
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Samotność w...
Samotność w małżeństwie, problemy z mężem pijącym i trudna przeprowadzka
Anonimowo
Katarzyna Świdzińska
Dzień dobry,
Czytając Pani historię, przede wszystkim widzę ogromne zmęczenie, rozczarowanie i samotność. Nie brzmi to tak, jakby problemem była jedna kłótnia czy jeden kryzys. Mam wrażenie, że od kilku lat dźwiga Pani na swoich barkach coraz więcej odpowiedzialności, a jednocześnie coraz mniej czuje oparcia w partnerze.
Słyszę też, że nie chodzi tylko o obecne zachowanie męża. Dużo bólu wiąże się z tym, że podjęła Pani ważne życiowe decyzje w zaufaniu do wspólnych planów, a rzeczywistość okazała się zupełnie inna. To może rodzić żal, poczucie zawodu i utraty bezpieczeństwa.
Poruszyło mnie zdanie „Czasem myślę, że już dawno podjęłam decyzję”. Warto zatrzymać się przy tej myśli. Nie po to, żeby natychmiast podejmować radykalne kroki, ale żeby uczciwie przyjrzeć się temu, czego Pani naprawdę chce i potrzebuje. Czasami złość, która stale wraca, jest sygnałem, że od dawna przekraczane są nasze granice.
Jednocześnie nie słyszę w Pani słowach osoby dumnej czy egoistycznej. Słyszę kobietę, która bardzo długo próbowała ratować rodzinę, brała odpowiedzialność za dom i dzieci, a teraz jest po prostu wyczerpana.
Na ten moment zachęcałabym Panią, by nie skupiała się na pytaniu „czy odejść czy zostać”, ale najpierw na pytaniu „Co jest mi potrzebne, żebym przestała czuć się jak w klatce?”. Czasem dopiero odzyskanie odrobiny przestrzeni i wsparcia pozwala zobaczyć dalszą drogę.
Proszę też pamiętać, że dbanie o siebie i swoje granice nie jest odbieraniem dzieciom ojca. To są dwie różne sprawy.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Michałek
Dzień dobry,
dużo tego, w zasadzie to już się wylewa...
Jesteś zmęczona, bez wsparcia i zrozumienia. Bezsilność i frustracja często prowadzą do złości. Nasza złość to bardzo ważna i dobra informacja!
Nie chcę już tak jak jest!
Teraz dobrze by było zaopiekować tę złość i dojść do tego czego nie chcę, a czego chcę.
Droga może być trudna, ale aktualna sytuacja też jest trudna i już nie mam siły by w niej tkwić. Zatem jeśli nie zaakceptuję swojej codzienności będę w ciągłej frustracji, żalu. Wybór należy do mnie.
Myślę, że warto to wszystko poukładać ze specjalistą.
Powodzenia!
Jagoda Jek
Mam poczucie, że wiele dźwigasz od bardzo długiego czasu i bardzo jesteś tym wszystkim zmęczona. Wybrzmiewa nie tylko samotność, ale też poczucie, że wiele ważnych decyzji życiowych wydarzyło się kosztem Twoich potrzeb i bezpieczeństwa.
Opisujesz trudną sytuację rodzinną, problemy finansowe, konflikty, wątpliwości związane z piciem alkoholu przez męża, brak wsparcia ze strony bliskich, a jednocześnie próbę utrzymania codziennego funkcjonowania i zadbania o dzieci. Nic dziwnego, że przy takiej ilości obciążeń pojawiają się złość, bezradność, smutek czy myśli o tym, czy chcesz dalej żyć w taki sposób.
Zatrzymałam się również przy zdaniu, że czujesz się jak w klatce. To bardzo mocne słowa i pokazują, jak dużego napięcia doświadczasz na co dzień. W takiej sytuacji warto pamiętać, że nie musisz radzić sobie z tym wszystkim sama.
Myślę, że dobrym krokiem byłoby poszukanie wsparcia dla siebie – rozmowy z psycholożką lub psychologiem. Nie po to, żeby podejmować pochopne decyzje dotyczące małżeństwa, ale żeby mieć przestrzeń do uporządkowania własnych emocji, potrzeb i zastanowienia się, czego Ty sama chcesz na dalszym etapie życia. Czasem, kiedy przez lata koncentrujemy się na rodzinie i gaszeniu kolejnych pożarów, bardzo trudno usłyszeć własny głos.
Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. Samo nazwanie tego, co przeżywasz, bywa pierwszym krokiem do szukania dla siebie wsparcia.
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Doświadczanie samotności w otoczeniu najbliższych osób oraz poczucie zaciskającej się klatki to sygnały alarmowe świadczące o wycieńczeniu psychicznym. Znalazła się Pani w sytuacji permanentnego kryzysu -życie w niedokończonym domu, doświadczenie problemu alkoholowego u partnera, brak oparcia w teściach oraz ciągłe kłótnie i nieprzewidywalność tworzą duże obciążenie emocjonalne. To zupełnie naturalne i ludzkie, że w takich warunkach reaguje Pani złością – jest to Pani mechanizm obronny na poczucie bezsilności i ciągłe przekraczanie granic.
W obecnym punkcie kluczowe jest przeniesienie uwagi z ratowania męża czy domu na ratowanie własnych zasobów. Gorąco zachęcam Panią do podjęcia terapii indywidualnej lub zgłoszenia się do lokalnego Ośrodka Interwencji Kryzysowej bądź grupy wsparcia dla osób współuzależnionych - Al-Anon. Potrzebuje Pani bezpiecznej przestrzeni aby odbudować swoją sprawczość i krok po kroku przygotować plan wyjścia z tej trudnej sytuacji – niezależnie od tego, czy będzie to oznaczało powrót w rodzinne strony, czy inną formę usamodzielnienia.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Agnieszka Włoszycka
Proszę Pani,
Czytając Pani wiadomość, miałam poczucie, że od bardzo dawna niesie Pani na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Słychać w tym zmęczenie, rozczarowanie, złość ale też żal po życiu, które miało wyglądać inaczej.
Zatrzymałam się przy słowach: „czuję się jak w klatce”. Czasami nie chodzi już o pojedyncze kłótnie czy problemy, ale o utratę nadziei, że cokolwiek może się zmienić. Wtedy nawet drobne trudności zaczynają przygniatać. Mam też wrażenie, że od dłuższego czasu jest Pani bardziej w trybie przetrwania niż życia. Rozwiązuje kolejne kryzysy, dźwiga odpowiedzialność za dom, dzieci i relację, a jednocześnie sama zostaje bez realnego wsparcia.
Nie zachęcałbym teraz do podejmowania pochopnych decyzji o przyszłości związku. Najpierw warto zadać sobie pytanie: czego Pani potrzebuje już teraz, żeby choć odrobinę odzyskać grunt pod nogami? I czy jest choć jedna osoba, przy której może Pani szczerze powiedzieć, jak bardzo jest Pani zmęczona? Z Pani wiadomości nie wybrzmiewa osoba, która się poddała. Bardziej ktoś, kto od bardzo dawna próbuje udźwignąć zbyt wiele samotnie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Jest mi zwyczajnie Pani żal . Czytając to, co Pani napisała, widzę kobietę styraną życiem, żyjącą pod dyktando innych ludzi. Gdzieś po drodze zniknęło poczucie bezpieczeństwa a zamiast tego wkradały się emocje, które na dobre rozgościły w Pani życiu. Żyła Pani dla innych, zaspokajając ich potrzeby. A gdzie w tym jest Pani sama? Co Pani robi dla siebie, czy podjęła Pani kiedyś "walkę"? Czy pani stawia granice? Czy Pani robi coś dla siebie? Rozważała Pani kontakt ze specjalistą, aby uzyskać wsparcie? Nie może Pani pozostać z tym sama. Jest pani zmęczona i musi pani odpocząć, ale nie tak jak chcą inna, ale tak jak mówi Pani umysł i ciało. Czasami warto być też ciut egoistą, gdyż bez tego nie zawsze da się funkcjonować, szczególnie kiedy inni nie widzą problemu i są przyzwyczajeni że matka i żona jest jednocześnie sprzątaczką, kucharką i wykonuje milion innych zajęć a do tego nie ma na nic wpływu. Nie jest Pani "niewidzialna". Proszę zadbać o siebie i swoje potrzeby.
Sylwia Skibińska
Dzień dobry,
Z Pani opisu wyłania się obraz osoby, która od dłuższego czasu niesie na swoich barkach ogromną odpowiedzialność i czuje się w tym wszystkim bardzo samotna. To zrozumiałe, że po latach życia w przewlekłym stresie, licznych konfliktach i poczuciu braku wsparcia pojawiają się zmęczenie, złość, bezradność i wątpliwości dotyczące przyszłości związku.
Nie jest Pani odpowiedzialna za decyzje męża, jego picie alkoholu ani brak zaangażowania w zmianę sytuacji. Warto natomiast zadbać o siebie i poszukać wsparcia dla siebie rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc uporządkować emocje i spokojnie zastanowić się, jakie rozwiązanie będzie najlepsze dla Pani i dzieci. Nie musi Pani podejmować wszystkich decyzji od razu, ale nie powinna też zostawać z tym ciężarem sama.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Edyta Kotula
Dzień dobry.
Czytając Pani wiadomość, czuć przede wszystkim ogrom smutku, rozczarowania i samotności. Szczególnie poruszyło mnie pierwsze zdanie – że otaczają Panią ludzie, a mimo to nigdy nie czuła się Pani tak samotna.
Mam wrażenie, że od dłuższego czasu żyje Pani z nadzieją, że „za chwilę będzie lepiej”. Że kolejna decyzja coś zmieni, że sytuacja się unormuje. Tymczasem zamiast ulgi pojawiały się kolejne trudności i coraz więcej napięcia między Państwem. Z Pani słów wybrzmiewa też, jak bardzo tęskni Pani za spokojem. Nie za idealnym życiem, ale za codziennością, w której nie trzeba zastanawiać się, z czym dziś przyjdzie się zmierzyć i czy kolejny dzień znów zakończy się kłótnią. Poruszyło mnie również to, że mimo wszystko próbuje Pani spojrzeć na tę sytuację z różnych stron. Nie pisze Pani wyłącznie o zachowaniu męża, ale zauważa też własne emocje i to, jak ta sytuacja wpływa na Panią. To pokazuje, że od dłuższego czasu stara się Pani odnaleźć w tym wszystkim jakieś rozwiązanie.
Chciałabym też powiedzieć, że to, co Pani czuje, ma prawo być trudne. Czasami, kiedy przez długi czas żyjemy w napięciu i niepewności, zaczyna brakować sił, a samotność staje się jeszcze bardziej dotkliwa. Nie dlatego, że jesteśmy słabi, ale dlatego, że każdy człowiek potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, wsparcia i miejsca, w którym może po prostu odetchnąć.
Mam nadzieję, że niezależnie od tego, jaką drogę Pani wybierze, znajdzie się w niej również miejsce na Pani spokój.

Zobacz podobne
Witam...pozostaję załamana i w szoku.
Jestem pisarką (20 książek na tematy duchowe, naukowe, międzynarodowe targi książki). Zaprzyjaźniłam się z panią prezes miesięcznika naukowego, w którym publikowano moje teksty. Przyjaźń trwała kilka lat. Wzajemnie wysyłałyśmy sobie listy i czasem drobne upominki. Ostatni list I upominek wysłałam latem, ale ona kazała przez swojego pracownika odpisać mi, że wyjechała i dziękuję za to, co przysłałam. W grudniu wysłałam moją piękną 20tą księgę z dedykacją. Nie odpisała na życzenia świąteczne i nie podziękowała...dotąd milczy.
Proszę o podpowiedź i pomoc. Czuję się jak kopnięty, niepotrzebny przedmiot...być może padłam ofiarą intrygi i nie mam szans się obronić Doris
Od trzech lat żyjemy z mężem w kryzysie. Ciągle kłótnie obrażanie, w tym wszystkim uczestniczą dzieci. Mój 12-letni syn powiedział mi dziś ,,tata jedzie po tobie każdego dnia i że on już nie ma sił i że nie wytrzymuje w tym domu. Agresja męża słowna, jak i fizyczna przeniosła się również na syna, który ma już swoje zdanie i nazywa to, co się dzieje po imieniu i otwarcie mówi, co czuje. Mąż mówi mi, że to ja swoim zachowaniem prowokuje go do takiego zachowania, że jestem głupią, pusta idiotka psychopatka itp inne i ze, jak nie pójdę do psychologa albo nie powiem mu co dalej z nami, to on mi pokaże. Daje mi czas do końca kwietnia… Czuję się zastraszona, jest godzina 23, a ja nawet nie wiem, czy będę spała w sypialni, bo nie wiem, czy mąż mi pozwoli, bo gdy mamy gorsze dni, to mówi, że to jest jego dom jego sypialnia i nie życzy sobie, abym z spała, bo na to nie zasługuje, a gdy mimo wszystko idę spać do sypialni, to w złości mnie wykopuje z łóżka lub włącza telewizor bardzo głośno bym nie mogła spać. Masakra .

