Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Samotność w małżeństwie, problemy z mężem pijącym i trudna przeprowadzka

Dzień dobry, Otaczają mnie ludzie, ale takiej samotności chyba nigdy nie odczuwałam. Mam męża i trójkę dzieci. Kiedy myslałam, że moje życie to wręcz bajka. Teraz słyszę, że zawsze było nie tak jak trzeba. W ostatnich latach podjęliśmy mnóstwo złych decyzji. Do niektórych czuje, że byłam zmuszona. Miało mi być łatwiej jest jeszcze trudniej. Kilka lat temu przeprowadziliśmy się. Mieliśmy ładny dom na miał pracę ja za jakiś czas po odchowaniu najmłodszego dziecka też pewnie wróciłbym do pracy. Kiedyś pojawiły się marzenia że może na starość wybudowali byśmy dom w rodzinnej wsi męża. Za jakiś czas mąż zwolnił się z pracy i zaczął naciskać na to żebyśmy przeprowadzili się już teraz mielibyśmy pomoc dziadków przy dzieciach. Właściwie jedynym argumentem była dla mnie ta pomoc. No i wylądowaliśmy w starym domu po jego dziadkach gdzie wszystko się sypie a początkowo nie mieliśmy sprawnej łazienki ani ogrzewania. Każde udogodnienie w tym domu jest obarczone kłótnia i zmuszaniem. Miała to być sytuacja tymczasowa na czas wybudowania domu. Minęło kilka lat i nic. Po wielu prośbach i groźbach w końcu parę miesięcy temu mąż zaczął pracować. Przez pewien czas to ja utrzymywałam dom, a mój mąż zaczął pić. Niby tu gdzieś piwko tu coś mocniejszego przeważnie w ukryciu i nieważna była pora ani czy jest z dziećmi w domu. Teraz deklaruje że nie pije, ale czy ja mogę mu wierzyć? Ciągle się kłócimy o wszystko. Nie jestem oazą spokoju i zdarza mi się dość często wpadać w złość. Nie napiszę wracać do domu z pracy bo nie wiem co ta zastane. Dzieci jak to dzieci nie są tytanami pracy a często każ zleca im np dokończenie obiadu. Wracam do domu i jest kłótnia bo nie wszystko zrobili albo nic nie zrobili. Ostatnio mąż złamał rękę i jest jeszcze gorzej. Nie umie prosić o pomoc. Nic nie powie, albo poprosi o coś dzieci s one się między sobą zaczną przekomarzać i jest awantura. Raz próbowałam bo jeden z awantur poprosić teściów o pomoc to usłyszałam widziały galy co brały. Że oni w sprawy naszego małżeństwa nie będą się mieszać. Moich rodziców nie chce w to mieszać bo nie wiem w jaki sposób mogliby mi pomóc na odległość. Czuję się jak w klatce, która się coraz mocniej zaciska. Z drugiej strony wiem, że ja też nie jestem dla niego jakimś oparciem i wsparciem. Po tym wszystkim wzbudza we mnie złe emocje, z którymi nie mogę sobie poradzić. W kółko tylko jest odbijanie piłeczki. Dwa lata temu stracił też słuch na jedno ucho niewiadomo dlaczego i często jest tak że coś powiem i on tego nie zarejestruje a ja nie wiem że nie słyszał. Nawiasem mówiąc nie zrobił nic w tej sprawie żeby się zdiagnozować. Nie mam już siły. Czasem myślę, że już dawno podjęłam decyzję i stąd te moje emocje w stosunku do niego. Nie chcę pozbawiać dzieci ojca. Może też do tej pory w tym tkwię bo duma nie pozwala mi wrócić do domu z podkulonym ogonem. Nie wiem już co myślec i co robić
Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Czytając Pani historię, przede wszystkim widzę ogromne zmęczenie, rozczarowanie i samotność. Nie brzmi to tak, jakby problemem była jedna kłótnia czy jeden kryzys. Mam wrażenie, że od kilku lat dźwiga Pani na swoich barkach coraz więcej odpowiedzialności, a jednocześnie coraz mniej czuje oparcia w partnerze.

Słyszę też, że nie chodzi tylko o obecne zachowanie męża. Dużo bólu wiąże się z tym, że podjęła Pani ważne życiowe decyzje w zaufaniu do wspólnych planów, a rzeczywistość okazała się zupełnie inna. To może rodzić żal, poczucie zawodu i utraty bezpieczeństwa.

Poruszyło mnie zdanie „Czasem myślę, że już dawno podjęłam decyzję”. Warto zatrzymać się przy tej myśli. Nie po to, żeby natychmiast podejmować radykalne kroki, ale żeby uczciwie przyjrzeć się temu, czego Pani naprawdę chce i potrzebuje. Czasami złość, która stale wraca, jest sygnałem, że od dawna przekraczane są nasze granice.

Jednocześnie nie słyszę w Pani słowach osoby dumnej czy egoistycznej. Słyszę kobietę, która bardzo długo próbowała ratować rodzinę, brała odpowiedzialność za dom i dzieci, a teraz jest po prostu wyczerpana.

Na ten moment zachęcałabym Panią, by nie skupiała się na pytaniu „czy odejść czy zostać”, ale najpierw na pytaniu „Co jest mi potrzebne, żebym przestała czuć się jak w klatce?”. Czasem dopiero odzyskanie odrobiny przestrzeni i wsparcia pozwala zobaczyć dalszą drogę.

Proszę też pamiętać, że dbanie o siebie i swoje granice nie jest odbieraniem dzieciom ojca. To są dwie różne sprawy. 

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

dużo tego, w zasadzie to już się wylewa...

Jesteś zmęczona, bez wsparcia i zrozumienia. Bezsilność i frustracja często prowadzą do złości. Nasza złość to bardzo ważna i dobra informacja! 

Nie chcę już tak jak jest!

Teraz dobrze by było zaopiekować tę złość i dojść do tego czego nie chcę, a czego chcę.

Droga może być trudna, ale aktualna sytuacja też jest trudna i już nie mam siły by w niej tkwić. Zatem jeśli nie zaakceptuję swojej codzienności będę w ciągłej frustracji, żalu. Wybór należy do mnie.

Myślę, że warto to wszystko poukładać ze specjalistą.

 

Powodzenia!

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Mam poczucie, że wiele dźwigasz od bardzo długiego czasu i bardzo jesteś tym wszystkim zmęczona. Wybrzmiewa nie tylko samotność, ale też poczucie, że wiele ważnych decyzji życiowych wydarzyło się kosztem Twoich potrzeb i bezpieczeństwa.

Opisujesz trudną sytuację rodzinną, problemy finansowe, konflikty, wątpliwości związane z piciem alkoholu przez męża, brak wsparcia ze strony bliskich, a jednocześnie próbę utrzymania codziennego funkcjonowania i zadbania o dzieci. Nic dziwnego, że przy takiej ilości obciążeń pojawiają się złość, bezradność, smutek czy myśli o tym, czy chcesz dalej żyć w taki sposób.

Zatrzymałam się również przy zdaniu, że czujesz się jak w klatce. To bardzo mocne słowa i pokazują, jak dużego napięcia doświadczasz na co dzień. W takiej sytuacji warto pamiętać, że nie musisz radzić sobie z tym wszystkim sama.

Myślę, że dobrym krokiem byłoby poszukanie wsparcia dla siebie – rozmowy z psycholożką lub psychologiem. Nie po to, żeby podejmować pochopne decyzje dotyczące małżeństwa, ale żeby mieć przestrzeń do uporządkowania własnych emocji, potrzeb i zastanowienia się, czego Ty sama chcesz na dalszym etapie życia. Czasem, kiedy przez lata koncentrujemy się na rodzinie i gaszeniu kolejnych pożarów, bardzo trudno usłyszeć własny głos.

Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. Samo nazwanie tego, co przeżywasz, bywa pierwszym krokiem do szukania dla siebie wsparcia.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Doświadczanie samotności w otoczeniu najbliższych osób oraz poczucie zaciskającej się klatki to sygnały alarmowe świadczące o wycieńczeniu psychicznym. Znalazła się Pani w sytuacji permanentnego kryzysu -życie w niedokończonym domu, doświadczenie problemu alkoholowego u partnera, brak oparcia w teściach oraz ciągłe kłótnie i nieprzewidywalność tworzą duże obciążenie emocjonalne. To zupełnie naturalne i ludzkie, że w takich warunkach reaguje Pani złością – jest to Pani mechanizm obronny na poczucie bezsilności i ciągłe przekraczanie granic.

W obecnym punkcie kluczowe jest przeniesienie uwagi z ratowania męża czy domu na ratowanie własnych zasobów. Gorąco zachęcam Panią do podjęcia terapii indywidualnej lub zgłoszenia się do lokalnego Ośrodka Interwencji Kryzysowej bądź grupy wsparcia dla osób współuzależnionych - Al-Anon. Potrzebuje Pani bezpiecznej przestrzeni aby odbudować swoją sprawczość i krok po kroku przygotować plan wyjścia z tej trudnej sytuacji – niezależnie od tego, czy będzie to oznaczało powrót w rodzinne strony, czy inną formę usamodzielnienia.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Proszę Pani,


Czytając Pani wiadomość, miałam poczucie, że od bardzo dawna niesie Pani na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Słychać w tym zmęczenie, rozczarowanie, złość ale też żal po życiu, które miało wyglądać inaczej.
Zatrzymałam się przy słowach: „czuję się jak w klatce”. Czasami nie chodzi już o pojedyncze kłótnie czy problemy, ale o utratę nadziei, że cokolwiek może się zmienić. Wtedy nawet drobne trudności zaczynają przygniatać. Mam też wrażenie, że od dłuższego czasu jest Pani bardziej w trybie przetrwania niż życia. Rozwiązuje kolejne kryzysy, dźwiga odpowiedzialność za dom, dzieci i relację, a jednocześnie sama zostaje bez realnego wsparcia.
Nie zachęcałbym teraz do podejmowania pochopnych decyzji o przyszłości związku. Najpierw warto zadać sobie pytanie: czego Pani potrzebuje już teraz, żeby choć odrobinę odzyskać grunt pod nogami? I czy jest choć jedna osoba, przy której może Pani szczerze powiedzieć, jak bardzo jest Pani zmęczona? Z Pani wiadomości nie wybrzmiewa osoba, która się poddała. Bardziej ktoś, kto od bardzo dawna próbuje udźwignąć zbyt wiele samotnie. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

  

 

  Jest mi zwyczajnie Pani żal . Czytając to, co Pani napisała, widzę kobietę styraną życiem, żyjącą pod dyktando innych ludzi. Gdzieś po drodze zniknęło poczucie bezpieczeństwa a zamiast tego wkradały się emocje, które na dobre rozgościły w Pani życiu. Żyła Pani dla innych, zaspokajając ich potrzeby. A gdzie w tym jest Pani sama? Co Pani robi dla siebie, czy podjęła Pani kiedyś "walkę"? Czy pani stawia granice? Czy Pani robi coś dla siebie? Rozważała Pani kontakt ze specjalistą, aby uzyskać wsparcie? Nie może Pani pozostać z tym sama. Jest pani zmęczona i musi pani odpocząć, ale nie tak jak chcą inna, ale tak jak mówi Pani umysł i ciało. Czasami warto być też ciut egoistą, gdyż bez tego nie zawsze da się funkcjonować, szczególnie kiedy inni nie widzą problemu i są przyzwyczajeni że matka i żona jest jednocześnie sprzątaczką, kucharką i wykonuje milion innych zajęć a do tego nie ma na nic wpływu. Nie jest Pani "niewidzialna". Proszę zadbać o siebie i swoje potrzeby.

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry,

Z Pani opisu wyłania się obraz osoby, która od dłuższego czasu niesie na swoich barkach ogromną odpowiedzialność i czuje się w tym wszystkim bardzo samotna. To zrozumiałe, że po latach życia w przewlekłym stresie, licznych konfliktach i poczuciu braku wsparcia pojawiają się zmęczenie, złość, bezradność i wątpliwości dotyczące przyszłości związku.

Nie jest Pani odpowiedzialna za decyzje męża, jego picie alkoholu ani brak zaangażowania w zmianę sytuacji. Warto natomiast zadbać o siebie i poszukać wsparcia dla siebie rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc uporządkować emocje i spokojnie zastanowić się, jakie rozwiązanie będzie najlepsze dla Pani i dzieci. Nie musi Pani podejmować wszystkich decyzji od razu, ale nie powinna też zostawać z tym ciężarem sama.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry. 

Czytając Pani wiadomość, czuć przede wszystkim ogrom smutku, rozczarowania i samotności. Szczególnie poruszyło mnie pierwsze zdanie – że otaczają Panią ludzie, a mimo to nigdy nie czuła się Pani tak samotna.

Mam wrażenie, że od dłuższego czasu żyje Pani z nadzieją, że „za chwilę będzie lepiej”. Że kolejna decyzja coś zmieni, że sytuacja się unormuje. Tymczasem zamiast ulgi pojawiały się kolejne trudności i coraz więcej napięcia między Państwem. Z Pani słów wybrzmiewa też, jak bardzo tęskni Pani za spokojem. Nie za idealnym życiem, ale za codziennością, w której nie trzeba zastanawiać się, z czym dziś przyjdzie się zmierzyć i czy kolejny dzień znów zakończy się kłótnią. Poruszyło mnie również to, że mimo wszystko próbuje Pani spojrzeć na tę sytuację z różnych stron. Nie pisze Pani wyłącznie o zachowaniu męża, ale zauważa też własne emocje i to, jak ta sytuacja wpływa na Panią. To pokazuje, że od dłuższego czasu stara się Pani odnaleźć w tym wszystkim jakieś rozwiązanie.

Chciałabym też powiedzieć, że to, co Pani czuje, ma prawo być trudne. Czasami, kiedy przez długi czas żyjemy w napięciu i niepewności, zaczyna brakować sił, a samotność staje się jeszcze bardziej dotkliwa. Nie dlatego, że jesteśmy słabi, ale dlatego, że każdy człowiek potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, wsparcia i miejsca, w którym może po prostu odetchnąć.

Mam nadzieję, że niezależnie od tego, jaką drogę Pani wybierze, znajdzie się w niej również miejsce na Pani spokój.

Zobacz podobne

Toksyczne relacje rodzinne, kontrola matki i wyprowadzka do chłopaka: jak sobie poradzić?

Witam, zwracam się o poradę, gdyż nie daje już rady psychicznie. Chodzi o moją mamę. Od zawsze moi rodzice byli nadopiekuńczy i chcieli kontrolować mnie na każdym kroku. Mój ojciec pozwalał mi co prawda na większość rzeczy, ale moja mama była inna. 

Odkąd pamiętam, zmuszała mnie do bycia najlepszą, co za tym idzie, kazała mi mieć najlepsze oceny w klasie. 

Tak więc po szkole nie miałam czasu na wychodzenie ze znajomymi ani na nic innego, tylko się uczyłam, nawet po nocach. Od 1 klasy podstawówki do 1 klasy liceum miałam świadectwo z paskiem i wspaniałe wyniki, chociaż wiem, że w dalszym życiu mi to nic nie dało i tak. Jeżeli dostawałam ocenę poniżej 4, (w większości 3) to wyzywała mnie itp. Kiedyś jak dostałam 3 z jakiegoś przedmiotu ze sprawdzianu, to rozpłakałam się przy nauczycielce i powiedziałam, że dostanie mi się za tą ocenę. Dodając jeszcze, że w tym czasie mój ojciec był alkoholikiem i sam robił awantury codziennie i nie mogłam się w spokoju uczyć. Tak więc od początku byłam skazana na przemoc psychiczną z obu stron. Mój brat nie wytrzymał i jak tylko nadarzyła mu się okazja, to wyprowadził się do moich dziadków i żyje spokojnie. Dopiero w liceum zaczęłam się jakoś buntować i miałam i dobre oceny i miałam czas na jakieś przyjemności. 

Co prawda dostawało mi się za złe oceny, ale chyba rodzice zaczęli akceptować to, że nie chce zmarnować sobie części życia na naukę. Problem z moim ojcem alkoholikiem skończył się dopiero przed moimi 18 urodzinami, bo ma założoną niebieską kartę, ale i tak zdarzały się sytuację, w których łamał zasadę i wypił, ale moja mama nie chciała tego zgłaszać. 

Relacja moich rodziców jest skomplikowana, gdyż co chwilę albo się kłócą, nienawidzą i grożą sobie rozwodem i wyprowadzką, albo się kochają i udają, że wszystko jest okej. Od prawie 2 lat jestem w związku i tutaj też moja matka musiała wejść. 

Z chłopakiem mieliśmy i mamy podobną sytuację w domu z rodzicami, ale moja mama się zachowuje, jakby u nas było dobrze. Przez jej zachowanie, czyli zabranianie mi wyjazdów do niego (mieszka ok. 30-40min od mojego miasta) mój chłopak zostawał u nas cały czas, na każdą okazję, np. on był na moich urodzinach (był na 18), a mi nie pozwoliła jechać na jego urodziny (co do dzisiaj mój chłopak ma mi za złe), tylko na ten dzień znalazła mi pracę u niej w sklepie i potem kazała mówić, że jestem zajęta. 

Mój chłopak był u mnie z dobre 30 razy, nawet wolał do mnie przyjeżdżać niż jechać do szkoły, a ja miałam zakaz i łącznie byłam może z 7 razy. Za każdym razem jak tam byłam, to moja mama była dla mnie chamska i się obrażała. Jeździłam za zgodą ojca, bo on akurat mi pozwalał. Moja mama nie raz robiła mi wstyd i wkurzała mnie swoim zachowaniem. Jak tylko ukończyłam 18 lat, to trąbi mi o znalezieniu pracy i samodzielności, mimo, że sama mi jej nie daje, bo najchętniej to by ułożyła mi życie po swojemu i tyle. W sylwestra uparłam się i nie patrząc na matkę, pojechałam do chłopaka (początkowo na 4 dni, ale zostałam 2 tygodnie) i za to mi się dostało. Moja mama się rozpłakała przy ojcu i niby przestała jeść, bo zostałam u chłopaka dłużej (chociaż nie dzieje mi się tam żadna krzywda, a nawet jest mi tam lepiej niż we własnym domu). Jak tylko wróciłam do domu, to była na mnie obrażona (do teraz jest) i ojcu i innym mówi, że to ja jestem obrażona i mam ją gdzieś. Mój ojciec dostał bezdechu nocnego (może od palenia papierosów lub czegoś innego), a mama mnie za to obwinia (twierdzi, że stan zdrowia ojca się pogorszył przez moje zachowanie). Co prawda nie mam ochoty gadać z moją mamą, bo zawiodło mnie jej zachowanie z tym płaczem itp., ale według niej wszystko jest moją winą. Nazywa mnie rozkapryszonym gówniarzem, który nie dostaje tego, czego chce i mówi, że jak mi się nie podoba to mam iść do chłopaka, bo tam "będę miała lepiej" (nie patrzę na jego rodziców, ale na to, że u niego mam przynajmniej z kim porozmawiać i naprawdę dobrze się tam czuję). W jej oczach jestem najwidoczniej najgorsza, a jej akcje i kontrolowanie mnie od małego są dla niej chyba normalne. Nie rozumie swoich błędów, a długie i wielokrotne rozmowy na ten temat nic nie dają, bo w ogóle się po nich nie zmieniła. 

Nie raz prosiłam o swobodę (chociażby z wyjazdami do chłopaka), ale zawsze mnie potem wyzywała i kazała wyprowadzić. Stwierdziła, że skoro mieszkam u nich, to nie mam nic do gadania i ona za mnie decyduje, chociaż mam już prawie 20 lat. 

Cały czas szukam pracy w swoim mieście, ale staje to na niczym, ponieważ nikt nie chce przyjąć studentki i osoby, która nie ma doświadczenia w danej branży (pracowałam już u mamy w sklepie, ale nikt na to nie patrzy), a moja mama tego nie rozumie i uważa mnie za leniwą. Chciałabym coś znaleźć i się wyprowadzić, bo naprawdę mam już dosyć tej toksyczności. Mój chłopak ma się zapytać u siebie o jakiś staż w przedszkolu lub pracę i myślę, czy to nie czas na wyprowadzkę do niego. Wiem, że powinnam najpierw zarobić, a potem uciec, ale ja już nie daje rady. 

Odkąd wróciłam od chłopaka (3 dni jestem w domu), to cały czas czuję pustkę w sercu i chce mi się płakać. Mój brat sam się śmieje z zachowania mamy, a kiedyś nawet ją za nie opieprzył (byłam u chłopaka na próbach do poloneza i zrobiła mi aferę, bo mojemu bratu nie pasowało mnie odebrać o takiej godzinie, o której ona chciała (był ze swoją dziewczyną i napisał, że będzie wieczorem, to matka mi zrobiła awanturę i kazała się kłócić z bratem, żeby zostawił dziewczynę dla mnie). U chłopaka i w drodze do domu płakałam i byłam cała roztrzęsiona, a jak wróciłam, to jakby nigdy nic. Dodam jeszcze, że od małego byłam narażona na duży stres (sytuacja w domu, nagonki ze strony mamy i szkoła) i od 1 klasy podstawówki mam niedowagę i ogromne problemy ze stresem. Miałam też myśli i kilak prób samobójczych, ale jak to kiedyś powiedziałam mamie (że chce się zabić), to nic z tym zbytnio nie zrobiła. Co powinnam zrobić? 

Czy praca i wyprowadzka do chłopaka to dobry pomysł patrząc na to, że rozmowy ani nic innego nie działa?

Córka ma lat 11, jest bardzo dojrzała jak na swój wiek, zachowuje się, ubiera i maluje jak 16-17 latka
Córka ma lat 11, jest bardzo dojrzała jak na swój wiek, zachowuje się, ubiera i maluje jak 16-17 latka, w głowie raczej na 11 lat. Konflikt z ojcem, ignoruje go, często powtarza, że nienawidzi. Z premedytacją robi mu na złość. Często straszy mnie, że zrobi sobie krzywdę. Gdzie się udać po pomoc, co robić, jak z nią rozmawiać?
Kryzys w małżeństwie: mąż hazardzista, uzależnienie od pornografii i emocjonalne odtrącenie
W moim małżeństwie jest coraz gorzej. Mąż nic już do mnie nie czuje odtraca mnie rani mówi że nie kocha mnie jak żony a zarazem utrzymuje ze mną kontakt i mówi przykre słowa. Kocham go i to bardzo. Często jest temat rozwodu. Gdy słyszę o rozstaniu dostaje jakby paniki boję się samotności, mam leki, nie kontroluje siebie, parę razy w takiej sytuacji próbowałam zrobić sobie krzywdę, nam problemy ze snem i często placze. Czy to choroba? Czy jestem nienormalna? I druga sprawa mąż jest hazardzista ma długi jest uzależniony od masturbacji i pornografi czy może tak być że jednak mnie kocha a przez te uzależnienia i problemy coś mu się poprzestawiało w głowie?
Kryzys suicydalny, nie wiem jak radzić sobie ze smutkiem, z płaczem.
Co ma robić, jeśli non stop czuję smutek przy samej sobie, przy rodzicach i przyjaciołach się śmieję, bez powodu płaczę, co uważam za głupie. Rozdrapuję sobie skórę do krwi i uważam to za normalne a jak byłam u jednego psychologa to powiedział, że to taki wiek. Nie chcę już żyć po prostu. Rodzice nic nie podejrzewają. Nie umiem sobie radzić z stresem ani smutkiem. Uważam, że szukam atencji i się śmieję z tego z moją koleżanką, że chce umrzeć i takie tam. Co ja mam już robić? Bo ja nie wiem.
Jak radzić sobie z odrzuceniem i nierównym traktowaniem w rodzinie?

Mam problem w domu, z moim tatą szczególnie. 

Widzę nierówne traktowanie między mną a bratem. 

Brata pyta się, czy gdzieś z nim nie pojedzie, jak po długim czasie przyszedł do kuchni, to powiedział do niego "czekaliśmy na ciebie", podnosi na mnie często głos i się na mnie frustruje. Ostatnio trochę dochodziło między nami do różnicy zdań i zauważyłam, że zaczął mnie już wgl ignorować. 

Jak ja przychodzę do kuchni, to on ostatencyjnie wychodzi i jak ja wychodzę, to dopiero do tej kuchni wraca i z bratem moim rozmawiają godzinami, a ze mną ostatnio herbatę pil może rok temu, i to może max. 2 razy, nie więcej. Kiedy się pytałam, czemu tak robi, to powiedział, że tak jest dobrze (czy coś takiego), że tak powinno być? Że on rozmawia z moimi braćmi a ja z mamą. Później była taka sytuacja, że obok niego było wolne krzesło i ja obok niego usiadłam, to parę minut później się przesiadł koło mamy. Kiedy indziej znowu była podobna sytuacja, że kiedy obok mnie było wolne miejsce (tylko obok mnie) to przyniósł sobie krzesło z pokoju obok i usiadł na boku. 

I np. była taka sytuacja jeszcze w sklepie, że nie chciał ze mną robić wspólnie zakupów. To wszystko mnie już psychicznie tak wykańcza, że nie daje sobie rady emocjonalnie i ciągle płacze o to, bo czuję, że moja mama też mnie ignoruje i też woli brata. Np.pyta go, czy pojadą tu, czy tam. Jak mieliśmy robić zakupy to powiedziała do taty " to ty zrobisz zakupy z K. a ja sama" . No i oczywiście tata powiedział, że on zrobi sam.. czuję się odrzucona w tym domu, niechciana. Było wiele, na prawdę wiele rozmów na ten temat. Widzieli moje łzy, ale one ich nie ruszają. I w końcu z tej złości i smutku zaczęłam na niego mówić po imieniu, czyli " Zbyszek". To była w domu jedna wielka awantura i afera i odwrócenie się do mnie, że jak ja tak mogę do własnego ojca mówić i jak ja się zachowuje. 

Nie było żadnego zrozumienia moich uczuć i było odrzucenie mnie przez resztę rodziny. Czyli w sumie wychodzi na to, że on może mnie ignorować i mi to pokazywać, a ja mam biernie to znosić .. nie wiem, jak sobie z tym wszystkim radzić już, z tymi emocjami :( Problem w tym, że ja na nich za bardzo polegam, bo tak naprawdę mam tylko jedną koleżankę, z którą rozmawiam raz na miesiąc, ma dziecko i swoje życie już więc rozumiecie. Dlatego może tak się uwiesiłam tej rodziny. 

Z narzeczonym będę mogła zamieszkać dopiero za około pół roku, bo obiecał bratu pokój. (Wtedy nawet nie myślałam o zamieszkaniu). Nie wiem, jak sobie radzić z tym przerażającym smutkiem i poczuciem osamotnienia?

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.