Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Samotność w małżeństwie, problemy z mężem pijącym i trudna przeprowadzka

Dzień dobry, Otaczają mnie ludzie, ale takiej samotności chyba nigdy nie odczuwałam. Mam męża i trójkę dzieci. Kiedy myslałam, że moje życie to wręcz bajka. Teraz słyszę, że zawsze było nie tak jak trzeba. W ostatnich latach podjęliśmy mnóstwo złych decyzji. Do niektórych czuje, że byłam zmuszona. Miało mi być łatwiej jest jeszcze trudniej. Kilka lat temu przeprowadziliśmy się. Mieliśmy ładny dom na miał pracę ja za jakiś czas po odchowaniu najmłodszego dziecka też pewnie wróciłbym do pracy. Kiedyś pojawiły się marzenia że może na starość wybudowali byśmy dom w rodzinnej wsi męża. Za jakiś czas mąż zwolnił się z pracy i zaczął naciskać na to żebyśmy przeprowadzili się już teraz mielibyśmy pomoc dziadków przy dzieciach. Właściwie jedynym argumentem była dla mnie ta pomoc. No i wylądowaliśmy w starym domu po jego dziadkach gdzie wszystko się sypie a początkowo nie mieliśmy sprawnej łazienki ani ogrzewania. Każde udogodnienie w tym domu jest obarczone kłótnia i zmuszaniem. Miała to być sytuacja tymczasowa na czas wybudowania domu. Minęło kilka lat i nic. Po wielu prośbach i groźbach w końcu parę miesięcy temu mąż zaczął pracować. Przez pewien czas to ja utrzymywałam dom, a mój mąż zaczął pić. Niby tu gdzieś piwko tu coś mocniejszego przeważnie w ukryciu i nieważna była pora ani czy jest z dziećmi w domu. Teraz deklaruje że nie pije, ale czy ja mogę mu wierzyć? Ciągle się kłócimy o wszystko. Nie jestem oazą spokoju i zdarza mi się dość często wpadać w złość. Nie napiszę wracać do domu z pracy bo nie wiem co ta zastane. Dzieci jak to dzieci nie są tytanami pracy a często każ zleca im np dokończenie obiadu. Wracam do domu i jest kłótnia bo nie wszystko zrobili albo nic nie zrobili. Ostatnio mąż złamał rękę i jest jeszcze gorzej. Nie umie prosić o pomoc. Nic nie powie, albo poprosi o coś dzieci s one się między sobą zaczną przekomarzać i jest awantura. Raz próbowałam bo jeden z awantur poprosić teściów o pomoc to usłyszałam widziały galy co brały. Że oni w sprawy naszego małżeństwa nie będą się mieszać. Moich rodziców nie chce w to mieszać bo nie wiem w jaki sposób mogliby mi pomóc na odległość. Czuję się jak w klatce, która się coraz mocniej zaciska. Z drugiej strony wiem, że ja też nie jestem dla niego jakimś oparciem i wsparciem. Po tym wszystkim wzbudza we mnie złe emocje, z którymi nie mogę sobie poradzić. W kółko tylko jest odbijanie piłeczki. Dwa lata temu stracił też słuch na jedno ucho niewiadomo dlaczego i często jest tak że coś powiem i on tego nie zarejestruje a ja nie wiem że nie słyszał. Nawiasem mówiąc nie zrobił nic w tej sprawie żeby się zdiagnozować. Nie mam już siły. Czasem myślę, że już dawno podjęłam decyzję i stąd te moje emocje w stosunku do niego. Nie chcę pozbawiać dzieci ojca. Może też do tej pory w tym tkwię bo duma nie pozwala mi wrócić do domu z podkulonym ogonem. Nie wiem już co myślec i co robić
Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Czytając Pani historię, przede wszystkim widzę ogromne zmęczenie, rozczarowanie i samotność. Nie brzmi to tak, jakby problemem była jedna kłótnia czy jeden kryzys. Mam wrażenie, że od kilku lat dźwiga Pani na swoich barkach coraz więcej odpowiedzialności, a jednocześnie coraz mniej czuje oparcia w partnerze.

Słyszę też, że nie chodzi tylko o obecne zachowanie męża. Dużo bólu wiąże się z tym, że podjęła Pani ważne życiowe decyzje w zaufaniu do wspólnych planów, a rzeczywistość okazała się zupełnie inna. To może rodzić żal, poczucie zawodu i utraty bezpieczeństwa.

Poruszyło mnie zdanie „Czasem myślę, że już dawno podjęłam decyzję”. Warto zatrzymać się przy tej myśli. Nie po to, żeby natychmiast podejmować radykalne kroki, ale żeby uczciwie przyjrzeć się temu, czego Pani naprawdę chce i potrzebuje. Czasami złość, która stale wraca, jest sygnałem, że od dawna przekraczane są nasze granice.

Jednocześnie nie słyszę w Pani słowach osoby dumnej czy egoistycznej. Słyszę kobietę, która bardzo długo próbowała ratować rodzinę, brała odpowiedzialność za dom i dzieci, a teraz jest po prostu wyczerpana.

Na ten moment zachęcałabym Panią, by nie skupiała się na pytaniu „czy odejść czy zostać”, ale najpierw na pytaniu „Co jest mi potrzebne, żebym przestała czuć się jak w klatce?”. Czasem dopiero odzyskanie odrobiny przestrzeni i wsparcia pozwala zobaczyć dalszą drogę.

Proszę też pamiętać, że dbanie o siebie i swoje granice nie jest odbieraniem dzieciom ojca. To są dwie różne sprawy. 

 

Pozdrawiam, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Michałek

Joanna Michałek

Dzień dobry,

dużo tego, w zasadzie to już się wylewa...

Jesteś zmęczona, bez wsparcia i zrozumienia. Bezsilność i frustracja często prowadzą do złości. Nasza złość to bardzo ważna i dobra informacja! 

Nie chcę już tak jak jest!

Teraz dobrze by było zaopiekować tę złość i dojść do tego czego nie chcę, a czego chcę.

Droga może być trudna, ale aktualna sytuacja też jest trudna i już nie mam siły by w niej tkwić. Zatem jeśli nie zaakceptuję swojej codzienności będę w ciągłej frustracji, żalu. Wybór należy do mnie.

Myślę, że warto to wszystko poukładać ze specjalistą.

 

Powodzenia!

Jagoda Jek

Jagoda Jek

Mam poczucie, że wiele dźwigasz od bardzo długiego czasu i bardzo jesteś tym wszystkim zmęczona. Wybrzmiewa nie tylko samotność, ale też poczucie, że wiele ważnych decyzji życiowych wydarzyło się kosztem Twoich potrzeb i bezpieczeństwa.

Opisujesz trudną sytuację rodzinną, problemy finansowe, konflikty, wątpliwości związane z piciem alkoholu przez męża, brak wsparcia ze strony bliskich, a jednocześnie próbę utrzymania codziennego funkcjonowania i zadbania o dzieci. Nic dziwnego, że przy takiej ilości obciążeń pojawiają się złość, bezradność, smutek czy myśli o tym, czy chcesz dalej żyć w taki sposób.

Zatrzymałam się również przy zdaniu, że czujesz się jak w klatce. To bardzo mocne słowa i pokazują, jak dużego napięcia doświadczasz na co dzień. W takiej sytuacji warto pamiętać, że nie musisz radzić sobie z tym wszystkim sama.

Myślę, że dobrym krokiem byłoby poszukanie wsparcia dla siebie – rozmowy z psycholożką lub psychologiem. Nie po to, żeby podejmować pochopne decyzje dotyczące małżeństwa, ale żeby mieć przestrzeń do uporządkowania własnych emocji, potrzeb i zastanowienia się, czego Ty sama chcesz na dalszym etapie życia. Czasem, kiedy przez lata koncentrujemy się na rodzinie i gaszeniu kolejnych pożarów, bardzo trudno usłyszeć własny głos.

Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. Samo nazwanie tego, co przeżywasz, bywa pierwszym krokiem do szukania dla siebie wsparcia.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Doświadczanie samotności w otoczeniu najbliższych osób oraz poczucie zaciskającej się klatki to sygnały alarmowe świadczące o wycieńczeniu psychicznym. Znalazła się Pani w sytuacji permanentnego kryzysu -życie w niedokończonym domu, doświadczenie problemu alkoholowego u partnera, brak oparcia w teściach oraz ciągłe kłótnie i nieprzewidywalność tworzą duże obciążenie emocjonalne. To zupełnie naturalne i ludzkie, że w takich warunkach reaguje Pani złością – jest to Pani mechanizm obronny na poczucie bezsilności i ciągłe przekraczanie granic.

W obecnym punkcie kluczowe jest przeniesienie uwagi z ratowania męża czy domu na ratowanie własnych zasobów. Gorąco zachęcam Panią do podjęcia terapii indywidualnej lub zgłoszenia się do lokalnego Ośrodka Interwencji Kryzysowej bądź grupy wsparcia dla osób współuzależnionych - Al-Anon. Potrzebuje Pani bezpiecznej przestrzeni aby odbudować swoją sprawczość i krok po kroku przygotować plan wyjścia z tej trudnej sytuacji – niezależnie od tego, czy będzie to oznaczało powrót w rodzinne strony, czy inną formę usamodzielnienia.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Proszę Pani,


Czytając Pani wiadomość, miałam poczucie, że od bardzo dawna niesie Pani na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Słychać w tym zmęczenie, rozczarowanie, złość ale też żal po życiu, które miało wyglądać inaczej.
Zatrzymałam się przy słowach: „czuję się jak w klatce”. Czasami nie chodzi już o pojedyncze kłótnie czy problemy, ale o utratę nadziei, że cokolwiek może się zmienić. Wtedy nawet drobne trudności zaczynają przygniatać. Mam też wrażenie, że od dłuższego czasu jest Pani bardziej w trybie przetrwania niż życia. Rozwiązuje kolejne kryzysy, dźwiga odpowiedzialność za dom, dzieci i relację, a jednocześnie sama zostaje bez realnego wsparcia.
Nie zachęcałbym teraz do podejmowania pochopnych decyzji o przyszłości związku. Najpierw warto zadać sobie pytanie: czego Pani potrzebuje już teraz, żeby choć odrobinę odzyskać grunt pod nogami? I czy jest choć jedna osoba, przy której może Pani szczerze powiedzieć, jak bardzo jest Pani zmęczona? Z Pani wiadomości nie wybrzmiewa osoba, która się poddała. Bardziej ktoś, kto od bardzo dawna próbuje udźwignąć zbyt wiele samotnie. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

  

 

  Jest mi zwyczajnie Pani żal . Czytając to, co Pani napisała, widzę kobietę styraną życiem, żyjącą pod dyktando innych ludzi. Gdzieś po drodze zniknęło poczucie bezpieczeństwa a zamiast tego wkradały się emocje, które na dobre rozgościły w Pani życiu. Żyła Pani dla innych, zaspokajając ich potrzeby. A gdzie w tym jest Pani sama? Co Pani robi dla siebie, czy podjęła Pani kiedyś "walkę"? Czy pani stawia granice? Czy Pani robi coś dla siebie? Rozważała Pani kontakt ze specjalistą, aby uzyskać wsparcie? Nie może Pani pozostać z tym sama. Jest pani zmęczona i musi pani odpocząć, ale nie tak jak chcą inna, ale tak jak mówi Pani umysł i ciało. Czasami warto być też ciut egoistą, gdyż bez tego nie zawsze da się funkcjonować, szczególnie kiedy inni nie widzą problemu i są przyzwyczajeni że matka i żona jest jednocześnie sprzątaczką, kucharką i wykonuje milion innych zajęć a do tego nie ma na nic wpływu. Nie jest Pani "niewidzialna". Proszę zadbać o siebie i swoje potrzeby.

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry,

Z Pani opisu wyłania się obraz osoby, która od dłuższego czasu niesie na swoich barkach ogromną odpowiedzialność i czuje się w tym wszystkim bardzo samotna. To zrozumiałe, że po latach życia w przewlekłym stresie, licznych konfliktach i poczuciu braku wsparcia pojawiają się zmęczenie, złość, bezradność i wątpliwości dotyczące przyszłości związku.

Nie jest Pani odpowiedzialna za decyzje męża, jego picie alkoholu ani brak zaangażowania w zmianę sytuacji. Warto natomiast zadbać o siebie i poszukać wsparcia dla siebie rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc uporządkować emocje i spokojnie zastanowić się, jakie rozwiązanie będzie najlepsze dla Pani i dzieci. Nie musi Pani podejmować wszystkich decyzji od razu, ale nie powinna też zostawać z tym ciężarem sama.

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 

Edyta Kotula

Edyta Kotula

Dzień dobry. 

Czytając Pani wiadomość, czuć przede wszystkim ogrom smutku, rozczarowania i samotności. Szczególnie poruszyło mnie pierwsze zdanie – że otaczają Panią ludzie, a mimo to nigdy nie czuła się Pani tak samotna.

Mam wrażenie, że od dłuższego czasu żyje Pani z nadzieją, że „za chwilę będzie lepiej”. Że kolejna decyzja coś zmieni, że sytuacja się unormuje. Tymczasem zamiast ulgi pojawiały się kolejne trudności i coraz więcej napięcia między Państwem. Z Pani słów wybrzmiewa też, jak bardzo tęskni Pani za spokojem. Nie za idealnym życiem, ale za codziennością, w której nie trzeba zastanawiać się, z czym dziś przyjdzie się zmierzyć i czy kolejny dzień znów zakończy się kłótnią. Poruszyło mnie również to, że mimo wszystko próbuje Pani spojrzeć na tę sytuację z różnych stron. Nie pisze Pani wyłącznie o zachowaniu męża, ale zauważa też własne emocje i to, jak ta sytuacja wpływa na Panią. To pokazuje, że od dłuższego czasu stara się Pani odnaleźć w tym wszystkim jakieś rozwiązanie.

Chciałabym też powiedzieć, że to, co Pani czuje, ma prawo być trudne. Czasami, kiedy przez długi czas żyjemy w napięciu i niepewności, zaczyna brakować sił, a samotność staje się jeszcze bardziej dotkliwa. Nie dlatego, że jesteśmy słabi, ale dlatego, że każdy człowiek potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, wsparcia i miejsca, w którym może po prostu odetchnąć.

Mam nadzieję, że niezależnie od tego, jaką drogę Pani wybierze, znajdzie się w niej również miejsce na Pani spokój.

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z problemem utrzymania pracy? Zjazd po dobrym początku kariery, za każdym razem.

Dobry wieczór, piszę ponieważ zauważyłem, że mam istotny problem z utrzymaniem stanowiska pracy, po każdorazowym zatrudnieniu pierwszy okres 3-6 miesięcy jest świetny, są wyniki, wszystko się spina i funkcjonuje jak najlepiej, a po tym okresie zaczyna się zjazd i po roku, max. dwóch jestem zmuszony do zmiany miejsca pracy i nie jest to niestety odosobniony przypadek, ponieważ mam ten problem już od kilku lat, a co zaskakujące nawet, gdy otworzyłem własny biznes to pierwszy okres był kolokwialnie mówiąc " z górnego C " a później znów powtórka z etatu. Czy coś ze mną jest nie tak ? Zawsze początek jest dobry, a dlaczego później jest problem - o co chodzi ? Jestem osobą, która ma swoje pasje i to nie tylko rower czy bieganie, aktywnie staram się żyć i optymistycznie patrzeć do przodu, ale czasem jak mi siądzie na głowę to co wyżej napisałem to już nie jest tak kolorowo.. Proszę o sugestie, może wskazanie kierunku, chciałbym to zmienić, ale niestety nwm jak? a jest to w ostatnim czasie mocno przytłaczające, wręcz depresyjne. Pozdrawiam

Udar krwotoczny, ataki paniki i stany lękowe - jak poradzić sobie z pogorszeniem psychiki i brakiem wsparcia?
Cześć, zmagam się z udarem krwotocznym. Nikt mnie nie rozumie to co ja czuję jaki ból oni myślą że ja tylko będę ćwiczyć. Jest źle z moją psychika a nawet nie mam komu o tym powiedzieć miewam też ataki paniki lub stany lękowe nie wiem nigdy się nie badałam można ty z kimś na pv popisać?
Jest mi ciężko- zmarła babcia, moje święta zapowiadają się bardzo niekomfortowo dla mnie, walczę z lękami i napadami paniki. Co mam robić, jak sobie pomóc?
Dzień dobry, na wstępie zaznaczę, że będzie to dosyć długa wiadomość, ale chce się z kimś podzielić tym, co mnie męczy. Od zawsze byłam bardzo wesołą osobą i patrzyłam na życie z dobrej strony (chociaż miałam pojedynczy okres zagubienia, ale to było głównie z tego, co sobie sama wmówiłam i nie przemyślałam tego). Gdy myślałam, że moje życie naprawdę staje się idealne, bo miałam wokół siebie dużo wspierających ludzi a tu nagle pod koniec maja zmarła moja kochana babcia. :( Po raz pierwszy coś aż tak we mnie uderzyło, że kompletnie pękłam. Ciężko mi było przyzwyczaić się do tego, że osoba, którą odwiedzałam przez całe moje życie praktycznie co tydzień już nigdy tam nie będzie. Wcześniej już zmarł mi dziadek, ale to było gdy miałam tylko 3 lata i nie rozumiałam co się stało. Teraz, gdy już to wszystko doskonale rozumiem to ból jest ogromny. Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć, dzień po pogrzebie wróciłam do szkoły i spędziłam czas z koleżankami. Pomogło mi to, więc uznałam, że kompletnie będę udawać, że nic się nie stało i zawsze gdy moi rodzice chcieli rozmawiać o mojej babci to po prostu zamykałam się w pokoju i próbowałam nie płakać. Po tym czasie wiem, że takie wmawianie sobie, że nic się nie stało pogorszyło mój stan. Bo się stało i to dużo. Mimo tego po jakimś czasie w miarę się podniosłam i w czasie wakacji już coraz łatwiej mi się o tym rozmawiało, a na wspomnienia z nią patrzyłam pozytywnie, ciesząc się tym ile z nią przeżyłam a łzy przychodziły już tylko w pojedyncze dni wakacji. Niestety, ale na początku lata musiałam pojechać do szpitala i wtedy po raz pierwszy doświadczyłam lęku paraliżującego do tego stopnia, że przez pół godziny pierwszego dnia po przyjeździe siedziałam i płakałam w łazience cała roztrzęsiona z kołatającym sercem. Bałam się szpitala a przede wszystkim snu w nim, bo moja babcia zmarła w szpitalu właśnie przez sen. :( Gdy się uspokoiłam to pobyt minął mi w miarę szybko, zdiagnozowali u mnie insulinooporność i przepisali leki. Nie przejęłam się tym jakoś przesadnie, mimo początkowych obaw, ponieważ to zaburzenie może prowadzić do cukrzycy, którą miała moja babcia. Na szczęście lekarze wytłumaczyli mi, że przy ciężkiej pracy i lekach będzie mi coraz lepiej (i tak jest!:)) Wakacje minęły mi bardzo dobrze, o wiele więcej wychodziłam ze znajomymi i smutek był już tylko sporadyczny. Tak samo, gdy we wrześniu wróciłam do szkoły, mimo tego, że nadal tęskniłam za babcią, czułam jak moje życie znowu wraca na lepszą drogę. Niestety nic nie może być idealne i na początku października zaczęło się: zasłabłam po raz pierwszy w życiu, nie zemdlałam, ale było blisko. Gdy siedziałam w karetce to myślałam, że zaraz umrę i bałam się jak nigdy. Od tego czasu byłam zmęczona, spanikowana i myślałam, że jestem co najmniej w jakimś śnie. Minęło trochę czasu i względnie wróciłam do normalności, niestety lęki nawracały w najmniej oczekiwanym momencie. Miałam (prawdopodobnie) ataki paniki czy to na spacerze, czy w szkole a nawet w domu. Potrafiłam wpaść w ogromną panikę nawet dwa razy w ciągu paru godzin. Zaczęłam latać po lekarzach, myślałam, że to coś z moim ciałem się dzieje, bałam się czy to nie cukrzyca albo coś innego, miałam wiele scenariuszy. Oczywiście po dłużej analizie wiem, że to wszystko było w mojej głowie i to moja psychika to powodowała. Oczywiście, nie cały czas czułam lęk, ale w 90% minął on dopiero niedawno. Od kiedy wróciłam po chorobie do szkoły (która niestety zostawiła za sobą kolejne lęki) to potrzebowałam chwili by wrócić do normalnego życia. Lęki znacznie zniknęły (co w pewnym momencie nawet zaczęło mnie niepokoić, że jak tak szybko już się nie boję...) i mimo zmęczenia po wirusie zaczęłam żyć w miarę spokojnie. Mimo tych sukcesów, które osiągnęłam w opanowywaniu się dalej nie jest do końca okej. Czasami nadal szybko zabije mi serce. Warto wspomnieć, że wcześniej już miałam spore tendencje do panikowania, nawet jako 10 latka miałam bardzo katastroficzne myśli i bałam się, że coś się komuś stanie np. moim rodzicom czy znajomym. Mam też tendencje do zamartwiania się i wmawiania sobie różnych rzeczy. W tym roku straciłam nie tylko babcię, ale również bliskie mi przyjaciółki- mimo, że nadal mam dwie cudowne najlepsze przyjaciółki to nie zastąpią mi one tamtych. Moje obecne przyjaciółki przyjaźnią się ze mną o wiele dłużej, bo 8 lat, tamte chodziły ze mną tylko do klasy, ale dopiero w zeszłym roku szkolnym bardziej z nimi rozmawiałam. Wiem, że to nie moja wina, że nasze drogi się rozeszły, ale gdy widzę je na korytarzu dobrze bawiące się w towarzystwie jednej bardzo niemiłej dziewczyny to chce mi się płakać. Co ona ma, czego ja nie mam? Na dodatek niedługo święta i moja rodzina zamiast w tym roku spędzić je jakoś spokojnie, zabiera się za to bardziej niż w zeszłym roku. Wiem, że im też jest ciężko w pierwsze święta bez babci, ale to nie powód by tak przesadzać. Zawsze spędzałam wigilię z rodzicami, wujkiem i babcią (i jeszcze raz z dziadkiem zanim zmarł) i w tym roku również, no tylko niestety już bez babci (i dziadka, mimo, że słabo go pamiętam to na pewno był bardzo kochany, tak jak pozostali moi dziadkowie ♡). Liczyłam, że spędzimy wigilię u nas w domu a następnego dnia pojedziemy do wujka, ale musimy jechać do domu babci, bo tak chce wujek. On mieszka tam na codzień, więc może dla niego to nie jest takie smutne, ale mi bez babci tam będzie smutno, wystarczy, że często jeździmy tam na obiad i już takie dwie godziny w domu bez babci mnie smucą. :( W tym roku wyjątkowo mamy zaprosić na drugi dzień świąt mojego drugiego wujka, ciocię i kuzynki. To nie tak, że ich nie lubię, ale nie podoba mi się takie zapełnianie świąt na siłę by się nie smucić. Zawsze było tak, że w wigilię byliśmy u nas a potem w Boże Narodzenie u babci albo na odwrót, a 2 dnia świąt odpoczywaliśmy oddzielnie w domu. Teraz jest więcej roboty i więcej stresu, mimo że uwielbiam święta to w tym roku w ogóle ich nie czuję i nie cieszę się jakoś bardzo na nie, nie chcę prezentów czy jedzenia, chcę by ludzie, za którymi tęsknię wrócili. :(( Jest to bardzo długie, ale chciałam opisać wszystko w jednej wiadomości. Nie wiem co robić ze smutkiem, lękami czy paniką i poczuciem jak we śnie (czasami, gdy wpadam w panikę albo mam za dużo myśli w głowie) i liczę na jakieś porady, czy iść porozmawiać np. z psychoterapeutą czy samodzielnie to zwalczać. Z góry dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam (oraz ze względu na obecny miesiąc życzę wesołych świąt :))
Jak poradzić sobie z lękiem przed egzaminem z fortepianu?
Za kilka dni mam egzmain z fortepianu na którym mi bardzo zależy. Jednak nadal nie umiem dobrze jednego utworuz czterech. Mam z nim problem i ciężko mi go zapamiętać. Nie chcę zawieść mojego Pana od fortepianu bo bardzo pomagał mi w tym roku i robił wsyztko co w jego mocy i siebie. Boję się że dostanę nie wystarczająco dobrą ocenę i nie będę mogła sobie tego wybaczyć.
Bóle psychosomatyczne związane z korzystaniem z Facebooka i myśli samobójcze
Nie mogę już dłużej żyć z bólami psychosomatycznymi. Założyłam nowe konto na facebooku, ale tylko kiedy to zrobiłam zaczęło mnie strasznie gnieść, piec i mrowić w lewym boku koło pośladka (w układzie lędźwiowym). Usunęłam konto i ból automatycznie minął. Ale strasznie chciałam mieć facebooka, więc założyłam go ponownie i ból, pieczenie i mrowienie automatycznie powróciło w tym samym miejscu. Nie daję już rady dalej żyć, to jest naprawdę irytujące uczucie. Szczególnie piecze kiedy siedzę. Jestem na granicy samobójstwa, mam dość. Nie mogę siedzieć przez to pieczenie, ale nie chcę usuwać swoich mediów społecznościowych.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.