Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
Czytając Pani historię, przede wszystkim widzę ogromne zmęczenie, rozczarowanie i samotność. Nie brzmi to tak, jakby problemem była jedna kłótnia czy jeden kryzys. Mam wrażenie, że od kilku lat dźwiga Pani na swoich barkach coraz więcej odpowiedzialności, a jednocześnie coraz mniej czuje oparcia w partnerze.
Słyszę też, że nie chodzi tylko o obecne zachowanie męża. Dużo bólu wiąże się z tym, że podjęła Pani ważne życiowe decyzje w zaufaniu do wspólnych planów, a rzeczywistość okazała się zupełnie inna. To może rodzić żal, poczucie zawodu i utraty bezpieczeństwa.
Poruszyło mnie zdanie „Czasem myślę, że już dawno podjęłam decyzję”. Warto zatrzymać się przy tej myśli. Nie po to, żeby natychmiast podejmować radykalne kroki, ale żeby uczciwie przyjrzeć się temu, czego Pani naprawdę chce i potrzebuje. Czasami złość, która stale wraca, jest sygnałem, że od dawna przekraczane są nasze granice.
Jednocześnie nie słyszę w Pani słowach osoby dumnej czy egoistycznej. Słyszę kobietę, która bardzo długo próbowała ratować rodzinę, brała odpowiedzialność za dom i dzieci, a teraz jest po prostu wyczerpana.
Na ten moment zachęcałabym Panią, by nie skupiała się na pytaniu „czy odejść czy zostać”, ale najpierw na pytaniu „Co jest mi potrzebne, żebym przestała czuć się jak w klatce?”. Czasem dopiero odzyskanie odrobiny przestrzeni i wsparcia pozwala zobaczyć dalszą drogę.
Proszę też pamiętać, że dbanie o siebie i swoje granice nie jest odbieraniem dzieciom ojca. To są dwie różne sprawy.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
















