spokoju. Pana lękowy styl przywiązania podpowiada Panu, że walka i intensywność to dowody miłości, ale dla osoby, która odeszła z wycieńczenia, jedynym dowodem miłości, jaki jest w stanie teraz przyjąć, jest Pana cisza i uszanowanie jej granic. Pytanie o to, czy jej postawa to "zbroja", czy realny brak tęsknoty, jest w tej chwili drugorzędne, ponieważ w obu przypadkach odpowiedź dla Pana jest taka sama: każda próba przebicia się przez tę blokadę tylko ją utwardzi. Żona wysyłała Panu filmy i płakała, bo jej system nerwowy nie był już w stanie znieść konfrontacji, a jej obecne odcięcie się po terapii to prawdopodobnie próba odzyskania sprawstwa nad własnym życiem.

Przez najbliższe trzy miesiące do rozwodu Pana jedynym zadaniem nie jest "pokazywanie jej zmiany", bo zmiana komunikowana słowami w tak krótkim czasie jest dla osoby skrzywdzonej niewiarygodna. Pana zadaniem jest realna praca nad samoregulacją w ramach własnej terapii i nauka wytrzymywania niepewności bez szukania ulgi w kontakcie z nią. Paradoksalnie, akceptacja nadchodzącego rozwodu i zaprzestanie "walki" może być tym, co zdejmie z Waszej relacji niszczące napięcie i pozwoli Wam w przyszłości – być może już jako zupełnie innym ludziom – spojrzeć na siebie bez lęku. Proszę skupić się na tym, by za trzy miesiące na sali sądowej żona zobaczyła człowieka opanowanego i stabilnego, a nie kogoś, kto nadal desperacko próbuje kontrolować jej emocje. To będzie najsilniejszy komunikat o Pana zmianie, jaki może Pan jej wysłać.

mniej niż godzinę temu
Karolina Sobczyk

Karolina Sobczyk

Dzień dobry. 
Na tym etapie może pomóc spróbowanie spojrzenia na to, co się dzieje, nie jak na walkę o relację, ale jak na bardzo trudny czas oswajania straty. Naturalne jest, że chce Pan coś jeszcze zrobić, coś naprawić, pokazać zmianę albo znaleźć odpowiedź, która da ulgę. Niestety te próby często zamiast pomagać, tylko dokładają napięcia i sprawiają, że ból trwa dłużej. Na teraz więcej znaczenia może mieć skupienie się na sobie, kontynuowanie terapii, uczenie się radzenia sobie z emocjami i przyglądanie się ADHD oraz temu, jak wpływa ono na relacje, ale z myślą o własnym życiu, a nie o odzyskaniu kogoś. Bardzo trudną, a jednocześnie potrzebną częścią tego czasu jest też przyjęcie ciszy i dystansu, nawet jeśli są one wyjątkowo bolesne.

Pytanie, czy ona tęskni, jest zrozumiałe. W sytuacji straty niemal każdy je sobie zadaje. Jednocześnie ciągłe zastanawianie się, co ona czuje i co ma na myśli, często tylko pogłębia cierpienie. Czasem mniej boli nie wiedzieć, niż poddawanie analizie każdego szczegółu. Czy jest jeszcze szansa? Bywa, że dopiero wtedy, gdy puszcza się kontrolę i presję, sprawy same układają się w jakimś kierunku. A bywa też tak, że to odpuszczenie prowadzi do pogodzenia się z końcem i powolnym odzyskiwaniem spokoju.

Rozwód nie zawsze oznacza porażkę. Czasem jest po prostu zakończeniem etapu, który był zbyt trudny i nie dawał poczucia bezpieczeństwa żadnej ze stron. Najważniejsze teraz jest to, żeby Pan zadbał o siebie i nie zgubił się w bólu, który Pan przeżywa.

Pozdrawiam serdecznie

4 dni temu
Karolina Polańska-Czaja

Karolina Polańska-Czaja

Dzień dobry Maciej, rozumiem, jak bardzo ta sytuacja jest dla Ciebie bolesna i jak się starasz.

 

To, co opisujesz- trudności wynikające z ADHD, lękowego stylu przywiązania i ogromnego poczucia straty- jest trudne i obciążające. Twój ból jest zrozumiały w kontekście tego, co przeżywasz.

 

Zrobiłeś duże kroki w stronę zmiany- terapia, bieganie, odstawienie alkoholu.

 

Jeśli chcesz zostawić jedną wiadomość (opcjonalnie), zrób to raz, bez oczekiwań.

Krótko przyznaj ból, przeproś za konkretne zachowania, napisz, nad czym pracujesz i zapytaj, czy zgadza się na dalszy kontakt, albo zapytaj o formę kontaktu dla spraw praktycznych np. dotyczących psa. (zrób to, jeśli jest to zgodne z Tobą).

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Karolina

4 dni temu
Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Panie Macieju, wyraźnie czuć ogromny ból, dezorientację i tęsknotę za żoną. To, co Pan opisuje brzmi jakbyście nie dobrali się z żoną pod względem potrzeb i charakterów. Powodowało to duże obciążenie dla obu stron. Przy lękowym stylu przywiązania i ADHD cisza uruchamia alarm i potrzebę natychmiastowego kontaktu, z kolei u drugiej strony ta sama presja wywołuje zamykanie się i wycofanie. Z takiej pętli bardzo trudno wyjść, nawet jeśli są uczucia.
Odejście żony oraz późniejsze odcięcie kontaktu, najprawdopodobniej nie są pozą, lecz próbą ochrony siebie i ustabilizowania sytuacji. To, co powiedziała było raniące, ale raczej mówi o jej granicach i zmęczeniu niż o Pana wartości jako partnera czy człowieka. Warto, aby zmiana, której się Pan teraz podejmuje była dla Pana, a nie po to, by przekonać lub odzyskać żonę. Może warto, aby te trzy miesiące nie były czasem walki ani udowadniania czegokolwiek, lecz uczenia się regulowania emocji bez relacji jako jedynego oparcia oraz stopniowego oswajania ciszy, która teraz tak boli.
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy Pana żona tęskni, jednak wiem, że można jednocześnie tęsknić i nie być w stanie wrócić. Rozwód nie musi oznaczać porażki ani zaprzeczenia miłości. Czasem jest jedynym sposobem, by zatrzymać niszczącą dynamikę i dać obu stronom szansę na zdrowsze życie. Życzę dużo siły i wytrwałości.

Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog

4 dni temu

Zobacz podobne

Paraliżujący lęk przed podejmowaniem decyzji - jak sobie poradzić?

Cześć,

Nie wiem, od czego zacząć, bo mam taki chaos w głowie. 

Każda decyzja, nawet mała pierdoła, staje się dla mnie jak Mount Everest. Wybór nowej pracy, weekendowe plany, a nawet to, co zjem na obiad — wszystko to paraliżuje mnie do granic absurdu. Ciągle biję się z myślami: a co, jeśli to zły wybór?, a co, jeśli potem będę żałować? Zamiast czuć się spokojnie, czuję, jakbym była uwięziona w pętli niekończących się analiz i lęków.

Mam wrażenie, że to już nie jest normalne. 

Zastanawiam się, czy to jakiś rodzaj fobii, bo to zaczyna naprawdę wpływać na moje życie — i to w bardzo negatywny sposób. 

W pracy czuję, że stoję w miejscu, w domu jestem ciągle zmęczona tym myśleniem i analizowaniem, co oczywiście wpływa na moich bliskich.

Jak sobie z tym poradzić? Nie wiem, czy terapia to jedyne wyjście, ale chciałabym odzyskać jakoś kontrolę. 

Czy naprawdę można przestać tak się bać podejmowania decyzji, czy to wymaga długiego procesu? Błagam, podzielcie się czymś, co może pomóc. 

 

Kasia

Partnerka wyniosła się, bo zacząłem pić alkohol. Sama ma problem z uzależnieniem od marihuany.
Mamy z partnerką ponad 50 lat. Jesteśmy ze sobą 1 rok, i wszystko zaczęło się psuć. Ja zacząłem od paru miesięcy pić i po alkoholu czepiam się o niekiedy wymyślone historie. Partnerka stwierdziła, że ma dosyć i się wyniosła. Ja wziąłem wszystkie winy na siebie i mam z tym teraz duży nerwicowy problem. A nie nadmieniłem, że moja partnerka jara marihuanę codziennie od 30 lat, ale nie pali, ona jara do zgonu. I tak każdego dnia, że odprowadzam ją do sypialni z łóżka, w którym odpływa. I uważa, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Jest idealna. A gdybym tak patrzył na to z akceptacją, wszystko byłoby dobrze..
2 lata temu zdiagnozowano u mnie chorobę nowotworową.
2 lata temu zdiagnozowano u mnie chorobę nowotworową. Wygrałem tak naprawdę na loterii, najlepiej leczący się nowotwór, 1 stadium, skończyło się jedynie na zabiegu. Natomiast od tego momentu mam wrażenie, że cały stres, lęk i problemy, które trzymałem w sobie i organizm radził sobie z nimi, nagle wypłynęły i skumulowało się to wszystko. Zacząłem mieć ataki paniki, 2 epizody depersonalizacji kilkuminutowe. Stwierdziłem, że potrzebuję pomocy psychoonkologa i psychiatry. Zacząłem brać leki, od pierwszego dnia poczułem kolosalna różnice, spokój, pełen oddech, który od dawna nie czułem. Poza tym chodziłem na psychoterapię, która też pomogła mi w funkcjonowaniu. Mija rok od tego wszystkiego i zaczęły mnie dopadać rzuty lękowo-depresyjne. Jest okres, w którym czuje się stabilnie, a potem przychodzi okres, w którym czuje się źle, nie dbam o higienę osobistą, nie wychodzę z domu. Być może leki są za słabe, bo jestem na najniższej dawce, na której praktycznie żaden z pacjentów mojej Pani doktor psychiatry nie jest, bo jest to dawka wprowadzająca, którą się stosuje przez dwa tygodnie, żeby przejść na standardową dawkę. Mam teraz taki problem. Prawdopodobnie będę przyjmował większą dawkę. Boję się, że nie zadziała, że nadal będę się słabo czuł i będę musiał szukać nowego, innego leku. Boję się tego, że nie znajdziemy odpowiedniego leku. Nie chce też do końca życia brać leków, chce sam radzić sobie ze swoim organizmem. Podobno te leki mają zwiększać serotoninę, denerwuje mnie to, że nie da się sprawdzić, ile tej serotoniny jest w organizmie, że nie ma w psychiatrii suchych faktów, to wszystko jest oparte na wywiadzie pacjenta. Nie rozumiem też tego, dlaczego skoro tak dobrze jest u mnie, nie mam nawrotów choroby, mam dobrą pracę, niech wróciłem do samopoczucia sprzed diagnozy nowotworu. Do stabilnego samopoczucia psychicznego nie pozwalają mi wrócić objawy somatyczne. Mianowicie zmęczenie, mam wrażenie, że czasami, gdy wychodzę na dwór, to czuje się jak w sytuacji, gdy jestem przeziębiony z gorączką, wyzdrowiałem i kolejnego dnia 1 raz wychodzę na dwór od tego przeziębienia. Nie wiem, jak sobie poradzić z tym wszystkim. Chce czuć się normalnie, nie chce mieć taki wzlotów i spadków nastroju.
Kryzys w relacji z narzeczoną, mamy dziecko. Partnerka nie czuje nic do mnie, nie chce być ze mną. Co mam robić, jak o to walczyć?
Witam. Mam problem w związku. Jesteśmy razem 8 lat i mamy 3-letnie dziecko. Od grudnia zaczęliśmy rzadziej rozmawiać, ponieważ zmienialiśmy się w pracach. Ja miałem na rano, ona na południe. Jedyny czas jaki spędzaliśmy, to gdy przyjeżdżałem po nią do pracy i w weekendy. Było słabo, ale nie, żeby kończyć związek. Przynajmniej z mojej strony, bo ona twierdzi inaczej. Od stycznia zaczęła totalnie mnie olewać. Nie chciała wszystkiego, co ze mną związane. Wszedłem na jej telefon i zobaczyłem w ukrytych wiadomościach wiadomości z nowo poznanym gościem. W skrócie żaliła się, że już nie czuje do mnie prawie nic. Przykro mi się zrobiło, porozmawialiśmy. Powiedziała, że nie czuje się dobrze w naszym związku. Boli to mnie, bo ona jest dla mnie całym światem z dzieckiem. Powiedziałem, że chce to naprawić, ale wiem, że to muszą naprawiać obie strony. Rozmawiamy, ale jest oschła co do uczuć. Nie chce bliskości, tulenia, noszenia pierścionka, którego kupiłem 5 lat temu, jak się zaręczyliśmy. Nie wiem co robić. Nie mamy jak sobie dać czasu bez siebie, bo nasi rodzice mieszkają daleko. Musimy codziennie spać ze sobą i rozmawiać o dziecku. Boję się, że stracę ją na zawsze. Na siłę nie chce jej trzymać, ale nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie spróbował walczyć o nią. Bo o co innego walczyć, jak nie o miłość? Proszę o podpowiedź, jakąkolwiek co najlepiej zrobić w tej sytuacji?
Moja rodzina jest bardzo zżyta ze sobą, ale wystarczy nie mieć ochoty na ich kontakt, by zostawili mnie w najtrudniejszej dla mnie sytuacji emocjonalnej.
Dzień dobry. Piszę tutaj, bo może przekonam się by pójść do psychologa. Zacznę od początku, ale w skrócie. Mam nadzieję, że będzie to miało ręce i nogi. A więc... Z moją rodziną jestem dość zrzyta. Z mamą i resztą zawsze jedziemy na urlop lub po prostu do rodzinnego domu. Ale, że mieszkam za granicą to dzwonimy do siebie dość często. Z bratem rozmawiam nawet 4 razy na dzień, bo ciągle do mnie dzwoni. Moja Mama jest gospodynią domową i mieszkają razem z bratem i babcią w domu rodzinnym, tata również jest za granicą. Babcia przebywa obecnie w domu opieki po operacji, ale muszę też wspomnieć, że babcia jest dość toksyczną osobą, która niszczy psychicznie i fizycznie mamę moją. Ale niestety mama nie daje sobie nic powiedzieć. Moja rodzina ma też tendencje do obrażania się. No po prostu nie można nic powiedzieć i musi być tak, jak oni chcą (ja tak to widzę). Ale do sedna... Urlop zaplanowaliśmy w Polsce nad morzem i oczywiście nie mogło zabraknąć mamy, by do nas dojechała pociągiem. Tak też się stało. Była z nami prawie cały tydzień. Był też z nami nasz prawdziwy skarb, nasze oczko w głowie - nasz 4-nożny przyjaciel od 10 lat. Mama też ją kochała. Zawsze mówiła, że boi się o Mnie, jak coś jej się stanie (tak ją kochałam). Niestety na tym urlopie 28 września musieliśmy podjąć najgorszą decyzję w naszym życiu. Musiała zostać uśpiona ;((( i tak urlop zamienił się w koszmar. Płakałam do poduszki każdego wieczoru i każdego dnia przy mamie. W niedziele 1 października mama wróciła pociągiem do domu, choć błagałam ją, żeby z nami jechała, bo ja nie chcę i boję się być sama w domu (wszystko przypominało mi naszą Majli a problemem było pozostanie z tym samą przez 10 godz dziennie) oczywiście powiedziała, że musi wracać do babci, choć tak naprawdę nie musiała. Więc my znów wróciliśmy za granicę. W poniedziałek miałam wracać do pracy, ale nie byłam w stanie. Dzwonił do mnie 2 razy brat, ale nie odebrałam. W końcu zadzwoniła mama, odebrałam i chwilę depresyjnym głosem pogadałyśmy. Mówiła, że przyleci samolotem, jak bardzo potrzebuję, ale wiedziałam, że zamierzała, ale nie chciała wcale przyjeżdżać (nawet sama mówiła, że mam nie mieć żalu) Zadzwoniła też w środę, kiedy byłam w pracy, i jak zawsze opowiadała mi z płaczem o swoich problemach z babcią itd... Wtedy powiedziała mi pod koniec rozmowy "czemu też sama nie zadzwonię" " że czas zleciałby mi" odparłam, że nie chce mi się gadać, bo mam myśli gdzie indziej i nie umiem się skupić. Pożegnałyśmy się i od tamtej pory cisza. Nikt do mnie nawet nie zadzwonił, nikt z rodziny nie napisał. Zostawili mnie bez wsparcia, bez słowa otuchy. Pewnie znów się obrazili, że od brata nie odebrałam a mamie powiedziałam, że nie chce mi się gadać. W tej całej żałobie naszej, myślę też o tym, czym sobie zasłużyłam. Ja cały czas wysłuchiwałam ich problemów, a teraz kiedy ja popadam w depresję ich nie ma. Gdyby nie moja partnerka, która też przeżywa odejście naszej przyjaciółki, pewnie już by mnie nie było, bo bym sobie z tym nie poradziła. Dręczy mnie to bardzo czy ja coś źle zrobiłam? Czy ja nie mam prawa do bólu i cierpienia. Czy to ja powinnam do nich dzwonić? Z perspektywy czasu sobie myślę, że tylko jak były jakieś korzyści z naszej strony to było fajnie przyjechać i dzwonić. Co ja mam teraz zrobić? Jak mam się tym nie dręczyć i co najgorsze, jak nie mieć poczucia winy, że się nie odzywają. Cierpię i płaczę w każdej chwili. Proszę o pomoc i radę. Pozdrawiam Kasia
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.