Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Samotna matka po rozstaniu: poczucie winy i zmagania z zaufaniem

Jestem mamą 3 dzieci , odeszłam od partnera. Jedno dziecko zostało z tatą . Pracuję na stałe . Wynajmuje mieszkanie radzę sobie dobrze . Ale mam wyrzuty że rozbiłam rodzinę , że dzieci są bez taty (tata je widuje zabiera do siebie ) Czuję się samotna totalnie , niemal przyjaciół , mam kilku znajomych jeśli coś powiem o swoich odczuciach słyszę , jesteś silna dasz sobie radę . Tylko że Ja już zaczynam mieć dni w których nie mam ochoty na nic . Nie za bardzo mogę coś zrobić dla siebie ponieważ ojciec dzieci robi mi na złość . Nie ma dni wyznaczonych dla dzieci , kiedy ma ochotę je bierze , one są za małe żeby siedzieć samemu w domu, by mama mogła iść zrobić coś dla siebie . Znajomi odpadają , mam wrażenie, że jestem by ich wysłuchać dać im rady , wspierać i tyle . Dla mnie już ich nie ma . Nawet ja zacznę mówić coś na mój temat , jest zmiana tematu. Jestem sama bo ciężko mi zaufać komukolwiek że nie chce mnie wykorzystać. Już raz to ktoś zrobił . Zrobił ze mnie miazgę . Żeby zaufać komuś mam ogromny problem . Nie mam siły już , chodź funkcjonuje normalnie , praca, dzieci, dom, obowiązki, zakupy, gotowanie , sprzątanie . Ale to mnie umacnia w tym że jestem totalnie do niczego bo mnie nic nie cieszy . Oczywiście że wśród ludzi jestem pozytywna , uśmiechnięta . A w życiu swoim mam ogromne poczucie smutku .
User Forum

Anonim

5 miesięcy temu
Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Zuzanna Barełkowska-Wamberska

Dzień dobry, domyślam się, że decyzja o odejściu nie była łatwa i wymagała od Pani dużo odwagi. Czasem odejście jest jedyną możliwą opcją zadbania o rodzinę. Brak radości, pustka, smutek przy jednoczesnym normalnym funkcjonowaniu to częsty sygnał przeciążenia, który należy potraktować poważnie. Pani samopoczucie i komfort są równie ważne. Trudność w zaufaniu po zranieniu jest naturalnym mechanizmem obronnym, jednak jednocześnie uniemożliwia wejście w szczerą i bezpieczną relację (nie tylko romantyczną). Warto rozważyć konsultację z psychologiem/psychoterapeutą, który pomoże Pani odnaleźć siebie w tej sytuacji i odzyskać siły. 
Pozdrawiam ciepło 
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog

5 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Kapelska

Anna Kapelska

Dzień dobry,

 

Dziękuję, że Pani o tym pisze. Wygląda na to, że dźwiga Pani sama mnóstwo na swoich barkach. Ma Pani za sobą rozstanie, co samo w sobie jest źródłem ogromnego stresu, dodatkowo opiekuje się Pani dziećmi, pracuje, dba o wszystko. Brak sił, który Pani wspomina, jest już mocnym sygnałem, że jest Pani na wyczerpaniu i potrzebuje wsparcia. Na zewnątrz uśmiechnięta, w środku nic nie cieszy.  To nie oznacza, że z Panią jest coś nie tak, tylko właśnie to, że sama tak dużo Pani niesie. 

Myśli o rozbiciu rodziny pogłębiają wyrzuty, ale z tego, co Pani opisuje, dzieci mają stały kontakt z ojcem. Czy jest możliwość ustalenia jakichś konkretnych dni tak, aby Pani wiedziała, że ma czas dla siebie, nawet na krótki odpoczynek, pobycie samą za sobą? 

To ważne, by zaopiekowała się Pani swoimi emocjami i potrzebami teraz, nim ten stan wyczerpania i braku radości nie pogłębi się jeszcze bardziej. Może udałoby się porozmawiać ze znajomymi lub kimś bliskim z Pani otoczenia i otwarcie powiedzieć - nie mam już siły, potrzebuję wsparcia / wysłuchania ? Albo zwyczajnie - chcę zdjąć z siebie to wszystko, co mi ciąży. 

Może jest też w Pani okolicy jakaś grupa wsparcia? Możliwość uczestnictwa w terapii? Coś, co da Pani wytchnienie chociaż na najbliższy czas. Trzymam mocno kciuki. Wszystkiego dobrego

Anna Kapelska

Psycholog

5 miesięcy temu
Emil Borkowski

Emil Borkowski

Dzień Dobry Pani X,

Z tego, co Pani piszę jest Pani w wielkim poczuciu winy za podział rodziny. 
Piszę Pani bardzo o cierpieniu i poczuciu samotności - zastanawiam się, czy Pani mimo wszystko tym postem daje znać, że jednak Pani dalej ma w sobie nadzieje na to by znaleźć wsparcie.
Mam poczucie, że potrzebowała by Pani zatroskania oraz wsparcia, ale na ile Pani pozwoliłaby sobie na dotknięcie tematów, które Panią obarczają.

Fasada, o której Pani pisze - uśmiech na zewnątrz - wierzę, że jest to okupione wielkim cierpieniem, które ma Pani w sobie.

 

Zachęcam Panią do poszukania w sobie odpowiedzi, czy chcę Pani sobie pozwolić na zbliżenie się do kogoś - po przez proces np. wsparcia psychologicznego lub innej formy pomocy. Tak by Pani czuła, że jest to Pani decyzja na zmaganie z trudami, które Pani opisuje, bo jak rozumiem jest Pani pod ścianą, która opiera się jedynie na powinności - względem domu, czy dzieci.

Pozdrawiam serdecznie,
Emil Borkowski

5 miesięcy temu
Dominika Winciorek

Dominika Winciorek

To, co przeżywasz, jest bardzo zrozumiałe i ludzkie. Z zewnątrz radzisz sobie dobrze, pracujesz, ogarniasz dom i dzieci, ale w środku jest ogromna samotność i zmęczenie, na które nie ma już przestrzeni. Słowa jesteś silna, dasz sobie radę zamiast pomagać często sprawiają, że czujesz, że nie masz prawa być słabsza, a przecież nie o brak siły tu chodzi, tylko o jej wyczerpanie.

W nurcie TSR patrzymy na to, co działa. Ty każdego dnia bierzesz odpowiedzialność za dzieci i codzienne życie, i to już pokazuje Twoją sprawczość. Jednocześnie fakt, że nic Cię nie cieszy i pojawiają się dni bez energii, nie oznacza, że jesteś do niczego, tylko że jesteś przeciążona emocjonalnie. Poczucie winy po rozstaniu często towarzyszy rodzicom, którzy podjęli trudną decyzję, ale dzieci nie są bez taty, a Ty dajesz im stabilność i bezpieczeństwo.

Brak przestrzeni dla siebie i chaos w opiece bardzo odbierają poczucie wpływu. Nie chodzi teraz o wielkie zmiany, ale o odzyskanie choć małych momentów tylko dla siebie, takich, które są możliwe tu i teraz. Twoja nieufność i wycofanie są zrozumiałe po zranieniu i nie świadczą o słabości, lecz o potrzebie ochrony.

Można jednocześnie funkcjonować i bardzo cierpieć. To, że jest Ci ciężko, nie odbiera Ci siły ani wartości. To sygnał, że potrzebujesz wsparcia i miejsca, w którym nie musisz być dzielna. Masz prawo nie być z tym sama.

5 miesięcy temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. To, co Pani opisuje, to stan ogromnego przeciążenia emocjonalnego i fizycznego, który często dotyka osoby określane przez otoczenie jako „silne”. Paradoksalnie, to właśnie to Pani sprawstwo – radzenie sobie z pracą, domem i trójką dzieci – sprawia, że bliscy przestają dostrzegać Pani cierpienie, kwitując je zdaniem, które zamiast wspierać, nakłada na Panią jeszcze większy ciężar: „dasz sobie radę”. Ma Pani pełne prawo czuć się samotna, zmęczona i smutna; rozstanie, nawet jeśli słuszne, jest traumą, a życie w ciągłej gotowości i pod presją byłego partnera to ogromny stres.

To, co Pani nazywa „byciem do niczego”, jest w rzeczywistości objawem głębokiego wyczerpania i prawdopodobnie stanów depresyjnych, które wynikają z braku czasu na regenerację i braku autentycznego kontaktu z innymi ludźmi. Mechanizm, w którym ojciec dzieci reguluje Pani wolny czas według własnego uznania, jest formą kontroli, która uniemożliwia Pani powrót do równowagi. Warto rozważyć terapię, która pomoże Pani nie tylko uporać się z poczuciem winy, ale przede wszystkim wesprze Panią w budowaniu asertywnych granic wobec byłego partnera i otoczenia, które Panią wykorzystuje. Zasługuje Pani na to, by przestać tylko „funkcjonować” i zacząć znów odczuwać radość, ale do tego potrzebuje Pani bezpiecznej przestrzeni, w której to Pani zostanie wysłuchana bez zmiany tematu.

Wszystkiego dobrego.

Psycholog Bożena Nagórska

5 miesięcy temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Czytając Pani treść, widać ogrom siły, odpowiedzialności i codziennego wysiłku, jaki Pani niesie. Pracuje Pani, dba o dzieci, utrzymuje dom: to nie jest „do niczego”. To jest ogromna wytrzymałość, choć płacona wysoką ceną samotności.Wyrzuty sumienia po rozstaniu są częste, ale proszę spróbować zapytać siebie:

Czy odejście było też próbą ochrony siebie?

Jakiej mamy Pani dzieci potrzebują bardziej: „pełnej rodziny za wszelką cenę” czy mamy spokojniejszej i bezpiecznej emocjonalnie?

Kto dziś troszczy się o Panią tak, jak Pani troszczy się o innych?

 

To, że „nic nie cieszy”, może być sygnałem przeciążenia i niewypłakanego smutku, a nie dowodem, że jest Pani słaba. Uśmiech dla świata często bywa zbroją.Ma Pani prawo do wsparcia, do granic wobec ojca dzieci i do relacji, w których ktoś naprawdę słucha. Nie musi Pani wszystkiego dźwigać sama. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

5 miesięcy temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje brzmi jak życie w ciągłym trybie odpowiedzialności: po rozstaniu utrzymuje Pani stałą pracę, dom i opiekę nad dziećmi, a jednocześnie niesie Pani ciężar samotności, poczucia winy i braku realnego wsparcia. W takim układzie to, że funkcjonuje Pani "normalnie”, nie przeczy temu, że w środku jest smutek i wyczerpanie: można robić wszystko, co trzeba, i równocześnie nie czuć radości. Z perspektywy wyraźne jest to, ile Pani robi, żeby sytuacja nie pogarszała się mimo trudnej współpracy z ojcem dzieci, braku przewidywalnych ustaleń i ograniczonych możliwości zadbania o siebie - to wskazuje na konkretne umiejętności, zasoby i wytrwałość, które ma Pani nawet jeśli emocjonalnie czuje się  Pani „do niczego”. Można też zobaczyć, że Pani pragnienie jest bardzo ludzkie: potrzeba relacji, w której jest miejsce również dla Pani a nie tylko na Pan  funkcję wspierania innych.

5 miesięcy temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry,


To o czym Pani pisze brzmi jak ogromny ciężar emocjonalny, w którym codzienne, sprawne funkcjonowanie odbywa się kosztem Pani wewnętrznych zasobów i narastającego osamotnienia. Poczucie winy z powodu „rozbicia rodziny” jest bardzo częstym, choć równie często nieuzasadnionym schematem myślowym. Proszę spróbować spojrzeć na to w ten sposób: chroniąc siebie i dzieci przed nieszczęśliwą relacją podjęła Pani trudną decyzję o budowaniu zdrowszego otoczenia. Pani smutek i brak radości najprawdopodobniej wynikają z faktu, że jest Pani w ciągłym trybie przetrwania, w którym Pani potrzeby są ignorowane zarówno przez byłego partnera, jak i przez znajomych, którzy widzą w Pani jedynie „silną kobietę”, odmawiając Pani prawa do słabości. 
Dodatkowo brak stałego harmonogramu opieki to forma kontroli, która uniemożliwia Pani regenerację. Przez wzgląd na Pani dobrostan dobrze byłoby gdyby udało się  prawnie uregulować kontakty ojca z dziećmi. Efektem tego mogłoby być zyskanie czasu dla siebie, który można by było konkretnie zaplanować. Proszę pamiętać, że Pani wartość nie zależy od tego, jak bardzo jest Pani użyteczna dla innych. Odzyskanie radości wymaga postawienia granic ludziom, którzy jedynie Panią wykorzystują, oraz dopuszczenia do siebie myśli, że ma Pani prawo prosić o realną pomoc.


Życzę wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

5 miesięcy temu
kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

TW. Kryzys suicydalny, jestem w 5 klasie - mam apatię, nudzę się, widzę życie szaro.
Dzień dobry. Chodzę do 5 klasy(rocznik 2012) i chce ,aby moje życie już się skończyło. Nie mogę sie zabić ,bo boje sie tego,co po będzie sie dziać tutaj na ziemi po mojej śmierci. Pewnie będą chodziły jakieś plotki itd...i właśnie tego sie boje. Na ten moment nie pamiętam, jak sie to zaczęło(na pewno przynajmniej rok temu),bo postanowłiam o innych problemach zapomnieć(nie przejmować sie),bo i tak mnie zaraz nie będzie. Miałam sie zabić 30 marca(niedawno),ale nie doszło do tego. Miało to sie stać w nocy(poza domem),ale porę przespałam i wcześniej przemyślałam to i zaczęłam sie bać właśnie tego co tu prawdopodobnie się stanie po tym. Teraz wszystko jest mi obojętne i na nic nie zwracam uwagi,bo myślę, że może zrobie to nie przejmując sie ,co po tym sie stanie. Udaje, że wszystko jest dobrze. Oczywiście z pozoru jest dobrze. Wcześniej często byłam smutna i starałam sie to ukrywać itd... Było tego dość dużo i nie chce mi sie wymieniać. W głębi serca nadal to wszystko czuję, ale tak jak już powiedziałam wcześniej. Jedyne co widzi otoczenie, to mój brak apetytu. Mój umysł generalnie jest w słabej formie, w porównaniu do poprzedniej...o połowę gorzej. Ze skupieniem słabo. Ostatnio był konkurs kangur matematyczny i zrobiłam tylko kilka zadań, bo na resztę nie miałam siły i nie mogłam usiedzieć. Największym obecnym problemem jest moje nudne życie szkolne.(wcześniej też inne,ale jak juz wcześniej wspomniałam). Koleżanki i koledzy mnie nie interesują i wszystkie znajomości, które zawarłam wcale nie są mi potrzebne. W szkole za łatwo wgl jest. Nie lubię sie uczyć ,zbrzydło mi to i nie mam już żadnych zainteresowań. Nic, a szczególnie ta szkolna "nauka" (łatwizna),nie daje mi szczęścia. Fajnie byłoby, jakby wszystko było 2 razy trudniejsze i doszłaby filozofia. Lubię takie trudne rozważania, ale skończyłam to w połowie lutego, w tym momencie, gdy było tragicznie z moim psychicznym samopoczuciem. W szkole oceny mam takie różne. Nie mogę powiedzieć, że wszystko umiem, bo na przykład taka historia czy geografia. Najprostszy przykład. To jest tak nudne i łatwe do zrozumienia, że nie chce uczyć sie szczegółów tych przedmiotów i z tego mam takie trójki. Nie trzeba wkładać do tego prawie żadnego wysiłku i nawet nie chcę sie przykładać do tych szczegółów. Wszystko na logike, wychodzi 3 lub 4. Teraz odczuwam jakąś taką apatie. Również boli mnie teraz to, że tak (nie wiem, jak to powiedzieć),o niczym nie myślę. Odczuwam taką pustkę w glowie i chce również powiedzieć(tak dziwnie zabrzmi, ale nie mam pojęcia, jak to inaczej powiedzieć), że nie czuje tak w sobie siebie. Jeszcze musze dokończyć na temat szkoły. Rówieśnicy i takie ziomki(mam ich kilku w 7 klasach) śmieją sie(że takie żarty)z prawie każdego mojego tekstu. Nie chce tego(że mówić takie tam rzeczy, jestem taka szkolna gwiazda),no ale nie mam wyjścia, bo inaczej jest nudno i chce również przy tym o tym wszystkim zapomnieć i nie mam innych pomysłów i wgl nie trzeba sie prawie skupiać do tego. Na początku kolegom z 7 klasy tak w żartach mówiłam, że chce sie zabić, ale potem wzięli to na poważnie i błagają o niezrobienie tego. Dla mnie to wszystko jedno, jak chodzi o nich. Nie potrzebuje ich poza szaleństwem. Poznałam ich przez dziewczyny z mojej klasy. Ja zaczęłam z ta chęcią, mówiąc, że sie zakochałam(powiedziały temu 1 z tamtej reszty). W rzeczywistości chciało pobawić mi sie w zarywanie.(pobawić sie chłopcami). Jeszcze dlatego, że chciałam urozmaicić zabawą z nimi przerwy. Życie teraz mnie przynudza i czuję, że otoczenie chyba robi mi pranie mózgu. Ogólnie chciałabym płakać, ale nie jestem w stanie. Chyba musze jeszcze podkreslić, że mam częste wahania nastroju, może to jest spowodowane okresem dojrzewania, ale tu to nie mam zdania. Jeszcze raz wspomnę, że wcześniej naprawdę było dużo problemów( postanowiłam zapomnieć, bo zaraz i tak koniec,(szczęście)ale wgłębi serca pewnie jeszcze sa)i najwyraźniej było to genialne, bo chyba nikt sie nie domyślił. Ukrywałam to wykorzystując okres dojrzewania. Ja już straciłam nadzieje, przyszłość widzę w jak najciemniejszych barwach. Szkoda mi, mogłabym więcej opisać, ale jak juz mówiłam, postanowiłam juz o tym wszystkim sie nie przejmować i wszystko jest mi obojętne, bo mam nadzieje, że zaraz koniec. Samopoczucie nie najlepsze . (maksymalnie dalabym 4/10).
Mam w sobie ogromną chęć i motywację do spełniania planów, jednak problemy zdrowotne sprawiają, że się boję i wiem, że utrudniają mi drogę. Jak sobie poradzić?
Mam wiele celów do osiągnięcia. Nie są one zbyt łatwe, ale mam plan i chcę je realizować. Jednak moje zdrowie jest kiepskie i ciągle mam jakiś problem zdrowotny. Niedawno też zdiagnozowano u mnie PCOS, co odbiera mi chęci i siły do codziennego funkcjonowania. Przede mną leczenie i się tego wszystkiego obawiam, martwię się czy kiedykolwiek będę w pełni zdrowa, więc czy moje starania w ogóle się opłacają. Jak dodać sobie siły i motywacji w kiepskim zdanie zdrowia?
Czuję się przytłoczona po traumie - czy powinnam wrócić do psychiatry?
Witam. Niecałe 5 lat temu nastąpiła dla mnie traumatyczna sytuacja życiowa z mężem( w skutek zażywania amfetaminy przez jakiś czas, mąż zaczął mieć urojenia dotyczące moich rzekomych zdrad) przeszłam dla mnie myślę horror:( po wizycie u psychiatry dostałam leki po diagnozie " inne zaburzenia nerwicowe" niestety brałam je krótko, przerwałam leczenie ponieważ razem z mężem pokonaliśmy razem te trudności, mamy 4 dzieci a najmłodszy syn ma 18 miesięcy. Niestety w ostatnim czasie w szkole syna pojawiły się problemy, widzę teraz jak odbiły się na mnie, mam duże wahania nastrojów, raz jestem agresywna( bez przemocy fizycznej) a za chwilę płaczę a poczucie winy sprawia że mam pełne objawy fizyczne tj. Bóle pulsowanie głowy, ból brzucha z uczuciem trzęsienia się brzucha, sztywnienie nadgarstków i palcy u rąk, "góla" w gardle, bardzo szybkie bicie serca, kołotani, zimne poty itp. Z domu nie chce mi się wychodzić, każde wyjście w załatwienu sprawy jest dla mnie przytłaczające" że znowu muszę iść i rozmawiać z ludzmi" przez co zawalam dużo spraw, bardzo odbija się to na mężu ponieważ to w nim szukam wtedy winy o wszystko:( sama sobie ze wszystkiego robię problem, nie ma dla mnie pozytywnych myśli, zawsze jest coś co przekona mnie żeby jednak zrezygnować z danych rzeczy, w tym roku pierwszy raz byłam nad morzem z rodziną i nawet chwilę nie cieszyłam się z tego, wszystko ma dwie barwy białe i szare. Planuje wrócić do psychiatry, czy to konieczne czy ten zły czas minie jak wtedy? Dziękuję
Jak pomóc przyjacielowi w kryzysie psychicznym – strategie wsparcia i znaki ostrzegawcze

Ostatnio zauważyłem, że mój bliski przyjaciel przeżywa coś, co wydaje się być nagłym kryzysem psychicznym. Zawsze był osobą pełną energii i optymizmu, ale teraz nagle stał się wycofany i przybity. Zacząłem dostrzegać, że unika kontaktu, często izoluje się i ma trudności z koncentracją. Jest to dla mnie trudne, ponieważ nie wiem, jak najlepiej mu pomóc, a jednocześnie nie chcę go przytłaczać swoją obecnością. Zastanawiam się, jak mogę zrozumieć, przez co przechodzi i w jaki sposób mogę być wsparciem. Czy powinienem go zachęcać do rozmowy o tym, co się dzieje, czy może lepiej dać mu przestrzeń i czekać, aż sam się otworzy? Jakie strategie są skuteczne w takich sytuacjach kryzysowych? Chciałbym wiedzieć, jak rozpoznać, kiedy sytuacja wymaga interwencji profesjonalnej. Czy są jakieś znaki ostrzegawcze, na które powinienem zwrócić uwagę, świadczące o pogłębianiu się kryzysu? Czy moglibyście doradzić, jakie kroki podjąć, aby pomóc mu znaleźć odpowiednie wsparcie? Jestem naprawdę zaniepokojony i chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc przyjacielowi przetrwać ten trudny czas. Będę wdzięczny za wszelkie wskazówki i porady.

Czuję mgłę mózgową, nie mam myśli, czarną pustkę.
Nie mam myśli, tylko oczy i nic więcej w głowie ,z nikim nie umiem porozmawiać, bo nie mam w głowie żadnych tematów do rozmów, nie mam ich przepływu, zawsze przychodziły samoistnie, teraz nic.
żałoba

Żałoba – jak radzić sobie ze stratą?

Utrata to jedno z najtrudniejszych doświadczeń. Żałoba jest naturalnym procesem radzenia sobie z bólem i tęsknotą. Wyjaśniamy, jaki jest jej przebieg oraz sposoby radzenia sobie z nią - zarówno dla osób w żałobie, jak i tych wspierających.